piątek, lipca 26, 2019

Macki ośmiornicy?

Tym razem bez żadnych żartów, sprawa jest śmiertelnie poważna. Zrozumiem, jeśli ktoś po dokładnym przeczytaniu stwierdzi, że przesadzam, że ponoszą mnie spiskowe spekulacje, że ta tutaj argumentacja jest jednak o wiele zbyt wątła, by móc kogokolwiek o zbrodnię podejrzewać. Zrozumiem, sam bowiem zdaję sobie sprawę, na jak wątłym materiale pracuję, jednak mimo to moje podejrzenia są na tyle mocne, że nie mogę ich po prostu zignorować.

No więc, przed chwilą byłem na posterunku Policji, gdzie, nie ukrywając całej formalnej wątłości moich argumentów, pokrótce (bo na tyle mi pozwolono) opisałem sprawę, prosząc, by w przyszłości lokalna policja przyjrzała się podobnym sprawom, bo tu mimo wszystko może być coś na miarę słynnych łódzkich "łowców skór", w wydaniu godnym "Małej Sycylii".

Zostałem w sumie spławiony. B. subiektywnie, zgoda, ale odniosłem wrażenie, że policjant, z którym rozmawiałem, albo b. nie lubi cokolwiek w ogóle robić, albo w jakiś tam sposób sam... Rozumiemy się? Mam, jeśli nadal ta sprawa mnie dręczy, napisać pismo do Prokuratury, a ona na pewno się tym zajmie. W co akurat słabo wierzę, bo jeśli siedzący w sumie bezczynnie w okienku policjant się nie raczył wysilić, to na pewno nie wysili się Prokuratura, mająca masę spraw na głowie. Nie na podstawie tak formalnie mglistego podejrzenia prywatnej osoby.

W rozmowie z tym policjantem najbardziej uroczy był taki z grubsza (podaję z pamięci) dialog:

On: Przy każdym takim przypadku jest przecież lekarz... (tutaj jakieś fachowe określenie na tego lekarza)!

Ja: Ale w tym przypadku żadnego lekarza nie było.

On: No to nie było.

"Dobra, o co więc chodzi?" - pyta niecierpliwy czytelnik. "Przechodź człowieku do konkretów!" Otóż miesiąc temu, 25 czerwca 2019, zmarła moja matka. W szpitalu, gdzie ją zabrało pogotowie, po tym jak zasłabła po powrocie od lekarza, do którego poszła z powodu męczącego ją od jakichś dziesięciu dni kaszlu. Nie był to jakiś przerażający kaszel, słyszałem i emitowałem bez porównania gorsze, a fakt, że moja mama, która, choć wyjątkowo na swój wiek zdrowa, bardzo też lubiła chodzić do lekarza, poszła doń dopiero po tak długim czasie, sugeruje, że to nie był nic śmiertelnego.

Oczywiście - śmierć osoby liczącej 89 lat, a już szczególnie w czasie tamtych upałów, nie może sama w sobie wzbudzić sensacji (co innego żal), ale od paru dni jej okoliczności coraz mniej mi się podobają, coraz mniej zdają mi się normalne i zdrowe... Po prostu sprawa zaczyna mi śmierdzieć. Choć, powtarzam, przyznam bez oporu, że tu nie ma żadnych twardych dowodów i być ich nawet nie ma jak.

Co, swoją drogą, stanowiłoby uroczą okoliczność dla bezwzględnego przestępcy... O ile taki by tu występował oczywiście. Nikogo wprost nie oskarżam, po prostu widzę tu i motyw, i możliwość, i całkiem niemało dość jednak dziwnych okoliczności. Co, z kilku różnych a istotnych względów, postanowiłem tu opisać. (Do Prokuratury albo to trafi samo, albo ja to wyślę, albo nie trafi. Jeszcze nie wiem, jak zrobię.)

Konkretnie było to tak, że mama wyszła, kiedy chyba jeszcze spałem (długo, bo odsypiałem pracowitą noc), po iluś tam godzinach wróciła, ja odbieram na kompie maila od klienta i nagle słyszę słabe "Piotr, Piotr!" Na szczęście (choć niewiele w tym tego szczęścia) nie zignorowałem, wychodzę z pokoju, widzę drzwi do łazienki otwarte, a na posadzce mama leżąca bez ruchu. Zasłała i nie może się podnieść. Zaciągnąłem ją do jej pokoju i położyłem na łóżku. Pytam, czy mam dzwonić na Pogotowie, mówi że nie.

Wyglądała na słabą, ale nie wprost tragicznie, odzywała się słabym głosem, ale sensownie i zrozumiale. Odszukałem jej komórkę, z której zadzwoniła do zaprzyjaźnionej sąsiadki. W sumie po kilku minutach sąsiadka była u nas i rozmawiała z mamą. Poszedłem dalej załatwiać sprawy z klientem, zresztą w tamtym pokoiku trzy osoby się nie mieszczą, a ja nie miałem powodu tam być.

Po jakimś kwadransie dzwonek domofonu, Pogotowie, wpuszczam, idą do pokoju mamy. Coś tam przy niej dłubią, ja stoję obok, by udzielać ew. potrzebnych informacji. Pytają na co chorowała, mówię, że ma prawie dziewięćdziesiąt lat, więc trudno po niej oczekiwać genialnego zdrowia, ale w sumie jest wyjątkowo na swój wiek zdrowa, a że zasłabła spędzając w pionie kilka godzin w tym upale, nie wydaje mi się aż tak dziwne.

Ci na mnie dosłownie z mordą! Teksty, że nieopiekowanie się starą matką jest przestępstwem itd. Nie znoszę, jak jakiś pajac po otrzymaniu odznaki czy legitymacji zaczyna ludzi dookoła, a mnie w szczególności, traktować jak carski stójkowy wozaka, co się zabłąkał na wielkomiejskim skrzyżowaniu, więc też powiedziałem im parę gorzkich słów. Coś tam przy mamie dłubali i zadzwonili po Policję. Dziwne, ale miała się mną zająć, bo nie przywiązałem za nogę do kaloryfera staruszki, która nie tylko była w pełni władz umysłowych, nie tylko chodziła sobie kiedy chciała po osiedlu, ale co pewien czas jeździła na spotkania Lwowiaków do centrum, a kiedy miała za co, także odwiedzała przyjaciółki w Warszawie.

Policja faktycznie przyszła, trzy minuty wyjaśnienia, coś tam podpisałem i poszli. Tutaj pełna kultura. Wracając zaś do spraw naprawdę poważnych... Po jakiejś pół godzinie ci dwaj sanitariusze (faktycznie mocno bykowaci, if you get my drift, co w moich oczach jest plusem, nie minusem, ale odnotowuję) wyciągnęli mamę, u której już nie dostrzegłem oznak przytomności, a nawet życia, przez nasz wąziutki i zabudowany przedpokój w takiej płachcie z mieszkania i tyle ją, a także ich, widziałem.

Z sąsiadką się pożegnałem, wiadomo było, że mamę zabrali do szpitala. Nie pytałem do jakiego, bo miała przy sobie komórkę i jeśli zechce, nie omieszka przecież zadzwonić. Żebym jej w czymś pomógł, dowiózł, czy sobie po prostu pogadać. Na drugi dzień, chyba koło południa to było, przychodzi ta sąsiadka, faktycznie przyjaciółka mamy, i mówi, że mama umarła. Zakląłem jak szewc, bo akurat tego nijak się nie spodziewałem.

Po prostu, kiedy ją ostatni raz widziałem i z nią rozmawiałem, absolutnie nie była w takim stanie, by można było podejrzewać, że za kilka godzin umrze. A już szczególnie, że umrze akurat pod fachową szpitalną opieką po otrzymaniu pomocy od fachowych, pełnych poświęcenia sanitariuszy. Sąsiadka coś chyba mówiła o zapaleniu płuc, jako o przyczynie zgonu, dzisiaj nie jestem na sto procent tego pewien, nic innego o przyczynie nie ma ani w akcie zgonu, ani nigdzie, i nikt mi nic na ten temat nie mówił. Teraz niestety trudno mi już z niej coś wyciągnąć, bo w parę dni po pogrzebie, który miał miejsce kilka dni później, pojechała zarabiać do Niemiec. Jej syn obiecał ją zdalnie wypytać.

Zapalenie płuc wydaje mi się tu b. dziwne, o ile naprawdę to miałoby być przyczyną. Mama chodziła, czasem do kilku dni kaszlała, fakt, ale o utopieniu się w płucnej wydzielinie nie mogło nawet być mowy, a to, na ile wiem, jest śmierć na zapalenie płuc... No a już szczególnie w szpitalu, o ile kilka godzin temu chodziła, mimo potwornego upału, bez wielkich problemów.

Serce mama miała jak dzwon, w ogóle długowieczna rodzina i naprawdę żelazne, mimo różnych tam starczych problemów, paru operacji i paru kontuzji, zdrowie. Nie rzucając na nikogo żadnych konkretnych podejrzeń, jednak od kilku dni nie mogę się opędzić od myśli, że - mając wystarczającą motywację - znalazłby tu zastosowanie jakiś Pavulon, czy inny specyfik, tak lubiany przez łódzkich "łowców skór"... Niby dlaczego tego typu akcje miałyby być jakoś wyjątkowo ograniczone do Łodzi? Dlaczego nie mogłyby występować np. w "Małej Sycylii"? ("W" czy "na"? Kto to rozstrzygnie!)

Tylko ten powód, tak? No więc widzę to w ten sposób... Dla organów oczywiście nie, bo wiek i stan narządów nie ten... Dla wystawnego pogrzebu też nie, to mogę rzec z przekonaniem... Jednak pozostaje mieszkanie... Blok jest wczesno-gierkowski, ma z 50 lat i to się czuje, większość lokatorów nie jest chyba bogata, nawet teraz myślę, że sporo mieszkań komunalnych... Mama była swego czasu dość wysoko w biurze Głównego Architekta Gdańska, i to mieszkanie było służbowe, czyli w sumie tak jak komunalne.

Okolica jednak... Wciąż tu budują b. kosztownie wyglądające apartamentowce, w których nikt nie zdaje się mieszkać, więc czysta spekulacja, ale, zanim się ta bańka nie rozpęknie, na pewno niesamowity spekulacyjny zysk. Jak sprawy z nieruchomościami związane rozgrywa się w największych miastach tenkraju, to wiadomo, a Gdańsk akurat nie ma wielkich powodów odstawać od tej stawki pozytywnie - należałoby raczej podejrzewać, że tu może akurat być najgorzej. (Polecam  nawiasem mój dawniejszy tekst o "Mafii hazardowej". Też się z tą lokalną urodą krajobrazu wiąże.)

Do morza stąd półtorej kilometra, z kuchni, balkonu itp. wciąż oglądam statki, mimo drzew w Parku Reagana, tych gigantycznych apartamentowców i tego zamkniętego osiedla, które mnie kiedyś zapłodniło do napisania tekstu o Icku. Do Starej Oliwy kilkaset metrów, do kolejki SKM, pętli tramwajowej jeszcze bliżej, sam środek Trójmiasta, obok Uniwersytet,

Trochę dalej AWF... Te tereny muszą mieć ogromną wartość, a już szczególnie dla bezwzględnych spekulantów. O ile tacy by istnieli oczywiście. No i trzeba by się też jakoś popozbywać tych różnych smętnych ludzi, którzy tutaj z łaski itd. itd.... Mieszkają sobie, zajmując bez sensu miejsce pod wielkie i nieprawdopodobnie zyskowne inwestycje. Jak to widzą różni tacy.- przecież oni tego nawet nie ukrywają i nie może być większych wątpliwości!

Tylko teraz pozostaje pytanie: jak daleko oni są gotowi się posunąć? Czy np. uśmiercenie kogoś i tak przecież stojącego nad grobem jakimś Pavulonem... Nie do wykrycia po paru godzinach, nie mówiąc już o kimś, kto został skremowany... Musi kusić, a skoro w Łodzi co najmniej czterech ludzi z tej branży zdołało się w tej sprawie, mimo teoretycznego ryzyka, porozumieć, więc dlaczego mielibyśmy to wykluczyć tutaj?

Tyle mam na razie do powiedzenia. Przepraszam, jeśli ktoś poczuł się rozczarowany i jest całkiem pewien, że nie ma tu absolutnie niczego, co by mogło usprawiedliwić ten wpis, nic co by mogło budzić ponure podejrzenia. Fakt, że to moja matka, z którą przeżyłem ostatnie ćwierć wieku, i wtedy faktycznie była na ogół przesłodka, więc nie jestem całkiem obiektywny...

Jednak te podejrzenia zaczęły mnie nachodzić dopiero w parę tygodni później, nie jest to więc chyba wynik żalu czy szoku. Może moja paranoja, ale nie sądzę. Więcej w razie potrzeby interaktywnie, a gdyby ktoś chciał to wykorzystać, podać dalej, opublikować, użyć jako wsparcie własnego doniesienia czy coś takiego, to proszę się nie krępować! Dzięki za uwagę każdemu, kto do końca doczytał.

triarius

P.S. Zapomniałem podać... Samo w sobie oczywiście nie jest to podstawą do podejrzeń, ale w kontekście nabiera nieco znaczenia - otóż zaraz po owym fatalnym dniu wszędzie dookoła, znaczy w całym budynku, z naszą skrzynką pocztową włącznie, pojawiły się karteczki z anonsem, że "kupię mieszkanie w tym bloku, płacę gotówką". Ostatnio zaś mieliśmy, z idiotycznego powodu, trochę, fakt, moja wina, ogromne problemy finansowe.( Okazało się, że klienci nie otrzymywali moich faktur, więc ja płaciłem z góry VAT, a potem przez wiele miesięcy bezskutecznie czekałem na zapłatę i zwrot tego VATu. Czyli w sumie dopłacałem do własnej pracy. Obłęd!) Masa ludzi musiała o tym wiedzieć.

15 komentarzy:

  1. Jeżeli tak to wszystko o Tobie wiedzą włącznie z tym blogiem. Poza tym ludzie mogą posunąć się naprawdę daleko. Skoro młode kobiety usuwają nowe życie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ale chyba jednak lepiej, żeby wiedzieli, że ja tu w sumie już wszystko powiedziałem, a istnieją ludzie, którym ew. jakiś mój nieszczęśliwy wypadek, czy choćby eksmisja, z powyższym się skojarzy. Zgoda? I coś w tej sprawie zrobią.

      Pzdrwm

      Usuń
  2. Zależy mi na tym (da się to zrozumieć), by ten wpis (jak paranoiczny by się niektórym nie wydawał) jak najszerzej rozpropagować. A gdyby mi się coś przypadkiem stało - samobójstwo, wypadek, te rzeczy - wypadałoby jakoś te sprawy z tym tutaj połączyć i poruszyć niebo oraz ziemię. Tak? Rozumiemy się?

    Przy okazji, gdyby kogoś interesowały komentarze pod tym tekstem - moje i innych - to to jest na razie już w dwóch innych miejscach:

    http://blogmedia24.pl/node/82219

    http://niepoprawni.pl/blog/triarius/macki-osmiornicy

    W razie czego prosiłbym jednak się zainteresować, bo ten gliniarz, z którym rozmawiałem przejawiał zachowania zatrącające paniczną histerią, np. opieprzając mnie, że mówiłem to "publicznie" do niego w okienku, kiedy ja nie miałem innej możliwości, bo dopiero po usłyszeniu istotnej części, on mnie w ogóle do środka wpuścił i ze mną chwilę porozmawiał. A tę pretensję, że "publicznie" (czy jak on to tam określił) wyraził akurat głośno, kiedyśmy już wychodzili z tego pokoju przesłuchań i obok był jakiś facet. Naprawdę nieprzyjemna sprawa, ale w Gdańsku tak śmierdzi, że wszystko tu jest możliwe, a ja w końcu jestem synem i jak mi matka dużo gorzej wygląda po paru minutach interwencji sanitariuszy, niż przedtem, a zaraz potem umiera, to jednak nie mogę tego po prostu zignorować.

    Powiedziałem już w sumie chyba wszystko co wiem, udowodnić tego tutaj i tak się nie da, co najwyżej przyjrzeć się całej tej sprawie w dużej skali, czego oczywiście nikt nie zrobi, ale w razie czego Wy nie odpuśćcie, bo naprawdę trochę może nawet być ryzyko dla życia z mojej strony. Albo i nie trochę. Ten i ów powinien wiedzieć, że sami by na siebie światła jupiterów zwrócili, co, miejmy nadzieję, jednak im nie pasuje. (Choć z Adamowiczem, kurwa mać, pasowało.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  3. Wczoraj wrzuciłem to także na szalom, którego od dawna nie ruszam, ale ma pewną oglądalność, a na tym mi zależy. Oto:

    https://www.salon24.pl/u/triarius/972738,macki-osmiornicy

    Długo nie pokazali (na SG oczywiście nie ma po tym śladu, na razie widzę 176 wejść, marnie), bo kategorię zmienili mi na "Osobiste". Urocze! Podobnie te dwa komenta, które tam dostałem.

    W każdym razie jestem teraz niemal całkiem pewien, że to nie była "naturalna" śmierć. Mam tu trochę wejść, jak na niszowy blogasek, i postaram się ew. nowe info podawać. Co ma też i inne cele...

    OdpowiedzUsuń
  4. To znaczy tak... Ja się nieco faktycznie zdziwiłem, że po ich ratunkowych działaniach mama całkiem bez życia, ale nie aż tak bardzo się, zdziwiłem, myśląc, że widać dali jej coś na sen, żeby odpoczęła... Jednak drobny fakt, że wkrótce potem nie żyła (należałoby ustalić KIEDY, choć i to tylko niestety oficjalne dane i pies wie, jak się mają do czegokolwiek) sporo tutaj zmienia. Zgoda?

    Swoją drogą, w tych warunkach, co za lekki i bezpieczny biznes! A skoro się radośnie morduje "embriony", a starcom całkiem oficjalnie i legalnie ogranicza się pomoc medyczną do symbolicznego minimum, to masa ludzi w takiej sytuacji musi nie odczuwać absolutnie żadnych skrupułów... To już nie czasy Raskolnikowa, który przecież nie miał telewizji i "Przystanku Łudstok"!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie że coś, jak mawiała moja dwujęzyczna córka:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Pankuronium

    OdpowiedzUsuń
  6. W sumie to uroczy absurd, że ludzie tak się przejmują szczepionkami, ew. trefnymi dodatkami do wody (choć to akurat rozumiem), podprogowymi przekazami w TV (jakby te "nadprogowe" z nawiązką nie wystarczały), a nikt jakoś nie ma oporów przed oddawaniem własnego życia i życia swoich bliskich w ręce całkiem obcych, oswojonych z widokiem cierpienia i śmierci, dość marnie opłacanych i nie wiadomo przez kogo właściwie testowanych na swą łagodność i człowiekolubne instynkty facetów...

    Dysponującymi w dodatku środkami takimi jak ten (za Wikipedią):

    "Pankuronium stosowane jest w Stanach Zjednoczonych przy wykonywaniu wyroków śmierci przez zastrzyk trucizny. W Polsce stało się znane wskutek afery „łowców skór”, ujawnionej przez „Gazetę Wyborczą” na początku 2002 roku." Więcej tutaj:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Pankuronium

    Niesamowita jest natura ludzka, byt naprawdę określa świadomość, a Liberalizm to faktycznie najwyższe stadium rozwoju... Wszechświata po prostu!

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę obok tematu, ale nie całkiem... Niesamowity reportaż "Czarna ryba" ("Black Fish"). Czysty Ardrey - liberalizm, hodowlany człowiek (lub orka), media, prawnicy...

    Obejrzcie, jeśli macie możliwość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Trzeba nam wiedzieć, idąc za słowami ekspertów z filmu, że każde stado orek ma swój język, swoje zasady, nawet tradycje. Tilikum został wrzucony, niczym obcokrajowiec do więzienia w obcym kraju. Tak jakby nasz rodak odbywał karę w więzieniu w Chinach. Nie chodzi tu o strażników. O nie, ci akurat robili co mogli by ulżyć w cierpieniach. Chodzi o współosadzonych . To właśnie różnice kulturowe, język i agresja w celi, czyli basenie, doprowadziła do tego, że Tilikum stał się niebezpieczny." Hmmm...

      Usuń
    2. Exactement! Może intencja tej wypowiedzi była i liberalno-bolszewicka, ale jej wymowa, dla bystrego Tygrysisty, jest tak ardreyiczna, jak to tylko możliwe. Uczyć się, choćby od diabła! Zresztą intencja tego filmu też nie widzi mi się szczególnie lewacka.

      Nie zgodzisz się?

      Pzdrwm

      Usuń
    3. W rzeczy samej... Tylko żeby ci, którzy mają obecnie dominujący wpływ na kierunek w którym zmierzamy, byli w stanie to dostrzec. Zostaje chyba tylko świadoma obserwacja procesów, nic więcej.

      Usuń
    4. Obserwacja... Niezapomniany Amalryk zawsze to głosił, jako pociechę dla faktu, że żyjemy w obrzydliwych czasach gnicia i upadku. (Coś nas chyba odumarł, bo zewsząd poznikał. Szkoda!)

      A co do "tych którzy mają decydujący wpływ"... Brrr! Chyba myślisz o kimś innym, niż mi się na te słowa nasuwa, bo ci moi to naprawdę lepiej, żeby niczego nie dostrzegali i po prostu wyparowali do przestrzeni międzygalaktycznej.

      Usuń
  8. Z drobnych, acz pikantnych szczególików mogę dodać, że:

    1. Ten milicjonier (przy okazji Życzenia z Okazji Ich Święta!) absolutnie nic nie notował i nie nagrywał, a to chyba ich psi obowiązek.

    2. W pewnym momencie zaczął coś w stylu: "jeśli pan tam mieszkał, to właściwie pan miał największy interes...", co mu niestety z naturalnego odruchu przerwałem i mu powiedziałem, że: "z TYM to ja teraz naprawdę zwrócę się do prokuratury!", na co on zaczął się mętnie tłumaczyć, że "interes miałem w wyjaśnieniu sprawy". Czyli mam się wcielić w detektywa, a tamtych dwóch wziąć na tortury i wycisnąć z nich ew. przyznanie. A w tym czasie policmajstry będą świętować rocznice i czekać na fajrant za pieniądze podatnika. W cudnym kraju wciąż żyjemy!

    OdpowiedzUsuń
  9. "Czarna ryba"- niedziela 28 lipca, czyli jutro 17:20 na TV 4

    Ardrey w pigułce. Polecam!

    OdpowiedzUsuń
  10. 1. Linek do tego wszystkiego tutaj (może się przydać w niektórych kontekstach): https://bez-owijania.blogspot.com/2019/07/macki-osmiornicy.html

    2. Czy jest może na sali prawnik? Może mi z ręką na sercu powiedzieć, czy mam jakiekolwiek szanse z tymi informacjami u prokuratury? I ew. jakieś np. biura poselskie? Czy, i jeśli tak, gdzie? Zdaję sobie sprawę z tego, że tu by była ogromna praca niezbędna, aby uzyskać cokolwiek konkretnego, ale sprawa naprawdę śmierdzi, jest śmierć i są potencjalne motywy. Trzeba by zbadać podobne przypadki i ich skutki.

    OdpowiedzUsuń