poniedziałek, października 24, 2011

O dłoniach i uczłowieczaniu małpy (część 1)

Z tym, że dłoń odegrała ogromną rolę w uczłowieczeniu małpy, zgodziliby się wyjątkowo zarówno Marks, jak i Ardrey. Marks gada w tym kontekście coś o pracy - jak to leberalny komuch - podczas gdy Ardrey, znacznie sensowniej, mówi, że człek wziął się z "drapieżnej małpy, polującej zbiorowo i z bronią". Z czego sporo mu zresztą zostało do dziś, na dobre i złe. (Nie Ardreyowi, bo już niestety nie żyje, tylko człekowi.)

Jednak, co jest smutne, to lewizna wyciąga z tego faktu praktyczne wnioski i np. masakruje bezbronnych "faszystów" z pomocą śrubokrętów i młotków. (Swoją drogą, choć nie śledzę biężączki, to chyba by do mnie jakoś doszło, gdyby tamta napaść zakończyła się wysokimi wyrokami, czego by się człowiek spodziewał, gdyby oczywiście nie wiedział co to za kraj.)

Znowu zdaje się nadarzy im się wkrótce do tego fajna okazja, na co niektórzy nasi próbują znaleźć jakąś radę. U Nicka na przykład znalazłem dziś w komęcie radę, którą cytuję:
paź 24, 2011 / djans:
„Ja to się zastanawiam jaki sprzęt trzeba wziąć ze sobą na ten marsz.”
Karton tłustego mleka – dobrze zmywa składniki aktywne gazów drażniących-łzawiących; w zeszłym roku grupa antyfaszystowskich pacyfistów dokonała napadu i ciężkiego pobicia pasażerów pociągu przy użyciu lekkich, niedużych młotków stolarskich i ślusarskich; hydrowargotargacz, czyli pokrętło zaworu co prawda nie leży w dłoni tak dobrze, jak kastet, ale nosząc je w kieszeni nie łamie się zapisów ustawy o broni i amunicji…

Ale tak serio, to myślę, że zamiast różnych gadżetów każdy powinien zabrać swoją Kobietę i Dzieci, oraz aparat, czy kamerę. Dajmy III RP szansę na wykazanie się jak dobrze potrafi chronić swoich obywateli przed lewackimi terrorystami
 To o mleku b. mi się spodobało, choć nie sprawdzałem i nie mogę ręczyć, że to naprawdę działa. To o zaworach, choć idea słuszna i krok we właściwym kierunku, wzbudziło nieco moich wątpliwości, którymi się tu z wami podzielę.

O cóż nam chodzi w tego rodzaju "środkach przymusu bezpośredniego", jak ten wspomniany przez djansa domorosły kastet? Chodzi nam o:

1. skuteczność (choć raczej nie aż tego rodzaju, by było łatwo zabić, albo w makabryczny sposób smasakrować);

2. łatwość noszenia i szybkiego zastosowania;

3. względnie niewinny wygląd, żeby się było trudno przyczepić w razie np. rewizji (nie mówiąc już po daniu jakiemuś lewakowi za jego pomocą bolesnej nauczki);

Jak to kółko od zaworu spełnia owe warunki?

Ad 1. tak, jak niemal każdy kawałek żelastwa trzymany w dłoni, może minimalnie lepiej od byle jakiego żelastwa;

Ad 2. w sumie OK, daje się nosić w kieszeni i w miarę szybko wyjąć;

Ad. 3 marnie!

Na temat punktu 3 powiedzmy sobie jeszcze parę słów. Otóż nie sądzę, by, nawet w całkiem niewinnej sytuacji, wygrzebanie przez np. policję takiego kółka z czyjejś kieszeni, nastawiło ich do nas szczególnie przyjaźnie. Co dopiero w przypadku "faszystowskiej" demonstracji, połączonej z napaścią lewackich bojówek.

Przy czym jak zwykle obiektywna policja będzie wiadomo po czyjej stronie, więc nawet jeśli taki mędrzec nie dojdzie, do czego konkretnie to miało służyć, to i tak się nie zachwyci. Bo zapewne stwierdzi, że to do rzucania w policję. No a to go raczej nie rozczuli, szczególnie jeśli będzie zmęczony, głodny, wkurwiony, obrzucany wyzwiskami i zastrachany.

Kastetu raczej, takiego prawdziwego, dopracowanego, na tę okoliczność z sobą nie zabierzemy. To jeszcze nie te czasy, armageddon niewątpliwie przyjdzie, a wtedy nie takie środki, jak kastet będą na codzień potrzebne, ale to jeszcze chwilę potrwa.

Jakie więc mamy rozwiązanie? Moim zdaniem niezłych rozwiązań jest całkiem sporo i są naprawdę niezłe, po prostu trzeba je poznać, potem chwilę pomyśleć, no i stosownym przypadku zastosować. Na początek porozmawiajmy chwilę o legalnych alternatywach dla kastetu. Nie, żebym uważał, że to koniecznie najlepsze rozwiązanie, ale skoro zaczęliśmy od kastetów, no to niech o nich najpierw będzie.

Jedyną rzeczą, jaka mi tu przychodzi na myśl - a mówimy, przypominam, o "prawdziwym" kastecie, ale całkiem legalnym - to założenie sobie zegarka na dłoń, tak jak kastet. Występuje to ponoć nawet w jakiejś książce o Bondzie (co oczywiście nie stanowi gwarancji skuteczności). Że w przypadku Rolexa warto się chwilę zastanowić nad jego użyciem w tym charakterze, nie muszę chyba nikomu mówić.

Zresztą zastanowić się warto w każdym przypadku użycia kastetu, nawet prowizorycznego! (A posiadania Rolexa gratuluję, mnie to akurat nie kręci, ale rzecz jest kosztowna i ponoć niezła.) Skoro tylko to mi do głowy przychodzi, no to o czym my tu w ogóle gadamy? - powie ktoś.

Jednak to moje gadanie o kastetach ma chyba nieco sensu, jeśli uwzględnimy specyfikę tego narzędzia, a konkretnie to, jakie ono nam problemy rozwiązuje i jakie możliwości daje. Kastety są różne, a niektóre bardziej niż do łamania kości, służą do masakrowania twarzy poprzez jej cięcie... Sprawa dla alfonsów, i to takich mniej przyjemnych, która nas raczej nie interesuje.

Można wprawdzie pozbyć się lewaka i ew. przepłoszyć jego kumpli, jednym szybkim ruchem rozorując mu mordę (oczywiście kiedy sytuacja naprawdę tego wymaga), ale do tego wystarczy nam klucz do mieszkania, karta kredytowa, grzebień (dużo nie wytrzyma, ale jeden raz jak najbardziej)... W razie ewidentnej konieczności raczej do przejechania przez oczy.

Nie po to, żeby napastnika pozbawić na resztę życia wzroku, ale żeby na jakiś czas wyłączyć go z gry. O kartach kredytowych i podobnych doń środkach jeszcze sobie, Deo volente, porozmawiamy. (O grzebieniach już nie, bo one tylko do tego.)

Kastet służy także - a taki typowy, nie zaś taki dla alfonsa albo jakiego używają w amerykańskich pierdlach, przede wszystkim - do chronienia pięści zadającej cios, oraz do nadania tej pięści twardości metalu. Plus często, dzięki występom (o różnych szpikulach czy ostrzach już mówić nie będziemy), guzom itd., do zwiększenia skuteczności uderzenia poprzez zmniejszenie powierzchni, na którą działa siłą.

Z czego, jeżeli cokolwiek wiem o życiu - a wiem, bo w latach szkolnych musiałem się bić setki razy, potem zaś, choć już się raczej w realu nie biję, to i owo z pokrewnych dziedzin liznąłem - najważniejsza jest ochrona dłoni. Ktoś się może zdziwi, ale tak właśnie jest. Nie jest aż tak ważne, czy ktoś dostanie w nos, szczękę, czy gardło, metalem, czy też kością. Jeśli siła ciosu będzie ta sama, różnica okaże się niewielka.

Dla ofiary znaczy, bo dla zadającego ten cios może być ogromna (nie w przypadku uderzenia w gardło jednak - świetny cel, jeśli dostępny!). Będzie to często różnica między miłą satysfakcją z własnej skuteczności i załatwieniem sobie ręki na amen, nierzadko złamaniem. Dłoń składa się bowiem z niesamowitej ilości drobniutkich kosteczek, do tego drobniutkie ścięgna...

I naprawdę nie jest trudno sobie ją złamać, albo inaczej uczynić niezdolną do użytku. Bez rękawic i profesjonalnego bandażowania bokserzy mieliby dłonie połamane cały czas, wielu sobie je łamie i tak. Oczywiście byli tacy jak Jack Dempsey, którzy z dłońmi nigdy problemów nie mieli, ale też mało kto chciałby naśladować jego metody treningowe i pracowitą młodość. A poza tym nawet taki Tyson złamał sobie dłoń waląc kogoś przed jakimś klubem.

Wiemy więc, że nasze narzędzie (żeby nie powiedzieć nasza broń), aby nam skutecznie zastąpić kastet bez jego wad, powinna przede wszystkim skutecznie chronić naszą dłoń. Przed złamaniem czy zwichnięciem - nie przed oskrobaniem sobie ew. knykci o jakąś lewacką mordę! Kiedy sprawa będzie na tyle poważna, że w ruch pójdą kastety, śrubokręty czy młotki, na pewno zdarcie sobie naskórka z kostek na dłoni nie będzie żadnym problemem.

Nawet zapewne nikt tego nie zauważy. (Poważniejszą sprawą jest stłuczenie tych kostek, które np. było poważnym problemem przy walkach na gołe pięści, ale to raczej przy wielokrotnym uderzaniu w twarde powierzchnie, do czego raczej w realnej rozprawie z lewactwem nie będzie okazji. Dlaczego, jeśli lewaków może być wielu? A czy tylko piąstkami musimy ich walić? Tu reguły markiza Queensbury nie obowiązują!)

Z czego wynika, że nasz prowizoryczny kuzyn kastetu wcale nie musi kryć tych powierzchni naszych piąstek, którymi ew. chcielibyśmy potraktować niegrzecznego lewaka! Oczywiście, to chroni naszą dłoń jeszcze lepiej i byłoby fajne, ale skoro mamy mieć coś, do czego się nie przyczepi ukochana bezstronna władza i niezawisłe sądy, to jednak regularny kastet raczej odpada. Co do tego już chyba się umówiliśmy?

Jednak nawet zwykła rękawiczka - byle była ciasnawa! - znacznie wzmacnia odporność pięści przy uderzeniach! (Działając poniekąd jak bandaże w rękawicach bokserów czy facetów od MMA.) Nie aż tak tę odporność wzmacnia, jak prawidłowy sposób zadawania ciosów, nie aż tak, jak siła dłoni... Ale naprawdę pomaga.

A co do tamtych spraw, czyli prawidłowości zadawania ciosów i siły dłoni, to można, a nawet należy nad tym popracować. Bardzo szybko siły dłoni wprawdzie znacznie nie zwiększymy (ok. 1% na tydzień jest ponoć możliwe, choć trza umieć i jest to męczące, bo te mięśnie rozwijają się wyjątkowo wolno), ale prawidłowe trzymanie dłoni możemy.

Np. tutaj jeszcze na moim blogu powinien być kurs boksu wspomnianego przed chwilą Jacka Dempseya (po angielsku), gdzie niektóre zalecenia wprawdzie mogą nie każdemu pasować (bo nie każdy jest Manassa Mauler), ale to na początku o zaciskaniu pięści jest bezcenne.

(Ja tym tylko radził b. uważać, żeby nie walnąć kostką małego palca, bo to, jak wiem z doświadczenia, nie jest miłe i potem długo może boleć. Tutaj światła rada Dempseya, by walić nasadą palca serdecznego, a nie twoma pierwszymi kostkami, jak w karate, widzi mi się nieco ryzykowna.) A jeśli nie tutaj, to gdzieś indziej sobie to znaleźć. Zresztą nie tylko Dempsey dobrze tę sprawę wyjaśnia.

Śmy sobie popisali całkiem sporo, a widzę, że ogrom zamierzonej problematyki został zaledwie liźnięty i zostało nam jeszcze na parę (Deo volente) odcinków. Dopiszemy wiec do tytułu "(część 1)", a na razie ¡Hasta la vista amigos!

triarius

24 komentarze:

  1. Bardzo istotną częścią urban warfare jest obuwie. Pewien mój znajomy, teraz facet ma po 60-ce ale i tak bym z nim nie zadarł* mówił mi o butach, jakie powinno się mieć w sytuacji gdzie być może trzeba się będzie bronić i/lub zwiewać.

    Musi to być but ponad kostkę, tak by jstaw kokowy stabilizować, lecz nie za wysoki, by nie odcinać dopływu krwi do stóp.
    Powinie mieć stosunkowo agresywny bieżnik, ale nie typowy wojskowy offroad (raz to źle wygląda, dwa może łapać o beton i powodować wywrotkę podczas nawiewania), ale w razie potrzeby kozackiego agresywny bieżnik też się przydaje.
    Podeszwa powinna się zginać przód-tył, ale odporna powinna być na skręcanie boczne.
    Najlpsze są takie szyte z jednego do trzech kawałków skóry, unikać szmaciano-membranowych.

    Stwierdził on, że najlepiej nadają się buty trekingowe (takie prawdziwe, lekkie traperki a nie przerośnięte adidasy) lub coś a la buty budowlańców (realia CAN/USA) - u nas najbliższe temu są Caterpillar Colorado (tyle, że nie mają stalowych nosków, ale policja obywatelska może stalowych nosków nie lubić).

    * Facet był nurkiem w marynarce wojennej Kanady i pojechał na ochotnika do Wietnamu... na dwie tury.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo! Mustrum, wypłynął z ęternetowego nie-bytu! Gdzieś bywał, coś widział, czegoś dokonał - opowiadaj!

    A co do zabierania ze sobą podręcznych gadżetów na legalną i z pewnością w asyście policji się odbywająca (i pod jej formalną ochroną) manifestację - to lepiej posłuchać Tygrysa. Żadne tam krany - ten wynalazek jest tak powszechnie znany, że wprost będzie potraktowany jak kastet.(A jak ktoś odczuwa potrzebę posiadania czegoś w ręce, to niech się zaopatrzy w solidne drzewce do swej flagi.)

    No i nie mylmy bójki ulicznej (najczęściej bez świadków i w zdecydowanie nie sportowym duchu) z walkami ulicznymi dużych grup - to dwa różne zagadnienia.

    W pierwszym przypadku znani mi nieformalni "mistrzowie dzielnicy i oklic", nigdy nie rozstawali się ani z kastetem ani z nożem. Ale w ich kalkulacjach czynnik "policyjny" zawsze był o wiele mniej znaczący, niż własne zdrowie i w wielu wypadkach życie.(Z resztą tych "przedłużaczy", w razie lipy, zawsze zdążyli sie pozbyć.)

    W drugim najważniejszym okazuje się być w jakim występujesz towarzystwie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Amalryk
    A co się z tym wiąże, jak zareagują na sytuację ci dookoła i jak Ty.

    Przy czym, ja sobię radę Jim'a (bo tak się ów Kanadol nazywa) o butach biorę do serca. Raz, że człowiek wie co mówi, a dwa, że buty to podstawa. I jeżeli są takie, które ułatwiają zarówno bycie hoplitą jak i Hermesem to stosunkowo dobra rzecz.
    I na logikę mi sę to też zgadza. Jako narciarz skiturowy doszedłem drogą T&E, że cały sprzęt jest o kant dupy, jeżeli buty są nieodpowiednie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak a'propo's butów. Co zrobić, jak ktoś ma bardzo delikatną skórę?
    Tu nawet nie chodzi o tzw. damskie buciki...żeby nie było ze się wcinam. Tylko, że jakiś tam procent ludzi posiada bardzo delikatną skórę.
    But za kostkę potrafi być bardzo okrutny dla nogi, że o biegu, czy szybki zwrocie nawet nie ma mowy.
    To naprawdę podstawowy problem. Ja mam taki typ skóry, który zawsze musi się do danego obuwia przyzwyczaić. A trampki w takich warunkach chyba odpadają. Co prawda potrafię nawet szybko przemieścić się na 9 cm szpilce, tyle, że to musi być już but tzw. wychodzony.
    Ale epistołę o butach napisałam!
    Ale uważam, że to ważne, by po dobraniu danych butów, najpierw je przystosować do nogi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani Iwono,

    Mój dziadek (weteran wojny 1920) uważał, iż nowy but MUSI boleć aż się wyrobi. Tydzien łażenia dzień w dzień i otarć, bąbli itp. to minimum.

    A co do wrażliwej skóry na kostkach - dwie pary skarpet, wewnętrzna cienka, np. jedwabna, a zewnętrzna grubsza, np. bawełna (lub BARDZO dobrej jakości wełna) przepleciona ze srebrnymi nićmi. A but powinien być dopasowany tak, by stopa siedziała sztywno w pudle, było miejsce do ruszania palcami, pięta nie podnosiła się od podeszwy podczas chodzenia a cholewka ma zginać się razem z kostką (kostka powinna przemieszczać się wobec materiału cholweki jak najmniej).

    Przy czym nie każdej marki buty będą pasowały na każdą stopę - ja np. nie mogę nosić traperków Boreal i Domeyko bo mają za szerokie pudło w stosunku do długości (taki kształt kopyta).

    TtT - sorry za offtopowy elaborat

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Mustrum

    Ależ bez krępacji!

    Te elaboraty to co najmniej połowa wartości moich wpisów, więc pisz wszystko, co masz do powiedzenia.

    Tym bardziej, że to Iwona zadała (b. sensowne) pytanie, a Ty dostarczyłeś jej (i reszcie) wyjątkowo użytecznej i kompetentnej odpowiedzi.

    Szczerze mówiąc, takie rzeczy powinny raczej być na Tygrysim Forum Młodych, gdzie by się tak okrutnie "moralnie" nie starzały, ale znacznie lepiej tutaj, niż nigdzie!

    Pzdrawm

    OdpowiedzUsuń
  7. Zara,zara! Czego Wy się tam spodziewacie w tej Warszawce, że robicie tu przymiarki jak przed wymarszem na jakąś wojnę? Ma być jakaś konkretna rozpierducha, czy co? I jeszcze Iwona jako streetfighter???

    OdpowiedzUsuń
  8. Amalryk

    Nie słyszał? Niemce jadą! Nietylko szwabska Antifa ale ponoć jeszcze antynazi skini.

    Poza tym ja tylko nawołuję do założenia wyodnego, wielofunkcyjnego obuwia. W koncu trasa marszu jest dosyć długa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Almaryk, co to, to streetfighter?

    Wiesz, ja bojowo nastawiona, w każdym razie kanapki mogę robić...;p

    OdpowiedzUsuń
  10. Mustrum

    Jasne, tylko ja jednak noszę pończochy, albo rajstopy, jakoś skarpetki mi nie bardzo pasują.;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Amalryku,

    A jak byś chciał się pośmiać, to tu jest link do strony tych pajaców od Blumsztjna:

    http://www.11listopada.org/

    A tu lista uczestników:
    http://www.11listopada.org/sklad
    Najbardziej bałbym się organizacji Samba z Szamba i Kolektywu Kocurrra.

    Tylko jedna z nich się nazywa uczciwie w stosunko do tego co robią (nie, nie jidysz lebt) a Recykling Idei, w końcu się nie bali uzewnętrznić i przyznać do swojej calkowitej odtworczości :D

    OdpowiedzUsuń
  12. No! Bez jaj! Goebelsy? A kto ich tu zapraszał? Niech se świętują ustrzelenie Rosy Luxemburg i inne radosne wydarzenia w Berlinie, ale z Warszawy - to wypierdalać!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Pani Iwono

    No to w takim razie buty typu "day-hiker", to takie lekkie traperki typu przerośnięte adidasy (dużo skóry, mało szmaty, niska cholewka lub bez), ciasno dopasowane do stopy, najlepiej o niskiej cholwece ściętej do tyłu, tak by ścięgno Achillesa mogło swobodniej pracować a przy nachyleniu do przodu piszczel tuż nad kostką mogła sięopierać o przód buta.

    Np o takie:
    http://www.mec.ca/AST/ShopMEC/Footwear/DayHiking/Womens/PRD~5023-961/patagonia-p26-mid-gore-tex-boots-womens.jsp

    Przy czym bez skarpety na pończosze to raczej trzeba wstawić dodatkową wściółkę.

    OdpowiedzUsuń
  14. @ Mustrum
    Pierdolone lewactwo! A to się gnoje rozzuchwalili - najwyraźniej to towarzycho ma zaległe konkretne klepanie ryja.

    @ Iwona
    "Almaryk, co to, to streetfighter? " - Nie wiesz, i niech tak zostanie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Amalryk

    A wiesz, nasze Blumsztajny ich zapraszają do pomocy, a tamci jak wiadomo - chętnie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mustrumie
    To w takim razie jednak zostanę przy własnych szpilkach. Bo to i broń w razie czego i w tym chodzę płynnie, że aż większość mężczyzny popada w podziw. W razie czego umiem też się posłużyć bronią palną...

    OdpowiedzUsuń
  17. Almaryku

    CHYBA NIE TAK WYGLĄDAM, CO?

    http://www.youtube.com/watch?v=LPQ1XrllZmA

    OdpowiedzUsuń
  18. @ Iwona

    Łoj tam, łoj tam! Nie broda czyni filozofa i nie wygląd wojownika! Kto tam wie jaka tygrysica czai się w Twoim wnętrzu?

    OdpowiedzUsuń
  19. @ Amalryk

    (Że się wetnę.)

    Tygrysica się czai, ale z tymi dziewieciometrowymi szpilkami to jednak trochę przesada. Wlezie takie coś w dziurę w bruku i co będzie?

    Co innego w garści, ale wtedy na nożynach jednak coś i tak trzeba mieć.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  20. @ Iwona Jarecka

    A wiesz, że dostrzegam podobieństwo?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzięki Tygrysku! Ech!
    Ja jeżeli do kogo podobna to najwyżej z pasji do Baśki Jeziorkowskiej po mężu Wołodyjowskiej.;p

    OdpowiedzUsuń
  22. Almaryku.

    Jasne, nawet więcej niż zwykły drapieżnik czai się w moimi umyśle...a Tygrys chyba nigdy nie chodził na szpilkach i nie wie, że kobieta umie wszelkie szpary omijać szerokim łukiem.;p
    Bo każda prawdziwa kobieta nie idzie z tzw. całej nogi nigdy...

    OdpowiedzUsuń
  23. "[...]nawet więcej niż zwykły drapieżnik czai się w moimi umyśle...[...]" - Wiedziałem, wieeedziałem!

    OdpowiedzUsuń
  24. Almaryk
    Ale'ś przewidujący!;p
    Może jestem baba, ale nietuzinkowa...pewnie dlatego mnie specjalnie kobiety nie lubią.

    OdpowiedzUsuń