czwartek, kwietnia 18, 2019

Jak będzie

Uwielbiam ekonomię. przyznaję to bez wykręcania członka, sił i środków, maksimum efektu przy minimum wysiłku - krótko mówiąc judo w najogólniejszej, filozoficznej postaci. W tym widzę esencję wdzięku i smaku. No więc podziwiajcie, ludkowie moi rostomili, ten oto piękny przykład: utworek, który napisałem dość już dawno temu, a nabierający aktualności i sensu z każdym niemal dniem. Naprawdę dziwię się, że to arcydziełko nie uzyskało dotąd większej popularności - i to mimo tak genialnego, na Gugle tego świata obliczonego, tytułu...


triarius

wtorek, kwietnia 16, 2019

Naprawdę mistrzowskie zagranie!

Pożar Reichstagu
Kto mnie kojarzy... (Wiem, że to nie jest literacka polszczyzna, mordeczko!)... Kto mnie zatem trochę zna, wie jaką pogardą darzę wszystkie te Microny i Merkele, jak niską mam opinię o ich intelektualnych możliwościach. Od wczoraj jednak nie posiadam się wprost z podziwu, bo to z pożarem katedry Notre-Dame to było naprawdę mistrzowskie posunięcie!

Trochę w stylu Aleksandra, choć nie całkiem, bo Persowie w końcu - choć marnie zorganizowani i niezbyt krwiożerczo w większości nastawieni - przedstawiali jednak jakąś realną siłę, a co mogą prole? Ubrać się w żółty kubraczek i dać sobie odstrzelić oko, albo zagłosować na PiS, a i to rozrywka dość przecie elitarna i niewielu znajduje w tym ukontentowanie.

W każdym razie pożar Reichstagu to przy tym akcja banalnie prosta i w sumie prymitywna. Nie da się nie doceniać potęgi i, co tu dużo mówić, w porywach po prostu GENIUSZU rozszalałej biurokracji, o ile nic dosłownie nie jest się już jej w stanie przeciwstawić. Teraz do ojrowyborów będziemy się trzymać za ręce, chóralnie zawodząc "Odę do Radości" (choć wielu durnym żabojadom będzie się to wydawało Marsylianką, a niektórym innym naiwniakom, że "Kiedy ranne wstają zorze"); nikt o nie nie spyta, bo to by była fopa; nikt nie zgłosi żadnych zastrzeżeń...

"Katolicy" (ciężko mi dziś się to pisze bez cudzysłowu) podzielą się na tych, co się będą składkować na ów "dorobek całej Ludzkości (ach!) niezależnie od wyznania" i "arcydzieło sztuki gotyckiej, panie dzieju, 13 milionów głupków z aparatami rocznie", czyli ogromną większość, i tych nielicznych, którym ta sprawa śmierdzi, choć po prawdzie dziwne, że dopiero teraz zauważyli, jak wokół ich ukochanego Kościoła, i w nim samym, dzieje się nie tak, skoro to już od końca lat '60 przecie... Naprawdę genialnie pomyślane, choć wszak tak proste!

Mógłbym o tym pisać tomy, ale takie rzeczy to nie na publicznych blogasach, a co najwyżej na tajnych kompletach czy w jakichś - nie nielegalnych, no bo jakby inaczej, ale jednak nieźle zakonspirowanych - organizacjach. Czyli pozostaje wam, drogie ludziaczki, "bycie dzisiaj wszyscy Francuzami" i rozsupłanie sakiewki. A jeśli prol nie wybuli i nie zechce zawodzić? Pokaże, jak ma  w (excusez le mot) dupie Joannę D'Arc, Matkę Boską i samego Jezusa. Nie wspominając o reszcie Trójcy Przenajświętszej  i wszystkich Apostołach. Une vraie impasse, mon petit chouchou! Szach i mat!

Bloody genialne, naprawdę aż mu trudno uwierzyć, szczególnie, kiedy sobie przypominam te poczciwe (w tym drugim i potocznym znaczeniu) mordki, tych naszych Umiłowanych! Żeby nie było że coś - nic konkretnego nikt mi na stół nie rzucił, ja nie taki dziennikarz; żaden zresztą, bo się po prostu tym brzydzę, nikt mnie nie czyta i nikt mi nie płaci, ale ileż to razy uczono nas o "cui prodest", prawda? Oczywiście dochodzi do tego po prostu możliwość wykonania, o czym często się zapomina, ale tutaj trudno by było twierdzić, że to byłoby niewykonalne.

No a ja tym... Niech już będzie "ludziom"... Za ch... olerę nie wierzę. Wolno mi? (Swoją drogą, czy tam przypadkiem nie widziano ostatnio w okolicy niejakiego Franciszka o ksywie "Papież"? Nie że coś, ale to by sporo mi wyjaśniło. Na zakończenie radośnie wykrzyknę: Dzięki Bogu, że nie jestem już katolikiem! Czyli jednak dzięki ci Franciszku, nie ma tego złego!

triarius

P.S. A teraz wychodzimy pojedynczo i radzę uważać na ogony! Nasza ukochana Waadza, choć faktycznie milion razy lepsza od wszystkich poprzednich, potrafi ostentacyjnie zamykać za wyśmiewanie się z utrupienia tej... tego Adamowicza (zapewne) przez jego mafijnych kumpli, natomiast w innych przypadkach, jak np. zarżnięcie (cóż że posoborowego) księdza stłuczoną butelką nie wywołuje już w niej takich emocji.

środa, marca 27, 2019

Taka sobie historiozoficzna myśl na marginesie Acta 2

Prawo Hammurabiego
Kurak napisał hiper-optymistyczny tekst, całkowicie lekceważąc sprawę Acta 2 i ew. zagrożenie chińską kontrolą internetu przez Naszych Ulubieńców. (Linek? Oto i, proszę: https://www.kontrowersje.net/acta2_to_bankructwo_ho_dysa_cios_w_ue_i_wojna_facebooka_z_axel_springer ) Kurak, fakt, często powala optymizmem, ale o wiele wnikliwiej ode mnie czyta różne prawnicze teksty... (Jakby to brzmienie takiego czy innego tekstu akurat miało dzisiaj największe znaczenie.) W każdym razie zacząłem się jeszcze intensywniej, niż dotąd zastanawiać nad tym całym Acta 2 z przyległościami, aż mi przyszła do głowy niesamowicie głęboka historiozoficzna hipoteza.

Otóż jest chyba tak, że w czasach, że tak to figlarnie określę, "przed-demokratycznych" - kiedy nikomu o żadnej (mniej lub bardziej w realu załganej, jasne!) "władzy ludu" nikomu się nie śni, a rządzi b. nieliczna elita... Jakieś teokracje, reżimy monarchiczno-militarne, nie owijające w bawełnę oligarchie... Te rzeczy...

Pojawiają się w końcu często jakieś "Prawa XII Tablic", czy inne "Kodeksy Hammurabiego", które (wbrew utartemu poglądowi laików) stanowią zwycięstwo ludu, plebejuszy, proli, czy jak to nazwać, bowiem kodyfikują, a przez to i ograniczają, niczym dotąd nieograniczoną władzę owej elity. (A przy okazji uświadamiają lud, otwierają mu oczy na pewne sprawy, sugerują przebiegłość w stosunkach z władzą itd.)

Pisałem tu kiedyś o tej sprawie i spotkałem się zarówno ze zrozumieniem, co wydaje mi się zrozumiałe, jak i z pewną dawką protestów. Protesty były dość ogólnikowo wyrażone, ale pewnie miały coś wspólnego z obroną tezy, że "konstytucje powinny streszczać się w paru zdaniach" i że "dobre prawo to prawo mikroskopijnej długości i pisane najprostszym językiem". Wiadomo kto te tezy z największym zadęciem głosi, ja na pewno aż tak bym się przy ich wyrażaniu nie nadymał, ale nie są to tezy pozbawione pewnych istotnych racji. Przyznam to bez wykręcania członków.

Skoro tak, spyta ktoś, a będzie to człowiek niezwykle czujny i bystry, skoro mu się to od razu skojarzyło, to co ja tu bredzę z tym Hammurabim? Który kazał, jak wiadomo, wyryć w kamieniu coś ponad sto praw... I w dodatku pismem klinowym. Gdzie tu ta prostota i mikroskopijność zatem? Widzicie ludzie, zapominacie, że człowiek wprawdzie, jako istota biologiczna, (jak chcą dzisiejsi "konserwatyści") istotnie się od czasów Hammurabiego nie zmienił, ale jednak różne epoki historyczne mają swoje osobne "prawa" (tutaj w cudzysłowie, żeby nie było, że święte księgi!), i to, co za Hammurabiego było proli (CZYLI NAS!) sukcesem (i w ogóle Postępem, ach!), dzisiaj może być czymś całkiem innym.

No bo właśnie to prawo sobie sformułowałem, czy raczej hipotezę, bo jak tu przeprowadzić dowód, skoro to nie matematyka, które (przed ew. doszlifowaniem do cudnej klasycznej urody) brzmiałoby jakoś tak, że:

W czasach "przed-demokratycznych", kiedy władza praktycznie nie jest przez większość danego społeczeństwa nijak kontrolowana, sformułowanie i ogłoszenie nowych praw jest sukcesem tej większości i w istotny sposób ogranicza tę władzę, natomiast w czasach takich jak nasze, kiedy gołym okiem widać przechodzenie od Demokracji (na ile, oczywiście, ta idea jest możliwa do realizacji, a już szczególnie w tak ogromnych i tak skomplikowanych społeczeństwach, jakie dzisiaj mamy na Zachodzie) do Totalitaryzmu, (niemal) każde nowe prawo (a także chyba każda nowa biurokratyczna regulacja) stanowi kolejną cegłę w totalitarnej budowli i kolejny gwóźdź do trumny wolności.

Mówimy tutaj o skali globalnej, ponieważ całą sprawę komplikuje drobny fakt, że państwo jako takie stanowi dzisiaj dziwny dwoisty twór, który z jednej strony może swoich obywateli bronić przed zakusami totalitarnej w zamiarach i globalnej władzy, a z drugiej strony przeważnie jednak, i w coraz większym stopniu, stanowi agenta tej totalitarnej i globalnej władzy - opartej na biurokracji, wielkich finansach, PRAWNIKACH, i nielicznych państwach atomowych, lub w rzadkich przypadkach, jak Niemcy, po prostu o wiele silniejszych i lepiej, z tego punktu widzenia, zorganizowanych od swojego otoczenia...

Oraz pewien bufor stanowi to dzisiejsze państwo pomiędzy ową totalitarno-globalną władzą i ogółem własnych (Państwa znaczy) proli, biorąc na siebie owych proli co pewien czas się pojawiające niezadowolenie i starając się stworzyć w nich przekonanie, iż warto dla niego zrezygnować z takiej czy innej porcji własnej wolności, kiedy w istocie przeważnie rezygnujemy, my, biedne nieświadome prole, na rzecz owych globalnych totalitarystów. (Tutaj można by o PiS, który widzi mi się w sumie na plus z pkt. widzenia wolności prola, bo bez państwa nawet nie piśniemy, ale widzę tu sporo działań, które z pewnością służą właśnie tamtym, o czym kiedyś, albo i nigdy, bo za darmo to nawet Ziemkiewicz by nie pisał.)

Ponieważ to nasze "prawo", ta hipoteza, z tymi wszystkimi nawiasami i dygresjami, jest trudna do pojęcia, nie mówiąc już o zapamiętaniu, i mało piękna, więc jeszcze na zakończenie (hurra!) to samo "prawo" w wersji "lite", bez przypisów, nawiasów i wywijasów:

W czasach "przed-demokratycznych", kiedy władza praktycznie nie jest przez większość danego społeczeństwa nijak kontrolowana, sformułowanie i ogłoszenie nowych praw jest sukcesem tej większości i w istotny sposób ogranicza tę władzę, natomiast w czasach takich jak nasze, kiedy przechodzimy od Demokracji do Totalitaryzmu, (niemal) każde nowe prawo stanowi kolejną cegłę w totalitarnej budowli i kolejny gwóźdź do trumny wolności.

I to na dzisiaj jest nasza forma kanoniczna mojej historiozoficznej hipotezy. Teraz, jeśli ktoś ma jeszcze jakieś zdolne do działania komórki mózgowe, zachęcam do zastanowienia się, jak się powyższe ma do wspomnianego na wstępie unijnego myku pt. Acta 2.

triarius

P.S. To, że globalny totalitaryzm posługuje się dziś przede wszystkim tworzeniem praw i biurokratycznych regulacji, na które prole się potulnie godzą, nie zmienia faktu, że coś, co można by uznać za tego "dokładne przeciwieństwo", czyli ARBITRALNOŚĆ władzy - a już szczególnie SĄDÓW I "PRAWA" - jest czymś jeszcze gorszym, przynajmniej na krótką metę, i stanowi już nie tylko tworzenie totalitarnego systemu, w którym zwykli ludzie (a nawet mniej zwykli, ale porządni) są tylko prolami bez znaczenia, a po prostu JUŻ EKSPLOATACJĘ tego totalitarnego systemu (który widać na tyle już został skutecznie stworzony)!

O czym mówię? A o tych wszystkich "okolicznościach łagodzących", polegających na miłości do Waadzy i Postępu, słusznych poglądach itd. itd., które zawieszają karę albo ją zmniejszają... Oraz o dokładnej tego przeciwności - i nawet bardziej! Kiedy ktoś widzi się jakimś obdarzonym przez Górę spłachciem władzy z tego czy innego powodu niesympatycznym czy niekompatybilnym z ich planami uszczęśliwienia Ludzkości.

sobota, lutego 16, 2019

O kur na szczanie wyprowadzaniu i innych nabrzmiałych sprawach

kura po międzynarodowej konferencji
Niedawna heca z "mową nienawiści" była nie do wyobrażenia denna, ale to, co się ostatnio wydarzyło z okazji tego spędu w Warszawie, bije tamto o siedem długości. Tym beznadziejnym typom, którzy prowadzą naszą zagraniczną politykę nie dałbym kury do wyprowadzenia do kibla, bo to o wiele przekracza ich intelektualne możliwości. Że o godności, odwadze, patriotyźmie i innych tego typu imponderabiliach nie wspomnę.

Chyba rzeczywiście nie tylko (po tygrysiemu) "Bezsilność deprawuje", ale ten stary nudziarz Lord Acton miał też jednak trochę racji mówiąc, że "Władza deprawuje". ("Korumpuje" to jednak po polsku nie całkiem to, o co chodzi.) Kaczyński to niewątpliwie porządny z kościami człowiek, nawet powiedziałbym że często rozedrgany swoją własną (choć nie ma na nią monopolu, niestety) specyficzną etyką, a jednak to, jak traktuje swój wierny, niezłomny elektorat, który przeszedł z nim przez wszystkie trudności, ufał mu... Jak najgorszą kurwę po prostu, z całym szacunkiem oczywiście.

Bo wie, Kaczyński znaczy, że i tak nie mamy żadnej innej możliwości w #$%^ wyborach. Jednak widzi mi się, że jego nadzieja na złowienie serca leminga to złudzenie, natomiast spora część najwierniejszego elektoratu co najmniej zostanie w domach, albo gorzej. Sam tego chciałeś Grzegorzu Indyku! (Wie ktoś, dlaczego "Indyku"? Mądrasiński?)

Jak się pozwala na plucie mu, elektoratowi znaczy, lojalnemu, raz po raz w gębę - od Nocnej Zmiany II, z wymianą premier Szydło na tego obecnego speca od elektrycznych samochodów, po dzisiejsze cyrki z tygodniowym pogrzebem mająym przykryć jawną hańbę i pedalstwo. Że na tym skończę charakterystykę wyczynów tej naszej władzy. (A każda istniejąca alternatywa jeszcze gorsza. Co za kraj!) 

Wyczynu Dudusia ze storpedowaniem reformy sądów, co było warunkiem wszystkiego i mogło się ew. udać, gdyby zrobiono to szybko, bez zwracania na siebie przesadnej uwagi naszych Zagranicznych Przyjaciół, nie liczę na karb Kaczyńskiego, bo to nie do końca akurat jego wina. W każdym razie to było straszne i, jak można było od razu przewidzieć, stało się początkiem naszego upadku.

Upadku, który JUŻ sięgnął takiego dna, jak owa międzynarodowa konferencja, gdzie najpierw wtryniono się nam, niczym Jeż do żmijowej norki w bajce Ezopa, a potem jeszcze nas wydupczono, napluto nam w gębę i podtarto się nami wielokrotnie. W nagrodę będziemy mogli napaść Iran, co zresztą szykowało się nam od dawna i chyba tylko "ten koszmarny" (dla naszej "prawicy") Obama jakoś to swoim brakiem entuzjazmu dla Braci Starszych powstrzymywał.

No to teraz mamy entuzjastę i zacznie się jazda! No, chyba że go wkrótce obalą, co też nie jest niemożliwe, a wtedy dostaniemy w dupę za to, żeśmy się tak z nim myziali. Dostaniemy ze wszystkich możliwych stron - od Iranu, po tych dla których zgodziliśmy się z Iranem bez żadnego własnego powodu walczyć.

Kurwa, cieszę się, że jestem stary, bo nie wiem co bym zrobił, gdyby mi jeszcze pozostało pół wieku życia w tym, co się nam tutaj szykuje! Szykuje się zresztą nie tylko tutaj, ale my idziemy na przemiał jako jedni z pierwszych. Jak niemal zawsze. I trudno się dziwić, przy takich elitach.

* * *

polska polityka zagraniczna
Wybrałem taki bardziej smakowity obrazek w stylu soft-porno, ale wszystko
inne, i o wiele bardziej adekwatne, co było na ten temat w Google Images, okazało
się (o dziwo) o wiele bardziej ginekologicznie bezkompromisowe.
No a gdybym wam pokazał, jak to  naprawdę widzę, rozpętałbym piekło. W każdym
razie tak, o ile mamy tu stosować rokokową konwencję w stylu Bouchera,
widzę polską politykę zagraniczną. Jasne że za Platfąsów było jeszcze gorzej, bo oni
po prostu starali się nas zlikwidować, w czym byli naprawdę skuteczni.
("Polityczna maestria Tuska" się to chyba nazywa.), jednak ci obecni, którzy,
wciąż naiwnie wierzę, chcą Polsce służyć... Naprawdę, takiego poziomu
spedalenia i głupoiy, nikt kto nie jest postpolitycznym "politykiem" nie zdoła pojąć! 
Nie jest to wesołe, ale poniekąd przezabawne, widzieć jak oni tymi sondażami podtrzymują PiS, a przede wszystkim niezawodnego Dudusia, w przekonaniu, że są na dobrej drodze - drodze do Zwycięstwa! Kiedy taki zrobi coś paskudnego, idiotycznego i po prostu samobójczego, dodaje mu się punkcik procentowy lub dwa, a on się cieszy jakby wygrał małego Fiata na loterii! I odwrotnie, przynajmniej w teorii, bo nie ma wielu okazji. Oby się nie skończyło jak z Bulem i zakonnicą!

* * *

Korzystając z pięknego światła (dzięki Ci Słoneczko!), zacząłem przeglądać taki popularny atlas historyczny, co go mam po szwedzku, a ursprungligen on jest duński. Tidens Världshistoria on się nazywa, gdyby ktoś pytał. Miałem naiwną nadzieję, że pokażą mi tam średniowieczne szlaki handlu niewolnikami. Nie chodziło mi o Afrykę czy inne Karaiby, tylko o to, co działo się tu w Europie, choć ten towar był obficie eksportowany poza Europę... Ciekawa w końcu sprawa, nie?

Tego typu mapek, pokazujących, jak przepływały ametysty, a jak rubiny, jak wełna, a jak konie, jest tam sporo. Jak niewolnicy też zresztą, tylko że... Tylko że dla średniowiecza wcześniejszego niż rok plus minus 1400 absolutnie żadnej takiej mapki tam nie ma. Na stronie 106 mamy "Życie gospodarcze w czasach Cesarstwa Rzymskiego", jak najbardziej z niewolnikami, a potem nic, nic, nic... Ze szlaków handlowych znaczy. Aż dopiero na stronie 182 dostajemy stosowną mapkę "Handel w obszarze bałtyckim około roku 1400". (Bez niewolników.) Drobne tysiąc lat bez handlu i gospodarki!

Dla okresów wcześniejszych i późniejszych takich mapek jest pełno. (I z niewolnikami - a jakże!) Trochę to dziwne, a już szczególnie w skandynawskiej książce, skoro wiadomo np., jak ogromną ilość srebrnych monet z Bagdadu znaleziono w szwedzkiej Birce, co się cudnie zazębia ze znanymi faktami na temat podbojów i dalekosiężnego handlu w wykonaniu wikingów... No przecież należałoby to pokazać i na pewno czytelnik nie zacząłby akurat wtedy ziewać z nudów, prawda? A tu nic. Za to Żydów, których, przyznam ze wstydem, moja mała nędzna duszyczka miała drobny zamiar jakoś z tym handlem skojarzyć, jest sporo - osadnictwo, wypędzenia, ośrodki...

Tylko handlu nie ma. Widać już wtedy zajmowali się inkasowaniem grantów na stręczenie ideologii żęder wśród przedszkolaków i wybieranie demokratycznej władzy ludziom na innych kontynentach. Może coś tam w drobnoliterkowym tekście, którego ten atlas ma całkiem sporo, o niewolnictwie jest, choć wątpię, ale z całą pewnością nikt tego z tymi... Cudownie przedsiębiorczymi ludźmi,,, Nie skojarzył, bo przecież to aż by się prosiło o mapkę, a mapki niet'.

Przechodząc na nasz ulubiony poziom Meta należałoby rzec - poniekąd za Cyceronem - że tutaj milczenie woła głośniej, niż by to uczyniły najdonośniejsze wrzaski. Mówię o milczeniu tego popularnego atlasu. Zgoda?

* * *

Na zakończenie PRYWATA. Naprawdę nikt, kto nie jest bezpośrednio zainteresowany, a takich jest na szczęście niewielu, nie ma powodu tego czytać, psować sobie tym łepka, frasować kory itd. Dixi! Zresztą ten ktoś też tego z pewnością nie przeczyta i prosiłbym takich (sztuk zapewne jeden), którzy mogą kojarzyć o co tu chodzi i mają kontakt, żeby tamtemu/tamtej przekazali. Mówię serio! Proszę, jeśli to zrozumiesz, o przekazanie.

No więc wreszcie zrozumiałem o co chodziło z tym "brakiem dorobku" i "zwracaniem na siebie uwagi". Naprawdę nie było to łatwe, bo istniało tam sporo, jak na tak krótki tekst, mylących tropów, ale w końcu razem z dobrym doktorem A. śmy doszli. Nie tylko oczywiście zrozumiałem, ale absolutnie się zastosuję. Już nigdy, w żaden sposób... Wiemy o co chodzi.

Będę się naprawdę starał, by wszystkie Twoje drogi, wszystkie media i kanały były od teraz wolne od mojej ingerencji, jak przychylna by ona nie była z założenia. Chyba rozumiem o co może w całej tej sprawie chodzić, współczuję, do żadnej wielkiej winy się oczywiście nie poczuwam, ale tak bywa. Można być czyimś wrogiem, tylko dlatego, że się jest w złym miejscu o nieodpowiednim czasie - to podstawy prawdziwego prawicowego myślenia i ja to bez trudu akceptuję. Nie pozdrawiam, bo to już by było przekroczenie tych nowych granic. Tyle. 

triarius

środa, lutego 13, 2019

Czasem człowiek umrzeć musi, jeśli nie pokory...

... llusi! Bo się udusi.

(Co "lusi"? Kory-llusi. Jeśli nie. Tam w tytule. Pokora nade wszystko. Nie, ludzie - nie zgadliście? To od "Coryllus".)


Najpierw coś na lekką i rozkoszną nutę. Otóż czytam ci ja sobie interesującą książkę The Trojan War: A New History, pana, co się nazywa Barry Strauss. Jest to nowoczesne i trzeźwe (żeby nie powiedzieć "naukowe", bo to dość trefne słowo) podejście do zrozumienia o co naprawdę chodziło w przesławnej Wojnie Trojańskiej i jak mogła ona w rzeczywistości wyglądać. Na podstawie archeologii i zdrowego rozsądku, czyli nawet taki trochę jakby Tygrysizm. I nagle, całkiem nieoczekiwanie, na trzydziestej czwartej stronie widzę to:
Western Anatolia was the Poland of the late Bronze Age: wealthy, cultured and caught between two empires.
Co się na nasze merytorycznie przekłada (kochane niedouczki), jako:
Zachodnia Anatolia była Polską późnej Epoki Brązu. bogata, kulturalna i w pułapce pomiędzy dwoma imperiami.
Szczerze mówiąc, zawsze mnie mocno u obcych zaskakują takie od niechcenia, a do tego przychylne i pochlebne, wzmianki o naszym kraju. Mam znajome próbujące mnie przekonywać, że np. Florencja z Lizboną to nic przy podrobionej i przez pół roku szwargoczącej po niemiecku gdańskiej starówce, ale ja się wciąż bronię. (Choć po prawdzie to mój dziadek miał właśnie istotny udział w odbudowaniu owej starówki.) Mój patriotyzm to coś całkiem innego, a nawet jakby odwrotnego.

* * *

Teraz zaś coś o wiele, wiele poważniejszego i po prostu KORYLLICZNEGO do potęgi. Koryllizm
dla... Nie chcę nikogo obrazić, więc nie powiem "ubogich duchem", ale o wiele mniej tutaj przesubtelnych analiz na podstawie prowskich lektur, więcej zaś przebłysków tygrysicznej intuicji, kawaleryjskiej fantazji i... Takich tam.

Co mamy na tym obrazku obok? Nie na tym u góry, o tym będzie, Deo volente, później, ale tu po prawej? Tak Mądrasiński, mamy dzieło Matejki z roku 1889, przedstawiający przyjęcie w Polsce, w roku Pańskim 1096, Żydów zewsząd, z dotąd nie do końca wyjaśnionych względów, wypędzanych. Miało to być dzieło Władysława Hermana, taty Krzywoustego. To ich przyjęcie znaczy.

przyjęcie Żydów w Polsce w roku 1096Nie wiem, czy znacie ten tu obraz. Ja dotąd nie znałem, choć przyznaję, iż malarstwo Matejki nie jest żadną moją specjalnością czy pasją. (Nawet nie żebym coś miał przeciw, po prostu doba ma tylko... ileśtam godzin, i te rzeczy.) W każdym razie you live and learn, jak to mówią - a to dowiesz się, że husaria nie żadne tam skrzydła miała, tylko pejsy... O czym kiedyś tu sobie też pokrótce wspominaliśmy... A to znowu nieoczekiwanie poznasz zabytkowe malowidło o subtelnej ikonografii...

Dlaczego mnie nagle tak oświeciło, spytacie? Nie ze skrzydłami, tylko z tatusiem Bolka z Krzywą Buzią znaczy i tymi, no... Wiecie o kim mówię. Otóż od lat miałem (ci ja) tu w "ulubionych", ale od lat nie odwiedzałem, bloga tego oto:


gdzie jest np. naprawdę fascynujący cykl pod zbiorczym tytułem "Demiurg", właśnie na takie tematy. Dałem wam tu nawet od razu linka do jednego odcinka, żebyście długo nie szukali i mnie niepotrzebnie nie klęli, a to można w sumie czytać w dowolnej kolejności.

Tam chyba wyczytałem właśnie to, że Żydzi - ci to to z nami od tysiąca lat zgodnie budują naszą (ach!) wspólną Polskę - nie znaleźli się tutaj dopiero pod Kazimierzem (słusznie lub nie, tutaj panuje ostra kontrowersja, zwanym) Wielkim, tylko właśnie za Władysława Hermana, trzysta lat wcześniej. (Trzysta lat więcej tego budowania.)

No i tak mi zaczęły te tam synapsy w tym moim niebylejakim mózgu, i inne neurony, na te tematy między sobą odpalać sygnały i się między sobą komunikować... Może wam o tym nie aż tak często mówią, ale każdy wiedzieć jednak powinien, że zachodnie słowo na niewolnika pochodzi od nas - Słowian. Odwrotnie być po prostu nie może, że niby Słowianie od niewolników, a w starożytności słowa na niewolnika były zupełnie inne.

Dlaczegóż, ach dlaczegóż tak jest? No bo we wczesnym średniowieczu, kiedy te zachodnie języki powstawały, wykluwając się z mieszanki różnych plemiennych narzeczy i łaciny, mieli tam oni w tej Europie masę niewolników i pochodzili oni właśnie z naszych słowiańskich terenów. Po prostu za niewolników robili wtedy w większości nasi słowiańscy bracia.

Handlowano nimi wtedy, z tego co kojarzę, najintensywniej w Szampanii, a zajmowali się tym Żydzi. Chrześcijanie nie mogli - nie twierdzę, że by chcieli, nie twierdzę, że by nie chcieli, nie wchodzę w takie spekulacje - ale z przyczyn religijnych tak czy tak by się nie dało. Najcenniejsi, przynajmniej poza jakimiś wyjątkowymi egzemplarzami dla koneserów, byli niewolnicy kastrowani, ktoś to musiał (musiał?!) robić, a potem sprzedawało się ich głównie muzułmanom, bo chrześcijanie znowu, chcieli by czy nie, korzystać nie mogli.

Nie mówię, że mam dokładnie obcykane wszystkie szczegóły, ale z grubsza tak to było, to się wie (chyba że ktoś skończył edukację na min. Hall), i tego można sobie, choćby w sieci, poszukać. I tak sobie szło, handel międzynarodowy kwitł, wszyscy zadowoleni. Były też inne ośrodki, nie tylko ta Szampania - była Praga, była Wenecja, był wielecko-skandynawski Wolin... A Przemyśl stanowił ważny punkt na szlaku transportu niewolników z Rusi.

Źli ludzie sugerują, że nasz Chrobry mógł z podobnych powodów dokonywać znacznej części swych podbojów i że z tego handlu pochodziło jego bogactwo. (Ze złymi ludźmi żartuję, to były brutalne czasy, a Chrobry na pewno się łagodnością i chrześcijańską słodyczą na tamtym tle nie wyróżniał. C'est la vie, jak mawiali dawni hrabiowie, a dzisiaj mawiają niektóre ich wnuki.)

W każdym razie ten handel był zdominowany przez... Wiadomo kogo, co nikogo przesadnie dziwić chyba nie może, bo i łeb do handlu i różne korzystne imponderabilia... Ale się zaczęło pogarszać. Albo się rynek u muślimów popsuł, albo kontakty się handlowe urwały... Albo się miejscowe prole, goje znaczy, jakoś tam zbuntowały, zhardziały... I może zaczęły niechętnie łypać okiem na to bogactwo i kręciły nosem na jego, co by nie rzec, moralnie wątpliwe, źródło? Choćby ze zwykłej, ordynarnej i proto-liberalnej chciwości. No i w końcu Słowiańszczyzna się nieco ucywilizowała, przyjęła chrześcijaństwo...

Przestano w każdym razie na zachodzie Europy masowo kastrować mężczyzn, przestano masowo eksportować niewolników płci wszelakiej. No a to przyjęcie owych uchodźców w Polsce, co je mamy na obrazie Matejki, wynikające z wypędzania ich skąd się tylko dało, zbiega się akurat, co jest dość często podkreślane, z pierwszą krucjatą. Więc faktycznie i stosunki z nabywcą mogły się tym naszym zdolnym biznesmenom popsuć, a i parę innych czynników mogło zadziałać.

Z Anglii, jak wiadomo, wypędzono wszystkich Żydów w roku 1290. Z Hiszpanii w 1492. Jeśli ktoś czytał "Królów przeklętych", to tam jest o tym, że Jakuba de Molay (z kolegą) spalono na takiej małej wysepce tuż obok Île de la Cité na Sekwanie, gdzie był królewski pałac, a ta wysepka nazywała się kiedyś Île aux Juif, czyli "Żydowska Wyspa", bo tam namiętnie ponoć Żydów palono.

W roku 1314, kiedy palono owych dwóch Templariuszy, nazywała się już inaczej ("Kozia Wyspa", o ile pamiętam), więc to z Żydami musiało być sporo wcześniej, i palić ich musiano dość intensywnie, skoro z tym się akurat to miejsce najbardziej skojarzyło. Drobiazg, ale mnie to wpadło w pamięć i akurat do układanki pasuje. Oczywiście nie twierdzimy tu, że to palenie było rzeczą ładną, albo że na pewno znamy w każdym przypadku jego powody. (Poza oczywiście brakiem Praw Człowieka. Choć i kastrowanie ludzi, także niewolników, też przecież nie jest całkiem... Tak?)

Czemu tych Żydów wtedy tak nie lubiano? Mówi się nam bez przerwy, że to nasza zazdrość, chciwość i chrześcijańskie przesądy religijne, a w najlepszym czasie pretensja do b. dalekich przodków o zabicie za pośrednictwem Rzymian Jezusa. To by faktycznie było kontrowersyjnym powodem - w końcu nawet starotestamentowy żydowski Jahwe mści zniewagi do siódmego pokolenia (o czym sam otwarcie mówi w PEŁNEJ wersji Dziesięciu Przykazań), a to już by było sporo ponad.

Jednak nie wykluczyłbym hipotezy, że ten - dziwny z jednej strony, fakt, z drugiej jednak z jakichś powodów w historii bez przerwy występujący - brak sympatii do Narodu Wybranego może mieć związek z owym masowym i ach, jakże zyskownym, kastrowaniem gojów.

Albo inny drobiazg, może bez znaczenia, ale jakoś już dawno temu zwrócił moją uwagę... Otóż b. znany średniowieczny autor, gość który stworzył tzw. Cykl Arturiański, znany jest jako Chrétien de Troyes, czyli "Chrześcijanin z Troyes". Żył mniej więcej w latach 1135-1185. Uważa się, że chrześcijaninem faktycznie był, ale z wyboru, choć może nie w pierwszym pokoleniu, bo z pochodzenia był Żydem. I co z tego?

A to, że miasto Troyes w Szampanii było właśnie centrum uszlachetniania i ogólnie fachowego obsprawiania naszego egzotycznego towaru. (Że nie musiało być fachowe? Nie znacie się! Musiało, jeśli istotna część towaru miała to przeżyć. Za mydło mniej płacono.) I że jakby tam mieszkał chrześcijanin na chrześcijaninie, to by się ludzie z takim imieniem chyba nie mieli powodu obnosić, bo by ich to słabo wyróżniało. Trochę wygląda tak, jakby ów utalentowany Chrétien chciał się odciąć od ogółu swoich ziomków, skoro już nie dało się zmienić miejsca urodzenia. Może tylko chciał się pochwalić swym chrześcijaństwem, co i tak stanowi pewien argument w naszym wywodzie.

(Nawiasem potem się te wielkie europejskie targi w Szampanii gdzieś w XII w. odrodziły, stając się - ponownie - ważnym motorem międzynarodowej ekonomii. Handlowano m.in. wełną, co naprawdę było ważną sprawą. Jednak początki, i być może samo źródło owej prosperity, to musieli być właśnie nieszczęśni Słowianie, masowo przerabiani na metroseksuali i sprzedawani temu, kto dał więcej, na pęczki.)

No a teraz wielki finał.... Zewsząd tych biednych Żydów wtedy wypędzają - z opisanego tu powodu ich nie lubiąc, czy może z jakichś innych powodów, ale jednak każdy goj o tamtych przykrych dla gojów sprawach pamięta, a do nas, czyli do miejsca, które przez stulecia było owych eunuchów i innych podludzi dostarczycielem, do tych, którzy ten surowiec przez całe stulecia stanowili, sprowadza się nagle, absurdalnie i schizofrenicznie, samowolną decyzją kacyka spragnionego lubego brzęku monet, potomków w prostej linii sprawców tamtych moralnie niejednoznacznych działań...

(Dlaczego "kacyk"? No a kim w końcu takim wielkim był Władysław Herman, skoro nawet jego o ileż sławniejszy syn musiał w końcu Polskę podzielić, bo inaczej przyszłyby tu Niemce i zrobiły po swojemu porządek? Nie każdy twierdzi, że musiał, ale niektórzy sensownie argumentują, że przez większość średniowiecza byliśmy jednak niemiecką marionetką i inaczej się wtedy nie dało.)

W każdym razie tak opiewana dziś braterska przyjaźń między dwoma narodami, które potem przez tysiąc lat wspólnie (ach!) budowały tę naszą Polskę, zaczęła się, jak ja to widzę, pod nieco dziwnymi auspicjami i nie ukrywam, że trudno mi uwierzyć, by na początku obie strony żywiły drug do druga same pozytywne uczucia, a potem się to, całkiem bez powodu, zaczęło psuć. Raczej chyba przeciwnie.

To z macą mogło faktycznie nigdy nie być prawdą, symetrycznie z opłatkiem tak samo, ale jednak jakieś tam powody do niejakiej gnuśności w kwestii chleba i soli dałoby się, na chłopski rozum, znaleźć. Jak rozkosznie by to wszystko nie wyglądało na obrazie Matejki, który też najpierw chyba powinien być dokładnie przeanalizowany pod tygrysicznym kątem: "co właściwie ten tutaj #$%^ chce mi wdusić i dlaczego?" Tym bardziej, że to jednak były zabory, CK Austria... O czym zresztą nasz dzisiejszy mentor nie raz w kontekście Matejki wspominał.

I to by było na tyle. Przekażcie sobie pocałunek pokoju i wracajcie do domu, nie budząc niczyjego przesadnego zainteresowania.

triarius

niedziela, lutego 03, 2019

Jak unieszkodliwić agresywnego lewaka (Ugauga Jitsu)

obity pysk
Dawno nie było Ugauga Jitsu (prawda?), ale dzisiaj znowu jest, tyle że w takiej bardziej uduchowionej i subtelniejszej wersji. Jednak Ugauga to b. bogata dziedzina, więc to też jak najbardziej należy.

Zatem mamy tytułowe pytanie: "Jak potraktować agresywnego lewaka, jak nas napadnie i zacznie obrażać z zagrożeniem, że to się rozwinie... Albo od razu zacznie od rękoczynów... Hę! Otóż zgodnie z najnowszą Mądrością Etapu (hurra! teraz też mamy takie coś Po Naszej Stronie!), mówimy mu:

Wiesz co, tyy... tyy... Polaku o radykalnie różnych od moich poglądach (opcjonalnie, jeśli jeszcze nie bije: "Którego Oczywiście Ogromnie Szanuję") Potraktowałbym Cię (duża litera, pamiętać!) Mową Nienawiści, ale w Europie (tak ma być!), którą Nasz Ukochany Rząd słusznie kocha i w ogień by za nią wskoczył wraz Z Całym Narodem, jest to zakazane, więc pozwól, że Nadstawię Ci (duża litera!) Drugi Policzek, a potem, jeśli mi wolno, odejdę. Niech Cię (!) Jan Paweł II błogosławi, mój Ukochany Polaku!

Nie ma niestety gwarancji, że po tym nie dostaniemy po pysku, lub gorzej - za "Nasz Ukochany Rząd", za Jana Pawła, jeśli akurat lewak taki bardziej od Biedronia czy innego Katzenbrennera... Albo za "naród"... Lub też za "Polaka" zresztą. Ale zawszeć mamy satysfakcję, żeśmy (niemal) równie Światli, Postępowi, Proeuropejscy itd., jak Nasza Ukochana Władza stara się być.

(Może dałoby się to zresztą jeszcze dopracować, usuwając kontrowersyjne kwestie, ale skąd u nas "na prawicy" wziąć takich geniuszy, którzy po temu zadaniu podołali? Bo tei któż zrozumie Duszę OjroLewaka... Że "Pan Tygrys potrafi"? A kto to w ogóle jest "Pan Tygrys"? Yo nowe pseudo Ziemkiewicza?)

I z tą satysfakcją dalej idziemy przez życie (jeśli nam się, oczywiście, szczęśliwie tym razem uda z nim wyjść). Amen!

triarius

Ardrey o ludzkiej agresji (po angelsku)

Zbliża się rocznica zgonu Roberta Ardreya - 14 stycznia (1980) - (nie żebyśmy się tu rocznicami aż tak bardzo przejmowali, ale nawet pięcsetna trzydziesta siódma i 7/8 rocznica Ardreya wzrusza mnie bardziej od zejścia jakiegoś Adamowicz), a ja akurat znalazłem w sieci znaną (niektórym) rozmowę wielkiego Leakeya z Aredreyem na b. interesujący i ważny ("nabolały", jak mawiano za Gierka) temat. Z roku 1971.

Jest to po angielsku, więc kto kiedyś zadał sobie trochę trudu, będzie miał łatwiej, a reszta i tak pewnie ma w dupie. A jeśli nie, chylę czoła i polecam tłumacza Google'a online. Stracicie styl, ale może merytorycznie da się zrozumieć, Stylu macie zresztą tu u mnie ile zechcecie. Oto linek:


triarius

P.S. 1 W tej rozmowie polowanie lwów na zebry "nie jest agresją". Jest to tam zresztą nieco mgliście wyrażone - raz wygląda że "nie", innym razem "nie o tej agresji dzisiaj". Jeśli "nie", to dokładnie jak np. u Konrada Lorenza. To tylko kwestia terminologii oczywiście, ale my tutaj nie dostrzegamy potrzeby wykluczania tego typu drapieżnych zachowań, popędów, instynktów i chęci z szerokiego spectrum różnych typów agresji. Dla nas ta lwia, to "agresja aspołeczna" i tyle. Tak jest o wiele logiczniej, prościej i sensowniej.

P.S. 2 A jeśli ktoś miałby do mnie mieć pretensję, że nie płakałem po Adamowiczu - może nawet przyłazić o szóstej rano, albo ciągać mnie po czymś - to z ręką na sercu mówię, że oczywiście żałuję, iż Adamowicz zszedł był tak jak zszedł. Oczywiście - wolałbym, żeby umarł we włanym łóżku, po długim życiu, po jak najdłuższej i paskudnie nieprzyjemnej chorobie... Absolutnie bez udziału osób trzecich, chorych psychicznie czy też nie. Wolno mi? Zresztą i tak zapewniam, że ja akurat nie nakłuwałem niczyjej podobizny szpilkami, jak i nie zamierzam w pszyszłości. Ani by mi się nie chciało - zbyt ich niestety wielu - ani za bardzo w to nie wierzę. Da się to zrozumieć?

piątek, lutego 01, 2019

Wiedzieliście? We francuskich rzeźniach krowy są zagłaskiwane na śmierć...

... przy kojących dźwiękach Mozarta, a jeśli okażą się na głaskanie patologicznie odporne, to nie przerywając głaskania czeka się cierpliwie aż umrą ze starości. (Karmiąc cały czas obficie haute-cuisine i waflami.)

Tak by można pomyśleć, a w każdym razie to zdają się sugerować francuskie państwowe (?) media. (Ktoś wie, dlaczego ten znak zapytania po "państwowe"? Tak Mądrasiński, właśnie dlatego.) Ale o co właściwie chodzi, pytacie?

Otóż na na tej "państwowej" francuskiej TV, co ją mam, od paru dni jakieś strasznie informacje o tym, że w słodkiej Francyji i okolicach znaleziono ponad 600 kg polskiego mięsa. Co z jakichś powodów ma być rzeczą straszną, tyle że do dziś nie chciało mi się temu dokładniej przysłuchiwać, więc uznałem, że jakaś tam norma została zbiorowo zgwałcona albo coś innego - że nie całkiem Europejskie-cum-Postępowe w tych tam ochłapach...

Dzisiaj jednak widzę, że w tych ichnich Dziennikach TV, obok Wenezueli, gdzie Postępowy Świat, zgodnie ze swą Postępową Naturą, Postępowo zmienia im władzę na bardziej Postępową, pokazują koszmarne zaiste filmy nakręcone (ponoć, ale niestety wierzę) w jakiejś (konkretnej) polskiej rzeźni, gdzie się nad źwierzętami znęcają, a nie tylko im...

Wiadomo. Naprawdę paskudne sceny! Nicka by to może nie ruszyło, ale mnie tak, i masę innych ludzi także musi ruszać. Przeraźliwie chude krowiny - a więc chyba się połapały, gdzie się znalazły (nie to co lemingi!) - wleczone po posadzce za szyję na sznuraach.... A potem jakieś takie dziwnie paskudnie wyglądające półtusze na hakach. Chyba je cwanie sfilmowali przez żółty filtr, bo były dziwnie żółtaczkowate i naprawdę obleśne.

Tak czy tak, normalnie te programy są nudne upiornie i proojro, ale jednak bez tego typu walenia leminga (czy przyzwoitego człowieka, gdyby przypadkiem ten ojroDziennik akurat ujrzał) rzeźnicką pałką po łebie. Ale tutaj akurat tak. Sporo minut, po jakimś czasie miałem dość, więc nie wiem dokładnie ile, ale naprawdę sporo... Jeśli to nie jest b. perfidna antypolska propaganda odwołująca się do elementarnych skojarzeń i emocji, to ja już nie wiem, co by to mogło być!

Do tego oczywiście od paru dni prawie nic o Żółtych Kubraczkach... No nie, na tasiemce leciało coś o "zwiększeniu wykonania niszczenia mienia" - mocno enigmatyczne - ale to tyle... A to już przecież jutro znowu! Nic o Kubraczkach - tylko Wenezuela i te nieszczęsne krowiny w polskiej rzeźni.

My oczywiście, wraz z całą Unią, też zmieniamy Wenezueli władzę na odpowiednio Postępową i Cudną-Że-Aż-Strach (podoba wam się ten dupek, cośmy go im wybrali?), przy czym nikt z naszych genialnych "polityków" nie zaprząta sobie z pewnością nawet łepka myślami o tym, że Unia wraz z resztą Postępowego Świata, po załatwieniu tego tam Maduro, co tak paskudnie nie chce się Postępowemu Światu z Postępową Ameryką Na Czele podścielić, oraz po tej krowio-sadystycznej, a do tego gwałcącej Higienę i Wieczne Życie do Samej Eutanazji, padgotowce - Unia i pozostały Postępowy Świat mogą teraz bez cienia problemów ogłosić, że np. "Schetyna jest odtąd (i do wyborów, które nastąpią, chyba że...) Tymczasowym, ale Jakże Prawowitym Prezydentem Tenkraju..."

I co wtedy? Nadal będziemy triumfalnie zamykać ludzi za brak łez na temat Adamowicza i/lub wystarczająco namiętnej miłości do Unii? Plus bredzić o tej Unii przez nas z paroma kolegami zreformowaniu i wstręcie wszelkich minimalnie choćby przyzwoitych ludzi do wszelkiej zbrodniczej myśli o Polexicie?

Z tym, że ja naprawdę brzydzę się znęcaniem nad źwierzęty i gdybym mógł... (Ale sza, bo będzie "mowa nienawiści" i przylezą o szóstej rano!) Tylko że my teraz nie o tym.

triarius

P.S. Wyobraża ktoś sobie co by się działo, gdyby gdzieś, nie mówiąc już w tenkraju, poświecono pięć minut wieczornego dziennika na sceny dziejące się w jakiejś koszernej rzeźni? Albo np. takiej arabskiej, gdzie się krowom też podrzyna gardło na żywca, a potem wywiesza się zakrwawiony łeb przed sklepem?

niedziela, stycznia 27, 2019

Bonmot termojądrowy

Długo byłem przekonany, że nie mam już w tych kwestiach żadnych złudzeń - wciąż jednak potrafi mnie zaskakoczyć porażająca szpetota tzw. "życia politycznego" w krajach pozbawionych broni atomowej.

triarius

P.S. Wychodzimy oczywiście pojedynczo. I uważać na hejt z mową nienawiści! (No i paczpan - napisałem to kretyńskie leminżo-gazownicze słowo, i to bez cudzysłowu! Fakt, że dla jaj.)

czwartek, stycznia 17, 2019

Zamykają...

... ludzi za kpiny z nagłego zejścia tego co wiecie przekrętasa i zdrajcy ostentacyjnie germanizującego Gdańsk? Który w mniej podłych czasach dostałby zapewne już dawno od AK wyrok, i to chyba bez zawieszenia? (O "Goralenvolku" i smutnym na koniec losie tego tam Gąsienicy słyszał ktoś?)

Oczywiście nie sugeruję, że gość zginął z takiego lub podobnego powodu - zapewne polityka nic wspólnego z tym nie miała, chyba że to jakieś ubecko-mafijne sprawy, których oczywiście nie pochwalam - ale obowiązek rozpaczania?!

Po ojcu nie płakałem, kiedy zginął w naprawdę przedziwnym wypadku, a mam obowiązek płakać po Adamowiczu?! Nie żałuję go, sorry! Strasznie zginął? A jak by było "niestrasznie"? Rak jest chyba jednak gorszy. We własnym łóżku, otoczony przez pięć pokoleń potomków, po 140-letnim życiu? Owocnym, jak przystało na Gdańskiego Liberała? Fakt, tyle że normalnego i przyzwoitego na odmianę człowieka pięć razy po drodze spotka dzisiaj eutanazja. Jakoś wciąż oczy mam suche.

Mam się mazać - bo co? Bo nagle facet z Gdańskiego Liberała z całym dobrodziejstwem inwentarza stał się świętym? Fakt, że PiS zachowuje się, jakby w ramach "wyciągania ręki do zgody" zamierzał się samorozwiązać, posypać łepki popiołem i masowo powstępować do .Nowoczesnej Platformy... Przedtem jednak powyzamyka oczywiście wszystkich, którzy nie wylali przepisowej ilości litrów łez nad Św. Pawłem Adamowiczem... ("Hejt", psia mać - kolonialna mentalność nawet w języku, który też zresztą, jak wszystko dziś w tym bantustanie, musi do tego zostać okaleczony. "Hejt", "gej", co tam jeszcze w tej parcianej angielszczyźnie naszych Elit - ruska mentalność, bo to ruscy tak piszą, ale oni nie mogą inaczej.)

Elegancja to jedno, ale to nie dla cenzorów z prokuratorami sprawa. Rozumiem że takie kpiny z Denata. kim by nie był, mogą być uznane za chamstwo... Ale zamykać?! W LIBERALNEJ DEMOKRACJI Z JEJ WOLNOŚCIĄ SŁOWA?!? A KTO, że spytam, beknął za "Zimnego Lecha"? Kto beknął za szczanie do zniczy?

Za szturchanie modlących się staruszek? Za blokowanie dostępu do Wawelu temu samemu Kaczyńskiemu, który teraz tak gorliwie "wyciąga rękę"... Niewątpliwie super, jak to przyszłość wkrótce pokaże, skutecznie, że się gorzko zaśmieję, choć śmiech grozi teraz wyrokiem, o jakim nie śmiałby marzyć nawet Masowy Weekendowy Samobójca, gdyby oczywiście pies z kulawą nogą starałby się go w ogóle znaleźć, nie mówiąc już ukarać. Czy Bolek beknął za "wyskakiwanie przez okna" i masę podobnie koncyliacyjnych, miłością oddychających, odzywek?

Ech, Liberalna Demokracja! Ech, ta wyśpiewywana przez starcze chóry Wolność Słowa! Ale w końcu czego się ludzie spodziewaliście? Że ktoś np. uratuje życie takim jak św. pamięci Denat uczciwą realizacją (implicite przyobiecanego łatwowiernym, jak zawsze, wyborcom) Programu Cela Plus dla ewidentnych oszustów, choćby byli wysoko postawieni w Targowicy? (Z RZETELNYM na odmianę monitorowaniem celi oczywiście.)

No co wy naiwniaki?  Duszeszczipatielnych seriali na TVP ście się naoglądali?! Bogaojczyźnianych dudusiowych przemówień nasłuchali?! Że to wszystko niby naprawdę? Łącznie z tą wysławianą "wolnością słowa", tak? I może jeszcze "niepodległość"? Bez żartów! Otrzeźwijcie! I płakać mi tu zaraz, bo jak Waadza weźmie i...! Nie nad Polską żadną, do cholery - NAD ADAMOWICZEM!

triarius

P.S. Polecam też (nic osobistego)  Jareckiego na ten sam temat:

http://amazoniawweekend.blogspot.com/2019/01/powitajmy-cenzure-chlebem-i-sola.html

wtorek, stycznia 15, 2019

Czy naprawdę...

... nikt tego jeszcze magna voce nie zawołał?

No to ja muszę, nie ma rady, ktoś musi być pierwszy...

Adamowicz SANTO SUBITO!
I to żeby mi to zaraz było! No - już!

(A gdyby to nie była zima i gdybym był bardziej zanurzony w liberalnej przedsiębiorczości, to bym już zacząć produkować miliony koszulek z takim właśnie, lub z podobnymi, napisami, plus podobizna Denata. W każdym razie widzę tu złoty interes i proszę, kto potrafi, skorzystać.)

triarius

niedziela, stycznia 06, 2019

O nadaniu imienia Moniuszki Dworcowi Centralnemu w Warszawie

Dworcowi Centralnemu w Warszawie nadano ponoć imię (i nazwisko przecież też, choć o dziwo o nim nie wspominają) Stanisława Moniuszki. No paczpan, you live and learn - to on TEŻ był pedofilem?!

Zabawny koncept, nie? Wielu może nawet nie mieć pojęcia, o co chodzi. Ale wiem co mówię, mówię z doświadczenia (łał?). Po prostu kiedyś, gdzieś na przełomie tysiącleci, spędziłem na Dworcu Centralnym w Wawie całą upojną noc. No i napatrzyłem się na rzeczy, o których żaden filozof wam ludzie nie opowie, ani żaden Tarantino nie pokaże. Dziesięcioletnie na oko góra dzieci urzędujące tam przy bufecie calutką noc... Same chłopięta to były. (Oczywiście każdy sam by na to wpadł, prawda?)

No nie, nie calutką noc, bo pojawiły się, z tego co pamiętam, gdzieś koło północy. W każdym razie konwersujące z bywalcami i obsługą jak starzy znajomi. Jeden taki nawet raz zaczął mnie nagabywać, ale spławiłem (zgadlibyście sami, mam nadzeję?)

Dlaczego się tam znalazłem, zapyta ktoś. Czujny, psia mać, jak cholera, ale niech będzie, wyjaśnię. Reporterem nie byłem, fakt, policyjnym szpiclem taż, ale miałem umówione spotkanie o 10:00, jak pamiętam, z redaktorem naczelnym "Nowego Państwa" w sprawie ew. zatrudnienia na etacie dziennikarza. "Nowe Państwo" było wtedy jeszcze tygodnikiem, jego naczelnym był Adam Lipiński (sympatyczny gość się okazało), a z zatrudnienia nic nie wyszło, bo nie miałem mieszkania w Wawie, ani forsy na wynajęcie takowego.

Noc zaś - z wieczornymi przygodami o których zamilczę, wspomnianymi powyżej obserwacjami na Dworcu, gdzie także upiornie zmarzłem, bo był to styczeń, wszystko szklane, i w dodatku wrota cały czas otwarte na oścież... Brrr! Noc tę spędziłem akurat tam, bo pokłóciłem się z moim ówczesnym oćcem o politykę. Facet bowiem na starość został eSeLDowcem.

Z Alzheimiera może, choć raczej jednak ze złego towarzystwa i braku przekonania do Michników tego świat, niech mu (oćcu, nie Michnikowi niestety) ziemia lekką... No i nagle okazało się, że "Polak z Polakiem" nie działa, natężenie konfliktu niczym dzisiaj... I nie mogłem u oćca na Smoczej, jak było zaplanowane, przenocować. Grosza wtedy przy duszy na żaden hotel nie miałem, co zresztą wyjaśnia, dlaczego w ogóle chciałem się zatrudnić, bo przecież ja nie z tych, co by odczuwali przymus biegania co dzień do jakiegoś biura dla samej ulotnej przyjemności czy, wątpliwego moim skromnym, zaszczytu.

Po co ja w ogóle o tym i po co babrzę w tym niebylejakiego przecież kompozytora i, zdaje się, szczerego patriotę? (Choć po prawdzie - KTO tu go szarga i babrze?) Nic do Moniuszki nie mam, miał niewątpliwy talent itd., ale ciekawe jest, że jakoś nic nikt nigdy na temat tego rodzimego
Cour des Miracles... Choć raczej, poza lodowatością, w jednej chyba tylko on był dziedzinie "cudowny" - nie to co paryski oryginał, o którym tak nudno pisał (nie)świętej pamięci Geremek.

Nikt nam nic bliższego nie rzekł, nikt nic nie próbował wyjaśniać, a w każdym razie nic do nas, proli, nie wypłynęło. Np. taki piece of info, jak kto na to pozwalał, plus kto, i kogo, do dziś trzyma z tego powodu za, excusez le mot, jaja. I które z tych słodkich chłopiąt zrobiło ew. wkrótce błyskotliwą karierę. No i gdzie. O ile oczywiście. Czym jednak innym można by wytłumaczyć karierę tego na przykład, no...? I tego drugiego...?

Nie dziwne? A to jednak fakty. Ja tam byłem i widziałem. Veni, vidi, frigore molestatus eramOculis meis propriis po prostu vidi i nie da się od tego fugare. (A jeśłi poczyniłem błędy w tej łacinie, to sorry Szan. Znawcy, wieki minęły, a ja dyslektyk i inne narzecza mi mocno brużdżą. Plus skleroza.)

W każdym razie dość ryzykownym dowcipem widzi mi się fakt, że Bolek wciąż ma lotnisko, a Moniuszko właśnie przy dźwiękach fanfar i starczym zawodzeniu otrzymał gniazdo pedofili. Zapewne nie obecne - mieli chyba tyle rozumu, żeby się gdzieś w bezpieczne i znacznie wygodniejsze, godne Europy itd., miejsce przenieść - ale jednak. Zgadza się?

triarius

P.S. Macie dowód, że mi mało zależy na poczytnośści: gdyby było inaczej, dałbym tytuł w stylu "I on też pedofilem?!" i rozpętałoby się piekło czytelnictwa. Wiecie - Gugle i te rzeczy. (Ale może i TO też zrobi swoje?)

niedziela, grudnia 09, 2018

O wolności słowa

Przeczytałem (ci ja) sobie wczoraj swój własny kawałek sprzed 10 lat - kawałek, którego mięsem, jądrem i istotą był zresztą całkiem spory fragment Spenglera. Ten tutaj kawałek:  https://bez-owijania.blogspot.com/2008/04/prasa-wolno-cenzura-co-o-tym-mwi-oswald.html

Spenglera naprawdę warto czytać, tylko jakoś nikt nie potrafi zrozumieć... Mnie sprzed 10 lat też warto. (Że na temat zrozumienia się nie wypowiem.) Jednak główną myśl tego kawałka - i tego akurat Spenglera - można by wyrazić krótko i prosto:

Tak naprawdę to nigdy nie chodzi ło o  żadną prawdziwą"wolność słowa" - w naiwnym, idealistycznym sensie, że niby dla wszystkich ludzieńków i wszelkich poglądów. Zawsze chodziło wyłącznie o wolność głoszenia LIBERALNYCH poglądów i żadnych innych. Wszelkie nieliberalne to z założenia po prostu nie były "poglądy", tylko "propaganda nienawiści", "szowinizm", "wstecznictwo", czy inne "oszołomstwo", więc zawsze można było - ba, "należało"! - je tępić

Bo też nigdy liberalizm naprawdę nie wysilał się dla "szczęścia całej, ach, ludzkości" - to zawsze była ideologia jednej b. specjalnej klasy, i tylko b. specyficznego typu ludzi. Nikt zresztą, poza ew. b. nielicznymi i całkiem od życia odciętymi świrami, naprawdę nigdy nie walczy o szczęście całej ludzkości - świat tak po prostu nie działa.

Jeśli się powyższe zrozumie, wiele spraw się nagle ślicznie rozjaśnia, a człek przestaje gonić w piętkę dzieląc liberalizm na "ten dobry, prawdziwy,,z wolnością słowa i wszystkim co cudne", i "ten obecny syf z politpoprawnością i całą resztą ohydy".

triarius

P.S. A żaba (nomen omen) jakby w końcu przestała lubić, że ją gotują, n'est-ce pas? Zaś niniejszy wpis dedykuję Zukerbergowi (czy jak mu tam), który mnie (jeszcze przed wyborami) zablokował - wyłącznie za nazwanie w dyskusji Bolka "mendą". Dosłownie tylko za to! I nawet nie raczył mi  podać alternatywnego - obecnie obowiązującego, liberalnego, politpoprawnego, i oczywiście ach jak zgodnego z wolnością słowa - określenia na mendę!

wtorek, grudnia 04, 2018

A zaraz potem...

... Duduś znowu będzie pierdolił swoje ckliwe "patriotyczne" kawałki... Co za czasy! Co za kraj!

triarius

środa, września 12, 2018

Bonmot europejski o wartościach

Prostytutki
To prostytucja, a więc zawód i mogłoby być gorzej.
Niedługo nie da się już wklejać linków, kombinować memów i co tam jeszcze, więc człek musi zacząć sam sobie różne takie rzeczy tworzyć... No więc stworzyłem dla was, ludkowie, nowego bonmota, oto on:

Prostytutka to zawód - Unia Europejska to charakter. (Lub, jak chcą jej mniej lub bardziej bezinteresowni wielbiciele, "pakiet" czy może "bukiet Wartości", ach!)

triarius

piątek, września 07, 2018

O pedalstwie z gatunku tych większych

Uroczy Panowie z http://wydawnictwopodziemne.com zapłodnili mnie i natchnęli... W niczym się z nimi nie potrafię zgodzić, nawet Amalryk dość dziwnie się w tamtym środowisku zachowuje, choć Jaszczur na odmianę wciąż gada sensownie... ale rozkosznie jest. Muszę ich cholernie wnerwiać swoimi wielokropkami, "Pzdrwm", "WSIe w Mieście" i erotomańskimi koncepty (na które z nawiązką zapracowują)...

(Czemu się w niczym nie zgadzamy? A co mam rzec, kiedy widzę średniej klasy powieściopisarza za całe filozoficzne przygotowanie ambitnej w końcu grupy intelektualistów; miłość do Rosji, "tej prawdziwej, ach! - carskiej", którą tylko bardzo eufemistycznie określiłbym jako "niezrozumiałą"; wydawanie moralnych cenzurek na lewo i prawo, o które nikt nie prosił; kult voodoo, polegający na radosnym nakłuwaniu figurek komunistów na niszowym portalu,  ale także figurek ludzi w opinii tych panów po prostu nie dość niezłomnych, np. głosujących na PiS, czyli wszystkiego poniżej jakiegoś Amedy Coulybaly'ego, choć sami z tym nie do końca... przy czym bezpitul Holland chociaż w to swoje voodoo wierzy, a oni chyba jednak nie do końca... Że na tym poprzestanę.) 

Wszystko tam takie zapięte, eleganckie, Wersal i nastojaszczia prawicowość pod krawatem, ach! Ale słodko jest (już mówiłem?). No więc oto wynik tego zapłodnienia i natchnienia, choć po prawdzie na ten akurat konkretny temat nic tam nie było mówione. Może uda mi się ich fajnie znowu sprowokować i będzie dyskusyja! (Choć może najpierw niech przeczytają Custina, skoro Spengler za trudny.)

Trudno mi sobie tak na zawołanie wyobrazić większe pedalstwo, niż płacz po carskiej rodzinie utrupionej przez bolszewików, w wykonaniu kogoś, kto się głosi Polakiem.

(Nie, stosownego obrazka nie będzie. Te stosowne jednak one są już zbyt obrzydliwe na tego uroczego blogasa.)

triarius

P.S. Przypominam: Prawicowość to raczej dać w dupę, niż wziąć. Reszta to w sumie fioritury.

sobota, sierpnia 25, 2018

Bonmot kontorsjonistyczny

Bóg mi świadkiem, że mam dość anarchiczne usposobienie, z pewnością w znacznej mierze skutkiem wzrastania w słodkiej PRL, choć nie tylko to, i idea wolności osobistej jest mi bardzo bliska. Co powiedziawszy, stwierdzam jednak, iż ponad dwustuletnie doświadczenie, a szczególnie doświadczenie całkiem ostatnich dekad, w których to Historia niestety (z punktu widzenia Zachodu, nie powiem "zachodnich wartości", bo to jest już zakłamane i zawłaszczone, więc moglibyśmy się nie zrozumieć) przyspieszyła, że...

"Wolność" wywalczona dla nas wszystkich (ach!) i dla naszych ew. potomków przez  Oświecenie i Liberalizm - czyli obranie (jak cebuli) człowieka z wszelkich "przesądów" (z religią oczywiście na czele, ale ostatnio nawet i płeć stała się "przesądem"), społecznych konwencji, i, oficjalnie przynajmniej, większości ograniczeń i zakazów (poza oczywiście zakazem przeszkadzania Waadzy w uszczęśliwianiu siebie i innych) - to dokładnie takie coś, jak pozbawienie kogoś kręgosłupa, aby mógł się swobodniej i radośniej wyginać. Skutki psychiczne i życiowe są w znacznej mierze podobne, choć jedno jest oczywiście społeczno-mentalne, a drugie byłoby namacalnie fizyczne.

Wbrew pozorom, moje drogie ludzie, to nie jest tylko taki sobie figlarno-propagandowy koncept - nie, to jest całkiem głęboka myśl i nad tym warto się trochę pozastanawiać. Ta analogia sporo wyjaśnia, choć to tylko przecież analogia. (Ale Spenglera się czytało, prawda? Mądre analogie wcale nie są takie złe.)

triarius

czwartek, sierpnia 23, 2018

Bonmot o koryllicznych trubadurach

Trubadur
Teza, że "trubadurzy byli wyłącznie szpiegami", ma dokładnie tyle sensu, co teza, że "obrazy służą do zasłaniania dziur w ścianach". 

(W obu przypadkach jest to oczywiście możliwe i z pewnością czasem się zdarzało, w przypadku trubadurów to, że tak mogło bywać można nawet uznać za całkiem interesujące "odkrycie"... Ale bez przesady, żeby już nie mówić o "ślepych i kolorach". Sztuka jednak dla niektórych MA znaczenie i nie daje się sprowadzić wyłącznie do ekonomicznych, socjologicznych czy politycznych aspektów.)

triarius

P.S. A tak przy okazji, to Nasza Ukochana Kassandra a.k.a Pan T. wieki temu ostrzegała/ostrzegał, żeby nie lekce-sobie-ważyć Bolka, bo on nam jeszcze jest w stanie paskudny numer w ramach Bratniej Pomocy wyciąć. No i słyszy się ostatnio coraz więcej o tym, że najbliższe wybory mają być przez wiadome siły unieważnione, i to właśnie w oparciu o bolkową "fundację". I kto tu ma dar przewidywania?

piątek, sierpnia 17, 2018

Śpiewać albo nie śpiewać, oto jest pytanie

Niderlandy wiek XVII
Poszedłem (ci ja) do Coryllusa i znalazłem (ci ja) tam parę interesujących rzeczy, com je przeczytał. Po pierwsze krótką historię jego rodziny w jednym tekście - smutną, niestety bardzo ludzko-typową, nieco wzruszającą, jeśłi ktoś wzruszać się akurat lubi... A także trochę jakby, w moich oczach przynajmniej, wyjaśniającą tę jego, jak ja to widzę, ekonomiczną obsesję. Wyjaśnia, ale nie upawomocnia, żeby użyć tego dętego słowa z braku zgrabniejszego.

Bo to nawet nie jest "marskistowska historia" - ta pisana na Zachodzie i bez (można mieć nadzieję) partyjnej kontroli - którą dość faktycznie lubiłem, bo zawsze starała się analizować konkrety i ludzką rywalizację, także, a nawet przede wszystkim, tę ekonomiczną i klasową. Podczas gdy ta "niemarksistowska" dziwnie często, albo gromadzi niezwiązane ze sobą wątpliwe fakcicki, albo też przedstawia Marsz Ludzkości Ku Obecnemu Szczęściu Z Obietnicą Dalszego Ach-Jakże-Rozkosznego Ciągu.

Jednak Coryllus w wielu przypadkach idzie dalej, ponieważ on to łączy z podważaniem wszystkiego, czego nas oficjalna historia uczy i programową paranoją, czyli Totalną Spiskową Teorią Wszystkiego. Co, uważam, jest całkiem interesującym programem - co najmniej dla eseisty, bo nie chciałbym, żeby nagle wszyscy zaczęli historię w ten sposób pisać, całkiem często zasługuje to na poważne zastanowienie... No i to już jest nie byle jaka wartość!

Drugie interesujące, co tam (ci ja) przeczytałem, było tutaj: https://coryllus.pl/komunikacja-a-folklor-czyli-omerta-raz-jeszcze/

Dla patologicznie leniwych klikaczy streszczę, że chodzi tam o to, iż im lepszy i bogatszy folklor - ale chodzi o pieśni, nie o wycinanie kogutków z papieru, przynajmniej o nich nic tam nie ma - tym gorsza społeczna komunikacja w danym społeczeństwie, bo te śpiewy tę komunikację w patologiczny sposób zastępują i jakoś tam unieważniają. Nie wiem, jak z muzyką instrumentalną, z tańcami na klepisku i macankami w zaroślach, ale o pieśniach jest tam powiedziane to właśnie explicite.

I nie chodzi tutaj, mówi Coryllus, po prostu o ciężki los i te sprawy. Nie - brak prawdziwej komunikacji jest przyczyną oraz skutkiem tego, że ludzie tak cudnie i z takim przekonaniem śpiewają! I ja naprawdę sądzę, że to jest interesująca hipoteza, w której znajdziemy więcej niż ziarno prawdy... No bo weźmy Irlandię... Albo weźmy różne tam społeczności w US of A - te które mają fajny muzyczny folklor, to raczej rzadko bostońska elita, za to white trash z Apallachów, Murzyni, Meksykanie, nawet młodzież w latach '50 z Rock-a-Billy i wczesnym Rock-and-Rollem daje się tu dopasować.

No a, pyta nas Coryllus, czy ktoś zna niderlandzką pieśń ludową z XVII w.? Nie znam faktycznie żadnej, z żadnego wieku. Znam trochę szwedzkich, a oni w końcu wynaleźli zapałki, pudełka do mleka, stworzyli Ikeę, armatki Boforsa... To się liczy? Jednak najistotniejsze, z Tygrysicznego Punktu Widzenia przynajmniej, jest to, że ja bym sto razy jednak wolał żyć w takich Włoszech, z ich bogatym muzycznym folklorem, niż w siedemnastowiecznych Niderlandach, i jeśli TO oznacza "brak społecznej komunikacji", to na drzewo ze społeczną komunikacją!.

W Meksyku też bym wolał, a przecież znam tuziny ich ludowych śpiewów i je namiętnie kocham, a holenderskich za cholerę. Ktoś ma inaczej? Mogę zrozumieć, bo mój umysł pojemny i elastyczny, że ktoś o takiej historii rodzinnej i takich ambicjach, jak Coryllus - choć przecież moja rodzina też majątek, nieco większy, fakt, traciła w ostatnim stuleciu wielokrotnie i absolutnie nic dziś z tego dla mnie nie zostało - wolałby żyć w Holandii epoki Gorączki Tulipanowej i liczyć, że się dorobi... Ale ja nie. Nie bardzo widzę powód marnowania młodości i najlepszych lat na tyranie, żeby mieć potem wystawny pogrzeb!

No bo już na pewno nikt mnie nie przekona do tyrania po to, żeby ludzie, jak to jakiś geniusz spędzający masę czasu na kiblu precyzyjnie wykompinował, za pięćset lat żyli jak aniołowie niebiescy (choć bez oglądania oblicza Pańskiego, bo po co, skoro można oblicza Kuronia z "von" Misesem?) I NIE MUSIELI PRACOWAĆ. Łał? Nie, na drzewo! Ale Coryllus chyba też aż tak daleko nie idzie - on po prostu, jak masa ludzi w leberaliźmie (żeby nie powiedzieć biednych lemingów) zamierza tyrać całe życie, żeby pod jego koniec, precyzyjnie sobie wszystko wycyrklowawszy, przeżyć dwa tygodnie upojenia.

Miejmy nadzieję, że jeszcze będzie wiedział, co to to upojenie. (W nieco dawniejszych Chinach po siedemdziesiątce nie miałeś już żadnych obowiązków i mogłeś sobie do woli dogadzać, na przykład obżerając się psim mięsem. Smacznego!)

Dla mnie jednak, dziwnie na tę całą oświeceniową propagandę odpornego, nie jest to żadna atrakcyjna perspektywa, a w dodatku ta "marna" jak mam rozumieć "imitacja społecznej komunikacji" to coś dokładnie takiego, jak prawdziwy, świętej już niestety pamięci, Katolicyzm, z jego śpiewami, Machaultami, procesjami, łaciną, hostią, katechizmem i resztą tych bezsesnownie odwracających uwagę od prawdziwych problemów, wyczerpujących energię i potencjalnie dzielących społeczeństwo, a także nerwicujących, spraw.

Podczas gdy ta wyśniona "komunikacja" - ta której przeciwieństwiem miały by być ludowe pieśni, choćby takie cudne, jak powiedzmy "Water is Wide", "Twa Corbies", albo "Silver Dagger", to dokładnie to, o czym śpiewał kabaret Elita, że chcą od tego uciec: "od całego swiata, od paragonów, paragrafów i wywieszek". Więcej? Proszę: "Gdzieś tam prezydent zbiegł w szlafroku, gdzieś tam przyjęto jako wskaźnik stopę zysku, pięć wizyt, sześć wyroków, ktoś przez pomyłkę rekord świata pobił w dysku". Czyli całe nasze gówniane liberalne życie, wszystko, czym karmi się nasza dusza. Cudo, nieprawdaż?

Sorry, jeśli TO jest ta "społeczna komunikacja", to ja się nie dziwię, że wolą śpiewać! Tutaj mamy też bardzo szpęgleryczną kwestię Romantyzmu, jako (w swej historyczno-kulturowej wersji) rozpaczliwej, a nawet histerycznej obrony przed nadciągającą Cywilizacją (w sensie szpęglerycznym) z jej druczkami i wywieszkami, oraz brakiem sensu i witalności. Ciekawa sprawa, ale na kiedyś, da Bóg.

Zakończę stwierdzeniem, że moim zdaniem idealne społeczeństwo, to nie takie, które ma dobrze rozwiniętą komunikację w postaci druczków, wywieszek i paragonów, kocha i akceptuje to wszystko, tylko raczej takie, które ma pewne podstawowe sprawy rozpracowane - też każdy człek na tyle, na ile jest zdolny i zależnie od swego miejsca w intelektualnej hierarchii - wokół których to spraw się od czasu do czasu przynajmniej ono łączy, te przeżycia dzieli...

Sprawy o które jest gotowe walczyć i o których ŚPIEWA - a wszystkie wulgarne szczególiki: paragony, paragrafy, wywieszki i rekordy w dysku, ma raczej w poważaniu i tak mało uwagi im poświęca, jak to możliwe.

W każdym razie nie robi z tego religii... (Taka religia wabi się jak, Napieska? Zgadza się, wabi się LIBERALIZM,) Stara się to mieć maksymalnie w tle i żeby się w oczy nie rzucało, nie rozmawia o tym, bo to po prostu dość nieprzyzwoite. Nawet jeśli, z konieczności, buduje coś, jak siedemnastowieczne Niderlandy, to zdaje sobie sprawę z tego, że to Z KONIECZNOŚCI. I jeśli zdoła, stworzy coś o wiele lepszego. Z minimalną ilością paragonów, paragrafów i... Czego jeszcze, Mądrasiński? Bardzo dobrze - wywieszek. Dzisiaj naprawdę jesteście w formie, moje dziatki.

I to by było na tyle.

triarius

wtorek, sierpnia 14, 2018

Jedno B mniej, jedno B więcej...

Kameleon - to ci dopiero artysta!
Zachęcony ostrą jak przysłowiowa brzytwa dyskusją pod moim przedostatnim tekstem - dyskusja w sumie moja z jednym tylko człowiekiem o poglądach jednocześnie (turpe dictu) liberalnych i posoborowych, więc nigdy do niczego nie dojdziemy, ale kąpiel w pracowicie bitej pianie to też, jak się okazuje, może być miła odmiana od codziennej szarości i ęteraktywnych niedoborów - chciałem wam ludzie napisać coś o tej "mniej trudnej" muzyce, wrzucić kilka videjów z YT i w ogóle podkręcić sprawę tego grania na łyżkach, a jak Bóg da, to i na różnych ukulelach, bez której... Bez której poza ew. bicie smakowitej piany nie wyjdziemy.

Może kiedyś, na razie jednak poszedłem (ci ja) na nowy portal Coryllusów tego świata, mniejsza o to, czego przede wszystkim tam szukałem, no i przeczytałem (ci ja) dwa naprawdę interesujące teksty samego Guru, z całkiem interesującą dyskusją pod spodem. Jedno było o niejakim Szulkinie, rezyserze filmowym, który akurat był się przeniósł na łono Abrahama, i ewidentnie stanowił ubecką marionetkę dla ogłupiałej gawiedzi. Co dziwnie mnie mało zaskakuje, bo od dawna sądzę, że film, plus co najmniej jeszcze jedna dziedzina, o której da Bóg za chwilę, to były w PRL mateczniki wszelkich ubecji, i raczej trzeba się zastanawiać, dlaczego bywały tam, w filmie znaczy, bo w tej drugiej dziedzinie, o której za chwilę, moim zdaniem nie, rzeczy wartościowe.

Drugi tekst, który mi przypadł do gustu, był o tym, że słynny tekściarz przesławnego zespołu SBB i przesławnej Haliny Frąckowiak okazał się niedawno być pułkownikiem SB, piszącym pod pseudonimem. Poszedłem (ci ja) potem nawet na portal jakiejś lokalnej gazety - "Dziennik Zachodni" czy coś - gdzie napisali o tym dość długi i całkiem ciekawy artykuł. Można sobie poszukać. No i co teraz? Po pierwsze muszę, jak zwykle, pochwalić się, że dla mnie zespół SBB nigdy nie istniał, słyszałem to parę razy i kompletnie mnie to nie ruszyło.

Całkiem profesjonalne, ale profesjonalnie zrobionej muzyki rozrywkowej było w PRL pełno - problem był w tym, że starano się z tego zrobić wzgl. autentyczny rock, "taki jak na Zachodzie, ale nasz, PRLowski", i to za cholerę nie wychodziło. Bo i nie mogło - standardowe muzyczne wykształcenie i rock pasują do siebie jak pięść do nosa. Nie wiem i od lat łamię sobie głowę nad tym, po kiego grzyba ludzie słuchali, a nawet podniecali się, różnymi tam Dżemami, Dżamblami, Niemenami, SBB, Perfektem... Że już o Skaldach, No To Co, czy Trubadurach nie wspomnę - nawet nie z litości, tylko z obrzydzenia.

Na Trójce można było przecież złapać masę prawdziwej zachodniej "młodzieżowej" muzyki - problem był tylko raczej w tym, że jak się do czegoś dorwali, to człek mający, jak ja wtedy, radio włączone niemal 24/7 słyszał "House of the Rising Sun", "Nights in White Satin", czy, z innej nieco dziedziny (genialne przecież, choć akurat nie w tamtym topornym wykonaniu CCR) "Jambalaya on the Bayou" Hanka Williamsa trzy razy dziennie, i miał tego serdecznie dość.

Mniej to szkodziło z takimi rzeczami jak "Honkytonk Women" Rolling Stonesów - to muzyka, wbrew temu, co się wydaje różnym tam "znawcom" z drewnianym uchem, bardziej wyrafinowana, i zawsze czegoś nowego człek się potrafił dosłuchać. (A mówimy tylko o rocku, bo poza tym był jazz, ambitna piosenka francuska, całkiem sporo hiszpańskojęzycznych, bywała Amália, bywał Orlando di Lasso... To wszystko w PRLowskim radio!)

Dobra, powie ktoś, "Skaldowie i Trubadurzy" potrafię zrozumieć, ale co było nie tak z Niemenem? Niemen, odpowiem, był muzykalnym gościem (zresztą jakiś tam Białorusin, więc i inne geny, niż u naszego ludu o drewnianym przeważnie uchu, choć gumowych też nigdy nie brakowało), ale nie za mądry, chyba dość uległy charakter, a obskoczyła go zgraja agresywnie cwanych macherów, którzy, wykorzystując jego duży głos i potencjalny potencjał (!), za wszelką cenę próbowali z niego zrobić Murzyna i podbić w ten sposób świat. Złote wanny, brylantowe kible, kąpiele w szampanie. No i oczywiście Władza Proletariatu przy okazji.

Gość, Niemen znaczy, był fajny w swoich najwcześniejszych nagraniach - tych z gdańskiego "Żaka" chyba to było. "Czarny Orfeusz" itd., potem jeszcze z Niebiesko-Czarnymi (w sumie znośna trupa, choć dziwna, typowo komunistyczna organizacja), do "Kałakolczika" włącznie (choć trochę w tym nagraniu z głosem się nie wyrabia), potem to już był koszmar i Czerwono-Czarni, czyli koszmar do kwadratu. Tak to widzę.

Halina Frąckowiak była, jak pamiętam, ładna, i jakoś mnie przesadnie śpiewem nie odrzucała, ale nic nie pamiętam i nigdy by mi nie przyszło do głowy słuchać. Byli, jako rzekłem, Rolling Stones, było Canned Heat, byli The Doors, dopóki nie zrobiono o Morrisonie filmu dla lemingów... Na krajowym rynku dla mnie był kabaret Elita, Starsi Panowie, pierwsza płyta plus parę drobiazgów Młynarskiego... Lubiłem garażowy (z wrocławskiego "Pałacyku" w rzeczywistości) zespół Romuald i Roman, byli tacy autentyczni i nie pokazywano ich niemal wcale ludowi... Ale Jezu, jakie to było słabe, jak się teraz tego słucha na YT! (Fakt, że lepszy sprzęt i trochę nagraniowych bajerów sporo by tu zmieniło, przynajmniej dla naszych niezawodnych "znawców".)

Taraz będzie clou... Mógłbym w sumie napisać coś b. krótkiego i z cholernym kopem... Ale po co pisać krótko i z kopem, jak można długo i zawile? No więc wszyscy się tak cholernie teraz dziwują, że ten natchniony tekściarz - a w istocie NIELUDZKI WPROST GRAFOMAN, jak widać na podstawie fragmentów, które nam pokazano... Którymi tak się nasi Genialni Artyści (Frąckowiak i Skrzek z SBB) zachwycają... Grafoman na skalę, przy której Osiecka w swych najgorszych momentach to Dante skrzyżowany z Wergiliuszem... No więc ten genialny tekściarz okazał się być ubekiem i to jest szok. Nikt z naszych Genialnych Artystów nawet się tego nie domyślił i w ogóle.

No to ja mówię tak... Jeszcze raz - jak się nazywał ten cudowny zespół, że spytam? SBB, tak? Co miało być skrótem - słyszałem parę razu te uczone egzegezy, choć, jako rzekłem, ta muzyka kompletnie do mnie nie przemawiała, ideologia też nie - skrótem miało być raz od "Silesian Blues Band", a innym razem od "Szukaj Burz Buduj"... I jeszcze jakaś inna oficjalna wersja też tego istniała. No a jak się nazywała tajna policja w PRL? SB, tak? No i teraz - wyobraźcie sobie, że macie kapelę i dla niej wymyślacie nazwę... Będzie to nazwa tak zbliżona do nazwy ukochanej przez rodaków komuszej tajnej policji? No bo przecież bardziej zbliżonej nazwy trudno sobie wyobrazić, prawda? Nazwalibyście swoją kapelę np. "Gesztabo"? To przecież dokładnie to samo!

SSB być nie może, bo to SS, ale za to podwójne B... Takie trochę rozciągnięte B, lekko się potykając... ("SB wyszeptane zakochanymi wargami Michnika", jak mi przyszło do głowy po paru dniach. Bo Michnik się cudnie zacina, jakby ktoś nie wiedział.) Albo właśnie SMAKUJĄC te rozkoszne dźwięki, to jak najbardziej. Słowo staje się dłuższe, o całe 50 procent, a przez to i smakowitsze. I przecież nadal każdemu przytomnemu człowiekowi SBB musi się kojarzyć ze znajomym SB. Czy nie? Czyżbym się mylił?

No więc, jeśli mam (ci ja) rację, to jak to świadczy o członkach tej kapeli, o otaczających ją macherach, o zamiarach i planach tych wszystkich ludzi, o ich celach i inspiracjach? I o tym, czy naprawdę aż tak ich ta ubecka przeszłość ich natchnionego tekściarza mogła zaskoczyć. Zastanówcie się nad tym, a może i parę innych rzeczy wam się wyjaśni - na temat waszej własnej przeszłości, na temat waszych (mniej lub bardziej) artystycznych idoli, na temat tego, co mamy dzisiaj i co będziemy ew. mieć w przyszłości.

Jak to się daje wytłumaczyć? Nie do końca to rozumiem, ale widzę kilka możliwości: albo to miało oswajać lud z Obrońcami Najlepszego z Ustrojów, albo miało stanowić haka na naszych natchnionych artystów, albo było spontanicznym wyrazem miłości z ich strony... Może jakiś rodzaj satanizmu? W każdym razie nijak nie potrafię sobie wyobrazić, że oni albo tego podobieństwa nie dostrzegali i nikt im na to nie zwrócił uwagi, albo że "po prostu" nie widzieli w tym problemu, co by zresztą samo w sobie było już problemem, i to sporym.

No dobra, powie nasz Niewierny Tomasz, a jaka to jest ta druga dziedzina PRLowskiej kultury, w której Pan T. z trudem dostrzega cokolwiek poza ubeckimi (i innymi rusko-komuszo-partyjnymi) machinacjami? Jest to właśnie popularna (tzw.) muzyka - czy to nie oczywiste? A właściwie to myślę teraz nie o całej, tylko o tej "młodzieżowej".

Teraz dziękujemy sobie nawzajem wylewnie za owocne spotkanie, każdy podaje rękę kilku najbliższym sąsiadem, po czym, nie zwracając na siebie za bardzo uwagi, idziemy do domu rozmyślać nad mechanizmami działania PRLu i ich wpływem na nasze obecne gusta. Tak? No to pa i do następnego razu!

OK, znajcie moje serce - oto linek: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/81338,o-esbeku-ktory-pisal-piosenki,4,id,t,sa.html

triarius

P.S. Na temat kultury w PRL miałbym jeszcze sporo do powiedzenia i nie wszystko aż tak przygnębiające, jak to tutaj, bo były tam przecież sprawy, o jakich w koszmarze III RP nie możemy nawet marzyć. Zapraszam ew. chętnych do dyskusji na te tamaty.