piątek, września 23, 2022

O śmiechu

Czy tylko Bergsonowi wolno pisać o śmiechu? Nie, nie ma na to zgody! No to tutaj trzy głupotki z nim związane, które przyszły mi dziś do głowy pomiędzy przebudzeniem i śniadaniem. (Dlaczego akurat o śmiechu? Nie mam pojęcia, szczerze, ale przecież żyjemy w wesołych czasach.) Oto więc:


Słysząc "wolny świat" pękam ze śmiechu, słysząc "wolna Polska" z trudem powstrzymuję łzy.

*

"Śmiech to zdrowie" i nic tego tak dobitnie nie pokazało, jak niedawna "pandemia".

*

Choćbym miał prostatę wielką, jak łeb (nomen omen) Hołowni - słysząc "wolny świat" i tak zawsze musiałbym zmieniać pampersa.

triarius

czwartek, września 22, 2022

Bolszewizm na wesoło

Karol Marks w jednym ze swych jaśniejszych momentów stwierdził był, że "Historia - tak, powtarza się, tyle że jako farsa". Od tamtego czasu to się lubi ładnie sprawdzać, dzięki czemu Ludzkość (ach!) co parę dni otrzymuje powody do zdrowego śmiechu, a śmiech, jak wiadomo, to zdrowie... I tak dalej. Było tego już tyle, że nie ma sensu tu wymieniać, ale teraz szykuje się nam coś z tej właśnie kategori, ale tak dużego i tak uciesznego, że naprawdę możemy wszyscy popękać ze śmiechu.

O czym mówię? - pytacie zgodnym chórem wibrujących od zaciekawienia głosów. Odpowiem pytaniem: czytał ktoś ""Małą historię WKP(b)?" Nie? Może i słusznie, bo to nudne było i nie przedstawiało tych spraw obiektywnie, ale same sprawy dobrze żebyście znali, moi najmilsi! "Chcemy je poznać!" - wołacie i bardzo słusznie!

WKP(b) to, gdyby ktoś nie wiedział, to "Wielkorosyjska Partia Komunistyczna (bolszewicy)". Czyli to tam od Lenina i "Rewolucji Październikowej". No i, kiedy po Pierwszej Światowej oni doszli do żłobu w tej tam Rosji, a naprawdę wyglądało, że cały Zachód bardzo szybko pójdzie tą samą drogą, tym bardziej że Sowiety (bo o nich tu przecież, ludkowie moi rostomili, mówimy) im skutecznie w tym pomogą... To co się stało?

Sprawa się, o dziwo, rypła - Czerwona Armia wzięła była wciry pod Warszawą, komunistyczne rewolucje w Niemczech i na Węgrzech zostały spacyfikowane... I co teraz robi nasza droga WKP(b). Przykro to powiedzieć, ale ona się poniekąd ideologicznie dzieli. Ogromna większość wiernych tej wzniosłej ideologii Bolszewików (bo o nich my tu przecież) nadal wierzyła w rychłą Swiatową Rewolucję... No bo jak niby mogłoby być inaczej? W pojedynczym kraju, choćby i sporym, ale otoczonym przez paskudny, agresywny Kapitalizm?!

To był pogląd numero uno, a reprezentowany ci on był przez gościa znanego pod pseudonimem Trocki, stąd ów pogląd znany jest jako Trockizm. Byli i tacy Bolszewicy, którzy zdawali się sądzić, że tu zawsze przecież chodziło o Uszczęśliwianie Ludzi (ach!), więc, skorośmy już sobie pomordowali i tak dalej, to stwórzmy teraz może to idealne, albo w każdym razie zdecydowanie lepsze od dotychczasowych ŚRODOWISKO dla realnie żyjących ludzi. No i to podejście zaowocowało paroma latami NEPu, czyli takiego Państwowego Kapitalizmu.

Na co pozostali Bolszewicy: "Państwo chcecie udoskonalać heretycy?! Zdrajcy, kula w łeb to jedyna odpowiedź, jaką Ludzkość może takiemu udzielić." No i faktycznie ta niewielka frakcja została wytępiona w W8ielkich Czystkach, Procesach Moskiewskich itd. lat '30. Nazywało się to "Prawicowym Odchyleniem" - tak przynajmniej brzmiało to w aktach oskarżenia i propagandzie. Niewykluczone zreszcie, że taka bolszewicka frakcja realnie nigdy nie istniała, a był to tylko zarzut Stalinistów, oznaczający, jak tyle innych, wyrok śmierci. Po prostu niedostateczny rewolucyjny zapał.

"A trzecia opcja?!" - pytacie z wypiekami na twarzach. Trzecia opcja to był tow. Stalin, czyli Stalinizm. I to wygrało. Tow. Stalin miał wszelkie ideologie i wszelkie inteligenckie wygłupy tam, gdzie możemy pana majstra w dupę pocałować. "Bo?" Bo tow. Stalin był całkiem inteligentnym, stosownie psychopatycznym gangsterem o sadystycznych skłonnościach i specyficznym poczuciu humoru. 

Dla niego władzy w Sowieckim Imperium było dość, tradycje Matuszki Rosji (choć Wielkorusem był tow. Stalin przyszywanym) także dają tu piękne możliwości (Iwan IV czu Piotr I, żeby daleko nie szukać), więc obejdziemy się na razie bez Światowej Rewolucji, choć oczywiście będziemy ją na wszelkie sposoby padcziorkiwat' (co chyba oznacza "podkreślać", ale u mnie to słowo uniwersalne), ale tutaj mamy dość pola do zabawy, a jeszcze sobie podnijemy Polskę, plus parę innych takich, i będzie całkiem git.

Jak pomyślał, tak i zrobił. Wytępił m.in. we wspomnianych czystkach wszystkich praktycznie prawdziwych Bolszewików, co, jak sądzę, należałoby mu poczytać za zasługę... Gdyby nie to, że Bolszewizm - w sumie zachodnia choroba, żeby już nie wchodzić na śliskie tereny różnych "anty" - tym piękniej rozkwitł na wspomnianym Zachodzie... Do czego my tu zresztą powolutku zmierzamy, w tekście znaczy.

Całkiem nawiasem, to Kisielewski, który na ogół mojego entuzjazmu nie wzbudza, bardzo sensownie kiedyś stwierdził (był) coś w stylu, że "Stalin był zły, ale ten Trocki, gdyby mu dano szansę, dopiero dałby nam w kość!" Srawdziło się, choć pośmiertnie! Tak się zabawnie składa, że tego Trockiego Trockizm od dawna na owym Zachodzie, mniej lub bardziej oficjalnie, kwitł, a w ostatnich latach po prostu opanował wszelkie ośrodki władzy, media, tzw. "edukację", CHRZEŚCIJAŃSTWO (Katolicyzm, ale nie tylko), i co tam jeszcze.

To był bardzo długi - szczególnie jak na nas tu, i na to, że piszemy za darmo, podczas gdy różne ukochane przez was intelektualne zera ze swoich pierdołów bez znaczenia wygodnie żyją - wstęp, długi i pouczający, ale słusznie ten i ów szeptem pyta: "Dobrze, ale gdzie tu ten obiecany humor i obiecana aktualność?" Nie mam pretensji, a nawet pochwalę za rewolucyjną czujność i uwagę podczas czytania. Po czym dochodzę do sedna...

Otóż wiadomo, że Putek wkrótce zrobi referendum i te tam cztery części obecnej Ukrainy zostaną przyłączone do Rosji. Nie ma tu żadnego znaczenia, czy to referendum będzie hiper-uczciwe. (Oczywiście - gdyby Rosjanom było potrzebne jakieś podrasowanie wyników, to by to zrobili, ale w tym przypadku  nie dostrzegam powodu, by nie było. To są rdzenni Rosjanie, a Ukraina nie jest Rajem, szczególnie dla nich.

Na pewno nie mniej rdzenni, niż mieszkańcy Kosowa są Albańczykami, w której to sprawie swego czasu miłujący pokój Zachód zrzucił w trzy miesiące na malutką Serbię podobno więcej trotyli, niż przez całą wojnę na Niemcy. A jeśli nie więcej, to i tak sporo. Jeśli ktoś tam jeszcze w tym Ługańsku pali się do Unijnego Dobrobytu, to na przednówku woń rozmrażających się trupów niesiona zachodnim wiatrem zmieni im priorytety.)

No i teraz, kiedy to - przynajmniej dla Rosjan - będzie integralna część ich własnego kraju, nie da się już tak po prostu podsyłać tam najemników i broni za miliardy dolarów, bo to będzie po prostu inwazja na Rosję. Co by o tym wam nie mówili telewizyjni mędrcy - Rosjanie odbiorą to jako agresję na ich kraj i trudno im się dziwić. Rosja, mimo historii o tym, jak to Ukrainiec zastrzelił 17 ich komandosów, którymi was karmią, jest militarnie  potężna, ma też w tej chwili wsparcie Chin, mających bardzo cenne militarne zasoby... 

Podczas gdy US of A jest w stanie rozkładu. Osobiście sądzę, że w autentycznej wojnie Zachód dzisiaj nie ma szans, a choćbym się i mylił, to i tak perspektywa jest dość przerażająca... A już szczególnie dla nieszczęsnej Polski. Leżącej tu, gdzie keży, zarządzanej przez sprzedajnych idiotów... Nie chcę się tu wdawać w czysto militarne analizy sposobów użycia broni jądrowej, ale dla Polski nawet czysto taktyczna wróży fatalnie, a bez niej tu się na pewno nie obejdzie.

O ile oczywiście będzie ta wojna. Co w całości zależy od tych degeneratów, co ich mamy u żłobu na Zachodzie, bo Rosji przed aneksją tych tam republik nie da się powstrzymać (brutalne sankcje ekonomiczne dały dokładnie odwrotny skutek!), co by o legalności tego kroku nie sądzić, nie ma to znaczenia... No a potem Rosjanie w przypadku na te republiki nie mają już naprawdę wyjścia. (W dodatku nie mają tych amerykańskich tabu na taktyczną broń jądrową, wynikających chyba tylko z durnego przekonania, że Ameryka i bez tego... Wietnam i Afganistan pokazały, jak to działa.)

No więc teraz Nasi Umiłowani na Zachodzie mają trzy możliwości. Zupełnie jak ich dziadek w WKP(b)! Wiecie już jakie, moje dziatki?

1. Opcja optymistyczna - dla Proli znaczy,m czyli "Prawicowe Odchylenie". Zostawiamy Rosję w spokoju. Szybko i bez fochów likwidujemy wszystkie sankcje, mniej lub bardziej explicite przyznajemy się do błędów (?)... Począwszy co najmniej od "Pandemii", bo bardzo szybko i te sprawy stanęłyby na wokandzie. Dla Elit zmiana zawodu na coś skromnego i nierzucającego się w oczy, codzienna modlitwa o to, by szubienica czy 20 lat pierdla spadło na kolegę z biurka obok, a nie na mnie... Długo by można jeszcze snuć te przepiękne wizje, ale to jest po prostu NIEMOŻLIWE. Oni na to po prostu nie pójdą. Takiego zbiorowego instynktu samozachowaczego u nich niet'!

2. Opcja "Trockistowska" (i nawet cudzysłów nie jest tu konieczny). Światowa Rewolucja musi trwać, czyli w tym przypadku Zachód dalej walczy m.in. z Rosją, nie bacząc na koszty (dla Proli, bo niby dla kogo?) Termojądrowa wojna światów po prostu, bo do niej to doprowadzi bardzo szybko. W dodatku, choć to bez realnego znaczenia dla Proli, Zachód tej wojny nie wygra. Być może te wielopiętrowe podziemne schrony, o których się słyszy, z zapasem żarcia na lata, elektrownią, basenem i tabunem służby, coś tam nielicznym %^&* miliarderom na czas jakiś dadzą, ale poza tym... Wiadomo!

I wreszcie...

3 Opcja "Stalinizm". Inaczej "Budujemy Komunizm w jednym kraju", w wariancie LGBTXYZ, "wolna wola to przeszłość" i bez granic. Konkretnuie zaś: zostawiamy Rosję na razie w spokoju, dajemy sobie chwilowo spokój ze Światową Rewolucją - mamy przecież pod butem, lekko licząc, miliard Proli i możemy się na razie zabawiać ich dręczeniem, przerabianiem na robaki, plus oczywiście, w wolnym czasie pedofilią. Rewolucja Światowa i tak nie ucieknie, więc na razie zabawa!

Tak, że obiecaną farsę w każdym przypadku mamy zapewnioną. Słodko, nie? I to by było w zasadzie wszystko, co dzisiaj chciałem wam ludkowie powiedzieć. Co zadane? No więc napiszcie mi proszę krótkie wypracowanie na temat... Nazwijmy to może: "Bolszewizm - wieczne powroty - aspekty humorystyczne". Dziękuję za uwagę!

triarius

P.S. Mam zupełnie dość Kuraka! Był cenny w czasie "pandemii", przydawał mi się, jako prosty człowiek, który wie co to "Castorama" i powie mi, jeśli w gazecie napiszą coś naprawdę istotnego. Ale tej prostoty już naprawdę zbyt wiele, gość mądrzy się, i coraz bardziej apodyktycznie, na tematy, o których nijak nie może mieć pojęcia, bo niby skjąd? Żadnych źródeł swej rzekomej wiedzy nie raczy podać, chyba że gada o pierdołach bez znaczenia, jak np. wyborcze szanse PiS. Od dłuższego czasu zresztą komęta były tam bardziej interesujące od jego własnych płodów, ale czy to wystarczający powód by tracić czas i resztę wxroku?

wtorek, września 20, 2022

Chińskie wojsko na Ukrainie?

Każdy wie, że żaden ze mnie portal z wiadomościami z ostatniej chwili i to tutaj jest sprzed całych dwóch dni - tyle że nikt inny wam tego nie raczy pokazać. Nie trzeba nawet tym razem rozumieć angielskiego żeby obejrzeć sobie niewielki, ale niewątpliwie militarny konwój, bez zahamowań ukazujący chiński kamuflarz i chińskie oznaczenia... A dzieje się to, wedle tych informacji, na Ukrainie.

Jeśli to prawda, a sporo wskazuje, że tak - od całkiem niedawnego spotkania Putka z tym kitajskim Gensekiem, po całkiem niedawną deklarację Bidena, że USA będzie bronić Taiwanu - no to świat czekają całkiem nowe emocje, no a nasi (?) niezawodni geniusze-łamani-przez-patrioci wpkakowali nas, Polaków, w szambo, jakiego sobie wciąż nie potrafimy wyobrazić!

Nawet gdyby to był tylko teatr i to np. nie była Ukraina, to takie coś pokazywane i opisywane w mniej lub bardziej oficjalnych mediach, a już szczególnie ruskich, oznacza wiele. Chińczycy z pewnością nie byli by zadowoleni, gdyby Ruscy bez pozwolenia pakowali ich w taką kabałę, a Ruscy bardzo teraz dbają o przyjazne uczucia chińskich władz i te przyjazne uczucia, jak się ostatnio okazało, mają. Więc co by to nie było, stanowi poważne zaostrzenie konfliktu, które już i tak postawił świat na krawędzi wojny atomowej, a Zachód na krawędzi kompletnego upadku.

Oto wspomniane video (ignorujcie raczej fryzurę tego faceta, bo jej widok może wprowadzić w nastrój całkiem nieodpowiedni do powagi chwili, alternatywnie przyprawić o moczenie nocne.)

 



triarius

poniedziałek, września 19, 2022

Co by to miało być?

W kręgach Foliarzy i Płaskoziemców na całym globie huczy od jakiegoś czasu, że... ci co wiadomo szykują nam coś naprawdę dużego na koniec września i ew. październik. Często pojawia się w tym konkretna data, a mianowicie 24 września, chyba przede wszystkim dlatego, że jakaś niemiecka szycha w tym tam ich Reichstagu parę dni temu tę właśnie datę podała, jako dzień, który każdy do końca życia zapamięta.

"Co by takiego miało się wtedy wydarzyć?", pytacie zgodnym chórem. Przez ostatnie dwa lata działy się już w "wolnym świecie" (no i znowu muszę zmieniać bieliznę!) takie rzeczy, że drobne trzy lata "temu wstecz" (kocham ten język średniego Gierka!) każda z nich by nam tu wystarczyła. 

Jednak tacyś my już dziś zblazowani, że powiedzmy hurtowe przerobienie wszystkich chłopców na dziewczynki i odwrotnie skwitujemy przeciągłym ziewnięciem, a hurtowa eutanazja wszystkich powiedzmy (na razie) od 50 lat (ale nie mówimy o Sorosie!) włącznie ruszy tylko pięćdziesięcioletnich, i więcej, starców, a i to nie bardzo. Prawdą, jakże głęboką, okazuje się ta, że nawet najcudowniejszy smakołyk w końcu spowszednieje i się (turpe dictu) znudzi, a smakołyków przecież nam nie skąpiono, o nie!

Nikt z globalnych oszołomów nie potrafi nic w miarę konkretnego zapoprzewidzieć, choć niektórzy przywołują fakta w rodzaju tego, że czas temu jakiś niejaki Franciszek (wiecie który to? ten od kultu religijnego) wszem i wobec z balkonu (!) był ogłosił, że wszelkie aktywa, co one mu podlegają, mają do końca września trafić nie gdzie indziej, tylko do Banku Watykańskiego.

Co by sugerowało coś ekonomicznego, albo co najmniej z ogromnym na ekonomię przełożeniem, tak? (Cylko co niby jej nie ma?) Więcej nic nikt nic nie mówi, ani nawet, o dziwo, nie zgaduje. No to wasz oddany zabawi się w Pytię i Sybillę, bo co mi tam - raz się żyje, i nawet jakby i to nie całkiem. Możliwości są tu co najmniej dziesiątki z tych zasadniczych, a ja gotowym zaryzykować jedną, góra dwie. Jeśli trafię, będziecie mnie nosić na rękach i wymawiać moje imię z nabożną czcią, OK? Umowa stoi?

No więc jeszcze założenia vel warunki brzegowe... Coś się naprawdę dużego musi w ciągu tych paru tygodni wydarzyć - i zainicjowanego przez nich, a nie np. przez Putka czy powiedzmy Trumpa. No i musi to być cosik, co na krótką metę zostanie przez Prola odebrane pozytywnie. Oczywiście już na średnią metę Prol wyjdzie na tym, jak przysłowiowy Zabłocki na środkach czystości, ale na razie z zapowiedzi tego (excusez le mot) szkopa nie wynikało "wszystkie cholerne Prole 24. zdechniecie i nie będziecie już nam szczać po naszych wydmach!"

Nie - mamy to pamiętać, no i Oni mordowania wciąż jeszcze przeprowadzają z pewną, choć toporną, dyskrecją, słodkie mordki! Więc ja stawiam na coś takiego, jak powszechne umorzenie długów. Łał? Miało być coś dużego, n'est-ce pas? Może z jakimiś zastrzeżeniami - np. tylko bankowe, albo właśnie te nie... Ale raczej właśnie bankowe.

Albo też coś w sumie bardzo zbliżonego i stanowiącego pierszy, tyle że ostrożniejszy, krok na tej samej drodze - czyli "mieszkanie Prawem Człowieka". Czyli już nie trzeba płacić czynszu, a kamienicznik, co nam te 580 m kwadratowych w znakomitym punkcie wynajął, niech sobie... 

Eat zee bugs - jak wszyscy (poza paroma)! Ta druga możliwość - mówię o tych czynszach - jest nieco łagodniejsza, więc i łatwiejsza do przeprowadzenia, a przecież i tak stanowiłaby cudny początek do tego samego. W dodatku z zaszej Umiłowanej Unii doszły mnie niedawno właśnie takie głosy - że Prawa Człowieka, ach!

(Tu można by mimochodem wspomnieć Libię Kadafiego, gdzie każdy naprawdę miał dom i tylko moja matka, w końcu obcokrajowiec, takowy wynajmowała, ale sza, bo Kadafiego tacy, co my ich rzekomo lubimy, a przynajmniej powinniśmy lubić, zabili, przedtem nawiasem torturując, są zdjęcia... Wielu się, w każdym razie tym zabiciem cholernie i ostentacyjnie cieszyło. Mówię o ważnych tzw. "politykach".)

Tak więc rzekłem, co przewiduję i jeśli wygram, to wiecie... Ogromne osiągnięcie w roli Profety, bo nikt inny, z tego com widział, nawet nie próbuje! Jeśli zaś nie, to albo szkop bełkotał bez sensu, a zresztą Oni tyle mają możliwości, by nas na wszystkie strony uszczęśliwiać, że jak niby prosty Prol bez wsparcia przez Św. Ducha (kumpla wspomnianego Franciszka), czy Oficjalne Gremia und Autorytety Wsparte Nauką miałby cokolwiek przewidzieć?

W każdym razie, jeśli trafię, to na krótką metę z pewnością odczujemy - większość z nas - sporą ulgę, ale naprawdę to będzie kolejny Ich sukces, a że praktycznie gra o sumie zerowej, więc... Choć po prawdzie optymista może to zinterpretować, jako kontratak, wymuszony skutecznym atakiem przeciwnika, czyli nas. Dream on, my dear friend! (Choć po prawdzie mediom już nikt, poza jedną moją znajomą, nie wierzy, więc coś tam i od naszej strony się udaje.)

I to by było na razie na tyle, dziękuję za uwagę!

triarius

P.S. #ThinkBeforeSharing

sobota, września 17, 2022

Bonmot szachowy i nie tylko

Serio - najgorsze w przegrywaniu jest robienie niechcianej przyjemności innemu facetowi!

triarius

P.S. Wychodzimy pojedynczo. Uważać na szpicli i kamery!

środa, września 14, 2022

Syntetyka i Śladowość

Śmy sobie ostatnio rozmawiali o dystopiach Janusza Zajdla i coś w wikipedycznych informacjach na jego temat mnie uderzyło. Niby zupełny drobiazg, nic bez znaczenia, ale Tygrysizm Stosowany w swojej dydaktycznej-und-wychowawczej części to właśnie przede wszystkim kojarzenie faktów tak odległych, że nikomu spoza naszego elitarnego grona nawet by do głowy nie przyszło doszukiwania się między nimi związku. Zgoda? Generowanie w sobie i inteligentne potem wykorzystywanie hiper-syntetycznego umysłu!

Oczywiście ma to, jak wszystko na tym łez padole, swoją cenę i związane z tym przykrości - Tygrysista Stosowany jest dość mądry (i "tolerancyjny", hłe hłe!), by rozumieć, że nie każdy chce być Kassandrą, choćby nawet i potrafił, a prawie nikt nie potrafi. Jednak skoro już ktoś został dotknięty tą przypadłością, tym przekleństwem (w sensie antycznej tragedii), choćby początkowo w śladowym stopniu, no to Tygrysizm Stosowany pomaga mu te kontrowersyjne talenta rozwijać.

Dlaczego? Po co? Choćby dlatego, że... Masz rację Mądrasiński! Bo taka jest jego natura! A konkretnie? Nie bądż taki w gorącej wodzie kąpany, bo w sielskiej Szwajcarii dostaniesz już za to trzy lata pierdla, ale zaraz ci chłopcze powiem... I tobie też oczywiście, panno Napieska. Nasz wstręt do tzw. "równouprawnienia" nie zawiera szykanowania inteligentnych i sensownych dziewcząt. Tyle chyba wiesz. No to właśnie!

Otóż znalazłem ci ja na niezawodnej Wikipedii - każdy sobie może zaraz sprawdzić! - takie oto informacje na temat Janusza Zajdla. (Wkleję całe akapity i zażółcę to, o co mi chodzi.) Na polskojęzycznej:

Działalność Zajdla stanowiła inspirację dla wielu fantastów młodszych generacji i zrodziła cały nurt fantastyki socjologicznej w Polsce (np. Maciej Parowski, Marek Oramus, Andrzej Krzepkowski). Jego utwory przekładane były na białoruski, bułgarski, czeski, esperanto, fiński, niemiecki, rosyjski, słoweński, węgierski oraz śladowo na angielski. Był działaczem międzynarodowego fandomu science fiction i członkiem World SF.

Na anglojęzycznej zaś:

His works have been translated into Belorussian, Bulgarian, Czech, Esperanto, Finnish, German, Hungarian, Russian and Slovenian.[3] As of August 2015, the only work translated into English is the short story Wyjątkowo trudny teren ("Particularly Difficult Territory") that Zajdel wrote for the English language Tales from the Planet Earth anthology edited by Frederik Pohl and Elizabeth Anne Hull.[3]

 No to teraz tak niecierpliwie wyczekiwana zagwozdka dla Młodych Tygrysistów Stosowanych: dlaczego coś, co dla pospolitego umysłu, a prawdopodobnie także i w zamierzeniu Autora, stanowiło, zapewne nie wyłącznie, ale jednak, miażdżącą krytykę istniejącego wówczas (a wedle niektórych nadal istniejącego, nadal z centrum w tym samym miejscu, i nadal jedynego obecnie) Totalitaryzmu, było wydawane w tak mało liberalnych krajach, jak Białoruś czy Rosja, a po angielsku prawie nic?

Białoruś, Rosja, gdzie przecież wystarczy się rozejrzeć, żeby mieć dystopie Zajdla przed oczyma, jeśli nie gorzej! Gdzie każdy akapit opowiadania Zajdla musi boleśnie przypominać ofiarom tych upiornych reżimów o ich koszmarnym losie! Dziwne, nieprawdaż?

A po angielsku w całe 30 lat po śmierci Autora jedno opowiadanie, specjalnie zresztą napisane dla anglojęzycznego magazynu. Śladowa ilość, jeśli mnie spytać i ktoś lubi naukowy język! Angielski - międzynarodowe koiné współczesności, a już na pewno dla SF, rynek ogromny, pełen spragnionych wrażeń czytelników...

No i przecież chodzi o kraje, dla których język angielski jest ojczystym, a one przecież zoologicznie nienawidzą wszystkiego, co by w jakikolwiek sposób ograniczało wolność. Stanowią po prostu najoczywistsze przeciwieństwo tego, co Zajdel w swoich koszmarnych wizjach opisuje. A jednak... Gdyby to nie był ten nasz ukochany Wolny Świat (ach!), człek by mógł pomyśeać, że to jakaś (wypluj mi zaraz to słowo!) cenzura... (Przypomina się pośmiertny los naszego Roberta Ardreya!)

No to się teraz zastanówcie nad powyższą kwestią, moje drogie dziatki, a kto chce dostać dodatkowe punkty, niech na piątek napisze krótki esej na temat związków, podobieństw i kassandrycznych proroctw Zajdla w "Limes Inferior" i "Paradyzji". Tak z pięć stron tekstu, pojedyncze odstępy. Dziękuję za uwagę, to by było na tyle.

triarius

P.S. Wychodzimy jak zawsze pojedynczo.

niedziela, września 11, 2022

Paradyzja 2022

Myślałem ostatnio... I chyba trudno mi się zbytnio dziwić., wobec tego, co się dookoła dzieje.. O świecie przedstawionym w znanym opowiadaniu SF Janusza Zajdla "Limes Inferior", który w swej groteskowej upiorności, z tymi punktami na wszystko i za wszystko, dodatnimi i ujemnymi, z kastową organizacją społeczeństwa itd. - może się dziś wydawać niemal proroczy.

Bardzo rzadko w tym późnym wieku czytam fikcję, ale naszła mnie ochota obejrzenia sobie luźno innych dystopii wylęgłych w umysłach autorów SF, i czemuż by nie, samego Zajdla. Trudno mnie na razie uznać za znawcę tego typu literatury, ale wydaje mi się, że co najmniej potencjalnie jest to duża rzecz, no i oczywiście na czasie. 

Wiele lat temu czytałem ci ja na przykład takie coś... Choć fakt, że to nie było specjalnie "naukowe", ale "1984" na przykład też przecież nie jest... Dystopia jednak na pewno i bliski futuryzm... No i tam baby, bezpitule znaczy, chodziły z przyprawionymi brodami, nastrzykane testosteronem, klęły, żłopały piwsko i (excusez le mot) pierdziały... Ale to jeszcze nic, bo najweselsze w tym było, że z upodobaniem (excusez le mot) jechały przyprawionymi (excusez le mot) kutasami facetów w (excusez le mot) dupę.

Na ogół dla przyjemności, ale także za karę, np. przrz policjantki za zbyt mało kobiece zachowanie - tych facetów znaczy. Mimo obowiązkowej hormonalnej terapii. Na przykład za mało kręcenia tyłeczkiem. Niestety nie pamiętam tytułu ani autora (może ktoś to czytał i mi powie?), ale rzecz robi wrażenie, ładnie ekstrapolując drogę od "kobieta też ma duszę" (żartuje, bo co do tego nie mam oczywiście wątpiów, ale już nad prawem głosu mógłbym podyskutować) do... Tego co dzisiaj

Trochę to dla mnie smutne, że - niczym autorzy osiemnastowiecznych powieści gotyckich - twórcy tych profetycznych ldystopii przeważnie starają się usilnie o happy end. Albo bohater znajduje bratnią duszę, np.w pielęgniarce służbowo dojącej go za prostatę dla spermy (jak w tej historii o brodatych bezpitulach), albo Lud jednak okazuje się nie aż tak głupi, cichcem kocha wolność i w końcu cały (excusez le mot) syf obala, co okazuje się zaskakująco łatwe... 

Dream on! Psuje mi to efekt, nastój und konsekwencję. Wolałbym czystą dystopię, jak w "1984" Orwella, na przykład, choć oczywiście rozumiem komercyjne względy. Prol pragnie happy endu i uwielbua być kołysany do snu, a nie żeby... (A co mówi Spengler o optymiźmie? Ktoś wie? Mądrasiński?)

Dla mnie ten dość tandetny i na siłę tandetny optymizm, te happy endy znaczy, to coś jak zakończenie "Krakowiaków i Górali", gdzie okazuje się, że to student maszyną elektrostatyczną na korbę te wszystkie straśne zjawiska... Wolę prawdziwe demony i wcale nie zawsze doszukiwałbym się tam - jak wielu na tych naszych bitchutach - satanistyczno-globalistycznej propagandy czy tajnych iluminackich znaków. 

Sztuka w końcu czymś musi się żywić, a ja zdecydowanie wolę wampiry i potępieńców, od przodowników pracy czy dzielnych detektywów! (Na lekką na odmianę nutę dodam, że Kurak trochę mi podpadł swoją prostacką pogardą dla filmów grozy, choć oczywiście nie aż tak, jak brzydkim się wyrażaniem o cukrze trzcinowym, który jest akurat jedynym, który ja w ogóle raczę.)

No dobra, powie ktoś, ale przyszli doktoranci będą chcieli wiedzieć dlaczego Pan T. o tym akurat w tej chwili, spośród milionów tematów, które jego poradlona kora za poradlonym czołem... Uprzejmie odpowiadam... Wczoraj wpadłem ci ja na pomysł, by pościągać z sieci inne opowiadania Zajdla i zapoznać się z innymi jego dystopiami. No i zacząłem ci ja czytać "Paradyzję". Niezła wizja, oczywiście, mimo swej upiorności trochę zbyt naszpikowana optymistycznymi rodzynkami, ale nieźle trafiona, czyli jak się człek rozejrzy, to rozpozna. Na razie zresztą przeczytałem jakąś połowę, więc wszystko przede mną - na dobre i złe!

W każdym razie w chwilę przed zasiądnięciem do tego tu tekstu... wpisu.. whatever... Naszła mnie myś, którą można by nawet uznać za bonmota. I ją właśnie wykorzystam teraz jako pointę... płętę... whatever. Oto i:

Uznana opinia o znanej książce Custine'a jest taka, że to niezbyt trafne przedstawienie carskiej Rosji przez, jakby nie było, naocznego świadka, stało się znakomitym obrazem Sowietów w sto lat po śmierci autora. Sytuacja z "Paradyzją" widzi mi się zabawnie analogiczna: dystopia niewątpliwie mająca być miażdżącą krytyką Sowieckiego Komunizmu, stała się naprawdę celna i przenikliwa dopiero jako opis stanu zachodniej "Liberalnej Demokracji" po zrzuceniu przezeń w końcu, w latach dwudziestych XXI w., załganej człowiekolubnej maski, i jako opis tego, co te ^&*(# jeszcze ludziom szykują.

triarius

P.S. Doczytałem ci ja do końca i widzę, że u Zajdla, jak się okazuje, łatwych happy endów nie bywa. Brawo!

czwartek, września 08, 2022

Coś dla Jaszczura - Neokonserwatyzm i Wolny Świat

Nie moje, po anielsku, ale bardzo istotne! Kto jest w stanie zrozumieć, niech się wsłucha i przymyśli! Inni dobrze zrobią, jeśli poproszą kogoś umiejącego spuszczać wodę i wiązać buty... Och, przepraszam! Rozumiejącego tę współczesną lingua fraca. Sam widzę, że byłem w tej akurat sprawie - nie w sprawie angielskiego of course, ino Neoconów - głupi i nieświadomy, choć przecież łeb mam jak baniak i całe życie się polityką i historią zajmowałem.

Kwestia tzw. Neokonserwatystów, czyli Neoconów (czy jak chce K*win "Neokoni") to jedna z absolutnie najważniejszych dzisiaj spraw, a do tego może najbardziej załgana i najmniej rozumiana. Dopiero ta obecna wojna - wiecie chyba jaka - i to, co się wokół niej dzieje, otworzyła mi oczy. ("Pandemia", Ottawa i Eliksir Nieśmiertelności stanowiły przygotowanie, zapewne niezbędne.)

No to teraz posłuchajcie, jak to zgraja żydowskich TROCKISTÓW z dnia na dzień przeistoczyła się w wojujących Konserwatystów i z zapałem tworzy ten swój wymarzony "konserwatywny" świat na całym globie... "Rusza z posad bryłę" powie ktoś zły i głupi, ale to przecież nie to - oni się tylko starają, by Wolny Świat opanował najpierw Układ Słoneczny, a potem wszystkie galaktyki. Ach! Jakże im można by nie kibicować, prawda?



t

riarius

P.S. 1 Nie wiem wszystkiego, nie mogę się podpisać pod wszystkim, co mówią w tym videju (np. nie wiem, czy Bin Laden naprawdę był neokońskim agentem, a 9/11 to ściema, nawet raczej w to wątpię), ale geneza Neokonserwatyzmu jest właśnie taka i to cholernie wiele z wydarzeń ostatnich dekad wyjaśnia. Jak tu choćby tu widać, ich wpływy są ogromne. A my to łykali jak głodne pelikany, bowiem życie w prlu wdrukowało nam przekonanie, że USA to samo dobro, bo tam po trzy samochody na rodzinę, a z kranów leci Coca-Cola - Napój Bogów.

P.S. 2 Dla równowagi (skoro już pokazaliście, że rozumiecie angielski) bardzo sensownie i bardzo sceptycznie o spiskowej teorii na temat 9/11 (to o kowidzie już do mnie o wiele mniej trafia): https://www.bitchute.com/video/G1m2ROmlOkk/?list=subscriptions

P.S. 3 SEE THIS:  https://www.bitchute.com/video/qkvarI7AXnIW/?list=subscriptions

poniedziałek, września 05, 2022

O starszym bracie

Ukochany mit wszystkich eunuchowatych naiwniaków - czyli "zwycięstwo bez użycia przemocy" - sprawdza się tylko wtedy, gdy do konfliktu włączy się STARSZY BRAT jednej ze stron. (Wtedy ta strona oczywiście wygrywa, o ile druga nie ma odpowiedniego brata).

Jeśli ktoś uważa inaczej, to może by mi łaskawie podał jeden przykład z Historii na "zwycięstwo bez użycia przemocy" (ach!) i bez Starszegi Brata. Zresztą wyjaśnijmy. Ukłon w stronę co mniej lotnych, proszę... Przemoc czy GROŻBA PRZEMOCY to w tym przypadku to samo. I to jest raz! A druga sprawa to taka, że Zwycięstwo samo w sobie oznacza, że Przeciwnik Przegrywa, czyli traci coś, na czym mu zależy. Już samo to, że go tego czegoś pozbawiamy, stanowi pewną, filozoficznie może wyrafinowaną, ale całkiem realnie dotkliwą, Przemoc!

No a jeśli Przeciwnikowi na zwycięstwie naprawę zależy, to zastosuje taką już wulgarną Przemoc (którą nawet nasz Kastrowany Debil jako Przemoc rozpozna), a wtedy my z konieczności... Nie, fakt - modlitwa, czyste uszy i wiara w bajki dla grzecznych a przygłupich przedszkolaków to Uniwersalna Gwarancja Sukcesu! Just kidding!

Nie ma istotnej różnicy, czy damy komuś w nos i zabierzemy mu słodkie pierniczki, czy też zmusimy go do grania z nami o nie w warcaby, wiedząc że w warcabach jesteśmy gigant, a on nie, i grożąc mu naszym Starszym Bratem, a jeśliby nie poddał się potem wyrokowi warcabnicy, to od czego nasz Starszy Brat?! No - gdzie tu jakaś istotna różnica? Czym się istotnie różni powiedzmy danie komuś pałą w łeb od razu, od zabrania mu z konta całej forsy na żarcie, że spytam? Co zresztą może się udać - mówię o tym drugim - tylko dzięki temu, że mamy (oni mają znaczy) Starszego i Stosownie Brutalnego Brata.  N'est-ce pas?


triarius

P.S. Kłócicie się jeszcze? Że niby Pierwsi Chrześcijanie? A kimże w tym kontekście był wszechpotężny Bóg, jeśli nie Starszym Bratem właśnie? O tym mówimy? No to zaraz wpuszczamy głodne lwy i zobaczymy ile z tej waszej wiary, ludzie, zostanie!

piątek, września 02, 2022

Przepraszam!

Właśnie się dowiedziałem, że znajomej grożą eksmisją z WŁASNOŚCIOWEGO mieszkania, bo ma 3,5 tys. zaległości czynszu. (Emerytka z dobrym wykształceniem, wciąż dodatkowo dorabiająca jako lektor na niezłej, starej wyższej uczelni w dużym mieście, fakt że niedawno szarpnęła się na rozklekotany samochód.) 

Sytuacji w tenkraju dokładnie nie śledzę, bo gazet nie czytam, telewizji nie oglądam - góra Kurak jako "kontakt z codziennością" na tym przeklętym od Boga spłachciu ziemi - ale z tego, co wiem o obecnej sytuacji na świecie, dobrze tu być nie może. (Co na tym świecie, pytacie? A na przykład to, że 20% gospodarstw domowych w US ma niezapłscony prąd; 2/3 pubów w UK kończy działalność z powodu kosztów energii, niektóre kilkusetletnie; inflacja; planowane zwolnienia; przerwy w dostawach prądu; brak wody w stanie Missouri itd. itd.)

Tak mi właśnie przyszło do głowy, że albo wkrótce będziemy mieli w tenkraju parę milionów ukraińskich bezdomnych-łamane-orzez-żebraków, albo Nasza Umiłowana i Jakże Patriotyczna Wadza znowu spręży się i nie pozwoli na takie horrendum. 

Czyli ludność tubylcza będzie bezdomna (ew. brak wody czy prądu także to załatwi, nie tylko eksmisja, jak i np. kowidowe mandaty po 30 tys.), bo tak stanowią Niezłomne Prawa Rynkowej Gospodarki, a Nasi Umiłowani Goście będą sobie mieszkać. Jeśli w ogóle za coś zapłacą, to raczej z naszej kieszeni, zresztą któż byłby aż tak wulgarny, by jednym głosem z onucami Putina domagać się od naszych gości honorowych zapłaty?! Co oczywiście ma swój głęboki sens i takąż logikę, bo po co niby te opróżnione z tubylczych pasożytów mieszkania miałyby stać bezużytecznie?

Mógłbym ten temat rozwijać i rozwijać (mógłbym też, zamiast biężączki, napisać coś głębokiego, ale po co, skoro wystarcza wam Świetlik i schyłkowy Wolski, a nawet za tym, co go wywalili za kowidowy obiektywizm, już przecież nie tęsknicie), ale tylko na koniec powiem: PRZEPRASZAM, że przez większą część życia zwalczałem PRL i inną "komunę" - i tyko po to żeby ściągnąć na nas wszystkich coś BEZ PORÓWNANIA GORSZEGO, jak to co teraz mamy. A to przecież jeszcze wcale nie koniec, bo ich kreatywność, ich troska o przyszłe pokolenia korników i temuż podobnych stworzeń, ich np. radość przy zabawach skalpelem itd. itp., nie znają praktycznie granic. No a wycie głodnych i zmarzniętych proli z pewnością musi w ich uszach brzmieć jak druga "Oda do radości". (Niektórym się bowiem ten muzyczny szajs podoba.)

Naprawdę mi wstyd, żal, czuję się pieprzonym idiotą! "Komuna" miała oczywiście swoje wady - bo i cóż na tym padole łez ich nie ma? - zresztą gdyby nie ona i to moje "zwalczanie" na dodatek, na pewno byłbym dzisiaj pan całą gębą, a nie... Ale ile np. ta "komuna" mimo wszystko odbudowała! (No dobra - nie "komuna", tylko Polacy. Ale co najmniej pozwoliła.) Podczas gdy ta obecna najgorsza władza w tenkraju od czasów Hansa Franka załatwiła Polskę na amen i bez ratunku (co by różni patologiczno-zawodowi optymiści, jak Kurak, nie bredzili). Ech!

Że Polska nie była wtedy wolna? Tak wolna jak przez 20 lat przed wojną, czy w XVI w.? Fakt, nie była, ale teraz przecież nie jest ani o włos bardziej wolna. Komuś się może wydawać, że jest inaczej, bo wtedy furmanki, a teraz internet. Co, nawet jeśli kogoś ten Postęp zachwyca, nijak nie jest żadną zasługą jakiejkolwiek waadzy w tenkraju, obecnej czy przeszłej. Jednak przypomnę: Politpoprawności i obowiązku bicia czołem przed LGBTXYZ w PRL nie było. Ja na przykład jakoś w kierunku Moskwy nigdy się nie tkłaniałem, a przeżyłem. Niech ktoś spróbuje teraz skończyć porządne studia nie kochając Unii, czy powiedzmy wiadomej nacji, ale tak, żeby to było widać!

Fakt, wtedy np. mieliśmy PZPR - faktycznie trudno było te ich plena i zjazdy kochać - za to "w wolnej Polsce" podzieliło się to na Partię Niemiecką i Partię Żydowską. (Natolin i Puławy się kłaniają, ale jakby w jeszcze gorszej. wersji) Obie w każdym razie antypolskie. (Partia Rosyjska na samym początku, fakt, istniała i na pewno też miała swoje winy, ale szybko się przewerbowali pod tych dwóch obecnych panów i dopiero wtedy Polacy naprawdę zaczęli brać w kość! Pamięta ktoś Balcerowicza?) Co za radość! Co za wolność wyboru! Plus krzykliwy plankton bez żadnego realnego znaczenia dla ogłupiania naiwnych. Wielka mi różnica! Coś za coś i ja osobiście wolałbym jednak furmanki - nawet bez "W tyle wizji" i Zenka Martyniuka.

I nic mnie nie obchodzi, ani to, że w całym "wolnym świecie" (posikałem się ze śmiechu) mamy dziś to samo, ani to, że ta %^&* waadza ma wciąż mordę pełną patriotyzmu i innych istotnych wartości. "Po czynach poznacie ich", a te, co najmniej od czasu miłościwego nastania nam Morawieckiego, są jednoznacznie odstręczające i podłe. Nawet dodrukowywanie pieniędzy, by sobie kupić głosy głodnych emerytów, nie jest działalnością naprawdę patriotyczną. A dopóki choć jeden Polak głoduje czy jest (bez własnej chęci) bezdomny, wadza nie ma prawa wydać grosza na obcego - proste? Żeby już tylko dzisiaj o pieniądzach, głodzie i bezdomności, bo to bynajmniej nnie wszystkie przewiny tej %^&* globalistycznej, antypolskiej bandy.

triarius

P.S. I żeby nie było... Znam co najmniej jedną  bardzo sympatyczną, bystrą i ciężko fizycznie pracującą Ukrainkę, tyle że ona należy do tej wcześniejszej zarobkowej imigracji, o którą nie mam pretensji. (Może i tu nie wszystko jest aż fajne, ale porównania z tą "wojenną" nie ma.) Mój stosunek do Ukrainy jako takiej jest dość chłodny, rodzinne powody by ich ew. nie kochać mam dość poważne... W drugą stronę też parę rzeczy by się znalazło (np. doktorat o moim pradziadku parę lat temu obroniony przez b. sensownego Ukraińca, częściowo na podst. wywiadu z moją matką i naszych rodzinnych dokumentów), ale tu nie chodzi o jakieś moje hurtowe nienawiści. Tyle tylko że ten kraj jest jeszcze mniej wolny i o wiele mniej super, niż nieszczęsna Polska, stanowiąc w istocie jaskinię różnych szemranych Obam, Bidenów, Sorosów, Szwabów i Clintonów... Sapienti sat!

niedziela, sierpnia 28, 2022

Happy XMas Everybody!

Trochę może wcześnie, ale tak was ludzie kocham, że oto macie śliczną piosneczkę na zbliżające się (powoli) XMas. Zresztą w zimie może wam już być za chłodno, żebyście mieli ochotę na piosneczki. Enjoy!



 


No to może jeszcze drobny bonusik: samojezdne krematoria w Chinach. Te cholerne zmiany klimatyczne! Prawda? Choć może to raczej sprośny Putin?


 

triarius

Podsumujmy w niewielu zdaniach...

... (o ile Bóg na taką zwięzłość pozwoli) to, co mamy do powiedzenia o ¨powszechnym dostępie". Pisaliśmy już o tym kilka razy, były tam całkiem istotne argumenta, było to nawet czytanie i komentowane, ale w sumie samą esencję dałoby się wyrazić w kilku punktach... Więc zróbmy to!

1. Jeśli władza i system polityczny są dobre, to ilość pistoletów na głowę ludności i przepisy dotyczące "dostępu" nie są sprawą polityczną i dla polityki nie mają istotnego znaczenia.

2. Jeśli władza jest zła, obca, opresyjna itd., to dopraszanie się od niej "powszechnego dostępu", który miałby rzekomo istotnie ułatwić jej obalenie, czy choćby utemperowanie, widzi mi się co najmniej dziecinnym. Taką władzę należy po prostu szybko zmienić na dobrą (a w każdym razie lepszą) - i to jest jedyne rozwiązanie, a nie mokre prawicze sny o zabijaniu jednym palcem! (Czyli istotna cęść programu "Libertarianizm, czyli Anarchizm Dla Głupich Gojów", jeśli mnie spytać.)

3. Pistolety i żadna inna tego typu broń w rękach cywilów, szczególnie takich bez porządnego wojskowego przeszkolenia, nie są w stanie obalić dzisiejszej władzy państwowej - tym bardziej, jeśli jest zła, czyli (dzisiaj) mniej lub bardziej totalitarna. Potrzebna by była masa innych czynników, a co najmniej na początku wojsko. Maniackie gadki o "dostępie" tylko zaciemniają całą sprawę.

4. Tak - historia uczy, że każdy system polityczny, każda władza, każda elita, prędzej czy później się zdegeneruje (o ile wcześniej nie upadnie skutkiem ataku z zewnątrz), tyle że z nie ma to żadnego bezpośredniego związku z ilością broni palnej w cywilnym posiadaniu.

5. W dobrze rządzonym i urządzonym państwie obywatel nie potrzebuje broni palnej na przestępców, w źle - przestępcy bez trudu sobie poradzą i tak.

6. Różne tak sportowe, wychowawcze, męskościowe (słowo wymyśliłem!) aspekty? Zgoda, tyle że: a. nie każda broń musi być palna i odtylcowa; b. co z umiejętnością walki bez broni, a w każdym razie bez broni palnej? To o wiele mocniej wpływa na męskość!

7. Co powiedziawszy, stwierdzam z całym naciskiem, że dzisiaj w takim US of A - gdzie władza jest koszmarna, a "dostęp" od stuleci jednak istnieje - należy się go trzymać rękami i nogami! (Mimo, że to, jak wszystko na tym łez padole, ma to także swoje negatywne strony. I mimo tego, że, jak widać, koszmarności władzy nijak przez te stulecia nie zapobiegło.) Jednak ten "dostęp" lekko zwiększa szansę na zmianę i poprawę, a w pakiecie z ew. rozbrojeniem obywateli idą takie sprawy, że włos na plecach się jeży na samą myśl.

triarius

 P.S. Czytać Ardreya do qrwy nędzy!

czwartek, sierpnia 25, 2022

Jak to z Socjalizmem było?

Przypomnijcie mi proszę, ddobrzy ludzie, jak to było z tym Socjalizmem? Kisielewski jakiś to był i stwierdził, a wczyscy radośnie od dziesięcioleci powtarzają. Że "Brawurowo zwalcza problemy, które bez niego nigdy by nie powstały"? Szięki, o to mi właśnie chodziło! Tyko że od razu narzuca się pytanie: co w takim razie mamy teraz? Ten cały (excusez le mot) syf wokół nas i stale pęczniejący - to też "Socjalizm"?! Czy może raczej Liberalizm, w swej dojrzałej, czysto już bolszewickiej fazie? (Czyż Boski Gómez nie uczy, że "Liberalny burżuj to starszy brat bolszewika"?)

Brak gazu? Przyczyną sprośny Putin, tak? Węgla? Tak samo? Inflacja? Nie, jasne, już potrafię zgadnąć, bo tu mamy stały wzór. Ale przecież Nasi Umiłowani Przywódcy od tego są, za to im płacimy i ich psim obowiązkiem było zawsze dbać o to, by NIKT - Putin czy Mr. Hyde, nieważne! - nie zdołał zmącić naszego szczęścia. Naszych obfitych emerytur na Karaibach. W leżaku, na złocistej plaży, w cieniu, palmy, popijając kokosowe mleko ze stopą na śniadej piersi... Także naszego dostępu do gazu, prądu, wybornej rozrywki, zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności.

To myśmy może, Prole znaczy, prosili NUP o "zielony ład"? O majstrowanie przy klimacie? O "równouprawnianie" i masowe generowanie różnych przypadków, jakie do niedawna można było tylko za opłatą oglądać na jarmarkach? O forsowne przerabianie kobiet na nędzne imitacje nędznych imitacji mężczyzn? Mężczyzn na niezłe imitacje haremowych eunuchów? 

O bełtanie w etnicznych tyglach i gwałcenie obecnego u wszystkich ssaków INSTYNKTU TERYTORIALNEGO? To może myśmy, Prole, prosili o LGBTXYZ? O Czwartą Rewolucję Przemysłową z różnymi powszczepianymi w nas świństwami, pozwalającymi Billowi G. zdalnie nami sterować z kibla w swojej rezydencji., za to bez prywatności i wolnej woli (co jest wprost deklarowane w dostępnych w sieci videjach ze spędów Światowego Forum Ekonomicznego, gdyby ktoś nie wiedział)? Czy choćby o tego tam Żeleńskiego?

No więc jak to teraz ma brzmieć z tym brawurowym pokonywaniem? Kto się tym pokonywaniem z takim zapałem zajmuje? Mityczni "Socjaliści"? Na Kubie i w Wenezueli, rozumiem? Ale my tu nie mówimy o braku gazu na Kubie, tylko tutaj, w Słodkiej Unii itd. Więc jak to teraz brzmi? Jeszcze raz proszę, i głośniej, bo niedosłyszałem! Jednak wciąż Socjalizm i nikt inny, tak? NUP nadal są genialni, szlachetni i karmią nas, Prole, własną krwią, niczym pelikany swoje małe? Dziękuję za tę informację, kamień z serca, bo już odczuwałem pewien zajęczy niepokój...

I pomyśleć, że całkiem nie tak dawno z radością w oku i pieśnią na ustach wstępowaiśmy do Unii, żeby po paru latach mieć garaż, w nim dwa samochody, zarabiać krocie, a jeśli nie będę miał ochoty pracować, to wygodnie żyć z sutego zasiłku. Nie mówiąc już o "odzyskiwaniu wolności" i "powrocie do wolnego świata, na należne nam miejsce". I co? I to co widzimy, a jeszcześmy niczego naprawdę nie widzieli. Wszystko przed nami! 

Na szczęście mamy cztery i pół miliona Ukraińców (PiS doszedł do żłobu "stawiając tamę" 50 tysiącom imigrantów od Merkeli, że przypomnę) i nieopisaną wdzięczność całego Wolnego Świata z Unią na czele, więc całkiem krzyżyka na Karaibach dla każdego tubylca bym jednak nie stawiał. Nie mam wprawdzie bladego pojęcia, jak miałoby to działać, ale w końcu jestem tylko malutki Prol - całkiem mikroskopijny, niewiele większy, niż wirus C19, ilość smutnych przypadków po przyjęciu Eliksiru Nieśmiertelności, czy obecna inflacja w tenkraju, NUP na pewno mają to dokładnie wyczajone.

I tym optymistycznym akcentem...
 
triarius

P.S. 1 W sumie straszna głupota się napisała, forma też nijaka... Ale sądzę, że warto przypomnieć, jakie były obietnice, jakie były nadzieje Iprzynajmniej większości), no i KTO, DO QURWY NĘDZY, ZA TO WSZYSTKO CO MAMY TERAZ ODPOWIADA! Totalna władza, moi ludkowie (żeby przypomnieć: mandaty w wysokości rocznej płacy za wystawienie nosa z domu, wymuszona zgoda na wielokrotne wstrzykiwanie sobie szemranej trucizny, żeby móc dalej tyrać za marne grosze, cenzura, policja myśli, z dnia na dzień zmiana struktury etnicznej kraju, bez pytania Suwerena o zgodę, nawet udawanego, jak to się robi itp. itd) - oznacza, że to wy @#$>% i nikt inny ZA WSZYSTKO ODPOWIADACIE! I nie mówię oczywiście tylko o tenkraju, bo tak jest w całym "Wolnym Świecie" (właśnie się posikałem ze śmiechu pisząc te dwa słowa).

P.S. 2 Byłbym zapomniał... Brak soli w Biedronce. Tego nie było w "stanie wojennym"! "Wykupują skurwysyny!", tłumaczy mi pracownica (not in so many words). Jak mają nie wykupywać, skoro nie wiedzą, kiedy znowu będzie? Co za durna propaganda, i to akurat emitowana na poziomie najzwyklejszego fizycznego Prola! Człek by myślał, że prosty człok będzie na taki szajs odporny, ale widać powiedzieli mu w telewizji co i jak i kto winien.

poniedziałek, sierpnia 22, 2022

Nawet Bozia... (część 1: "Populizm")

... przestraszył się nieco, kiedy Prole zaczęły uzgadniać terminologię... (Bo to o Wierzy Babel każdy oczywiście zna?)... Więc tym bardziej to coś! Szczególnie, że (potencjalną) siłą Prola jest jego nieprzeliczona ilość (która ma być zresztą wkrótce zredukowana do 500 milionów, co ma swoje uzasadnienie i czego nawet aż tak się przesadnie nie ukrywa, licząc, i nie bez kozery, że Prol głupi, gnuśny i niskopienny).

("Nawet Bozia się przestraszył"?!? A właśnie tak! Tak ma być, żadnego błędu tu nie ma, ja tak mówię i tak mawiał mój ojciec, a wy ludzie także powinniście zacząć tak mówić, bo to piękne. ;-)

Dajmy sobie chwilowo spokój z przecudnymi esejami, które nam się w tych tematach same cisną pod (gęsie, bo jakieżby inne) pióro, i uzgodnijmy nieco istotnej terminologii. Na pierwszy ogień idzie "Populizm".

Kurak mnie ostatnio wkurzył, używając tego słowa zamiast "Demagogia". (Kuraka cenię, jako uczciwą, nawet bardzo, inteligentną Sół Ziemi - w zwykłego, żeby nie powiedzieć "prostego", człowieka, bywającego w Castoramach, rozumiejącego wiele rzeczy na zdrowy rozum, ale przecież nie intelektualistę, więc tak sobie od niechcenia poważną politologiczną terminologią nie powinien żonglować, tylko zostawić to starszym i mądrzejszym, hłe hłe!)

Granie na prymitywnych czy naiwnych emocjach Plebsu, wykorzystywanie ich politycznej ignorancji itd., to DEMAGOGIA i nic innego! Słowo "Populizm" ma dwa znaczenia, z któreych żadne nie jest naprawdę tym, o które Kurakowi chodziło, a o którym tu sobie przed czterema sekundami wspomnieliśmy. Jakie? Miło, że pytasz, Mądrasiński! Oto jakie...

1. Poza US of A, a na pewno w miodopłynnych przekazach Słodkiej Unii i jej przydupasów, słowo "Populizm" to jedynie charkliwy, z założenia obraźliwy epitet stosowany, i być może wprost wykoncypowany, przez Unijną Biurokrację i innych @#$>% Globalistów w stosunku do ludzi, którym się wszechwładza Biurokracji, Korporacji, Prawniczej Kasty itd. itp.. i cała ta dzisiejsza "Demokracja"  nie podoba, bo woleliby coś, co by miało nieco więcej wspólnego z pierwotnym sensem tego słowa. To słowo w tych uściech to dokładnie to samo, co jakiś "zapluty karzeł reakcji", czy powiedzmy "płaskoziemiec". Chyba się rozumiemy?

2. W US of A słowo "Populizm" także oznacza, i to od naprawdę dawna, kogoś, kto wierzy w Demokrację i ją kocha, tylko nie potrafi się wielu zalet dopatrzyć w tym, co naprawdę nimi (i nam też) rządzi. Itd. Tyle że tam ten termin ma zupełnie konkretne znaczenie - oznacza pewną konkretną ideologię, albo co najmniej pewien zestaw konkretnych poglądów i preferencji... No i, jeśli już przypisuje mu się jakąś wartość, to jest ona dodatnia. Ludzie mówią o sobie "jestem Populistą", a nic w rodzaju "ty brudny Populisto" w tamtym kontekście nie spotkałem (może bywa, ale w sumie to całkiem nie to, co jakiś np. "Euro-" czy "Judeosceptyk", co bardzo niewiele konkretnie znaczy, za to ustawia w kategorii podludzi i chłopców do bicia.)

Jeśli mamy ruszyć z posad bryłę... Że się zaśmieję, ale, o dziwo, znaleźliśmy się w takiej właśnie sytuacji, a naprzeciw mamy przecież siły wściekłego Konserwatyzmu - obłęd!... to musimy się ze wszystkich (lub prawie) krajów łączyć, a już na pewno przez Atlantyk. I dlatego właśnie (zapamiętaj to Mądrasiński na zawsze!) ważne, by istotne terminy po obu stronach znaczyły to samo, więc Kuraki tego świata (z całym szacunkiem), nie powinny pisać z założenia nabrzmiałych mądrością politycznych felietonów posługując się terminologią podłapaną w Kurwizji, TVN, czy innym podobnym czymś. Dlaczego? Bo to strzał w stopę, albo może nawet metr wyżej!

triarius

sobota, sierpnia 20, 2022

O Prawdzie

Słuchałem ci ja zasadniczo bardzo zgrabnego "znęcania się" w wykonaniu The Lotus Eaters na BitChute nad Lewizną i jej "walką z rasizmem", jak zwykle śmierdzącą pod niebiosa najgorszym właśnie rasizmem... I znowu zrobiło mi się smutno, ale chociaż tym razem Ludzkość (ach!) będzie coś z tego miała, więc nie ma tego złego.

"Dlaczego smutno?", spyta ktoś. Naiwny, nienasiąknięty Tygrysiczną Mądrością - Sól Ziemi po prostu. "Dlatego", uprzejmie odpowiadamy, "że to się-znęcanie Lewizny absolutnie nic nie boli, a walka z cieniem wprawdzie nie jest złą rzeczą, tyle że jako trening und przygotowanie - nie ZAMIAST! A tym co najwyżej zajmuje się Prawica i to co najwyżej jej wychodzi."

"No dobrze, tyle zrozumiałem", odpowie nasz Naiwny, "ale jaką radość będzie z tego miała Ludzkość, którą wszyscy tak kochamy?" "A taką", my na to, "że coś skutkiem tego pożerania lotosów przyszło mi do głowy i zaraz o tym Ludzkość poinformuję." "Już się nie mogę doczekać, cały płonę z niecierpliwości", woła On z wypiekami na policzkach, z trudem łapiąc oddech... No to ja tym chętniej dzielę się tym, do czegom doszedł.

Otóż tak mi się widzi, że znaczna część moralnego chaosu, intelektualnej nędzy i czystej (?) ochydy tej wszawej epoki, w której nam przyszło, wynika z tego, że każdy dziś, nie musząc podbierać pszczołom i niedźwiedziom miodu, ani polować na mamuty, jak tylko nie ogląda serialu, to całym sobą pragnie Prawdy, kocha ją o wiele bardziej, niż samego siebie, za wszelką cenę. chce żeby ta jego Prawda... Ale zaraz, po kolei, bo chyba się zagalopywujemy. Wcale nie każdy tak samo! Mamy tu, jak ja to widzę, co najmniej trzy kategorie:

 

1. Dla Lewizny (obecnie to już całkiem po prostu Bolszewicy, bo to są lewiźniane oddziały szturmowe i to się liczy, wspierane zaś one są przez różne tam wspomagające Bolszewicką Rewolucję (eat zee bugs etc.) oddziały pomocnicze, wolnych strzelców, służbistych biurokratów i dywersantów na ćwierć etatu, skoro żadnego ryzyka a zabawa przednia) Prawda to to, co w końcu zwycięży. Po prostu! Wężykiem! To JEDYNA Prawda - taka jest tej definicja. Tę "naszą" Prawdę Lewizna ma głęboko w przysłowiowej Dupie!

Prawica Niskopienna POO nijak tego nie potrafi zrozumieć i wciąż wygrywa bitwy o Prawdę, coraz okrutniej biorąc jednocześ nie w dupę w prawdziwej wojnie. Jednak nasz Rozmówca aż tak niskopienny nie jest i inteligentnie nas zapytowywuje: "No dobrze, ale na czym miałoby polegać 'zwycięstwo' tej ich Prawdy?"

Na takie dictum klepiemy Naiwnego z uznaniem po policzku i, co najmniej równie inteligentnie, odpowiadamy: "To bardzo dobre pytanie! (Żeby zacytować Klasyka.) A na tym to polega, mój dobry człowieku, że żadnej innej Prawdy nie będzie, bo ta ich Prawda ZLIKWIDUJE WSZYSTKIE inne Prawdy. Wymorduje je. Wyholokauści. Wyludobóje, so to say." (Co bystrzejszy i bardziej świadomy Czytelnik zauważy, że jest to monstrualnie przerośnięta postać tego "Socjalizmu Etycznego", o którym Spengler!)

"Tylko tyle?!", dziwi się nasz Rozmówca. "Co ze Szczęściem Ludzkości?!" "To bzdura! A jeśli będzie kiedyś trzeba jakieś czystki... Jakieś Procesy Moskiewskie v2.0...Te rzeczy... To zawracanie komuś dupy szczęściem to oczywiście będzie czystej wody 'lewicowe odchylenie'".

"Tak, rozumiem", odpowiada Naiwny. "Smutne, ale oni są właśnie tacy. Co jednak z 'eat zee bugs' i podobnymi ideami? Dla nas to wstrętne, dla zee bugs może też, ale oni aż nóżkami przebierają!" "To akcydensy, didaskalia i fioritury!", Odpowiadamy. "W ogóle nie wiadomo, czy bez Prola oni się całkiem nie obejdą, a bez Prola - kto niby ma eat zee bugs? Sami przecież nie będą!"

Rozmówca kiwa głową, a my przechodzimy do następnego punktu.


2. Prawica Niskopienna POO i inne "prawicowe" Lemingi - jak one widzą Prawdę? (Leming to niekoniecznie wielbiciel Tuska! Okazuje się, że i w angielskim funkcjonuje to pojęcie, a wszystkie te świry nabożnie oglądające "W tyle wizji" i nawołujące do wymordowania niewyszczepionych Płaskoziemców to sam kwiat Lemingozy!)

Dla tych P.T. Istot (uwaga ironia!) Prawda to coś, co one posiadają, co one czczą i co pozwala im czuć się komfortowo, niezależnie od tego co się z nimi samymi dzieje, co je czeka, i co się dzieje z rzeczami, wartościami itd., które one całym sercem (rzekomo) kochają. Mają Prawdę i dzięki temu czują się lepsze od wszystkich, którzy Prawdy nie mają. Im to absolutnie wystarcza! Takiej postawy dopatrzył się kiedyś Pan T. u Herberta i nazwał ją "Etycznym Narcyzmem".

"Ale 'Socjalizmu Etycznego' w tym przynajmniej nie ma?", pociesza się Rozmówca (czyli Naiwny pod swoim alternatywnym mianem). "Jak to nie ma?! Jest jak najbardziej - po prostu nie w tej monstrualnej zbrodniczej postaci, jak u tamtych. Jednak ta niskopienna Prawda MA zwyciężyć wszystkie inne prawdy, tyle że jako całkiem bezzębna i wyznawana przez bezzębnych, nie ma na to cienia szansy. Ale co to robi Niskopiennym?"

"Nie robi?", pyta Naiwny. "Nic a nic! Ale im to nie przeszkadza, raczej nawet przeciwnie." "Tak?! Bo?" "Bo Prawda, moj Szanowny Rozmówco, żeby była Prawdą, musi być amorficzna, mglista i oczywiście bezzębna. To jej wdzięk, to jej wartość, to jej Prawda wreszcie!" "Rozumiem, smutne!"

"Smutne z wielu względów i przygnębiająco głupie! Ale Niskopienni potrafią jednak z tej swojej Prawdy wycisnąć drobne radości, które ich trzymają przy życiu. I dlatego ta ich Prawda ma się tak dobrze." "Jakie radości?" Po pierwsze Socjalizm Etyczny. W tej standardowej bezzębnej wersji. Za dwa tygodnie, czy może za milion lat, nieważne, cała Ludzkość (ach!) będzie myśleć i czuć dokładnie tak, jak dzisiaj Niskopienny. 'Prawda nas wyzwoli' - całkiem sama, hurra! Mniejsza jak miałaby to potrafić uczynić i dlaczego, w takim razie, mamy co mamy."

(Jaka konkretnie Prawda? A ta, że wyzwoli! Tu co mniej tępy dopatrzy się rekursji ad infinitum i będzie miał rację. Niezależnie od tego, jakim będziesz niewolnikiem - CZUJ SIĘ WYZWOLONY! Bo? Bo masz Prawdę i nic z nią nie robisz. Taka Prawda, z którą nikt nic nie robi, to przecież Prawda Do Sześcianu! Jakież to uroczo Niskopienne! Jakie rozkosznie Prawicowe!)

"Rozumiem. A po drugie?" "Po drugie raz na tysiąc lat ktoś z Tamtych nagle przyłączy się do Tych. U takiego Bidena nazywamy to Sklerozą czy inną Dementią, ale w tym przypadku to będzie Nawrócenie, Przemiana Moralna, Droga do Damaszku, Odnalezienie Tego Czy Owego... I przeżówanie takich przypadków z czekaniem na następny, to cała radość, na jaką jeszcze może dzisiaj liczyć Niskopienny."

"Jakie to smutne!" "Fakt, smutne! Moglibyśmy się jeszcze nad Niskopiennym znęcać godzinami, ale jak na pisanie za darmo na zapoznanym blogu, wystarczy! Przejdźmy zatem do ostatniej kategorii i ostatniego punktu..."


3. I jest też Spengleryzm/Tygrysizm Stosowany/SAT, który też ma swój pogląd na kwestię Prawdy. Na razie wystarczy na ten temat. Było już sporo, można poszukać więcej. W każdym razie zaznaczamy, że podczas gdy 99,99(9)% Ludzkości (ach!) mieści się w tamtych dwóch punktach, reszta... Reszta nie - i to jest piękne!



triarius

P.S. #ThinkBeforeSharing do q*wy nędzy!

czwartek, sierpnia 18, 2022

Wyjaśniamy sobie wreszcie to z tym optymizmem

Spengler, jak każdemu wiadomo, mówi że "Optymizm jest tchórzostwem", a masa całkiem skądinąd sensownych ludzi ma z tym stwierdzeniem okrutny problem. A przecież to dość proste, i kto ma oczy, z każdym dniem powinien coraz wyraźniej rozumieć, jak to konkretnie działa i jakie to prawdziwe. Jeszcze nie rozumiecie? Powiedzmy, że mamy taką sytuację: Jedynym rozwiązaniem jest X - szybko, zdecydowanie, do samego końca, jednak wszyscy po tej przegrywającej stronie, cienkimi głosy:
Przecież X nie jest żadnym rozwiązaniem! X nie może być rozwiązaniem, bo przecież X NIGDY nie jest rozwiązaniem! Przecież Bóg by nie pozwolił, żeby kiedykolwiek rozwiązaniem miało być to ochydne X! Przecież oni aż tacy perfidni być nie mogą! Przecież To-Się-W-Pale-Nie-Mieści-Żeby-Oni...! AŻ TAK źle być przecież nie może! Na pewno ta zima będzie lekka jak nigdy, zobaczycie! Może zresztą pasikoniki i biedronki wcale tak źle nie smakują? Zresztą aż tak źle być PRZECIEŻ nie może - zawsze jest jakoś tak pośrodku, od początku świata, i zawsze tak będzie.

A nieliczni, nieco bardziej przytomni: 

Zresztą, nawet gdyby trzeba było X, to przecież ktoś kiedyś się zdecyduje. Nie wpadajmy w depresje czy jakieś paranoje! Ktoś kiedyś.
Teraz rozumiecie? Zaprawdę powiadam: jeśli wam się kiedyś wydaje, że Spengler bredzi, to jednak wy nie do końca kapujecie! (Jednak Spengler to do doktoratu z Tygrysizmu - wy najpierw musicie najpierw na pamięć i ze zrozumieniem Ardreya!)

triarius

P.S. 1 #ThinkBeforeSharing ! ! !
 
P.S. 2 Oczywiście zapomniałem o najważniejszym: "Nie możemy się zniżać do ich poziomu!"

sobota, sierpnia 13, 2022

Michniczenie Made in USA

Wątpię niestety, czy wśród tych milionów, które mnie ostatnio odwiedzają - większość w dalekich krajach, naprawdę nie wiem, jaką radość może im sprawić moje pisanie w języku, którego chyba całkiem nie znają, a zresztą, skoro piszemy zbyt pokrętnie dla lokalnej ubecji i lokalnej lewizny, to raczej podstawy polszczyzny tu nie wystarczą, ale skoro ludkowie chcecie, to na zdrowie, czym chata bogata i prosiemy jak najczęściej! - jest ktoś, kto czytał co tu było pisane lat temu kilkanaście, ale to nie były takie sobie błahe rzeczy...

Stworzyliśmy tu sobie wtedy na przykład pojęcie "gadania Michnikiem". "Cóż to takiego?" - pytacie zgodnym chórem. Już odpowiadam: Jest to coś, z czego "prawica" (pospolita odmiana ogrodowa, niskopienna - a jest inna?) nijak nie potrafi się wyrwać i ciągle to z zapałem uprawia... "Ale co uprawia?!" - nie posiadacie się z niecierpliwości, i słusznie.

Uprawia gadanie w taki sposób, że wszystkie kwestie, pytania, całe ujęcia tematów są żywcem przejęte od wroga (lewizny, gdyby ktoś nie wiedział), tylko tu i ówdzie odwrócimy sobie wektorek i powiemy, że to, co oni mają za dobre, jest złe, i odwrotnie. Żadnej autentycznej własnej filozofii - czy choćby "narracji". "Gadanie Michnikiem", czyli "michniczenie". Jakże smutne! Jakże bezzębne! (Michnik to był taki jeden, w tej chwili mało istotne.)

I kiedy sobie jestem na BitChute widzę ci ja i płaczę - nie tylko nic się "na prawicy" przez te lata nie zmieniło, ale nawet oceany, bariery językowe i ew. brak wiedzy na temat tego, kto to ów Michnik, niczego tu istotnie nie zmieniają. How sad! How very sad! Jest tu materiału na książkę - kto nie chce, niech nie wierzy, ale naprawdę jest... W tej książce byłoby o miliarderach - potrzebne nam, We The People, takie coś w ogóle? Nikt jednak nie raczy się nawet nad tą kwestią zastanowić, co najwyżej przeciwstawiając "dobrych miliarderów" "złym miliarderom". (A o sądach skorupkowych słyszeli - a?)

Tak samo z babskim sportem - ma być z transami czy bez? Tak samo absolutnie nic zresztą o transach jako takich, co już, jak na "prawicę", stanowi czystą paranoję. Tak samo z z nie-facetami (żeby to neutralnie nazwać) w wojsku i policji. Tak samo z "tolerancją" i tysiącem innych spraw z lewackiego kołczana.

No, tośmy sobie ponarzekali - całkiem bezpłodnie, co stanowi zresztą samą esencję dzisiejszej "prawicowości", jak cudnie! - ale ja na odmianę mam drobną konstruktywną propozycję... Słowa, słowa, słowa - jakże bezzębne, jakże nudne i żałosne są te wszystkie werbalne zwycięstwa, kiedy realne życie, jak zawsze, werbalność ma w przysłowiowej dupie! Ale fakt - wszystko zależy od Czynnika X, który może się (teoretycznie) nagle okazać dodatni i mieć sporą wartość, choć na razie jest ci on ujemny, na szczęście wartość ma mniejszą, niż w historii bywało, choć i tak dupa prola boli...

Konkret jednak, konkret zatem! Proszę, oto on: Skoro już tak kochacie rozprawiać o tym, co nie było żadną insurekcją, po tych tam nie-tak-dawnych wyborach w US of A, co to były takie, a nie inne, i teraz jesteście nie dość, że głodni i z obolałą dupą, to jeszcze pośmiewiskiem świata i Historii, z tym tam dziadziem, co może sobie dla mnie być dowolnie stary, bo to nie o wiek chodzi... Sami wiecie, tak?

Więc może, zamiast bez przerwy się odcinać i zażegnywać, że żadnej insurekcji nie było i nikomu nawet to do głowy - "Insurekcja?!?! Nigdy!!!" Ktoś nieco oryginalniejszy zacząłby od innej strony... Jak? A tak na ten przykład:

Zostawmy na razie tamte, tak czy tak nabolałe, fakty na boku - to w sumie biężączka. Porozmawiajmy o PRYNCYPIACH. Na odmianę!"

"Czy insurekcja NIGDY nie może być uprawniona? Czy może istnieją, mogą istnieć co najmniej, przypadki, gdy uprawnioną jest. Ba! - nawet obowiązkową! Zacznijmy, dla ułatwienia, od maksymalnie wyolbrzymionych przykładów, dla ułatwienia. Czyli na przykład kosmici. I co oni? Powiedzmy podszyli się pod Demokratyczną Waadzę, cwaniaki jedne, i pod płaszczykiem humanitaryzmu z demokracją zaczynają przerabiać ludzi na mączkę rybną. Masowo!"

Przecież taką kwestię można bezpiecznie (zakładając, że cokolwiek dziś jest takie) postawić publicznie w najbardziej oficjalnym, czytaj lewackim, medium! "Powtarzacie 'insurekcja, insurekcja', ale czy insurekcja ZAWSZE będzie fuj? Czy nigdy nie może...? Zdefiniujmy sobie może na odmianę to słowo, bo to już zaczyna być biały szum (z różowym połyskiem) i bełkot!" 

Potem, jeśli ktoś lubi takie figle, zaczynamy o 1776, aż się trzęsąc od umiłowania oświeceniowych idei i wyzwalania ludzkości od prastarych przesądów. "Jaki smutny, jaki średniowieczny, byłby nadal los tych wszystkich transów, co to bardziej kobiety, niż prawdziwe kobiety, choć one też przecież bardziej prawdziwe od prawdziwych... Itd, itd. Gdyby nie Oświecenie i idea, że tyranów lud musi za łeb... No bo przecież, Szan. Moralny Autorytecie, nie zaprzeczysz, że lud takich brzydali musiał...? Insurekcją und rewolucją, ach! Więc, sobie tu pewne pojęcia zgodnie z zasadami Metodologii Nauk definiując i na odmianę rozmawiając o pryncypiach (plus ew. o średniowieczu i tych tam bardziej kobietach od kobiet, których dola tak nam na sercu)..."

I niech Autorytet zapluje się wykazując, że to coś, co jego i jemu podobnych sponsoruje itd., nie ma nic z tamtymi tyranami wspólnego? Zepchnąć skurwiela do obrony, zamiast bez przerwy się samemu żałośnie i nieskutecznie bronić! Tak ich zaczynacie kiwać w inną, na odmianę, stronę i nagle okazuje się, że im te tam wiązadła puszczają. Nie da się - mówię teraz fizycznie i graplingowo - być na raz silnym w dwóch różnych płaszczyznach. Bardzo możliwe, że psycho- i ideologiczne też. (A Platon to na przykład wiedział, bo był zapaśnik.) Wy ich jednak atakujecie (?) wciąż od tej samej strony i dziwicie się, że ta ich Linia Mażinota wytrzymuje to bez trudności.

Bo, widzicie ludzie... Lewizna, czyli wszystkie te Moralne Autorytety w tych tam telewizjach, ma swojego Trockiego dokładnie przeczytanego - nie oszukujcie się! To nie "prawica", co nawet Ardreya nie raczy! Oni na wszystkie wasze smętne zawodzenia mają gotowe odpowiedzi, bo wiedzą co powiecie, znają wasze MICHNICZENIE od podszewki... Więc może by ich na odmianę zaskoczyć od innej strony?

Jeszcze nie wiecie, o czym móię? Mówię, żebyście w waszym następnym występie w kolejnym CNN czy innym Fox News, na standardowy tekst o szóstym styczna, powiedzieli: "Jeżeli to ma być rozmowa na poziomie, a nie typowy lewacki bełkot, to proszę mi tu zaraz: 1. definicję pojęcia 'insurekcja'; 2. wyjaśnić und poinformować, czy można sobie wyobrazić sytuację, że to jest jak najbardziej OK?

Świata tym może od razu nie zbawicie, tych wszystkich @#$> nie... (Chyba nie muszę kończyć?) Ale chociaż będzie mniej nudno, chociaż będzie coś nowego. Nie - to niemożliwe! Zapomnijcie co mówiłem i szybko wracajcie do Michniczenia! Jeszcze trochę tego smakołyku i świat na pewno w końcu upodobni się do naszych marzeń, zamiast...! Ta wiara wraz z tą nadzieją (ach jakie to piękne!) to przecież sama podstawa dzisiejszej "prawicowości"! Coś nowego?!? Fi donc! Fifi nie rusz!

triarius

P.S. Waadza ma rację: #ThinkBeforeSharing ! ! ! Czyli, po ludzku: przemyśl, coś tu przeczytał, a potem się podziel z innymi!

niedziela, lipca 31, 2022

Gdyby stało się nieszczęście...

... i przyszedł tu sprośny Putin, sprośny Trump, sprośny Orban, albo ten mały z Korei Północnej... Gdyby (apage Satanas!) Unia zaczęła nam słabować i miało nam zabraknąć na rodzinnych stołach smakowitych białowieskich euro-korników oraz innych pożywnych zee bugs, a w Kurskiej TV Zenka Martyniuka... 

Gdyby w Ziemię p***dolnęła planetoida w duecie z tsunami, a Płaskoziemce z Foliarzami wyszły ze swych zapyziałych nor i w skarpetkach do sandałów szczają po wydmach, szczególnie celując w Ambitny Teatr Krystyny Jandy... Sami sobie to dalej pociągniecie, jeśli wam jeszcze z przerażenia wszystkie zęby nie wypadły!

To co? To na taki czarny scenariusz mam ja ci tu dla was fajne Ugauga. (Ten brytyski Chińczyk jest naprawdę dobry w te klocki. Znam go nie od dziś.) Ściągać na dysk, rozpowszechniać linki... No i oczywiście uczyć się, co najmniej przez wizualizację, jeśli chwilowo nie da się inaczej!



   


I na wsiakij słuczaj zwykły linek: https://www.bitchute.com/video/PteqpYJj20o5/

 

triarius

P.S. 1 Mistrz Wong, którego tu mieliście, ma całkiem sporo innych kursów bicia przeróżnych brzydali, np. na Udemy. Szczerze je polecam!

P.S. 2 Jak tam na tym videju napisano, indywidualne naparzanie się z takim ZOMOwcem to ostateczność, kiedy nie mamy już wiele do stracenia i widzimy realną szansę. Nie dlatego, by taki pojedynczy ZOMOwiec z pałą był aż tak groźny w walce wręcz, choć ten jego chitynowy pancerzyk ma swoje zalety (ślepka, piszczele itd,), tylko biorąc po uwagę co może nas spotkać w przypadku porażki. Ucieczka przed takim może być o wiele lepszą opcją. Co zaś do czystego Ugauga, to pan Wong ładnie pokazuje pewne słabości wychodzące na jaw w indywidualnej walce mocno opancerzonego draba z tarczą i ciężką pałą, bo wszystkie takie ekstra środki zawsze mają swoje koszy, skutki uboczne, zady i walety.

P.S. 3 #ThinkBeforeSharing

poniedziałek, lipca 25, 2022

Wszystkim którzy...

... poważnie traktują k*winiczne brednie, że oto "najlepszą obroną przed bezczelną, zamordystyczną waadzą są pistoleciki w rękach brzuchatych i niewyszkolonych cywili", wibrującym z przejęcia głosem zadam pytanie: A GDZIE BYŁY TE PISTOLECIKI PRZEZ OSTATNIE TRZY LATA? Mówię o US of A, gdzie tego jest masa, ale nie brakuje tego przecież także w Kanadzie i Australii. Dlaczego owe dziesiątki milionów sztuk broni palnej nie zapobiegły dotąd niczemu? 

No, chyba że różnym tam "Libertarianom" spod trzepaka podobają się oszukane wybory, godziny policyjne 24/7, planowa ruina gospodarki z wyraźnie już się rysującą wizją GŁODU, przymusowe wstrzykiwanie ludziom trucizn, i zmienianie dzieciom płci z częścią artystyczną w postaci występów brodatych czy na odmianę bezwąsych gburów z makijażem i w kiecce. Ale w takim razie wspomniani P.T. mogliby to głośno nam wszystkim powiedzieć, zgoda?

Żeby nie było - w US of A broniłbym z wszystkich sił tego ich "prawa do posiadania" (trochę już kiedyś wyjaśniałem dlaczego), ale faktem jest, że normalni, przyzwoici ludzie na szeroko pojętym Zachodzie zostali ostatnio zgwałceni, zeszmaceni, odarci z praw i zniewoleni tak, jak nikomu od czasu (bezpaństwowych) Nazistów nie wydawało się (na Zachodzie) możliwym... 

I co? Wcale nie wykluczam, że pistoleciki jeszcze się przydadzą do odkręcania tego koszmaru (faktycznie, jak teraz widzę, puchnącego i nabierającego tężyzny od co najmniej dwustu lat, ale całkiem ostatnio z turbodoładowaniem i niemal już bez maski, za to z kowidową podpaską na pysku Prola!), ale tylko trochę, bo bez prawdziwej armii (w szerokim sensie) się nie obejdzie. Na razie, w każdym razie, tylko całkiem pojedyncze przypadki, że ktoś czymś takim poskromił jakąś Antifę czy inne BLM. Dobra rzecz oczywiście, ale na razie w sumie tylko jako budująca historyjka do poduszki.

W każdym razie to, co dotychczas, sugeruje ostrożność wobec religii "powszechnego dostępu", a przy okazji do wszelkich innych podobnych i/lub z podobnych źródeł, i/lub podobnych tub propagandowych. Ach, te proste a genialne rozwiązania dla wszystkich problemów Ludzkości! Ach, te uniwersalne ideologiczne wytrychy!

Zaś ludzie ceniący sobie poziomy Meta i inne Tygrysiczne wspaniałości, powinni chwilę pomyśleć nad taką oto zagwozdką: Czy fakt, że różni tam dyktatorzy i zamordyści nie lubią, jak im się ludzie bez oficjalnego przyzwolenia nawzajem mordują, naprawdę oznacza, że należy drug druga bez sensu mordować? Że niby od tego mordowania staniemy się wolni, zdrowi i bogaci? 

Niby jak to miałoby działać? Bo że na bezczelną waadzę nijak nie działa, to już chyba widać i do mnie taka logika za chińskiego boga nie trafia. Fakt, że brzydki dyktator czegoś nie lubi, nie musi oznaczać, że to coś jest z gruntu złe. (Chyba że mówimy o Szwabie, Gatesie, Trudeau czy innej Maleszce, albo tej małej mendzie z poprzedniego wpisu.) Jeśli jednak nawet jakiś Gates nie lubi na kanapce strychniny, to ja nie będę mu na złość sypał na swoją podwójnej dawki. Proste?

No a Tygrysiczne Prymusy (fanfary, werble!) niech się zastanowią, czy np. taki K*win - w końcu niezły ponoć szachista, co nie jest byle czym w kategoriach umysłowych możliwości - naprawdę nie dostrzega w takim rozumowaniu logicznego błędu? A może tylko was uważa za durniów, którym takie gówno można na talerz wciskać (niczym "zee bugs" obiecywane nam z gestapowskim akcentem przez Szwaba)?

Dixi!

triarius

P.S. 1 A teraz wychodzimy pojedynczo i uważać na ogony! #ThinkBeforeSharing

P.S. 2 #ThinkBeforeSharing

wtorek, lipca 05, 2022

"Co zrobimy z antyszczepami?" (mokry sen małej mendy)

Bardzo mi się podobała "1001 Noc", ale był tam jeden fragment, z którym jeszcze godzinę temu miałem problem. Chodziło o takiego powszechnie znienawidzonego urzędasa - szpetnego cherlawego kurdupla z rzadkim owłosieniemn - z opisu coś jak ten Niedzielski (ten na A, nie Leszek "Elity") - którego w końcu lud utapia w latrynie i wszyscy się radują. Jakoś nienawiść wynikająca z marnego wyglądu mi średnio pasuje, a do tego wszelkie świdrowanie oczu, jak u Sienkiewicza, czy inne sadystyczne egzekucje, jak w "Ojcu Chrzestnym" i wielu temuż podobnym mnie nierżą.

Zabijanie bezbronnego nie jest sympatyczne, choć w praktyce przecież trudno rezygnować z ukarania zbrodniarza, jeśli nie da się go utrupić w równej walce, a wtedy to zresztą nie za bardzo jest kara. Zgoda, ale oglądanie takich rzeczy bamboszkach, samemu nic nie ryzykując ani nawet sobie rączek nie brudząc, wciąż widzi mi się dość obrzydliwa. (A znałem uroczą kobietę, którą nabijanie Azji na pali i świdrowanie mu oczu dziko radowało. Pewnie dlatego, że skrzywdził tę tam wrażliwą panienkę, a mnie to nie wystarcza. Subiektywne, zgoda, ale tak mam.)

Jednak parę minu temu obejrzałem to poniższe i mówię szczerze - całkiem w tej chwili rozumiem także i tamten fragment w "1001 Nocy". I całą masę podobnych spraw. To kanadyjski publicysta, jakby ktoś nie widział:

 

Na wsiakij słuczaj, gdyby to miało nie zadziałać, podaję linek: 

https://www.bitchute.com/video/kt2TZqSTauDL/

Znajome się dziwią, że ja mam pewną wyrozumiałość dla typów w rodzaju Che Guevary, którzy jednak nadstawiali własnego karku za swe, lepsze lub gorsze idee. Sam bym takiego bez wyrzutów sumiena utrupił, ale jednak z pewnym szacunkiem. A tu takie coś - bezjajowa, bezkrwista menda, czyniąca ludziom piekło, bez ryzyka dla siebie. Bez cienia przesady czy paraboli, czuję się po wysłuchaniu tego, jakby mnie robactwo oblazło. To są właśnie takie indywidua, mniej lub bardziej elokwentne! To się nie może tak skończyć, drogie ludzie - albo my, albo oni! 

Oni już się ujawnili, nie mają nic do stracenia, my też nie mamy. Kowid im nie do końca wyszedł, nasze kurwa szczęście. Można optymistycznie przypuszczać, że najgrubsze i najlepiej uświadomione ryby już zdychają ze strachu, ale takie małe mendy, jak ta powyżej, jeszcze o tym nie widzą, bo kto niby i po co miałby ich informować? Więc dalej figlują, folgując swojej mędziej naturze, wciąż przekonane w swojej bezkarności. A w dodatku te mendy same sobie i sobie podobnym dodają teraz z zapałem otuchy. Kto się nie nauczył angielskiego i tego nie zrozumie - szczerze, zazdroszczę! Sam bym chciał to zapomnieć, bo nic koszmarniejszego nie słyszałem chyba od lat.

Tylko ludzie: to nie jest żaden "Faszyzm" - TO BOLSZEWIZM!

triarius

P.S. #ThinkBeforeSharing