czwartek, listopada 26, 2020

Czy są gorsze? (Rzecz o kwantyfikatorach)


Spytano mnie przed laty "dlaczego uważam, że kobiety są gorsze?" Było to w Szwecji, więc nawet nie bardzo mnie to przypuszczenie zaszokowało, bo tam takie ideologiczne brednie latają w powietrzu, bręcząc, jak niegdyś muchy, a dzisiaj wirusy tego tam kowida.

Po latach dostrzegam jednak, iż owa insynuacja nie była aż tak odległa od faktów, i że, jak często bywa, to raczej kwestia właściwego kwantyfikatora. Bo tak! - naprawdę uważam, że w udawaniu faceta faceci są jednak znacznie lepsi. No i jeśli TO oznacza "lepszość" - choć Bóg mi świadkiem, że kompletnie nie rozumiem dlaczego tak by być miało - to faktycznie faceci (jacy marni by zresztą w ostatnich latach nie byli) są lepsi, a kobiety są gorsze. Sami tego cgcieliście, mordeczki!

triarius

poniedziałek, marca 16, 2020

Wybierzmy Przyszłość! (czyli Wesołe przygody koronawirusa) 1

(W ramach zjadania własnego ogona powiem, że) sama myśl i napisaniu czegoś dłuższego i na poważnie wywołuje u mnie sporo naprawdę nieprzyjemnych objawów, ale jednak spróbuję - może w pisaniu się jakoś rozejdzie po przysłowiowych kościach. Ja tu krytykuję Ziemkiewicze i Ogórki, stwierdzam, że koronawirus to sprawa ogromnej wagi - paradoksalnie, właśnie nie tylko mimo, ale po prostu z powodu jego wątłości w porównaniu z każdą przyzwoitą dżumą czy innym wczesnym syfilisem - a sam daję co najwyżej kawałki o wiele poniżej tego poziomu... Tak że odczuwam tu pewien zew obowiązku moralnego, żeby tak to wyrazić.)

* * *

Kura na mięso i mięso na kurze
Temat naprawdę wielki, człek się głowi jak zacząć... Może tak... Jaka jest różnica pomiędzy podejściem do wirusowego problemu u Pana T. (czyli mnie, gdyby ktoś nie wiedział) i chłopców od K*wina, z nim samym na przedzie? Tamci twierdzą, a przynajmniej tak twierdzili na początku, że ten wirus to po prostu ściema i manipulacja. Ja też widzę tu, i to mnie bardzo martwi, jak i niepokoi, przedziwną wprost łatwość wszelkich biurokracji (w tym tzw. "polityków" i tzw. "wymiaru sprawiedliwości") do manipulowania nastrojami mas i przerażającą wprost łatwość, z jaką te masy (Prole) ulegają wszelkim zakazom i nakazom.

Samego wirusa nie uważam za ściemę i nawet sądzę, że te wszystkie cyrki, jakie Waadza (sic!) taka i owaka wyczynia na jego temat, to raczej wynik szczerego przerażenia, niż manipulacja. Jednak kiedy Waadza nieco ochłonie, z pewnością będzie dalej wykorzystywać tę uległość Proli, i oczywiście w swoim, a nie Proli, interesie. To jest praktycznie pewne, jednak wirusa widzę jako nieunikniony wcześniej czy później wynik milionowych miast i ruchliwości ludzi, którzy się w ciągu paru godzin przemieszczają z końca świata na koniec przeciwniy. Jaka jest bezpośrednia geneza tej akurat mutacji możemy sobie co najwyżej pospekulować, jednak że ta nasza globalna cywilizacja będzie na zarazy bardzo mało odporna, można było przewidzieć dawno, i ja na przykład przewidywałem.

No dobra, powie ktoś, ale miało być o tym, dlaczego Oni, Waadza znaczy, autentycznie mieliby się bać, a nie tylko, jak to oni, wrednie manipulować? Ja sądzę, że ten wirus to jest jednak coś, czego oni kompletnie nie mieli w swoich planach. Im (i niestety nam, choć per procura) już od dawna wydaje się, że właściwie wszystko co istotne - od zapłodnienia w probówce po eutanazję, ze smogiem pośrodku - mają odpowiednie procedury, bo tacy są genialni, a tu paczpan, taki mały, niewidoczny prawie gołym okiem wirus...

To jest ta sprawa, o której wspomina Dávila, a my o niej nie raz wspominaliśmy - że dzisiejszy burżuj, z biurokratą na czele (czyli burżujem do sześcianu) obraża się na Pana Boga (choć w niego przeważnie nie wierzy), jeśli coś naprawdę na istotną skalę pójdzie nie tak. Jakieś tsunami, jakieś trzęsienie ziemi, jakaś epidemia - te rzeczy. No bo - spytajcie każdego Napoleona, tylko że to musi być ten pierwszy! - dość uzasadnione nawet poczucie własnej mocy (a jeśli czegoś może brakować dzisiejszej biurokracji, to na pewno nie tego!) łatwo przeradza się w poczucie WSZECH-mocy, a to często bywa zgubne.

Więc na razie, jak sądzę, oni są naprawdę dość mocno spanikowani, no bo jeszcze parę takich nieprzewidzianych zdarzeń, złośliwych Bożych figlów i czego tam, a ich władza pozna swoje nieprzekraczalne granice. Jednak tych granic nie wytycza, niestety, miłość Ludu do własnej indywidualnej wolności, bo potulność Proli w kwestii tych wszytkich kwarantann i ograniczenia zgromadzeń naprawdę może.... Mnie już nie, bo to ziemskie życie kończę, ale niektórych powinno mocno niepokoić.

Zresztą to nie jest nowa sprawa. Pamiętamy, jak w US of A z powodu jednego rannego osiemnastolatka (fakt, że nie z tej K/C, więc z jajami) półtoramilionowe miasto grzecznie siedziało w domach, nie śmiąc nosa wystawić, bo tak się akurat spodobało Kochanej Waadzy. Nie potrzeba wiele wyobraźni, by domyślić się, w jakich to jeszcze przypadkach Waadza może wydać tego typu zakazy i co z tego najpewniej wyniknie.

Powie ktoś, że to przecież "prawicowy" rząd, w trosce o nasze dobro i życie naszych (ach!) starców, wydał te tutaj nasze krajowe zakazy i faszeruje wszystkie "nasze" programy w TV instruktażami jak myć ręce i dlaczego. (Cholera, co za oszczędność! Mimo nowego nadchodzącego kryzysu światowego, Polska będzie do przodu, bo przez tygodnie nikt nie będzie musiał kręcić nowych programów, wystarczy wpuścić jakichś ludzi z odrobiną znajomości i parciem na szkło, żeby nam opowiadali o wirusie. Genialne!)

Jednak, co Tygrysizm Stosowanay zrozumiał już wieki temu, dzisiejsze Państwo działa w znacznej mierze jako taki Bufor dla Globalnej Lewackiej i Prawdziwej Waadzy. Czyli że np. my się dzisiaj grzecznie podporządkujemy, oddając skwapliwie dalszy kawałek z resztek naszej osobistej wolności - no bo to polski rząd i chce naszego dobra. Tak?

Tylko że potem, w jakiejś odpowiedniej dla siebie chwili, ta globalna Międzynarodówka, czy jak to nazwać, ODBIERZE NASZEMU PAŃSTWU te "wierzytelności" i dar z naszej wolności przez nas złożony NASZEMU państwu dostanie się w łapki tych Globalnych, których my tu na tym blogu uważamy z po prostu Wrogów. (I nie tylko my, można by rzec "na szczęście", tyle że b. niewiele z tej ludzi świadomości w realu wynika.) Biurokracja ma czas, moje drogie ludzie, i Biurokracja potrafi dobrać odpowiedni moment do działania. Niemal nie podlega emocjom, no chyba żeby nowy fajny wirus. W tym właśnie spora część jej niesamowitej, na dłuższą metę, siły. Dlatego właśnie odczuwam ten zajęczy niepokój o przyszłość.

Jak bufor, albo jak taran może. Albo my chętnie i dobrowolnie naszą wolność oddajemy - z pozoru "naszemu państwu" i jest git, albo też "nasze państwo" odbiera nam jakąś jej część przemocą, a wtedy my "naszego państwa" nie lubimy, ale nawet nam do głowy nie przychodzi, że nielubić powinniśmy nie "naszego państwa", a w każdym razie nie aż tyle, tylko tej Globalnej... Wiecie czego. (I żeby nie było, że jestem przeciw polskiemu państwu! Po prostu bym chciał, by było NAPRAWDĘ PAŃSTWEM, czyli suwerenne, a nie jest. Pod PiS jest z tym o wiele lepiej, ale do ideału bardzo daleko.)

I to występuje na każym dosłownie kroku. Weźmy taki smog i "kopciuchy". Nikt nie chce oddychać węglowym dymem, prawda? No to zafundujemy sobie wszyscy piecyki na węgiel wysokiej jakości, albo jakiś tam koks, piecyki w których nie da się już palić dosłownie byle czym... I fajnie, tak? Tyle że nagle przyjdzie, bo i może, zima -40 stopni, a my uzależnieni od dostaw wysokiej jakości węgla, zapewne, wcześniej czy później, z importu (i można się domyślać skąd ten import będzie), bo dziełami Olgi Tokarczuk ani książką Tuska "Szczerze" już się rozgrzać zgrabiałych dłoni nie da. I tak to działa na każdym kroku, dlatego też ta nasza potulność, z której na dodatek tacyśmy dumni, napawa mnie niesmakiem i gorzej. Bardziej już mi się podoba anarchiczna postawa Włochów.

Stałe postępy Postępu naprawdę nie wymagają, żeby gdzieś bez przerwy siedział jakiś Sanchedryn i wszystko regulował! Wy sami przyczyniacie się do tego na każdym kroku, niejednokrotnie w tym samym czasie wygłaszając buńczuczne "prawicowe" hasełka pod osiedlowym trzepakiem!

I teraz to już właściwie koniec tego odcinka, choć miałbym tu jeszcze co najmniej jedną b. ważną sprawę to poruszenia w kontekście naszego ulubionego wirusa - właśnie o tym "Wybraniu Przyszłości" - rzecz, jak sądzę, ważniejszą od wszystkiego, com tu dzisiaj napisał, nawet może i tego o "buforze" i "kopciuchach", ale zaplanowaliśmy to sobie na odcinki, więc to musi być w ew. następnym. Tym bardziej, że nam się w miarę pisania zawsze nasuwa masa nowych wątków, na dobre i złe, żeby tak to ująć.

Więc te odcinki ew. będą, o ile pojawi się jakaś ĘTERAKTYWNOŚĆ... Wasz wybór, jeśli tu jacyś jesteście! To naprawdę jest wielki temat, tu się, jak w soczewce, skupiają, ach! I jak w kropli wody się kłębią, ach! Więc od zamiaru napisania tego od jednego zamachu odstąpiłem, bo mnie już od pisania dręczą objawy wraz z symptomami. Trzeba by jeszcze jakąś efektowną płętę (czy jak to się pisze) dla tego pierwszego odcinka, bo jeszcze paru genialnych myśli, co je mamy, tutaj wpakować już nie zdążymy. A więc może tak...

c.d. Deo et Triario volente n.

triarius

niedziela, marca 15, 2020

Order proszę pocztą

Do Kochanej Władzy (Lokalnej, Krajowej, Europejskiej, Globalnej i Intergalaktycznej, plus Trójcy Przenajświętszej z Franciszkiem Na Czele)!

Joseph Mushroom vel Fungus
Uprzejmie donoszę, że umyłem dzisiaj ręce, więc, jak psu zupa a kornikowi kora, zależy mi się Order! Proszę mi go przysłać pocztą, żebym nie musiał wychodzić z domu, rozsiewać, zagrażając przetwaniu Ludzkiego Gatunku, Kornika w Puszczy i Żaby Nad Raspudą. A że już i tak przez trzy dni z domu nie wychodziłem (bo mógłbym uronić jakąś bezcenną dla Mego Przetrwania z Przetrwaniem Ludzkości Na Czele telewizyjną informację - czy myć nogi i... co tam jeszcze mam... oraz w jakiej pozycji z Kama Sutry w zaistniałej sytuacji mi wolno), więc bez wątpienia Order należy mi się z takimi dodatkowymi... No takie tam złote... mogą też być diamenty... Naprawdę nie jestem wybredny, co, tuszę, Władza (wszystkich gatunków) doceni.

Z góry dziękuję, pozostając uniżonym sługą... co tam sługą - niewolnikiem po prostu!... Kochanej Władzy, z pewnym takim niepokojem, bo wobec tylu na bieżąco światle nas prole informujących programów w naszej (ach, Zenek i te wszystkie Małysze, mniam!) TV mogłaby mi np. umknąć wiadomość, że, dla Wspólnego Dobra, nie wolno mi już np. oddychać czy, powiedzmy, nic z siebie wydalać. Na szczęście nie jestem całkiem głupi, Światłe Programy (Zenek, ach!) pilnie oglądam, to i wiem, że aby bezkarnie móc kopać Policję, kiedy przyjdzie np. sprawdzać czy się stosuję i nie zagrażam np. wirusowi, który przecież jest taką samą miłością Matki Natury, jak gwałcona przez samców Krowa czy prześladowany i pozbawiony paszportu Karaluch, muszę się nazywać Józef Grzyb, lub co najmniej Cośtam Frasyniuk (w stanie wojennym gołymi rękami piętnastu ubeków, potem tymi samymi na dziesiąte piętro po rynnie, tam za kominem do samego końca nieuchwytny, cały czas obalając... nic dziwnego, że ma fajne przywileje!)

Uniżenie całuję Kochaną Władzę (wszystkie gatunki i klasy rozgrywek) w spracowaną stopę i czekam na dalsze instrukcje - co mi wolno, a co tylko Panu Wojewodzie, a nie tobie... I Grzybom oraz Kornikom.

/podpis nieczytelny/

triarius

P.S. A najzabawniejsze widzi mi się to, że już nie wiem, czy Kurski poleciał za koszmarnego Zenka, czy też za b. dobry serial o Piłsudskim. W końcu miksowanie patriotyzmu ze szmirą to nic wobec wynoszenia na ołtarze faceta, który "nie potrafił żyć w wychodku", coś z tym naprawdę robił, a nawet uzyskał pewne drobne sukcesy, zaś "kurwy i złodziei" chciał po hejtersku "bić". Zgroza, no nie? Podczas gdy przecież dzisiejszy patriotyzm to: kochać Unię bez zastrzeżeń, lub ew. bez zastrzeżeń wierzyć w możliwość jej pozytywnej zmiany; chodzić na wybory; traktować każdą mendę z wyszukaną kurtuazją w stylu "hrabia z wodewilu"; siedzieć w domu, kiedy tak się spodoba Władzy... Te rzeczy! Piłsudski w tym kontekście jest przecież gorszy od Bin Ladena skrzyżowanego z Che Guevarą, i każdy K*win wam to bez długiego proszenia powie!

sobota, marca 14, 2020

Dobre 15,,,

,,, procent, a może nawet 20, tego co mam "na obecną chwilę" do powiedzenia o koronawirusie, napisał właśnie Kurak. Oto:

https://www.kontrowersje.net/jak_trzyma_za_mord_zachwycony_lud_i_kiedy_sko_czy_si_pandemia

Oczywiście nie ma tam wszystkich tygrysizmów, historiozofii, Ardreyi i Spenglerów, bo na tę piekielną mieszankę mam monopol, ale ów kuraczy tekst także całkiem zgrabnie napisany i go polecam.

triarius

czwartek, marca 12, 2020

Koronawirus i Ogórki

Koronawirus, choć ze ściśle epidemiologicznego punktu widzenia to wciąż Małe Miki, wobec obecnego stanu naszej cywilizacji okazuje się mieć naprawdę OGROMNE HISTORYCZNE ZNACZENIE... O czym mógłbym już chyba napisać niezłą książkę. I co z tego? Absolutnie nic - zgoda! Macie przecież swoje Ogórki i Ziemkiewicze - niech wam to ładnie tłumaczą!

triarius

P.S. Napisałem powyższe głównie po to, by zobaczyć, ilu dziko przejętych korwino... sorry - koronawirusem, napędzi mi ten nabrzmiały ekspresją i jakżesz hiper-aktualny tytuł, plus adekwatne słowa kluczowe. Jednak ta treść odnosi się do wszelkich możliwych targetów. A mnie się jednocześnie chce śmiać, i trochę jednak łez też ciecze mi z ócz. Ale co mi tam! Żyjcie sobie na wieki wieków bez Tygrysizmu Stosowanego, skoro tak wolicie. (Paczpan - Post Scriptum dłuższe od samego tekstu! Ach jak ja takie figle kocham!)

czwartek, lutego 13, 2020

Liberalizm a Bolszewizm

Nie będąc Coryllusem nie wypowiem tej myśli z przytupem, zaśpiewem i przy ryku trąb, ale taka oto hipotezka przyszła mi przed chwilą do głowy...

Liberalizm - ten "klasyczny" od Bolszewizmu/Komunizmu/Tego-Obecnego-Lewactwa różni się przede wszystkim tym, że jeden żerował na DEIŹMIE, podczas gdy drugi pasie się DARWINEM.


Dwie sprawy trzeba by tu sobie od razu zaznacztć:

1. Mówimy o "Bolszewiźmie" i "Komuniźmie" w ich "Najgłębszej Esencji" - jak najbardziej właśnie i wprost unikalnie ZACHODNIEJ, pomijając całkiem to, że tak cudnie się to przecież przyjęło w Rosji i całą tą leninowsko.stalinowsko-breżniewowsą kacapską specyfikę. Na obecnym etapie tego niezwyciężonego oręża, jakim jest Tygrysizm Stosowanym, owa nauka uznaje, że rosyjski "komunizm" (po pierwszych rewolucyjnych latach Futurystów, Wolnej Miłości, wiary wLudzi Wyższych-Piękniejszych, itp.) w sumie spotęgował raczej tylko odwieczne przesłodkie cechy rosyjskiego imperium (i może też "rosyjskiej duszy", vide Dostojewski z Tołstojem). O Chinach i innych takich nie wspominamy, bo tego, o ile wiem, nikt jeszcze nie rozkminił, nikt na Zachodzie, w każdym razie.

2. Z tej hipotezy wynikałoby, że Liberalizm był Mafijno-Religijny w stylu Don Corleone i/lub jego (ach jakże łagodny i jakiż legalista!) syn, a cały ten późniejszy, już ewidentnie lewacki, totalitarny syf to Naukowość (ach!) skrzyżowana z prawnukiem pana Don C. (Niewiele w praktyce z tego dla nas wynika, ale chociaż mamy przyzwoitą taksonomię.)

triarius

P.S. Ten cały Deizm, ludkowie moi rostomili, to skurwysyńsko ciekawe zjawisko Z PSYCHOLOGICZNEGO PUNKTU WIDZENIA! No bo niby, na pierwszy i drugi rzut oka, co to komu daje? Bez Piekła, bez Nieba... Trza by to kiedyś tygrysicznie. Widzę tu działanie resentymentu i innych nieładnych zjawisk. A że jako jedyny chyba w tenkraju prawicowy "publicysta" kojarzę i potrafię korzystać z pstchologii (podczas gdy inni masakrują albo ekonomię, albo teologię) więc zapewne na mnie to spadnie.

wtorek, lutego 11, 2020

Szok!

Najbardziej w sprawie tych platfąsich kodziarskich "bojówek" (trochę razi mnie tutaj to słowo, bo jednak prawdziwe bojówki najczęściej przejawiały jednak jakąś odwagę, podczas gdy w tym "naszym" unijnym bantustanie oni, i inne Grzyby, są absolutnie bezpieczni i bezkarni, podczas gdy prole... wiadomo!)... Więc w sprawie tych "bojówek" najbardziej razi mnie jednak to, że "nasi" w tym przypadku zapominają o całej swojej kulturze z kindersztubą. Nigdy nawet nie słyszałem "panowie i panie bojówkarze". Co jest mordeczki? Staczacie się do poziomu P*kota?

Co z waszą kulturą, dobrzy ludzie?! Gdzie ten wersal i perfumeria, bez których Polska nie będzie Polską, prawica nie będzie prawicą, i stoczymy się w faszyzm, eurosceptyzm i antysemityzm?!

bojówka Kidawy
Młodzi wykształceni - po prostu Europa
A całkiem już serio: głupota i pedalskość "naszych" dziennikarzy, publicystów, i częściowo polityków, których widzę w "naszych" stacjach TV, naprawdę naprawdę mnie ostatnio poraża. (O dziwo kobiety spisują się jakby lepiej od tzw. "mężczyzn". A może po prostu im trudniej zarzucić pedalstwo? Jednak nie tylko to chyba.) Od tygodni nie słyszałem w ich wykonaniu niczego powyżej poziomu przeciętnie przytomnego licealisty z czasów mojej młodości (a nie było to nic nadzwyczajnego oczywiście, choć teraz jest chyba o wiele gorzej), za to pierdołów i pedalskich idiotyzmów nie zliczę. Z wyraźnie dostrzegalną przewagą skamlenia. To niby ma być ta "Wolna Polska"?! Z TAKĄ na odmianę "Elitą"?

(Ja jednak nie łączę udziału w wyborach z jakimś "uznaniem" tego ojrosyfa czy tego bantustanu i, cóż, oczywiście zagłosuję na Andrzeja Dudę. Ta "Wolna Polska" może nie być czymś dużo lepszym od jakiegoś Księstwa Warszawskiego, ale nawet w takim czymś może być lepiej lub gorzej, a wybory w "liberalnej demokracji" (tfu!) wciąż mają jednak znaczenie. Jednak te "nasze" kadry widzą mi się po prostu koszmarem, a lansowanie różnych koszmarnych Zenków Martyniuków (z tym głównym na czele) sprawia, że, z bólem, ale zaczynam trochę nawet rozumieć np. Pasierbiewicza, a to już całkiem paranoja. Ech...

triarius

P.S, 1 Jednak serial o Piłsudskim uważam za spory sukces. Szczerze mówiąc jestem mocno nim na plusa zaskoczony. Więc jednak coś można zrobić z sensem nawet w tenkraju.

P.S. 2 No dobra, a cczego by Pan T. używał zamiast "pan/pani" w stosunku do takich ^%$#@ jak Tusk, Jachira czy inny K*win? "Niejaki" lub "niejaka", byłoby jego zdaniem OK, albo po prostu nic, gołe nazwisko. I bez pakowania wszędzie "mecenas", "profesor", nie mówiąc już o "von".

O okolicznościach

Nie jestem Bogiem i sprawiedliwość to nie mój problem, ale zastanawia mnie taka kwestia: to, że oni od wieków mówią po niemiecku należy traktować jako okoliczność łagodzącą, czy raczej właśnie jako obciążającą?

triarius

niedziela, stycznia 26, 2020

Chiński korwinowirus...

... szaleje! Jako efektowny dodatek to świńskiej grypy indyków i indyczego pomoru świń zresztą. No to może ktoś nam przypomni, kto to taki przewidywał już lata temu, że globalizm może się skończyć z powodów właśnie epidemiologicznych? Słuchamy Mądrasiński? Może być całym zdaniem!

Tak, właśnie drogie dziatki - tym kimś był Pan T. i nikt inny. To oczywiście troczę czasu jeszcze zajmie, ale jak nie wcześniej coś innego, to właśnie epidemiologia okaże się gwoździem do trumny tego całego... Z ENTROPIĄ, leberalno-lewacko-biurokratyczno-prawniczo-banksterski-z-przyległościami świrze, na pewno nie wygrasz. (Choć przyznaję, że potrafisz po drodze doprowadzi do katastrofy, o jakiej się najstarszym dinozaurom nie śniło.)

triarius

P.S. Muszę jednak przyznać, że pomysł by plagi zacząć nazywać od największych świrów danej epoki, całkiem mi się podoba. Tyle, że "gretowirusa" czy "merkelowirusa" gatunek ludzki może po prostu nie przeżyć. (Szajby ani specjalnie większe, ani mniejsze, jednak skala działań trochę inna, więc i wirus powinien być bardziej serio.)

sobota, stycznia 11, 2020

Barok trzeciego tysiąclecia w genialnym wydaniu

Miałbym do napisania na tego temat masę - od wyjaśnienia tego, co to właściwie jest i czym było na 300, niemal co do dnia, lat przed śmiercią Wujaszka Stalina... Przez odparcie niezliczonych  zarzutów, że "wydziwione", że tu i ówdzie zalatuje "satanizmem", że "baby z brodą"... Itd. Po rzucenie tego na szerokie tło Tygrysizmu Stosowango... Może ewentualnie ęteraktywnie, jeśli się coś rozpęta.

Na razie mam jednak jeszcze dwie godziny właśnie tego na "Mezzo" (gdzie jednak jakość dżwięku jest lepsza i w ogóle przyjemniej, przykro mi!), a potem liberalna praca na chleb. (Dla Chińczyka zresztą.)

I powiem tylko, że fakty można sobie ew, znaleźć po Wikipediach, że dla mnie ten spektakl to w całości arcydzieło (bo wcale nie cenię nudnej umoralniającej "sztuki", religia to co innego, ale też chrześcijaństwo już nie istnieje), a w tej mikroskopijnej akrobatce z uszami po prostu się kocham.

A teraz... Barokowy Orgazm Na Słodko, czyli Ballet Royal de la Nuit (co by się dokładnie tłumaczyło, jako: "Królewski Balet Nocy", choć może raczej po prostu "Nocny") w wykonaniu Teatru w Caen i Ensemble Correspondence:




triarius

P.S. Po wielu miesiącach chcę znowu zmienić nasze motto. Jednak to dotychczasowe jest tak bezcenne, że oto tutaj je na wieki wieków uwiecznimy. Oto i: Czasem trzeba walić dechą w łeb. (były Prezydent RP Bronisław Komorowski, Poznań 17-11-2016

czwartek, stycznia 09, 2020

Taka sobie myśl o grabieniu

Przywoływanie - z przekąsem lub z dzikim wyciem - bolszewickiej zasady "grab nagrablione" jest częste u tego, co dziś pragnie uchodzić za "zoologiczną prawicę"... (A nie jest żadną "prawicą", a co najwyżej kacapską, przeważnie zresztą amatorską in spe, agenturą, co dobitnie właśnie w tej chwili pokazuje K*win, bratając się bez żenady z oficjalnymi już komunistami.) Więc "grab nagrablione" miałoby btć najgorszą już zbrodnią i idiotyzmem w całej komunuie...

Tyle że o nieuczciwości tych ludzi i ich pogardzie dla słuchaczy świadczy drobny fakt, że nikt z nich nigdy nie poruszył oczywistej, jak by się zdawało, kwestii, czy to "nagrablione" rzeczywiście takim jest, czy też to tylko taka komunistyczna propagandowa ściema. W końcu dla normalnego człowieka stosunek do tej kwestii, tego "grablienia", powinien być dość różny w każdym z tych dwóch przypadków, zgoda?

Że ujmę to jeszcze inaczej: albo "święte prawo własności" zawsze było tylko dla słabych i ubogich, a elity zawsze miały je w przysłowiowej dupie... I co więcej, bogaci właśnie dzięki jego olewaniu są teraz bogatymi - a wtedy, sorry, ale hulaj dusza... Albo nie, i wszyscy tym "prawem" - ach! jakże się przejmują! - i "grabić" jest naprawdę brzydko.

Dla mniej kumatych: w jednym przypadku bedzie ta "zasada" przede wszystkim propagandowym kłamliwym (jak to one), agresywnym sloganem, w drugim odrzuceniem zasad, których inni, a w każdym razie obecne elity, od dawna nie przestrzegają, więc one nie mają znaczenia. Proste? Jednak nie dla K*winów tego świata, jak się okazuje.

triarius

sobota, stycznia 04, 2020

Dwoje linków i to tyle

Bez pisania żyje mi się coraz łatwiej i niedługo szczęśliwie zapomnę, że w ogóle nabrałem takich skłonności, ale na wszelki wypadek, gdyby ktoś jeszcze tu trafił - dwie perły z odzysku. Pierwsza to mój własny kawałek sprzed lat, choć w istocie istotna część jest tam kogoś innego - niejakiego Samuela T. Francisa, Styl nieco przyciężki (wina to Francisa to, czy raczej tłumacza?), ale treść bardzo interesująca, Oto:


Niepewni? Co mi tam! Dam nawet Moim Hipotetycznym P.T. Czytelnikom fajny fragmencik, tytułem aperitifu:
Menadżerska elita sprzymierzyła się także z innymi etnicznymi grupami, z których większość podziela jej interes w wyeliminowaniu europejskiej tożsamości i wspierających ją sił kulturowych. Jak żydowscy sojusznicy elity i sama elita, te etnicznie nie-europejskie grupy zabiegają o wymazanie europejskiej tożsamości etnicznej i jej ekspresji instytucjonalnych. Ale w odróżnieniu od elity, starają się one także promować własną etniczną świadomość i tożsamość. Zatem podczas kiedy otwarcie europejska tożsamość jest praktycznie zakazana i surowo karana przez elitę menadżerską, instytucje które otwarcie eksponują nie-europejskie i anty-europejskie tożsamości są tolerowane i stymulowane.
A druga sprawa, to... Cóż, Plato amicus, ale czasem trzeba... Coryllus, powiem brutalnie, W dość świeżym tekście, moim skromnym wyjątkowo wprost gęstym od treści, dziwnie sensownym w wielu miejscach, a w pozostałych naprawdę skłaniającym do zastanowienia i zapładniającym. Oto:

https://coryllus.pl/rodzaje-okupacji/

Szczególnie zaś polecam poniższy fragment (wytłuszczenie moje własne). Chodzi o państwo późnego caratu. Idealnie, jak dla mnie, ujęto tu samą ideę "wielokultorowości", a w każdym razie tej dzisiejszej, którą się nam stręczy.
Wielokulturowość w cesarstwie sprzyjała utrzymaniu państwa, składającego się z dziesiątek, jeśli nie setek konkurujących grup wyznaniowych, politycznych, ekonomicznych, załatwiających swoje interesy w ramach systemu i jednakowo nienawidzących cara, popów, kozaków i siebie nawzajem. Jeśli ktoś twierdzi, że wielokulturowość to pokojowe współistnienie, ten chyba oszalał. Bez czerkiesów szarżujących na demonstrujące tłumy, nie byłoby żadnej wielokulturowości.
Tyle! Mam nadzieję, że resztki naszych grafomańskich skłonności zaspokoilismy na parę miesięcy.

triarius

sobota, grudnia 07, 2019

Dwie nocne błyskotliwostki na chwilę przed zaśnięciem

Definicja: 

WOLNOŚĆ - to, na czym liberały nie zdążyły jeszcze posadzić swego tłustego dupska i/lub oblepić swoją cuchnącą śliną.

* * *

To Neandertalczyk, czy może raczej postępowa Noblistka?
Z urody to raczej jakiś przedpotopowy
lewak, niż nasz bliski kuzyn sprzed wieków,
ale akurat świetnie pasuje do naszego tematu.
Gdyby dawne mamuty rozumiały ludzką mowę, a choćby same jej początki, też by może też by stwierdziły, że neandertalskie okrzyki bojowe to dowód zidiocenia i "fantazja masturbacyjna". Co nie zmieniłoby jednak z pewnością wyników neandertalskich polowań na mamuty i losu tych wspaniałych zwierząt. 

Dzisiejsza (niskopienna) "prawica" zachowuje się dokładnie jak ta nasza hipotetyczna odmiana mamutów, a do tego posiada jeszcze rozliczne telewizje, gazety oraz internet, dzięki czemu naprawdę może sobie z wydziwianiem na lewacką głupotę i jej "masturbacyjne fantazje" poszaleć und pofolgować. No i niewiele wskazuje, by skutek tej wymiany uprzejmości tym razem być inny. 

Nie, no fakt - mamuty tak naprawdę wcale nie rozumiały przecież ludzkiej mowy, czy choćby tego pra-lewackiego pochrząkiwania, więc ich zagłada była jakaś taka cichsza i bardziej niewinna. Trudno mi wprawdzie zrozumieć tę dzisiejszą "prawicę (pospolita odmiana ogrodowa), ale domyślam się, że dla niej sposób zejścia z tego świata - tak inny od tego, które spotkało mamuty, stanowi co najmniej pociechę, jeśli nie wprost tytuł do chwały i powód do ekstatycznej radości. 

triarius

wtorek, grudnia 03, 2019

Bonmoty nowe dwa (i jeden stary)

Wdałem się ostatnio w dyskusję z panem Michałem Bąkowskim. Niezby, moim skromnym, wyszła owocna i warta uwiecznienia, ale sam tekst, pod którym się pojawiła, widzi mi się interesującym - oto linek:


W owej dyskusji napisał mi się dość zgrabny bonmocik, który niniejszym uwiecznię dla potomnosci:

Nie jestem dość liberalny, by uwierzyć w sens przekonywania przekonanego liberała.

Zgrabniutkie, prawda? Ładna symetria. No ale to nie wszystko, bo oto, kiedy już rozpocząłem masowanie moich bąmotowych guzów na czaszce, przyszedł mi do głowy kolejny mot... Jednak to wymaga drobnego wstępu... We wspomnianej dyskusji wspomniałem mimochodem kniazia Kropotkina i... Ale ab ovo... Wieki temu TtT wyraził był błyskotliwą myśl, że:

Liberalizm to lewactwo sklepikarzy. (I alibi aferzystów.)

Celne, zgoda? W samo bycze jądro, jeśli mnie spytać. No a teraz ten cudny bonmot uzyskał brata-bliźniaka... Pytanie: no a co to jest LIBERTARIANIZM, tak pilnie stręczony przez różnych mądrych Żydów głupim gojom? Tak radośnie praktykowany przez młodzież gimnazjalną, pędzącą życie raczej pod trzepakami III RP, niż w szkole? Z takim niewymuszonym wdziękiem lansowany przez zwolenników wolnościowego Putina i tej ostoi wszelkich swobód, jaką od wieków stanowi Rosja? Oto definicja:

Libertarianizm to anarchizm sklepikarzy.

Wężykiem! (Zwracam uwagę, że w odróżnieniu od poprzedniego, to ostatnie jest w zasadzie absurdem und oksymoronem - przy prawdziwej bowiem anarchii żadnego sklepikarstwa nie da się kultywować, przy chytrze wymóżdżonej "libertariarnej" też nie, wraz z masą zresztą innych zajęć przez samych libertarianów uznawanych za potrzebne. Ale co to przeszkadza natchnionym prorokom, szczególnie, jeśli i tak długie godziny spędzają na kiblu, więc mogą w tym czasie  dodatkowo z siebie wyemitować i coś innego, jakże dla Ludzkości, ach!, pożytecznego.)

triarius

P.S. Nie czytać tego! Piszę sobie od niechcenia, dla zabawy. Zabawa taka sobie, ale nie każdego stać na konia z rzędem, czy wizytę w dobrym burdelu.

niedziela, grudnia 01, 2019

Tusk uratował pół Londynu!

Tytuł ukradłem z wpisu na excathedra.pl - chodzi o to, że nasz bohaterski rodak (ach!) zwalczył w Londynie terrorystę takim długim kłem jakiegoś morskiego źwierza, pozyskanym z jakiejś, szczęśliwie tam akurat obecnej, wystawy, no a taki słoniowy czy morsi kieł to po angielsku akurat "tusk". Co się jakże adekwatnie składa, prawda?

Media całego zachodniego świata, aby odwrócić uwagę plebsu od sprawców całego tego... Od tych paru co pewien czas zabitych przez brzydkich i nie wiadomo skąd przybywszych terrorystów... Od tych co pewien czas kilku rannych, którzy na całe życie zachowają psychiczny uraz, a często i jakieś cielesne niedowłady... Od tej coraz powszechniejszej inwigilacji na każdym kroku, do której wprawdzie tak się przyzwyczajamy, że bez niej już nie potrafilibyśmy sobie życia wyobrazić...

Do wszystkiego tego, krótko mówiąc, czym nas ubogacono, a przecie jeszcze nie tak dawno ubogaceni nie byliśmy i jak żyć, panie premierze, jak żyć... Opowiadają nam o "bohaterstwie" tych tam ludzi, co na tego terrorystę z gaśnicą i "tuskiem", w pięciu...

Nasze media też, a nawet chyba bardziej, no bo także i Polak okazał się być jednym z "bohaterów". Ja to jednak, stary cynik... Nie, w istocie jestem absolutnie daleki od wszelkiego cynizmu. Warto sobie to raz wreszcie wyjaśnić! Cynik to gość, mający wartości w (excusez le mot) dupie. Gość, który ma wartości w sercu, a tylko nie wierzy w to, że często stanowią one siłę sprawczą, że są ważne dla innych, że z reguły zwyciężają...

Nazywa się jak, Mądrasiński? Nazywa się "sceptyk", panie psorze! Właśnie! I Pan T. jest "sceptykiem", nie żadnym tam "cynikiem", choćby go piękne kobiety czule tym drugim mianem, w sobie tylko znanych celach, prowokowały.

No więc stary sceptyk, czyli ja, faktycznie uważa, że zaatakowanie w pięciu i przy pomocy drąga, gaśnicy, "tuska" i czegoś tam jeszcze faceta z nożem JEST interesującą sprawą, jednak nie dostrzegam w tym cienia "bohaterstwa", a tylko, czy może aż, zdrowy instynkt linczu, tym razem po prostu w pozytywnym zastosowaniu. W ardreyicznych kategoriach to było całkiem po prostu polowanie na niebezpieczne źwierzę, jednak w sposób znacznie niebezpieczeństwo redukujący. W sumie piękna i jakże niedzisiejsza sprawa! Nasi przodkowie zabawiali się właśnie w ten sposób, jak często się dało - vide polowanie na niedźwiedzia w Panu Tadeuszu choćby.

Ten terrorysta bowiem - o ile nie wdział był na sobie prawdziwej wybuchowej kamizelki - nie miał tak czy tak z nożem większej szansy, a jeśli kamizelkę miał i ci jego pogromcy o tym wiedzieli, to z ich strony nie było "bohaterstwo", ino albo chęci samobójcze, albo też, jeśli żyć chcieli, skrajna głupota i brak wyobraźni. Dlaczego, spytacie? Bo jedynym sensownym wyjściem byłoby wtedy wiać gdzie pieprz rośnie, plus dodatkowo wrzaskiem ostrzegać innych. To chyba oczywiste.

Dla mnie ta sprawa - poza tym, o czym wspomniałem na początku, czyli odwracaniem przez leberalne media i tzw. "polityków" przysłowiowego kota przysłowiowym ogonem - jest naprawdę bardzo interesująca, bo pokazuje, jak płytko pod warstwą narzuconego nam wszystkim pedalstwa, pacyfizmu... A nawet o konieczności zachowania Wersalu i walki wyłącznie na równych warunkach... Tkwią te wszystkie drapieżne instynkty, o których tak pięknie np. Ardrey.

Tak że fajnie, że oni w pięciu i przy pomocy gaśnicy tego tam brzydala unieszkodliwili, ale zagrożenie dla nich, jeśli bez kamizelki, było raczej tak wielkie, jak na pierwszym kroku bokserskim, albo przy szybkiej jeździe samochodem w deszczu. Adrenalina, zgoda, potem ew. telewizyjna sława, ale nie bohaterska desperacja. Tak to widzę, a walką wręcz - teoretycznie i z fajnych źródeł, a czasem nawet praktycznie - interesuję się i zajmuję od pół wieku, to i coś wiem.

Bohaterstwo, takie z desperacją, bo szansa na przeżycie była nikła i oni to chyba świetnie wiedzieli, to była, kiedy pasażerowie tego tam samolotu 11 września starali się obezwładnić terrorystów. Tutaj z nożem na pięciu jakiś prawdziwy spec miałby może równe szanse, gdyby byli całkiem nieuzbrojeni, przestrzeń była mocno ograniczona itd.

Jednak ten drzemiący tuż pod powierzchnią i nagle ujawniony instynkt zabójcy - na dobre czy na złe, tym razem akurat na dobre - to fascynująca sprawa! No a wyczyny mediów i różnych tam burmistrzów Londynu, żeby odwrócić uwagę od spraw najistotniejszych... Choć to przecież nic nowego. Dla przyszłego, da Bóg, historyka, to właśnie będzie tu najistotniejsze, jak mi się widzi.

Ale nie. Jeszcze coś innego wydaje mi się najistotniejsze. Zaraz po "opublikowaniu" tego wpisu naszła mnie myśl, że niesamowite jest to, iż wciąż jesteśmy całkiem w sumie normalni, jak nasi przodkowie sprzed stu lat powiedzmy, ale to się przejawia tylko w takich sytuacjach, jak ta w Londynie...

Bo na co dzień, żadni z nas przeważnie drapieżcy, a raczej potulne wykastrowane lemingi stadnie pokwikujące coś, co mgliście przypomina "Odę do radości", w radosnym marszu do rzeźni. Biurokracje zaś i ci wszyscy uszczęśliwiacze świata od "praw człowieka" i "tolerancji" nic sobie z tej naszej podskórnej drapieżności robić nie muszą... Wot - przewaga organizacji, metody i konsekwencji nad... Nad ich brakiem, tak to wyrażę. To jednak jest tu najbardziej fascynujące, jak się w całą tę sprawę wgryźć.

triarius

środa, listopada 27, 2019

Pełnia człowieczeństwa

Pisać nic od siebie nie mam ochoty, ale kolejny linek mogę wam jednak polecić. Rzecz jest równie słodka, jak ta poprzednia, tylko wymaga mocniejszego żołądka - to stanowczo nic dla ministrantów i cnotliwych dziewic, ostrzegam!

Z drugiej strony dotyczy to jednak kogoś, kogo wielu głosi "najwybitniejszym polskim pisarzem zeszłego stulecia", a nawet mnie, choć nic nadzwyczjnego w facecie nigdy nie dostrzegłem, bawią niektóre jego sformułowania, a nawet czasem całe fragmenty. Kto ma dość mocny żołądek i stalowe nerwy, niech jednak zobaczy "skąd przyszliśmy" i jakie przeraźliwe szmbo nas od niepamiętnych czasów zalewa...


To była zasadnicza część naszej  akademii, teraz jeszcze część artystyczna... Otóż uważam, że Rojt w sumie wykonuje b, dobrą robotę, nikt jednak nie jest, widać, idealny... I np. wypuszczając się na odmęty cukrzanej socjologii, gość zdaje się nie mieć najmniejszego pojęcia o tym, jaki los spotykał znaczną część owych wymarzonych przez lud białych kryształków. Chodzi mi o tę Rojta "demaskację":


Ja, który, wraz z kobietą, w "stanie wojennym" wymieniałem cały przynależny nam wtedy cukier na masło (które namiętnie kocham do dziś, by the way), akurat wiem, co ci znajomi z cukru uzyskiwali. A przecież żaden ze mnie socjolog, czy ekspert od prlowskich ekonomicznych... Jak to tam można nazwać. Widać Rojt miał innych znajomych - bogatszych, więc nie muszących się trudnić chałupnictwem? Albo może wprost abstynentów?

triarius

niedziela, listopada 24, 2019

Hłe, hłe, hłe!

Just (czyt. "dżast") linek. Pisać za ch... olerę nie mam ochoty, ale po co pisać, skoro w sieci za darmo są takie jak ten smakołyki:


Ubawiłem się jak, norka, a jeszcze nie dojechałem do końca. Całe nasze @#$% liberalno-komusze życie w pigułce. (A już szczególnie życie tych, co mieli to szczęście, że wtedy żyli, of couse. Z czego teraz są szacowni, bo starzy. Choć sadly not a homo. Ach, ileż życie byłoby prostsze!)

A zresztą zdjęcie też damy, co nam szkodzi...

Poseł Jerzy Zawieyski - IV Kadencja


triarius

P.S. 1 To zjęcie to bynajmniej NIE JA, tylko Nasz Bohater! (Zresztą nawet np. w Wiki są przezabawne rzeczy o tym panu.)

P.S. 2 Czytałem to, kulałem się ze śmiechu, aż bez większego zastanowienia dałem taki banalny tytuł. Notując nijako i uwieczniając mój homerycki śmiech. A gdybym był choć trochę pomyślał, dałbym coś w rodzaju: "Opowieść o Ludziach Życiowo Zaradnych"... Albo nawet "Ballada o..." No bo przecież tutaj jeden na drugiego, jeden drugiemu niby wbrew, a jednak każdy jakoś koniec z końcem w końcu potrafi związać, wódkę zakąsić, w telewizji wystąpić, a i na (męskie) dziwki mu nie zbraknie. Albo sukcesy w Totolotku i poklepanie przez oficera prowadzącego, jeśli nawet nie telewizja. Cudna zaiste symbioza, szapoba!

sobota, października 26, 2019

Imponująca konsekwencja przez te lata... Czy jednak nie?

Linek do naszego kawałka sprzed lat. Dlaczego tylko świeże dzieła miałyby od P.T. Publiczności ignorowane, skoro te sprzed lat także zasługują? (Nawet trochę komętów było, ale ubaw!)


A co będę żyłował! Jeszcze coś specjalnie dla Marysi, która ogromnie docenia nasz talent satyryczny i vis comica, ale za to absolutnie nic innego:


I jeszcze może coś, w końcu pełno tego mamy i tylko się kurzy. (Marysiu, to już nie dla Ciebie, daruj!)


A tu jeszcze coś z cyklu "ani Pl*forma ani Pan T." nie zmieniają centek" (tfu, co za zestawienie!):


To też wiekopomne (jak wszystko, co pisałem przed laty, podczas gdy wy... wiadomo), i też całkiem nie dla Marysi:


triarius

P.S. A teraz uważajcie na ogony i nie wychodzić wszyscy na raz!

poniedziałek, października 21, 2019

Cudna zaiste walka na języki toczy się na naszych ocz... uszach!

Język bojowy
Przeczytałem sobie (ci ja) właśnie w książce takiego szwedzkiego Mio... O, sorry! Ten chyba jednak nie był agentem komuszej bezpieki... W każdym razie takiego eksperta od ichniego języka i dbacza (!) o jego poprawność... Co przeczytałem? O czym? Już mówię, Mądrasiński. Zaraz się dowiesz! No więc przeczytałem (ci ja) o szwedzkim odpowiedniku zwrotu "ten kraj" - dosłownie to samo, bo "det här landet" albo "detta land" - no i chyba miałem rację, że mnie, we właściwych uściech, ten zwrot przesadnie nie odrzuca...

Facet wspomina wprawdzie, że ten zwrot, mowa tu o jego szwedzkim odpowiedniku, może wyrażać lekceważenie, niechęć i pogardę, i ja się zgadzam, że w lewizna, z Platformą na czele, tak właśnie go stosuje... (A może raczej "stosowała", bo jakoś ostatnio mniej tego słyszę, czyżbyśmy ich tutaj nauczyli moresu? Aż nie chce mi się wierzyć.) Jednak ten szwedzki zwrot występuje w ichniej literaturze, także tej naprawdę z górnej półki, i wtedy wcale lekceważenia nie wyraża. Czyli nie słowa same w sobie są najważniejsze, tylko - jak zawsze - kto mówi! Czyli, Leninem jadąc, KADRY!

Tak samo zresztą, jak nawoływania "nie róbmy polityki, uszczęśliwiajmy Polaków budując cośtam, skracając cośtam, dodając tu, odejmując gdzie indziej", to tylko paskudna lewacka demagogia, i kto się na to nabiera, ten głupi. Polityka to właśnie sprawa KADR przede wszystkim - KTO będzie rządził. W demokracji: "w naszym imieniu, za nas, pozbawiając nas konieczności samemu w tym siedzenia".

Np. udawania, że podniecają nas wyniki naszych młocistek... młotniarek... rzucarek młotkowyvh... Jak takie dziwadło nazwać... Tych tatuowanych i tych piegowatych... Wszystkie te pierdoły, że to niby "program się liczy, a nie walka", to pierdoły właśnie i syrenie śpiewy. (Z przeproszeniem syren, bo one jednak brzmiały ponoć dużo lepiej.)

Czy zatem język znalazł się znów na marginesie życia politycznego? Czy lewizna naprawdę nie próbuje nas nim zgwałcić? Nie może nam już nim nam uczynić krzywdy? Czyżby naprawdę odpuścili? A jeśli tak, do dlaczego i co na to tow. Trocki?! No i czy cykl przenikliwych analiz na tematy językowe właśnie, tak pięknie niegdyś przez nas tu zapoczątkowany - te wszystkie "W oparach języka" (co za tytuł!) - całkiem już nie ma w tym współczesnym świecie zastosowania i może co najwyżej zainteresować zasuszonych archiwistów?

Otóż nie, nie sądzę. Zdziwię się, jeśli ktoś mi powie, że nie zauważył specyficznego zjawiska w języku naszej, polskiej znaczy, kochanej lewizny... U leberałów z Platformy jest tego jakby mniej, choć to też taka sama przecież lewizna, ale inne są zabarwienia i chwilowe taktyki... Zauważyłeś coś Mądrasiński? Nie? Nic?! No to ci zmienię nazwisko, bo nie ma rady. Chodzi mi o to, moi ludkowie rostomili, że ta lewizna nigdy już nie powie "Polacy zasługują na...", tylko zawsze musi być "Polacy i Polki zasługują na...", albo nawet "Polki i Polacy"!

Czyli oni nam tu próbują z języka wywalić to, co się fachowo nazywa "rodzajem męskoosobowym". Chodził ktoś do szkoły? (Teraz to jesteś mądry, Mądrasiński, ale zauważyć cokolwiek własnym okiem i uchem to nie ma!) Ów rodzaj, powtórzę: "męskoosobowy" polega na tym, że brzmi jak rodzaj męski, ale obejmuje wszystkich, bez względu na płeć czy rodzaj. Czyli "Polki" też, bez żadnej absolutnie dyskryminacji! Nie wierzy ktoś, że dyskryminacji nie ma?

No dobra, jest, tylko że ja od dzisiaj domagam się, żeby słowo "osoba" nie było rodzaju żeńskiego, bo to mnie dyskryminuje... Nie wolno tego od dziś, 21-10-2019... Godzina powiedzmy 15:00... Używać, bo będę z tym latał do Trybunału w Sztrasburku i innego ONZ! Mówię absolutnie serio - żadna "osoba" od dzisiaj nie ma prawa istnieć... Możecie mówić "osób lub osoba", albo coś w tym stylu!

A całkiem na serio, to dostrzega ktoś z Moich Niezliczonych P.T. Czytelników, że lewizna dokonuje tutaj GWAŁTU NA POLSKIEJ GRAMATYCE - ni mniej ni więcej! - a przyszły wynik tego starcia naprawdę ma znaczenie, zarówno symboliczne, jak i zapewne w sferze całkiem realnych faktów. Byłym ciekaw opinii Moich Niezliczonych, ew. innych podobnych w charakterze obserwacji... I w ogóle. Jak zawsze. (A ty Mądrasiński popraw się, nie tylko z nosem w książkach, na blogach i dziewczynach trzeba siedzieć, ale też oglądać telewizje tego świata, byle z odpowiednim nastawieniem! No dobra, niektóre są już całkiem dojrzałe. Ale nazywać się np. "Schetynowicz" byś nie chciał?)

triarius

piątek, października 18, 2019

LGB-Wizja


Ponurą groteską wydaje mi się fakt, że PiS i cała nasza (pożal się Boże) "prawica" tak głośno i (excusez le mot) histerycznie wrzeszczy przeciw LGBT (które oczywiście tępić trzeba!), a jednocześnie PiSowska (nie oszukujmy się, choć nic w tym złego) telewizja z zapałem stręczy nam coś niemal równie paskudnego i równie demoralizującego młodzież, czyli tzw. "Junior Eurovision". (Tutaj Kurak ma całkowitą rację co do koszmaru telewizji Kurskiego.)


triarius