sobota, lutego 16, 2013

Problem na resorach

(Na czerwono zaznaczyłem nico późniejsze dodatki. Żeby przyszli doktoranci mieli łatwo i naukowo. Didaskalia i te rzeczy. Albo z jakiegoś innego powodu, którego nie raczę wyjawić. Lub bez powodu zresztą.)

* * *

Pistorius - gość, co zamiast goleni ma wszczepione resory i (z tego co mówią w telewizjach) startował z tym zarówno na paraolimpiadzie, jak i na zwykłej olimpiadzie, zamordował był właśnie swoją ukochaną. "4 kule 9 mm", jak nas media informują. (Ale co to w ogóle za informacja - 9 mm?! Parabellum? Makarow? Coś jeszcze innego? Dla mnie to jest odwalanie roboty, a nie dziennikarstwo.)

 Sama kwestia startowania takiego cyborg na "zwykłej" olimpiadzie... Zaraz - to nie jest żaden brak szacunku, brak współczucia, a tym mniej (turpe dictu) Korwinizm! Ten facet jest cyborgiem w całkiem ścisłym technicznym sensie, choć zgoda, że mocno w stronę człowieka, bo to tylko golenie. Co nie znaczy oczywiście, bym gościowi odmawiał człowieczeństwa. (Ani z powodu tych resorów, ani jakiegokolwiek innego zresztą.) Jednak nie da się ukryć, że w kontekście biegów krótkich gość jest cyborg jak stąd do Warszawy i z powrotem. (Z Gdańska znaczy.)

No więc jest to naprawdę ciekawa kwestia - starty takiego kogoś na olimpiadach tego świata. Czy jak komuś zamiast nóg wszczepią np. wrotki z napędem rakietowym, to też będzie OK? Albo czy OK będzie, jeśli takie resory, jak ma Pistorius, w następnej generacji sprowadzą czas na setkę do siedmiu sekund z kawałkiem, i to bez wielkiego treningu? Niemożliwe? Cóż, jako poniekąd (były) inżynier (hłe hłe!) widzę tu problem czysto techniczny, a problemy techniczne (w dodatku czysto) są od tego, by je rozwiązywać.

Dotąd może nikt nie wpadł na pomysł, żeby zrobić takie wyścigowe resory dla ludzi bez nóg, a w każdym razie nie naprężył się, nie zmarszczył w tej sprawie czoła, nie nastroszył brwi, nie zacisnął na maksa pośladków, nie podrapał się po głowie z mądrą miną... Jednak niewykluczone, że w końcu kiedyś ktoś to wszystko zrobi, i mu się uda, a wtedy będzie naprawdę niezły cyrk. Przynajmniej dla tych "zwykłych" i poniekąd mniej szczęśliwych w tym przypadku uczestników olimpiady. Oraz dla ludzi wciąż nieprzesadnie politycznie poprawnych. (Którzy jeszcze tu i ówdzie, marnie, ale egzystują.)

No i jest tu oczywiście wielkie zagadnienie, jak to różne instytucje - choćby zajmowały się tylko takimi pierdołami, jak sport - zagarniają pod siebie i uzurpują wszelakie prawa do decyzji, autorytety, suwerenności i tak dalej. Bardzo ciekawe zagadnienie, bardzo na czasie, a do tego mocno (mnie przynajmniej) niepokojące. Jednak my nie o tym dzisiaj.

My dzisiaj o tym, dlaczego ów Pistorius - bożyszcze mas, z naciskiem na masy polityczno poprawne; pieszczoszek mediów; radość humanistów wszelkiej maści (itd., itd., długo by można) - te cztery kule w tą swoją ukochaną (blondynę zresztą, piękność w takim amerykańskim stylu, czyli w sumie męską i wulgarną, całkiem nie dla mnie, gdyby ktoś pytał) wpakował. Otoż ja mam odpowiedź. Prostą, logiczną, nawet i politycznie poprawną, a w każdym razie tego nie gwałcącą... A przede wszystkim SŁUSZNĄ. Jedynie słuszną nawet.

Otóż ten Pistorius utrupił tę swoją ukochaną dlatego, że mu wcześniej nie dano Pokojowej Nagrody Nobla NA ZACHĘTĘ! Prawda? (Jasne, teraz to oczywiste, jak już się wie, ale samemu wpaść się bez Pana Tygrysa nie dało.) Jakby mu dano, to by się zachęcił i nie mordował. Do czego zachęcił? A do pokojowego współistnienia przecie! (Jak z dziećmi!) Tacy co lubią pokojowo współistnieć, ukochanych blondyn z reguły nie mordują. Proste! A żeby ktoś to lubił, należy mu dać na zachętę. Nobla. Pokojowego. Wyraźna niedoróbka tego tam komitetu. Żeby mi to było ostatni raz!