niedziela, lipca 29, 2018

Jeszcze o komuniźmie wolnorynkowym

Anarchokomumizm
Z procesowej ostrożności, a także żeby wszystko było lege artis, na samym wstępie przyznam, że określenie "komunizm wolnorynkowy" jeszcze nigdy tutaj nie padło. A nie padło po prostu dlatego, że wpadłem na nie przed chwilą (i chwała mi za to!). Ani tutaj, ani tym bardziej w całej pozostałej Historii Ludzkości z jej Intelektualnym Dorobkiem na czele - włączając w to dorobek owych sławnych sześć małp bębniących w klawiatury... Co i tak nie byłoby wielką szkodą, gdyby je obsadzić w roli dzisiejszych dziennikarzy.

W każdym razie taka oto myśl przyszła mi w związku z powyższym do głowy...

Każdy wzgl. myślący prawicowiec (włączając w to nawet prawicowego leminga, a nawet jakby bardziej), pakuje do jednego wora wszelkie odmiany lewizny - czy to będzie "komunista", czy "anarchista", czy inna tam "femnistka". Prawda? Niby ten komunista nienawidzi własności prywatnej ponad wszystkie diabelskie wynalazki, niby ta feministka...

Czegoś tam nienawidzi, a coś innego być może kocha... Ten anarchista to wiadomo - wolność jednostki ponad wszystko itd., ale nasz prawicowiec ma to wszystko w głębokim poważaniu, widząc w tych obsesjach i ideologiach tylko, używając scholastycznej terminologii, akcydensy. No i, choć bywają sytuacje, kiedy różnice w tych świrach/ideologiach mają znaczenie - albo w czysto intelektualnych analizach, albo nawet czasem w świecie faktów - to jednak na codzień, praktycznie, wrzucanie całej lewizny do jednego wora z napisem "LEWIZNA" jest rozwiązaniem jak najbardziej sensownym.

No i dobra, teraz podchwytliwe pytanie... Dlaczego w takim razie nasz dzielny prawicowiec (pospolita odmiana ogrodowa, bez urazy!) czyni akrobacyjne wprost rozróżnienia między tymi wszystkimi przez nas tu wyliczonymi rodzajami lewizny, plus masą innych, a LIBERALIZMEM?

Fakt, komunista nienawidzi własności prywatnej, a liberał ją uwielbia, jednak obaj, jak i cała lewizna, dążą przecież do rozmontowania wszystkich (dotychczasowych, niech będzie) więzi społecznych, a od jakiegoś czasu co najmniej i samej ludziej jaźni i natury (pewnie głównie dlatego, że bez tego nie daje się jednak tych więzi, z jaźnią o dziwo wychodzi to łatwiej)...

No i jeden używa do tego propagandy przeciw własności, drugi zaś przy pomocy rozpasania egoizmu związanego z własnością (b. w praktyce jednak dziś już wątpliwą, jeśli się odwołamy do fundamentalnych definicji tego pojęcia!) używa do rozwalenia NAJPIERW społecznych więzi i przerobienia ludzkiej natury na bardziej pasującą do mrowiskowego ideału, który obaj, razem ze swymi lewackimi koleżkami z innych sekt, wyznają. Zaplanowany skutek jest dokładnie ten sam: LUDZKIE MROWISKO NA GLOBALNĄ SKALĘ - WSZYSTKICH INNYCH "EWOLUCJA" SKAZUJE NA BEZPOTOMNY ZGON. (I tu mamy zresztą niemal całą tajemnicę tzw. KONWERGENCJI.)

Gdzie tutaj ta, ogromna rzekomo, różnica? Poza tym, co komuniści tak zgrabnie nazwali "mądrością etapu", znaczy? Chyba tylko w tym, że w tej chwili na tzw. Zachodzie liberałowie mają totalną praktycznie władzę, a co za tym idzie także sądy, propagandę, "edukację" i co tam jeszcze. Innych istotnych, STRATEGICZNYCH, w odróżnieniu od zaledwie TAKTYCZNYCH, różnic nie dostrzegam.

Tak że, jeśli ktoś chce zwalczać lewiznę, a lubi się akurat określać mianem "antykomunisty", w czym nie widzę nic niewłaściwego, no to sorry, ale wtedy wszystkie te odmiany lewizny należy, na roboczo, nazwać "komunizmem" - wszystkie, łącznie z tym naszym, nowoodkrytym, a raczej po prostu dopiero teraz sensownie nazwanym, KOMUNIZMEM WOLNORYNKOWYM. Zgoda?

Tylko że fakt - w swych analizach... (Prawicowy leming i analiza, paranoja!) W tych, mówię, analizach trzeba się posunąć tak głęboko, żeby dostrzec istotę sprawy, a nie tylko źlizganie się po powierzchni z podkładem muzycznym w postaci błyskotliwych elukubracji mniejszych i większych Ziemkiewiczów z telewizorka czy innego YouTube'a!

To by było na tyle tej mojej myśli, ale odwiedziłem ci ja właśnie ostatnio parę blogów, których długo nie odwiedzałem - m.in. blog Tomasza Gabisia, którego cenię nie od dziś. Tam zaś znalazłem tekst o Sorosu (Sorosie?), tym co go tak kochamy, z którego zakończenię pozwolę sobie (mam nadzieję nikogo ani niczego nie gwałcąc) tutaj wam ludzie wkleić. Jest akurat na nasz dzisiejszy temat.
Człowiekiem, który tyle ciepłych słów miał dla („udanego”!) komunistycznego eksperymentu, był nie kto inny jak bankier i multimiliarder David Rockefeller (zm. 2017) . Być może więc ma rację niemiecki publicysta Oliver Janich, autor książki Kapitalistyczny spisek, nazywający kastę, do której należą m.in. Rockefeller, Soros, Lagarde, „komunistyczną elitą pieniądza”.
Ta „komunistyczna elita pieniądza” ma wiele wspólnego z postmarksistami skupiającymi się na permanentnej zmianie w sferze kulturalno-obyczajowej – ta elita reprezentująca globalistyczny neokapitalizm („finansizm”, „kolpitalizm”) również dąży do wykorzenieniu reakcyjnych przesądów i związanych z nimi socjokulturalnych struktur i zlikwidowania narodowych, rodzinnych, klasowych, religijnych tożsamości i lojalności. Rewolucyjną siłą nie jest już światowy proletariat, ale światowy (spekulacyjny) kapitał reprezentowany np. przez Sorosa. Współczesny postmarksista i (neo)kapitalista typu Sorosa to bliźniacza para, obaj akceptują te fragmenty Manifestu Komunistycznego Marksa, które zawierają apologię kapitalizmu jako siły modernizującej, postępowej, rewolucjonizującej stosunki społeczne, sprawiającej, że „wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu, wszystko, co święte, ulega sprofanowaniu”. W Kapitale Marks pisał, że dzięki industrialnemu kapitalizmowi „obalone zostały wszelkie szranki ustalone przez przyrodę i obyczaj, wiek i płeć, dzień i noc”. „Obalenie wszelkich szranków” brzmi jak słodka muzyka w uszach zarówno postmarksistów, jak i sorosowskich globalistycznych (neo)kapitalistów („komunistycznej elity pieniądza”).

(Facet tak ładnie wam nie formatuje, jak wasz oddany, ale poza tym ciekawy tekst,. Oto bezpośredni linek: http://www.tomaszgabis.pl/2018/07/18/o-georgeu-sorosu/ Żeby nikt mi nie zarzucał, że coś kradnę.

* * *

Odwiedziłem ci ja także, po dość, przyznaję, długiej przerwie, blog Jaszczura. Naprawdę b. ciekawe analizy, wszystko totalnie różne od tych tu naszych rozwichrzonych figlasów, ale b. mi się to tam podoba, a dodatkowa radość z tego, że Jaszczur tutaj bywa, wypowiada się, i więcej. Szczerze polecam!

triarius

56 komentarzy:

  1. Nie wiem o jakim liberalizmie piszesz. O tym naszym tu krajowym koncesjonowanym i po znajomości? Dla mnie to słaby liberalizm. Coś się jednak zmienia ku lepszemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jakim? "Zasada przyjemności", chop = baba. "wolny rynek", "prawa człowieka", Postęp Ludzkości... Popłuczyny po Oświeceniu, krótko mówiąc.

      A co?

      Pzdrwm

      Usuń
    2. Ja tu widzę same plusy. Wolę przyjemnie niż nieprzyjemnie. Kobiety i mężczyźni mają wolność wyboru. Mężczyznom chyba mniej wolno. Kobietom mniej wypada. Ale w czymś się przecież musimy różnić poza oczywistą bio i psyche. A na wolnym rynku zawsze było wiadomo, że chłop + baba = dobra zabawa. Prawa człowieka... nie wiem co konkretnie, ale niewolnictwo i feudalizm byłyby dla mnie nie do zniesienia. Jak klatka dla tygrysa. A postęp jak to postęp... coś robić trzeba, nowe wymyślać, latać na inne planety.
      W czym problem?

      Usuń
    3. Powiedz Środzie, że mniej wypada! ;-)

      Cóż, z mało kim tak się mało zgadzam poglądy i chyba tęperamętem - a patrz jak sobie słodko i przyjaźnie rozmawiamy! Tygrysizm zbliża ludzi i łagodzi obyczaje!

      Pzdrwm czule

      Usuń
    4. Nawet mi przez myśl nie przeszła ta biedna pani Środa. Ale jak sięgam pamięcią to faktycznie miałem trochę takich pań profesorek z zapędami. Z perspektywy czasu szkoda mi czasu i nerwów. To przecież nie mój problem tylko ich mężów. Energię wolę poświęcać na aktywne słuchanie np. Battisty Aquavivy. Znasz?
      Od razu człowiek wie co jest w życiu ważne i na czym skupić swe myśli. Oczywiście w tym wypadku chodzi o piękno.

      Usuń
  2. No cóż, gdy radosny rousseau'jański powrót do stanu bez prywatnej własności skończył się klapą (najdalej chyba zaszedł w budowaniu krainy szczęśliwości arkadyjskich pasterzy tow. Pol-Pot) to towarzysz Szmaciak już dawno słusznie zauważył iż:

    "A tak, to aż się chamy trzęsą,
    lecz nie ze strachu, a z wściekłości —
    więc albo dajta im to mięso,
    albo też im połamta kości!
    Trzeba się na coś zdecydować.
    Bo tak, to tylko można wściec się!
    Proszę, ja mogę być leberał,
    tylko wy o tym mnie powiedzcie!"

    No więc mamy ten leberalizm i nareszcie wielkimi krokami "Nadchodzą znów czasy gdy przetrwa tylko to co potrafi pełzać"(NGD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież ja nie zwalczam własności prywatnej. Ten akurat kawałek był czystą prowokacją, co widać zresztą i po formie, wkrótce potem wyjaśniłem o co chodzi. Że przypomnę:

      1. Własność to nie żadna substancja (Magiany!) zawarta, czy to w posiadaczu, czy to w posiadanym złotym sedesie.

      2. Własność to ZAWSZE po prostu jeden z aspektów SIŁY. (Siła może brać się z różnych przyczyn, w tym np. społecznego układu, żeby nie powiedzieć "umowy").

      3. WŁASNOŚĆ PRYWATNA TO PO PROSTY TYLE PRAWA DO DYSPONOWANIA DANĄ RZECZĄ, ILE DANE KONKRETNE SPOŁECZEŃSTWO GOŚCIOWI PRZYZNAJE! Przyznaje bo musi, przyznaje bo chce... Ale tak czy tak to kwestia konkretnego społeczeństwa.

      I co tera?

      Pzdrwm

      Usuń
    2. Pewnie, że komunizm leberalny sadzi pierdoły nt własności; tow.Koba formalnie nie miał nic a dysponował wszystkimi klamotami od Rostoku po Władywostok z życiem niebożątek, które się na tym terenie zabłąkały, włącznie. (I nie pytał specjalnie się o zdanie tow.Społeczeństwa)

      Gdy zaś lipą się okazały pierdolety brodacza z Trewiru o bazie i nadbudowie ("a fakty wciąż teorii przeczą , co jest wręcz karygodną rzeczą") to komuchy wróciły do starej bazy a zajęli się przebudową nadbudowy (Gramsci) i teraz dopiero interes im hula aż miło!
      Nic z resztą dziwnego bo to wszak "Lewica jest najzdolniejszym menadżerem kloaki".

      Usuń
    3. Żywią nas hipostazami, bo to tak blisko do stworzenia ich własnej religii, jak potrafią. Wprawdzie Świecka Obrzędowość kwitnie i jest radośnie przez Proli chłeptana - te wszystkie Olimpiady dla garbatych i prostych, a szczególnie ich Otwarcia; Festiwale na Pieśń (także Powstańczą, why not?)... Ale poza Starczym Zawodzeniem Religia jakoś nie chce, choć wizja Philipa Dicka zjednoczenia Kościoła Katolicko-Muzułmańskiego z Partią Komunistyczną niemal już na ukończeniu...

      Kurwa - tak mi się nie chce pisać, a tak cholernie bym z kimś na poważne temata pogadał... Ludzie - ĘTERAKTYWNOŚCI!

      Pzdrwm

      Usuń
    4. Dożyliśmy czasów bracie, że człowiek zaczyna tęsknić do trzeciej światowej.
      Niech to się wreszcie rozpierdoli!

      Usuń
    5. Może zdechnie z przegrzania, a my tylko na koniec... W każdym razie po tym, co lewizna wyprawia, moralnych skrupułów ja przynajmniej mieć nie będę, tępiąc to bydło (z przeproszeniem czworonogów).

      Pzdrwm

      Usuń
    6. "Żywią nas hipostazami, bo to tak blisko do stworzenia ich własnej religii, jak potrafią."
      Można się zastanowić, czym jest współczesny satanizm? Ostateczną samowiedzą cywilizacji było nie było faustowskiej, a więc wybierającej dobrowolnie Diabła zamiast Boga, choć niekoniecznie się z tym wyborem afiszującą? Przedśmiertnymi drgawkami faustynizmu? Produktem jego pośmiertnego gnicia i rozszarpywania trupa przez niedobitki innych K/C, okaleczone i pseudomorfozowane przez Faustynów?

      "Wprawdzie Świecka Obrzędowość kwitnie i jest radośnie przez Proli chłeptana - te wszystkie Olimpiady dla garbatych i prostych, a szczególnie ich Otwarcia; Festiwale na Pieśń (także Powstańczą, why not?)..."
      Oczywiście, że polskie Powstania nieźle tu pasują. W końcu walczono ze Starym Porządkiem i z reakcyjnym papiestwem, a potem z Nazistami z Nazistonii, bo przecież nie z Niemcami. A ileż to akademii urządzono ku czci jedynego, antyrosyjskiego powstania Polaków zakończonego sukcesem - Rewolucji Październikowej?

      "Ale poza Starczym Zawodzeniem Religia jakoś nie chce, choć wizja Philipa Dicka zjednoczenia Kościoła Katolicko-Muzułmańskiego z Partią Komunistyczną niemal już na ukończeniu..."
      KS okazała się zbrodnią i błędem, a komunia dla heretyków i rozwodników OK więc czego chcieć więcej? Zostały już tylko śluby jednopłciowe, papieże-kobiety i aborcja jako sakrament.

      Usuń
    7. "Może zdechnie z przegrzania, a my tylko na koniec... W każdym razie po tym, co lewizna wyprawia, moralnych skrupułów ja przynajmniej mieć nie będę, tępiąc to bydło (z przeproszeniem czworonogów)"
      Zrobisz z nimi to co Morel z SSmanami?

      Usuń
    8. Task się składa, że nie jestem z Nalewek. Poza tym nie chodzi tu o żadne idiotyczne się odgrażanie, tylko o moje ew. etyczne opory. Lewizna od samego początku żadnych oporów nie ma, traktując wszystkich, którzy nie zgadzają się z jej genialnymi odkryciami jako robactwo, ja aż tak daleko się nie posuwam, ale to nie są ci ludzie, których losem bym się w jakikolwiek sposób przejmował. (O ile oczywiście nie wiedzie się im za dobrze, jak to mamy w tej chwili.)

      Coś jeszcze wyjaśnić?

      Usuń
    9. Jeszcze do tego Morela...

      Ja się nad nikim osobiście znęcać nie zamierzam i b. bym się starał, żebym nie musiał. Nawet duszne rozterki młodego i ideowego Kostka B. b. dobrze rozumiem.

      Jednak na poziomie Meta uważam, że lewackie hunwejbiny i inni uszczęśliwiacze ludzkości zasłużą zasadniczo na wszystko, co ich, da Bóg, kiedyś spotka. Niestety większość obecnych zdąży jeszcze zdechnąć na raka w szpitalnym łóżku, ale żadne tam martyrologie komunistów mnie nie ruszają, choć serduszko mam mięciutkie jak mało kto.

      Pzdrwm

      Usuń
  3. Ta Twoja SIŁA to niby co? Mięśnie? Mózg? Charakter? Od Boga? Geny? Ewolucja? Wypracowana?
    Znalazłem ciekawy tekst Twojego ulubionego blogera
    https://coryllus.pl/wladza-czyli-komunikacja/
    Wydaje mi się bardzo intetesujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałeś o urodzie, sex-appealu, talencie do ikebany... Siła to po prostu coś, co daje możliwości realizowania własnych zamiarów. W tym konkretnym przypadku utrzymania do własnej dyspozycji tej własności (ew. cudzysłów), o której sobie mówimy.

      Jeśli dane społeczeństwo, Twoje np., pozwala Ci do woli dysponować jakąś rzeczą (co zresztą w praktyce zdarza się b. rzadko, żeby naprawdę do woli), to też jest to Twoja siła - jako członka czy ew. pupila danego społeczeństwa. Tak to widzę.

      Mięśnie oczywiście potrafią coś tu zrobić - taki Mike Tyson zarabiał miliony w minutę - ale nie masz mnie chyba za jakiegoś opętanego mordobiciem świra? (Choć oczywiście zdolność obicia mordy doceniam i cieszyłbym się, gdyby więcej ludzi "na prawicy" ją doceniło.)

      Jedyna rzecz, co do której się zgadzamy, to Monteverdi, tak? Czy mi się pomyliłeś z kimś innym? Ale słodko sobie rozmawiamy i tak, nie? ;-)
      Pzdrwm

      Usuń
    2. Z tym "ulubionym" to gruba przesada. Pisze dużo, zrozumiale, więc traktuję go jak tygrys krowę, ale nie aż tyle ponad to. Misie mnie praktycznie zachwyciły, ale większość innych jego tworów już o wiele mniej, a idei "prawicowych komiksów" nigdy z pewnością nie pojmę, bo dla mnie to paranoja.

      Naprawdę nie uważam, żeby gość często miał w ważnych sprawach rację... Gdyby nie Miś i i Miś 2, plus mooże parę innych Misiów, miałbym tego pana raczej za fascynującą ciekawostkę, niż choćby partnera do dyskusji. Moje pisanie, samo podejście do niego, oczywiście nie daje się w ogóle z jego działalnością porównać, ale i tak uważam, że wszystkie te Brauny, Coryllusy i Ziemkiewicze buty by mi mogły w otwartej dyskusji pyskiem czyścić. Takie mam, widzisz, mentalne zboczenia.

      Oni tego oczywiście nigdy nie zrobią, bo to by im odebrało chleb i poczucie własnej ważności, ale tak to widzę. A tekst, który mi poleciłeś, to jakieś brednie o "wolnym rynku", i w dodatku, jak zwykle, nie ma żadnego śladu jakiegoś dowodu, powodu czy wywodu, który by pokazał, jak on do tego doszedł i dlaczego mamy w to wierzyć. Cóż, moja miłość do Coryllusa to raczej świadectwo nędzy naszej współczesnej "intelektualnej debaty", ale na scribd.com są jednak o wiele ciekawsze rzeczy do czytania. (Poza Misiami, które były super, jako eseje, no tytuł "Tani jak bard" też mu się udał).

      Pzdrwm

      Usuń
    3. Wyjaśnienie...

      "DYSKUSJI PYSKIEM" - NIE "PYSKIEM CZYŚCIĆ"! ;-)

      Pzdrwm

      Usuń
    4. Jeśli siła to jest to "coś", to prawie jakbyś o kobitach gadał. Ona ma to coś że... no wiesz... Nie ważne. Ale to co Coryllus napisał, że ta władza to wprost z informacji. No przecież to takie proste i oczywiste a tak mało się o tym rozmawia, a jeżeli już to sprowadzając temat do sekretnych info i różnych tam prawdziwych i nieprawdziwych spisków. A przecież temat dużo szerszy i głębszy i sam zauważyłem jak u mnie w robocie kształtuje się rynek wewnętrzny w oparciu o informację. Naprawdę dobre!

      Usuń
    5. Tak oczywiste, że aż kłamstwo. Ale nie w przypadku C. - jego po prostu uświadamia Duch Św. w postaci białej gołebicy, więc ani nie rozumuje, ani nie kłamie, on po prostu Prorokuje. (Choć to, w perwersyjny sposób, interesujący pisarz. Przynajmniej dla ętelektu mojej, skromnie powiem, klasy.)

      Pzdrwm

      Usuń
  4. Chyba za dużo byś sobie życzył. Dowody? Na szemrane akcje szemranych postaci... Coryllus ma uważam bardzo fajną metodę. Buduje hipotezę, mocną roboczą hipotezę i patrzy jak to działa. Dobra inżynierska robota. Nie nurza się w teoriach i nie koncentruje na bieżączkach. Jest pod tym względem bardzo oryginalny i wnosi duże ożywienie. Zgadzać się nie musimy ale wspólnie podyskutować owszem choć jeśli o dyskusję chodzi to straszny z niego gbur.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabawne rzeczy mówisz, jeśli uwzględnić, że ja byłem inż. konstruktorem w telekomunikacji (nie kochałem tego, ale byłem) i programistą, a Coryllus studiował Historię Sztuki. Nie wiem, ja tam jego metody nie doceniam, a raczej po prostu żadnej nie dostrzegam. Ma parę innych zalet, ale na pewno ani filozofia, ani języki, ani inżynieria. Dla mnie to literat, interesujący, ale to z dość... Nieciekawym, że tak to określę... "Uniwersytetem" w postaci babskiej prasy... No i ma sekciarskie zapędy, coś jak Savonarola. Ale mędrzec jednak nie.

      No ale co ja tam mogę wiedzieć.

      Pzdrwm

      Usuń
    2. Oczywiście że coś możesz wiedzieć. Sam wiesz że Ardrey był scenarzystą, da Vinci malarzem itp. Twoje cv jakoś mnie nie przekonuje.

      Usuń
    3. CV nie przekonuje? Zabawny jesteś. Wątpię, byś je znał, to raz. No a czyje przekonuje, jeśli mogę? I skąd przekonanie, że mnie przekonuje Twoje?

      Pzdrwm

      Usuń
    4. O czym my w ogóle rozmawiamy? Naprawdę doceniam, że chcesz ze mną rozmawiać - na tym m.in. polega prowadzenie bloga, a ja wciąż jeszcze... Ale nie rozumiem - jesteś liberałem i nie zgadzamy się po prostu w niczym (co z tym Monteverdem w końcu?), wolisz intelektualny dorobek Coryllusa (co mogę zrozumieć, choć dla mnie to sensacyjny literat z masą bezsensownie wykorzystywanej energii), mnie na pewno nie nawrócisz...

      Więc o co tu właściwie chodzi? Piszę same pierdoły? Nie Ty jeden tak sądzisz, ale co z tego wynika, no i po co się tak dręczysz?

      Pzdrwm

      Usuń
    5. "Ma parę innych zalet, ale na pewno ani filozofia, ani języki, ani inżynieria. Dla mnie to literat, interesujący, ale to z dość... Nieciekawym, że tak to określę... "Uniwersytetem" w postaci babskiej prasy... No i ma sekciarskie zapędy, coś jak Savonarola. Ale mędrzec jednak nie."
      czyżbyśmy mieli kolejny objaw więdnięcia faustynizmu? Dzisiejszy inżynier rozumuje jak dziennikarz babskiej prasy z pokolenia jego ojców? Inna sprawa, że Koryła ma za sobą także technikum lesnicze stad coś tam słyszał o walce na kły i pazury...
      Koryła jest na pewno świetny jako guru sekty. Zgromadził wianuszek wiernych wyznawców. Jego wydawnictwo funkcjonuje co raz lepiej.

      Usuń
    6. To ja więdnę?! Miałem inżynierski talent, ale taki ze mnie inżynier, jak z innego elektronika, św.p. Jana Kaczmarka, tylko do żadnego dobrego kabaretu nie udało mi się trafić. Fakt że byłem dzikim odludkiem, tylko baby mnie stadnie napadały i chwała im za to.

      Pzdrwm

      Usuń
  5. Z tego co pamiętam to nawiązujemy do tej Twojej siły. Czemu ona ma służyć, jakim celom, jakim zamiarom... Tego się próbuję od Ciebie dowiedzieć. Bo wiesz, jeżelu nie znasz celu, nie sprecyzowałeś go, to czemu ma służyć to całe mądre pisanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to już mnie całkiem zgubiłeś. Mówimy o MOJEJ sile, czy o sile jako takiej? No i w czym właściwie problem? Jakim celom MA SŁUŻYĆ? A czy ja słowo powiedziałem o jakichś "celach"? Powiedziałem, z tego co pamiętam, że własność to tylko jeden z aspektów siły i z siły wynika.

      Na pytanie zaś czy "siła to geny i mięśnie", odparłem, że wszystko, co pomaga realizować czyjąś wolę. W czym problem? Nie zgadzasz się i chcesz to przedyskutować, czy coś innego Cię dręczy i mógłbym Ci ew. jakoś pomóc?

      Że Ci się Coryllus o wiele bardziej podoba, to już przyjąłem do wiadomości na razie snu mi to specjalnie nie zakłóca. Więc coś jeszcze mamy do omówienia?

      Pzdrwm

      Usuń
    2. Czemu służy? A czemu służy wiersz o wiośnie? Coryllus oczywiście powie, że zarabianiu forsy, ale ja nie liberał, z Nalewek ani innych czworaków nie pochodzę, nie mam ekonomicznych obsesji... Czysta ekspresja. A czemu ptaki śpiewają? (Bo rozpiera je radość życia - ot co!)

      Pzdrwm

      Usuń
    3. A moim zdaniem siła to martwa natura. Największe znaczenie to ona miała gdzieś chyba w trzeciorzędzie. Dziś, w dobie rewolucji informatycznej, można nawet wykorzystać cudzą siłę przeciwko osobom ją posiadającym. Tak jak w niektórych systemach walki wręcz. A świadomość celu to już podstawa.

      Mój zarzut do Ciebie jest taki, że Ty promujesz hierarchię, gdzie siła stoi wyżej niż wolny rynek. A wg mnie tych pojęć i tego co one reprezentują nie można ot tak wstawić do wspólnego obrazka. Własność prywatna i własność wspólna po prostu muszą harmonizować, zgoda, z umową, ale w odniesieniu do celów danej wspólnoty i celów indywidualnych. Myślę, że się zgodzisz. Ale Ty pewnie dopowiesz, że ta harmonia lub jej brak zależy od siły. I tu się nie zgadzam bo ta siła, jak pisałem, to martwa natura.

      Usuń
    4. "Czemu służy? A czemu służy wiersz o wiośnie? Coryllus oczywiście powie, że zarabianiu forsy, ale ja nie liberał, z Nalewek ani innych czworaków nie pochodzę, nie mam ekonomicznych obsesji... Czysta ekspresja."
      Ernest Kluge powiedziałby, że wiersz o wiośnie służy przepalaniu nadmiaru mocy obliczeniowej mózgu. A przy okazji podrywaniu pięknych pań albo promowaniu komunizmu, bo czemu ma być tylko przyjemnie? skoro może być i przyjemnie, i pożytecznie?

      "A czemu ptaki śpiewają? (Bo rozpiera je radość życia - ot co!)"
      Tak podrywają matki swoich dzieci i odstraszają rywali. A że mają przy tym kupę radochy, no mają! Chłop też ma kupę fanu z podrywu i z terroryzowania słabszych chłopów.

      Usuń
    5. Ale przyznasz że wróbelki choć wątłych sił, z paniami całkiem nieźle sobie radzą i większości raczej udaje się zakosztować radości na tym dość mało regulowanym wiosennym ryneczku.

      Usuń
    6. Wróbelki moim zdaniem mają teraz marne życie, bo nie ma koni. A dlaczego ich nie ma? Bo wróbelki NIE MAJĄ DOŚĆ SIŁY!

      (2k lat temu pisali na ich temat liryczne wiersze, a teraz co? Nawet "Wróbelek ptaszyna niewielka" to był wiek XX. BRAK SIŁY powiadam!)

      Pzdrwm

      Usuń
    7. Siła zawsze wygrywa. Czytałeś Szpęglera? Te historie o wiedzy jako sile i cnocie, to typowe dla początkowej fazy ostrego schyłku każdej K/C. Sokrates i te rzeczy.

      A co do "wolnego rynku"... Mógłbyś się tak ordynarnie nie wyrażać? ;-)

      Pzdrwm

      Usuń
    8. @ Anonimowy

      Naprawdę myślisz, że ja tak lekceważę Ardreya, któregom sam tłumaczył, że z tym rozpieraniem to było na poważnie? Geothe tak zdaje się uważał, ale ja źwierzę terytorialne i trochę jednak kojarzę. Ale radości w tym faktycznie co niemiara, czego żadne Dawkinsy nigdy nie pojmą, walcząc z własnymi genami.

      Pzdrwm

      Usuń
    9. @ chummyelec

      A co było nie tak z trzeciorzędem? ;-)

      Nie, mówiąc poważnie, to zapłodniłeś mnie, choć wciąż się z Tobą nie zgadzam i raczej nie obiecuj sobie, że to się może zmienić. Moja definicja siły była super, ale tutaj to jest zbyt ogólne, skoro i ikebana i INFORMACJA Coryllusa w tym się mieści. To co ja mówię i z czym się z Koryłą nie zgadzam, to że: Zdolność użycia przemocy zawsze zwycięża.

      Zawsze jak zawsze, to nie jest wiedza ścisła i będą wyjątki, choć będą też potwierdzać regułę, jak to one... Ale wszystkie te gadki-szmatki, jak to forsa rządzi światem, albo informacja, albo że giełdy będą teraz rosły w nieskończoność bez krachów o 30 procent... To smętne leberalne kłamstwa, a kto to łyka, ten już niemal gotowy kandydat na niewolnika. Kto zaś to ludziom stręczy... To brzydal.

      Ja nie mówię, że przemoc jest cacy! Ja mówię, że niemal zawsze zwycieży, albo nawet nie musi się materializować, bo zwycięża sama grożba. (Nazwij tę groźbę "informacją" i możesz odtańczyć radosną czaczę, jeśli Ci na tym zależy.)

      Pzdrwm

      Usuń
    10. @ chummyelec

      Że uzupełnię... I tutaj masz tę technikę jakiegoś BJJ, czyli w pewnym sensie "informację", jako część tej "zdolności stosowania przemocy".

      Zagrożenie dla życia czy groźba rozwalenia całego naszego świata, jaki znamy i kochamy, zawsze zadziała silniej, niż nawet pożądanie kolejnej różowej golarki do sfer intymnych.

      Pzdrwm

      Usuń
    11. chummyelec jest nieco niedouczony, jak na ofiarę reform edukacji i posoborowia przystało. Myślał o tępej, zwierzęcej sile w sensie o sile pozbawionej wsparcia myślenia konkretnego, że o abstrakcyjnym zmilczę, a napisał "martwa natura". Zapomniał, że termin "martwa natura" ma już swoje, ustalone znaczenie z zakresu historii sztuki.

      Usuń
    12. Nie poznaję Was mości Tygrysie Krwiożerczy!
      Napisaliście "Zagrożenie dla życia czy groźba rozwalenia całego naszego świata, jaki znamy i kochamy, zawsze zadziała silniej, niż nawet pożądanie kolejnej różowej golarki do sfer intymnych".
      A jak byliście młodsi, to sami twierdziliście, że w schyłkowych, cywilizacyjnych fazach danej K/C lemingom oraz elitom wyłącza się zdrowy instynkt samozachowawczy. W tym senilnym, przedśmiertnym okresie owe przysłowiowe "różowe golarki do pizdy" są ważniejsze od walki i/lub ucieczki przed faktycznym zagrożeniem.

      Usuń
    13. "Ale radości w tym faktycznie co niemiara, czego żadne Dawkinsy nigdy nie pojmą, walcząc z własnymi genami."
      Lepiej nie wnikać, jak członkowie brytysjkich elit, zwłaszcza przyrodnicy, rozładowują nadmiar swego libido. Przykład Jimmyego Saville'a i Antonyego Blunta jest pouczający: http://aangirfan.blogspot.com/2012/10/jimmy-savile-rothschild-anthony-blunt.html

      Usuń
    14. Przesadzasz Anonimie! To, że Leming na codzień nie myśli w kategoriach przetrwania, ciesząc się lub martwiąc posiadaniem lub nie najnowszego modelu golarki, to nie znaczy, że jak mu założysz na chudą szyję pętlę, to on nie zareaguje. Przecież całe Prawo (przez dowolne P) opiera się właśnie na Przemocy,

      Pzdrwm

      Usuń
  6. Ok. Coś lepiej Cię rozumiem. Siła czyli coś więcej niż mięśnie. Ale skoro mówisz że groźba też wystarcza to tu otwierasz możliwości wszelkim spryciarzom posługującym się dobrym blefem, kolegom co mają kolegów, no a przede wszystkim osobnikom zdeterminowanym, którzy znają swój cel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście! Sam uważam, że w walce najważniejsza jest w sumie psychika, a więc informacja, jej organizacja, oprogramowanie naszego umysłu...

      Całkiem się z tym zgadzam, po prostu obawiam się, że ludzie cwanie/płochliwie uciekają od konstatacji, że OSTATECZNYM argumentem jest jednak przemoc, i serwują nam jakieś ekonomiczno-cybernetyczne religie, zamiast porządnej religii. Boję się tego widocznego na każdym kroku w dzisiejszej "debacie" - może właśnie skutkiem upadku prawdziwej wiary religijnej w intelektualistach - pędu do hipostazowania. Czyli tworzenia wyimaginowanych bytów z niczego, albo z jakichś bytów pochodnych czy abstrakcyjnych.

      I nikt nawet nie raczy nam powiedzieć, w jakim sensie "prawa człowieka" są "prawami, ani jak się OBIEKTYWNIE I PRECYZYJNIE odróżnia "wolny rynek" od całej reszty wszechświata. O to mi chodzi, nie o propagowanie walenia w mordę ZAMIAST potencjalnie lepszych rozwiązań. Jednak bywa tak, że to jest jedyne rozwiązanie, od której to myśli dzisiejsza "prawica" w panice ucieka.

      Pzdrwm

      Usuń
    2. US of A może być najbogatszym krajem na świecie i b. dobrze zorganizowanym, ale bez Marines i B52 ruscy dawno by ich załatwili kopniakami. Zgoda?

      Pzdrwm

      Usuń
  7. @Anonimowy
    "wsparcie myślenia konkretnego"
    Zdecyduj się. Albo siła albo myślenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się wetnę i szeptem zauważę, siła z gradientu potencjału wynika. Znaczy wróbelkom brak a golarkom przeciwnie, rzeczonego. A i P's (przez dowolne P) też stąd wynika. Znaczy ~ Myślenie or Siła but if then.

      Usuń
    2. To rezultat romansu ascezy i grzechu pierworodnego, czyż nie?

      Usuń
  8. Ha! Romansu owszem. I tu wystarczyłaby kropka. Ale tak też ładnie i dowcipnie. Podrążmy dalej to dowcipnie i odpowiedzmy sobie na pytanie skąd w takim razie wziął się ten grzech pierworodny. Co to w ogóle takiego? Mamy tu zresztą samych przedsoborowych absolwentów latających uniwersytetów 15 wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas Start: co sile do potencjału?

      Usuń
    2. Nie, wstępnie pozycję na rozkładzie Gaussa, jeno.

      Usuń
    3. I bardzo dobrze. Interesują nas przecież zachowania większości. Od reszty są poradnie specjalistyczne.

      Usuń
    4. Słabo zawoalowane przytyki do czyjejś starości kiedyś uchodziły za mało eleganckie. Nie że coś, ale może tej informacji akurat nie posiadłeś.

      Pzdrwm

      Usuń