poniedziałek, listopada 21, 2016

Deską go! Deską!

Female Bruisers by John Collet
Pewien Mędrzec zalecił był ostatnio bicie się na deski. Początkowo, przyznaję, miałem pewne wątpliwości. To znaczy - oczywiście wiem, że istnieją sytuacje, gdy deska stanowi idealne narzędzie do takich rzeczy. Pierwsza z brzegu, która mi do głowy przychodzi, to taka:

Właśnie owdowiały stolarz zaprasza do swego warsztatu wdowę z naprzeciwka, do której się zaleca. (Przed śmiercią małżonki też się, po prawdzie, zalecał, choć dyskretniej). Ona przychodzi, praca wre, a w kącie pojawia się tłusty szczur. Nie żeby to był jakiś ewenement - raczej to, że tylko jeden i dopiero po pięciu minutach (widać one też sprzyjają zakochanym), ale ukochana tego jeszcze nie wie, zaczyna wydawać z siebie przeraźliwe piski...

Nasz dzielny stolarz, żeby uratować sytuację, wrzeszczy na swych dwóch czeladników: "Deską go! Deską! Na co czekacie łamagi? Deską mu przywal idioto, mówię!" I to jest taka właśnie sytuacja, która mi natychmiast przyszła do głowy. Nie twierdzę, że nie dałoby się bez większego trudu znaleźć kilku innych, ale ogólnie to jednak wojna na deski to dość niszowa, by nie rzec elitarna, sprawa.

Tak myślałem, ale wczoraj znajoma podpuściła mnie do włączenia "naszej" rzekomo, odzyskanej i w ogóle telewizji. Włączyłem, mając, nie ukrywam, nadzieję, na komisję w sprawie Amber Gold, gdzie dzieją się ponoć przezabawne rzeczy. Prokuratorzy, którzy nas dotąd wsadzali, mają zacząć chodzić z adresem na szyi, żeby się nie zgubili. Na koszt podatnika, czyli nasz.

W dodatku, żeby nie było tak, jak w ślicznej powiastce "Awantura o Basię", trzeba im będzie opłacić także i bindowanie (śmieszne słowo, jak się mieszkało w Szwecji, swoją drogą), bo co będzie, jeśli, jak Basia, zaleją tę kartkę mlekiem? Dwóch przeuroczych aktorów może zabraknąć, bo na przykład będą na zlocie KODu... I co wtedy? Ogólnie, choć do prawa (bez sprawiedliwości) mam stosunek w najlepszym przypadku nijaki, to takie komisje wprost uwielbiam.

Pamiętam też radość jaką dały mi te tam karty do głosowania, co one były w ciąży. Bush vs. Gore znaczy. A także senackie awantury o rozporek Clintona i zastosowania kubańskich (no bo przecież chyba takim chamem by nie był, żeby nie kubańskim!) cygar z przemytu w celach towarzysko-rozrywkowych. (W każdym razie nie zagrażających zdrowiu.) Co się, to drugie znaczy, zakończyło Wojną Rozporkową przeciw Serbii, jak każdy z pewnością pamięta.

Komisji jednak nie było, byli natomiast "nasi" - dziennikarze i co pyskatsi w opinii naszego nieszczęsnego ludu politycy - i od razu pojąłem ideę, którą nam zasugerował Wielki Człowiek. Z ręką na sercu - od razu, po paru pierwszych słowach, zacząłem się rozglądać za deską, żeby przywalić. Przywalić, i to nie temu komuchowi z brodą, co to wygląda góra jak mużyk, a ludzie mu, i sobie, wmawiają, że jak wiking. I tej reszcie wrażego towarzystwa, tylko właśnie tym "naszym". Z konieczności zaś po prostu w telewizor, na odlew.

Mówię wam ludzie - tę bandę, co nas w mediach rzekomo reprezentuje, należy jak najszybciej rozpędzić w cholerę! Niech się wezmą do uczciwej roboty, a jeśli nie potrafią, jak i podejrzewam, to niech nie robią nic, damy im coś na przeżycie - carpaccio z ośmiorniczki, policzki z Kalisza (jest takie miasto)... Byle tylko nas przestali reprezentować, byle tylko przestali nas bronić, byle tylko przestali w naszym imieniu komunę i inne platformiane świństwo zwalczać.

Mówię absolutnie serio! Może jeszcze ten temat rozwinę, bo i byłoby warto, ale na razie wyrażę tu samą esencję tego, co mam do powiedzenia. W płaszczyźnie filozoficznej, historiozoficznej i takie tam, czyli wzniosłej i meta. Bo w konkretnej i przyziemnej kwestii to już wam powiedziałem: "Rozpędzić tę bandę idiotów, i to od razu! A jeśli sam się nie wyniesie, to go deską. Deską go, do cholery, deską, deską i jeszcze raz deską!"

NIE żeby się nauczył. Nie żeby odpokutował nawet. Przestańmy się wreszcie zabawiać w te idiotyzmy - wierszowane hasełka; cytaty z JP2 bez związku z czymkolwiek; odgrażanie się, że "zamiast liści", na co czekam od pół wieku i nic... Cała ta Agresja Społeczna w miejsce Agresji Aspołecznej, która jest tu potrzebna. O czym sobie już tu owocnie mówiliśmy, pamiętamy prawda?

Nie chodzi o uczenie, nie chodzi nawet o ukaranie - chodzi po prostu o to, żeby ich tam nie było! Żeby byli inni, bez porównania lepsi (o co nie może być trudno), ale jeśli nawet z jakichś powodów ci inni nie zechcą (podtrzymywać tej tradycji "polskiej prawicy", my foot!), to lepiej żeby nie było żadnych. Serio!

No więc jaka jest ta tajemnica ich sukcesu i naszej, nie tylko porażki, ale tego, że się kiszki skręcają, grając przy tym "Odę do radości", na samą myśl o "naszych", nas swoim durnym bełkotem reprezentujących. Tak mi przyszło do głowy, że podczas gdy lewizna patrzy celu, stosując się do zalecenia tego, fakt, nudziarza, Cycerona: "respice finem", to my się ciągle podniecamy jak głupki tym, że: "jak on mu cudnie przywalił!

Albo czytam tam Fejzbuku, gdzie sporadycznie bywam, że: "Taki to a taki, nasz oczywiście jak cholera, znokautował po prostu taką to a taką, ale nie naszą". Pełen nadziei biegnę, klikam znaczy na linek, i patrzę, że gość zabłysnął po prostu jakimś marnym dowcipem, a nikogo, z pewnością już zaś nie lewiznę, nie znokautował. Albo co drugie słowo w ten naszej (?) "prawicowej" debacie to "zmiażdżył". @#$#$%% mać - obudźcie się ludzie i przestańcie bredzić!

Nie tak wygląda nokautowanie, nie tak wygląda miażdżenie, nie tak wygląda skuteczne tępienie lewizny! I jak ci "nasi" mają się poprawić - zakładając oczywiście całkiem obłędnie, że by potrafili... Czy raczej jak mają ci ich nadzorcy wpaść na myśl, że to idioci i trza ich natychmiast zastąpić kimś sensowniejszym, a nawet w ostateczności duża dmuchana lala będzie mniej szkodziła - jeśli oni dostają brawa i wywołują orgazmy na słodko za każdym razem, kiedy coś głupawego wypyszczą?

Pomyślcie o tym, a jak ładnie poprosicie, to ja może tę kwestię rzucę jeszcze na szersze tło, podleję Spenglerem, którego kochamy (obok Ardreya i Pana T.) najbardziej... Ale nie będę już z tego robił felietonu w odcinkach - tutaj mamy swego rodzaju zamkniętą całość i jak coś więcej, to po prostu nowe kawałki. A na dziś, na teraz, i na zawsze - pamiętajcie do @!@#% nędzy: przestańcie tym durniom bić brawo za każdym razem, gdy coś napiszą, albo otworzą japę! Oni tego nawet nie robią za darmo, więc co to z ich strony za...

Nawet nie wiem co by to miało być. Bohaterstwo? Błyskotliwość? Poświęcenie dla Ojczyzny? Dobry smak? Mądrość? Sztuka pisania? Może piękna twarz, powabne kształty i umięśnione ciało zatem? No to duże niebieskie oczy może? Żarty! Tyle się da zrozumieć? No to właśnie!

triarius