sobota, sierpnia 21, 2010

Wredne totalitarne pyski i wysokie prawicowe standardy moralne

Najlepsza, a zarazem chyba najkrótsza, definicja prawicowości, jaką znam, brzmi tak: "Prawicowość to raczej dać w dupę, niż wziąć". Autorem jest mój dobry znajomy Triarius the Tiger, a ja mogę się pod tą definicją podpisać obiema rękoma - jeśli ktoś się z nią wprost nie zgadza, to jego "prawicowość" oznacza coś całkiem innego, niż moja, i w ogóle wszelka, którą ja jako taką rozumiem.

Nie jest jednak tak dobrze, by każdy tę definicję genialnego TtT akceptował. Część "prawicowców" ma własne genialne pomysły - często związane z ubóstwieniem "wolnego rynku"... Część razi lapidarność i, by tak to brutalnie określić, brutalność owej definicji, więc woleliby co najmniej tego głośno nie mówić, albo i skoncentrować się na jakichś pobocznych aspektach, przedstawiając je jako rzekomo najważniejsze.

Są też tacy, dla których właśnie ta definicja - a raczej zawarta w niej hierarchia wartości - jest kompletnie nie do przyjęcia i stanowi... Słuchajcie, słuchajcie! Stanowi zatem... czyste i absolutne zaprzeczenie prawicowości! Wielu z tych ludzi (choć wcale nie wszyscy), uważających się w dodatku z głębokim przekonaniem (co mnie wydaje się po prostu groteskowe!) za "prawicę", motywuje swój brak zgody i swój wstręt religijnie.

Konkretny przykład tego, o czym tu mówię, znajdujemy w ostatnim tekście Nicka pt. "Życie intymne muppetów"  i niektórych reakcjach na nie.

Nicka, nawiasem mówiąc, lubię czytać, bo gość, poza tym, że dobrze pisze, to jeszcze bryzga optymizmem, więc po przeczytaniu czegoś, co on napisał, człek, nieraz przez całe pięć sekund, widzi naszą beznadziejną przyszłość w nieco mniej gównianych barwach. W dodatku Nicek bardzo dojrzał skutkiem swoich ostatnich niemiłych przeżyć i wykazuje teraz naprawdę sympatyczne cechy charakteru.

W dodatku odkrył chyba ostatnio Evolę, skutkiem czego w końcu przeprosił się chyba ze Spenglerem. Nie to, że zna, ale przestał na oślep atakować. I fajnie, bo te napaści były nie całkiem na zwykłym, niezłym nickowym poziomie. W sumie nie musiałbym tutaj pisać całego tekstu, gdybym mógł po prostu skomentować u Nicka, ale nie mogę, a to z przezabawnego powodu, że zarówno Nicek, jak i ja uważamy, że Korwin i moja skromna (?) osoba to "nie ta sama liga".

Ta nasza zgoda w tej kwestii doprowadziła jakoś, paradoksalnie, do drobnego konfliktu, i ja obiecałem już u Nicka nie komentować. Co nie znaczy, że się jakoś trwale obraziłem - raczej sądzę, że z czasem Nicek zrozumie, iż także i tutaj to ja mam rację. (Choć przecież się całkowicie zgadzamy.)

No dobra - konkrety! A więc Nicek napisał w tym tekście coś w stylu: "Popatrzcie ludzie, jakie żałosne typki nami dzisiaj rządzą!" Z głębi autentycznej, niepozbawionej jak, nie-do-końca-od-Ziemi-Matki oderwanej jaźni to napisał... "Kulturą" znaczy, w sensie szpęglerystycznym, pojechał.

A zobaczcie, jakie na to reakcje! Szczególnie polecam gościa o ksywie "Tutejszy". Jeśli to nie jest późna "Cywilizacja"... Jeśli to nie jest chorobliwe hiper-korowe móżdżenie... Jeśli to nie jest szpęglerowska "druga religijność"... Jeśli to nie jest ęteligęckie rozszczepianie włosów na 17 równych części i "Socjalizm Etyczny", to ja już nie wiem! Nie mówiąc już o tym, że porównywanie Nicka za ten tekst do Palikota, to zarówno skrajny idiotyzm, jak i po prostu wyjątkowe wprost CHAMSTWO.

W każdym razie można by dojść do wniosku, że "prawicowość to najpierw sobie odstrzelić obie nogi, jaja i łeb, zanim się powie ostrzejsze słowo o swym śmiertelnym wrogu". Może tak i jest, w końcu nie jestem wyrocznią i każdy może sobie mieć własne zdanie (przynajmniej na razie). No ale w takim razie ja nie chcę mieć z taką "prawicowością" nic wspólnego, a wy ludkowie, którzy tak te sprawy widzicie, przestańcie się wreszcie brenzlować rojeniami o jakiejś "walce", o jakichś "widokach na zwycięstwo", o jakiejś PRZYSZŁOŚCI wreszcie...

Nie jesteście żadną, cholera, "prawicą" - jesteście zgrają (być może na razie częściowo jeszcze potencjalnych) NIEWOLNIKÓW i tyle! Jeśli dorabiacie sobie do tego religijne ideologie, no to to jest właśnie opisana przez Spenglera "druga religijność". Jeśli zaś nawet religii do tego nie potrzebujecie, to nawet słowo "leming" byłoby dla was nadmiernym komplementem. Jesteście materiałem na niewolników, ludkowie, i nie ma znaczenia, że wasze rzekome motywacje są takie - ach! - wzniosłe.

Jesteście jak gość, który ma odwagę terroryzować własną rodzinę - "w imię wysokich standardów" - a boicie się choćby głośniej pisnąć wrogowi - także "w imię wysokich standardów". Żałosne!

Powiedzcie wreszcie sobie i wszystkim wprost, że żadna walka was nie interesuje - interesuje was zachowanie waszych "wysokich standardów moralnych" ("bo to jest esencją prawicowości") i zachowując je, możecie sobie wesoło żyć nawet w postaci niewolników. Nieważne, że niewolników takich ludzi, jakich Nicek przedstawił w swoim tekście. Wam to nie robi różnicy. Sorry, ale mnie robi! To już, z Nickiem, dwóch.


triarius
---------------------------------------------------
Teraz, kiedy III RP gładko przeszła spod europejskiego wymienia pod sowiecką racicę - czy i Ty odstawiłeś leminga od piersi?

55 komentarzy:

  1. Jeśli to nie jest szpęglerowska "druga religijność"... Jeśli to nie jest ęteligęckie rozszczepianie włosów na 17 równych części i "Socjalizm Etyczny", to ja już nie wiem!

    Mentalne odpolitycznienie. Jak u Czechów, dobrze im gdy brzuch pełen, bez względu na to kto ich penetruje.

    W naszym wypadku brzuch należy zamienić na przekonanie o moralnej wyższości.

    Moim zdaniem lansuje się u nas taką mentalność świadomie. Służy temu również masochistyczna moda na upamiętnianie miejsc męczeństwa. Jeśli zamiast chwil triumfu polskiego oręża (i związanego z tym nieodłącznie upamiętniania poległych przy tej okazji towarzyszy broni, z którymi wypada poprzez wieki czuć mistyczną łączność) wspominamy 20 tyś. oficerów, którzy dali się Stalinowi wymordować jak barany, to jest to niewyobrażalnie niepedagogiczne.

    I to jeszcze bez żadnego interesu w postaci odszkodowań czy czegokolwiek, ot tak, dla samego wspominania.

    Charakterystyka Polaków Kurta Lücka była tak trafna, że aż musiałem napisać o tym notkę.

    Niedawno ks. Isakowicz-Zaleski na swoim blogu chwalił księży uczestniczących w Powstaniu Warszawskim za to, że "uczyli walczyć bez nienawiści", i że dzięki nim "nie dochodziło do samosądów" (Niemcy samosądy dokonywane na Polakach bez żenady umieszczali w kronikach filmowych i puszczali w świat, jako sprawiedliwość - na youtube można popatrzeć, gdyby ktoś nie wierzył), oraz że "w szpitalach polowych ranni okupanci byli traktowani tak samo jak Polacy - operacje i zabiegi były wykonywane w zależności od stanu pacjenta, wszyscy zaś otrzymywali te same racje żywnościowe".

    To ostatnie, jeśli jest prawdą, to gorzej niż głupota, to zbrodnia.

    (Tylko nie mówcie, że to wina chrześcijaństwa, bo w teologii moralnej obowiązuje coś, co w świętotomaszowej terminologii nazywa się "ordo caritatis" - nie każdemu należy się równe traktowanie, pierwszeństwo zawsze mają swoi. Inkryminowani medycy postąpili przeciwko chrześcijańskiej moralności. Kto odważny publicznie nazwie to grzechem?)

    OdpowiedzUsuń
  2. @ tj

    Znakomicie to wyraziłeś. (I, w odróżnieniu ode mnie, bez wulgaryzmów i nienawiści!)

    Ja w każdym razie potrafię czasem sprowokować, dobre i to!

    Zachęciłem właśnie bractwo z niepopków i bmpl24 do przeczytania Twojego komęta. Tam, jak na razie totalne niezrozumienie.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak już chcesz sie czymś nadymać Tygrysie -to nie samouwielbieniem w pierwszych akapitach, lecz bezlitosną i jakże prawdziwą konstatacją w ostatnim.

    OdpowiedzUsuń
  4. @ tj.

    Jest, niestety, dokładnie jak piszesz w komencie. A jeżeli cała praktycznie polska prawica od kołyski była karmiona Mickiewiczem, JP2 i bajeczkami o ułanach, Kasztankach i szabelkach, to jest tak, jak pisze Tygrys. Nie obrażając oczywiście ani JP2, ani ułanów, ani Kasztanki, ani broni białej.

    Co do tekstu o Niemczech - bardzo dobry, skomentowałem. Dodam jeszcze, że jeżeli odrodzi się IV Rzesza, to będzie ona jedynie zarządcą Europy z ramienia Rosji Sowieckiej, w myśl długofalowej strategii opisanej przez Golicyna.

    OdpowiedzUsuń
  5. W takim ujęciu najwybitniejszymi prawicowcami byli Lenin, Stalin, Mao, Pol Pot i paru innych, zwykle uważanych za komunistów.
    Ci to dopiero nie dawali innym się dymać!

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy mi sie zdaje czy tez znalazlem polska i pelna wersje "Zmierzchu Zachodu"?
    http://tiny.pl/h78w3

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Struś Pędziwiatr

    A co jest nie tak z moim samouwielbieniem? ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Anonimowy

    Hłe, hłe - wiedziałem, że mnie to spotka! ;-)

    Krótko, bo to jest temat na poważną rozprawę:

    1. nie mówimy o Azji i totalnej barbarii, jaką jest Rosja, ani o żydowskich ideach, jaką jest komunizm... (nie mówimy też o czasach przed Wielką Rewolucją);

    2. jeśli już mielbyśmy, to z całą pewnością Stalin z Leninem byli bez porównania bardziej "prawicowi" (mniej lewaccy w każdym razie) od Trockiego i jego kumpli - trzymanie za mordę, budowanie imperium i podobne rzeczy to raczej prawicowe, a na tle Rewolucji Światowej, Nowego Człowieka (czy Wolnego Rynku zresztą), to po prostu sama esencja prawicowości... w końcu armia ze swej samej natury jest prawicowa, prawda?

    3. nigdzie nie mówiłem, ze dawanie w dupę jest dla prawicy wielką wartością samą w sobie, w dodatku o sformułowanie jest celowo (i z konieczności) hiper-lapidarne i wyostrzone do granic... well, możliwości, tak powiem;

    4. nie chodzi tu też o żaden skrajny egoizm, bo to JA, które raczej da, niż weźmie, to skomplikowana struktura... o czym chyba wkrótce (Deo oczywiście volente) napiszę.

    W sumie co Ci się w tej zgrabnej przecież definicji genialnego TtT tak nie podoba? Konkretnie proszę!

    ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  9. @ piotr34

    Nie wiem faktycznie jakim cudem oni zdołali tam umieścić aż 1252 strony (to znacznie więcej, niż ma mój autoryzowany, pełny angielski przekład), ale patrz, cytuję: "w autoryzowanym przez Spenglera wydaniu skróconym Helmuta Wernera".

    Czyli jednak.

    Co nie znaczy, żeby - jak ktoś z jakichś względów zagranicznych narzeczy nie trawi - nie należało tego kupić. To jest i tak b. dobra książka, po prostu, jeśli ktoś, jak ja (po kilku lekturach) widzi, że każde zdanie w tej książce jest nabrzmiałe treścią i brzemienne ideami, no to dla niego każdy skrót jest kastracją.

    Dla wielu ludzi - nawet dorzecznych, ale mających np. mniej czasu, mniej zainteresowanych filozoficznymi rozważaniami czy cywilizacją kochanych Magian-Merkurian (bo na ich temat chyba właśnie nożyce ostro poszły w ruch, tak mi się wydaje, nie mogę sprawdzić, bo moją polską wersję oddałem do biblioteki, ale TO już bez żartów byłaby OGROMNA strata und kastracja)...

    Więc dla takiego kogoś ta skrócona wersja może być w sumie cacy - mniej męczenia się, szybciej zaliczy...

    Ja jednak stanowczo polecam całość. Dla mnie to naprawdę najgenialniejsza książka w historii i jeśli autor coś tam mówi, to należy słuchać, a nie kastrować. Takie jest moje, subiektywne i bez obrażania Herr Helmuta (niech go szlag!) zdanie.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  10. @triarus
    Ok-rozumiem.Juz zamowilem.W sumie to mecze wersje angielska ale choc jezyk znam niezle to jednak troche ciezko to idzie wiec chyba lykne najpierw po polsku a potem doczytam po angielsku co tam brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  11. @ Tygrys

    Hłe, hłe, hłe!
    To samo, ale w Twoim ulubionym języku (młodzieńcem będąc nauczyłem się byłem onegdaj tych "wskazówek", jak to mawiali starożytni Grecy, "na izust' ") - no, a i autor nie byle jaki:

    "Geh! Gehorche meinen Winken,
    nutze deine jungen Tage,
    lerne zeitig klüger sein;
    auf des Glückes großer Wage
    steht die Zunge selten ein;
    Du mußt steigen oder sinken,
    du mußt herrschen und gewinnen,
    oder dienen und verlieren,
    leiden oder triumphieren,
    Amboß oder Hammer sein."

    OdpowiedzUsuń
  12. My tu gadu-gadu, a Katzenbrenner znowu prorokuje: "przyjdzie taki dzień, że Jarosław będzie już rozmawiał z siłami ostateczności. Być może jeszcze w tym roku. I wówczas uznamy, że to był naprawdę dobry rok. Tego się trzymam, w to wierzę."

    OdpowiedzUsuń
  13. A tak tuzy polskiej prawicy opisują swój aktualny stan ducha: "Kiedy okazało się, że głównym wodzirejem nocnych ekscesów grupki młodzieży pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu jest niejaki - jak czytam w "Gazecie Polskiej" - Zbigniew S., pseudonim Niemiec, oskarżony o szantażowanie senatora Piesiewicza, skazany na 9 lat więzienia za gwałt i napady z bronią w ręku, zupełnie przestałem się ekscytować atakami na krzyż." Słusznie! Żarty się skończyły, czas uciekać gdzie pieprz rośnie, kończą się bowiem czasy salonowych dyskusji w których stosowano jedynię siłę argumentów przerzucajć się cytatami z Żiżka, Lenina, Teodoreta z Cyru i św. Tomasza, a zaczynają się bardziej tradycyjne walki przy użyciu argumentów siły: pięści, pałek, granatów, broni palnej etc.

    OdpowiedzUsuń
  14. Macierewicz nadaje:

    Blisko pół roku wcześniej samolot był remontowany w zakładach Olega Deripaska. Minister Klich powierzył remont spółce MAW Telecom , która zleciła to zakładom Deripaski w Samarze. Było to odstępstwem od dotychczasowej reguły , bo samoloty te były zawsze remontowane na Wnukowie.

    - Dlaczego doszło do tego odstępstwa?

    - Nie wiem. Wiem, że doszło do niego, a później, już po remoncie wykryto jeszcze jedenaście usterek. Okazało się , że przed samym wylotem technicy z Samary naprawiali autopilota w TU 154 M.
    [...]
    trzykrotnie odwoływano komisję specjalną, której wylot do Smoleńska miał być zorganizowany na skutek interwencji kancelarii Pana Prezydenta Kaczyńskiego. Chodziło o to, by sprawdzić informacje na temat złego przygotowania lotniska w Smoleńsku. Trzykrotnie MSZ odwoływał wizytę i ostatecznie, gdy do niej doszło 24 marca, członków komisji nie wpuszczono na lotnisko w Smoleńsku. [...] Nawet szef BOR nie znał składu delegacji lecącej TU 154M. Tymczasem Minister Klich sam wydał najwyższemu dowództwu Armii polecenie wspólnego udania się z Prezydentem do Smoleńska.


    http://wiadomosci.onet.pl/2212771,11,komorowski_nie_zlozyl_przysiegi_zgodnej_z_konstytucja,item.html

    Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, że był to zamach, to polecenie Klicha, grabarza polskiej armii, powinno go tych wątpliwości pozbawić.

    Anonimowy,

    jakie walki? Toż te krzyżowe awantury to tylko torsje przy szarpaniu trupa. Niedługo pewnie się dowiemy, co też wypełni próżnię po państwie polskim. Coś mi się zdaje, że nie będzie to wypełniacz jednolity, a bardziej podzielony na wschód i zachód wzdłuż linii dawnych (?) zaborów.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie, Tygrysie, najbardziej podłamało to, że ludziska się zawieszają na tej brzydocie i nie chce im się/ nie umieją pokombinować nad źródłami tej brzydoty.
    Mam alibi, bo dałem pewne tropy.
    Nie wiem, dlaczego tak jest, że ludzie się tak zawieszają i nie widzą tego, że taki Verhojgen ma twarz człowieka plugawego zwyczajnie. Twarz gnidy. Jak Maleszka, czy inna Merkel. I tu najmniej idzie o urodę przecież, a o to, co ta ich fizyczna brzydota wyraża.
    Dziwne.
    Troche pedalskie to dziamdzianie "prawicowców".
    Evolianizm mnie wkurwia i mam go, niestety, za płytkie, tępe i prowadzące do klęski kombinowanie. NIemniej jednak nie znajduję, jako skrót, lepszego określenia, więc ten evolianizm wplatam, bardziej w roli naprowadzacza na właściwą ścieżkę. Tak jak skrótowo, jak kto mnie pyta, określam siebie mianem "konserwatywnego liberała". Taka poręczna pigułka, niezależnie od tego, jak cudacznie brzmi/wygląda.
    Szpenio, wybacz, jest dla mnie jałowy kompletnie. Tzn. nie odmawiam i nie odmawiałem mu przecież sporej ilości celnych obserwacji, podsumowań etc, niemniej to jest w 100% niemiecka perspektywa i bardzo z głebi niemieckiej duszy się przecież bierze, co dla mnie jest tak samo przydatne, jak miarka calowa na zakupach w Castoramie, gdzie wszystko w centymetrach.

    Wracając do "prawicowców" i ich miękkości.
    Od tej strony słabo to widzę. Tzn udział tych ludzi w jakimś procesie zmian. To jest organiczna niezdolność do dania w mordę. A wszystko wskazuje na to, że dawanie w mordę grać będzie teraz pierwsze skrzypce i ci którzy nie potrafią w mordę dać będą po mordach brać aż będzie huczało.

    Nicek

    P.S. Strasznieś pamiętliwy z tym Korwinem, he he. Mam nadzieje, że ci nie robię przykrości komentując?

    OdpowiedzUsuń
  16. @triarius

    Czyli, że my dzisiaj za Kulturę mamy robić? To odnośnie tego co piszesz o koledze tutejszym, ale nie tylko, bo tak to u Ciebie, mam wrażenie, lubi pobrzmiewać, ta reakcyjna melodyjka skądś tam się wydobywa. Że bycie Cywilizacją to bardzo szpetna rzecz, że tego używasz do rozprawiania się z oponentami. Szpenio co innego chyba jednak głosił.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kuman,

    a co to ma do rzeczy, co głosił Szpenio (niezależnie od tego, co głosił!)? Jak byśmy tego nie nazwali Tutejszy jest przedstawicielem ery schyłkowej, rozmemłanej, bezzębnej, nijakiej, ciamajdowatej i pielęgnującej wysoką kulturę bez uzmysłowienia sobie jej źródła i siły.
    Nie całuje się w dłoń chamek, a chamów pierze się po pysku. Bą ton zawarowany jest dla swoich, czyli tych, którzy są w naszej ideowo-intelektualnej klasie. I tyle.
    Tutejszy jest taki prawicowiec, że on uważa, że jeśli dawna arystokracja wobec siebie trzymała pewien poziom (podczas gdy na resztę prychała z pogardą!), to z tego wynika dziś, iż człowiek kulturalny powinien być ujmująco grzeczny dla wszystkich- w tym dziwek, alfonsów, złodziei i całej tej obrzydliwej bandy robiącej dziś w Polsce za władzę und autorytety.
    Dla mnie niepojęte.
    Ci prawicowcy nie rozumieją najważniejszej rzeczy- to nie o to chodzi, żebyśmy byli mli mli (jak chcą by taki był np. JarKacz), ale o to, byśmy tworzyli w miarę szczelną, wewnętrznie wspierającą się grupę, do której inni bardzo będą chcieli się dostać ze względu na jej atrakcyjność.

    OdpowiedzUsuń
  18. # Wsie w Mieście

    Zgoda! I łał! I Goethe? I zgroza! - Odpowiednio do treści oczywiście.

    A poza tym mam pytanie: zna ktoś "Prawa dziejowe" Konecznego? Właśnie odkryłem, że istnieje, a nawet sprzedają, tematyka mnie kręci, ale nie chciałbym wyrzucić forsy.

    Dobre to? Złe? Jeśli gość te prawa wysnuwa z objawionej und dogmatycznej religii, no to ja, z całym szacunkiem, dziękuję, postoję. Bo to nie dla mnie.

    Oto linek, by the way: http://www.antykwariat.poczytaj.pl/index.php?sesja=57321964114&akcja=czytaj_wiecej&ksiazka=110698&komunikat=1

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  19. @ Kuman, Nicek (Anonimowy)

    Nie, robienie Kultury to ja uważam za całkowicie nierealne pragnienie. Kulturę to pragnie tworzyć hrPonimirski, ale to młode jeszcze chłopię. Miło by było, ale mrzonki, a my przecież też żadne tam paladyny Karola Wielkiego, nie oszukujmy się! Na dobre i na złe zresztą.

    Pamiętliwy nie jestem, po prostu obiecałem, że pisał nie będę, skoro tak to widzisz... Rozumiem dlaczego tak rzekłeś zresztą - w końcu ja tam wpadł i po kątach rozstawiał wszystkich tych rynkowych liberałów, z którymi się przyjaźnisz. Ale obiecałem trochę nijak tak to bez powodu łamać, nie?

    Że Ty tu komętasz mnie właśnie uszczęśliwia i do orgazmu doprowadza! (Żeby jeszcze nie anonimowo, ach! Robi się po prostu burdel w komętach, a trochę szkoda. Ale da się przeżyć.)

    Evoli kompletnie nie znam, przyznaję, ale co do S. to się kompletnie oczywiście mylisz. Bywa. Będę się śmiał (siedząc na chmurce), jak na starość odkryjesz i oszalejesz na jego temat.

    c.d.n. (Deo et Googlo volente)

    OdpowiedzUsuń
  20. @ Kuman i Nicek c.d.

    Kuman - w sumie co ja robię źle z tą kulturą? Chodzi o nasz spór na temat państwa bez narodu? Czy o obronę Nicka przed zarzutem chamskiego i "nieprawicowego" chamstwa?

    Jeśli o to pierwsze, no to powiem, że - jasne, państwo POTRAFI tworzyć naród, robiło to nieraz i teoretycznie może dalej, ale jeśli nie ma żadnej solidarnej, autentycznie przez ludzi odczuwanej wspólnoty, to jest spory problem, a jeśli ta wspólnota JEST, a jakieś państwo ją celowo, świadomie, ale i Z KONIECZNOŚCI przecież GWAŁCI, no to mówimy o totalitaryźmie, albo czymś bardzo mu bliskim.

    Na pewno nie do końca się dotychczas rozumiemy, w końcu tej dyskusji nie było tak wiele, ale pierwsi harcownicy tak by właśnie w tej bitwie intelektów sobie figlowali.

    Nicek - ja się całkiem zgadzam z tą brzydotą, a tym bardziej, że to nie jest "Etyczna rozprawa o etycznej brzydocie fizycznej brzydoty", tylko z założenia wojujący polityczny pamflet. Czegoś takiego jednak nasza kochana "prawica" całkiem nie potrafi zrozumieć.

    Wiele tu dobrych komętów, ale to o tym bandziorze o ksywie Niemiec i naszych subtelnych ętelektualistach to naprawdę strzał w dziesiątkę! Czysty Spengler zresztą, mógłbym tutaj od razu wrzucić hiper-adekwatny, tłumaczony zresztą przeze mnie i obecny na tym blogu, z niego cytat.

    Pzdrw

    OdpowiedzUsuń
  21. @ piotr34 (i Wsie w Mieście)

    To ponad 1200-stronicowe rodzime wydanie Magnum Opus jednak jest podejrzanie wielkie - to co ja kiedyś miałem, liczyło poniżej 600 stron.

    A więc jednak to jest dwa razy więcej... To zaś narzuca myśli, iż może wszystkie w praktyce wydania MO są tak samo okrojone, a to zawiera dokładnie tyle tekstu, co moje, tyle, że jest po polsku, a nie po angielsku.

    Zachęcałbym w związku z powyższym (nie da się chyba tego nijak obalić) do odszukania tamtego linku w komęcie komętatora piotr34 i zafundowania sobie tej książki. Naprawdę warto, kiedyś możecie gorzko żałować zmarnowanej okazji.

    To było chyba w komęcie do poprzedniego mojego tu postu, a w każdym razie niedawnego.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  22. Tygrysie,

    "w końcu ja tam wpadł i po kątach rozstawiał wszystkich tych rynkowych liberałów, z którymi się przyjaźnisz"

    No własnie nie rozstawiałeś i o to miałem do ciebie pretensje. Ja bardzo chętnie bym poczytał, jak ty się z liberałami rozprawiasz, ale tak rozprawiasz, że atom na atomie nie zostaje. No ale ty tego nie czynisz. Ty wpadasz, opierdalasz ludzi za chuj wie co, jakbyś w ogóle nie czytał tego, co oni do ciebie mówią. I tyle. I to jest cienkie.
    Więc ja zapraszam do rozmów, ale trzymających poziom. Wtedy jest szansa na to, że lud pracujący miast i wsi coś z tego naszego gadania miał będzie.

    Z tym Szpeniem, to wiesz, jak jest- może ja mam bardziej słowiańską duszę, a ty bardziej teutońską? Nie wiem, ja w żaden zachwyt nie wpadłem i poza kilkoma ciekawostkami byłem zdziwiony, że można się zachwycać czymś tak oczywistym, że będącym wręcz zbiorem frazesów.

    Pamiętasz, jak ci kiedyś wkleiłem ten cytat na temat Szpenia? To dobrze wyraża to, co sam o nim myślę- że człowiek, który swoje w życiu przeczytał, sam żyje jak człowiek i potrafi obserwować świat i wyciagać zeń wnioski, nie będzie się Szpeniem zachwycał, bo to wszystko już było, jest wtórne, w gruncie rzeczy mocno uproszczone i niewiele z tego wynika.

    Szpenio, w gruncie rzeczy, nie mówi nic innego, co indiańskie opowieści, greckie mity, czy nasze stare klechdy.
    Ta morfologia cywilizacji, ten jego kopernikański przewrót w patrzeniu na sprawy- sorry, ale to wszystko mi przypomina trochę prostaczka, któremu się nagle udało zwerbalizować oczywistość.
    Należy mu jednak oddać to, że zgrabnie to wszystko poukładał, opatrzył fajnymi ciekawostkami układającymi się w podlaną germańskim duchem opowieść. I chwatit!

    Teraz trochę o tej brzydocie jeszcze i o meritum tego tekstu- oczywiście, że to jest tekst wojenny! I konieczny zwyczajnie, czego durnie nie potrafią pojąć. Oni najwyraxniej nie rozumieją tego, że to co się odbywa leci już wyłacznie po warstwie emocjonalnej. Tu już nie ma żadnych przekupek z dawnego Konstantynopola, które dyskutują w kwestii Filioque. Przecież tym, co sprawia że przegrywamy, jest fakt, iż IM udało się dorobić nam gębę, podczas gdo ONI sami mają najczystszej wody mordy.

    OdpowiedzUsuń
  23. Tygrysie,

    "w końcu ja tam wpadł i po kątach rozstawiał wszystkich tych rynkowych liberałów, z którymi się przyjaźnisz"

    No własnie nie rozstawiałeś i o to miałem do ciebie pretensje. Ja bardzo chętnie bym poczytał, jak ty się z liberałami rozprawiasz, ale tak rozprawiasz, że atom na atomie nie zostaje. No ale ty tego nie czynisz. Ty wpadasz, opierdalasz ludzi za chuj wie co, jakbyś w ogóle nie czytał tego, co oni do ciebie mówią. I tyle. I to jest cienkie.
    Więc ja zapraszam do rozmów, ale trzymających poziom. Wtedy jest szansa na to, że lud pracujący miast i wsi coś z tego naszego gadania miał będzie.

    Z tym Szpeniem, to wiesz, jak jest- może ja mam bardziej słowiańską duszę, a ty bardziej teutońską? Nie wiem, ja w żaden zachwyt nie wpadłem i poza kilkoma ciekawostkami byłem zdziwiony, że można się zachwycać czymś tak oczywistym, że będącym wręcz zbiorem frazesów.

    Pamiętasz, jak ci kiedyś wkleiłem ten cytat na temat Szpenia? To dobrze wyraża to, co sam o nim myślę- że człowiek, który swoje w życiu przeczytał, sam żyje jak człowiek i potrafi obserwować świat i wyciagać zeń wnioski, nie będzie się Szpeniem zachwycał, bo to wszystko już było, jest wtórne, w gruncie rzeczy mocno uproszczone i niewiele z tego wynika.

    OdpowiedzUsuń
  24. cd.

    Szpenio, w gruncie rzeczy, nie mówi nic innego, co indiańskie opowieści, greckie mity, czy nasze stare klechdy.
    Ta morfologia cywilizacji, ten jego kopernikański przewrót w patrzeniu na sprawy- sorry, ale to wszystko mi przypomina trochę prostaczka, któremu się nagle udało zwerbalizować oczywistość.
    Należy mu jednak oddać to, że zgrabnie to wszystko poukładał, opatrzył fajnymi ciekawostkami układającymi się w podlaną germańskim duchem opowieść. I chwatit!

    Teraz trochę o tej brzydocie jeszcze i o meritum tego tekstu- oczywiście, że to jest tekst wojenny! I konieczny zwyczajnie, czego durnie nie potrafią pojąć. Oni najwyraxniej nie rozumieją tego, że to co się odbywa leci już wyłacznie po warstwie emocjonalnej. Tu już nie ma żadnych przekupek z dawnego Konstantynopola, które dyskutują w kwestii Filioque. Przecież tym, co sprawia że przegrywamy, jest fakt, iż IM udało się dorobić nam gębę, podczas gdo ONI sami mają najczystszej wody mordy.

    OdpowiedzUsuń
  25. nie wiem, pan gugiel powiedzieł, ze koment za długi, rozbiłem na dwie części i pokazało się wszystko. Skasuj to co zbędne

    OdpowiedzUsuń
  26. Konecznego mozna duzo kupic tutaj

    http://tiny.pl/h78lh
    http://tiny.pl/h78lq

    Lub troche sciagnac tutaj

    http://tiny.pl/h78lx
    (pliki ponad 1 mega po darmowej rejestracji jakby ktos jeszcze chomika nie znal)

    A tu najlepsza wyszukiwarka do chomika(wiele rzeczy tam znalazlem)

    http://tiny.pl/h78lm

    OdpowiedzUsuń
  27. @ Artur

    No widzisz Artur. Czyli sobie wyjaśniliśmy. I zarazem wróciliśmy do punktu wyjścia.

    Ja u ciebie byłem cienki, mam teutońską duszę (to i tak było dość nieszkodliwe stwierdzenie), "Szpeniem" mogą się podniecać tylko ludzie, którzy nic nie przeżyli i/lub niczego nie czytali... Czyli oczywiście ja, a nie np. ty.

    Ktoś by mógł rzec, że ja cię bez przymusu bronię i w ogóle traktuję jak miłe, nieco rozpieszczone dziecko, a ty mnie, tak od niechcenia i z niewinną minką, obrażasz na moim własnym blogu. Ja w końcu jeździłem tam po twoich kumplach-leberałach - nieważne teraz jaki był tego wynik, bo tutaj się różnimy opinią - a nie po tobie, szczególnie zaś w taki uroczy sposób.

    Ja tego wszystkiego nie powiem, powiem tylko, że "ach, jaki z ciebie byłby fajny gość, gdyby jeszcze twoje ego było w jakiejkolwiek rozsądnej proporcji do całej reszty!" I dodam, że trzymaj pilnie poziom (i to nawet nie jest ironia, bo miewasz b. fajne komęty) i zawsze jesteś tu mile widziany.

    Mógłbym odpowiadać na każdy z twoich zarzutów po kolei i je, wedle mojej oceny, bez większego trudu zbijać, ale chyba nie ma sensu. Ani mnie to aż tak nie będzie bawić, ani tobie do myślenia nie da.

    ("Teutońska dusza", hłe, hłe! Ciekawe skąd się wzięła... Może po Ottonie? Tyle, że od niego mogła się wziąć tylko, z tego co kojarzę, przez Wazów i, chyba, Jagiellonów. ;-)

    Pzdrwm

    P.S. Naprawdę jesteś tu mile widziany! Choćbyś sobie gadał tak słodko, jak przed chwilą. Mi to naprawdę wielkiej krzywdy nie robi, po prostu świadczy, żeś wciąż jeszcze duży dzieciak, wciąż cholernie liczący na swój dziecięcy urok (niewątpliwy). Gdybyś zaś się kiedyś, pewnie nieprędko, zastanowił nad tym, co rzekłem, to raczej tobie samemu to pomoże, bo mi naprawdę nie robi to aż takiej różnicy.

    OdpowiedzUsuń
  28. Tygrysie,

    twoimi akapitami:

    1. Wrócimy do punktu wyjścia tylko wtedy, gdy będziesz tego bardzo chciał. Nie inaczej.

    2. To nie jest tak i dostrzeżesz to bez trudu w tej samej chwili, w której zrozumiesz, że ja na ciebie nie napadam. No nie napadam i już.
    To nie o to idzie, że byłeś cienki, boś nawet nie spróbował gaduły, tylko własnie naskoczył na ludzi. A ja powiem tak- lewaków i trolli sam sobie pędzę z blogaska za to bardzo chętnie widzę, jak ludzie ze sobą gadają. Gadają a nie skaczą sobie do oczu. Bo z tego skakania do oczu nic nie wynika dobrego, tylko ludzie, którzy powinni szukac wspólnego mianownika dąsają się na siebie. To jest złe w naszej sytuacji.
    Z tą teutońską duszą coś jest na rzeczy. Poważnie. Moim zdaniem Szpenio jest totalnie niemiecki i ze słowiańszczyzną kompletnie niekompatybilny. W tym sensie, że z tego dla Słowianina nie wypływają żadne konstruktywne, praktyczne wnioski. A dla Niemców wynikają, tyle że smutne.
    Więc się nie obrażaj, ty jestes z Danzig, więc wiesz, pewnie inaczej pewne rzeczy czujesz niż ja, tak samo jak ja czuję inaczej niż Poznaniak albo Suwalszczanin.
    Ze Szpeniem przedstawiłem sprawę tak, jak ją widzę. Chyba byś nie chciał, żebym ci tu napisał według mnie kłamliwie, że "super Tygrysie, po głebszym przemyśleniu spraw wychodzi mi jednak, że miałeś z tym Spenglerem rację". No przecież byś tego nie chciał jeśłi to nieprawda, zgoda?
    Powtarzam jednak- ja cie nie napadam i nie odbieraj tak tego.

    3. Ja cię wcale nie od niechcenia, ani cię nie obrażam. W każdym razie jeśli już to nie jest to moją intencją. Mnie gadanie o Spenglerze i jego zaletach niespecjalnie kręci. Takoż i twoije wieczne wtręty odnośnie tego, jak ja któregoś dnia przejrzę na oczy i się zachwycę. No sorry, się nie zachwycę.
    Tego twojego starcia u mnie na blogu lepiej nie przypominaj, bo ono się zachowało i to nie jest specjalnie pozytywny obraz, jakby to tak zacytować w całości.

    4. Mam rozbuchane ego, powiadasz? I to ma być zarzut, z akurat twojej strony? Może i tak, przecież jesteś znany z ego zwiniętego, skromnego, skorego do dialogu ;)

    5. Kluczowe jest tu to: "w mojej ocenie". No więc to jest trochę za mało, jakby co. Zwłaszcza, jakbyśmy się uparli dojść do jakiejś prawdy przez duże P.

    twoje P.S.
    No i widzisz- ty sobie to jakoś tak chyba wyobrażasz, że ja tu przychodze do ciebie robić ci jakąś krzywdę, więc się czujesz w obowiązku zapewnić mnie, że ta ewentualna krzywda ci nie robi.
    Tygrysie, do cholery, tak nie jest. Ja tu przyłażę do ciebie, bo cię lubię. I jak tak sobie gadamy, to ja nie pisze tego co pisze po to, żeby ci dosrać, albo żeby cię poniżyć, albo żebyś poczuł się źle. Lubię sobie z tobą pogadać.

    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  29. Czy ty nie przesadzasz Tygrysie określając Rosjan jako "totalna barbarię"? Zawsze polewałeś z Konecznego i jego akolitów, że dla nich Niemcy to bizantyznizm, a sam masz podobny odchył w stosunku do Moskali. Okrucieństwo Moskali wynika raczej z ich cywilizacyjnego przerafinowania niż z ich rzekomej barbarii. Ci ludzie stworzyli własną, oryginalną Kulturę, którą uległa przyśpieszonemu starzeniu się za Iwana VI, przeradzając się w totalitarną Cywilizację (sensu Szpenia) Opryczników. Potem ta oryginalna Cywilizacja ulegała kolejnym pseudomorfozom amalgamując się z Cywilizacją Łacińską (za Piotra W.) i z Cywilizacją Merkuriańsko-Komunistyczną.
    Wielu obserwatorów podkreśla, że w Sowiecji nawet prości ludzie grają w szachy i czytują Dostojewskiego stojąc w kolejkach po mięso, a że równocześnie chlają na umór i kapują na własnych rodziców?! Cest la vie!

    OdpowiedzUsuń
  30. @ Artur

    Dzięki za odpowiedź.

    Słuchaj, to nie jest tak, że ja cię posądzam, że przyłazisz tutaj mi przykopać, albo i obrazić, jak jakiś troll. Tylko, że, nie mam pojęcia dlaczego (a wszelkie ew. hipotezy aż nadmiernie łechcą moje ego) TY ZE MNĄ NAWET NIE PRÓBUJESZ DYSKUTOWAĆ! Ty jedziesz wyłącznie ad personam - na mnie, na Ardreya, na Spenglera...

    Chyba nie zawsze tak to z tobą jest, bo przecież u siebie masz b. sensowne komęty, nawet sporo. A ze mną Ci absolutnie nie idzie, a nawet całkiem nie próbujesz.

    Powiedz coś konkretnego, co ci, intelektualnie, nie pasuje u S., u Ardreya, w moich np. antyliberalnych poglądach - będę zachwycony!

    Słuchać o tym, jak to ty znasz życie, a ja nie, albo jaki to ja jestem cienki, jaki Spengler dureń, a twoi liberalni kumple spod trzepaka i Korwin jakie to geniusze... Zabawne, nie przeczę, ale jako dyskusja bez sensu.

    Teutoński mogę sobie być, tylko mnie to cholernie bawi - mało ludzi w Polszcze ma tak niewiele niemieckiej krwi, jak ja.

    Powiedziałbyś coś o szkockich góralach, szwedzkiej arystokracji, albo tatarach, nadstawiłbym ucha. Ale tak? (Faktycznie coś kiedyś słyszałem o jakimś komturze, ale w to nie wierzę, bo to nie była ta wielkopańska gałąź rodziny i chyba to był jakiś atak śnobizmu. Zresztą tak czy tak to byłoby b. dawno i niewiele we mnie tych teutonów tak czy tak.)

    Jeśli Konecznego kochasz, a Spenglera nienawidzisz, z patriotyzmu, no to jest to naprawdę urocze i tak naiwne, że aż śmiech bierze! "Uczyć się choćby od diabła", a S. był b. sympatycznym facetem i b. ładnie pisał np. o katolicyźmie.

    Moje ego? A co z nim nie tak, że spytam? Nie żebym tu dostrzegał jakiś problem, czy żeby mnie bolały twoje słowa, alem ciekaw.

    Słuchaj - spróbuj na odmianę, jeśli już nie chcesz się ze wszystkim zgadzać, PODYSKUTOWAĆ NA ARGUMENTA. Czyli nie walić na odlew, że ktoś durny, nie zna życia, cienko gada na twoim blogu z twoimi genialnym kumplami - tylko konkretnie co ci się widzi nie tak i jakie masz na to dowody.

    Co? ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  31. @ Anonimowy

    To nie jest tak, że ja ruskich totalnie lekceważę, albo potwornie nienawidzę. (Mimo mej teutońskiej duszy, w sumie jedyny ludek, do którego mam jakiś zoologiczną niechęć, to Niemce, a i to raczej kiedy związane z państwowością.)


    Ruscy to ciekawy problem w ogóle, o którym ja wiem tylko nieco b. wyrywkowo. Tutaj chodziło jednak:

    1. o politykę, a ruska polityka, przyznasz to barbarzyństwo od początku do końca (wzgl. marna imitacja późnej zachodniej);

    2. o metodologiczne odcięcie z góry wszelkich peryferyjnych sytuacji i ograniczenie całej kwestii prawicy-lewicy do najczystszej i najbardziej jednoznacznej sytuacji, czyli zachodu po Wielkiej (anty)Francuskiej Rewolucji... można sobie by to potem ew. rozszerzać, ale na początek warto by było sprawę rozpracować na tym najistotniejszym i centralnym polu.

    Tylko o to mi chodziło, choć o ruskich chętnie bym podyskutował, zdając sobie jednak sprawę, że jestem w tym co najwyżej bystry laik. Swoją drogą problem wąskich elit i ich ew. subtelnych kulturalnych nawyków jest sam w sobie ciekawy, tyle, że to chyba raczej o to tu chodzi z tymi szachami i czytaniem literatury.

    Chała ich słynnego baletu dla mnie wyrównuje zresztą te ich kulturalne nawyki z nawiązką! To przecież gorsze od Frycka. ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  32. @ Artur

    Że wyjaśnię, bo sobie to akurat wyklarowałem und zwerbalizowałem.

    Ty nie masz żadnych argumentów przeciw Spenglerowi, Ardreyowi, czy innym moim ulubionym myślicielom - ty co najwyżej elokwentnie tłumaczysz DLACZEGO NIE RACZYSZ ICH CZYTAĆ. No bo nie raczysz, twoje prawo, zgoda. (Nasłanie na Spenglera prof. Gadacza było, sam chyba przyznasz, dość marnym chwytem polemicznym. Facet nie jest wart funta kłaków i sam to zapewne wiesz.)

    Nawet przyjmując, że jeśli ktoś, jak twierdzisz, zna życie i przeczytał parę innych książek, to za cholerę tych facetów do niczego nie potrzebuje... No to co z tego niby wynika?

    Przyjmijmy, że to rzeczywiście ty znasz życie (no bo hodujesz konie, zarobiłeś, wiadomo, trochę świata widziałeś, startowałeś do tej samej barmanki, co Schetyna Żona Cezara, kręciłeś filmy)... Niech i będzie!

    Ale przecież sam rozumiesz, że NIE WSZYSCY mają takie barwne przeżycia, nie wszyscy jednocześnie tak intensywnie (jak sam twierdzisz) żyli, a jednocześnie czytali tyle co ty, studiowali filozofię (jeśli pamiętam, zresztą Palikot też). Zgoda?

    I jeśli teraz taki Ardrey mówi coś, co jest dla ciebie oczywiste, ale dla ludzi, którzy żyją sobie w mieście i konia z bliska nie widzieli, kubańskiej kurwy także, na quadzie się nie połamali itd. NIE JEST - to ten gość pisze b. cenne rzeczy i robi świetną robotę, tak?

    I tu nie o to chodzi, że ty jesteś ponad, tylko że jest to jakiś sposób dla innych - biedniejszych, mniej szczęśliwych, mniej cudownych - ludzi, żeby się nieco do tego twojego standardu zbliżyć.

    Podobnie ze Spenglerem, ale tutaj dodatkowo mamy ten zabawny aspekt, że gość jednocześnie budzi furię uznanych autorytetów i "rzekomo nie mówi nic oryginalnego". No to może byście się ludzie, a ty szczególnie, zdecydowali?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  33. @ Artur

    A twoich leberalnych kumpli ja rozstawiałem po kątach zamiast zbijać ich konkretne argumenty, ponieważ dyskutowanie o bredniach jak "Prawo przez duże P", standard złota, podatek pogłówny i inne takie jest całkowicie jałowym i poniżającym ćwiczeniem!

    To trzeba rozpieprzyć w całości - razem z tym marnym post-oświeceniowym syfem, w którym się od 300 prawie lat macerujemy. Ja na to na razie zużył 5 lat pisania na blogu i nie da się tego wyjaśnić tępemu fanatykowi (choćby był tak bystrym gościem w innych sytuacjach jak np. wyrus) w paru zdaniach.

    Chcą wiedzieć co jest źle z leberalizmem? Niech poczytają na moim blogu, a potem mogą się pieniaczyć do woli. Jeśli jeszcze im mało - polecam Ardreya i Spenglera!

    Proste?

    Ale przecież już ich tam nie zaczepiam, więc bawcie się dalej bijąc czołem przed Wolnym Rynkiem i mamrocząc ody do Korwina! Co kto lubi. ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  34. @triarius

    Chodziło mi rzecz jasna o Kulturę (tą od Spenglera) – czasem jednak wspomniesz coś o Monteverdim (że trzeba nim odkręcać Verdiego) czy jakiejś Kontrrewolucji z tym związanej. Sam wiesz o co chodzi. Ale rozumiem, że to wola walki Cię ponosi. :-)

    A Hrabiemu krzyż na drogę.

    Co do tej definicji prawicowości którą nam tu prezentujesz, i w sumie też do Twojej obrony Nicka – dla mnie to po prostu sam Nietzsche, czysty nihilizm. Spengler też w tym siedzi. W ogóle tamta epoka w Niemczech (od Nietzschego do nazizmu włacznie) od tego nihilizmu się uginała. Cała właściwie Konserwatywna Rewolucja, młody Juenger, Spengler, ruch volkistowski i masa pomniejszych rzeczy i ludzi taka wtedy była. Tu w zasadzie wyłamuje się z tego chyba tylko Schmitt, która miał jednak podbudową metafizyczną w postaci katolicyzmu.

    No i tego u Spenglera można by się doszukiwać, myślę, że nie bez sukcesów. Poza tym (albo co się z tym wiąże) – dość skrajny naturalizm, czy - jak to Wielomski ujmował w tekście, który Kirkerowi polecałeś – biologizm. Tutaj na naturze, biologii, Gaii świat się kończy i zaczyna. Istnienie dla samego istnienia, poza samym sobą nie ma nic, stanowienie miary dla samego siebie, ‘goła faktyczność’ – to mówił Nietzsche, a za nim Spengler.

    Tutaj nie ma miejsca na żadną metafizykę, Spengler patrzy na nią całkiem z góry, jak na dzieci bawiące się w piaskownicy (o, tutaj wczesny wybuch religijności, tutaj francuski racjonalizm, tu z kolei angielski materializm, proszę sobie obejrzeć i zapraszam państwa dalej – jak kustosz w muzeum, albo przewodnik po ZOO). Do katolicyzmu ma być może pozytywny stosunek (jak opiekun do swoich małpek :->), ale przyznasz chyba że jest z nim zupełnie nie do pogodzenia.

    U Ciebie to wychodzi w postaci tej definicji, albo i np. w wychwalaniu pornosów. Sorry, ale Nietzsche nie ma monopolu na prawicowość, sam zresztą nie miałby pewnie na to ochoty i wątpię, żeby się Tobą zgodził. Niesłusznie naskakujesz na tutejszego, bo może gość jest po prostu porządnym katolikiem, albo dostał stare, dobre wychowanie. Albo inaczej: naskakuj na niego jak już musisz, ale nie z pozycji jedynego, prawdziwego prawicowca, bo tak nie jest. Z ‘późną Cywilizacją’ tutejszy niekoniecznie musi mieć coś wspólnego. Jak Ci ktoś słusznie u góry wytknął, miałbyś w tym przypadku problem z Pol-Potem i Mao. Coś jednak tę definicję powinieneś jeszcze podszlifować.

    OdpowiedzUsuń
  35. @Nicek

    To był, nazwijmy go sobie, wątek poboczny.

    Rzuć okiem na mój komęt do triariusa.

    OdpowiedzUsuń
  36. @triarius

    A i jeszcze mi się przypomniało. Juenger w swoich adnotacjach do Robotnika (Maksima-minima), pisanymi już po II Wojnie, stawia, wydaje mi się, dość ciekawą tezę, że historia porównawcza utraciła obecnie znaczenie. Wszystko wobec absolutnego panowania techniki. To co pisał Spengler choćby o naszej konfrontacji z kolorowymi, którzy sięgając po nasze środki techniczne podniosą na nas rękę, stało się nieaktualne.

    Te walki mogą mieć oczywiście miejsce (i chyba mają), ale i tak nie będą miały większego znaczenia. Będą czymś w rodzaju 'światowej wojny domowej' - dzisiaj wszystko co znaczące ma wymiar globalny, przede wszystkim technika, która jest absolutnie 'światowym' narzędziem i umożliwia panowanie całkiem globalne - jest areligijna, aetniczna, akulturowa. Juenger przewiduje Państwo Globalne.

    W sumie właśnie jeśli idzie o postrzeganie techniki to miał Spenglerowi najwięcej do zarzucenia. Choć to taka koleżeńska krytyka, Spenglera bardzo cenił.

    OdpowiedzUsuń
  37. Tygrysie,

    odniosę się tylko do tych dwóch ostatnich twoich odpowiedzi- sam piszesz, że ci się zwerbalizowało lepiej, więc przyjmuję to jako twoje stanowisko.

    "Ty nie masz żadnych argumentów przeciw Spenglerowi, Ardreyowi, czy innym moim ulubionym myślicielom - ty co najwyżej elokwentnie tłumaczysz DLACZEGO NIE RACZYSZ ICH CZYTAĆ. No bo nie raczysz, twoje prawo, zgoda.

    Otóż mylisz się. Ja sobie tego Szpenia (polskie wydanie) z uwagą przeczytałem (jestem pewien, że dodanie do objętości tego dzieła jeszcze raz tyle, tak jak w oryginale, nie wpłynęłoby na zmianę mojego stanowiska- ilość ciekawostek by wzrosła). Ardreya przerzuciłem bardziej niż przeczytałem. I, tak jak wielokrotnie ci pisałem- ja się ze spora ilością rzeczy tam opisanych zgadzam, jeśli nie z większością. Mój zarzut jest inny- taki, że jest to wąskie i stosunkowo płytkie widzenie spraw. Nie idzie mi o to, że oni się w jakiś znaczący sposób mylili (w każdym razie to co dla mnie ważne jest na akceptowalnym poziomie), ale że to jest wszystko płaskie, pozbawione trzeciego i czwartego wymiaru.
    Już choćby ten Toynbee, na którego tak psioczysz- przecież on masę rzeczy świetnie dopowiada, dopiero razem kupa spraw tam gra dobrze.

    "(Nasłanie na Spenglera prof. Gadacza było, sam chyba przyznasz, dość marnym chwytem polemicznym. Facet nie jest wart funta kłaków i sam to zapewne wiesz.)"

    Słuchaj, ale to jest takie gadanie, jakbyś powiedział, że Hitler złe autostrady budował, bo narobił bigosu na cały świat.
    Gadacz jest Gadacz. W swojej dziedzinie fachowiec. Z jego jednymi przemyśleniami można się zgadzać, a inne będą doskonale trafne. Moim zdaniem ujął tego Spenglera wyśmienicie. Przecież on mu nie zarzuca konfabulacji itp spraw, ale dokładnie to, co ja ci piszę o Szpeniu od początku naszej znajomości, gdzie sobie chyba po 2 czy 3 miesiącach kupiłem na alegro ten Zmierzch Zachodu i przeczytałem.

    OdpowiedzUsuń
  38. cd

    "Nawet przyjmując, że jeśli ktoś, jak twierdzisz, zna życie i przeczytał parę innych książek, to za cholerę tych facetów do niczego nie potrzebuje... No to co z tego niby wynika?"

    To z tego wynika, że ma szerszą perspektywę a nie zamkniętą. I Szpenio i Ardrey to są próby wywiercenia dziurek w wiadrze, które się ma na głowie. I jasne, coś przez te dziurki widać, natomiast ja postuluję zdjęcie wiadra i popatrzenie na całość.

    "Przyjmijmy, że to rzeczywiście ty znasz życie (no bo hodujesz konie, zarobiłeś, wiadomo, trochę świata widziałeś, startowałeś do tej samej barmanki, co Schetyna Żona Cezara, kręciłeś filmy)... Niech i będzie!"

    To nie o to chodzi. Nie o to, czy ja, czy ty, czy ktokolwiek. Chodzi o to, że faktem jest, że im kto bardziej życiem pożył, ten w mniejszym stopniu potrzebuje dokarmić się lekturą. Ja nie mam na celu porównywanie doświadczeń itp- mnie się tak poukładało w życiu, że to co wcześniej przeczytałem i przeżyłem daje mi na Szpenia poglad właśnie taki. Zero orgazmu.

    "Ale przecież sam rozumiesz, że NIE WSZYSCY mają takie barwne przeżycia, nie wszyscy jednocześnie tak intensywnie (jak sam twierdzisz) żyli, a jednocześnie czytali tyle co ty, studiowali filozofię (jeśli pamiętam, zresztą Palikot też). Zgoda?"

    Oczywiście, że zgoda. Tak samo jak zgoda, że masa ludzi przeczytała jeszcze więcej i przeżyła wielokrotność tego co ja. Ale tu znowu- tu nie chodzi o zestawianie się i porównywanie, kto ma większego siusiaka. No co ty?

    "I jeśli teraz taki Ardrey mówi coś, co jest dla ciebie oczywiste, ale dla ludzi, którzy żyją sobie w mieście i konia z bliska nie widzieli, kubańskiej kurwy także, na quadzie się nie połamali itd. NIE JEST - to ten gość pisze b. cenne rzeczy i robi świetną robotę, tak?"

    Oczywista zgoda i chyba nie jesteś w stanie przytoczyć jakiejkowliek mojej wypowiedzi, w której bym twierdził, że to wszystko jest zbędne.

    OdpowiedzUsuń
  39. cd

    "I tu nie o to chodzi, że ty jesteś ponad, tylko że jest to jakiś sposób dla innych - biedniejszych, mniej szczęśliwych, mniej cudownych - ludzi, żeby się nieco do tego twojego standardu zbliżyć."

    I uważasz, że to się da zrobić czytając jakiekolwiek książki? Ja w to nie wierzę. Zresztą- ty sam w to przecież nie wierzysz. Piszesz choćby o tym, jak to wojownik po pierwsze musi lubić się bić, że to kwestia natury itd- no to chyba nie bardzo to widzisz, że ktoś sobie coś tam czyta i od tego zostaje wojownikiem? Albo się nim jest albo się nim nie jest. Itp.

    "Podobnie ze Spenglerem, ale tutaj dodatkowo mamy ten zabawny aspekt, że gość jednocześnie budzi furię uznanych autorytetów i "rzekomo nie mówi nic oryginalnego". No to może byście się ludzie, a ty szczególnie, zdecydowali?"

    Ale jaką furię? No dajże spokój.
    Widziałęś gdzieś jakiegoś ałtoryteta, który by wpadał w furię na brzmienie słowa Szpęgler? No przecież nie ma takich. A że nie mówi nic oryginalnego, to nie mówi. Przecież to jest rzeczowa konstatacja faktu a nie furia. Na co tu się decydować?

    "A twoich leberalnych kumpli ja rozstawiałem po kątach zamiast zbijać ich konkretne argumenty, ponieważ dyskutowanie o bredniach jak "Prawo przez duże P", standard złota, podatek pogłówny i inne takie jest całkowicie jałowym i poniżającym ćwiczeniem!"

    Bardzo być może, że tak właśnie jest, że jest to ćwiczenie jałowe i poniżające. Nie bardzo wiem, na czym polega (w kategorii jałowość i poniżenie) gadanie o Szpeniu itp sprawach, wszak to też takie tylko gadanie, z którego nic nie wynika- ale OK. De gustibus itd.
    Niemniej jednak, w tych twoich bataliach z moimi liberalnymi kumplami nikt do ciebie nawet nie zagadnął o prawie przez duże P, standardzie złota, czy podatku pogłównym. Napadłeś na człowieka bez dania racji tak, jakbyś nie przeczytał, co on do ciebie pisze i bohatersko zmagał się z projekcjami na temat tego, co ci się wydaje, że człowiek do ciebie mówi. O to miałem do ciebie pretensje a nie o to, żeś nie chciał gadać o standardzie złota czy innych bredniach.

    "To trzeba rozpieprzyć w całości - razem z tym marnym post-oświeceniowym syfem, w którym się od 300 prawie lat macerujemy. Ja na to na razie zużył 5 lat pisania na blogu i nie da się tego wyjaśnić tępemu fanatykowi (choćby był tak bystrym gościem w innych sytuacjach jak np. wyrus) w paru zdaniach."

    No i właśnie gdybyś z Wyrusem normalnie pogadał, jak z człowiekiem, a nie przyjął za dogmat, że Wyrus jest tępym fanatykiem, to byś pewnie ze zdumieniem zobaczył, że myśl o tym, żeby cały ten syf z ostatnich 300 lat wystrzelić w kosmos nie jest Wyrusowi wstrętną.
    Poboksowałeś się bez sensu z człowiekiem, do którego ci bliżej niż ci się wydaje. I tu jest klops.
    I to jest naprawdę niezbyt ważne, czy się dochodzi do podobnych konkluzji od strony umownie szpeniowej, czy od strony religijnej, czy od strony jakiegoś filozoficzno- ekonomicznego miksu. Ba, dla nas, którzy podzielamy obrzydzenie do tych ostatnich 3 stuleci, powinno być ciekawe,co jeszcze sprawia, że cały ten gnój tak bardzo się nam nie podoba. Nie uważasz? Raczej nie cierpimy na nadmiar siły.

    OdpowiedzUsuń
  40. cd

    "Chcą wiedzieć co jest źle z leberalizmem? Niech poczytają na moim blogu, a potem mogą się pieniaczyć do woli. Jeśli jeszcze im mało - polecam Ardreya i Spenglera!"

    No tylko jest ten kłopot, że nikt się nie pieniaczył leberalnie, a ty zawalczyłeś z cieniem. Nie wiem, może ty nie masz cierpliwości do ludzi- np takiej, jaką ja mam do ciebie :) , ale wystarczyłoby, żebyś posłuchał tego, co do ciebie mówią, a zobaczyłbyś, że lwia część twojego wściekania się na nich jest pozbawioną sensu stratą czasu, który by można sobie spożytkować na dogadywanie ewentualnych kwestii spornych.

    "Ale przecież już ich tam nie zaczepiam, więc bawcie się dalej bijąc czołem przed Wolnym Rynkiem i mamrocząc ody do Korwina! Co kto lubi. ;-)"

    No i widzisz, tu masz jak w pigułce ten styl rozmowy, którego nie da się podjąć, jeśli człowiek chce się sam szanować. Ty zwyczajnie nie wiesz, o czym się u mnie gada, dlatego sobie wymyśliłeś to, że ktoś wali muzułmanina przed wolnym rynkiem, lub brandzluje się Korwinem. Po prostu to co napisałeś, jest tak kompletnie nieprawdziwe, że się z tym zwyczajnie nie da dyskutować.

    Pozdrówki

    Nicek

    OdpowiedzUsuń
  41. @ piotr34, tygrys

    Odnośnie "Zmierzchu Zachodu":

    Z tymi 1252 stronami to ściema. ISBN jest dokładnie taki sam (jak i wydawca, rok i wygląd okładki) jak egzemplarza, który byłem nabyłem ładnych parę lat temu (za cenę 48,90 pln)A liczba stron tego wydania to: 468 ,ze szmuctytułem i ostatnią stroną okładkowa .

    OdpowiedzUsuń
  42. @ Kuman

    OK, nazwij mnie nihilistą, jeśli ci to sprawi frajdę. Więcej powiem - z punktu widzenia "objawionego" chrześcijanina (choćby katolika) to ma nawet pewien sens.

    Co do Nietchego, to czytałem jedną jego rzecz - pobieżnie i wyłącznie z poczucia intelektualnego obowiązku. Nie podobało mi się, nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia i nie pozostawiło z pewnością żadnego wpływu. O wiele bardziej fascynuje mnie życiorys Nietchego, z tą "klamrą" dwóch przełomów duchowych (duchowo-psychiatrycznych), o której już tutaj kiedyś wspominałem.

    Ja całkiem po prostu nie zajmuję się tym, JAK ŚWIAT POWINIEN WYGLĄDAĆ - jak powinniśmy ułożyć sprawy, żeby było dobrze, jak powinniśmy rządzić... Nie bardzo mnie to fascynuje, nie widzę takiej potrzeby, bo do rządzenia mamy cholernie daleko. W dodatku żaden ze mnie chrześcijanin, ani prawnik zresztą.

    Sprawy etyki b. mnie fascynują, ale raczej w wydaniu: "Jak stać się kimś równie wspaniałym jak Artur M. Nicpoń, albo chociaż zbliżyć się do tego ideału?" Nie na serio, mówię o kwestiach w stylu: "Jaki jest ideał etyczny wojownika, mężczyzny, faceta w aspekcie seksualnym...?" Te rzeczy.

    Tego jednak całkiem nie mieszam do tych tutaj "szpęglerystycznych" rozważań. Fakt, można poniekąd na tej podstawie nazwać mnie "naturalistą", czy "nihilistą". Mi to za cholerę nie brzmi właściwie, ale dostrzegam pewną podstawę, jeśli mówiący będzie naprawdę fundamentalistycznym chrześcijaninem, czy innym etycznym socjalistą.

    c.d.n. Deo volente

    OdpowiedzUsuń
  43. @ Kuman c.d. (Deus enim voluit)

    Metafizyka, nie tylko Spenglera zdaniem, ale także i moim IS DEAD AND GONE. Można się tym martwić, ale to jest to samo, jak to, że my to już nie paladyni Karola Wielkiego. Mnie TO akurat nie martwi.

    Spengler nie jest zapewne jakimś "czystym" fenomenologiem, bo nie to go akurat najbardziej interesuje, ale to coś zbliżonego, choć wychodzi, w pewnych aspektach, ogromnie poza fenomenologię. I mi to idealnie pasuje.

    Czy jest to oglądanie wszystkiego - z metafizyką i religią włącznie - "z góry"? W pewnym istotnym sensie na pewno tak. To się chyba nazywa "spojrzenie naukowe". Spengler sam pisze o swoim podejściu, jako o faustycznej formie sceptycyzmu, co wydaje mi się b. głębokie.

    Brzydkie to? Nie wiem, ja tam jakoś w nic wierzyć nie potrafię, to i sceptycyzm - CHOĆ W TAKIM JEDYNIE WYDANIU - idealnie do mnie pasuje. Czy to oznacza brak wartości? Np. etycznych? Za cholerę nie oznacza! To byłby zapewne cynizm (w nowej, faustycznej wersji).

    Jednak nie oszukujmy się - wszystkie te metafizyczne byty jako działające siły czy obiekty PO PROSTU NIE ISTNIEJĄ i my to już dzisiaj musimy przecież wiedzieć. Katolicyzm też, niestety, skończył się jako istotny czynnik, który miałby działać w historii. To jest może nadal WARTOŚĆ, może CEL, może PRAWDA - ale na pewno nie jest to realna siła polityczna i zapewne nigdy już nie będzie. (Tego nawet Nicek już nie zdoła załatwić!)

    Dlatego też dla mnie analizowanie go "z góry" wydaje się absolutnie słuszne, a nawet jedyne (dla kogoś takiego jak ja).

    Jesteśmy ludźmi późnymi, naszą siłą jest ta potencjalna "inteligentna mądrość" (że tak to ad hoc określę), którą mieć możemy, stojąc na barkach olbrzymów, ale paladynami i tak już nigdy nie będziemy, ani też Św. Franciszkami. (Druga religijność to jednak co innego i mnie ona wcale nie kusi.)

    Kogoś to może ogromnie martwić, wywoływać odruch protestu i agresji, ale mnie akurat nie martwi. C'est la vie i akurat ten jego aspekt mnie specjalnie nie boli.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  44. @ Artur

    No, tośmy jakoś ustalili pole, na którym da się rozmawiać. ;-)

    Zawsze się zresztą jakoś dawało, zgoda? Mimo masy strzał trafiających raczej publikę, niż kombatantów.

    Ustosunkuję się tylko do jednej konkretnej sprawy: otóż Wyrusa uważam za wybitny umysł, gość też potrafi znakomicie pisać (kiedy akurat nie zajmuje się leberalnymi pierdołami i Misesem) - tym bardziej szkoda go na te brednie.

    Swoją drogą, nie pamiętam, czy tam było akurat o parytecie, czy o "Prawie przez duże P" - z całą pewnością były tam zwykłe leberalne pierdoły, jakimi ci ludzie się brenzlują bez przerwy.

    Z fetyszystami trudno jest w końcu rozmawiać o czymś innym, niż o ich fetyszach!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  45. @ Amalryk

    No właśnie, wyjaśniło się. Kolejna marketingowa ściema, jak to w lebealiźmie.

    Nawet chciałem do nich wystosować pytanie w tej sprawie, bo mi to całkiem nie pasowało.

    Dzięki za REWOLUCYJNĄ CZUJNOŚĆ towarzyszu! I tak trzymać!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  46. Ależ masa komentarzy, postaram się jednak wejśc między wódkę i zakąskę . tj Nicka i Tygrysa
    Nicek: możesz nie podzielać wizji historii Spenglera, nie rysuje jej w jasnych barwach- rozumiem.
    Wspomiany tu wpis z Gadacza jest dziełem myśliciela ze szkoły tzw. personalizmu- Sepngler nie ma szans na przychylną recenzję z tej strony!
    Skoro jednak uważasz że są sprawy istotniejsze -walcz, bo wojowników nam potrzeba.
    Poczytaj sobie na blogu kirkera, to odechce Ci sie używać sformułowwania "konserwatywny liberał" ;)

    Tygrysie: powtórzę za Nickiem, lubisz robić totalną rozpierduchę, a tego żaden gospodarz nie lubi. Nicek też lubi takiego zachowania,mimo że Ciebie lubi- doszło?
    Nie wszystko co pochodzi z obozu liberalnego należy potępiać w czambuł. Największe zasługi w totalnym obrzudzeniu mi demokracji dla mnie ma libertarianin H.H.Hoppe oraz E. von Kuehnelt-Leddihn. Ten drugi współpracował swego czasu z Instytutem Misesa. Wystarczy?

    OdpowiedzUsuń
  47. @ Struś Pędziwiatr

    Przecież nie komentuję już od dawna na jego blogu i nie mam zamiaru - o co więc cały ten rwetes?

    Że nie potrafię traktować leberałów wszelkich maści (libertarian, anarchistów, konserwatywnych liberałów itd.) jak sensownych partnerów do dyskusji?

    Cóż, taką mam widać naturę. I taka, jak sądzę, moja rola, by tę zarazę bez cienia litości tępić.

    Nie potrafię dostrzec najmniejszej nawet zasługi leberalizmu, sorry! Trzeba by mi to dokładniej i w szczegółach opowiedzieć, bo na razie nie słyszałem.

    A już całkiem zabawne, kiedy ktoś łączy zachwyt nad leberalizmem z wstrętem do "rewolucji antyfrancuskiej" i/ lub demokracji. Paranoja!

    (Swoją drogą też nie mogę zrozumieć Kumana - z jednej strony katolicyzm i wartości nade wszystko, a z drugiej wypinanie się, jak rozumiem, na autentyczne i istniejące więzi społeczne, przy gloryfikacji państwowej machiny. Ale to na marginesie, bo nie tutaj, po prostu akurat mi się nasunęło w związku.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  48. Łoj tam, łojtam! Tygrys jaki jest, każdy widzi sam! W końcu, któż jest bez wad?
    Nie dość że jest nas w tym pierdolonym demolebelarnym kotle czrownic, tylu co kot napłakał, to jeszcze się mamy podgryzać i żałośnie pociesznie obrażać jak spedalone cioty?

    OdpowiedzUsuń
  49. @Tygrys

    No już nie strosz się tak. :->

    Nietzschego jest masa w Spenglerze, też go nie znam jakoś specjalnie, ale w zasadzie obojętne co się weźmie do reki, to wszystko to wychodzi.

    Rzuć okiem choćby na to:

    Wszystko zamiera, wszystko zakwita; wiecznie rok bieży. Wszystko się łamie, wszystko znów się spaja. Wszystko się rozłącza, wszystko wita się ponownie. W każdem mgnieniu poczyta się byt, wokół każdego "tutaj" toczy się kula "tam". Środek jest wszędzie. Krzywy jest szlak wieczności.

    Czaisz już? W tym krótkim fragmencie jest i zrąb teorii rodzenia się i umierania K/C, i ich autonomiczność względem siebie, i 'zdecentralizowana' historia, i negacja linearnego sposobu ujmowania dziejów. Do tego można dołożyć 'praroślinę' Goethego (u Spenglera to rzecz jasna prasymbol) i już prawie gotowe.

    Zresztą sam Spengler pisał, że właściwie wszystko zawdzięcza Nietzschemu i Goethemu. Dziwię się, że Nietzsche Ci nie podszedł. Nietzsche:

    A wiecież wy, czym jest dla mnie świat? Ten świat jest wolą mocy - i niczym innym! I także wy sami jesteście tą wolą mocy - i niczym innym!

    Nie brzmi to jak definicja prawicowości TtT? Dla mnie to to samo.

    Żebyśmy się dobrze zrozumieli - to, że piszę o tym Nietzschem to nie jest zarzut, przynajmniej nie do końca. Nietzsche to jednak wybitny umysł, i często gadał bardzo sensownie. Warto go czytać, ale ja jednak zakładam na to filtr, bo nie wszystko mi tam odpowiada. Albo np. konfrontuję z tym co piszą prawnicy. :->
    (sorry, ale całkiem zabawne są te Twoje zarzuty wobec Schmitta)

    OdpowiedzUsuń
  50. Ps. Widzę, że piszesz jeszcze, że cosik nie możesz mnie zrozumieć - katolicyzm i realizm polityczny bez trudu można ze sobą skomponować.

    OdpowiedzUsuń
  51. Kumanie
    "Ps. Widzę, że piszesz jeszcze, że cosik nie możesz mnie zrozumieć - katolicyzm i realizm polityczny bez trudu można ze sobą skomponować."

    Wystarczy spojrzeć na historię ostatnich, hmm, powiedzmy 1500 lat. Królowie, książęta, regenci i inni notable pojawiali się i znikali, a jednak KK nieustannie dyktował warunki polityczne, jak nie odgórnie poprzez bożego pomazańca, to oddolnie, przez uregulowanie trybu życia pospólstwa.

    OdpowiedzUsuń
  52. @ Kuman

    Powoływał się na te wpływy? No to widać, że to musiał być niesamowicie skromny człowiek!

    Co do realizmu politycznego to dzięki - wreszcie mi ktoś zdołał wytłumaczyć, co to znaczy. Więc to jest z definicji "niszczenie wszelkiego śladu narodowej wspólnoty tam, gdzie jeszcze cokolwiek z niej zostało"?

    Dzięki, zapamiętam pilnie!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  53. @ Mustrum

    Chyba nie do końca uwzględniasz cały kontekst tej sprawy. Ta dyskusja toczy się od pewnego czasu w różnych miejscach (iście faustycznym sposobem) i ta tutaj odpowiedź mego Szanownego Oponenta jest nieco wykrętna, bowiem nie odnosi się do samej rzeczy istoty.

    Rzuć może okiem na moją poprzednią odpowiedź - tę do niego (Kumana znaczy).

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  54. @ Amalryk

    Może faktycznie i ja mam jakieś wady...

    Ale co WY możecie o tym wiedzieć?!

    ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  55. @ Nicek

    Przyszedł mi do głowy tekścik - niemal manifeścik jakiś, programowy - gdzie bym skontrastował swoje najistotniejsze poglądy na walkę, kontrewo i te rzeczy, z twoimi, jak je widzę i odgaduję.

    Wydaje mi się, że odgaduję w miarę celnie, naprawdę nie mam zamiaru (tym razem) robić z nich jaj, a po prostu pokazać, jakby metodą Plutarcha, różnice między nimi.

    Masz coś przeciw? (Nie wiem, czy się przejmę, ale że pisać i tak nie lubię, to może i.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń