sobota, grudnia 30, 2017

Interesujące książki po polsku

David Riesman, Samotny tłum
Ten wpis (poza tym, że ma b. mało błyskotliwy tytuł, za to jednak w samo sedno) jest w sumie adresowany do konkretnej osoby, choć może kogoś jeszcze zainteresować, ale w końcu lepiej, żeby jedna osoba coś z tego bloga miała, niż nikt. Zaręczam wam, że po głowie chodzą mi arcydzieła, o jakich się Ziemkiewiczom tego świata nie śniło, ale po kiego grzyba (że tak to swojsko wyrażę, a moja elbląska przeszłość się ładnie ukłoni) miałbym to pracowicie przelewać na tę tutaj plazmę?

Jednak z szacunku do osób, które  ew. ten blogasek swoją obecnością z jakichś względów zaszczyciły, wyjaśnię o co tutaj chodzi. Otóż od znajomej (którą niniejszym serdecznie, choć ze stalowym błyskiem w oku) dowiedziałem się czas temu jakiś, że matka jej przyjaciółki (której osobiście nie znam, ale którą niniejszym serdecznie wirtualnie) zapragnęła listy polecanych przeze mnie książek, żeby sobie, jak zgaduję, poszerzyć und pogłębić.

Niewiele o tej pani wiem, więc zakładam, że książki mają być po polsku - zresztą ze zdobyciem zagranicznych, nawet przy znajomości narzeczy, są problemy, drobne, ale np. dla Tygrysicznego Narybku (który niniejszym serdecznie, choć nie bez błysku), jak wykazało dziesięcioletnie doświadczenie, nie do pokonania. I na różne tematy. Jeśli coś tej pani akurat nie zainteresuje, to może kogoś. A zresztą co to ma za znaczenie? No więc te książki, jak mi się przypomina, przy każdej drobny komentarz od serca.

Znajoma miała spisać te książki, co je polecam, ale cały czas ma lepsze rzeczy do roboty (Ziemkiewicze i Ogórki), więc ja muszę to zrobić sam. Co niniejszym czynię.

* * *

Andrzej Zieliński "Skandaliści na tronie"

O dziwo, mimo tandetnie sensacyjnego tytułu i faktu, że autor jest tylko dziennikarzem, b. ciekawa książeczka o historii Polski. Wpadło mi to w ręce całkiem niedawno i przypadkiem, ale błogosławię ten fakt pod niebiosa. (Z tym błogosławieniem oczywiście żartuję, ale książka jest warta grzechu.)

*

Alexander Lowen "Zdrada ciała"

Z jednej strony tutaj potrzeba sporej szczypty soli, bo to dość mocno zalatuje kalifornijskim New Agem, ale z drugiej jest to prawdopodobnie NAJWAŻNIEJSZA książka, jaką w życiu przeczytałem! Trudno uwierzyć? Rozumiem, ale w końcu my tu sobie normalnie o sprawach intelektu, Ardreye i Spenglery, ważne rzeczy, ale jednak abstrakcje, a ta książka realnie zmieniła moje, dotąd dość podłe i nie do końca zdrowe, życie. Cóż więc jest ważniejsze?

Nie każdy oczywiście ma tak, jak ja miałem wtedy, kiedy dorwałem jakimś boskim zrządzeniem losu tę książkę, w oryginale, w sopockim antykwariacie (gdzie potem ponoć przychadzał i Michnik, czym mi się właścicielka pochwaliła), więc nie każdy aż tyle skorzysta, ale są to interesujące sprawy i cholernie by się wam, kochane ludzie, przydały. Zresztą Lowen napisał wiele książek, z czego niektóre są i po polsku, te inne też są interesujące, ale ta wydaje mi się rewolucyjnie najważniejsza.

*

Jan Kucharzewski "Od białego do czerwonego caratu"

Żeby było coś o polityce i na komucha, to tutaj macie fajną książkę rodaka na temat Rosji przed rewolucją i jak to tam w sumie wyglądało. Znana rzecz i naprawdę niezła.

*

Astolphe de Custine "Listy z Rosji"

Skoro już jesteśmy przy polityce i Rosji, to nie można zapomnieć o tym sławnym dziełku. Mówią o nim, że nie była to aż tak znakomita rzecz o ówczesnej Rosji, ale o dziwo nabierała wagi i prawdziwości z czasem i stała się znakomitą pracą o CCCP, niech je...

*

Krzysztof Kowalski "Eros i kostucha"

Fatalnie wydane, rozpada się w rękach po dwóch minutach, ale b. interesująca rzecz, jeśli kogoś, jak mnie, kręcą takie sprawy związane z prehistorycznymi religiami i takie tam. Ostrzegam, że dla niewinnych dziewic i ministrantów będzie to zbyt mocne z powodu b. wyrafinowanej seksualności w tych tam sprawach.

*

George James Frazer "Złota gałąź"

Skoro już prehistoria, dziwne obrzędy, ofiary z ludzi i co z tego zostało, to oczywiście nie można pominąć tej klasycznej i do dziś sławnej pozycji.

*

Robert Graves "Mity greckie", "Biała bogini"

To jest coś w tym samym stylu, co dwie poprzednie pozycje, ale łatwiej się chyba czyta niż Frazera. W "Mitach greckich" ja w sumie czytam niemal wyłącznie przypisy, gdzie jest właśnie samo jądro gęstwiny, choć i zwykły tekst też jest interesujący, a nawet powinienem go z zapałem studiować, jako niedoszły  historyk starożytny, tylko że mnie to akurat nie aż tak kręci. Przypisy jednak są REWELACYJNE - jeśli kogoś, oczywiście, jak mnie, te sprawy podniecają. "Biała bogini" to całkiem inna książka, raczej na tematy celtyckie, choć wcale nie tylko, ale tematyka pokrewna i podobnego nastawienia wymaga od czytelnika.

Oczywiście Graves napisał sporo innych rzeczy, które pół wieku temu b. mi się podobały, a dziś pewnie też by mnie nie odrzuciły - te o Kaliguli i Klaudiuszu na przykład. Facet w ogóle był genialny, choć Anglik (nie mówcie Koryle!) i na zdjęciu wygląda dość pedalsko, ale sam fakt, że mieszkał sobie na Majorce pod rządami gen. Franco, powinien nas do niego przekonać.

(A najzabawniejsze, że Graves "genetycznie" był jednak Niemcem. O czym wtedy nie wiedziałem.)

*

Antoni Kępiński "Schizofrenia"

Ten autor to b. ciekawa postać i nawet taka na ołtarze, napisał też sporo książek na tematy różnych aspektów psychiki i różnych zaburzeń, wszystkie które ja czytałem były interesujące i polecam,  ale o "Schizofrenii" my sobie tutaj nawet przecie kiedyś pisaliśmy, a to w związku z jej teorią, wyrażoną przez Kępińskiego w tej właśnie książce. Chodzi o teorię "metabolizmu informacyjnego" i jak to się potrafi zaburzać, obradzając np. schizofrenią "jako taką", albo schizofrenią metaforyczną... Spengleryzmy takie, można sobie tutaj ew. pracowicie poszukać.

*

Klemens Krzyżagórski "Kłopoty z ciałem"

Czytałem to wieki temu, nie mam nawet pojęcia, czy ten autor jest "nasz", ale b. ciekawe.

*

Oswald Spengler

Jest parę jego rzeczy po polsku - Magnum Opus oczywiście w dzisiejszej liberalnie skastrowanej wersji, ale i tak to jest b. dobra książka, choć nie tak, jak uczciwe wydanie. Wszystko jest do czytania i nauczenia się na pamięć. (Z pamięcią nieco żartuję, ale tylko trochę.)

Tu macie linek do Wikipedii na jego temat, tam są podane jego teksty po polsku, nie jest to oczywiście żadna Święta Księga (Wikipedia znaczy), ale może się przydać:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Oswald_Spengler

*

G. Lenotre "Ze starych papierów"

Wybór i tłumaczenie tekstów Lenotre'a, który był przez długie lata paryskim archiwistą i opublikował masę fascynujących rzeczy, w dużej części na temat Rewolucji Francuskiej i spraw wokół niej. Wybór zrobiony, genialnie, przez Pawła Hertza ("naszego Żyda") w początkach lat '60. Dzisiaj musi to być trudne do dorwania, ale warto poszukać, bo naprawdę fantastycznie się czyta i może kogoś nawrócić na zainteresowanie historią.

*

prof. Stanisław Zieliński "Po co Homer?"

Tej akurat książki nie mogę nigdzie dorwać w postaci materialnej, ale jest zdaje się dostępna na jakichś Chomikach. Polecam! Ten sam autor wydał też sporo innych b. interesujących książek o starożytności, które co najmniej dla młodych obiecujących nadają się do polecenia.

*

Anna Świderkówna "Hellada królów"

Super rzecz - historia hellenistycznej Grecji, gorąco polecam! Polityka, wojna i samo życie, takie, jakie ono naprawdę jest i jakie w sumie zawsze będzie.

*

Janusz Korczak "Król Maciuś Pierwszy" i "Król Maciuś na wyspie bezludnej"

Historia rządów Donalda Trumpa, odkryta jakimś genialnym przebłyskiem intuicji i opisana niemal sto lat temu. ("Faraon" Bolesława Prusa także jest niezłym wprowadzeniem do polityki i polecam. Jak i wspomniane już tutaj książki Roberta Gravesa o wczesnych cezarach.)

*

Maurice Druon "Królowie przeklęci"

Coryllus by mnie za to przeklął (nie czyniąc przy tym królem), ale co mi tam! Od lat właściwie prawie nie czytam powieści, ale tę chciałem przeczytać od pół wieku (kiedy usłyszałem jej fragment czytany w radio), i kiedy oczy moje ujrzały, że oryginał jest do dostania na allegro, to sobie kupiłem, a potem przeczytałem. Tego jest chyba z sześć tomów, w sam raz na długie zimowe do początku XXII wieku.

Nie żałuję, bo chociaż mogę się teraz uśmiechać czytając (jak to mi się raz na parę tygodni zdarza) diatryby naszego natchnionego Savonaroli v2.0, a dla ludzi młodszych, bardziej skłonnych do czytania powieści i być może mniej unurzanych w historii, to powinno tym bardziej być ciekawe i pouczające. (Nie wykluczam do końca, że Koryła może mieć trochę racji polemizując z Druonem na temat stosunków bankierów z władzą, ale to i tak książki nie przekreśla, a na temat mechanizmów historii różni ludzie mogą mieć różne opinie, i nawet o to jakby właśnie chodziło.)

*

David Riesman "Samotny tłum"

Instrukcja obsługi leminga i wprowadzenie do propedeutyki lemingologii. Po prostu!

* * *

To na razie tyle, bo to mi w tej chwili przyszło do głowy, ale osoby ew. zainteresowane mogą tu co pewien czas zajrzeć, bo jak sobie coś istotnego przypomnę, to być może dodam.

triarius

P.S. A tak całkiem bez związku z czymkolwiek, to przyszedł mi do głowy bonmot, którym nie omieszkam się podzielić: W dobrą zmianę nie uwierzę, dopóki ten, kto wymyślił tytuł progarmu "W tyle wizji" nie pójdzie siedzieć.

niedziela, grudnia 17, 2017

Bonmot historiozoficzny długouchy

Jakoś z nudów rzuciłem ci ja okiem na kolejny w mym długim życiu amerykański film w moim telewizorze, i nagle wszystkie fragmenciki wszystkich tych filmów ułożyły mi się w kompletną układankę... I zrozumiałem! Że...


Ważną rolę, którą od tysiącleci w świecie śródziemnomorskim i bliskowschodnim pełnił osioł, dzisiaj w świecie zachodnim pełni ojciec rodziny.


Mamy mało tekstu (choć głębie przecie niewypowiedziane), to damy sobie aż trzy obrazki. Enjoy!




triarius

P.S. Od drugiej strony też jest to fajne i jakże słuszne: "... którą dziś w zachodnim świecie pełni ojciec rodziny... pełnił od tysięcy lat..."

środa, grudnia 13, 2017

Myślęta (zima 2017)

słodka ropuszka
Najsampierw coś artystycznego...

Picasso - Szkoła Frankfurcka w 2D i kolorkach.

* * *

A teraz dłuższe i bardziej jeszcze aktualne...

Żmija, jadowita ropucha, skorpion, bakteria dżumy są obrzydliwe, ale są jakie są i można się nimi co najwyżej, mniej lub bardziej radykalnie, bronić. Pomysł, by im wyrwać jadowite zęby, przypudrować, przykurtyzować ten śpiczasty ogonek, poperfumować Chanel nr 5 i używać jako przymilnych kociaczków widzi mi się dość głupi i mocno niesmaczny. No a czymże jest ulubiona telewizyjna audycja wielu naszych "prawicowych" (hłe hłe!) rodaków "W tyle wizji", jeśli nie takim właśnie podrabianym kociaczkiem? (Swoją drogą sam tytuł jest żenujący.)

"Szkło kontaktowe", na którym jest to wzorowane, to program oczywiście obrzydliwy, ale też na tym dokładnie to tam polega. Najklasyczniejszy ardreyowsko-tygrysiczny "instynkt linczu" (o którym sobie tu wielokrotnie pisaliśmy i który jest cholernie ważny do zrozumienia), niepohamowana agresja w stronę kogoś, kto w sumie jest widziany, jako znacznie słabszy (i niestety słusznie), ale któremu dorabia się różne paskudne i złowieszcze maski... To cała idea i cały lewacki/ubecki wdzięk "Szkła kontaktowego".

Pomysł, żeby to ucywilizować i zrobić coś podobnego, ale słodkiego, łagodnego, dyszącego wprost człowiekolubną moralnością i obiektywizmem, to całkiem jak pudrowanie jadowitej brodawkowatej ropuchy skrzyżowanej z zarażonym wścieklizną skorpionem. Że już nie będę się dodatkowo znęcał nad samą ideą - wspólną tym razem dla obu tych arcydzieł - że oto przychodzi do studia człek od Ducha Świętegp/Kiszczaka obdarzony niebywałym dowcipem i na zawołanie będzie nam tutaj, bez przygotowania, cholernie zabawny.

To się, moim skromnym, niemal zawsze kończy żenadą, tylko że lemingi - także te "prawicowe" - nie raczą, lub raczej nie potrafią, tego zauważyć. Zresztą w przypadku "Szkła kontaktowego" nie o to przecież chodzi! Po co ja o takich żałosnych w jednym, podłych zaś w drugim przypadku, rzeczach tyle piszę? Dlatego, że to nieszczęsne "W tyle wizji" jawi mi się jako metafora Polski. Mógłbym rzec "metafora III RP", ale to by była łatwizna.

Polska, którą byłbym w stanie zaakceptować, to dziś tylko idea - nawet naiwnie zakładając, że wcześniej wszystko było OK... Fakt, że gdzie indziej, jak się nieco pogrzebie w historii, też nigdy całkiem OK nie było, tylko że niektórzy częściej dawali, niż brali w dupę, ale logika sugeruje, że ktoś jednak brać musi, żeby inni mogli dawać... No a później, to, z dwudziestoletnią pieriedyszką, od ponad trzystu lat Polska jest w... Wiadomo gdzie... Ta pieriedyszka była wprawdzie dziesięć razy dłuższa, niż ta ostatnia, ta sprzed paru dni, ale cóż to w porównaniu z wiekami? Ale i wcześniej, twierdzą niektórzy, byliśmy przeważnie, o ile nie po prostu zawsze, kulawi i mocno ślepi...

To była przydługa dygresja, sorry, ale chodzi mi o to, że wolnej (i BOGATEJ, bo o tym wszyscy, z tego co wiem, marzycie) Polski nie stworzy się stosując się do reguł narzucanych przez kraje, które teraz są w upadku (!), a to, że pod względem bogactwa mają jeszcze z czego spadać, wynika właśnie z tego, co one robiły, a my nie. Stosując się do tych reguł, nie tylko nikogo nie dościgniemy - co najwyżej oni, w wariancie hiper-optymistycznym, w którym my w ogóle za pół wieku istniejemy, oni dościgną nas. W dół!

I to jest właśnie, żeby ładnie (na odmianę) zamknąć to arcydzieło ślicznie skomponowanego publicystycznego tekstu (hłe hłe!), to pudrowanie ropuchy, perfumowanie dżumy i przerabianie skorpiona na puchatego przytulaska. Ale cóż, skoro cała prawdziwa polityka jakiegoś narodu opiera się na JEDNYM (słownie JEDNYM) starszym panu, a całej reszcie status kolonii i bantustanu zdaje się całkiem nie przeszkadzać... Skoro "wszyscy Polacy" oznacza także 20% ewidentnej i nie-do-odratowania targowicy, a każdy, kto, zawsze tak czy tak z cudzego nadania, chce Polską rządzić, musi być "wszystkich Polaków"...

Skoro "prawicowość" (żeby to na moment przenieść się z rozdrapywania ran narodowych na poziom globalny) to dziś jedynie te same, co u lewizny LEWACKIE IDEAŁY, TYLKO "MY TO ZROBIMY LEPIEJ"... I tak łagodnie że nawet nie zauważycie! "Przeczyszcza łagodnie, nie przerywając snu", jak głosiła pono jedna przedwojenna reklama. (Spójrzcie sobie pod tym kątem na Trumpa i w ogóle dzisiejszą Amerykę.)

Tak moje ludzie - dzisiejsza Polska to takie "W tyle wizji"! Choć tak bardzo się niby staramy, żeby w końcu mieć coś własnego i fajnego, mamy upudrowaną ropuchę trzymająca się za ręce ze żmiją przerobioną na zaskrońca i resztą opisanej tu przez nas tak udatnie menażerii. Jeśli do tego uwzględnić nieprzyjemny fakt, że ONI mają to samo, tylko bez pudru i spiłowanych zębów...

triarius

P.S. Tak zupełnie bez związku z czymkolwiek, to dwa dni temu widziałem na jakiejś prywatnej telewizji, co ją mam w pakiecie, chyba TV5 HD to się wabiło, pięćdziesięciominutowy film propagandowy pod tytułem "Krym wraca do ojczyzny". Treść dokładnie taka, jaką ów tytuł sugerował, a był to, zgodnie z zapowiedzią, dopiero pierwszy odcinek cyklu pod tym samym tytułem.  W tenkraju wszystko jest możliwe, nawet obrzucenie rządu jajami i pójście do pierdla za spalenie kukly Szczęsnego Potockiego. Tak że nie zdziwcie się, ludkowie moi rostomili, jeśli za jakiś czas będą tu się działy rzeczy, o których ani wam, ani nawet filozofom, się nie śniło.

niedziela, grudnia 10, 2017

Z głębi trzewi, z trzewi głębi...

niewolnictwo
Miałbym coś głębokiego i jakże - ach! - do napisania, ale po pierwsze liberalizm mnie akurat dręczy, a po drugie wy macie przecie swoje Ziemkiewicze i Ogórki, a ja nie będę bez cienia szansy na sukces z tą elitą rywalizował. Jednak żeśmy tu sobie przez te lata napisali tyle różnych rzeczy, że mamy adekwatne treści na każdą chyba dosłownie okazję, jaka może się jeszcze na tym łez padole, z tym łez bantustanem na czele, przydarzyć, więc będą dwie rzeczy... (Chyba żeby mnie wena poniosła, co się zdarza.)

* * *

Myśl, którą już tu i ówdzie wyrażałem i bywała przez paru ludzi wychwalana, ale nigdy dotąd nie wyryłem jej rzymską antykwą na marmurze, a na to zasługuje, jak i na waszą, Kochane Ludzie, głęboką uwagę. Oto:

W polityce, jak i w życiu zresztą, (czego profani nie rozumieją i to właśnie różni ich od mężów stanu i królów życia) nie tyle ważne jest "co byśmy sobie jeszcze dodatkowo chcieli", tylko to, z czego jesteśmy gotowi zrezygnować.

W nawiązaniu mogę polecić lekturę "Króla Maciusia Pierwszego" i tego drugiego tomu, co był chyba o Afryce, które pięknie, po pierwsze ilustrują tę przemądrą zasadę, którą wam, Kochane Ludzie, właśnie ujawniłem (i nikt przede mną na to nie wpadł tak wprost, z tego co wiem), a po drugie po ich przeczytaniu będziecie mieli rozkoszne déjà vu śledząc wyczyny Naszego Wielkiego Protektora i Nadziei... nieważne, Donalda Trumpa. To też coś warte.

*

No a to poniżej, to już całkiem dowód, że tutaj jest już gotowe i czeka na okazję do ponownego się ujawnienia i potwierdzenia swojej prawdziwości wraz z głębią... dosłownie WSZYSTKO! Nieco poniżej linek - czyż nie jest to proroczy opis naszej bantustańskiej sytuacji od niepamiętnych czasów, co najmniej od Powstania Listopadowego, ze szczególnym jednak uwzględnieniem naszych - ach! - odnów, pieriedyszek, dobrych zmian, które trwają tak do dwóch lat, a potem się wszystko kończy i rządzi nami jakiś Duduś, którym z kolei rządzi nie-wiadomo-dokładnie-kto, ale z grubsza to jednak, jak zawsze, wiadomo... Ech!

Oto linek - jest tu wszystko: Duduś, dobra zmiana, nasze zzzz... nadzieje, Druga Japonia, Trzecia Irlandia, Piąta Grecja, Siódmy Gabon, szabasowe świece, radość Merkeli tego świata i przyszłość Polski:


triarius

P.S. 1 PiS zmienia status na MNIEJSZE ZŁO, ale JEDNAK MNIEJSZE, i to sporo, więc w naszym wyborczym itp. zachowaniu nic się niestety nie może zmienić. Taki los bantustańskiego prola. Podziękujcie przodkom!

P.S. 2 Sposób, w jaki wywalono NAJLEPSZEGO WYŻSZEGO URZĘDNIKA w tenkraju od '39 co najmniej! Pionowo w dół, pod niedawnego podwładnego... Skrajne poniżenie. Gdyby mogli, chyba wytarzali by ją w smole i pierzu, obcięli wargi i nos, a potem nagą pędzili ulicami ku uciesze ludu. To chamstwo przekonuje mnie, nie tylko o tym, co u przywołanego tu Ojca Historii, ale także, iż rządzi nami, niezależnie od zmian, czerń i hołota, która powinna siedzieć w czworakach i paść gęsi. Był bowiem jakiś powód?

Wątpię czy dla przyzwoitych patriotów, ale zapewne zewnętrzny był. (I o tym właśnie byłbym gotów napisać, gdyby nie liberalizm i wasze wyrafinowane gusta. Tak się właśnie karze lojalnego wobec jakiegoś kraju, a nie wobec globalnej lewizny, urzędnika, jeśli ten kraj... Ech!) Tak czy tak czy tak nikt przyzwoity by tego tak nie zrobił nie tłumacząc co i jak wiernemu, a wcześniej przez długie lata znoszącemu śmiech i poniżenia, elektoratowi. Cóż, bantustan spodla, a rządzenie bantustanem spodla widać absolutnie.

czwartek, grudnia 07, 2017

Bonmot luźno związany ze zmianą na stanowisku Premiera RP

Z absolutnie ostatniej chwili:

Trudno by mnie było posądzić o feminizm (do czego osobiście zaliczam także np. radość z kobiet/bezpituli na wysokich stanowiskach), fryzura Pani Szydło też nigdy mnie nie zachwycała (londyńskie wrotkarki miewają podobne, teraz już można to rzec), ale ta obecna zmiana na stanowisku Premiera RP nie zachwyca mnie nawet w najmniejszym stopniu, a raczej wprost przeciwnie.

Przyszedł mi, nie bez związku z tą sprawą i z rozmową na jej temat z jedną moją znajomą (którą niniejszym), taki oto bonmot:

Istnieją ludzie, którym najwyższą rozkosz sprawia bycie oszukiwanymi - zapewne dlatego, że uznają fakt, że ktoś sobie zadał wysiłek, by ich oszukać, za wyszukany komplement... I istnieją też też, niestety, całe takie narody, a przynajmniej jeden, o którym wiem. To, że są przez stulecia bite i poniżane, nie jest, jak podejrzewam, całkiem bez związku z tą właśnie sprawą.

To był bonmot, nawet, po prawdzie nie wiem do końca, dlaczego mi się skojarzył... A teraz jeszcze trocha (to z Villona Boyem) komentarza:

W tej obecnej decyzji widzę chęć przypodobania się przesławnym, i nie od dzisiaj przecie, Zachodnim Inwestorom, i komu tam jeszcze, przy ewidentnym zlekceważeniu miejscowych proli - elektoratu, jakby nie było Prawa i Sprawiedliwości. Ale kto by się w tych czasach rozkwitu Liberalnej Demokracji prolami, jakimś głupim elektoratem, przejmował.

Na Morawieckiego nie chcę rzucać żadnych podejrzeń, ale od b. dawna mnie zastanawia, dlaczego podziemnej organizacji jego tatusia nie wyłapała ubecja w ciągu tygodnia, skoro tam było tyle wtyk... Choćby to... No i próbowałem sam siebie przekonywać, że to z powodu Buzka, Boniego i Schetyny, trampolina znaczy und legendowanie, ale jakoś mi trochę do domknięcia się tego układu brakowało.

Nie oskarżam bynajmniej o nic paskudnego ojca przyszłego, jeśli dożyjemy oczywiście, Premiera, co najwyżej o naiwność i przesadną wiarę we własne możliwości. Wierzę, próbuję wierzyć, że jest uczciwym patriotą. Przyszłego (jeśli dożyjemy) Premiera, też oni nie oskarżam, ale mam niejakie wątpliwości co do jego priorytetów. A że akurat Ostania Nadzieja Bia... O, sorry! Już chciało mi się wypsnąć, a przecież nielzia, bo Europa nigdy przecież biała nie była i tak ma pozostać! Nie palcie mojej kukły, błagam!

Więc ta nadzieja Moich Ukochanych (i jakże niezmiennie słodko naiwnych) Rodaków - o Trumpa chodzi - pokazała właśnie jakie są JEJ na odmianę priorytety. A to się ładnie (intelektualnie, dla przyszłego, da Bóg, historiozofa) domyka z tym, co my tu, w tenkraju, mamy... Piękna sprawa, tylko że łzy się człowiekowi czemuś cisną do ucz. (Swoją drogą, czy Pani Dotychczasowej Premier nie zgubił aby aby ten żółty kubraczek? Żółtość wzbudza sympatię, ale przekreśla autorytet, czego zapewne w PiS nie uczą. Sprawdźcie to sobie np. na dzieciach. Albo na prawicowych (hłe, hłe!) politykach. (Tygrysizm to także rozumienie kolorków!)

triarius

P.S. Nie chcę nic podpowiadać wrażej propagandzie, ale fatalnie to będzie wyglądać w połączeniu: w południe kwiaty i pocałunki w pysio, wieczorkiem kop w... Wiadomo. I co oni teraz zrobią z naszą słodką Beatką? Wybudują jej pomnik i pozwolą się wyhasać do śmierci na humanitarnym wybiegu dla niezdatnych już do niczego koni? Czy może dadzą jej posadę kierownika poczty w Radomsku? (Nikt nie zgadnie, dlaczego akurat ta miejscowość przyszła mi na myśl.)

Serio pytam. W końcu kobieta ma zasługi i nic naprawdę głupiego czy wrednego nie zrobiła, zgoda?  Nic o czym prole by wiedziały, nawet te wzgl. uświadomione. Z tym, że na pomnik nie zgodzi się Gronkowiec, więc... Ogólnie wtopa i wkrótce pójdziemy podbijać Iran z Koreą. (Nie żebym wolał Putina od nawet najgorszych wyskoków Trumpa, oczywiście. Po prostu jak się jest smacznym bezbronnym cielątkiem nierozróżniającym rodzajów agresji, to się ma.)