wtorek, maja 15, 2018

Że sobie coś luźno...

zaloty
(Co sobie luźno? Popiszemy, Mądrasiński, popiszemy. Sobie. Luźno. Kompletnie nie wiem po co, ale powiedzmy, że to będzie czysta ekspresja.)

No więc, gdybym chciał dawać światu biężączkę, to bym mógł, bo mamy akurat sporo odpowiednich wydarzeń, a ja przecież zdolny nie do takich rzeczy. Na przykład mógłym ci ja P.T. Publiczność poczęstować rubasznością à la Brantôme, a to w związku z tą panią, co to prowadziła działalność gastronomiczną, do której biedaczka dopłacała, więc przestała i się przerzuciła na kurwienie się po Bożemu...

Potrzebowałbym chyba doszkalania ze strony jakichś k*winiątek, bo nijak nie mogę zrozumieć, jak można lepiej zarabiać na działalności, którą co druga, lekko licząc, rodaczka potrafi bez problemu chętnym udzielić, niż na "gastronomii", czyli, bo cóż to by mogło być innego, (excusez le mot) łykaniu, które (o ile nie z czystej tkliwej miłości od course, a nie o tym mówimy) stanowi usługę dla VIPów - ekskluzywną i w normalnej ekonomii dość drogą. (Zaraz... A może to była taka platformiana odpowiedź na 500+??)

* * *

Przechodząc na poziom wyższy, bardziej, jak my to tu mówimy, "meta", oraz mniej rubaszny, moglibyśmy przeanalizować strategię naszej kochanej targowicy, bo wyraźnie, choć ogromna większość jej członków to błazeńscy idioci, ktoś jednak tym dość zgrabnie steruje, tylko mu to wojsko nie staje na przysłowiowej wysokości zadania. Dlaczego tak sądzę? A dlatego, panno Napieska, że na ten przykład widać, jak te platfąsy cwanie zawsze atakują - choćby i na oślep, byle ostro - kiedy coś im, w propagandzie, no bo w czym innym by mogło, chwilowo nie wyjdzie.

Weźmy ten ich "Marsz Wolności". Mocno żałosne przedstawienie, choć dla leminga, także tego "prawicowego", zapewne widoczny gołym okiem wysiłek i (trza przyznać) pewien "profesjonalizm" tego happeningu były argumentami ZA, a nie PRZECIW, jak być powinno. Argumentem ZA, ale prawdziwym, byłaby właśnie SPONTANICZNOŚĆ, której tam nie było za grosz. Ale kto to zrozumie, szczególnie w tenkraju?

W każdym razie nadzwyczajnie nie wyszło, ale zawsze da się o tym pogadać w telewizjach, także oczywiście tych "naszych", co to nie mają nic lepszego do roboty, niż w ramach "pluralizmu", dawać głos targowicy i innym obcym agenturom. Jednak tu ich zaskoczono tym tam Gawłowskim, co to miał u siebie autentyczne BORDELLO ("choć nie agencję", hłe hłe!).

Nawiasem, to nie uważam, żeby w tym najgorszą rzeczą i czymś, na co należałoby kłaść, z naszej strony, największy nacisk, były sprawy czysto obyczajowe. Choćby i płatna "miłość". Naprawdę istotne wydaje mi się to kompletne poczucie BEZKARNOŚĆI, ze strony tego @$%^ bydła. Każdy z nas (tak samo jak w przypadku np. Polańskiego czy innego Cohn-Bendita) zgniłby po takim czymś w pierdlu, ale im nigdy nic nie grozi i za parę dodatkowych łatwych tysięcy zrobią wszystko. Wolno im, a poczucie, że tylko im, jeszcze temu dodaje pikanterii. I za to właśnie... Ech!

W każdym razie ta @#$% "opozycja" natychmiast przeszła do wściekłego kontrataku, a "nasi", biedacy, męczą się teraz, żeby samych siebie i drug druga przekonać, że to jednak my mamy rację. Nie-sa-mo-wi-te! Nawet w dzisiejszych spedalonych "normalnych demokratycznych krajach", takie coś wykatapultowałoby daną partię na margines, a tutaj mamy spór jak równy z równym, niemal jak "Polak z Polakiem"... I ci biedni, słabi na umyśle, "nasi" sądzą z pewnością, że tamci nie wiedzą, iż brzydko zrobili, ale dadzą się w końcu przekonać...

Podczas gdy w realu tamci mają rację i prawdę w dupie, tylko jeszcze głębiej, a tylko podszczuwają swoich najwierniejszych, najgłupszych i z najbardziej ubeckich rodzin, w nadziei, wcale nie takiej płonnej, że w końcu któryś się wystarczająco wkurwi i załatwi tego cholernego Kaczora... Albo ktoś z naszych coś jakiemuś lemingowi czy prawdziwej targowickiej szui coś zrobi i będzie można... I się zacznie. Jednak nasi intelektualiści oraz czarodzieje od mediów nigdy na takie coś nie wpadną i będą nas nadal karmić ckliwymi pierdołami. Dlaczego? Bo to przecież Polska - tu nie może być inaczej!

* * *

Przyjechał Orban i m.in. rzekł to, co Pan T., w opozycji do K*winów tego świata, mówi od lat. Czyli że to nie demokracja jest problemem, tylko właśnie liberalizm! "Demokracja" to ogromnie pojemne pojęcie, to takie przeogromne majtasy, w które można włożyć masę całkiem różnych rzeczy i dowolnie to ukształtować, choć idea "woli ludu", "dobra ludu", "suwerenności", jest tam jak najbardziej zawarta, jeśli to ma być coś autentycznego, demokracja znaczy, a nie takie kłamstwo (liberalne właśnie!), jak nam ostatnio @#$%$ elity stręczą.

I nie ma co się zgrywać na taniego arystokratę z sygnetem z sopockiego Podjazdu! "Senatus Populusque Romanus" to był wyraz "suwerenności ludu", obok suwerenności Senatu oczywiście, a twarda rzeczywistość była taka, że rządziła ścisła oligarchia, tyle że (do czasu) szczerze wierząca, iż realizuje Ludu (ach!) dobro i Ludu (ach!) szczere wartości. Więc proszę mi tu nie stręczyć bredni, że wzniośle być "poddanym", niż "obywatelem", bo ja tam niczyim "poddanym" nie jestem i być nie zamierzam, a już na pewno nikogo takiego jak rodzina obecnie tam w UK miłościwie panująca, o Regentach Januszach I K*winacjh nawet nie wspominając.

W feudaliźmie taki wasal dobrowolnie (przynajmniej formalnie tak to rozumiano) składał suzerenowi hołd i mógł w różnych przypadkach, zarówno liczyć na pomoc tego suzerena, jak i wypowiedzieć mu ową podległość.

W każdym razie, tak sobie dziś myślałem, że, czego chyba Spengler nie przewidział (albo się mylę, Amalryk pomóż!), mamy teraz taką sytuację, że jedni są za LIBERALIZMEM - który wcale nie polega na tym, że "jest wolność", tylko stanowi całkiem spójny, żeby nie rzec "totalny", splot poglądów, odziedziczonych po Oświeceniu, który do rzeczywistości ma się słabo, do wolności, jak się to z każdym dniem mocniej okazuje, nijak, i który jest raczej - jak to także Orban właśnie oznajmił, zapewne nie po raz pierwszy - największym dzisiaj wrogiem demokracji.

No i jedni są za tym, a drudzy za tamtym. W Grecji w wieku VI i V przed Chrystusem demokracje zaczęły emitować z siebie "silnych ludzi", czyli w sumie dyktatorów. Grecy nazywali ich "tyranami", ale po grecku nie ma w tym określeniu nic specjalnie negatywnego - po prostu "basielus" to był taki król bardziej sakralny, od tych Heraklesów, co ich po jakimś czasie baby składały w ofierze, o czym sobie już (choć nigdy tego dość) pisaliśmy. Grecy nazywali później rzymskich cesarzy "basileus", czyli "król", a w Rzymie stoicy nie stosowali tego określenia, widać zbyt religijnie naładowanego, tylko pluli na "tyranów", i tak zostało.

W każdym razie dzisiaj LIBERALIZM to już wprost dążenie do globalnej wszechwładzy nielicznej "oświeconej elity". Rzecz totalnie wroga nie tylko wszelkiej autentycznej demokracji, ale nawet - jak to Pan T. wielokrotnie próbował wam wytłumaczyć - nawet samej ludzkiej naturze, którą te @#$% wyewoluowują, całkiem niestety skutecznie, w jakieś kastrowane prawcowite i podskakujące do rytmu mrówki.

Po drugiej stronie są ci, którzy liberalizm ze wstrętem odrzucają, tysiące razy woląc jakąś tam formę DEMOKRACJI, choćby z udziałem tych (greckich i bez głupiego wartościowania) "tyranów". No i tak to się teraz dzieje, a dla Szpęglerysty byłoby oczywiście interesującym jakoś to przeanalizować w szpęglerycznych kategoriach, z fajnymi historycznymi paralelami...

Jedak ŻYCIE, jednak HISTORIA, są ważniejsze i bardziej pierwotne od najmędrszej nawet książki, więc to będzie tylko intelektualne ćwiczenie dla nałogowych szpęglerystów, bo przede wszystkim jednak powinniśmy się skoncentrować na nich, i na samej tej walce. Ze wszystkim, co z tego wynika, lub raczej - żeby to bojowe wezwanie dostosować do możliwości współczesnych - zastanówcie się może łaskawie, ludkowie rostomili, i zdecydujcie: jak chcecie, żeby (o ile w ogóle) żyły wasze ew. przyszłe prawnuki. Dixi!

triarius

P.S. Bonmota nawet dzisiaj dla was, ludzie, wymyśliłem: "Polityka HISTERYCZNA? Nie, serdeczne dzięki, ale nie!"