niedziela, sierpnia 11, 2019

The Highland Widow's Lament

Tutaj, na tym od Boga i ludzi zapomnianym blogu, wbrew pozorom, nie tylko Monteverdy i Dufaye... (W uzupełnieniu do erotomańskich dowcipasów.) Ostatnio oszalałem na temat tej prościutkiej melodyjki, fakt, że bez tekstu (np. dzwonek w komórce, hłe hłe!) to by chyba nie działało. Sprawdzałem - tu naprawdę  niczego nie można "ulepszyć" czy "ubarwić" - wszystko się od razu wali. Niesamowite! (Choć fakt, daje się temu heterofonicznie lub kontrapunktycznie poakompaniować, np. na tenorowym banjo. Co niniejszym...)

To tak jak z innymi takimi balladkami, takimi jak "Dan Malone" czy "No Other Name" (tej z Mary Travers od Peter Paul and Mary, bo jest jakaś inna, religijna). Czy ja wiem zresztą? Może żeby to tak działało trzeba być Szkotem, albo chociaż MacLeodem w 1/16 (to jednak tyle, a nie 1/32, jak długo myślałem - babka babki). Jak ja.

A może trening w Monteverdach też, wbrew pozorom, pomaga. Choć przecie rasowy odwiedzacz filharmonii tego świata uznałby to z wszystko pewnością za koszmarny prymitywizm... Naprawdę nie wiem! Jeśli ktoś tu wejdzie i zechce, niech sam oceni i ew. się łaskawie wypowie.


A tu poniżej macie (na ile istniejecie) inne wykonanie, i nawet ze słowami - istne karaoke! Gdybyście, i słusznie, postanowili jednak w końcu pośpiewać, pograć na łyżkach,,, I czym tam jeszcze.


No to może jeszcze wspomniany Dan Malone. (Kocham te piosneczki!)



No to jeszcze, do kompletu... Będę miał te balladki w jednym miejscu. Tu akurat specjalnie warto znać to narzecze. Wstrząsający tekst! Niemal za naciśnięciem guzika budzi metafizyczne przerażenie. Jak tamto z "African Genesis".



triarius

P.S. Gdyby ktoś, nie daj Boże, skojarzył tamtego Donalda (to szkockie góralskie imię!) z tym "naszym", tym Cesarzem Europy, to będę strzelał! Z biodra, ale zawsze.