czwartek, lipca 14, 2011

Koneczny - czy może jednak nie?

Wcale nie twierdzę, że Koneczny koniecznie musiał być idiotą. Mógł także być wielkim humorystą. Siedział sobie facet, na przykład po dobrej kolacji, w fotelu, przed kominkiem, obgryzał obsadkę i sobie kombinował:
Niech może jakaś cywilizacja skacze po globusie jak pchła... To by było naprawdę pocieszne! Która to będzie? Ene, due, rabe, Chińczyk złapał żabę, a żaba Chińczyka... Bizancjum. Niech będzie! A gdzie ich skoczymy? Niemcy! Ge-nial-ne! Może się nawet jakiś durny szkop, spity piwem i ogłuszony umpa-umpa, nabierze! Ale by było! A do tego... A do tego - może u nas jakiś Roch Kowalski, albo inny Podbipięta Longinus, też się nabierze! I doda mu to antyszkopskiego animuszu... Hurra! Alem wymyślił!
Innego zaś wieczora (po dobrej kolacji, ognień na kominku wesoło trzaska):
A nas też skądś'by... Skądsiśby... Czy jak mu tam... Jakieś sobie antenaty, Polsce znaczy, trza wymyślić... Z Marsa? Z Alfy Centauri? E tam, za dużo by było wymyślania... Dzieciaki się wciąż łaciny w szkołach uczą, Mucjusz Scaevola z Cyceronem mają dobrą prasę, no to my sobie Polaków z Rzymu weźmiemy... Cywilizacja łacińska. Fajna nazwa, mam dziś wenę! Na pewno się przyjmie. I śmieszne też jest, w końcu'śmy humorysta. Ale jakby trochę mało... No nie - jak se człowiek pomyśli, że ta łacińska cywilizacja... (hłe hłe!) się do nas skrada, pod ziemią się przekopuje, niczym kret... Aż w końcu się (hłe hłe!) tu pojawia 500 lat po ostatecznym i oficjalnym upadku zachodniego Rzymu... No bo o zachodni tu chodzi, wschodni to Niemcy, tak żeśmy sobie przedwczoraj wymyślili... Popiło się nieźle, ale się opłaciło, bo takiego czegoś to by człek na trzeźwo nie wymyślił.
Nie - Koneczny to nie był żaden kretyn! To był nawet bardzo dowcipny gość. (Czego niestety nijak nie da się powiedzieć o jego wyznawcach.)

No ale dobra... Mamy Bizancje skaczące po globusie niczym pchła... Mamy Rzym przekradający się niespiesznie jakimś podziemnym wykopem, żeby po pół tysiąclecia wyleźć tysiące kilometrów na północ, akurat na terenie Polski... Gdzie nic nie zaszkodziła mu paręset lat niewoli pod butem bizancjana i turana na spółkę... Co innego ten bizancjan - tam jedna cesarzowa przesądziła sprawę na całą wieczność, która na razie trwa tysiąć lat. Brawo!

Ale OK - może to kogoś nie śmieszy, może to kogoś nie razi, może ktoś w tym nie dostrzega genialnego humoru, przy którym Fredro z Molierem to ponure głupki. Niech i tak będzie. Ktoś mógłby także stwierdzić, że OK - mamy systemy prawne, które determinują (nie bardzo wiadomo dlaczego i jak, ale niech tam) kształt całej cywilizacji...

Tylko co to ma wspólnego z jakąkolwiek Historiozofią? Historii u Konecznego niemal całkiem brak, no bo jedna cesarzowa determinująca do jakiej cywilizacji wielki, i stosownie niejednorodny, kraj będzie przez następnych tysiąc lat należał, to dla niektórych może nie przedni dowcip - ale na pewno też nie żadna Historia. (No, chyba że się komuś Historia z Komorowskim i Tuskiem kojarzy, współczuję!)

Tysiące i tysiące o wiele ważniejszych - angażujących masy ludzi, dzikie emocje i co kto tylko chce - wydarzeń jakoś takich rzeczy zmieniają, a nagle to jedno, błahe, jakby nie było, wydarzenie, tak? Dałoby się to jakoś, choćby w ogromnym przybliżeniu, wyjaśnić? Tak samo zresztą, jak ten cud, że akurat myśmy zostali, i pozostali, tymi cudownymi, miłującymi Prawdę, Wolność, i co tam jeszcze, łacinnikami, kiedy ten system prawny, cośmy go u siebie mieli, jakoś nieczęsto był taki całkiem rzymski? (Zakładając zresztą, że "prawo rzymskie" w ogóle ma wiele wspólnego ze starożytnym Rzymem, co też nie jest aż tak pewne.)

No ale dobra. Niech będzie. Tylko CO (do k...wy nędzy) MIAŁOBY Z TEGO WSZYSTKIEGO WŁAŚCIWIE WYNIKAĆ? Jak mamy z tego DZISIAJ korzystać? Jak nam to ma pomóc w zrozumieniu świata - skoro już ustaliliśmy, że ze zrozumieniem PRZESZŁOŚCI nie ma to po prostu nic wspólnego? Że obsesja talmudycznej religijności to coś na kształt choroby? Zgoda, pewnie i coś w tym jest - tylko, że to żadne odkrycie Konecznego!

O wiele wcześniej i o wiele lepiej pisali o tym inni. Zresztą co z tymi... No wiecie  kogo chodzi... Którzy talmud mają w przysłowiowej dupie? Z komuchami, z michnikami tego świata, z całą tą ojro-szemraną-elitą, z pedofilami jak Cohn-Bendit czy Polanski, z doktorami Mengele dzisiejszej ("rynkowej", a jakże!) gospodarki? Jak na nich ten Talmud miałby wpływać? Jak miałby determinować ich postępowania, hierarchię wartości, sympatie i antypatie?

Poprzez geny? Poprzez osmozę? Czy jakoś inaczej? Nie wykluczam wcale, że jakoś wpływa, ale Koneczny nic nam na ten temat nie mówi, a nawet chyba nie próbuje. Rozumiem, że w jego czasach problemem mogli się wielu Polakom wydawać pejsaci "szwargoczący" wyznawcy Talmudu w chałatach. Ale to jednak w sumie nie oni dali nam najgorzej w dupę, prawda? Więc co nam z wybrzydzania się na Talmud przyjdzie? Bez Talmudu to nawet Michnik jest cacy, nasz i polski jak Piast z Rzepichą?

A nie, jest u Konecznego jedno WIELKIE und GŁĘBOKIE odkrycie - to, że "nie można być cywilizowanym na dwa sposoby". Coś w tym pewnie i jest, ale... Jak w takim razie sprawy się mają z taką Japonią? Która od zawsze była mieszaniną, czy może "stopem", własnej, wyspiarskiej, cywilizacji, wyrosłej w ostatecznej instancji z azjatyckich stepów, i wpływów chińskich - działających okresowo, ale za to naprawdę bardzo silnie... A od 150 lat jest mieszaniną (czy może "stopem") cywilizacji własnej (co to także, jako się rzekło, nie była jednorodna) i zachodniej, czyli poniekąd "naszej".

Powie ktoś: "dzisiejsza Japonia to już zupełne dno!" "Może i dno", odpowiem, "ale niby na jakim tle? Co jest dzisiaj jakoś zdecydowanie lepsze do Japonii w tzw. cywilizowanym świecie?" Tak, że nawet ta mądrość Konecznego funta kłaków nie jest warta - przynajmniej bez o wiele dogłębniejszej analizy i rozwinięcia. Czego jakoś nikt nie robi. Wystarczają widać modły do Konecznego i odprawianie stosownego voodoo.

Zaprawdę, powiadam wam: Koneczny to żaden idiota, to znakomity, niedoceniany, humorysta! To niewyeksploatowany jeszcze skarb narodowy naszego - jakże w skarby niestety ubogiego! - kraju. (Smutne tylko, że tych samych pochlebnych słów nie da się po prostu powiedzieć o Konecznego WYZNAWCACH.)

* * * * *

Jeśli przeczytałeś powyższe, drogi Nicku, to na zdrowie, mam nadzieję, że ci się podobało i w ogóle. Ew. czekam na MERYTORYCZNE uwagi w temacie. (Mówię serio!)

Jednak to, co będzie teraz, poniżej, naprawdę NIE JEST JUŻ DO CIEBIE! A w każdym razie nie oczekuję tutaj na twoją odpowiedź. Więc zapraszam ew. następnym razem, w jakimś innym, dowolnym, temacie - ale twoich mądrości na temat Spenglera i spengleryzmu nieciekawym. No, chyba, że miałbyś do powiedzenia coś NAPRAWDĘ NOWEGO... Gdybyś np. uprzednio, bez zacietrzewienia i bona fide, przeczytał, choćby to skastrowane rodzime tłumaczenie.

Ale niestety nie mogę sobie tego wyobrazić, więc - tak jak ja już nie uświadamiam Wyrusa na temat zalet i wad powiedzmy Misesa, tak i tutaj szkoda twoje i mojej śliny na kłótnie na temat, gdzie do przekonania mnie potrzeba naprawdę czegoś więcej, niż jesteś obecnie w stanie mi zaserwować, ciebie natomiast nic nie przekona, bo takie jest przecież twoje w tej kwestii postanowienie i od tego, jak zdajesz się to widzieć, zależy twoja ludzka godność. Oraz, zapewne, zbawienie wieczne.

Szczerze - bez urazy, każdy ma swoje idiosynkrazje, więc to nawet nie jest żadna wielka twoja kompromitacja... Zapraszam, i to gorąco, w każdym innym temacie. Tutaj też mógłbym rzec, że "zapraszam po zapoznaniu się i uczciwym przemyśleniu", ale oba wiemy, że nic takiego ci chwilowo nie grozi, więc po co opowiadać brednie na skalę Tuska?

* * * * *

Teraz do świata... Ja naprawdę nie jestem stworzony na jakiegoś wyznawcę, ani też na popularyzatora wiedzy! Mógłbym zapewne żyć sobie bez Spenglera, byłbym też w sumie tym samym Panem T., co jestem. Tyle, że głupio jest ignorować książkę, którą człek uważa za największe osiągnięcie ludzkiego intelektu, a która stawia wiele aktualnych pytań, a na niektóre nawet zdaje się odpowiedzieć.

Że gość robi w "naukowej debacie" za mega-szarlatana? Że jest znienawidzony i opluwany? A co mnie to obchodzi? Raczej nawet przeciwnie - dobrze mnie to doń nastawia. No bo jeśli jakiś szarlatan napisał sto lat temu grubą książkę, której od dawna prawie nikt nie czyta, a jeśli, to w skastrowanym skrócie (bo to nie tylko po polsku)... Gościa jest dziwnie łatwo połączyć z tym, czego tak wszyscy nie lubimy w niemieckiej historii (żył bowiem w Niemczech i zmarł w 1936), tak że właściwie mamy go automatycznie z głowy... Tylko jakoś, o dziwo, wszystkim tym światłym intelektualistom CHCE się nadal o Spenglerze te wszystkie rzeczy pisać? Dlaczego?

Z Gobineau nikt dzisiaj już nie polemizuje... "Mein Kampf" miałem ci ja nawet jako obowiązkową lekturę na historii idei w Uppsali... I nawet jakoś nikt się specjalnie nie zapluwał, by z tym dziełem polemizować. Ponarzekali, jasne, ale nie aż tyle. A ze Spenglerem jak najbardziej! Dlaczego? Już nie mówię o ludziach zupełnie nie ruszonych przez elementarną znajomość przedmiotu, jak wspomniany wyżej mój kumpel (sobie pochlebiam) Nicek - któren z przekonaniem głosi, że "Spengler nie mówi absolutnie nic oryginalnego". OK, nie mówi, tylko wytłumacz mi teraz SKĄD cała ta furia i nienawiść, jeśli nic nie mówi?

Szczerze - marzę o tym, żeby mi ktoś merytorycznie wykazał błędy i niedoróbki w Magnum Opus Spenglera! Możecie se nie wierzyć, ale tak właśnie jest. Tylko jakoś, o dziwo, nigdy nic takiego do moich uszu czy ócz nie doszło. Serio! Zarzuty na temat "nienaukowości", "nieuctwa" (niemiecki doktor filozofii z początku XX w., obłęd!), "nudnego belfra", "idealizmu", i czego tam jeszcze - oczywiście!

Ale konkretnego, merytorycznego zarzutu - za cholerę! I to nawet takiego, który, jeśli byłby słuszny, wcale nie musiałby od razu obalić całej "kopernikańskiej rewolcji" Spenglera, bo tam jednak jest wiele rozważań i przykładów, bez których i tak sprawy istotne pozostałyby niezmienione.

* * * * *

Mówiliśmy sobie - i to pytanie całkiem oficjalnie kieruję do wszystkich wielbicieli Konecznego out there! - o tym, że, moim skromnym, Koneczny, słuszny czy nie, śmieszny, czy poważny, mądry czy głupi, absolutnie nic nam w praktyce nie daje. Żadnej, jak ja uważam, sensownej i płodnej analizy obecnej rzeczywistości nie da się w oparciu o jego pisma przeprowadzić.

No a weźmy Spenglera... Czytam sobie wczoraj b. fajną współczesną, amerykańską książkę o Rzymskim Cesarstwie... No i tam autor obala różne marksistowskie i leberalne teorie na temat upadku zachodniego Rzymu. "Jeśli gospodarka stanęła", mówi, "bo niewolnictwo było do dupy, jak twierdzą marksiści, to dlaczego nie na wschodzie?" Albo: "Jeśli obronność była do dupy, no to dlaczego tylko na zachodzie?" Czytając to miałem naprawdę sporo dodatkowej radości, no bo dla spenglerysty sprawa jest dziecinnie oczywista!

Nie, jasne - żeby nie było: kwestia "Magianskiej Kultury/Cywilizacji" NIE jest prosta, raczej przeciwnie. Jest to niesamowicie wyrafinowana i złożona teoria - z całą tą pseudomorfozą, z islamem jako reformacją itd. Nie jest łatwo z tym jakoś wprost dyskutować... Może także nie jest wcale łatwo jakoś to wprost zaatakować...

Ale przecież przez te sto prawie lat, od kiedy zostało to sformułowane i opublikowane, powinny się znaleźć jakieś fakty, które by tę teorię (o ile nie jest słuszna) jakoś zdecydowanie zdewaluowały! Prawda? No a jakoś ja, choć historię studiuję ostro i od dawna, jakoś do nich nie dotarłem

Czy ci wszyscy, którzy tak na Spenglera plują - a z których część to na pewno przyzwoici ludzi o jakimś tam intelektualnym standardzie - nie woleliby po prostu PRZYWALIĆ mu jakimś miażdżącym argumentem, obalającym np. ową wspaniałą i kunsztowną teorię "Magiańskiej K/C", niż mu wymyślać, niczym niedorozwinięte dziecko w piaskownicy? Na pewno by woleli, przynajmniej ci mądrzejsi i przyzwoitsi! A więc, dlaczego tego nie zrobią?

To, że wczoraj akurat o tych przyczynach upadku sobie w tamtej książce czytałem, i że śmiech pusty mnie ogarnął, gdym czytał o owych marksistowskich teoriach, to oczywiście tylko drobiazg i o niczym specjalnie nie świadczy. Ale tego typu zdarzonek jest więcej i jakoś zawsze Spengler mi się zgadza, a różne modne nowoczesne (i przeważnie liberalne, bo komuszymi całkiem się nie zajmuję) zdają się zgadzać o wiele mniej.

A są tu także sprawy O WIELE poważniejsze od tego mojego drobnego przykładziku. Na przykład kwestia "terroryzmu", w połączeniu z różnymi "separatyzmami", "wojnami wyzwoleńczymi", a także, czemu nie, z "wojną cywilizacji".

Tutaj także, jak mi się widzi, praktycznie wszyscy utytułowani i lansowani mędrcy gonią w piętkę i macają po omacku, podczas gdy taki np. Pan Tygrys, z głębi swych spenglerycznych przekonań, potrafi nieraz zaimprowizować hipotezę (albo teorię, to w sumie to samo!), która ma ręce i nogi, i z którą przynajmniej warto by było poważnie zapodyskutować.

Tak samo zresztą z obecnym kryzysem gospodarczym, ratowaniem waluty ojro, kartami kredytowymi itd., itd.. (Swoją drogą, wiecie, że w takim Lyonie jest ponad 300 tys. kamer szpiegujących obywateli i oni są z tego ogromnie dumni?) Podczas gdy standardowe - "racjonalne i nieidealistyczne" - wytłumaczenia są przeważnie tak żałośnie płaskie, że aż śmiech pusty bierze. Dlaczego tak jest? Gość zmarł przecież 75 lat temu, a jego najważniejsza książka ma już niemal lat sto.

OK, może jeszcze o tym napiszę. Jeśli będzie zainteresowanie Szan. Publiczności. I jeśli mnie Nicki tego świata przedtem nie zniechęcą.

Swoją drogą: znakomity tekst Rolexa na Polis FYM'a. (Nie zaniedbujcie tego portalu, tam jest naprawdę dobry poziom!)

triarius
---------------------------------------------------
Czy odstawiłeś już leminga od piersi?

33 komentarze:

  1. Ja tam żadnej furii i nienawiści do Spenglera nigdzie nie zauważyłem. Dla dzisiejszego życia intelektualnego nasz bohater ma mniej więcej takie samo znaczenie jak Koneczny (he, he), czyli żadne.

    A z tym Talmudem to spudłowałeś - chałaciarska mentalność, według której świat jest wielkim żerowiskiem dla żydowskiego roju traktującego gojów jako takie cwańsze zwierzęta aż bije z tych wszystkich niby niereligijnych Michników.

    OdpowiedzUsuń
  2. @ tj

    Że się absolutnie nie zgodzę. Chyba, że nie zrozumiałem, co oznacza "nasze życie intelektualne". Czyje konkretnie? W jakim sensie "życie" i w jakim "intelektualne"?

    Dla mnie akurat ma znaczenie, a więcej mam z intelektualisty, niż 3 dowolnie wybrane województwa III RP. Tak mi się przynajmniej zdaje, mogę się niby mylić.

    Co do Żydów też się absolutnie nie zgadzam - co ma traktowanie gojów wspólnego z Talmudem i chałatami? Berman, jak sam opowiada, brał do szkoły macę z szynką i na przerwach to żarł, biorąc przy okazji cięgi od żydowskiej dziatwy.

    Jego ukochany dziadek, co go ukształtował, komunistą i brzydził się talmudem. No więc jak się te rzeczy mają do siebie, bo całkiem nie pojmuję? Jeśli teraz weźmiemy jakieś "stalinię", to będzie to co najmniej 4 pokolenia oddalone od Talmudu... I to całkiem nie ma dla mnie sensu!

    Jeśli Talmud i chałaty to taka fajna religia wykorzystywania gojów, to czemu oni się tego nie trzymają, tylko wymyślają sobie całkiem inne?

    Koneczny to głupek, sorry. A o Spenglerze nie masz chyba większego pojęcia, chyba że czegoś tu nie zrozumiałem.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  3. @ tj

    Dziadek of course "był" komunistą. Nie chce mi się grzebać w bebechach, żeby to zmienić.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  4. Koneczny też jest wyszydzanylub zamilczany na śmierć przez demolib ergo muszą się go bać i nienawidzić prawie tak jak Szpenia.
    Poza tym Konecznemu zdarzały się trafne, Pan-Tygrysopodobne obserwacje na przykład doceniał znaczenie pracy fizycznej i fizkultury dla zdrowia psychicznego jednostek i narodów. Doceniał też znaczenie hajsu dla walki o imponderabilia. Fajnie też wyjaśniał czemu UK ma operetkowe wojska lądowa, za to wypaśną flotę wojenną.
    A Gobineau? Ten to dopiero musiał wymiatać, skoro w Szwecji trudniej go dostać niż Kniebolo.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Wsie w mieście

    Co sądzicie o sprawie Murdocha i jego merdialnego imperium? Życie dogoniło filmy "Fakty i Akty" czy "Jutro nie umiera nigdy". Dziennikarze podsługiwali polityków i służby specjalne przy użyciu lepszego sprzętu niż państwowy aparat ucisku, czytywali supertajne dane nim dotarły one do polityków, włamywali się na pocztę i do komórek ofiar różnych zbrodni po to by wykasować maile/SMSy i podrzucić własne, bo zbyt szybkie schwytanie morderców czy porywaczy obniżyłoby oglądalność. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że merdia hodują zboczeńców, aferzystów i terrorystów tak jak carska Ochrana hodowała komunistów, eserów, PPSowców itd. Ciekawe ilu współczesnch celebrytów kupuje sobie bezkarność i poklask w mediach w zamian za ujawnianie zbrodni i przewałów innych celebrytów???

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę że tj ewidentnie błądzi. Pomijam drobny fakt, iż dla „naszego dzisiejszego życia intelektualnego” znaczenie, to ma to kto aktualnie dmucha jakąś Dodę , ewentualnie czy kandydat na intelektualistę ukończył krótki kurs jedzenia bezy. Ale Spengler? Z równym powodzeniem można by tych „intelektualistów” zapytać o abstrakcyjną analizę harmoniczną, czy niekantorowską teorię mnogości...

    Mimo że intelekt często szuka dróg sobie właściwych, więc to co w oczywisty sposób intelektualnie trudniejsze, bywa postrzegane jako zdecydowanie wartościowsze (choć często wcale tak być nie musi), to jednak nie dawajmy się nabierać na uniwersalną moc wyjaśniającą prostackich uogólnień, produkowanych hurtowo dla masowego kretyna, przez różnej maści szarlatanów.

    A co do Bermana, to może warto by przypomnieć u kogo tenże przed wojną pisał doktorat. I jak się mają do rzeczywistości rojenia naszych współczesnych natchnionych prawicowców, o antykomunizmie jako rzekomej „polskiej racji stanu IIRP”.
    Otóż regularny komuch (z jak najbardziej szlacheckim rodowodem), prof. Ludwik Krzywicki, nie dość że miał katedrę na UW, członkostwo w PAU to był równocześnie przewodniczącym PTS, i jakoś nie słyszałem aby kiedykolwiek pomykał z taczkami w Berezie.

    Zaś talmudyczność partyjnych mełemedów, tych różnych Schaffów i Hochfeldów, była tej samej miary co Różańskiego lub Światły. Inna sprawa, czy diaboliczny Soso nie miał jakiś dalekosiężnych planów, zezwalając na nadreprezentację narodu wybranego w wiadomych organizacjach. Ale w takiej informacji to, poza GZI, w strukturach terenowych Żydzi praktycznie się nie trafiali, za to wszechobecni byli Rosjanie ze smierszy, i to oni wykuwali „esprit de corps” tego towarzystwa (i czego jak czego, ale filosemityzmu u tych typów to zaiste ciężko było by się dopatrzyć – gdy ,z konieczności, byłem czasami świadkiem dywagacji funkcjonariuszy tej „szlachetnej” organizacji n/t Żydów, to powszechnie używali określenia jewriej i zapewniam nie brzmiało to jak laudacja).

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Anonimowy (od Konecznego)

    Toż ja mówię, że gość był szczerym polskim patriotą i zdrowym ędekiem - dlatego też nie mają powodu go kochać.

    My jednak TEŻ nie mamy wielkiego powodu się nim zajmować, bo on przecież robi za historiozofa (hłe hłe), a to jest w jego przypadku paranoja.

    Macie historiozofię w dupie? OK, nie ma sprawy! Chcecie historiozofii? Fajnie - nurzajcie się przez parę lat w Spenglerze, a potem możecie sobie na tym tle wariować! A nawet próbować coś podważyć, jeśli akurat tego typu dziwne pragnienia odczuwacie.

    Innej drogi po prostu niet'! Tandetna i arbitralna TAKSONOMIA z sufitu wziętych cywilizacji to nie jest żadna historiozofia. (Tak samo jak masa trywialnych w sumie "zdroworozumowych" uogólnień niejakiego Toynbee'ego zresztą. Któren jednak był chociaż prawdziwym historykiem.)

    Jeśli nadal będziemy woleć nurzać się w umysłowej tandecie pt. "dobre bo polskie", to sorry, ale ten nieszczęsny naród zawsze będzie pawiem, papugą i workiem treningowym wszystkich poważnych narodów!

    Mamy paru wielkich, zgoda: Dmowski, Piłsudski, Fredro, Witkacy, Krzystof Kowalski (od "Eros i Kostucha")... Pewnie jeszcze paru. Ale na pewno nie ma sensu brenzlować się Konczecznym, tylko dlatego, że lepsi są szkopami! Z tego się po prostu ślepnie i włosy rosną na palcach (o cholera, mam właśnie takie palce!).

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Anonimowy (od Murdocha)

    A żebym ja to potrafił zrozumieć! Tak samo jak wikiliki - pudle pod serwetką, to jedno jest pewne.

    A poza tym? Siedzimy tutaj durni jak buty (albo buce z ruskiej budy, no, niemal), nie będąc nawet przecież publicznością tego kosmicznego spektaklu, tej kosmicznej walki...

    Ach!

    Czy ja przypadkiem nie popadam w jakieś Magiańskie klimaty? Ten Murdoch ma wprawdzie szkockie nazwisko, ale to zdaje się jakaś podróba? Czyli kolejny ubek robiący za słupa, jak Soros czy inny Solorz... Któren może się nieco zbyt uwłasnowolnił?

    Ale co ja tam wiem! Ktoś ma jakieś pomysły?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  9. @ tj

    Wiesz - dla prawnika to może akurat tak jest naturalne und oczywiste, że przyjmuje się, iż "system prawny" (np. Talmudu) determinuje absolutnie wszystko. I tyle!

    Jednak nie-prawnik, jakiś zwykły, zdrowy na umyśle człowiek, nie zajmujący się na codzień studiowaniem jakichś wymyślonych przez drugiego takiego samego od życia oderwańca paragrafów...

    Zapytałby "a dlaczego niby?" A jakiż my mamy na to dowód, że właśnie "system prawny"? Dlaczego akurat Talmud, a nie np. czosnek, albo powiedzmy klezmerskie granie?

    Dlaczego Talmud miałby od początku do końca o wszystkim przesądzić - i to nawet tam, gdzie jest absolutnie odrzucany, jak u młodego Bermana czy towarzyszy opowiadanych nam tu przez Amalryka?

    Dla prawnika, domyślam się, nie ma w takich kwestiach problemów - tak stoi w prawie, ma to swoją wewnętrzną logikę, no to cudnie! Dla mnie to jakiś, sorry, "prawniczy platonizm", gdzie "system prawny" robi za świat idei, których mętnym odbiciem jest nasz wulgarny zwykły świat.

    Może Koneczny ma i rację (wątpię!), ale musiałby mi to jakoś udowodnić i wytłumaczyć. Ale wśród prawników paradygmat zdaje się być właśnie taki i żadne wyjaśnianie nie jest potrzebne - wszystko co ważne, zostało już przez pana K. powiedziane.

    Swoją drogą - zniknął mi jakoś linek do Twojego bloga. Podaj mi go proszę. I inni też - kto tam ma blogasa (Amalryk?) podajcie mi linki, OK?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  10. zabawne są te twoje zmagania.
    Spróbuj kiedyś wziąć się za bary z Konecznym, a nie ze swoim wyobrażeniem na jego temat. Być może się zrobi ciekawie.
    Na razie dałeś cudny pokaz ignorancji, braku erudycji i swoich uprzedzeń. W sumie mogłeś sobie darować, bo przecież klepiesz te żenujące mantry nie od dziś.
    Zieeew!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja miałbym skrobać jakiegoś bloga? A w jakim celu? Zresztą pisanie komętów w 320 procentach wyczerpuje moje przebogate zacięcie literackie.

    Ale co do Spenglera, to kurde nie wiem, zaiste! Chyba tylko to, że on Prusak, to może dlatego ma wśród naszej prawicowo natchnionej publiki tak słabą prasę? Jeszcze rozumiem ędeków, bo dla tych wiadomo; "dobre bo polskie" i... koniec cytatu.(Jak, nie przymierzając, ten Popow od radia, albo ów chłop z guberni kazańskiej, co to za Katarzyny II już był wynalazł automobil...)

    Ale maieć jakieś tam zacięcie do chęci zrozumienia Świata i paradować z taaką blachą na oczach? Nie pojmuję!

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Artur M. Nicpoń

    Dzięki! Otworzyłeś mi oczy!

    Od dziś zaczynam pisać kawałki w stylu: "Dlaczego nikt nie da po mordzie temu okropnemu Wojewódzkiemu? No dlaczego? Czyż nie ma wśród was mężczyzny, który miałby odwagę dać po mordzie temu okropnemu Wojewódzkiemu?! Będę o tym tak długo pisał, aż ktoś to zrobi! A przy okazji Jaruzelkiemu. Do następnego razu! I pamiętajcie, że turańska to jest bizantyjska, a Prawdziwym Mesjaszem był JP2!"

    Pzdrwm i polecam się na przyszłość ;-*

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Artur M. Nicpoń

    Swoją drogą b. ciekawa dyskusja u ciebie w tej chwili - o Molochu.

    (Trochę szkoda wprawdzie, że nie macie pojęcia o Spengleryźmie Stosowanym i jego najnowszych odkryciach, ale i tak jest b. ciekawie.)

    Nieuświadomionym daję linka: http://www.nicek.info/2011/07/12/moja-polska-wstep

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  14. @ Artur M. Nicpoń

    Z tymi barami to taka figura retoryczna, jak rozumiem? Nie zauważyłem żadnych "barów", a co najwyżej wąsy i tużurek.

    Jeśli zaś chodzi o "wzięcie się", no to powiedz z ręką na przysłowiowym sercu - czy zarzut, że cywilizacje skaczą sobie jak pchły, albo się przekopują pod ziemią i sobie tam, niczym jaźwce, setki lat hibernują, to nie jest merytoryczne?

    Albo płacz, że nikt mnie jakoś nie raczył przekonać, że to akurat Talmud o wszystkim przesądza, a nie np. czosnek? A skąd się ten Talmud wziął? Dlaczego go tak polubili? Co z tym Bermanem i jego szynką z macą?

    Rozumiem - Koneczny to prawnik i dla niego wszystkie te problemy und pytania nie istnieją, coś jak z tymi ninjami w teatrze kabuki, których wytworny człek nie widzi. Bardzo to piękne - sama Forma i w ogóle, konserwatyzm!

    Tylko po kiego ch...a prawnik o ewidentnym braku elementarnego wyczucia historii bierze się za tworzenie historiozofii?

    I to takich, w których nawet ty, tak sobie od niechcenia czynisz przełomowe odkrycie, że "turańska to jest w sumie bizantyjska".

    Sam Koneczny na to nie mógł wpaść?! Skoro tam jest tak łatwo coś ulepszyć, no to chyba jednak niezbyt on się wysilił, n'est-ce pas?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  15. czyli merytorycznie jednak nie potrafisz, rację miał hrabia
    http://hrponimirski.salon24.pl/134248,samolubny-mem-tygrysi

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Artur M. Nicpoń

    No to zabawnie, bo dla mnie to absolutnie najsłabszy tekst, jaki Hrabia w życiu napisał. Nie dlatego, że mnie tam próbuje zjeść - raczej dlatego, że tak mu to słabo wyszło. Nawet żadna porzucona z dzieckiem przy piersi kobieta jeszcze tak o mnie nie pisała.

    A gość przecież potrafi! Sam sobie parę dni temu skopiowałem jego tekst, częściowo o Spenglerze zresztą, na który trafiłem z jakiegoś gugla. B. był ciekawy i fajnie, choć indisynkratycznie i z narowami (ale kto to mówi?) napisany.

    Co do "merytoryczności" - na pewno obaj tak samo rozumiemy to słowo? Bo mnie się wydaje, że byłem bardzo merytoryczny. Serio! A już na pewno nie mniej, niż ty w swych szaleńczych atakach na panów S. i A.

    Wytłumacz mi proszę, co to jest ta "merytoryczność" - chętnie się pokłócę, bo Bóg mi świadkiem, że to lubię jak cholera.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  17. Ależ się uśmiałem :))))
    Dobry tekst kabareciarski!

    Muszę przyznać, że jak na typowego leminga przystało, moje zdolności ze zrozumieniem bardziej skomplikowanych książek są dość ograniczone w wyniku bardzo dużych braków w wykształceniu humanistycznym.

    Nie potrafię dokonac rzetelnej ani nawet nierzetelnej analizy. Przyznam tylko, że Konecznego książeczkę o cywilizacjach czytało mnie się bardzo dobrze. To była dla mnie w pewnym sensie nowość. A dziś to jednak zastanawia mnie ten stopień uogólnienia. 6 bilionów ludzi na planecie, ileśset języków, ileśset narodów, ileś tam tysięcy plemion czy grup etnicznych, subkultur osiedlowych, itd itd, i to wszystko zgrupowane w kilku dość precyzyjnie scharakteryzowanych cywilizacjach. Nie pomagało mi to absolutnie w codziennym życiu, a nawet troszkę przeszkadzało.

    Natomiast po przeczytaniu połowy książki Ardreya, poczułem się tak, jakby mnie ktoś przez całe życie robił w trąbę.

    To by było na tyle mojego udziału w dyskusji.

    Pzdr wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  18. @triarus

    Apropo dyskusji u Nicka na temat Molocha.Czy moglbys sie odniesc do tego wlasnie z punktu widzenia spenglerysty?-bo przyznaje ze niezmiernie ciekawy jestem.

    OdpowiedzUsuń
  19. "Od tej pory wielkie duchowe decyzje zapadają już nie na "całym świecie", gdzie liczy się tak czy owak każda wioska, lecz w trzech czy czterech metropoliach, które wchłonęły w siebie treść dziejów;[...] Zamiast świata - miasto, punkt, w którym skupia się całe życie szerszych regionów, podczas gdy reszta usycha; zamiast typowego zrośniętego z ziemią ludu - typowy nomada, pasożyt, mieszkaniec wielkiego miasta, ów wyzbyty tradycji, wystepujący w bezkształtnej płynnej masie człowiek czystych faktów, irreligijny, inteligentny, niepłodny, czujący wielką niechęć do chłopstwa [...]

    ...cywilizowany człowiek czyni z sentencji "ubi patria, ibi bene" swą sztandarową dewizę. Do miasta światowego należy nie lud, ale masa.[...] Czym jest cywilizacyjna polityka jutra w przeciwieństwie do kulturowej polityki dnia wczorajszego? W Starożytności retoryką, na Zachodzie dziennikarstwem, i to w służbie owej abstrakcji, która reprezentuje potegę cywilizacji: pieniądza.

    [...]Zamiast stałej armii będzie się odtad stopniowo pojawiać wojsko zawodowe, złożone z ochotników żołnierzy mających wojnę we krwi[...] W tych wojnach o dziedzictwo całego świata w grę wejdą kontynenty[...] Wielkie skupione w metropoliach centra władzy będą według swego uznania dysponowały mniejszymi państwami[...] I od tych twardych faktów nie ma żadnej ucieczki.[...] Historia tego czasu nie jest już pomysłową, elegancką grą o "więcej lub mniej" z której zawsze można było się wycofać. Istnieje tylko alternatywa: wytrwania lub pójścia na dno - nie ma trzeciej możliwości.

    Rzymianie wcale nie zdobyli świata - objęli tylko w posiadanie, to co mogło paść łupem każdego. Cesarstwo rzymskie powstało nie dzieki nadzwyczajnej mobilizacji[...], lecz za sprawą tego, ze starodawny Wschód wyrzekł się prawa do samostanowienia. Niech nas nie zmylą pozory[...] Z paroma źle wyćwiczonymi, źle dowodzonymi legionami, Lukullus i Pompejusz podbijali całe państwa[...]

    Od nastania epoki cesarstwa nie ma już żadnych problemów politycznych. Ludzie godzą się z istniejącą sytuacją i władzami. W dobie walczących królestw strumienie krwi polały się na bruk, aby wcielić w życie wielkie prawdy demokracji i wywalczyć prawa, bez których - jak sądzono- nie warto żyć. Prawa te uzyskano, ale wnuków nawet pod groźbą kar nie można skłonić do czynienia z nich użytku.[...] Juz w czasach Cezara porządni ludzie nie brali przeważnie udziału w wyborach.[...]"

    OdpowiedzUsuń
  20. @ Amalryk

    GE - NIALNE!

    I dzięki. Kawał dobrej roboty robisz tymi cytatami.

    Po nich to wprawdzie jak woda po gęsi (nie powiem "kaczce"), ale cytaty są genialne!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  21. @ julek

    Wiesz, brzmisz wyjątkowo sensownie. Musisz być naprawdę bystry gość. (Mówię serio, choć wiem jak to musi brzmieć.)

    Z tym Ardreyem to naprawdę mnie zbudowałeś.

    Z Konecznym to - gdyby mi się chciało pisać łagodne und koncyliacyjne teksty, a mi się nie chce - to dałoby się coś może uratować. Tyle, że to nie jest żadna historiozofia - nie mówiąc już o zestawianiu tego z genialnym do potęgi Speglerem!

    To jest taka sobie klasyfikacja paru SYSTEMÓW PRAWNYCH, które jakoś tam wpływają na resztę życia społecznego - ale gdzie tutaj, na Boga, jakaś zaraz "cywilizacja"?

    Spengler wyjaśnia światłocień, perspektywę, kontrapunkt, radio i dalekosiężną artylerię - a Koneczny co niby wyjaśnia, żeby to było o "cywilizacjach"?

    Że żydowski dewot jest neurotykiem? Dzięki, nigdy bym na to sam nie wpadł!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  22. @ piotr34

    Wiesz, próbuję jakoś to rozgryźć... I próbuję... No i jak wymyślę coś ponad to, co tu nam zacytował Amalryk, to ogłaszam.

    Na razie nie ma tego zbyt wiele, zgoda, bo sytuacja i zawikłana, i miejsce na widowni marne (bliżej kibla, niż orkiestry, o primadonnach nie wspominając), a w dodatku zmienia to się naprawdę coraz szybciej.

    W ciągu dwóch tygodni może być już naprawdę zabawnie. Genialny był ten Fukuyama, czy może Kufuyama, albo raczej Kukuyama... To taki Sadurski Wojtek na większą (od szalomu24) skalę - leberalny propagandzista jebany, nie?

    "Gdyby dżuma miała możliwość przyznawania orderów..." Jakoś tak to było. Genialne!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  23. @ Tygrys

    Ba! Mnie to mówisz? Powiedz to naszym nawiedzonym.

    Ja nie wiem! Sam rozdział "O znaczeniu liczb" powala na łopatki niezwykłą głębią analizy.

    Ten jeden rozdział wystarczy, aby pojąc z jak niezwykłym umysłem mamy w osobie autora do czynienia. (A ja na prawdę nie jestem człowiekiem skłonnym do zachwyceń.)

    OdpowiedzUsuń
  24. Amalryk,

    "Rzymianie wcale nie zdobyli świata - objęli tylko w posiadanie, to co mogło paść łupem każdego. Cesarstwo rzymskie powstało nie dzieki nadzwyczajnej mobilizacji[...], lecz za sprawą tego, ze starodawny Wschód wyrzekł się prawa do samostanowienia."

    Teza nieco naciągana, bo żeby dostać ten zmęczony życiem wschód (Egipt? Syrię?) trzeba było stoczyć krwawe walki z Pyrrusem, a przede wszystkim bardzo krwawe wojny punickie. Nawet zbrojny podbój Grecji zajął jakieś 50 lat.

    OdpowiedzUsuń
  25. Mówimy o okresie Cywilizacji i rodzącym się w nim imperialiźmie, nie o czasach Kultury "żywej".

    "[...]Analizując rzymskie panowanie nad światem stwierdzamy, że było ono zjawiskiem negatywnym, nie tyle wynikiem nadmiaru sił po jednej stronie - od bitwy pod Zamą Rzymianie już nimi nie dysponowali - ile brakiem oporu po drugiej stronie.[...]

    Groźba ze strony Mitrydatesa - prawdziwe zagrożenie dla tego nigdy poważnie nie przetestowanego systemy sił - nigdy by jako taka nie zaistniała dla zwycięzców Hannibala. Po bitwie pod Zamą Rzymianie nie prowadzili już żadnej wojny przeciw jakiejś potędze militarnej, bo i nie byliby w stanie takiej prowadzić.

    Podbój Galii przez Cezara był jawną wojną kolonialną[...] Fakt, że mimo to stanowiła ona szczytowy punkt późniejszej rzymskiej historii militarnej, dowodzi tylko szybko malejącej skuteczności rzymskich działań.[...]"

    Okres Wojen punickich to jeszcze nie Cesarstwo. A potem? Wojny Macedońskie? Owszem pod taka Pydną Lucjusz Emilus Paulus dowodził 38tys., tylko że Rzymian to były w tym... tylko dwa legiony.

    ( Zresztą na Wojny Macedońskie Senat zdecydował się, bynajmniej nie ochoczo, reagując na usilne prośby poselstw z Pergamonu i Rodos.)

    A zasadniczo ciągle obowiązywał Pax Augusta, i jego zasada nie rozszerzania granic Imperium poza Ren i Dunaj, oraz unikania wojen z Partami.

    OdpowiedzUsuń
  26. @ tj

    No i jakiż z tego wniosek, że spytam cały niecierpliwy?

    Skoro nawet Pyrrus ze swymi niewielkimi zasobami sprawił Rzymowi aż tyle problemu - miałoby to być dowodem na bezwzględną militarną siłę obu stron, czy może jednak tylko na ich względną równość?

    Moim zdaniem (jak zawsze, ale trudno mnie tu posadzić o obiektywność? ;) Spengler i tu ma rację. Rzymianie byli po prostu mniej rozmemłani, mniej oświeceni, mniej wygodni, mniej mieli złotych wędzideł i wydziwionych, a prestiżowych, broni (słonie, rydwany z kosami), które miały ich uczynić nieśmiertelnymi, oszczędzając im kontaktu z wrogiem.

    Dyscyplina była tam taka, że bitwa stawała się niemal przyjemnością, okopywali się i fortyfikowali każdego dnia wprost maniacko, nawet po najcięższych marszach, dźwigali na grzbiecie niesamowite ilości utensyliów i żarcia...

    Na poziomie politycznym, czyli ponad niejako czysto militarnym, było analogicznie.

    Jak zwykle agresywny, oddany tradycyjnym wartościom ludek, który jeszcze nie zaznał wiele luksusów i wciąż z tego powodu nimi gardził, dał łatwo w dupę ludziom bogatszym, ale rozmemłanym i chcącym już żyć wiecznie.

    Aż tak proste to było! Odwieczny refren w historii zresztą, choć tutaj faktycznie ładnie klarowny.

    Ich problemy z Pyrrusem czy Hannibalem ukazują co najwyżej WZGLĘDNY stosunek sił/woli walki/marsowych cech - nie dowodząc ich siły, czy siły ich wrogów. Czyż nie?

    Co zaś do np. podboju Galii, to Amarlyk ze Spenglerem, mają absolutną rację - ci Gallowie tłukli się z dzikim upodobaniem między sobą, a potem im się nudziło i szli spać, albo żłopać wino. Żadnej jedności. To była wojna kolonialna - zupełnie jak w jakim Kongo.

    I to było praktycznie jedyną przyczyną zwycięstwa Rzymian.


    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  27. Prawdziwe zdumienie ogarnia człowieka gdy zda sobie sprawę jakimi śmiesznymi siłami Rzymianie trzymali w garści obszar o pow. 4,5-5mln km2.

    Od 30 do 40 legionów, w których nie służyło zwykle więcej niż 5tys. żołnierzy, z tego 2/3 ciągle pilnowało "Limesu". Jaki tam Wschód!

    OdpowiedzUsuń
  28. ten tekst hrabiego nie może ci się wydawać inny niż jeden z najsłabszych, skoro jest o tobie i trafiony jest w punkt. Świadczy o tym twoja histeryczna reakcja na żart hrabiego.
    Trafiony zatopiony.

    Co do twoich bajań, jak to inni nie mają pojęcia- zapraszam do dyskusji. Będziesz miał okazję wyłożyć swoje racje i pokazać nam, gdzie tak bardzo błądzimy.
    Ale pewnie nic z tego nie będzie, bo ty w merytorycznej dyskusji wysiadasz i przechodzisz na pohukiwanie i wirtualne grzmocenie się w klatę. No ale to, wybacz, budzi wyłacznie politowanie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. Pytanie, ile w sukcesach i ograniczeniach Rzymu było spengleryzmu, a ile geopolityki.

    Bo takie odrębne kulturowo i cywilizacyjnie Imperium Osmańskie również osiągnęło wielkość w sumie podobną.

    Jak Spengler zapatruje się na Bizancjum? Spore imperium powstałe na bazie - rzekomo martwej przecież - kultury greckiej, które pociągnęło, licząc od podboju Grecji przez Rzymian, 16 stuleci, ze sporymi sukcesami.

    Może nic, nawet śmierć kultury, nie jest pewne na tym świecie?

    OdpowiedzUsuń
  30. @ tj

    Hłe hłe! Rzecz właśnie w tym, że za chuja (że się tak eufemistycznie wyrażę) nie "martwej"!

    Widzisz, jak wam się wszystkim ten Koneczny i inne płaskie oświeceniowe taksonomie odbijają?

    Powiem w skrócie, bo to trza po prostu zgłębić i tyle. Potem można ze dyskutować - ze mną też, ale nie będę 1000 stron b. głębokich rozmyślań ludziom streszczał, bo to by była paranoja.

    Więc to Bizancjum to nie jest "martwa grecka", ino całkiem nowa Magiańska, która się zaczęła (jako K.) koło narodzenia Pana Naszego Jezusa Chrystusa. A islam reformacja jego - nie Chrystusa, ino tego Magiana.

    Żydzi też tam są zresztą. To powstawało pod butem i zwierzchnością Cywilizacji Apollińskiej, czyli tej "martwej greckiej", ale i rzymskiej, bo to była w sumie ta sama. (Grecy K., Rzymianie C., w b. dużym uproszczeniu.)

    Co do śmierci kultury (jeśli mówimy o szpęgleryzmach), to jednak obawiam się (a pesymizm moim kompasem, niestety), że wystarczy spojrzeć na architekturę... Rzuć sobie okiem na dorycką świątynię, chińską pagodę, jakiś tam ciąg z reliefami u Egipcjan, gotycką katedrę... I co tam jeszcze? Starczy na razie to.

    No a potem se rzuć okiem na jakąkolwiek współczesną architekturę! Po prostu.

    Albo weź jakąkolwiek dzisiejszą sztukę (?) O NAPRAWDĘ DUŻYCH AMBICJACH - nie jakichś tam Rolling Stones czy któryś z zachwalanych przez Nicka filmów, bo te bywają b. przyzwoite, ale to nie jest to samo, co jakiś tam Orfeo Monteverdiego, jakaś Boska Komedia, jakiś Fra Angelico albo Caravaggio...

    Dzisiaj sama próba stworzenia sztuki WIELKIEJ und AMBITNEJ skazuje przedsięwzięcie na śmieszną pokraczność (Komóra się kłania!).

    Posłuchaj sobie jakiejkolwiek "ambitnej" dwudziestowiecznej opery! Nie mówię "Porgy and Bess", czy "Wielkość i Upadek Miasta Mahogany" z muzyką komucha Weila, tylko czegoś dziko "ambitnego"!

    Jak można mówić, że to jest jeszcze żywe, aktualne, auntentyczne i wyraża ducha (ach!) naszej K/C (nie mówiąc już o ew. "ogólnoludzkich sprawach")?

    A przecież polifonia Dufaya, Rembrandt czy gotycka katedra wyrażają i nie ma co do tego wątpliwości.

    Ten "pesymizm" i "upadek", czy może "schyłek", nie jest wcale u Spenglera taki absolutny i jakoś hiper-precyzyjnie chronologicznie określony, jak sobie dobre ludziska wyobrażają! To nie o to tu chodzi.

    To jest tak, jakby rakieta zużyła swoje zapasy paliwa i leciała dalej siłą rozpędu - jedne człony już opadają, inne jeszcze lecą wpieriod i mogą lecieć całkiem długo.

    Mam nadzieję, że coś tam wyjaśniłem. Ale zachęcam do ściągnięcia sobie Magnum Opus w całości, wersja .pdf (ale tekst, bo można kopiować i szukać) i się zagłębienia.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  31. @tj

    Z Magianami to nie jeden miał problem. Ale wydaje się to byc miejscem kluczowym w zrozumieniu, i akceptacji bądź nie, morfologii Spenglera.

    Ale:
    "[...]Trzeba się uwolnić od powierzchownego obrazu historii i zignorować całkowicie sztuczne granice, nakreślone przez metodykę zachodnich nauk szczegółowych, by dostrzec, że Pitagoras, Mahomet i Cromwell ucieleśniają jeden i ten sam nurt w trzech kulturach. Pitagoras nie był filozofem. W świetle wypowiedzi presokratyków był on świętym, prorokiem i założycielem fanatycznie religijnego Związku Pitagorejskiego, który narzucał otoczeniu swe prawdy przy użyciu wszelkich politycznych i militarnych środków. Zniszczenie Sybaris przez miasto Kroton, które niechybnie przetrwało we wspomnieniach historycznych tylko jako punkt szczytowy dzikiej wojny religijnej, stanowiło eksplozję tej samej nienawiści, która chciała w osobach Karola I Stuarta i jego wesołych "kawalerów" wytępić nie tylko doktrynę, lecz i świeckie usposobienie. Oczyszczony i okrzepły pojęciowo mit wraz z rygorystyczna etyką wlewał w pitagorejskich wybrańców przekonanie, że osiągną zbawienie przed wszystkimi innymi. To samo przekonanie wpajał Koran wszystkim tym, którzy uczestniczyli w świętej wojnie przeciw niewiernym...[...]"

    OdpowiedzUsuń
  32. @ Amalryk

    Święte słowa! (Posoborowa Druga Religijność - sza!)

    Ten sztuczny podział nauk i specjalizacji na różne arbitralne grodzie wodoszczelne, to jest b. silny punkt w wywodach Spenglera, a także coś, co daje mu wielką przewagę.

    Gość "czytał sobie takie różne sprawy" w Encyclopaedia Britanica... OK, ale za to nie był specjalistą od rzymskiej literatury epickiej na terenie wschodniej Sycylii drugiego wieku!

    Samo to swobodne przepływanie ponad tymi grodziami, czy poprzez nie, dawało mu niesamowitą przewagę. Nieprawdopodobna inteligencja drugą. Szkopskie filozoficzne wykształcenie trzecią. Talent do nauk ścisłych czwartą. A ogólna erudycja piątą. Czegoś zapomniałem?

    (Nicuś, to nie było do ciebie. Nikt cię chopie przymusowo nie werbuje - żyj sobie luźno i Spenglerem się nie kłopocz. Gość już nie żyje i żadnej krzywdy ci nie może zrobić.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  33. @ Tygrys

    Paradoksalnie, rzekłbym, umieszcza to go (tzn tępa specjalizacja) poza wszelką krytyką , i to na wieki wieków amen!
    Dzisiaj? Gdy na takim Uniwersytecie Nowojorskim nie znają się nawet profesorowie tej samej specjalności???

    OdpowiedzUsuń