środa, kwietnia 18, 2018

Kabaret "Szyja kanclerza" i gladiatorzy

Na początek, całkiem obok zasadniczego tematu, ale nie bez przysłowiowej kozery, powiem, że "Kredyt i wojna" (tom 1, że się zaśmieję) Gabriela "Coryllus" Maciejewskiego to znakomita książka, którą wszystkimi czterema kończynami niniejszym polecam.

Z procesowej ostrożności dodam, że z ponad 300 stron na razie przeczytałem ponad 180, a nie całość, ale naprawdę tam są fascynujące rzeczy, a w dodatku te cechy Autora, które mnie najbardziej zazwyczaj drażnią, jakoś się utajniły, natomiast zalety jak najbardziej są. Mówię wam ludzie - naprawdę warto to nabyć drogą kupna i się w to wgryźć!

* * *

Gladiatorzy
No i teraz mamy drobny problem, ponieważ sprawa jest oto taka... Jedna rzecz mnie od dość dawna męczy w tej najnowszej biężączce, ale potrafiłem to dotąd poruszyć tylko w prywatnych rozmowach - przychodzi mi do głowy kilka wersji cudnego literackiego opracowania tego tematu (zgoda Napieska, jak zwykle masz rację, to właśnie ZWO, czyli Zjadanie Własnego Ogona, nasza specjalność), ale każda widzi mi się jakoś kulawa, więc spróbuję to wam, ludzie, podać w sposób bezpretensjonalnie prosty...

Trochę szkoda, bo tam byłoby np. o gladiatorach (to może nam się jakoś jeszcze uda uratować, choć mymi szpęglerycznymi intuicjami na ich temat niestety tym razem się nie pochwalę) i o takim przerażającym alarmie przeciwatomowym (nie bez udziału broni chemicznych i biologicznych w dodatku), który się wkrótce okazuje być jedynie reklamą nowej serii popularnego kabaretu "Szyja kanclerza". Jednak zrobimy to prosto i bez figlasów, tak mi dopomóż!

Otóż swego czasu, całkiem na marginesie innego tematu, wspomniałem tutaj, że w przyznaniu Rosji organizacji najbliższych kopanych mistrzostw świata widzę niesamowitą wprost korupcję i skurwienie tej globalnej piłkarskiej organizacji, jak i autentyczny geniusz polityczny szeroko pojętego Putina. (Że wszystkie te Merkele i Microny, a nawet Trump, mogą w polityce Putinowi co najwyżej czyścić buty, to oczywiste, ale to nie zmienia faktu, że Putin to wróg Zachodu, tym groźniejszy, że skuteczny, a te Merkele to... Skoro głupi przyjaciel gorszy od mądrego wroga, to nawet przy założeniu, że to po prostu pospolici durnie... Ech!)

Było to, przypominam, zaraz po zajęciu, z pogwałceniem wszystkiego od A do Z, Krymu, i napaści na Ukrainę. Obecnie szeroko pojęty Putin dalej sobie śmiało poczyna, a w międzyczasie miał kilka niezłych zagrań, jak ewidentna ingerencja w amerykańskie wybory, ataki hackerskie na różne zachodnie instytucje, zamordowanie paru ludzi, czasem przy pomocy środków, których użycie gwałci różne tam podpisane reguły (co w realu znaczy niewiele, ale co istotne wyraźnie przesuwa granice tego, co Rosji i jej przydupasom wolno, z czym się "wspólnota międzynarodowa" oswaja)... Itd.

Nie żebym był jakoś specjalnie zakochany w tej Arabskiej Wiośnie, co ją Zachód (bez mojego jednak udziału, nikt mnie nawet nie raczył zapytać) postanowił urządzić w Syrii, w związku z tym na tego tam Assada aż tak bardzo się nie oburzam, ale to co z jego pomocą uzyskuje teraz Rosja, jest naprawdę nie-sa-mo-wi-te, a klęska tych wszystkich żałosnych Merkeli i Micronów bije po oczach. (O tym, że Turcja, b. ważny członek NATO, zacznie wchodzić w konflikt z Ameryką też swego czasu tu wspomnieliśmy. Ach, Kassandrą być!)

Teraz ten Assad stosuje broń chemiczną, Zachód pyskuje, niedługo tysiące głodnych dyplomatów skutkiem wzajemnych sankcji zaatakują nasze śmietniki w poszukiwaniu czegoś co by zjedli, a jednak sytuacja, fakty dokonane, ustala się taka, że rosyjskim przydupasom o wiele więcej wolno i co im zrobisz. No dobra, to cośmy dotąd napisali jest boleśnie słuszne i dość istotne, ale jednak nie aż tak odkrywcze, żeby ktoś, kto otarł się choćby o Tygrysizm Stosowany przeżył tu jakieś oświecenie. Zatem...?

Wspomnieliśmy sobie o tych mistrzostwach, co to idą i wszyscy tak się z nich cieszą. Na razie związek tej akurat sprawy z bronią chemiczną i głodnymi dyplomatami nie został, jak na tygrysiczne standardy, specjalnie mocno wykazany... Tak? No więc sedno mojego wywodu jest takie, że Zachód, niewątpliwie w tym przypadku słusznie, oburza się na Rosję i nawet razi ją jakimiś mizerno-symbolicznymi sankcjami, aż tu nagle nadejdzie, jak nadejść musi, chwila otwarcia tych tam mistrzostw... I co Zachód wtedy zrobi?

Szeroko Pojęty Putin (SPP) złapał tych Micronów w pułapkę bez wyjścia. Nie wysłać swoich dzielnych ekip kopaczy niesposób, bo lud się po prostu zbuntuje. (Tak jak on się jeszcze zbuntować potrafi, czyli jak zgraja lemingów, jednak Merkelom i to nie w smak, z czym nawet trudno polemizować.)

Więc te ekipy pojadą, boczenie się zachodnich przywódców (o Jezu, jak mi to określenie ciężko przez gardło przechodzi!) na SPP przejdzie niezauważone wobec tych tam matrioszek, rubaszek, bałałajek, tiulowych spódniczek, nie mówiąc już o kopaniu piłki w kierunku bramki... Albo i na aut.

Tak że całe to, niewątpliwie słuszne, oburzenie, a nawet cała ta, jaka by nie była żałosna, "walka" z rosyjską agresywnością, chamstwem i cynizmem, skończy się - i to co bystrzejszym powinno być od dawna wiadomym, tylko że jakoś brak takowych w naszych mediach - skończy się zatem... (cytując St. Michalkiewicza) WESOŁYM OBERKIEM.

To zaś będzie kolejny kopniak w zad nieszczęsnego Zachodu, kolejne piórko do rosyjskiego pióropusza. I nic na to nie poradzą Nasi Ukochani Przywódcy - takie będzie ogólne wrażenie, bo inne po prostu być nie może. Ogólne wrażenie na Zachodzie, ale także jak najbardziej w Rosji i w świecie na razie jeszcze się wahającym której z tych dwóch potęg się po psiemu podporządkować.

Putin to wie, wiedział to od samego początku, czyli co najmniej od załatwienia sobie tych mistrzostw, i sądzę nawet, że spora część tych jego figlasów z ostatniego czasu jest wprost po to robiona, żeby obłęd tego przymusowego oberka, który Zachód chcąc nie chcąc wkrótce odtańczy, był jak najpotężniejszy i jak najbardziej bijący po oczach. (A także maksymalnie dla Zachodu upokarzający, choć to upokorzenie już nie każdy leming zdoła zauważyć.)

Bo, choć mechanizmy generujące postęp techniczny wciąż jeszcze jakoś na tym Zachodzie działają, sprawiając wrażenie, że wszystko jest jak najlepiej i idzie do przodu, to jednak najistotniejszą częścią każdego takiego społecznego systemu, jak cywilizacja, jest CZŁOWIEK, a jeśli ten masowo przestanie wierzyć, że leżące u podstaw danego systemu zasady są (w miarę możności) przez możnych tego świata przestrzegane, że to wszystko NA SERIO I NAPRAWDĘ - to z całą pewnością ów system jest w... Poważnych kłopotach, nazwijmy to tak oględnie. I to by było na tyle, dzięki za uwagę!

triarius

P.S. Związek z gladiatorami się jednak nie załapał. Nie sądzę, by ktoś to zauważył, ale jednak się poczuwam, by to naprawić. Dostrzegam taki mianowicie, że, o ile Rzymianom owe igrce, owo "chleba i igrzysk", w sumie chyba raczej pomagało - jakby mało sympatyczne mordowanie ludzi na scenie ku uciesze plebsu nie było - to nasza ukochana cywilizacja chyba się w końcu nawet na tych swoich igrzyskach zaczyna przewracać. Co mnie akurat mało zresztą dziwi. 

Taka szpęgleryczna myśl niedoszłego, jakby nie było, doktoranta od starożytnej historii. Fakt, że Rzym nie miał tak wyrafinowanego i tak mocno z nim samym mentalnie splecionego wroga, który mógłby te wady fabryczne systemu wykorzystać. Z drugiej strony Zachód bez ogłupiania proli "Tańcem z gwiazdami" i oglądaniem kopania piłki by tygodnia nie przetrwał, więc... Skomplikowane! Wołać mu tu Coryllusa!

15 komentarzy:

  1. " Fakt, że Rzym nie miał tak wyrafinowanego i tak mocno z nim samym mentalnie związanego wroga, który mógłby te wady fabryczne systemu wykorzystać. Z drugiej strony Zachód bez ogłupiania proli "Tańcem z gwiazdami" i oglądaniem kopania piłki by tygodnia nie przetrwał, więc... Skomplikowane."
    Rzym zachodni nie miał takiego wroga, a i tak upadł pod naporem własnego wyjałowienia duchowego i presji barbarzyńców. Których sam sobie upasł, uzbroił i wyszkolił, bo wolał zawodową służbę wojskową od poboru.
    Rzym Wschodni czyli Bizancjum jak najbardziej miał takich wrogów: Persję Sasanidzką, Kalifat, Turcję. W porę zmienił sobie K/C z apollińskiej na magiańską, odpuścił te walki gladiatorów pod wpływem Cerkwi. Zostawił sobie za to wyścigi rydwanów, a stronnictwa cyrkowe były pierwszymi subkulturami (bo to i inne stroje i fryzury, i inne dynastie, i inne teologie...) i masowymi ruchami społecznymi, zastępującymi nasze partie i związki zawodowe.
    Tawariszcz Mąka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię, że Rzym nie miał wrogów, ino że to nie było to samo. Kult Mitry wśród legionistów nie da się porównać z tym, co robi młodszy braciszek (zachodniego przecie) liberała na zachodnim terenie i w zachodniej psychice.

      To kwestia nie tylko środków technicznych, ale tego perwersyjnego powinowactwa, które aż dwie cywilizacje (jedna C. i jedna proto-K dla wtajemniczonych), do szpiku kości wrogie F. i zamierzające przejąć jego aktywa, z tą C. mają. (Tajemnica Enigmy, ale prosta, to przecież nie poziom zagadek Wyrusa.)

      Pzdrwm

      Usuń
    2. Rację możesz jednak mieć o tyle, że Islam w końcu zwyciężył, m.in. dlatego, że miał w genach ikonoklazm i był pozbawiony teologicznych szaleństw z rozszczepiactwem włosowym.

      Pzdrwm

      Usuń
  2. Guru owej proto-K Alosza Dugin wręcz rozwija Spengler'a, redukując aktualny stan rzeczy do dwóch metacywilizacji: lądu i morza. Oczywiście wiemy gdzie ulokowane jest samo dobro a gdzie; rozkład, indywidualizm, konsumpcjonizm i anarchia.

    Jego "Основы Геополитики" to aktualny podręcznik w akademiach wojskowych i dyplomatycznych a sam autor był zaproszony na Kreml po aneksji Krymu (ale cóż noblesse oblige, w końcu kto jak nie syn bywszego gienierała GRU).

    Z resztą nie tylko Dugin. W obecnej Rosji historiografia i geopolityka rozwija się w najlepsze. A ich autorów koncepcje są testowane w realu. Marnie na ich tle wygląda nasz Zachód, że o naszym siermiężnym bantustanie, przez litość, zamilczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Redukcja stanu rzeczy do metacywilizacji lądu (Heartland, Behemoth) i morza (Rimland, Leviathan, Thalassocracy) to pokłosie poglądów Halforda Mackindera oraz Nicolasa Spykmana.
    Zauważmy, że dość podobny jest podział świata w "Roku 1984" Orwellla, z tym, że tam Wyspa Świata rozpada się na dwa konkurencyjne mocarstwa lądowe Eurazji i Wschódazji. Oba wojują ze sobą nawzajem i z Oceanią, mimo, że wszystkie trzy są ultrakomunistyczne.
    Tawariszcz Mąka

    OdpowiedzUsuń
  4. https://wiadomosci.wp.pl/zydzi-w-europie-powinni-miec-wieksze-prawo-do-broni-wazny-apel-rabina-6243525968094849a
    Wprawdzie to odnosnie poprzedniego tematu, ale aktualne.
    To popiera Twoja tezę, że my nie powinnismy mieć dostepu do broni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prawdzie, to mi wcale nie chodzi o to, że "nie powinniśmy", bo żaden ze mnie pacyfista i te wszytkie K*winy przy mnie to naprawdę galaretowate stworzenia. Jestem po prostu wrogiem prostych i fałszywych recept (szczególnie kiedy są stręczone przez leberałów i inne ruskie agentury), poza tym jest kwestia PO CO WŁAŚCIWIE, W SENSIE NA KOGO, na co nikt dotąd nie raczył odpowiedzieć...

      No i w końcu tę broń mają mieć Polacy, a my tu w tenkraju mamy 25% jawnej targowicy, więc coś się tu nie zgadza. Strzelniaca każdej gminie to wygłup - strzelanie do tarczy nie ma wiele wspólnego z czymkolwiek praktycznym, armii to nie zastąpi, policji też... MATA NA KAŻDYM OSIEDLU, 8 WORKÓW TRENINGOWYCH PRZY KAŻDYM TRZEPAKU... Jestem zwolennikiem męskich jaj (choć z dystansu) i na ile te pistoleciki miałyby w tym pomóc, jestem za. Ale nie widzę, jak to by miało pomóc.

      Pzdrwm

      Usuń
  5. Panie Tygrysie Krwiożerczy! Co by Pan odpowiedział Ściosowi na jego jeremiady? Czy są jeszcze szanse na pogonienie targowicy?
    "Nie można wygrać wojny z wrogiem zewnętrznym, jeśli we własnym kraju zezwala się na bezkarność targowiczan,aprobuje donosicielstwo i zdradę, hołubi wrogie ośrodki propagandy.
    Nie można obronić Polaków przed kombinacją obcych służb i szajką fałszerzy, jeśli rządzą nami wyznawcy zgubnej „strategii dialogu i kompromisu”, zaś politykę III RP kształtują mitolodzy „georealizmu”."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byk trafiony w samo jądro... Też uważam, że to przeogromny problem i nie ma to żadnego prostego szybkiego rozwiązania, a b. możliwe, że po prostu nie ma żadnego. Ścios, z tego co tu podałeś (Pan podał) b. celnie to ujął.

      Lewizna, wbrew pozornym sukcesom budzącego się ludu, szaleje - vide sprawa Alfiego z tą zadowoloną mordą tego angielskiego pedała (sami katolicy o Alfiego walczą), a jak słyszę o tych procesach serbskich generałów, to się wzdrygam.

      Putin ostatnio mało popularny u lewizny, ale z tego też bym żadnych optymistycznych wniosków nie wyciągał, bo, jak to celnie tłumaczy Darski, po prostu Putin parę lat temu przestawił się z popierania zachodniej lewizny na zachodnią prawicę. ("Prawicę" raczej jak dla mnie.)

      No to i lewizna go nienawidzi, ale za to jest zatruwana immanentnie wrogą Zachodowi i po prostu kopniętą kacapską ideologią... Także i tu jesteśmy w dupie, a po stronie normalności (dla Pana T. "prawicy") tylko entropia i... Sapienti sat, ale nie chcę tu drona, więc nie powiem co.

      Polska, na ile to w ogóle istnieje, jest pomiędzy targowicą (określenie "piąta kolumna" dotyczyło stronników gen. Franco, więc nie lubię go w tym kontekście) liczącą jakieś 25% ludności, której w żaden sposób nie wolno nam traktować specjalnie, i wpływami przyjaciół, o wiele silniejszymi od wszystkiego, co jakiekolwiek polskie władze mogą w tej chwili zrobić.

      Naprawdę nie widzę rozwiązania, ale że alternatywą jest tylko załamanie rąk i oglądanie seriali, jeśli nie po prostu przyłączenie się do leminżerii, więc marzyłbym o studiowaniu tygrysisznej klasyki, dbanie o męskość, formę, rozum, wychowywanie kobiet i dzieci do normalnego świata (bez oszukiwania ich, że to już)... I czekanie na to, że Bóg się wnerwi, albo że chaos stanie się już taki, że ten mrówczy lewacki syf padnie.

      W tenkraju nawet porządnego survivalu nie ma jak uprawiać, nie mówiąc już o nadziei, żeby kiedyś mógł rodzinę nam uratować... Naprawdę nie wiem... Chyba tylko wziąć przykład z tych Niemców w Ogniem i mieczem, powtarzając sobie "jedyna nadzieja to nie mieć żadnej nadziei".

      PiS robi całkiem miłe rzeczy, nawet ten biendy Alfie fajnie przykrywa te żywe tarcze feministek z .Nowoczesnej, ale przecież to są ruchy tylko w dozwolonym nam zakresie, b. niewielkim, a do tego może to się skończyć w każdej chwili na gwizdek z lewa lub z prawa. Ech!

      Zdaje się, że naprawdę Polska tylko skutkiem nieparzystych wojen światowych może się kiedykolwiek odrodzić, a i to musielibyśy być o wiele, wiele lepsi, niż w tej chwili jesteśmy. I nie mowię o targowicy.

      Pzdrwm

      Usuń
    2. ERRATA:

      "za to PRAWICA jest zatruwana" - słowo mi umkło i jest bez sensu.

      Pzdrwm

      Usuń
  6. Pozwalam sobie tutaj, bo za stary jestem, zeby mnie wywalano w Kontrowersjach. Zaczne od tego, ze będąc rowiesnikiem Polski Ludowej, nigdy w PZPR nie bylem, nie dostapiłem nawet mozliwosci pracy za granicą (jak Twoja mamusia).
    Ad rem : piszesz u MK, ze Polska zwsze stała na drodze Rosji i krzyzowala jej plany. Wytłumacz mi zatem, dlaczedo w 1939 roku wlasna piersią (i wieksza częścia terytorium) broniliśmy Rosji przed Niemcami? Dlaczego idioci oszukani przez anglosasow wybrali najgorszy wariant udziału w wojnie po stronie anglosasow i Rosji, zamiast z Hitlerem, ktory wcale nie byl antypolski az do czasu naszej zdrady i nawet plan wojny z Polska powstał dopiero w 1939r.
    Więc to my własnie uchronilismy kacapow od unicestwienia wielkiej rosji. I teraz mozemy sobie byc antyrosyjscy po herbacie. Ja zreszta tez uważam Rosję za smiertelnego i największego wroga Polski, w odroznieniiu od Niemiec, ktore niestety zostały po wojnie nie tylko zdemilitaryzowane, zdenazywfikowane, zdemokratyzowane ale i zdegermanizowane i sa pod okupacja amerykańską z zydowskim zarządem. I tyle nam zagrażają, na ile im TelAviw pozwala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najsampierw dzięks za komęta! Zawsze są cenne, tutaj nie ma ich zbyt wiele, a ktoś spoza odwiecznego kręgu trzech czy czterech akolitów jest specjalnie cenny.

      Następnie powiem wprost - nie jestem żadnym ekspertem od polskiej historii, z tą nowszą na czele. Mam niezłe pojęcie o historii ogólnej i historii paru krajów/epok, ale rodzimą mi mocno obrzydzono w prlowskiej szkole, a potem jednak studiowałem takie sprawy w Szwecji.

      Mimo to sądzę, że coś tam z tego, z głębi swego Szpęgleryzmu-Ardreyizmu rozumiem, więc się wypowiem...

      Hitler z początku faktycznie nie był antypolski, ale był proniemiecki do bólu, szkopy uważały połowę Polski za swoje, i w tym jego planie ataku na Rosję Polacy mieli bez cienia wątpliwości być mięsem armatnim, a potem jakąś tam klasą niższą.

      Trudno teraz ocenić, i tego już się nigdy nie da jednoznacznie (jak niczego zresztą w historii), czy by nas wygubiono, jak ruskich i inne "niższe" rasy, ale na pewno bylibyśmy góra za kapo, katów, hycli i (jak teraz) specjalistami od zmiany pieluch emerytowanym esesmanom.

      Nie widzę cienia innej możliwości, bo szkopy miały dość swojej elity i nie potrzebowały naszej, a my byliśmy dla nich przez setki lat ludem po prostu KOLONIALNYM - w dodatku jedynym takim w środku Europy, a nie w afrykańskiej dżungli, co nas stawiało b. nisko na drabinie bytów.

      Nie wiem jak nasze przedwojenne władze oceniały szansę na to, że Niemce zadrą także z US of A - wiemy, że gdyby Japończycy, zamiast, jak Hitler chciał, zaatakować kacapa od wschodu, nie zemścili się za kontradmirała Perry i nie uderzyli na swojego własnego największego naturalnego wroga, blokującego ich na pozbawionych zasobach przeludnionych wyspach, to może US of A by do wojny nie przystąpiło. Jednak jak długo? Naprawdę nie wiem. A kiedy przystąpiło, los nazistowskich Niemiec był w sumie przesądzony.

      Liberalizm to syf, wpływy żydowskie na tę cywilizację w sumie oceniam b. negatywnie, ale pakowanie się na Scyllę, aby uciec od Harybdy to reakcja mocno, jak to widzę, histeryczna. Powiedzmy sobie - jesteśmy słabi, głupi (politycznie, bez elity, bez hierarchii autorytetu), zmanipulowani przez zaborców, infiltrowani przez wszystkie możliwe obce służby... A na świecie, w polityce przynajmniej, nie ma aniołów.

      Jednak receptą, teoretycznie, bo w praktyce to nie jestem optymistą, jest Polska tak silna, by mogła z każdym rozmawiać mniej więcej jak równy z równym, a nie to co teraz. O czym by można długo.

      Amalryk powinien się wypowiedzieć, bo on wie o wiele więcej o Adolfie, kacapach i tego typu sprawach (tylko niech łaskawie waży słowa, bo nie lubię wstawania o szóstej!).

      Pozdrawiam czule

      Usuń
    2. "Dlaczego idioci..." Ryzykowne nieco stwierdzenie...
      http://arjanek.neon24.pl/post/125344,1939-scisle-tajne-raporty-ministerstwa-spraw-zagranicznych

      Usuń
  7. Jak zauważył Honigwill "Kiedy 12 marca 1938 Hitler zajął Austrię, Stalin zrozumiał że jego godzina się zbliża. Albowiem znaczyło to że zachodzi możliwość wybuchu wojny Niemiec z Francją i Anglią. Neutralność Sowietów stała się towarem na międzynarodowym rynku. Do właściwej i długo oczekiwanej transakcji trzeba było się przygotować i zawczasu usunąć wszelkie przeszkody na drodze do ugody z pożądanym partnerem.

    Wiadomo że K.P.P. w dużej części – trudno to określić procentowo – składała się z Żydów. Stalina czekała ta upragniona umowa z Niemcami o podział Polski. Lecz co począć z komunistami polskimi? Zostawić ich na pastwę losu, nie upomnieć się o nich w umowie z Hitlerem? Musiałoby to wywołać reakcję w komunistycznych szeregach w całym świecie. Z drugiej strony Hitler już tak daleko zaszedł w prześladowaniu komunistów i Żydów że na żadne umowne zabezpieczenie nie pójdzie. Stalin znalazł wyjście. Stalin rozwiązuje K.P.P. „z powodu prowokacji” i umywa ręce od krwi, która ma być przelana… Nie ma już w Polsce komunistycznej partii, i Stalin nie ma potrzeby domagać się względów dla jej członków,
    swoich gorących, oddanych zwolenników. Tam są tylko prowokatorzy…

    Komunistyczne Partie Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy w komunikacie o rozwiązaniu wspomniane nie były. Zostało to zrobione celowo. Tym pominięciem, już w marcu 1938 Stalin wskazywał Hitlerowi, jakie granice podziału Polski przewiduje czy też proponuje. Tereny, na których te partie działały, ukraińska i białoruska, Stalin zastrzegał dla siebie.

    Późniejsza umowa z 23 sierpnia 1939 ten proponowany przez Stalina podział państwa polskiego zaakceptowała. Rozbioru dokonano ściśle podług granic, w których działały trzy komunistyczne partie, wszystkie kierowane i finansowane przez Sowiety."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę rzec, że to b. inteligentna wymiana sygnałow w takim brydżowym (choć sam nie gram) stylu. Tak o tym dotąd nigdy nie myślałem, ale to masę wyjaśnia.

      Pzdrwm

      Usuń