sobota, grudnia 30, 2017

Interesujące książki po polsku

David Riesman, Samotny tłum
Ten wpis (poza tym, że ma b. mało błyskotliwy tytuł, za to jednak w samo sedno) jest w sumie adresowany do konkretnej osoby, choć może kogoś jeszcze zainteresować, ale w końcu lepiej, żeby jedna osoba coś z tego bloga miała, niż nikt. Zaręczam wam, że po głowie chodzą mi arcydzieła, o jakich się Ziemkiewiczom tego świata nie śniło, ale po kiego grzyba (że tak to swojsko wyrażę, a moja elbląska przeszłość się ładnie ukłoni) miałbym to pracowicie przelewać na tę tutaj plazmę?

Jednak z szacunku do osób, które  ew. ten blogasek swoją obecnością z jakichś względów zaszczyciły, wyjaśnię o co tutaj chodzi. Otóż od znajomej (którą niniejszym serdecznie, choć ze stalowym błyskiem w oku) dowiedziałem się czas temu jakiś, że matka jej przyjaciółki (której osobiście nie znam, ale którą niniejszym serdecznie wirtualnie) zapragnęła listy polecanych przeze mnie książek, żeby sobie, jak zgaduję, poszerzyć und pogłębić.

Niewiele o tej pani wiem, więc zakładam, że książki mają być po polsku - zresztą ze zdobyciem zagranicznych, nawet przy znajomości narzeczy, są problemy, drobne, ale np. dla Tygrysicznego Narybku (który niniejszym serdecznie, choć nie bez błysku), jak wykazało dziesięcioletnie doświadczenie, nie do pokonania. I na różne tematy. Jeśli coś tej pani akurat nie zainteresuje, to może kogoś. A zresztą co to ma za znaczenie? No więc te książki, jak mi się przypomina, przy każdej drobny komentarz od serca.

Znajoma miała spisać te książki, co je polecam, ale cały czas ma lepsze rzeczy do roboty (Ziemkiewicze i Ogórki), więc ja muszę to zrobić sam. Co niniejszym czynię.

* * *

Andrzej Zieliński "Skandaliści na tronie"

O dziwo, mimo tandetnie sensacyjnego tytułu i faktu, że autor jest tylko dziennikarzem, b. ciekawa książeczka o historii Polski. Wpadło mi to w ręce całkiem niedawno i przypadkiem, ale błogosławię ten fakt pod niebiosa. (Z tym błogosławieniem oczywiście żartuję, ale książka jest warta grzechu.)

*

Alexander Lowen "Zdrada ciała" (Betrayal of the Body)

Z jednej strony tutaj potrzeba sporej szczypty soli, bo to dość mocno zalatuje kalifornijskim New Agem, ale z drugiej jest to prawdopodobnie NAJWAŻNIEJSZA książka, jaką w życiu przeczytałem! Trudno uwierzyć? Rozumiem, ale w końcu my tu sobie normalnie o sprawach intelektu, Ardreye i Spenglery, ważne rzeczy, ale jednak abstrakcje, a ta książka realnie zmieniła moje, dotąd dość podłe i nie do końca zdrowe, życie. Cóż więc jest ważniejsze?

Nie każdy oczywiście ma tak, jak ja miałem wtedy, kiedy dorwałem jakimś boskim zrządzeniem losu tę książkę, w oryginale, w sopockim antykwariacie (gdzie potem ponoć przychadzał i Michnik, czym mi się właścicielka pochwaliła), więc nie każdy aż tyle skorzysta, ale są to interesujące sprawy i cholernie by się wam, kochane ludzie, przydały. Zresztą Lowen napisał wiele książek, z czego niektóre są i po polsku, te inne też są interesujące, ale ta wydaje mi się rewolucyjnie najważniejsza.

*

Jan Kucharzewski "Od białego do czerwonego caratu"

Żeby było coś o polityce i na komucha, to tutaj macie fajną książkę rodaka na temat Rosji przed rewolucją i jak to tam w sumie wyglądało. Znana rzecz i naprawdę niezła.

*

Astolphe de Custine "Listy z Rosji"

Skoro już jesteśmy przy polityce i Rosji, to nie można zapomnieć o tym sławnym dziełku. Mówią o nim, że nie była to aż tak znakomita rzecz o ówczesnej Rosji, ale o dziwo nabierała wagi i prawdziwości z czasem i stała się znakomitą pracą o CCCP, niech je...

*

Krzysztof Kowalski "Eros i kostucha"

Fatalnie wydane, rozpada się w rękach po dwóch minutach, ale b. interesująca rzecz, jeśli kogoś, jak mnie, kręcą sprawy związane z prehistorycznymi religiami i takie tam. Ostrzegam, że dla niewinnych dziewic i ministrantów będzie to zbyt mocne z powodu b. wyrafinowanej seksualności w tych tam sprawach.

*

George James Frazer "Złota gałąź"

Skoro już prehistoria, dziwne obrzędy, ofiary z ludzi i co z tego zostało, to oczywiście nie można pominąć tej klasycznej i do dziś sławnej pozycji.

*

Robert Graves "Mity greckie", "Biała bogini"

To jest coś w tym samym stylu, co dwie poprzednie pozycje, ale łatwiej się chyba czyta niż Frazera. W "Mitach greckich" ja w sumie czytam niemal wyłącznie przypisy, gdzie jest właśnie samo jądro gęstwiny, choć i zwykły tekst też jest interesujący, a nawet powinienem go z zapałem studiować, jako niedoszły  historyk starożytny, tylko że mnie to akurat nie aż tak kręci. Przypisy jednak są REWELACYJNE - jeśli kogoś, oczywiście, jak mnie, te sprawy podniecają. "Biała bogini" to całkiem inna książka, raczej na tematy celtyckie, choć wcale nie tylko, ale tematyka pokrewna i podobnego nastawienia wymaga od czytelnika.

Oczywiście Graves napisał sporo innych rzeczy, które pół wieku temu b. mi się podobały, a dziś pewnie też by mnie nie odrzuciły - te o Kaliguli i Klaudiuszu na przykład. Facet w ogóle był genialny, choć Anglik (nie mówcie Koryle!) i na zdjęciu wygląda dość pedalsko, ale sam fakt, że mieszkał sobie na Majorce pod rządami gen. Franco, powinien nas do niego przekonać.

(A najzabawniejsze, że Graves "genetycznie" był jednak Niemcem. O czym wtedy nie wiedziałem.)

*

Antoni Kępiński "Schizofrenia"

Ten autor to b. ciekawa postać i nawet taka na ołtarze, napisał też sporo książek na tematy różnych aspektów psychiki i różnych zaburzeń, wszystkie które ja czytałem były interesujące i polecam,  ale o "Schizofrenii" my sobie tutaj nawet przecie kiedyś pisaliśmy, a to w związku z jej teorią, wyrażoną przez Kępińskiego w tej właśnie książce. Chodzi o teorię "metabolizmu informacyjnego" i jak to się potrafi zaburzać, obradzając np. schizofrenią "jako taką", albo schizofrenią metaforyczną... Spengleryzmy takie, można sobie tutaj ew. pracowicie poszukać.

*

Klemens Krzyżagórski "Kłopoty z ciałem"

Czytałem to wieki temu, nie mam nawet pojęcia, czy ten autor jest "nasz", ale b. ciekawe.

*

Oswald Spengler

Jest parę jego rzeczy po polsku - Magnum Opus oczywiście w dzisiejszej liberalnie skastrowanej wersji, ale i tak to jest b. dobra książka, choć nie tak, jak uczciwe wydanie. Wszystko jest do czytania i nauczenia się na pamięć. (Z pamięcią nieco żartuję, ale tylko trochę.)

Tu macie linek do Wikipedii na jego temat, tam są podane jego teksty po polsku, nie jest to oczywiście żadna Święta Księga (Wikipedia znaczy), ale może się przydać:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Oswald_Spengler

*

G. Lenotre "Ze starych papierów"

Wybór i tłumaczenie tekstów Lenotre'a, który był przez długie lata paryskim archiwistą i opublikował masę fascynujących rzeczy, w dużej części na temat Rewolucji Francuskiej i spraw wokół  niej. Wybór zrobiony, genialnie, przez Pawła Hertza ("naszego Żyda") w początkach lat '60. Tłumaczenie też znakomite. Dzisiaj musi to być trudne do dorwania, ale warto poszukać, bo naprawdę fantastycznie się czyta i może kogoś nawrócić na zainteresowanie historią.

*

prof. Stanisław Zieliński "Po co Homer?"

Tej akurat książki nie mogę nigdzie dorwać w postaci materialnej, ale jest zdaje się dostępna na jakichś Chomikach. Polecam! Ten sam autor wydał też sporo innych b. interesujących książek o starożytności, które co najmniej dla młodych obiecujących nadają się do polecenia.

*

Anna Świderkówna "Hellada królów"

Super rzecz - historia hellenistycznej Grecji, gorąco polecam! Polityka, wojna i samo życie, takie, jakie ono naprawdę jest i jakie w sumie zawsze będzie.

*

Janusz Korczak "Król Maciuś Pierwszy" i "Król Maciuś na wyspie bezludnej"

Historia rządów Donalda Trumpa, odkryta jakimś genialnym przebłyskiem intuicji i opisana niemal sto lat temu. ("Faraon" Bolesława Prusa także jest niezłym wprowadzeniem do polityki i polecam. Jak i wspomniane już tutaj książki Roberta Gravesa o wczesnych cezarach.)

*

Maurice Druon "Królowie przeklęci"

Coryllus by mnie za to przeklął (nie czyniąc przy tym królem), ale co mi tam! Od lat właściwie prawie nie czytam powieści, ale tę chciałem przeczytać od pół wieku (kiedy usłyszałem jej fragment czytany w radio*), i kiedy oczy moje ujrzały, że oryginał jest do dostania na allegro, to sobie kupiłem, a potem przeczytałem. Tego jest chyba z sześć tomów, w sam raz na długie zimowe do początku XXII wieku.

Nie żałuję, bo chociaż mogę się teraz uśmiechać czytając (jak to mi się raz na parę tygodni zdarza) diatryby naszego natchnionego Savonaroli v2.0, a dla ludzi młodszych, bardziej skłonnych do czytania powieści i być może mniej unurzanych w historii, to powinno tym bardziej być ciekawe i pouczające. (Nie wykluczam do końca, że Koryła może mieć trochę racji polemizując z Druonem na temat stosunków bankierów z władzą, ale to i tak książki nie przekreśla, a na temat mechanizmów historii różni ludzie mogą mieć różne opinie, i nawet o to jakby właśnie chodziło.)

* Choć to raczej chyba było słuchowisko, jak to wtedy.

*

David Riesman "Samotny tłum"

Instrukcja obsługi leminga i wprowadzenie do propedeutyki lemingologii. Po prostu!

* * *

To na razie tyle, bo to mi w tej chwili przyszło do głowy, ale osoby ew. zainteresowane mogą tu co pewien czas zajrzeć, bo jak sobie coś istotnego przypomnę, to być może dodam.

triarius

P.S. A tak całkiem bez związku z czymkolwiek, to przyszedł mi do głowy bonmot, którym nie omieszkam się podzielić: W dobrą zmianę nie uwierzę, dopóki ten, kto wymyślił tytuł programu "W tyle wizji", nie pójdzie siedzieć.

21 komentarzy:

  1. Lenotre'a faktycznie dobrze się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, co proponowałeś. Mało go tłumaczyli :), nie wiedziałem o istnieniu.
      BTW, jak z Ardreyem? Cały przetłumaczony?

      Usuń
  2. To u mnie w moim tłumaczeni też?

    Ardrey? Chciałbym, ale skoro nikomu na tyle nie zależy, żeby sobie odmówić nieco wódki, to nie będę za darmo robił swojej obecnej roboty. Tam są b. nieprzyjemne liberalne prawnicze tricki, uniemożliwiające sprzedawanie tego, więc to jest czyste poświęcenie z mojej strony, w dodatku nieco... Sapienti sat. A skoro wszyscy mają w dupie, to niech sobie czytają Ziemkiewicze i Ogórki.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy pożyczyłeś doktorantce Lenotre'a i czy oddała egzemplarz?
      https://bez-owijania.blogspot.com/2006/10/postpowy-biskup-215-lat-temu.html#comment-form

      A co do Ardreya to grzeszysz.

      Usuń
    2. Z doktorantką faktycznie się spotkałem, to była, na ile pamiętam, niebrzydka kobietka z kadry floretowej, ale potem się okazało, że nie o to jej chodziło... Nie przypominam sobie dokładnie teraz jak to się skończyło, ale chyba nie poczuła się całkiem zaspokojona, chodziło jej o coś innego, ino o co?

      A w sprawie Ardreya to rozmawiaj z jego @#$% synalkiem i resztą @#$%^ leberałów. Poniekąd miód w serce, że "grzeszę", ale dlaczego ja jeden mam się dla Sprawy poświęcać, kiedy inni dają podrabianym szkopskim grefiniom róże w moim imieniu, albo po prostu nadwyżki wydają na wódkę i widzą w tym patriotyzm?

      Pzdrwm

      Usuń
  3. Tygrysie,

    czytam Ci ja sobie "Zdradę ciała" i rzec muszę - mocna rzecz. Bardzo.

    Dzięki Ci za ten wpis. "Króla Maciusia" obiecuję przeczytać. Kępińskiego "Schizofrenię" także.

    Komentowałem na Twym blogu kilka już razy, lecz raz jeszcze (lepiej może?): dziękuję za wszystkie wpisy. To, co tu udało Ci się tu spisać, ująć, przedstawić jest moim zdaniem - szczególnie na szerszym tle polskiej prawicy w ogóle, za przeproszeniem - nadzwyczajne. Pewnych rzeczy wciąż nie przetrawiłem, lecz przynajmniej świadom jestem ich istnienia.

    BTW Lenotra, choć tylko wspomniany wybór na polski przetłumaczony - "Ze starych papierów" - przeczytałem, uwielbiam.

    Pzdrwm
    Anon nr 2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięks! Miód w serce. Gdyby tu była połowa tych komętów, co np. u Koryły, to bym pisał, bo naprawdę mam sporo do napisania, tylko po kiego. Nie mówię, że koniecznie aż tak pochlebnych jak ten (albo tak, excusez le mot, jednomyślnych, żeby nie powiedzieć "sekciarskich", jak u Koryły), ale po prostu.

      Co do Lenotre'a, to ja przetłumaczyłem dwa fajne kawałki spoza "Starych papierów". Wieki temu, ale muszą tu być. Jedno się nazywało chyba "POstępowy biskup"... i coś tam jeszcze chyba było. Polecam!

      Cieszę się, że nawet Lowen, którego prawicą naprawdę trudno nazwać, do Cię trafił, bo to naprawdę jest coś, co by mogło przewrócić naszą biedną "prawicę" na drugą stronę i, wraz z Ardreyem, stworzyć wreszcie coś... Ech tam, marzenia ściętej głowy. Na szczęście ja już jestem stary i mogę mieć przyszłość świata w nosie.

      Ale dzięki raz jeszcze za ten podnoszący na duchu (ach!) komęt.

      Pzdrwm

      Usuń
    2. Czytałem, czytałem. Tak zresztą poznałem Lenotre'a - dzięki Twym tłumaczeniom.

      Aj, lewicowcem nie jestem na pewno, ale też żaden ze mnie prawicowy ortodoks.
      Istotnie mam wrażenie, że Ardrey - i nie tylko on, ale "biologia" w ogóle - zmienić na lepsze mogłaby polską prawicę. W sumie 'w świecie' biologii po prawej stronie jest więcej, choć w większości sprowadza się ona do dość prostackiego rasizmu i ew. eugeniki, zatem - nic szczególnie ciekawego...

      Chyba wiem, jakie 'coś' masz na myśli i ach ech... (że sobie westchnę...)

      Swoją szosą czytałeś może Triari "The Origin of Consciousness in the Breakdown of the Bicameral Mind" Juliana Jaynesa? Fascynująca książka.

      Jeśli nie, to tutaj krótko o niej:

      At the heart of this book is the revolutionary idea that human consciousness did not begin far back in animal evolution but is a learned process brought into being out of an earlier hallucinatory mentality by cataclysm and catastrophe only 3,000 years ago and still developing. The implications of this new scientific paradigm extend into virtually every aspect of our psychology, our history and culture, our religion - and indeed, our future. In the words of one reviewer, it is "a humbling text, the kind that reminds most of us who make our livings through thinking, how much thinking there is left to do."

      Presents a theory of the bicameral mind which holds that ancient peoples could not "think" as we do today and were therefore "unconscious," a result of the domination of the right hemisphere; only catastrophe forced mankind to "learn" consciousness, a product of human history and culture and one that issues from the brain's left hemisphere. Three forms of human awareness, the bicameral or god-run man; the modern or problem-solving man; and contemporary forms of throwbacks to bicamerality (e.g., religious frenzy, hypnotism, and schizophrenia) are examined in terms of the physiology of the brain and how it applies to human psychology, culture, and history. "

      Pzdrwm
      Anon nr 2

      Usuń
    3. Dzięks! Nie znam tej książki, brzmi fascynująco. Swoją drogą na Smashwords jest ebook głoszący, że autyzm to żadna choroba, ino wybór, i to (choć może się kojarzyć z pedalstwem, jako "orientacją", takie mamy czasy), wydaje mi się interesująca myśl. Tym bardziej, że... Itd.

      Nasza prawica faktycznie potrzebuje Ardreya jak powietrza, tylko że jest gorzej, bo mi się widzi, że "naszą prawicę" trzeba by dopiero stworzyć, bo to co jest, to po prostu zgraja lemingów bardziej pozbawionych wyobraźni i się-nie-załapawszych (co zresztą innymi słowy wyraził i Spengler), w odróżnieniu od korporacyjnych lemingów sensu stricto i rozgorączkowanej mózgowo lewizny (nie mówię tu o hunwejbinach, a w każdym razie nie o tych od strzelania w tył głowy, tacy zresztą są wszędzie potrzebni, lewizna nie ma tu monopolu)...

      "Ortodoksyjna prawica" to była, jak byłeś pan hrabia, wujek generał, brat arcybiskup, lud mogłeś nawet i chcieć dopieścić, ale jeśli tylko okazałby brak szacunku, to rzeź przy wtórze anielskich chórów i bicia w dzwony... Teraz jedyna prawica, jaką jestem w stanie zrozumieć, to Ardrey z Panem T., walczący o ludzką (źwierzęcą przecie, choć uduchowioną, i to jak, ach!) naturę, przeciw globalno-owadziej utopii, czy to, na razie (mądrość etapu), w wersji leberalno-geszefciarskiej, czy lewacko-infantylizującej, która nas zewsząd zalewa. A tego przecie nigdzie nie ma - częściowo właśnie dlatego, że nikt nie raczy Ardreya, zresztą ilu by zrozumiało, a co dopiero Spenglera...

      Katolicyzm niestety się właśnie skończył na (nomen omen) amen. Przykre, ale fakt i tyle. Jednak najlepsi dzisiejsi "prawicowcy" będą ten fakt ignorować jeszcze przez... No nie, tak długo "prawica" już nie pociągnie. Budowanie na katolicyźmie - nie na Monteverdach i ew. świeckim kulcie Maryjnym - to niestety już tylko ładne kładzenie głowy pod gilotynę. Budzi szacunek, ale tyle tego, a kiedy wspomni się o tym, jak arystokratyczni emigranci z tych tam Koblencji walczyli w końcu z bronią w ręku z rewolucyjną hołotą, to już jakby mniej.

      Itd. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Że uzupełnię. W końcu trzeba sobie uświadomić, że dziś w ścisłym sensie konserwatywna jest ta szemrana lewacko-leberalno-globalna elita, ten establiszmęt, co chce z nas zrobić komuchowate mrówki i radośnie poddające się eutanazjom i temuż podobnież, natomiast po stronie przeciwnej - czyli przecie PRAWICOWEJ - trzeba myśleć KLASOWO, bośmy przecie PROLE i od tego się uciec nie da, co by K*winy tego świata sobie i owemu światu nie wmawiały.

    Do tego (ale sza, bo nie jesteśmy tu sami), oczywiste jest, że bez KONTRREWOLUCJI się nie da, a KONTRREWOLUCJA, to przecie REWOLUCJA, całkiem po prostu, ino w przeciwną stronę i nie w stronę UTOPII, ino mniej więcej NORMALNOŚCI. Natomiast szemrany dzisiejszy "konserwatyzm", razem z najdzikszą lewizną po tych wszystkich ONZetach i UEjach, rewolucji boi się bardziej niż zarazy, co zresztą zabawnie komponuje się z koszulkami przyozdobionymi podobizną Guevary na wątłych ramionach ich hunwejbinów. Jednak co najmniej od czasu powstania feminizmu logika nie ma prawa pobytu w tzw. "polityce", więc to nie jest aż tak dziwne. ("Maszerujemy osobno, atakujemy razem" - kto to głosił? Poza lewizną oczywiście, na tych ichnich Wumlach.)

    Tak że dzisiaj marzenie o PRAWICY to naprawdę nie byle co.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  5. "dziś w ścisłym sensie konserwatywna jest ta szemrana lewacko-leberalno-globalna elita, ten establiszmęt, co chce z nas zrobić komuchowate mrówki i radośnie poddające się eutanazjom i temuż podobnież, natomiast po stronie przeciwnej - czyli przecie PRAWICOWEJ - trzeba myśleć KLASOWO, bośmy przecie PROLE i od tego się uciec nie da, co by K*winy tego świata sobie i owemu światu nie wmawiały."
    Można pociągnąć tę myśl dalej: dziś radykalna lewizna kontynuuje dzieło 18tki: zakaz uboju rytualnego dla merkurianskich tradsów, zakaz jedzenia mięsa, polowań i posiadania broni przez proli i Słowian.
    Tawariszcz Mąka

    OdpowiedzUsuń
  6. "autyzm to żadna choroba, ino wybór, i to wydaje mi się interesująca myśl."
    Może to rozgrzeszanie koncernów medycznych i konowałów-flejtuchów, którzy wprawdzie są niezastąpieni w dobie milionowych miast i transoceanicznych lotów, jednak za dużo oszczędzają na składnikach szczepionek? Czy ceną za ocalenie miliardów przed ponowną epidemią dżumy muszą być epidemie jatrogennego autyzmu u dzieci, sprawiające, iż nawet najpobożniejsze Matki-Polki walczą o aborcję i eutanazję mniej udanych elementów miotu?
    Tawariszcz Mąka

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Tawariszcz Mąka

    Nigdy nie mówiłem, że szczepionki i inne takie należy sobie odpuścić, pozostawić je w gestii biurokracji tego świata, bez kontroli ze strony Proli itd.! Co innego jest dbanie o różne takie aspekty, jak wspomniałeś, a co innego k*winiczne potępianie w czambuł i tupanie nóżkami na całość.

    Sam wolałbym życie bez milionowych miast, dla mnie mogą być furmanki, zamiast elektrycznych samochodów (tylko nie wolno się znęcać nad końmi, na ile da się to wyegzekwować), bo nie o elektrykę walczyli i ginęli moi przodkowie, ale skoro są, to bez szczepionek nijak.

    Jednak jedna z pierwszych zasad Tygrysizmu głosi: "Biurokrata - dobry sługa, zły pan (co dotyczy także prawników)", więc nie wmawiaj mi tu takich zboczeń, pliz!

    To co powiedziałeś o radykalnej lewiźnie jest interesujące, nie do końca to zrozumiałem, ale zwracam uwagę, że oni maszerują osobno - radykalna lewizna i te leberalne "konsumpcja plus produkcja" mrówcze totalniaki - choć atakują, ludzką naturę i normalność, razem, sposobem napoleońskim. To nie jest jednak to samo - to jest atak dwoma... Po angielsku to by było "prongs", powiedzmy "szpicami". Rozumiemy się?

    Pzdrwm czule

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy oprócz myślenia KLASOWEGO przyda nam się także analiza bieżączki i szerszego, szpęgleryczno-ardreyicznego tła w kontekście WALKI PŁCI?
    "Wśród osób w wieku 18–39 Ruch Narodowy wybiera 15 proc. mężczyzn, a "czarny protest" aż 20 proc. kobiet. Żeby potwierdzić, czy mamy do czynienia z wojną płci, Oko.press zapytało o poparcie dla bardzo wyrazistej partii Wolność (KORWiN). Okazuje się, że na to marginalne w polityce ugrupowanie chce zagłosować aż 15 proc. mężczyzn w wieku 18–39 i 0 (słownie: zero) procent kobiet w tym wieku, a nawet: 0 proc. kobiet w jakimkolwiek wieku. Czyli, jak podkreśla redakcja, ANI JEDNA z 449 kobiet, które odpowiedziały na to pytanie w sondażu. To naprawdę radykalny rozjazd światopoglądowy, a mówimy nie o małej kohorcie wiekowej, ale o wszystkich wyborcach przed czterdziestką. Ich wpływ na sytuację kraju jest niemały, a będzie jeszcze większy.(...) Badacze opisali, jak kobiety od lat 60. stopniowo przenosiły swoje głosy z prawicy na lewicę w miarę zmieniającego się stosunku do religii (Miki Caul Kittilson, Oxford, 2016). To proces równoległy do zaniku tradycyjnego podziału ról w społeczeństwie. Jeszcze inni badacze zauważyli, że w Europie Zachodniej kobiety częściej głosują na lewicę, ale inaczej jest w państwach postkomunistycznych (Abendschön, Steinmetz, Social Politics, 2014)."
    Tawariszcz Mąka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesujące rzeczy prawicie Macieju. Tak przy okazji, to parę razy zabierałem się do rozgryzienia i naświetlenia problematyki oznaczonej tutaj akronimem D.U.P.A, ale mi się nie udało. Choć przecie główna myśl była prosta: kobieta, pozbawiona swej naturalnej funkcji, roli i środowiska, staje się bezkształtną masą dowolnie niemal kształtowaną przez totalitarnych macherów, a biedne pryszczate prawiki z mizernymi, ale jednak pitulkami (wciąż), zrobią wszystko, żeby jednak jakąś bezpitulkę dorwać, z wielu różnych powodów bez takiej żyć nie potrafią, no to i mamy co mamy.

      Taka to była prosta myśl, ale książkę można by (kto by mógł, ten by mógł) o tym napisać, i ja nie potrafiłem dojść do sedna. Teraz, dzięki Waszmości światłemu komętowi, jakoś to wystękałem, więc Waść macie dotatkową jeszcze za ten komęt zasługę.

      Swoją drogą, jak ta moja teza do Tawariszcza trafia?

      Pzdrwm

      Usuń
  9. Kobiety i znaczna część bezpitulek szukają mężczyzn, nie chłoptasiów spod trzepaka. Skoro nie znajdują ich we własnej społeczności to albo same "stają się" mężczyznami, albo znajdują prawdziwych samców wśród islamistów czy Masajów.
    To przepoczwarzanie się bab w "chłopów" (bezpitulizacja) przebiega różnymi drogami. Kobiety niewierzące angażują się co raz mocniej w seksturystykę (Kenia, Egipt) i szybkie numerki na jedną noc (Tinder), tak, że aż tradycyjna prostytucja przeżywa kryzys finansowy. Kobiety wierzące domagają się kapłaństwa kobiet i zmiany słów w modlitwach i mszałach np: "Ojcze nasz" na coś bardziej genderowego jak "Matko nasza".
    Symptomatyczne, że w Pl po prawej stronie faceci tylko się modlą i pracują (wypisując peany na cześć von Misesa i plując na 500+), a kobiety chcą walki wg wzorców okupacyjnych typu golenie łbów aktorkom z "Klątwy".
    Tawariszcz Mąka

    OdpowiedzUsuń
  10. Niektórzy z prawej strony przewidują podobny efekt rozwoju panoptykonu co Pan Tygrys "Zastanawia mnie problem bezkarności bardzo wielu czynów zabronionych, przestępstw, zbrodni. Naćkaliśmy sklepy, ulice, miasta, kraj i świat kamerami. (...)
    Tymczasem tak się nie dzieje. Główna bariera to jak mi się wydaje brak kontaktu między tymi którzy ściagają przestepstwa z tymi którzy wiedzą, z tymi którzy mogliby zidentyfikować ofiary i sprawców. Wizerunki, nagrania, portrety pamięciowe upublicznia się sporadycznie. Sprawa jest o tyle delikatna że publikacja zdjęć podejrzanych w pewnym stopniu łamie zasadę domniemania niewinności. Publikacja zdjęć ofiar – może przyczynić się do ich stygmatyzacji… Być może pomogłyby nam komputery - zaawansowane systemy identyfikacji twarzy. Problem w tym że to jeszcze ciągle pieśń przyszłości. Gdy się pojawią będą z pewnością skutecznym batem na wszelkiego rodzaju bandytów i zboczeńców. Byłbym za zintensyfikowaniem prac nad takim systemem."
    ale wizja skutków ubocznych prawie ich nie przeraża: "Widzę tylko jeden kłopot – to co jutro posłuży do identyfikacji „złych” pojutrze w rękach polityków może posłużyć do identyfikacji i karania ludzi niezadowolonych z ich rządów. Wizja z "roku 1984" Orwella jest tu ostrzeżeniem."
    Jak to szło? "Kapitaliści sami ukręcą sznur..."
    Tawariszcz Mąka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do ostatniego zdania to czasy pomyliłeś :) sznur od dawna ukręcony, zawieszony, zapętlony.
      Weżmy takich Szkotów, dla przykładu. Nic to, że to podobno Irlandczycy którym znudziły się mokradła i emigrowali. Chodzi o to, że się zjudaizowali i zmuzułmanili. Taki typowy to stracił dziecięcą radość całkowicie, dla przykładu mogąc przed zejściem rzucić skórkę od banana wykręca się że nie, On nie będzie, no chyba że mu ktoś zapłaci.
      "A On sobie giczołami
      giczołami sobie kiwa"

      Usuń
    2. Pycha Panie, pycha! Faceci "na prawicy" nie potrafią zaakceptować myśli, że choćby w dzieciństwie jedli ino srebrnymi widelcami z hrabiowskimi korony, choćby ich przodkowie byli cesarzami i impresariami Matki Boskiej, to dziś wszyscy jesteśmy tylko PROLE, które nie mają najmniejszego prawa wpływać na politykę inaczej, niż jak kostka w "Grze w gęś" (ta klika establiszmętu załapie się do żłobu, na którą wypadnie, plus trochę premii za mamienie prola słodkimi słówki), w ogóle nie mają prawa pisnąć, poza chóralną "Odą do radości" i okrzykami "Niech żyje Merkel! Niech żyje Trump!"...

      I powinni się pięć razy dziennie modlić o to, żeby Waadza nikogo nie karała, a już na pewno żeby wzdrygała się przed KSem i miała na ten temat koszmary (nie zmazy!) nocne, z nocnym także się moczeniem... Bo dzisiejsza "prawica" to po prostu zgraja durniów o zdrewniałej korze mózgowej - tak to widzę, a Spengler wyraża to oględniej, ale chyba na myśli miał mniej więcej to samo. Jesteśmy w dupie Tow. Mąka!

      Swoją drogą Pan T. miał rację prorokując, że Turcja zacznie się naparzać z Kurdami, co rozwali NATO... Turcy już wpadają w słodkie łapki ruskich i kitajców, a za 10 lat będzie z nich pewnie lepszy ISIS od ISISu. Nie ma to jak być Kassandrą (choć wolałbym Kassandrem)!

      Całuję czule

      Usuń
  11. @ Anonimowy (Środa?!)

    W kwestii Szkotów... Jako MacLeod (nieśmiertelny) w 1/32 wyjaśnię, że wprawdzie sama nazwa faktycznie kiedyś oznaczała właśnie Irldandczyków (Duns Scotus, kiedy centrum cywilizacji euro było na Szmaragdowej Wyspie, a w Szkocji, Albie znaczy, tubylcy czepiali się ogonami gałęzi (co też ma swój wdzięk zresztą)...

    Ale szkockie Lowlands to głównie jednak kolonizacja z południa, sporo wielkich rodów, także i klanów, to Normanowie (nawet dynastia Stuart pochodzi od gościa o nazwisku FitzGilbert chyba, w każdym razie Fitz, czyli "syn" po normańsku), czyli dzisiejszej Anglii... No a w górach żyli sobie, malując się w niebieskie pasy i (wcześniej nieco) łowiąc głowy i jedząc bliźnich swoich, Piktowie, których łacińska nazwa pochodzi właśnie od tych malunków...

    I tam zginąć miał bez śladu jedyny w historii rzymski legion. Dzicy byli jak cholera, co widać zresztą i po mnie, choć MacLeod to raczej klan wyspowy, pochodzący pono od norweskiego królewicza z wieku chyba ósmego... Strasznie w każdym razie sławni byli z okrucieństwa, a pod Culloden walczyli po obu stronach...

    Ich stosunek to Świętego Kościoła Katolickiego faktycznie był dość niechętny - znaczy dużo później od jedzenia bliźnich - bo nie mieli własnego arcybiskupstwa i strasznie im było żal tego świętopietrza, co go musieli wysyłać... To w końcu był b. ubogi kraj - krótkie lato (choć tam jest o wiele cieplej, niż ktoś by myślał - Golfstrom), mało uprawnej ziemi, lud wojowniczy i poetyczny... Celtów w ogóle zgubiła ich wojowniczość i skłonność do anarchii - poza tym to absolutny ideał ludzkiego gatunku! ("Celtów" w szerokim znaczeniu, bo Celtowie to właśnie ci Irlandczycy z zachodu, a o Piktach wiemy b. mało i jakoś po angielski znikli z historii.)

    Swoją drogą, o dziwo, skłonność do anarchii lubi prowadzić do różnych tam kalwinizmów/hugonotyzmów - jak dziwne by się nie wydawało połączenie miłości swobody (raczej nienawiści do podległości) z tępym, fanatycznym ascetyzmem... Jednak ludzie namiętne widać muszą albo być za słodkiego Cesare z Borgiów, albo już całkiem po drugiej stronie. Otyły pykniczny klecha im nie pasi. (Mój krewniak i największy warchoł w historii I RP, Diabłem zwany, także był protestantem.)

    Co zaś do sznura, to faktycznie - takie rzeczy to odległa przeszłość, teraz aktualna jest sprawa robactwa, które konsumuje trupa, nie środki do utrupiania.

    OdpowiedzUsuń