wtorek, lipca 24, 2018

O pocieszeniu filozofii, zamkach na piasku i ganianiu za własnym ogonem

Na początek, żebyście nie płakali, że nie dostajecie biężączki, rzeknę co następuje... Cały dzień dzisiaj, kiedy tylko spojrzałem na dowolną telewizję, pokazywali niemal wyłącznie jakieś tam pożary w Grecji. Na swój własny rachunek powiedziałbym oczywiście "a co mnie to obchodzi?" Ludzie nie żyją wiecznie, ten padół łez to nie jest taniec po różach, żaden arcyksiążę Ferdynand (ani choćby Rudolf, ten od Vetsery) tam chyba nie zginął (to nie śnobizm przeze mnie przemawia, ino znajomość następstw, choć w tym drugim przypadku raczej to, że można się zabawić w detektywa)...

Dla was ludzie jednak trochę się wysilę i powiem, że po pierwsze jest w tym chyba radosne przesłanianie innych, o wiele ważniejszych tematów... Lub właśnie tematów braku, w związku z wiadomym sezonem na ogórki... A po drugie jak zwykle Dávila ma rację i współczesny człowiek po prostu się na Boga (niezależnie, czy w niego wierzy, a raczej nawet jak niewierzy to bardziej, piękny paradoks!) obraża, że nie wszystko wciąż mamy pod kontrolą. To znaczy, nie tyle "my", co "ci słodcy, co się nami tak cudnie opiekują - kochane urzędasy, prawnicy i reszta tego towarzystwa, które nam, większości, pozwala wieść słodkie i beztroskie życie leminga".

* * *

Teraz sobie trochę obgryziemy własny ogon... Służba nie drużba! Pierwsza sprawa, to taka, że mamy (w zasadzie, bo jak nic nie napiszemy, to też nikomu włos z głowy nie spadnie, a niektórzy i tak na głowie ich nie mają) do napisania co najmniej dwa (genialne) teksty. Po pierwsze więcej o naszym ukochanym Lemingu - wprawdzie nikt się na razie nie domaga, ale napisaliśmy dotąd tylko parę b. ogólnych uwag. (Nie żeby to wam, drogie ludzie, nie powinno dać do myślenia, i to na długie godziny!)

Po drugie powinniśmy wreszcie napisać to o Piłsudskim, Dmowskim i tych dzisiejszych... Jak ich nazwać... Co to niby przyznają się do myśli i dorobku Dmowskiego, a w istocie robą... Wiadomo! Już mi się znajoma obraziła - całkiem bez powodu, bo choć wspomniałem o tej sprawie b. pokrótce, to nic tam złego o Dmowskim nie było. Cenię gościa, b. się np. ucieszyłem wracając z zagranicy po 11 leciech i widząc, że dostał niezłą ulicę we Wrzeszczu - po prostu jego doktryna powstała w tak ponurych latach, że w latach mniej ponurych, albo przynajmniej INACZEJ ponurych, nie ma racji bytu, po prostu.

Co innego różne inne tam myśli, ale przecież nie to, że mamy wytrwałą pracą stać się jakimiś bogatszymi ruskimi w łowickich strojach ludowych i krakuskach, bo do tego się owa pesymistyczna i minimalistyczna, a także b. w swym działaniu powolna i wcale nie aż tak pewna (choć "obiektywnie pewniejsza" i bardziej "realistyczna" od rewolucyjnej idei np. Piłsudskiego, która mimo to wygrała i to spowodowało masę złej krwi, którą do dziś wykorzystują... Itd.)

O to chodziło. Sporo już (sapienti sat) wyjaśniłem zresztą, ale może kiedyś do końca. Kiedyś trzeba będzie te rzeczy napisać (albo i nie), ale na razie mamy coś innego, bo tak się sprawy potoczyły.


* * *

Otóż byłem ci ja dzisiaj, chyba dosłownie po latach przerwy, na portalu "Wydawnictwo Podziemne"... Naprawdę dobry poziom, choć w sprawach fundamentalnych - mniej jednak fundamentalnych od miłości lub jej braku do komuny - się z nimi nie zgadzam, co mam nadzieję jeszcze w tym wpisie wyjaśnić, o ile mnie nie odejdzie wena i/lub chęć... W każdym razie grasuje tam, całkiem się żadnym Tygrysizmem Stosowanym oczywiście nie przejmując i do niczego takiego nie przyznając, nasz ulubiony Amalryk.

Przeczytałem tam dwa długie teksty, z których pod tym oto chętnie bym się podpisał i go polecam (a to tylko trzecia część, Jezu, ale on tam dużo pisze!):

http://wydawnictwopodziemne.com/2018/07/15/niech-biega-sobie-w-kukurydze-iii/

natomiast drugi, choć dobrze napisany i pełen interesujących rzeczy, wzbudził moje dość pryncypialne zastrzeżenia - filozoficzna jednak ino, a nie polityczne (zarówno Michał Bąkowski, jak i ja, nie lubimy bowiem komuny, a to już jest pewna forma braterstwa). Oto linek:

http://wydawnictwopodziemne.com/2018/06/28/populizm/

Zastrzeżenia takie mianowicie, że p. Bąkowski, autor znaczy tego tekstu, zdaje się budować na ideowych zasadach jakiegoś, moim skromnym wyimaginowanego, "klasycznego liberalizmu", zamiast na... No zamiast czego, że spytam, sprawdzając, czy nie śpicie? Na czym ów autor powinien waszym zdaniem budować swoją analizę? Moim zdaniem (choć mogę się oczywiście mylić, bo tylko Bóg i Coryllus nie mylą się nigdy, a ten pierwszy w dodatku może wcale nie istnieć) budować powinien na tym, jak świat naprawdę wygląda, jak działa, na takich sprawach jak ludzka natura...

Oczywiście na ile jesteśmy w stanie te rzeczy poznać i o nich sensownie mówić, zgadzam się, że są tu naturalne ograniczenia i to spore, ale jednak wychodzenie od jakiejś, jakiejkolwiek, IDEOLOGII, jako od pierwotnego źródła, budowanie na niej tak skomplikowanych konstrukcj, jak np. właśnie intelektualna krytyka komunizmu "jako takiego", to coś jak budowanie zamku na lotnym piasku, zamiast wbić go (ach!) w litą skałę, albo przynajmniej zanurzyć na dziesiątki metrów w dobrze ubitą ziemię.

 * * *

Liberalizm
No i przeszliśmy w końcu do naszego zasadniczego tematu, który się mocno zresztą wiążę z poprzednim akapitem. Otóż nie tylko JAKAKOLWIEK polityczna ideologia nie powinna przeszkadzać nam w budowaniu naszych intelektualnych konstrukcji, krytykowaniu komunizmów tego świata itd. w oparciu o najlepszą możliwą wiedzę o tym, jak ten świat naprawdę funkcjonuje - a więc Historia, Filo-nie-bójmy-się-tego-słowa-zofia (w tygrysicznym oczywiście rozumieniu), natura ludzka (żeby nie powiedzieć Psychologia), i tak dalej...

Ale dodatkowo atak na Komunizm od strony Liberalizmu to robota karkołomna i lewą ręką za prawe ucho, ponieważ to, co rzekł był Dávila, a mianowicie, że "liberalny burżuj to starszy brat bolszewika", to nie jest taki sobie po prostu dowcipasik w stylu "W tyle wizji", tylko głęboka, jak się temu przyjrzeć, prawda.

To, co dziś nazywamy "Socjalizmem" - a więc różne tam odmiany marksizmu i sprawy pokrewne, jak Socjaldemokracja - to bliscy krewni, a właściwie po prostu pewna gałąź tego samego RADYKALIZMU SPOŁECZNEGO, który dało nam w nieproszonym prezencie Oświecenie. Co to ten "Radykalizm Społeczny", spyta ktoś? To jest nie mniej, nie więcej, niż Liberalizm, pod swoją do całkiem-nie-tak-dawna najważniejszą i najpopularniejszą nazwą! Ot co! Dziwcie się ludzie, ale tak właśnie rzeczy się mają.

Liberalizm, czyli ten Społeczny Radykalizm, Socjalradykalizm inaczej mówiąc, nigdy nie był prawicowy - przynajmniej nie do czasu, kiedy któryś tam Reagan nie stwierdził, że skoro on i jego kraj nie lubią CCCP, który się do Socjalizmu przyznaje, kiedy oni sami wyznają tę formę Amerykańskiego Imperializmu (mówię o faktach, w tej chwili nie oceniam), którą wywodzą (i słusznie) z Liberalizmu właśnie, no to ten Liberalizm jest ach jakże "prawicowy", no bo tamto jest "lewicowe".

Co akurat jest dość wątpliwe, bo co właściwie było "lewicowego" w ruskim imperium pod Breżniewem (o ile ktoś oczywiście całkiem nie zdurniał i nie zaczął wierzyć w k*winiczne pierdoły o "wolnym rynku")? I gdzie byłby ten, prawicowy rzekomo, Liberalizm bez najpierw brytyjskiego, a potem amerykańskiego imperializmu?

Jak również skąd by się wzięły te wszystkie lewackie ruchy i reformy - wszystkie te feminizmy, pedalizmy, równouprawnienia, politpoprawności, gdyby nie zdrowy (tym razem na odmianę, niestety) grunt, solidna podstawa w postaci Oświeceniowych, Liberalnych, Socjalradykalnych miazmatów, poglądów i czego tam jeszcze, stręczonych zewsząd światu od lat trzystu?

Tragedią ludzi takich jak my jest to, że poza popłuczynami po Oświeceniu nie fukcjonuje społecznie od stuleci żadna inna filozofia. Oświecenie, Liberalizm, Socjalradykalizm, to dość tandetne filozoficznie idee, ale jednak to filozofia, a po drugiej stronie nie ma nic. To znaczy jest trochę pojedynczych pisków, histerycznych krzyków, genialnych w zamierzeniu rozwiązań wszystkich problemów świata za jednym pociągnięciem pióra... Ale to gorsze niż nic, sorry!

Oni to, co nie mieści się w łonie Oświecenia, Liberalizmu, czyli Socjalradykalizmu mogą sobie nazywać dowolnie, na ogół "populizmem" lub "faszyzmem", ale to są po prostu, niestety, nieskoordynowane krzyki rozpaczy,.. Albo groźne pomruki bez żadnej realnej groźby, poza ew. dla pomrukującego...

Albo mniej lub bardziej udane dowpcipasy i szaleńczy, rozpaczliwy śmiech, którego wykonawca w jakimś totalnym zaczadzeniu, a prawdopowobnie po prostu skutkiem wywołanej rozpaczą i bezsilnością HISTERII, wmawia sobie, że to jakoś wrogowi zaszkodzi i jego samego cudownym sposobem wyzwoli. Wrogowi, czyli temu oświeceniowemu paskudztwu w jego różnych, choć wcale nie aż tak różnych, avatarach, że przypomnę: Radykalizm Społeczny, Liberalizm, Socjaldemokracja, wszelkie inne odmiany Lewactwa... Sporo tego!

Naprawdę ludzie - kiedy się na to wszystko spojrzy z pewnej przyzwoitej odległości, widać, że różnice między "najklasyczniejszym", czyli najcudowniejszym wedle jego wyznawców, Liberalizmem, a najdzikszą odmianą lewactwa SĄ MINIMALNE! Kiedy się potrafi wyważyć priorytety, odróżnić sprawy najważniejsze od trzeciorzędnych, to stosunek do tzw. "własności prywatnej" przestaje dominować cały obraz, a o wiele ważniejszy staje się cel PRZEROBIENIA LUDZI NA OWADY, i to na skalę globalną. Wszystkie te Szkoły Frankfurckie z ich ZBRODNICZYM programem ROZWALENIA LUDZKIEJ JAŹNI samej w sobie!

To jest to, o czym pisze Ardrey, i to nawet w tym niewielkim fragmencie, który przetłumaczyłem wam na polski. Gdyby ktoś raczył zechcieć, w co niestety wątpię. I Komunizm ma ten cel - nie zaś, jak to sobie wyobrażał guru wspomnianego tu Wydawnictwa Podziemnego, "po prostu utrzymanie władzy i jej zwiększanie" - i Liberalizm, i wszystkie ich formy pośrednie oraz hybrydy.

Bo to, drodzy moi, ptaszki z tego samego gniazdka - naprawdę nie wmawiajcie sobie, że tam są aż takie różnice. Rozumiem, że polski rodak, potomek małorolnego, ma cholerny problem z zapomnieniem na chwilę o forsie i stale będzie ją widział na pierwszym planie, ale naprawdę TO NIE FORSA ZAWSZE DECYDUJE O WSZYSTKIM! Jeśli o tym będziemy zapominać, to grozi nam budowanie bez przerwy zamków na ruchomym piasku i żałosne ganianie za własnym ogonem. Zaprzeczenie Tygrysizmu Stosowanego krótko mówiąc. (Obgryzanie to co innego!)

Dixi!

* * *

triarius

P.S. A tak przy okazji... Jak lewizna ma nie wierzyć, że wdusi nam, a w każdym razie naszym ew. wnukom, te wszystkie pierdoły o pedałach i innych dziwadłach, skoro tak łatwo łyknęliśmy "równouprawnienie", które przecież dla naszych dziadów było co najmniej tak samo wariackie i sprzeczne z naturą?

18 komentarzy:

  1. Drogi Panie Triariusie,

    Wielkie dzięki. Bardzo to ciekawe, ale jak już pisałem u nas, Pańska krytyka mija się z celem, ponieważ ja liberałem nie jestem i liberalizm uważam za ślepą uliczkę, co zresztą mówiłem wielokrotnie.

    Słusznie przytacza Pan Gomeza. Mógłbym dorzucić za nim, że "naiwność inteligentnego liberała cyklicznie zaskakuje obserwatora". Ale może ważniejsze, że "reakcjonista rozumuje przeciwko współczesnemu światu nie w nadziei, że go pokona, lecz by prawa duszy nie wygasły".

    Kłaniam się nisko i reakcyjnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to gorąco przepraszam za to paskudne posądzenie, ale przyzna Pan, że w tamtym przypadku atakował Pan komunę od strony "klasycznego liberalizmu", n'est-ce pas? ;-)

      Pzdrwm

      Usuń
  2. Erm, nnnie, chyba jednak nie. Nie ośmieliłbym się namawiać Pana, żeby jeszcze raz Pan to czytał, ale raczej nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to nie istnieje żadna inna filozofia? A nauka o mądrości Bożej? A mądrość ludowa naszych dziadów jakżeś zauważył? A psychologia? Nie wszyscy mają łaskę wiary w Pana Boga, ale Dekalog jednak istnieje w realu i sprawdza się. A jak coś się sprawdza to niedowiarek nie powinien przejść obok obojętnie. Chyba że... ma złe zamiary. Nie dziwi mnie, że każda jedna ideologia, która gnoi człowieka, czy to komunizm czy liberalizm, ma w swojej agendzie zmarginalizowanie Pana Boga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uaktualniona do naszych czasów wersja dekalogowego przykazania powinna brzmieć "Nie będziesz sobie czynił Pana Boga z rzeźby ani ideologii". Jeżeli ktoś jest uczciwym niedowiarkiem to nie zrobi sobie Pana Boga tylko będzie go szukał. Będzie go szukał i wszystkiego najlepszego.

      Usuń
    2. Nie powiedziałem, że "nie istnieje", tylko że społecznie nic poza różnymi avatarami leberalizmu nie oddziaływuje. (Zresztą nie wydaje mi się ta katolicka/chrześcijańska myśl dziś specjalnie prężna czy twórcza, a V2 z czegoś jednak się chyba wziął?)

      Michnikiem, jak ja to określam, gada dziś każdy - z prawa (?) czy z lewa i ma to już niemal na poziomie komórkowym, a co dziś wynika że Św. Tomasza w kwestii hodowania/ewoluowania ludzkiego mrowiska na skalę globalną?

      Nie chcę być brutalny, więc nie spytam, jak w ziemskich kategoriach widzisz przyszłość Chrześcijaństwa, ale ja marnie. Co więcej pierwsi chrześcijanie, którzy faktycznie imponująco się zachowywali w rzymskich cyrkach, nigdy nie byli bliscy memu sersu, więc nawet gdyby ktoś dziś NAPRAWDĘ ich miał naśladować - to będzie po prostu LEWACTWO do potęgi i nic innego. Nie zgodzisz się?

      Pzdrwm

      Usuń
    3. Wg mnie jeżeli cokolwiek ma przyszłość to tylko chrześcijaństwo. Choćby przez respektowanie praw naturalnych.

      Usuń
    4. @ chummyelec

      Nie wiem co to są te prawa. Chyba się pięknie różnimy, nie rozumiem Cię, ale na pewno nie jestem Twoim wrogiem.

      Pzdrwm

      Usuń
  4. Ardreya czytał, a nie wie co to prawa naturalne... Hmmm... Przykład z pierwszych stron "Kontraktu". Słonie urządzają niemal nabożne pochówki zmarłym bliskim. Tak jak chrześcijanie. A ateiści? Też... ale... przy okazji kombinują czy nie możnaby wykorzystać zwłok do produkcji mydła czy innych kremów odmładzających.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio odkryli, że np. żyrafy też, a wcale nie są bystre. Jednak nadal nie wiem nic o żadnych takich prawach? Chodzi o tę hardwired etykę?

      Pzdrwm

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Panie Triariusie,

    Na stronie Wydawnictwa Podziemnego, p. Jacek zwrócił się do Pana z pytaniem, w związku z Pańskimi wypowiedziami pod jego artykułem. Ponieważ od tego czasu, pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy w innej dyskusji, jest możliwe, że nie zauważył Pan jego komentarza. Można go znaleźć tu:

    http://wydawnictwopodziemne.com/2017/11/30/nos-nos-nos-dlugie-wlosy/comment-page-1/#comment-65603

    Mnie się pytania p. Jacka wydają bardzo ciekawe, ale z góry proszę o wybaczenie, jeżeli doskonale wiedział Pan o komentarzu, a po prostu stracił zainteresowanie dla dalszej dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma Pan b. ciekawą stronę (choć nieczęsto się z tam wyrażanymi poglądy zgadzam, ale ja tak mam), nie chcę tam więcej wchodzić (przynajmniej przez czas jakiś), bo opętuje mnie polemiczny zapał, a jak pewien inteligentny Francuz słusznie rzekł: "polemista po trzydziestce jest po prostu śmieszny".

      Zresztą akurat muzyka, w tym mniej lub bardziej popularna, bo stać mnie (w tej przynajmniej dziedzinie), by nie być snobem, to coś, co do którego roszczę sobie niemal monopol... No, trochę żartuję, ale bez przesady... To moja pasja od zawsze, mam do tego, nie chwaląc się, niezłe predyspozycje, genetyczne i inne... No i tutaj naprawdę potrafi mnie trawić święty ogień, a trudno komukolwiek przecież udowodnić, że ja z założenia mam tu rację, więc on mieć jej nie może... ;-)

      Ja tak to widzę, oczywiście nie jestem na tyle schizo, by nie wiedzieć, jak to subiektywne widzenie.

      Żeby coś jednak sensownego i nie skrajnie egotycznego rzec, rzeknę jednak, że razi mnie, iż każdy uprawia łatwiznę (każdy "po prawej stronie"), analizując i stosownie plując na różne tam teksty w różnych tam, lewackich z samego przecie założenia, kawałkach... Jakby prawdziwym problemem nie było to, że NA TE KAWAŁKI, i w związku z tym na te treści, jest po prostu POPYT!

      Że młodzież "jest zbuntowana" i szuka byle czego, byle nie to, co wyznają starzy (nie dziwię się aż tak bardzo, skoro to leberalizm)... Że ludzie mają dziś tak słabe umysły, że to łykają... A potem poważni prawicowy (jak cholera) dyskutanci wałkują ze śmietelną powagą zalety różnych tandetnych Pink Floyd czy pedalskiego wycia w rodzaju Queen... NO TO JAK TO SIĘ NIE MA KRĘCIĆ?!

      Swoją drogą widzę tu analogię - co jest słodkie, bo pokazuje w jakiej przerębli kręci się ta nasza "prawicowa" ętelektualna dyskusja - z tym, nad czym płacze mój ukochany Coryllus - że mianowicie brzydcy Anglicy nam tutaj chcieli przerobić gospodarkę, PRAWO WŁASNOŚCI, rolnictwo i co tam jeszcze...

      No i co z tego, że chcieli? Problem, moim skromnym, nie leży w tym, co ktoś chciałby z Polską ew. zrobić, tylko w tym, ŻE NAS SIĘ DAWAŁO RŻNĄĆ W DUPĘ I PRZERABIAĆ NA COKOLWIEK, zgodnie z czyjąś fantazją... No, ale żeby to pojąć, trzeba by być prawicą w sensie tygrysicznym (ach!), a nie po marksistowsko-nalewczańsku opętaną forsą, własnością (która jest tylko pewnym aspektem SIŁY), nie mówiąc już o Religii "Wolnego Rynku".

      Mam nadzieję, że jakoś odpowiedziałem, nie za bardzo przy tym urażając... Pozdrawiam, doceniam, proszę o więcej Pańskiego udziału (choć nie śmiem marzyć), życzę dalszej owocnej...

      Usuń
    2. Uuuu, nie, nie! Pański Francuzik albo nie był inteligentny, albo drwił sobie. Polemika jest krwioobiegiem życia duchowego. Bez dyskusji zamiera myśl. Bez zaciętej debaty myśl ludzka staje się wiotka i jałowa, a z czasem oklapła jak przekłuty balon.

      To jest tak ważne, że gdyby nawet Pański sfrancuziały inteligent miał jakimś cudem rację (choć jej nie ma), to nadal wolałbym po stokroć narażać się na śmieszność, niż unikać dyskusji.

      Co do muzyki, to jest niezwykle ciekawa, ale z trudem tylko poddaje się dyskusji, zazwyczaj na marginesie (co się działo wokół symfonii Szostakowicza nie dotyczy tego, co się dzieje WEWNĄTRZ tych symfonii). W wypadku tzw. prog-rock z lat 70., to jest tylko ilustracja i tym właśnie była w owej dyskusji. Sama muzyka i to co ludzie nazywają "przesłaniem" wydaje mi się drugorzędna w każdym znaczeniu tego słowa. Nawet jeżeli, młodzieńcem będąc, bardzo ją lubiłem.

      Że na lewacki bełkot jest popyt, to jest w miarę łatwe do wyjaśnienia: prawie 100 lat manipulacji, marszu przez instytucje, masowania tzw. "opinii publicznej" (która naprawdę nie istnieje, jest tylko powtarzaniem narzuconej opinii) poskutkowało monopolem ideowym, przyjętym z góry consensusem, że inaczej nie można.

      Jak już pisałem u nas, ja tu często zaglądam, ale - choć to być może paradoks - Pański styl w ogólności nie sprzyja dyskusji.

      Kłaniam się nisko

      Usuń
    3. Ja akurat namiętnie i nałogowo w każdą, mniej lub bardziej ętelektualną, polemikę się pakuję, więc to raczej samokrytyka.

      Ale mnie to nie cieszy - słowa to tylko słowa.

      Pzdrwm

      Usuń
  7. "Święta racja, a już szczególnie to, co Autor napisał o zachowaniu wobec kobiet. Marzę o dożyciu chwili, kiedy chamsko się zachowujący i pewny bezkarności bezpitul dostanie w mordę - oczywiście przy pełnym zachowaniu szacunku do kobiet i odpowiednim się w stosunkach z nimi zachowywaniu przed i po. Wobec ODPOWIEDNIO SIĘ ZACHOWUJĄCYCH KOBIET.
    Pewność tych żałosnych stworów, że zawsze załapią się na odwieczny szacunek Polaków dla dam jest naprawdę wkurwiającym absurdem."
    Na razie to broniące rządu policjantki dostają bęcki od wściekłych macic i ich ukraińskich kolegów. Stasiu Janecki zachwycony siła spokoju policyjnych bezpitulek: "Pojawiają się głosy, że 26 lipca 2018 r. policja powinna pokazać swoją siłę, zdecydowanie, powinna radykalnie, a nawet brutalnie rozprawić się z prowokatorami. Nic bardziej błędnego. Na takie działanie policji czekali realizatorzy majdanowego scenariusza: ci ukryci za obiektywami (choćby tymi w smartfonach), ale przede wszystkim za kulisami. Ci ostatni musieli być wściekli, gdy zarówno 26 lipca 2018 r., jak i w kilku poprzednich dniach naprzeciw nabuzowanych, agresywnych, w wręcz wściekłych prowokatorów stanęli spokojni policjanci w letnich bluzach, bez broni, pałek, tarcz, kajdanek, a na zapleczu nie stały wozy z armatkami wodnymi. Ot zwyczajni policjanci wykonujący swoje obowiązki, tylko w większej liczbie. I w towarzystwie policjantek - zwyczajnych dziewczyn. Tylko to w wielkim stopniu zredukowało szanse na zdobycie upragnionych, zaplanowanych ujęć. Zamiast nich powstały ujęcia dla prowokatorów zabójcze: wściekłe, niebywale nabuzowane osoby, od których aż kipi agresja, atakują spokojnych, pokojowo nastawionych policjantów. I atakują zwyczajne dziewczyny w policyjnych mundurach. Jestem pewien, że nic tak nie zaszkodzi przeciwnikom obecnej władzy, a szczególnie animatorom majdanowego scenariusza jak te ujęcia z „wściekłymi” atakującymi policjantów, a szczególnie policjantki.

    Policja zastosowała najlepszą możliwą strategię: poczynając od stroju i wyposażenia przez „przyjacielski” sposób zachowania się po wyłącznie defensywną strategię reagowania na ataki. Politycy opozycji mogą łgać do woli (choć te bezczelne kłamstwa są jednak przekroczeniem granic przyzwoitości), że to policjanci byli agresywni. Są dziesiątki, o ile nie setki nagrań dowodzących, że było inaczej. Że to funkcjonariusze, w tym młode kobiety w mundurach, byli przedmiotem bezprzykładnej agresji fizycznej, wyzwisk i obelżywych gestów, byli znieważani, a nawet opluwani. W efekcie prowokatorzy zamiast mieć upragnione ujęcia, zorganizowali sobie wielką „kichę”, ale wręcz kompromitację. Już widać jak bardzo Polacy są zniesmaczeni agresją i bezwzględnością prowokatorów. Jak bardzo nie rozumieją i nie akceptują powodów atakowania pokojowo nastawionych funkcjonariuszy, szczególnie młodych kobiet. Przecież oni tylko wykonują swoją pracę – tak jak załogi pogotowia ratunkowego, lekarze, pielęgniarki, strażacy czy pogranicznicy. I są zwyczajnymi ludźmi – jak każdy z nas. Nie wyżywają się na nikim strzegąc porządku. A sami muszą znosić to, czego żaden „cywil” by nie zniósł."
    A jak Wy się na to zapatrujeciu Wodzu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiesz jak się na to zapatruję, czy po prostu raczysz kokietować? Żyjemy w szambie, "opozycja" stosuje tutaj opisaną przeze mnie kiedyś metodę "na małego braciszka dużego ubeka", gdzie ubekiem jest oczywiście zachodnia lewizna... A "nasi" przegrywają w obie strony, co jest (jak również opisaliśmy) idealną w grapplingach tego świata sytuacją.

      Czyli że siła spokoju przegrywa, jak również siła niepokoju, gdyby ktoś w końcu z "naszych" poczuł hormony i przyperdolił. Żyjemy, drogie ludzie, w tak nieprawdopodobnym syfie, w szambie którego nawet niesposób nazwać grobem zachodniej C., że tylko wciąż istniejące nieliczne enklawy (Monteverdi na Mezzo czy judo dla niepełnosprawnych, żeby już na tych grzecznych i człowiekolubnych opcjach poprzestać) pozwalają ten syf jakoś przetrzymać.

      Pzdrwm

      Usuń