poniedziałek, lipca 04, 2011

Baby z brodą i inne naukawe rewelacje

Młyny wolnego rynku mielą powoli, ale nieustępliwie, co widać choćby po sportowych kanałach w telewizji kablowej. Skoro właściciele tych kanałów nie mogą napluć w gębę każdemu kibicowi indywidualnie, to chociaż serwują mu tyle futbolu do lat 17 i futbolu babskiego, ile zdołają. Fakt, że na tle przedwczorajszej "bokserskiej walki stulecia", te ganiające za piłką w krótkich gatkach lesbijki mogą się, po paru piwach, wydać wzgl. interesujące. Skoro ktoś i tak, nie mając żadnego życia, musi oglądać sport w telewizji.

A dlaczego niby "nie mogą napluć każdemu indywidualnie?", spyta ktoś. No bo technika nie nadąża i koszty by były zbyt wysokie. Proste! Swoją drogą jest to przezabawny przypadek z punktu widzenia badań nad "wolnym rynkiem": z jednej strony ci właściciele zdecydowanie wiedzą, gdzie chleb posmarowany, więc to jest rynkowe, a z drugiej smarowidło na tym chlebie zależy jednak głównie od stróżów politycznej poprawności, więc jakby, mimo wszystko, nie całkiem.

Ponieważ jednak (zgodnie z tym, co głoszą czciciele "wolnego rynku") "kiedy nie wiadomo o co chodzi" (jak w przypadku politycznej poprawności), "chodzi o pieniądze", więc to także jest "wolny rynek"... Kółko się zamyka i mamy kompletny bełkot z ganianiem w piętkę. Czyli poniekąd to co zawsze, kiedy ktoś nam ów "wolny rynek" stręczy. Tyle, że ja właściwie tym razem nie o rynku. A o czym? A o szeroko pojętym feminiźmie - takim w którego skład wchodzi m.in. pokazywanie ludziom, ZA ICH WŁASNE PIENIĄDZE, czegoś takiego jak lesbijski futbol.

Fakt, że ostatnio mniej jakoś chyba pokazują babskiego boksu, za to całkiem sporo babskiego MMA. Nie tak dawno widziałem jedną taką babską walkę, i była ona, mówię to jako poniekąd znawca, naprawdę na niezłym poziomie. Tylko co z tego? Gołębie uczono już grać w pingponga, w ruskich cyrkach niedźwiedzie jeżdżą na rowerkach (w różowych spódniczkach), szympansa to w ogóle niesamowitych rzeczy można nauczyć... Cóż to więc za osiągnięcie, że można nauczyć grać w piłkę babę, albo nauczyć ją walić inną babę po ryju, dusić i wykręcać członki (te co baby mają, choć w tym przypadku cholera je wie)?

Babskie sporty dzielą się, z punktu widzenia Pana Tygrysa, na pięć kategorii:

1. takie, że Pan Tygrys nawet nie raczy wypowiedzieć sakramentalnych słów "o, tresowane baby!" (babski futbol, babskie maratony, babskie rzucanie młotem itp.);

2. takie, że Pan Tygrys raczy te słowa wypowiedzieć (babskie MMA, babski boks, babski skok o tyczce itp.);

3. takie, że Pan Tygrys stwierdza: "a, niech sobie!" i odmeldowuje się do swoich zajęć (większość babskich sportów, a szczególnie te, które baby uprawiały do lat powiedzmy '70);

4. takie, na które Pan Tygrys czasem sobie (czytając, grając na instrumencie, czy rozmyślając nad losami świata) popatrzy, bez większego jednak wzruszenia czy zaangażowania (sporty w krótkich spódniczkach, ale nie tenis, szczególnie, te, gdzie kobiety biegają w pozycji uległej i mają dobrze rozwinięte pośladki, jak hokej na trawie);

5. takie, którymi Pan Tygrys się na swój chłodny i wyważony sposób podnieca - konkretnie babski curling z udziałem Szkotek.

No to zdradziłem światu jedną ze swych najgłębszych tajemnic - teraz nikt chyba nie może gadać, że ja tu nie daję klientowi dosyć wspaniałości za jego ciężko zarobione. (A, zaraz... Czy mi ktoś za te wyznania i te przewyborne koncepta w ogóle płaci? Chyba nie, nie przypominam sobie... Więc jak to z tym, ja się zapytowywuję, rynkiem?)

Mówiliśmy sobie ostatnio o naukawości (sic!), no to mi się właśnie w związku z nią i tym babskim futbolem przypomniało takie naukowe wydarzenie oto, że jacyś genialni naukawcy odkryli, że za ileś tam lat (a było to z 20 lat temu, więc już coś koło teraz) baby będą biegać szybciej od chłopów. Rewelacja, nie?

Do tego zrobiono to b. prostą i w zasadzie b. sensowną metodą: ekstrapolowano mianowicie krzywą (po szwedzku "kurva", co niby nie ma nic do rzeczy, ale miło wiedzieć) reprezentującą męskie wyniki w biegu krótkim na przestrzeni ostatnich stu, czy iluś, lat, oraz babską, no i wyszło, że one się w tej niedalekiej przyszłości przecinają. (Jeśli ktoś tego nie rozumie, to nie uważał w szkole na matematyce, bo nawet chyba w czasach min. Hall tego jeszcze uczą.)

Wszystko byłoby cudnie i naukowo, gdyby nie drobny fakt, że te najstarsze wyniki bab pochodziły - bo i nie mogły nie pochodzić! - z czasów, gdy, aby wziąć udział w biegu krótkim i dać sobie zmierzyć wynik, baba musiała sobie przyprawić brodę, skrępować ew. cycki (ach!), upodobnić się maksymalnie do faceta, no i wystąpić w jakimś zwykłym, czyli męskim, biegu.

W dodatku takich przypadków nie było przecież wiele i tych bab, co one w tych biegach z facetami, ganiały, były pojedyncze egzemplarze, podczas gdy facetów było jednak więcej. Tak więc owe najstarsze wyniki mają beznadziejnie niską wartość statystyczną.

Te najnowsze też zresztą są obciążone błędem, a mianowicie takim, że te dziwne stwory na anabolach, co one w tych biegach dzisiaj startują, to nie bardzo przecież są kobiety. Fakt, że tym naukawcom od tego genialnego odkrycia właśnie o takie stwory pewnie chodzi, więc z ich punktu widzenia wszystko jest cacy, choć z naszego nie całkiem.

Te dziwne stwory to może być skutek tego, że dziś się chyba nie robi babom co się chcą sportować przymusowych badań gineko, tylko na chromozomy. No więc mamy stwory, które się chromozomowo sprawdzają (jeśli wierzyć tym naukawcom, co to testują), ale których nikt by nie chciał bez majtasków oglądać, nie mówiąc już o pójściu z takim do łóżka.

Powie ktoś: "jakie krępowanie cycków?", skoro to takie stwory, a te sprzed wieku to też musiały być jakieś sfrustrowane lesby, bo jakiej zdrowej kobiecie by się tak wygłupiać (z tą przyprawioną brodą, czy może być coś ohydniejszego?) chciało! Jest w tym sporo prawdy, ale jednak cycki nie są absolutnie wykluczone, dziwne, ale prawdziwe!

Kiedy mieszkałem w Szwecji, uporczywa wieść gminna głosiła, że ówczesna gwiazda babskiego futbolu w tym kraju (Videkull chyba jej było) kazała sobie obciąć całe dwa kilogramy cyców, żeby lepiej jej się ganiało po boisku. Fakt, że oni tam chętnie obcinają i kiedy np. moja była poszła była do lekarza, z trudem się wybroniła przed obcięciem swoich słodkich szóstek...

Bo po prostu były za duże, nie zgadzały się z postępową statystyką, zaburzały homeostazę społeczną i pozycję kvinny w społeczeństwie. (Nie, tak na serio to bełkotali jej o ew. raku, ale to oczywiście ściema.) Tak że jednak cycki potrafią występować nawet na najdziwniejszych przypadkach. Oczywiście nie mówię tu o moje byłej, tylko o tej Videkull, co kopała piłę. (Biedna frustratka!)

Takich naukawych osiągnięć, jak to tutaj opisane, mamy każdego roku sporo, choć nie każde jest aż tak, jak tamto, nagłaśniane. Ale co się dziwić? W tym przypadku mieliśmy metodę czarnej skrzynki, czyli patrzyliśmy jedynie na skutki, bez zaglądania w głąb. A jak się jednak w ten głąb zajrzy, to, z tego co słyszę, włos się jeżyć powinien na dupie cały czas i gacie człek powinien musieć nosić o cztery numery większe.

Na tych tam "gender studies" w przodujących w tym krajach, jak Stany Zjednoczone AP czy Kanada, obowiązują ponoć tego typu obyczaje, że np. w czasie określonej fazy księżyca taka pani docent chodzi z ryjem wysmarowanym tą tam "wydzieliną", co ją nam stale pokazują w reklamach (wolny rynek!) podpasek i tamponów. Nie żebym miał coś przeciw reklamom tamponów - niektóre są nawet b. artystycznie zrobione - czy tej niebieskiej cieczy, którą oni tam pokazują, ale jednak chodzenie z tym publicznie na mordzie, tylko dlatego, że akurat księżyc...

No ale cóż - kobiety przez tysiąclecia były uciskane, wiec coś trzeba z tym faktycznie zrobić, i to radykalnie! No więc dalejże kopać piłkę, okładać drug drugą po ryju, i mazać sobie pyski "wydzieliną"! Któraś jeszcze tego nie robi?! Zdrajczyni jedna! Niewolnica samców! Moher! Heterystka! I co tam jeszcze.

Żeby jednak nie było, że ja bab - jako takich - jakoś nienawidzę, czy nimi (broń Boże!) gardzę... No więc, w książce o najnowszych odkryciach biologii, com ją sobie ostatnio na allegro, piszą na przykład o tym, że u szympansów (a więc naszych bliskich krewnych) to akurat młode, słabe osobniki i niewiasty właśnie posługują się bronią, a konkretnie zaostrzonymi własnoręcznie (za pomocą zębów) kijami. Do obrony przed agresywnymi samcami i do polowania na małe bezbronne antylopy. Silne samce po prostu nie muszą.

(Swoją drogą człek zaczyna się zastanawiać, dlaczego to jedni, jak Pan Tygrys, bardziej podniecają się przypierdoleniem ręcznym, ew. z udziałem prostych narzędzi, jak nóż - inni zaś od razu by chcieli strzelać z pistoletów i tak dalej. ;-)

Jakby nie było, jest to spore osiągnięcie i b. możliwe, iż u ludzi także posługiwanie się bronią - sprawę wprost NIESAMOWICIE WAŻNĄ dla rozwoju i natury naszego gatunku (czytać Ardreya!) - także zapoczątkowały niewiasty. Tym bardziej, że całkiem współczesne japońskie badania nad żyjącymi dziko na pewnej wyspie małpami, pokazały, że to właśnie nie kto inny, a pewna młoda i dość samotna samica odkryła (nie bójmy się tego słowa!) płukanie żarcia (jakichś tam bulw) w wodzie morskiej, żeby je pozbawić piasku.

Potem od niej to przejęli rówieśnicy, także zresztą stojący raczej na uboczu i u dołu drabiny społecznej, a kiedy z kolei to młode pokolenie stało się dominującym, to mycie bulw stało się w owej małpiej społeczności powszechne.

Mówię to, bo veritas amica est, bo nie chcę wyglądać na oszalałego myzogina, no i specjalnie dla Iwony Jareckiej, Pierwszej Mulierystki RP, która się, z tego co wiem, bardzo przejmuje tym, że godność kobiety może nie zawsze jest należycie honorowana, także, jeśli nie przede wszystkim, w moich pismach.

No więc, teraz chyba wszystko jest już jasne i odpokutowałem dużą część, tuszę, moich przewin. Kobieta wielką jest! (Także jako obiekt seksualny, jeśli nie przede wszystkim.) Zaś niewolnictwo pod mężczyzną wcale jej nie umniejsza - raczej przeciwnie! (Mówimy jednak o mężczyźnie, a nie lemingu.)

No i to by chyba było na tyle z dzisiejszego kazania. Jeśli Bóg zechce, to może jeszcze kiedyś coś.

triarius
---------------------------------------------------
Czy odstawiłeś już leminga od piersi?

21 komentarzy:

  1. Świetny tekst! Idealny! I dzięki za tą dedykację. Ale chyba przesadzasz, czy nie ma już normalnych bab?
    I z tego co rozumiem w te dziwne otchłanie jednak spych nas nie kto inny jak mężczyzna. Chyba. Czyli nie ten co to szaleje z prostą bronią, gra na instrumentach, a ten od poprawiania świata i wmawiający kobiecie, że była ciemiężona.

    A gość, który mnie śledzi i moje wyczyny na tym blogu, niech sobie wreszcie z tym da spokój.

    Pozdr.;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Iwona Jarecka

    Czyli nie mężczyzna, tylko metroseksualny leming? W takim razie zgoda.

    Poza tym dzięki!

    Co do śledzenia - kto Cię śledzi i jakie znowu "wyczyny"?

    Nie daj się w każdym razie. Nie robisz nic, czym by się mieli powód jacyś tacy interesować.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  3. Fakt, leming, ale taki co to jeszcze potrafi udawać "samca", "koguta" w lisiej skórze. Podejrzewam, że byle kogo baba by nie słuchała, a na pewno nie faceta o wydepilowanych plecach.

    A sorry, że to napisałam, ale mam dość dziwacznych anonimów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tygrys, a gdyby tak wyłączyć telewizor? Moim zdaniem, 99% babek w szortach, to efekt raczej leniuchowania przy telewizorze. A jak sam powiedziałeś, gdyby nawet szympansy grały w piłkę, to nie sądzę, aby oglądalność dramatycznie spadła.

    A w realu to sam przyznasz, że kiedy rozejrzysz się dookoła, to te 99% (ale jednak nie te same, bo z dużo większego grona), to jak się nie ugina pod siatkami z supermarketu, to lata po wystawach.

    Wracając do sportu, to przynaję, że ja bardzo lubię poodbijać sobie z dziewczętami piłeczkę. I czynię to bardzo regularnie, bo parę razy w tygodniu. Oczywiście nie gramy o złote kalesony, ale dla uciechy.

    Aby mnie lepiej zrozumieć, pomyśl, że na swoich treningach uprawiasz zapasy z kobietą ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. @ julek

    Świetnie rozumiem granie w siatkę z babami. I pochwalam. (Trochę wprawdzie bezkontaktowe. Nie, żartuję!)

    Ja wcale nie jestem wrogiem bab uprawiających sporty - szczególnie młodych (choć raczej nie mam pedofilnych zapędów i to nie o to chodzi), szczególnie jeśli nie jest to aż obsesja... Co innego chore podpalanie się czymś takim przed telewizorem. Co innego luźne kibicowanie lokalnej drużynie, gdzie gra kuzynka, choć też bez przesady.

    W młodości na obozie treningowym z bokserami Gedanii spotkałem siatkarskie juniorki tego klubu i zaskoczyły mnie swą sympatycznością i fajnym podejściem do sportu. Nie żeby im nie zależało, ale nie było w tym żadnych wściekłych wykrzywionych lesb.

    Co do zapasów z babami, to sam marzę o jakiejś takiej Athenie, czy innej ekspertce w tym fachu, co by się z nią poprzewracać. (O facecie zresztą też, hłe hłe!) Nie tylko z powodów wenerycznych, ale także czysto grapplingowych zresztą. Myślę zresztą, że mimo starości, bym sobie lepiej poradził, niż większość tych napalonych oferm, które w tych videach się ogląda.

    Telewizor - jasne, dno. (A komputer drugie, jeśli nie w sumie gorsze.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobra, napiszę replikę dziś wieczorem, na temat prawdziwej kobiety i jej oczekiwań. O namiętności, potrzebie akceptacji i o tym, że im większa u kobiety namiętność, tym ona bardziej zaborcza.

    Ups!

    Teraz to dopiero będę na cenzurowanym.

    OdpowiedzUsuń
  7. My tu gadu-gadu o babach z brodą i chłopach bez włosów na klacie a Lewiatan strasznie się szczery zrobił, jako rzecze prof. Krasnodębski "przy tej ostatniej okazji Jean-Claude Juncker ogłosił, że suwerenność Grecji właśnie się skończyła, co w niemieckich mediach było przez chwilę wiadomością numer jeden „....”W tygodniku "Focus" Juncker wyznał otwarcie, iż "prawdą jest, że suwerenność Grecji zostanie w ogromnym stopniu ograniczona". Jego zdaniem sprzedaż greckiego majątku powinna zostać przeprowadzona przez kontrolowane przez UE powiernictwo. Unia wyśle też ekspertów, by zajęli się ściąganiem podatków i zapewne w ogóle zarządzeniem Grecją. Tak więc nawet wyprzedaży swego majątku Grecy nie będą mogli dokonać sami, a Unii Europejskiej przybył kolejny protektorat – obok Kosowa i Autonomii Palestyńskiej. „...”Skądinąd warto jednak się zastanowić, jak łatwo jest stracić w Europie suwerenność i że dzisiaj utrata ta nie musi się łączyć z użyciem środków militarnych, jak długo wystarczają lokalne siły porządkowe."

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy,

    "dzisiaj utrata ta nie musi się łączyć z użyciem środków militarnych, jak długo wystarczają lokalne siły porządkowe."

    A jak nie wystarczą, to Tusk utworzył z Niemcami i Francją Weimarską Grupę Bojową pod egidą EU.

    OdpowiedzUsuń
  9. Artur daje do pieca po przeczytania twoich tekstów Tygrysie: "Tu naprawdę nie o to chodzi, żebyśmy sobie lemingi zjednywali, żebyśmy my je urabiali po swojemu, ale o to chodzi, żeby religijna prawica wreszcie się wybudziła i pokazała kły und pazury. Bez wdawania się w dyskusje, pijar itp bzdety- po prostu zrobiła to, co do niej należy. Prawica ateistyczna de facto ten moment przebudzenia i prawdziwego wzięcia spraw we własne ręce, oraz upuszczenia trochę krwi hołocie, zwyczajnie odwleka. Tworzy coś w rodzaju mirażu kooperacji/koegzystencji, oszustwo polegające na tym, że istnieje jakaś szansa na dogadanie się i załatwienie spraw pokojowo. Niczego się w ten sposób nie załatwi. Nie o to chodzi bowiem, żeby coś z hołotą załatwiać, żeby ją sobie jednać, ale o to, żebyśmy to my wygrali, a oni żeby byli opłakiwani przez swoje kobiety. Kobiety, które najpierw posmakują zwycięzców, czyli nas. Ja wiem, że to jest niecywilizowane, to co ja teraz napisałem, ale, na Boga, gdzie niby jest ta cywilizacja, której norm powinniśmy przestrzegać? Tej cywilizacji już nie ma i trzeba ją dopiero zbudować, a nic tak dobrze nie lepi fundamentów, jak płacz zgwałconych kobiet." Druga strona też szykuje się do konfrontacji, ostatnio zażyczyli sobie zastąpienia na meczach narodowych hymnów i godeł hymnem i godłem UE, ukarali też wysoką grzywną brytyjski uniwerek co to nie zawiesił flagi Eurozony.

    OdpowiedzUsuń
  10. Łomatko! Nicek chce zgwałcić Seneszynową i Środzinę! A z ich łez (wylanych podczas tych zwycięzkich czynów nierządnych)ulepić fundamenta nowej cywilizacji? - Czy aby dobrze zrozumiałem?

    No i dokona tego prawica religijna (cokolwiek to słowo znaczy), bo ateistyczna (aaa, to pewnie Tygrys) to sprawę po prostu zapierdoliła. Acha!

    Nie wiem z jakiej planety on przyleciał, ale optymizmu to można chłopu tylko pozazdrościć. Gdzie on widzi tych bojowników? W tej krainie helotów? Tu sprawy , wydaje się, że pójdą sprawniej niż w Grecji - tam przynajmniej napierdalają kamolami.

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy

    Myślisz, że wsio możesz załatwić gwałtem??

    Ja mam lepszy pomysł, kastrowanie. Lepiej?

    Czy to zawsze kobiety mają być tymi, które są najbardziej poszkodowane przy przemianach?

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Amalryk (i Wsie w Mieście)

    Fakt, optymizmu mu nie brakuje. Nie mogę tego optymizmu nijak zrozumieć, wiem że młody, ale dla mnie to już zbyt dziecinne.

    Nie widzę jakoś tego gwałcenia, tego wieszania, tego wkurwionego ludu, co to zaraz zacznie. Długi - tak z 300 latek - marsz, z którego zostanie jakiś malutki ślad po nas i po tym, na czym nam (podobno) zależy, to dla mnie zupełny szczyt optymizmu.

    Ale cóż - kolejny raz okazuje się prawicowa prawda, że natura takiego skorpiona czy żaby ma bez porównania większe znaczenie, niż jakiekolwiek (choćby i logiczne und poukładanie, choć skąd to na naszej prawicy?) poglądy.

    A Nicek to optymizm wcielony, plus aktywizm - żeby coś robić, żeby być w centrum i rządzić. A że, jako rzecze Ardrey, przywódcy lubią być bystrzejszy od followerów, ale WCALE NIE TAK BARDZO (lubią w sensie, że tak to zwykle bywa), więc się takie nasze Nicki cholernie boją za ostro myśleć - bo by się od Ludu oderwali.

    Zabawna chłopomania, a ja to rozpoznaję, bo w młodości na Bronowicach mieszkałem. "Lud, Lud, Lud!" - całkiem jak jacyś utopijni socjaliści. ;-)

    Religię też Lud teraz odradza. Nie nazywa się on wprawdzie Lud, ale dokładnie o to chodzi.

    A Nicek - trza mu przyznać, że chociaż formę ma dość tygrysiczną. ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  13. c.d.

    A poza tym mam pełzające wrażenie, że on mi specjalnie na złość wciąż smęci o tym nieszczęsnym Konecznym (patriotyczny zamiar nie robi z bełkotu mądrości) i "Azją" (jak już tym razem nie "czarnuchami").

    W każdym razie zamiar gwałcenia - choć mało realny - wydaje mi się dość sensowny. Dobre i to. Choć faktycznie raczej nie Środa!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  14. Nicek to taki trochę Piotruś Pan z zacięciem hurranarodowym, ale to trochę za mało.

    Jak to już chyba tutaj poruszaliśmy, nieszczęściem dodatkowym Polski, oprócz czasolokalizacji w trakcie obumierania "Faustian" a i konsekwencji geopolitycznych, są elity, a w zasadzie ich brak. Paradoksalnie, te co odzyskały dla Polaków Polskę po Wielkiej Wojnie, to zostały "wyhodowane" przez zaborców po czym zginęły na frontach, w kacetach, gułagach, reszta rozpłynęła się na emigracji.

    To co co tutaj powstało za pierwszej komuny, i sukcesywnie uzupełnia się do dziś (przez dziedziczenie i kooptację), to "pecus"... A to oni kształtują vulgus na swój wzór i podobieństwo, nie na odwrót. I nie ma co podniecać się Węgrami. Ich elity nigdy nie były tak zsowietyzowane, a i na różne eksperymenty w paromilionowym pierdolniku czasem można przymknąć oko.

    A u nas? Nikt tu nigdy nie oddał władzy, ani nie miał nawet takich debilnych zamiarów, wystarczy starannie rozejrzeć się w koło.Przykładów dość.

    Śmieszne, ale to właśnie bliskie sąsiedztwo z Niemcami jest jedyną gwarancją, że nie dopuszczą tu do całkowitego gospodarczego kolapsu.

    Ot cała rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
  15. Amalryk,

    "Śmieszne, ale to właśnie bliskie sąsiedztwo z Niemcami jest jedyną gwarancją, że nie dopuszczą tu do całkowitego gospodarczego kolapsu."

    Zawsze mogą ponownie zamknąć granicę, pozostawiając sobie eksterytorialną drogę do strategicznego partnera na wschodzie.

    Polska jako taka strefa Gazy - pasowałoby to nawet do przygotowywanego żydowskiego rabunku.

    "I nie ma co podniecać się Węgrami. Ich elity nigdy nie były tak zsowietyzowane, a i na różne eksperymenty w paromilionowym pierdolniku czasem można przymknąć oko."

    Zgadzam się, że Węgry leżą na uboczu, ale co do elit, to choć nie jestem węgrologiem, wiarygodnie brzmi dla mnie prof. Nowak: "Wę­gierskiej Akademii Nauk, stwierdził w książce „Történelem és közgondolkodás (1962), iż w czasach Rákosiego aż 2,5 min osób (na 9,5 mln ludności Węgier) dotknęły różnego typu krzywdy (internowa­nie, nadzór policyjny, deportacja do ZSRR, więzienie, egzekucje, wysiedlenie itp."

    http://socjologiakrytyczna.nowyekran.pl/post/8543,kogo-musza-przeprosic-zydzi

    Wynikałoby z tego, że nie ostały się żadne komunistyczne węgierskie elity, to byli wyłącznie żydzi, bez żadnych Gomułków i Bierutów.

    OdpowiedzUsuń
  16. @tj

    "Polska jako taka strefa Gazy..."
    - No! Nie można, z pewnością, niczego z góry wykluczać, tak krawiec kraje jak materii staje.

    Ale; na strefę Gazy ten nasz bantustan wydaje się trochę przyobszerny, a mimo że tempo fellahizacji w ostatnich 20-latach wydaje się bić, wśród tubylców, wszechświatowe rekordy, to jednak zalecana jest daleko posunięta ostrożność.

    Odnoszę wrażenie, że nasi umiłowani sąsiedzi osiągnęli co do nas pewien konsensus. Trwale zdemilitaryzowana strefa buforowa, z kontrolowalnym zarządem "komisarycznym", przy zachowywanym w nim parytecie 50%/50% wpływów, z endemicznie trwałym, wysokim bezrobociem gwarantującym stały dopływ taniej, białej siły roboczej na rynek niemiecki (takie remedium na wyludnienie), zaś energetycznie uzależniony od bolszewii. Przy obecnych tendencjach demograficznych po następnych 20-stu latach "problem Polski" zroluje się do poziomu Kosowa.

    A co do Węgrów, czasami metoda "leben und leben lassen", jaką np. ujął takich Czechów Stellvertretender Reichsprotektor Reinhard Heydrich, a później twórczo rozwinięta w bolszewickiej Polsce, daje dużo lepsze rezultaty.

    OdpowiedzUsuń
  17. ech, chłopaki, chłopaki, przykro patrzeć, jak się zachowujecie niczym stare dziady trzęsące się nad grobem.
    Uprawiacie tu zombizm, czyli życie pozorne. Niby jeszcze oddychacie, niby coś tam mówicie, tyle, że życia już w tym nie ma żadnego.
    Szkoda.
    To jest dowód na to, jak wielkie spustoszenia w umysłach ludzi słabych poczynić może zachwyt nad Szpęglerem.
    Trochę to wygląda tak, jak u tych ludzi, którzy łapią depresję po wizycie u wróżki. Naprzód wiedzą już, że się nie uda, więc nawet nie próbują.
    Proponuję wyjść między ludzi.

    Radosne und optymistyczne- Pozdro!

    P.S. Tygrysie- a skąd ty sobie wziąłeś to, że u mnie na blogu komentować nie możesz? Bo nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  18. @ Artur M. Nicpoń

    Kolejny raz dzięki za otwarcie oczu! Na krótko, niestety, zaraz się zamkną. Ale to ze starości. Jak dożyjesz, sam będziesz wiedział.

    Szpęgleryzm fakt - KOSZMAR i ZABOBON! Nie to co Bizancjum skaczące po globusie niczym pchła... Łacina nie dość, że skacząca w przestrzeni, to jeszcze luźno sobie przenikająca przez pięćsetletnią wyrwę w czasie...

    Cóż, widać zbyt mało czytałem Sci-Fi, żebym był przygotowany na tego typu rewelacje. Choć fakt, lepsze rewelacje, niż gość (nieuk swoją drogą, i kto to mówi?), któren nie ma do powiedzenia absolutnie nic oryginalnego, a mimo to do szału od stu lat doprowadzający wszelkie leberalne lewactwo...

    Zaiste, dziwny fenomen! Na pewno umiałbyś go jakoś wytłumaczyć, ale ja nie potrafię, więc czekam.

    Donoszę też, że krzepka starość ma liczne zalety w porównaniu z infantylną młodością. A także romantyczną operą (jak ja tego nie znoszę, tylko dwudziestowieczna jest gorsza!), gdzie cała zgraja stoi na scenie i śpiewa "Już wieszamy, już wieszamy! Patrzcie, jak robimy kontrrewolucję i wieszamy zdrajców!"

    Z tym "nawet niepróbowaniem" to sobie raczej żarty robisz. To się mądrze w psychologii chyba nazywa "projekcja".

    Co do komentowania na twoim (sławnym i jakże interesującym) blogu - to ja nigdy nie mówiłem, że NIE MOGĘ. Ja po prostu uważam (z przekonaniem), że skoro właściciel tego bloga publicznie kiedyś stwierdził, że przy Korwinie to ja jestem intelektualny neptek (nie dosłownie, ale taki był ewidentny sens), no to niech sobie czeka na komęty Korwina, bo ja nie raczę zniżać się do dostarczania mu towaru drugiej jakości. Proste? Jakiś z tym problem? No to proszę...

    Ew. b. oficjalne i dobrze nagłośnione odwołanie owej tezy załatwiłoby sprawę (nie wiem, czy bym komętował, ale nie widziałbym zasadniczych przeszkód, przynajmniej do następnego dictum Szan. Właściciela, a pewnie tak, bo dyskusje tam interesujące).

    Ale - żeby nie było nieporozumień - to nie jest żadna tam prośba, bo w sumie naprawdę nie aż tak mi na tym komętowaniu zależy, a w dodatku mam dość poczucia własnej wartości (o wartości Korwina nie wspominając), by mi na tego typu deklaracjach b. mało zależało.

    Tym bardziej (daruj tę złośliwość!) ze strony faceta, który ewidentnie NIE POTRAFI ze zrozumieniem przeczytać średnio-trudnej (w skrócie i tłumaczeniu) książki o intelektualnych ambicjach. MIMO, ŻE - jak zapewnia - PRÓBOWAŁ!

    Bez urazy, wiesz że cię lubię i cenię, ale parę słów prawdy - których ty zresztą też, w swoim mniemaniu, mi nie skąpisz - ci nie zaszkodzi. A "co nas nie zabije... Itd."

    Pozdrawiam czule (i zachęcam do PRZECZYTANIA tego pedalskiego skrótu ze Spenglera, żebyś już nie musiał się za każdym komętem od nowa kompromitować)

    ;-*

    OdpowiedzUsuń
  19. @ julek

    "Wyłączyć telewizor"?!

    Żebym już całkiem nic nie wiedział o psychologii leminga i zamiarach jego treserów?!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  20. Ha!

    Pewien facet w Blankenburgu am Harz, pewnego grudniowego popołudnia RP 1922 napisał tak:

    "Słychać też krzyk z powodu pesymizmu, a podnoszą go ci zacofańcy, którzy ścigają zajadle każdą ideę, przeznaczoną tylko dla pionierów jutra. Jednakże nie pisałem tej książki dla tych, którzy rozmyślanie nad istotą czynu uważają za sam czyn. Ten kto podaje definicje, nie zna przeznaczenia.
    Rozumieniem świata nazywam sprostanie światu. Liczy się twarda realność życia, nie zaś pojęcie życia, jak uczy strusia filozofia idealizmu. Kto nie pozwala się mamić pojęciami, ten nie odczuwa tego jako pesymizmu, a o innych nie dbam.[...]"

    To już prawie sto lat! A chłopa nie przyłapali na ani jednej wtopie. Więc nabrali wody w usta.

    Zaś nazywanie rzeczy po imieniu to nie pesymizm to realizm.

    Miłych i kolorowych snów!

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzień dobry, cześć i czołem!
    Wspominając wstępnie od razu, żem nie jest tym anonimowym, co zwykle tu gości, zacznę:
    nieporozumienie wasze jest oczywiste tak jak niezgoda między mrówkojadem a termitem (sytuacja oczywiście jest inna). Czemuż? Videte, silwuple:

    Ty, Arturze, będąc prawym potomniem rodu Nicponiów jesteś... No, nie że nicpoń, bynajmniej, ale... No, "nicpoń intelektualny" (i aktywista, że tak pozwolę sobie słowo Tigre'a wspomnieć). Nie szukasz prawdy (tej niereligijnej, bo Prawdy to, jak zauważyłem, owszem), rzec można, czy lepiej nie szukasz wyjaśnień pewnych zjawisk przede wszystkim. Masz inny cel naczelny. Przypominasz w tym, mnie lajkowi, (uwaga, Wielkie Nazwisko) Piłsudskiego, któren z czerwonego wagonu na przystanku "Niepodległość" wysiadał. Każda idea, jaka wspiera twą działalność i, nie bójmy się tego słowa, walkę, jest dobra. W spengleryźmie widzisz jedynie dojmujący pesymizm, mogący Ci odebrać, gdybyś się k'niemu skłonił, siły i wolę walki.

    Z kolei Ty, Trzeciorzędowcu (nazwisko znaczące?) szukasz tej "prawdy" (duży ów cudzysłów, mam nadzieję, że wiadomo o co chodzi). Odkryłeś Spenglera, "pasowało" i.e. wsparte zostało licznymi dowodami z twoich studiów i empirii pochodzących, i o! - pokazujesz innym, jak to twoim zdaniem wygląda. Całkiem słusznie, bo mnie się akurat ów pogląd na historię "podoba", ale wracając do adremu:

    Mimo żeście obaj prawicowcy, to mało z tego wynika. Mogę jedynie przypomnieć o czymś niezwykle istotnym, od którego zaczynać się w zasadzie powinno - definicjach.

    Nie wiem, cóż wyniknie z tych dwóch podejść, ale Piłsudskiego zweryfikowała historia, a Spengler...
    Ginie gdzieś w otchłaniach niepamięci powszechnej.

    Choć oczywiście to były sytuacje unikalne, wybitne indywidua (/um, jeśli ktoś Spenglera nie ceni), zatem niekoniecznie cokolwiek z tego wynika.

    To była li tylko "Moja Mała Impresja".
    Psycholog ze mnie żaden, za błędne opinie nie odpowiadam.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń