środa, czerwca 29, 2011

Trzeci tekst z cyklu "Dziewica dla leminga"

Nieprzyzwoitość: x (słownie 1) na xxxxxxxxxx możliwych (słownie 10)

* * *

Istnieje taka niewielka książeczka szwedzkiego naukowca o nazwisku Svante Folín, której oryginalny tytuł brzmi "Den påklädda apan", co na nasze tłumaczy się jako "Ubrana małpa". (Łatwo chyba zgadnąć do jakiej znanej książki dowcipnie nawiązuje ten tytuł.) Jest to swego rodzaju wprowadzenie do socjobiologii - czyli tego, czym zajmuje się także mój ogromny intelektualny faworyt i autor OBOWIĄZKOWYCH dla każdego prawicowca (no, może z wyjątkiem zupełnych chrześcijańskich fundamentalistów, którzy ewolucji nie trawią) lektur. (Swoją drogą, jeśli to czytasz Traube, to jeszcze raz dzięki!)

Książeczka ta, choć, jako się rzekło, niewielka, jest dość sucha i "naukowa", ale zawiera nieco naprawdę smakowitych fragmentów. Moim ulubionym jest dość długi i naprawdę barwny, a przy tym absolutnie autentyczny, opis gastronomiczno-erotycznej orgii gromadki sympatycznych ludożerców z czasów w sumie współczesnych. Którzy to ludożercy, płci obojga, utrupili sobie - w celach, jako się rzekło, gastronomiczno-erotycznych, z przewagą tych pierwszych, dwie dorodne młode niewiasty z sąsiedniej wioski i je z apetytem konsumują.

A ile przy tym wesołych przekomarzanek! Ile błyskotliwych dowcipów! Ile zabawnych qui pro quo! Jest nawet ewidentny pech, połączony z bólem, i nie tylko, jednego z uczestników tej uczty, co - jak to bywa przy tego rodzaju imprezach - wywołuje raczej rozbawienie współbiesiadników, niż współczucie.

Ten fragment jest naprawdę uroczy i będę musiał go kiedyś, w spolszczonej oczywiście wersji, opublikować. Co zrobię, jeśli oczywiście Bóg lubi publikowanie tekstów o wesołych ludożercach, w dodatku nieco, nie da się ukryć, rozpustnych.

Ta sprawa ma zresztą pewne głębsze znaczenie i nie chodzi tylko o błahą rozrywkę, jako że liberalno-lewacki "świat naukowy" ("naukawy" raczej chyba) stara się nam od dawna wmówić, że kanibalizm właściwie nie istnieje, a jeśli już kiedyś istniał, to absolutnie nie ma nic wspólnego z gastronomią (a co dopiero z erotyką!), tyko co najwyżej z religią (o ileż prymitywniejszą, nieprawdaż, od tej europejskiej!?), ceremoniami pogrzebowymi (brak cywilizowanej eutanazji, proste!). No i ów przeuroczy fragment w owej książce jawnie temu przeczy, zadając kłam.

To była właściwie tylko dygresja, choć, przyznacie chyba, urocza. Niby jest tu Dupa (nasza ukochana), choć nie podaję szczegółów owej konsumpcji i nie zamierzam, chodzi mi bowiem teraz o inny fragment tej książki. To było tylko dla zaostrzenia apetytu i przykopania liberalno-lewackim NAUKAWCOM, którzy nam służbiście wciskają kit.

Tak więc inny mój ulubiony fragment książki Folína, to krótkie w sumie stwierdzenie, które brzmi jakoś tak, że: "Społeczeństwa, gdzie o obcych dbało się bardziej, niż o swoich, gdzie cośtam cośtam cośtam... I gdzie mężczyźni zabijali się o wdzięki kobiet po okresie przekwitania - jeśli nawet kiedykolwiek istniały, to dawno istnieć przestały i to jest naturalne". Jakoś tak to szło i jak widać chodziło o elementarne prawa biologii w odniesieniu do gatunków - także gatunku ludzkiego.

(Swoją drogą ja Svantego świetnie rozumiem, ale starsze panie, takie w miarę na chodzie, dość mnie faktycznie kręcą. Tak że nie wpadać w desperację! I odwrotnie: kręcą mnie, ale oczywiście rozumiem, o co Svantemu chodzi i że ma rację.)

Czyli rzeczy, o których sporo pisze Ardrey, Folín zresztą też, a do tego (z zachowaniem proporcji of course) ja też trochę pisałem, np. w tekście pt. "Dlaczego buczą kibice". (Do którego mnie zainspirował Maleszka i słynny film z jego udziałem. Wtedy jeszcze Tusk nie walczył z kibolami.)

No i teraz... Mamy tu nieco o Dupie, choć tylko w mglistym zarysie, więc norma niejako wykonana... Tym bardziej, że w poprzednim kawałku z tego cyklu naprawdę się postaraliśmy i mamy normę - w kwestii Dupy i Dziewic - wykonaną na parę ew. odcinków w przyszłość. Teraz możemy zająć się nieco bliżej FILOZOFIĄ. Bo bez tego nijak.

Wystarczy rzucić okiem, jak niektórzy niegłupi skądinąd ludzie gonią w piętkę, bredząc bez sensu o "czarnuchach", co sprawia, że się zaraz potem taki o własne nogi wirtualnie potem potyka i potyka... Albo wymyślając całkiem kretyńskie herezje w celu rzekomej "odnowy Kościoła", ciesząc się w dodatku jak mongoloidalne dzieci na haju z co głupszych przejawów nadciągającej Drugiej Religijności...

Możemy się lubić, może być "amicus Plato", ale jednak veritas... I te rzeczy! Bez sprawnego myślenia się nie da, a że wszyscy nurzamy się w bagnie tandetnego post-oświeceniowego "racjonalizmu" - religijni fundamentaliści wcale nie wiele mniej, niż świry od "wolnego rynku" - no to ktoś musi zacząć całe to "prawicowe" bractwo myślenia uczyć.

Też mnie to nie bawi, że to muszę być akurat ja, ale cóż robić. Ludzi z patologicznym przerostem kory mózgowej w "prawicowej" blogosferze nie brakuje, ale z myśleniem w sumie tragedia. A wróg nie śpi, wróg ma w rękach wszelkie atuty, więc nawet jak nie myśli dużo lepiej, to i tak wygra. Chyba że...

No dobra, długie się to już zrobiło, rezerwuar mądrości na temat Dupy nam się nieco wyczerpał - do zobaczenia zatem następnym (Deo volente) razem! Też pewnie nie będzie wiele na nasze ukochane tematy, ale może coś wymyślę, dla dodania smaku. Zresztą pamiętajcie, że było o kogucie - wczuć się w to, wgryźć, zrozumieć, jakie to było w sumie nie-przy-zwo-i-te, pełne erotyzmu und pikantne! Tylko trzeba to pojąć. A potem się ostro wessać i przeżywać ekstazę za ekstazą.

Tak? No to na razie!

triarius
---------------------------------------------------
Czy odstawiłeś już leminga od piersi?

18 komentarzy:

  1. @ Iwona Jarecka

    Dla kogo okrutny, że spytam?

    Dla naukawców? Dla starszych pań? (To chyba nie, jakem gerontofil!) Dla ludożerców?

    No nie, zdaję sobie sprawę z tego, że ostro pojechałem po Nicku. Nie wiem, czy mi kiedykolwiek to wybaczy, ale cóż, Plato i te rzeczy.

    Jakoś mnie taki zapał do Prawdy (choć to chyba NIE TA Prawda, o której snujemy sobie ze Spenglerem różne teoryje) ogarnął, że nie mogłem tego nie wygarnąć.

    Gdyby nie jego wypowiedź o moim i Korwina względnym poziomie, co ją swego czasu dał w komęcie, pokłóciłbym się z nim na jego blogasku i tyle. Ale że się nie da, to się to wszystko zebrało i wygarnęło. Dla Prawdy to na pewno dobrze - a niech się zresztą obraża, on mi też po Spenglerze jeździł, w dodatku całkiem nie mając pojęcia!

    Swoją drogą, zobacz jak tu ta elita globalnej prawicowości milczy nieśmiało - Dupa, szeroko pojęta w dodatku, całkiem ich przeraża.

    Jednak na portalach - niepopach i bmpl24 - mój eksperyment został przyjęty nadzwyczaj przychylnie. Nawet jakieś dziewczę mi miłego priva napisało, po tych haremowych kurach zresztą, że będzie niecierpliwie czekać na dalszy ciąg itd.

    Czy to nie o to właśnie powinno nam chodzić? Czy nie od Kobiety zaczyna się wszelka skuteczna kontrrewolucja? A czego trzeba od tej Kobiety teraz oczekiwać, jeśli nie haremowych skłonności i umężczyźniania męskiej części prawicy - w przeciwieństwie do tego kastrowania, które się dzieje na naszych biednych gonadach bez przerwy?

    Nie?

    Pzdrm

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Iwona Jarecka

    Wygłupiasz się Iwona. (Oczywiści w uroczy sposób.)

    Ale wiem, że Ci przejdzie nie rozpaczam.

    A swoją drogą - hej, faceci, nie wstyd wam? Dupy się boicie, słabe kobietki za was się za to biorą, a potem są takie hece. Spazmy, miazmaty i sole trzeźwiące.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  3. no przestań! Żadnych spazmów, ani soli trzeźwiących.
    Myślę, ze poruszasz bardzo ważne tematy...aleś sam namieszał.

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Iwona Jarecka

    Faktycznie to "wapory", a nie "miazmaty". Rzeczywiście namieszałem. I sole trzeźwiące - bez cienia wątpliwości.

    No, chyba że haremy to wszystko wyleczą!

    Walczcie o haremy, Mulierystki! Ramię w ramię z Młodymi Spenglerystami! To nasza jedyna szansa i jedyne coś, co może przyciągnąć młody, jurny narybek.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale co niby miałoby być tą Filozofią? Szpęgleryzm-arderyizm? Niedouczony Niemiec z dziurawą erudycją i lewak, którego olśniło, że zwierzęta mają kły und pazury? No weźże przestań. To może by się sprawdziło w przypadku jakiegoś niewielkiego i niezbyt rozgarniętego plemienia z miejskiej dżungli, ale żeby to nazywać filozofią, przed duże F, to jest co najmniej brawura.
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Artur M. Nicpoń

    Nie, jasne - jeden niedouczony, drugi lewak. Nie to co np. Korwin i ksiądz bez sukienki pt. "Gadacz".

    Dobrze, żeś mi to wyjaśnił, bo groziło mi wpadnięcie w przepaść bez dna. Przepaść głupoty i moralnej ohydy. Dzięki!

    A swoją drogą - zgoda, rozumiem, żeś się wkurzył po tym, co tu napisałem o tobie... Daruj, ale nie mam jak robić tego konwencjonalną i pewnie milszą dla obu stron metodą, czyli w komętach bezpośrednio pod twymi objawieniami, ale sam wiesz, że skoro Korwin to gość, a ja przy nim to pętak, no to czekaj sobie na komęty Korwina, to chyba jest uczciwe postawienie sprawy, zgoda?

    Swoją drogą, jak może wiesz, uważam cię za niegłupiego faceta o sporej charyzmie, piszącego w sumie świetnie i często niegłupio... Tak że moja krytyka nie dotyczyła całokształtu, a pewnych spraw, co do których akurat nie mam nawet cienia wątpliwości. W paru z tych kwestiach pewnie sam wiesz, z grubsza, o co mi chodzi, a w co najmniej jednej pewnie nie wiesz, ale też uważam, że całkiem niepotrzebnie takie teksty o "czarnuchach" gadasz, bo to nie o to chodzi, tworzy nowe, całkiem niepotrzebne fronty, a potem sam się bez potrzeby plączesz w zeznaniach w sprawie np. Ojca Jana, czy jak mu tam.

    Oczywiście nie jestem Duchem Świętym i mogę się nawet mylić, choć osobiście nie sądzę by to tutaj miało miejsce.

    Zresztą sam chyba nie marzysz o tym, byśmy się lizali po jajach, zgoda? Jakaś kurwa polemika powinna być, i chyba lepiej, że realna różnica poglądów, a nie udawanie.

    Mógłbym pewnie postawić diagnozę - filozoficzną, że tak powiem (z kręgu niedouków i lewaków, hłe hłe, alem się uśmiał, ówczesny doktorat z filozofii i obecne "studia"! a Orwell to też oczywiście był lewak, Korwin nie, ale on tak, wraz z Ardeyem, hłe hłe!), nie żadną medyczną, dotyczącą hipotetycznych przyczyn twoich intelektualnych, jak ja to widzę, błędów i poznawczych ograniczeń. Ale pewnie nie chcesz, a dla Świata to by chyba nie było aż tak interesujące, a może i zbyt trudne.

    W każdym razie dzięki za komęta, polecam się na przyszłość, bez urazy... Acha, sam sobie przerwałem, ale chciałem rzec, że ja jednak atakuję CIEBIE, a ty się nie raczysz rzucać na to, co ja osobiście mówię, tylko się bez sensu rzucasz na dawno zmarłych i nie mogących się bronić (ani tym bardziej ci przykopać) facetów...

    Cóż z tego, że o niebo lepiej od ciebie wykształconych - możesz im bezpiecznie powymyślać od "nieuków"... Których dzieł nawet nie znasz. (Może gdybyś teraz znowu się przymusił do przeczytania skastrowanego Spenglera, to byś coś zrozumiał, mam o tobie na tyle dobre zdanie, ale uświadom sobie, że na razie po prostu NIE PRZECZYTAŁEŚ!) A o Ardreyu to w ogóle nie mamy co przecież rozmawiać, bo nawet nie udajesz, że czytałeś, prawda?

    Zresztą NASTAWIENIE przy lekturze naprawdę ma znaczenie, więc nie udawaj, że nie rozumiesz, iż przerzucenie ze skrajną niechęcią i mala fide NIE JEST LEKTURĄ poważnego, jak by nie było, dziełą. Nie wiem jak tam ze Sci-Fi, nie znam się (choć system opisany przez Zejdla z tymi przyszłościowymi kartami kredytowymi jest genialny!) ale tutaj na pewno to nie zadziała. Co oczywiście nie dotyczy wyłącznie panów S. i A., tylko wszelkich intelektualnych dzieł.

    Pozdrawiam cię czule i jako się rzekło polecam się na przyszłość! Plus życzę dalszej pożytecznej, w sumie przecież, pracy na niwie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Tygrysie,
    czyżby ta przydługa dysertacja miała ukryć fakt, że ty doskonale wiesz, że ja Szpenia (polskie wydanie, ofkoz) przeczytałem, a Ardreya przejrzałem (na nic więcej nie zasługuje, o ile ktoś nie był wychowywany pod kloszem). Nie wiem, po co ty taki fałsz zapuszczasz. Podejrzewam, że dlatego iż w dyskusji po prostu nie dajesz rady, więc musisz się posiłkować takimi dziecinnymi zagraniami.

    Jeśli wydaje ci się, żeś mnie ubódł jakimiś tam swoimi uszczypliwościami, to sorry, muszę cię wyprowadzić z błedu. Nie wiem, może ci się ta sztuka kiedyś uda, ale na razie nie ubodłeś, boś nie trafił. A odkąd hrabia Ponimirski wyłożył na s24 twoją tygrysią naturę, bez sensu jest przejmować się twoimi pohukiwaniami.
    Całą resztę sobie daruję, mimo że uroczy jesteś broniąc cnoty obu swoich idoli.
    To tak z grubsza tyle.
    Cykl fajny. Zwłaszcza ten kawałek o kurach. Bardzo z życia wzięty.
    Wysłałem ci smsem polecankę- Kir Bułyczow "Nadzy ludzie".
    Wystaw sobie- rozbija się gdzieś na terenie opiumowego trójkąta statek kosmiczny z kosmicznymi naukowcami. Wypisz wymaluj Adam Michnik z kolegami i koleżankami. Nadzy kosmici (ale od ludzi nieodróżnialni) natrafiają na zadekowanego w górach sierżanta armii cesarskiej, Japończyka Sato, który kontynuuje drugą wojnę światową. Tenże Sato pięknie wprowadza tych ludzi w tajniki ardreyizmu i to jest czytelnikowi podane w formie beletrystycznej i zabawnej.
    Zwłaszcza świetnie się rymuje z tymi twoimi kurami. Przeczytaj koniecznie, a ubawisz się setnie. Zwłaszcza z fragmentów, w których sierżant Sato gwałci jedną z kosmitek i jak ona mu za chwilę je z ręki, i jak się do niego zaczynają łasić kolejne.

    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć Tygrys. Bardzo ciekawy temat. W końcu coś o kobietach. Powiedz mi, skoro świat mężczyzn podzielony został na prawicowców i lewicowców, który to podział, wg klasycznych kryteriów ekonomiczno-politycznych nie za bardzo trawię, bardziej przemawia do mnie twoja definicja, choć uważam, że oba terminy: "prawicowiec" i "lewicowiec" w ogóle zamydlają obraz.... to czy istnieje jakiś podział wśród kobiet i jeżeli istnieje to jaki? Zakładając oczywiście, że wszystkie są piękne, bo przecież są, no i że wszystkie są/będą matkami, i oczywiście ten podział w kryterium wpływu na kulturę/cywilizację (obecną czy w ogólnym pojęciu).
    Czy jednak podział nie istnieje i większość kobiet jest jak ta rozmażona o lisku, młoda kurka z dużym biustem, co świadczy wg mnie o wąsko i szeroko rozumianej, jak najzdrowszej potencji do życia.

    I jeszcze jedno pytanie: czym jest kurewstwo? (skoro już o kurach mowa). Gdzie zaczyna się twoim zdaniem kurwienie się? Przed ślubem, za forsę, dla sportu...

    pzdr.
    Julek

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Artur M. Nicpoń

    Dzięki za odpowiedź! Sorry, że poprzednia była długa, ale chciałem ci parę rzeczy wyjaśnić, a nie tylko wirtualnie poszczuć psami. Jak robi np. twój przyjaciel Wyrus, kiedy ja wyśmiewam się z jego herojów.

    Tyle, że ja, w odróżnieniu od poniektórych, nie wymyślam niemieckim doktorom z początku XX w. od "nieuków", bo mam pewne jednak pewne poczucie rzeczywistości i samokrytycyzmu. Tak samo, jak nie wymyślam np. Fiodorowi Jemielianience od powiedzmy "łajz i tchórzy", ani np. Mike Daytonowi od "cherlawców". A moja edukacja, zwracam twoją uprzejmą uwagę, nie jest jednak taka całkiem byle jaka i nie polega wyłącznie na ukończeniu jakiejś tam szkoły w III RP. (Plus "nieżyciu pod kloszem", hłe hłe!)

    Podobnie z kompleksami białego człowieka na temat ludzi niebiałych. Jasne - ta cywilizacja zdycha i gnije, a ludzie niebiali, tacy czy inni, z każdym dniem stoją w stosunku do niej lepiej. Co jednak nie zmienia faktu, że wprowadzanie do tych analiz koloru skóry jest bez sensu, głupie, wulgarne (i NIECHRZEŚCIJAŃSTKIE w dodatku).

    Kryteria cywilizacyjne absolutnie wystarczą, tym bardziej, że pokrywają się przecież z kolorem w całkiem sporym stopniu.

    Widzisz Nicuś - ty to jesteś taki gość, który powiedzmy przeczytał parę kryminałów i postanowił dać popalić w zawodowym ringu, albo klatce. Bo sobie przypomniał, że przecież nie żył pod kloszem, jako że bił się w dzieciństwie ze starszą nieco siostrą.

    A to tak nie jest - jesteś fajny gość, all round itd., człek renesansu, ale albo ktoś naprawdę weźmie się ostro za sprawy ętelektu, ringu czy klatki, poświęci im kawał życia, coś odda w zamian, albo, daruj, nie ma co pchać się do klatki czy ringu, ani do dyskusji ze Spenglerem, bo tam czeka tylko...

    No fakt - w przypadku dyskusji nic ci w sumie nie grozi, a widok ośmieszania się też tylko dla niezwykle wąskiej (w tym kraju szczególnie) elity.

    No więc można gościowi, przy którym nie powinieneś śmiać się odezwać mówić, po jego śmierci, że "nieuk". Albo scenarzyście m.in. Ben Hura, z głębi swych filmowych osiągnięć, że... Co tam wygadujesz o Ardreyu. Bo "przeczytałeś". Paranoja! JA TEŻ PRZECZYTAŁEM - POROZMAWIAJ ZE MNĄ! Ale konkretnie, nie idiotyczne (daruj!) teksty o "nieukach".

    Widzisz - ja dokładnie mówię co mnie razi albo śmieszy w Toynbeem, Konecznym itd. Ja im nie mówię, że "nieuki" (choć przy Spenglerze to faktycznie uczeni nie są) i tyle. Bo sobie obejrzałem film z życia wzięty.

    c.d.n. bo gugiel ma swoje fochy

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Artur M. Nicpoń c.d.

    A jeśli nie, to niech ci chopie będzie - na zdrowie! I tak jesteś mniej denny od większości, więc, skoro masz tak wrażliwe ego i tak dziecinne kryteria dobrego samopoczucia, to się ciesz i żyj sobie pełnią. Jak to sobie rozumiesz.

    Szkoda w sumie, że ta nasza "dyskusja" jest niewiele ponad pyskówkę pomiędzy kumplami (jak sobie pochlebiam). Świat - i ten nieszczęsny kraj durniów i zadufków - mógłby się chyba sporo z tego nauczyć. Ale cóż, świat i ten kraj mają inne problemy, ważniejsze.

    A na swoim blogu - naprawdę ciekawym, przyznaję - czekaj sobie nadal na Korwina, bo ja niestety po takim dictum, jak sam świetnie chyba rozumiesz, tam występować nie mogę. Może tam by to przeczytało paru ludzi, i może by coś to im dało - tu musisz się cieszyć, że ja jednak nie Wyrus i sobie pogadamy.

    Zwróć jednak łaskawie uwagę, że nie odpowiedziałeś mi na ani jeden z moich konkretnych zarzutów, ani nie obaliłeś żadnej z moich obron sprawi i ludzi, w które/których wierzę. Twoja erystyka, demagogia i zastępcze wątki - zgoda, może się przydać w odgrywaniu największego koguta na podwórzu, nawet może b. wielkim podwórzu, ale jednak nie wystarcza w dyskusji z kimś takim, jak ja.

    Wiem, że mogłeś się poczuć urażony mymi uwagami o swych religijnych zapędach, ale - sam się może zgodzisz, że to są sprawy nieco ważniejsze od twego ego. Więc mówię co myślę, a wątpiów nijakich akurat tu nie mam. (Hrabia nawet nie zadał sobie trudu dowiedzieć się, co oznacza "prorok", tak samo jak ty nie raczysz ludziom wyraźnie rzec, co to niby ma znaczyć "postrok" - gość któren przewiduje PRZESZŁOSĆ? ;-)

    Pozdrawiam czule i polecam się, prosząc o więcej światłych uwag (w końcu nie musimy się stale zgadzać, zgoda?)

    OdpowiedzUsuń
  11. @ julek

    To bardzo dobre pytania, żeby zacytować klasyka.

    Miałem właśnie o tym pisać - słowo!

    Ale trochę mnie ogrom tematu zaczął zniechęcać, a do tego Nicek też się stara.

    Cieszę się w każdym razie, że ktoś jednak docenia wagę Dupy, która naprawdę jest sprawą Kosmiczną.

    Problem trochę w tym, że jak ja zacznę pisać nieco luźniej, to zawsze wychodzi takie perwersyjne xxx (na 3 możliwe tym razem), że tu by nastąpiła jakaś kontrrewolucja w kontrrewolucji, gdybym tak zwolnił cugle i popublikował tego typu rzeczy.

    Postaram się z czasem odpowiedzieć, na razie fizkultura i liberalizm czekają!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  12. Tygrys, o liberalizmie to już tyle napisałeś tomów, że jak ktoś Cię do tej pory nie zrozumiał, to już chyba nie zrozumie. Makroekonomia na każdym niemal prl-owskim uniwerku, a komuch dalej u żłoba..., "bo jest wysoki, przystojny i ma ładny ryjek".

    A płodząc "Kosmiczną Dupę" zacząłeś w końcu naprawdę ciekawy i fascynujący temat.

    Patrzą z drugiej strony, czemu w końcu służą diengi, jak nie przypodobaniu się temu najpiękniejszemu pod słońcem boskiemu stworzeniu, i zaspokojeniu jej bardzo praktycznych potrzeb ciała?

    Niestety diengi (niestety dla niektórych), to jednak nie wszystko. I wg mnie, na takiej konkluzji powinna kończyć się każda dyskusja o liberalizmie i rozpoczynać o kobiecie. Jej uczuciach, jej duszy, jej motywacji do życia.

    ...do czego właśnie zmierzasz i czekam z niecierpliwością na kolejne opowiastki. I nie mam nic przeciwko temu, aby miały być one podparte ilustracjami... deo volente, jak sam piszesz, czy raczej piacere, tzn. takie, które spodobają się stwórcy

    pzdr
    Julek

    OdpowiedzUsuń
  13. @ julek

    Dzięki za dobre słowa! Postaram się spełnić oczekiwania.

    Jednak z tym liberalizmem tośmy się nie całkiem zrozumieli. Mi nie chodziło o to, że ja teraz będę o tym liberaliźmie PISAŁ (o "żydowskiej ekonomii zwanej przez lemingi wolnym rynkiem", jak to celnie określa TtT), ino że muszę się zakręcić za zarobieniem forsy.

    Bo ona, mimo wszystko... Sam zresztą to celnie zauważyłeś. Epopeje, swoją drogą, można by pisać o tym, co ja robię, żeby nieco tej forsy do mnie przyjść raczyło!

    ("Nie chodzi o to, żeby mieć, tylko o to, żeby przygarnąć te, które szukają domu", jak stwierdziła podstarzała, choć sympatyczna, hippiska w jednej amerykańskiej komedii.) W pewnym subtelnym sensie nie ma prawdziwszego ode mnie kapitalisty! ;-)

    Dupa jest zaiste kosmiczną sprawą. A żeby Cię całkiem nie rozczarować, wrzucę Ci teraz, na szybko, dwie rzeczy:

    1. Ardrey (niech się Nicek wkruwi!) określa ludzką samicę "seksualnym atletą", dowodząc elokwentnie i całkiem przekonująco, że nie ma w przyrodzie stworzenia tak skoncentrowanego na seksie. Z drugiej strony (leberalne) przekonanie, że facet myśli tylko o seksie opiera się raczej na złuszeniach, chciejstwie i (jak w przypadku np. freudyzmu) na obserwacji źwierząt W NIEWOLI! Prawdziwy facet to raczej łowca, czy może wojownik, a seks to dlań (jak słusznie zauważył taki jeden niegłupi schizofrenik) "odpoczynek wojownika".

    2. Bonmot, który wymyśliłem parę dni temu, kiedy miałem zamiar pisać kolejny odcinek o Dupie. Nabrzmiały prawdą jak nie przymierzając! Oto: "Nie wiem, czy prawica najbardziej nie traci i nie popełnia największego błędu pozostawiając lewiźnie całkowity monopol na wszelkiego typu rozpustę. (Lewizna oczywiście spaprała tę sprawę dokumentnie, jak wszystko inne, czego się tknie, ale to niewiele prawicy pomaga.)" Warte przemyślenia, ale też jakie @#$% wywrotowe!

    No to jeszcze mój b. stary (z pierwszej klasy liceum chyba) bonmot: "Motorem historii są luksusowe dziwki".

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  14. Freud, co by o nim nie mówić, wiedział, że człeń oprócz libido ma też destrudo - instynkt zabijania i walki. Z destrudo jest jak z libido: nie można ich w sobie tłumić w nieskończoność, trzeba je jakoś wyładować w dopuszczalnej społecznie formie np: na wojnie, pracując jako kat, rzeźnik czy górnik strzałowy w kopalni. Poza tym Freud nie załatwił swoim synom żółtych papierów, a Engels i Lenin nie nawoływali do likwidacji armii i policji. A Wyrus przeżył załamanie nerwowe po publikacji Białej Księgi, toteż na razie nie podyskutuje :(

    OdpowiedzUsuń
  15. @ Anonimowy

    Górnik strzałowy też? Taki jak ten... Jak mu tam było? Bertuś? Ten z tego ślunskiego serialu. Czasem go oglądałem, bo lubię dialekty i akcenty, a Górnego Śląska za cholerę nie znam.

    Co do Freuda, to fakt - doszedł do tego po rzeziach wielkiej wojny. Zresztą wytłumaczył to sobie dość infantylnie, choć w sumie prawicowo (ale i arystotelicznie), bo odpowiednim instynktem i tyle.

    Ale nie wiem, czy kojarzysz, co było jego najbardziej może traumatycznym przeżyciem z dzieciństwa - właśnie z tej dziedziny! (W młodości chciałem być psychologiem, ale PRL mnie zniechęciło, jednak naczytałem się masę także i różnych Freudów, to i wiem.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie Bertuś jeno Bercik. Jak by na to patrzeć górnicy jako ludzie stale pasujący się z przyrodą nieożywioną i z pracodawcami, krzepcy, pobożni a jednocześnie otrzaskani z nowoczesnymi technologiami stanowili naturalne zaplecze ruchów wywrotowych i narodowowyzwoleńczych. Może to wcale nie przypadek, że górnicy stanowili zaplecze Solidarności, Afrykańskiego Kongresu Narodowego i wrzód na dupie Thatcherowej, tylko potwierdzenie tez spengleryzmu-ardreyimu???

    OdpowiedzUsuń