wtorek, października 19, 2021

"Ciemność w południe" w Brukseli

Ale cyrk! Morawiecki w Brukseli odstawia "Ciemnoć w południe". Tak się kończy szpagat wynikający z kochania Unii z odżegnywaniem się od Polexitu, oraz  chęci postawienia się W KOŃCU rozpasanym Unijnym Biurokratom! Podobnie musiały się oglądać Stalinowskie Procesy Pokazowe, a Morawiecki świetnie pasuje na nowego Kamieniewa z Zinowiewem.

Cyrk nieprawdopodobny, szkoda że my za to zapłacimy! Tu się nie zanosi na żaden "kompromis", a zresztą czy ktoś sobie wyobraża, jak by kompromis między DEKLAROWANĄ DZIŚ postawą Morawieckiego wraz z resztą PiS i rozszalałym lewactwem z tych wszystkich przemówień mógłby wyglądać? Nawet jakieś "spotkajmy się w pół drogi", na co Morawiecki (i w tym przypadku niestety też Polska), absolutnie nie może liczyć?

Przeciągnięcie pod kilem, a ja nawet nie będę po PiS specjalnie płakał, po tym co wyprawiali z Polską, z takimi jak ja przez ostatnie dwa lata. i jak mnie obrażali. Polska już właściwie zresztą nie istnieje, dołączyła w tym zejściu śmiertelnym do Kościoła Katolickiego,. Dawno to było do przewidzenia zresztą, i przewidywane było. Gdzieżby indziej, niż właśnie tutaj. 

Stalin ponoć pragnął, byśmy się stali grupą folklorystyczną, ale teraz nawet folkloru nie ma i zamiast "Świniarecka" mamy Zenka Mertyniuka w kurskiej TV. Tragifarsa zaiste, ale w końcu to także koniec masy innych rzeczy... I oby nie początek czegoś nowego! Kurwa - gdzie ta planetoida i dlaczego się spóźnia?!

triarius

P.S. Dobra, formalnie nie w Brukseli, ino w Sztrasburku. Normalnie, czyli geograficznie rozróżniam, ale w tym "europejskim" kontekście mam to tam, gdzie klient może Pana Majstra pocałować!

poniedziałek, października 18, 2021

Siła Nachalna, czyli: Pobawmy się w Utopistów (odcinek 1)

Zbliża się czas, kiedy trzeba będzie spisać Testament Mój... Niech się nikt nie napala - testament czysto ideowy, taki więcej Słowacki (nie mylić z Morawieckim, który oczywiście zostaje.) Po to, aby "została po mnie ta tytułowa Siła Nachalna, co mnie żywemu na nic, tylko bloga zdobi, ale was, ludzieńki moje rostomiłe, będzie dręczyć niewidzialna, aż was, ludzieńki, i tamtych też zresztą, na skrzydlate anioły..." Te rzeczy!

Pomyślałem (ci ja) w związku z powyższym, że odpowiem na pewne zapytowywania sprzed lat, na które zawsze z oburzeniem odmawiałem odpowiedzi, ale w sumie raz w życiu, i raz na piętnaście lat blogaska, można na nie odpowiedzieć, bo (nikomu nie mówcie, ale) są interesujące. Pytania były o to, "jaki właściwie mam program?", a w ostrzejszej, bardziej radykalnej i także ciekawszej wersji: "jak by wyglądało moje idealne państwo?"

Odpowiadałem, że "wymyślanie Utopii to zaprzeczenie Konserwatyzmu takiego, jak ja go rozumiem" (wie ktoś, jaki to jest?) i że: "Utopia, taka czy inna, to sama esencja Lewicowości (i Lewactwa)". (Wtedy wielkich liter do takich terminów nie używałem, wiem że to wygląda trochę dziwnie i u niektórych może wywoływać ataki padaczki, ale Muza Filozofii się chyba cieszy.)

No więc powiem małowiela na ten temat, tylko dopraszam się wyrozumiałości i zrozumienia, że ja naprawdę zdaję sobie sprawę, iż nie wszystko wszędzie się da, nie wszędzie byłoby fajne, wszystko ma swoje koszty i te łatwo mogą przeważyć spodziewane korzyści, nie mówiąc już o Mamie Entropii, "Uogólnionej Zasadzie Heisenberga" (jak się to w Tygrusiźmie Stosowanym nazywa) i nieprzewidywalności wynikającej z wyjścia poza Model Małosygnałowy.

Kogoś by to zainteresowało? Ale powtarzam - ten ktoś (błogosławione niech będzie jego imię!) musi rozumieć, że JA SIĘ ABSOLUTNIE NIE STAŁEM ŻADNYM UTOPISTĄ, tylko sobie trochę, jeśli Bóg pozwoli, poutopizuję. Tak? Ale to ewentualnie dopiero w następnym, Deo et triario volente, odcinku. To tutaj można sobie potraktować, jako wstęp, i wszystko będzie formalnie OK.

triarius

P.S. A teraz wychodzimy pojedynczo. I uważać na PiSowsko-Unijnych szpicli!

sobota, października 16, 2021

Marszowa orkiestra i niebinarny chór (w tle)

Naszym Umiłowanym udało się wreszcie stworzyć coś tak koszmarnego, że gdyby jeszcze chcieli to ulepszyć... (Spokojnie - oni sami na to wkrótce wpadną, a pewnie już wpadli!) No więc, żeby było jeszcze fajniej, potrzebujemy chyba tylko "Ody do radości" na okrągło w ulicznych głośnikach (optymalnie w wykonaniu tytułowej orkiestry i co najmniej pięciuset niebinarnych obojnaków, czy jak się takie stwory dziś politpoprawnie zwą), przeplatanego komunikatami o rozstrzelaniu kolejnej grupy zakładników. 

Nie muszę nikomu podpowiadać (zresztą jaki ze mnie Ekspert-Łamany-Przez-Doradca!), że to musi być cholernie głośno - co najmniej tak, żeby Prol, nawet z głową pod poduszką, nie mógł tego w swojej "maszynie do mieszkania" nie słyszeć. Czy jednak nie ma już dzisiaj absolutnie żadnej radości? Tego nie mogę twierdzić, bo komuś takiemu jak ja, trochę radości ten nasz obecny Raj Ziemski sprawia. Komuś któremu radość sprawia rozpoznawanie Meta-subtelności i (jakże charakterystyczne dla Fausta!) relacji - nie tyle drzewa w sobie, co różne tam "wzory zalesienia" (NIE ZAPOMINAJĄC jednak, że drzewo to konkret, a zalesienie coś jak kandydat na hipostazę!). Te rzeczy.

Na przykład taka obserwacja... Na początku mówili nam, Prolom znaczy: "Może ta straszna zaraza naprawdę i jest bezobjawowa, ale poczekajcie Prole na późne skutki uboczne, bo te będą straszne!" Teraz tego jednak już nie słyszę, a to z pewnością dlatego, że to jeszcze cudniej pasowałoby do eliksyryzacji (patent Kurak), czyli wyszczepień, więc wolą Prolowi takich myśli nie podsuwać. I podobnego typu obserwacji mam ci ja całkiem sporo, a w dodatku podobno planetoida ma pierd... walnąć w Ziemię, więc może wszystko skończy się znacznie lepiej, niż myślimy.

* * *

Mówią nam: "Uważaj, o co się modlisz, bo Bóg może spełnić twoje pragnienia!". Podobało mi się to jako fajny bonmot, ale to tyle. Jednak w tym coś zdecydowanie jest! Jak długo mam telewizję, a w niej reklamy, modliłem się o więcej podpasek i tamponów, bo to jedna z nielicznych rzeczy, które dają się z przyjemnością i pożytkiem oglądać, a nawet te mniej udane budzą moje dobroduszne rozbawienie, i też jest git! Bywają jednak i po prostu genialne - ta spóźniona na zajęcia dziewczyna,  pędzącą uczelnianym korytarzem... Przysięgam, że mógłbym nią paść oczy trzy razy dziennie! Niestety widziałem to tylko ze dwa razy, wieki temu.

(Choć ostatnio, dziwna rzecz: podpaski są, i dzięki Bogu! - ale tampony znikły. Musi to mieć jakiś związek z kowidem, ale wciąż nie kojarzę jaki.) Modliłem się w każdym razie pilnie, rano i wieczorem: "Daj mi dobry Boże więcej..." No i spełnił mi dobry Bóg tę prośbę. Tylko że jak ja miałem wpaść na to, żeby Bogu rzec: "Tylko, Panie - to koniecznie mają być atrakcyjne kobietki w białych obcisłych spodniach, no i ma być umieszczone... Tam gdzie wiesz! W końcu rozumiem, że Ewę w Raju sobie obejrzałeś, zanim jeszcze wymyśliła przyodziewek z liści i gałęzi."

Ale ja głupi o tym nie pomyślał i teraz mam (kiedy to narzędzie o ogłupiania Proli włączam) te moje wymarzone artykuły higieny osobistej (byle damskiej) bez przerwy - tyle że w wersji Kaczyński w czarnej podpasce podciągniętej do połowy oka i temuż podobnież. Naprawdę uważajcie ludzie, o co się modlicie!

* * *

Kiedym to pisał, jednym okiem zerkając na pięćdziesiąty raz już widziany odcinek (znakomitego!) "The King of Queens", nastąpiła przerwa na reklamę i zareklamowano mi "środek na rozjaśnienie skóry" (samo w sobie nic złego), tymi oto słowy: "tworzyliśmy to cudo całe dziesięć lat, testując w tym celu tysiące różnych substancji". Niczego sam tu nie wymyśliłem! 

Pomyślałem sobie, jak chyba każdy inny przytomny człek, który nie spędził ostatnich dwóch lat w dżungli na Borneo: "Szkoda, że to nie wyszczepek dla Prola! Tam to się załatwia bez niepotrzebnych utrudnień." A swoją drogą, jak to się wszystko cudne zazębia! Ci od reklam, ci najlepsi znaczy, potrafią się genialnie wstrzelić w rytm i melodię epoki, żeby wam ludzie coś fajnego sprzedać. 

Tylko, że to nie oni dysponują kapitałem, a tym co dysponują, brakuje rozumu i dobrego smaku, żeby mi na przykład dać jeden pełny kanał z reklamami podpasek. I jeszcze drugi z reklamami tamponów, oczywiście. Ew. na początek oba w jednym. Sytuacja, także i z tego powody, zdecydowanie dojrzała do Rewolucji, choć my możemy ją sobie tutaj nazywać jakimś łagodniejszym słowem - w końcu to tylko nazwa.

* * *

A, jeszcze miałem napisać coś o tym polityku, co to go wczoraj brzydal terrorysta w Anglii... I o Demokracji w tym specyficznym świetle. Ale już na razie starczy mi tego pisania, a wy ludkowie i tak macie więcej materiału do przemyśleń, niż (bez urazy!) potraficie strawić.

triarius

P.S. Z tą wspaniałością reklam, o których sobie tu rozmawialiśmy, to w dużym stopniu sprawa taka, jak z malarzami włoskiego Renesansu. Widać to cholernie opłacalny towar, więc geniusze właśnie tu ciągną, jak muchy do miodu, a nie np. do stręczenia Prolom wyszczepków i Morawieckiego. I nic w tym dziwnego, że opłacalne, bo to i zużywalność, i (społeczna, zgoda) niezbędność, a trochę - jeśli się to odpowiednio poda, a o tym mówimy - to i pewien glamour, a nawet rzecz tak cenna dziś w tych eunuszych czasach, tak niecodzienna, a przez to właśnie przemawiająca do co niektórej podświadomości, jak nieuchwytny czar kobiecości. (Ta "ekonomiczna" interpretacja może się nawet spodobać Liberałom, ale oni nigdy nie będą mieli racji, bo taka ich natura.)

piątek, października 15, 2021

O pożytku z dzielenia i rysowania kresek

Myślałem (ci ja), że może dzisiaj pójdę za ciosem i powiem więcej o etyce i takich różnych filozoficznych sprawach, bo tu się cała masa istotnych rzeczy ładnie wiąże. Co konkretnie? Miło, że pytasz Mądrasiński (a Napieska kiwa śliczną główką, że ona też). Prawdy w sensie szpeglerycznym (wymyślonym przez Kierkegårda, co wy go piszecie przez 2 "a", ale ja nie muszę); dwie nogi Zachodniego Chrześcijaństwa. co już jednej nie ma, i co z tego wynika; może też coś o tym, że nasza urocza hrabianeczka z jednej, i jej obecny boyfriend  z drugiej... 

Tak, ty właśnie ty, Mądrasiński! Mogą mieć całkiem inną etykę, i to nie indywidualne, albo z powodu ilości pałek, tylko z powodu innej płci... I co na to Nasi Umiłowani. Nie o was mówię dziateczki, tylko o Globalnej Biurokracji, co nas uszczęśliwia. Ale nie, bo przed chwilą jadąc po kanałach, żebym zobaczył gołą babę, słodkiego kotka, albo jak oni kiedyś tymi toporami... Zobaczyłem hasełko: "Zaszczep się - powstrzymaj pandemię!" No i mi się lampka zapaliła, bo tu się ładnie ujawnia istotna różnica między nami i Pospolitą Odmianą Ogrodową, tudzież resztą tandety. Takie bowiem wezwanie całkiem nie zadziała na Tygrysistę, natomiast zwykły Prol na nie dość podatny, a to z powodów... Tak Napieska - absolutnie fi-lo-zo-ficz-nych!

Śmy sobie już tu rozmawiali wielokrotnie, jak to mądrość polega często na umiejętności rozgraniczenia, wytyczenia owej cieniutkiej linii, odgraniczającej jedno od całkiem drugiego. Było tu na przykład o włosach i metalach ciężkich, a to w związku z książką "Myślenie systemowe". Wiele razy było o froncie między (prawdziwą, tygrysiczną) Prawicą i jej wrogiem, co wygląda całkiem inaczej, niż profani sądzą i nie ma nic wspólnego z jakimś "wolnym rynkiem", czy nawet z wiarą w boskość Franciszka. Było na poziomie meta o pudełkach od pizzy.

No i tutaj też mamy zjawisko tego typu. "Pandemia" (czy może to była tylko "epidemia"?), to dla jednych - zwykłych Proli (i reszty, której tu sobie teraz nie nazwiemy) - CAŁY TEN PONURY CYRK, jaki się wokół bezobjawowej dżumy dzieje. Podczas, gdy istnieje też co najmniej równie dobra - a w istocie jedyna słuszna - interpretacja tej kwestii: taka mianowicie, że wirus to wirus i to tyle, a cały cyrk wokół niego to już całkiem co innego i nawet nie jego wina. A już na pewno nie całkowicie jego wina. Tak? Czy muszę teraz szanownej młodzieży wyjaśniać, której interpretacji hołdują Tygrysiści?

Tak Mądrasiński - wirus, jaki on by nie był, to tylko on, a cokolwiek się wokół niego dzieje, to już niekoniecznie jego decyzja i ktoś te rzeczy we własnym sumieniu musiał... Wszystkie te godziny policyjne, obostrzenia, przytępienia, dodatki kowidowe, wyszczepki, zaczepki, stręczenia, lincze, donosy - to nie wirus, to nie "epi/pan-demia" sensu stricto! Ale jednak EMOCJONALNIE, after all these years (of 'Covid' paranoia), Prolowi obie te, tak różne przecież, sprawy mają prawo się zlać w jedno i... Słusznie rzeczesz Napieska, się zlewają. Właśnie to się dzieje!

Wspomiane tu hasełko, choć takie prościutkie, jest jednak diabelnie (to dobre słowo!) wyrafinowane i perfidne! Dlaczego, zapytacie? Jednak tego nie wiecie, moje dzieci? Spokojnie - Tygrysizm od tego jest, by wam wyjaśnić! No więc ŚWIADOMIE Prol widzi tu tylko szczerą, bezinteresowną troskę o jego dobro, wraz z dobrem innych Proli. Tak? Dlaczego tak to widzi? Dobrze moja panno - bo wtedy Prol rozumie to jako: "Zadbaj o swoje zdrówko, kochany Prolu, to razem zatrzymamy brzydkiego wirusa i będziesz zdrowiutki!" I to jest oficjalna wersja przekazu.

Jednak o wiele mniej świadomie (i przez to właśnie MOCNIEJ) nasz Prol słyszy: "Kurwa! Albo będziesz grzecznie robił, co ci mówimy, albo urządzimy ci pod pretekstem 'pandemii' takie piekło, że ci się durny chamie do reszty żyć odechce!" Taki cudny dualizm! Rozdwojony język, jak u żmii, albo u jakiegoś francuskiego brzydala u Fenimore Coopera. I to właśnie jest tu, droga młodzieży, ich przekaz dnia. Tak to się fachowo robi! Zgadza się? Proste, prawda? Jak już się wie. I teraz powiedzcie mi, z ręką na sercu, że bez Tygrysizmu Stosowanego jest tu jeszcze dla przyzwoitych ludzi cień szansy! (Oraz, że studiowanie Psychologii nie ma sensu. Jakich pierdołów by pod tym mianem wielu durniów nie głosiło.)

triarius

czwartek, października 14, 2021

Ileż, ach ileż czasu...? (czyli: Pierwszy raz o etyce - łał!)

Ohyda tego dzisiejszego świata wynika z tego (może nie wyłącznie, ale całkiem możliwe, że głównie), iż podstawą wszystkiego jest ETYKA, a to coś, o czym cholernie trudno sensownie rozmawiać, gdzie nie daje się określić, kto jest nosicielem, a propaguje się marnie - czy to poziomo, czy pionowo, kropelkowo także, i to nawet bez przyłbico-maseczki. Jednak naprawdę jest to podstawa! Żwierzęta mają to załatwione w samym odrutowaniu, hardwired znaczy, ale ludzie nie, a w dodatku wy nie raczycie Ardreya, więc co wy tam z takich spraw zrozumiecie...

Kiedyś była Religia, ale teraz zamiast niej jest Franciszek i telewizja, więc, jak ponoć mówi młodzież: "pozamiatane". (Aredrey też i o tym prawi, ale wiecie lepiej.) I tak by można sobie rozprawiać do sądnego dnia, ale po prawdzie jedyna pewna i ścisła rzecz, jaką da się o Etyce powiedzieć, to to, że jak ktoś ma w ałzwajsie czy innej kenkarcie "etyk", to od razu butem i w mordę - nie można inaczej, bo to by była Zbrodnia Przeciw Ludzkości (ach!). To tak jak z "baby-Hitlerem", którego lewizna bez przerwy katrupi, żeby uratować Ludzkość (ach!), a przecież bez cofania się o ponad setkę lat w przeszłość i mordowania niemowlaka, dałoby się... Ale sza, bo nie lubię... Wielu rzeczy - na przykład mówić tym różnym, co dokładnie o etyce i takich sprawach myślę.

Zastanawiałem się ostatnio jednak, moi najdrożsi ludkowie, specjalnie dla was, czy uda mi się w owej niebinarnej (!) sprawie, jaką jest Etyka, z tą tam fuzzy logic i wszystkim, znaleźć jeszcze coś dość ścisłego, by dało się o tym mówić bez popadania w moralizowanie i temuż podobne obrzydliwości. No i chyba znalazłem!

Taki mianowicie etyczny problem sobie wykompinowałem: na jak długo po własnym ostatecznym zejściu z tego świata człek, nie będący ogłupioną do szczętu ludzką mrówką, kopniętym lewakiem czy urodzonym niewolnikiem, może się jeszcze losem i Dobrobytem Ludzkości (ach!) przejmować? Ale nie mówimy tu o takim sobie luźnym się zastanawianiu, czy broń Boże Historiozofii, tylko o poświęcaniu się, jeszcze za życia, zaciskaniu pośladków, niejedzeniu tego, kultywowaniu tamtego, oszczędzaniu ziemskich i galaktycznych zasobów... Itd. itp., żeby za ileś tam pokoleń po naszym (turpe dictu) zgonie, oni, w tej przyszłości, co ją sobie tylko wyobrażamy, bo nie da się inaczej, mieli cieplutko, ale nie za ciepło, fajne jedzonko, znakomitą rozrywkę, wygodne buty i przystojnych polityków.

No i wyszło mi z tych rozważań, że tak długo, jak mamy nadzieję, że oni - tam w tej przyszłości - będą O NAS z kolei pamiętać. I to koniecznie pozytywnie - inaczej się nie liczy! Serio! Jak długo oni nas będą traktować, jako swojego PRZODKA - niekoniecznie w sensie genetycznym (immisio penis intra vaginam z dalszym ciągiem), bo może to być czysto duchowe, ale bez tego to jest oszukańcza transakcja, po prostu. Jeśli, na ten przykład, staniemy się dla nich prymitywnymi, wulgarnie binarnymi małpoludami, o co się niektórzy tak pilnie starają - to na drzewo!

Tylko tyle oni mogą wtedy dla nas zrobić, że będą nas pamiętać i jakoś tam czcić, ale w końcu coś dla nas robić muszą, bo inaczej wychodzimy - albo na totalnie oszukanych idiotów, albo na totalnie zniewolonych niewolników! A odnosi się to - i choćby tylko z tego powodu jest to GENIALNA konkluzja - zarówno do ew, przyszłych Polaków (zakładając oczywiście, że takie coś, jak Polska, jesze za 20 lat będzie istniało), jak i całkiem obcych przedstawicieli Ludzkości (ach!) z drugiego końca świata i o innym kolorze skóry. (Choć skala czasowa może być diametralnie różna w tych różnych przypadkach). I donosi się też w najoczywistszy sposób do naszych najautentyczniejszych, w najściślejszym znaczeniu, potomków tych uzyskanym dzięki immisio penis... itd., z kontynuacją, Łał? A cóż by innego?

Mówię absolutnie szczerze i z przekonaniem. Zastanówcie się proszę nad tym i oceńcie, czy nie dawaliście z siebie dotąd robić ciężkich frajerów! Czy ci tam z tej odległej przyszłości, co to dopiero za pięćset lat się pojawią, a wy dawno już... Sami wiecie... Nie zrobili was w konia, jak kompletnych... Ale sorry! - to chyba nie oni jednak z was tych głupków i frajerów robią. Któż by więc to mógł być?!

triarius

P.S. A jeśli ktoś przekonany, że "etyka" to dokładnie to samo, co Starotestamentowa Moralność Seksualna, to co ja mogę mu pomóc?

środa, października 13, 2021

Problem z ludźmi jest taki, że...

... normalnie żyjący w swoim codziennym kołowrotku i całkiem zdrowy na umyśle osobnik, co oznacza pewną ilość hormonów, kafelki do łazienki, rodzinę i brak intelektualnego wyrafinowania... Mówimy o poziomach meta i przygotowaniu filozoficznym, co - powiedzmy sobie wyraźnie - w zbyt dużych dawkach jest po prostu TRUCIZNĄ! 

Widać to po lewiźnie, gdzie takie zjawisko występuje, nie u hunwejbinów of course, tylko u "intelektualnej elity". Nie kafelki, którymi szczerze mówiąc gardzę, nie rodzina, której urok przemawia do mnie tak sobie, tylko właśnie absurdalny przerost z przekrwieniem kory, z jednoczesną atrofią wszystkiego innego, nawet tych nieszczęsnych kafelków czy innego płotu.

Jak byście przeczytali Ardreya, to może byście zrozumieli, iż to wynika (m.in., zgoda!), że ludzki umysł nie powstał w celu obserwowania kursów giełdowych, poczynań świrów obdarzonych z szemranych powodów totalną władzą nad naszym życiem, czy subtelności rozmnażania się przez podział, wydumanych nie tak dawno, "żęderów", tylko...

Tak Mądrasiński! Do ganiania za antylopą po sawannie (widział ktoś kiedyś, mówię o TV, tę najstarszą znaną metodę polowania?)... Do wyczajenia gdzie można znaleźć najpożywniejsze bulwy... Do prezentowania charyzmy przy plemiennym ognisku... Do potraktowania drugiego samca kością udową wspomnianej antylopy w skroń, ale tak, by jego bracia nie widzieli... Do potraktowania drugiej samicy wstrętnym pomówieniem, żeby drugi pod względem umiejętności łowca w grupie nadal przynosił nam i naszemu potomstwu co upoluje, a nie tej obrzydliwej suce i jej paskudnym bachorom... Te rzeczy!

Wiecie, że wedle najnowszych badań ludzki język powstał nie dawniej, niż 40 tys. lat temu, w jednym miejscu w Afryce?! (Że w jednym miejscu to zawsze podejrzewałem zresztą.) Cóż więc silniej na nas działa, że spytam - kafelki i przemówienia Merkeli, czy też mające miliony lat wdrukowane instynkty?

Tak by można ardreyizować w nieskończoność, z nieskończoną rozkoszą i pożytkiem, ale ja chciałem właściwie rzec rzecz prostą, acz błyskotliwą. Że oto z powyższego wynika m.in., iż człek, o ile nie ma akurat, na dobre czy złe, takiej obsesji, ma cholerne problemy z inteligentnym uwzględnieniem czasu w swoich analizach, szczególnie tych czysto mentalnych, bez wspierających narzędzi, i spontanicznych. Szczególnie trudno jest porównywać wydarzenia mające różne skale czasowe. 

Biurokracje i Naprawiacze Świata mają do tego narzędzia i ludzi, których specjalnie po to pozbawiono troski o kafelki, ale zwykli i na ogół porządni ludzie nie. Nie mają też, jako się rzekło, przez Mamę N. wbudowanych mentalnych narzędzi do rozpoznawania kłamstw mediów i kto z Naszych Umiłowanych jest jeszcze większą mendą, niż reszta (tzw. "wolne wybory"),

Weźmy na przykład naszego ulubionego Kowida... Fakt, że takie małe coś, całkiem nieoczekiwanie wywraca plany Uszczęśliwiaczy Ludzkości, powinien teoretycznie zachwiać wiarą Ludu w nieomylność tamtych i skłonić do ich, łagodnie mówiąc, przepędzenia ze swojego życia. Tak Napieska? No bo jeśli wszystkie te do dwusetnego miejsca po przecinku dopięte na ostatni guzik światłe plany różnych tam noblistów, byle co potrafi obrócić w niwecz, to ile są warte zabiegi tych wszystkich... 

Ale nie! I dlaczego nie, moje dziatki? Właśnie, panno N.! Bo to skala czasowa całkiem inna od tej, w której taki zwykły, normalny i w sumie niegłupi Prol sobie żyje! Tu dnie, tygodnie, góra lata... Tam - ach! - odległe o może setki lat pokolenia jakichś bezpłciowych już zapewne, wielożęderowo-niebinarnych istot z chudzieńkimi nóżkami i ogromną głową - w sam raz pod telewizor! Nie ma już czarnych, żółtych i białych - wszystko to trzymane pod światło prześwieca dziwnym brudno-różowawym brakiem koloru. Wszystkie te, wymarzone przez Merkele tego świata, potworki trzymają się oczywiście bez przerwy za łapki i piskliwymi głosy zawodzą "Odę do radości".

W celu uszczęśliwienia naszych ew. potomków za kilkaset lat, za co my dzisiaj płacimy thru the nose, poświęcamy się każdego dnia i słuchamy tych wszystkich mało melodyjnych syrenich śpiewów, zwanych dzisiaj "mediami", "edukacją" czy "rozrywką". A jednak masy to robią i niestety robić będą, oni to wiedzą i niestety... 

You get the drift. Bez elity nic się nie może udać, a okazuje się, że jednak te ich "elity" elitami są w wystarczającym stopniu, by to działało, a po drugiej stronie... Czy ktoś potrafi sobie na przykład wyobrazić sytuację, że oto Prol z dnia na dzień przestaje kibicować meczykom i innym Małyszom, totalnie olewa media... Ach, co za myśl! Ale by się wystraszyli! Jednak Lud, choć sporo ma zalet i przewag nad tym, co dzisiaj chodzi za "elitę", w swej masie, w sprawach ponad-indywidualnych, bo o nich mówimy, durny jest i durnym pozostanie, taka jego natura.

Tamci to wiedzą i tamci to... Rozumiecie już? A zamiast jakiejś w miarę autentycznej elity,  która by cokolwiek mogła zmienić, podsuwają Prolom Małysze i... Jak ma ten "najlepszy piłkarz na świecie"? A - Lewandowski. Do tego Zenki, Freddy Mercury i inne mumie Stonesów (z czystej miłości do Muzyki wykonujących teraz Disco), "von" Misesa, angielską rodzinę królewską i JP2 doprawionego Franciszkiem... (Uff! Ta litania kosztowała mnie sporo zdrowia!)

A Prol to łyka i łyka, bo od tego też jest Prolem! Tak moje dzieci?

triarius

P.S. A teraz idźcie się poobściskiwać do jakiegoś parku, tylko najpierw wychodzicie stąd niezauważeni! Dbałość o demografię jest chwalebna, ale niekoniecznie na podziemnym wykładzie!