piątek, stycznia 07, 2022

Jeszcze o Bolszewiźmie (i innym paskudztwie)

Gdybym miał jednym krótkim zdaniem zdefiniować Bolszewizm, rzekłbym że: Bolszewizm to zrzucanie odpowiedzialności za własne zbrodnie na Prawa Przyrody. (Przede wszystkim, jak dotychczas, na Ewolucję lub jej bękarcią siostrę - heglistycznie pojmowaną Historię.)

Da się to zrozumieć? Jeśli Prol nie śpiewa z wystarczającym entuzjazmem, to sam siebie skazuje na unicestwienie, bo Ewolucja nie zna litości (w odróżnieniu od Waadzy, która ma gołębie serce, ale cóż...), i ew. kula w tył głowy czy co tam, to tylko nieistotny akcydens.

Jeśli tak naprawdę jest (a rzadko się Pan T. w takich sprawach myli), to co z tego by wynikało? Otóż...

1. Że taka wygoda i łatwość wybielania się, skłania do popełniania zbrodni, co się jak najbardziej sprawdza w dotychczasowej historii.

2. Że Boski Nícolas ma głęboką rację, twierdząc że: Liberalny Burżuj to starszy brat Bolszewika. Dlaczego? No bo taka właśnie postawa, choć jeszcze nie do końca uświadomiona i nie całkiem sformułowana - ponieważ choćby sama Teoria Ewolucji została ogłoszona, kiedy Liberalizm już kwitł od ponad wieku - została właśnie zapoczątkowana przez Liberalizm i jego avatary.

3. No i oczywiście, jak zawsze... Że Tygrysizm - znowu się potwierdziło - to Niezłomny Oręż itd.

triarius

P.S. Verdi wpakował nas w to szambo i tylko Monteverdi może nas z niego wyciągnąć. (Nie sam zresztą Verdi, bo z Fryckiem. Skądinąd fajne hasło na koszulki. Ktoś już się napalił? Można by wyprodukować.)

niedziela, grudnia 12, 2021

O braku istotnej różnicy

Ledwo napisałem tamto o hipotezach przyszła mi do głowy myśl, warta moim skromnym ujęcia w formę bonmotu. (Raczej z tych mało zgrabnych, ale za to merytorycznie bez zarzutu.) Oto i on...

Nie dostrzegam żadnej istotnej różnicy pomiędzy szczęśliwie minionym obowiązkiem umieszczania cytatu z Lenina na każdej stronie wszystkiego, co się pisało, i obecnie narzucanym wszystkim obowiązkiem zastępowania formułką w rodzaju "on lub ona" prostego męskoosobowego słowa "on", do niedawna całkowicie wystarczającego... Czy stosowania talmudycznych formułek w rodzaju "Polacy i Polki" tam, gdzie całkowicie wystarcza męskoosobowe "Polacy". Mówię poważnie - to dokładnie to samo podejście, ta sama mentalność, taki sam gwałt na języku, na wolności słowa i elementarnej inteligencji odbiorcy!

triarius

P.S. Chcesz mieć wirtualne konta bankowe w różnych prestiżowych krajach i na różne prestiżowe waluty? Z kartą debetową itd.? No to klikaj! ===> Payoneer <===

Dwie banalniutkie hipotezy

Dzisiaj w zamierzeniu krótke i - z pozoru przynajmniej - żenująco banalne, na tyle  jednak znam życie, że wątpię, by ktoś sobie to tak explicite sformułował, a zatem jednak ma sens to powiedzieć.

Dlaczego oni tak okrutnie chcą wszystkich wyszczepić? W różnych tam krajach dali do nadzoru nad wyszczepianiem Proli generałów, zaklinają się, że absolutnie nikt tego szczęścia nie uniknie... Dlaczego właściwie? Najprostsza i najelegantsza hipoteza, najbardziej w zgodzie z Brzytwą Pana O., widzi mi się taka, że wiedzą już (wiedzieli od początku, czy może dopiero do nich doszło, nie wiem), iż te cudowne wyszczepki bardziej szkodzą, niż pomagają na cokolwiek, a ich długofalowe skutki mogą być naprawdę bardzo nieprzyjemne... Jednak jeśli wyszczepią wszystkie Prole, to wszelkie skutki będzie można zgrabnie zwalić na "kolejną falę", dla której się znajdzie fajną grecką literę i nikt nie będzie się mógł przyczepić. 

Jeśli jednak pozostanie jakaś statystycznie znacząca ilość niewyszczepionych Proli (bo pojedyncze Prole tutaj się nie będą liczyć, zostaną zamilczane, zresztą statystycznie właśnie nic nie znaczą), która - o zgrozo! - będzie się zdrowotnie miała lepiej od wyszczepionej większości, no to dupa zimna! Prol jest głupi i potulny, ale jak mu dzieci np. wymrą i skojarzy to (płaskoziemiec jeden!) w ich wyszczepieniem, a do tego zacznie się obawiać, że jego własne długie i owocne życie niekoniecznie się zrealizuje, to może naprawdę w desperacji stać mało sterowny, mało podatny na karotkę i kij, a nawet zrobić coś, przed czym waadza nie bardzo potrafi się zabezpieczyć! Bo? Bo czyny "irracjonalne" i ignorujące własny "dobrze pojęty interes", w tym własne bezpieczeństwo i zachowanie życia, to coś, z czym sobie takie waadze ze swej samej natury nie radzą. Przykładem zamachowcy-samobójcy i im podobni islamscy bojownicy, którzy na razie gładko wygrywają przecież z broniami A...Z, różowymi golarkami, i lotami na Jowisza.

Nie wyrokuję w tej chwili, czy te wyszczepki naprawdę z założenia miały zmniejszyć pogłowie Prola, czy też są to "tylko" niesprawdzone eksperymentalne pseudo-terapie, a obecna faza budowy mrówczego globalnego społęczeństwa jest w sumie tylko napędzana ordynarną chciwością, łapówkami itd. (Jak chce np. Kurak.) Tak czy tak, to bardzo nieładna zabawa zdrowiem i życiem Prola, a jak się wyda, to jakaś granica zostanie być może z jego, Prola znaczy, punktu widzenia przekroczona i wejdziemy w coś, co się w nowoczesnej matematyce nazywa "katastrofą". Która to nazwa jak najbardziej pasuje, choć i przed tym ostatnim czymś w normalnym ludzkim języku "katastrofę" mamy że hej od lat. (Np. wali się finansowa piramida zwana "kapitalizmem". I tutaj nawet Morawiecki ma rację, nie mówiąc już o tym, że Pan T. mówił o tym wieki temu.)

Druga sprawa jest taka... Nasza krajowa waadza odgraża się ponoć (nie mam telewizora, ale Kurak tak twierdzi i chyba nie kłamie), że wyszczepi wszystkich nauczycieli, pracowników medycyny i mundurowych. Kurak analizuje to w kategoriach trywialnego partyjnego interesu PiS i zdaje mu się, że wszystko się zgadza und domyka, ale dla mnie właśnie nie. Jednak jak na to spojrzeć mniej "małosygnałowo" i mniej "zdroworozumowo", to rzuca się w oczy, że owe trzy grupy mają całkiem specjalne znaczenie w obecnej fazie generowania Nowego Człowieka i Nowego Świata Globalnych Dwunożnych Mrówek. Tych wyrabiających, niczym Stachanow, 1700% procent normy z "Odą do radości na ustach", trzymając się za ręce z "gejami" wszystkich ras i płci.

Szeroko pojęci medycy to przecież sam grot obecnej fazy tej, jakże chwalebnej, działalności! Zgoda? No przecież, że zgoda! Jak się do tych spraw ma policja i inne służby mundurowe to chyba oczywiste dla najtępszego nawet "prawicowca" (pospolita odmiana ogrodowa). Nauczyciele zaś to samo ostrze indoktrynacji młodzieży, a więc materiału na tego Nowego Człowieka, kiedy już starsze Prole, z takich czy innych powodów, wymrą. Jeśli więc W OBECNEJ FAZIE głównym celem wyszczepiania i reszty tej całej hecy rzeczywiście zdaje się być posegregowanie Proli na potulne i te drugie do jak najszybszej utylizacji.
 
No to właśnie trzy wspomniane grupy powinny, z punktu widzenia zarówno "naszej" waadzy, jak i globalnych Demiurgów, okazać się najpewniejsze i wobec nich najlojalniejsze. A że masa wymrze? Kto niby o tym oficjalnie takiego Eichmanna średniego szczebla, służbową drogą miałby poinformować? Eichmann średniego szczenla nie wątpi, w sumieniu swoim nie rozważa, wszelka niesubordynacja mu wstrętna - on realizuje odgórne polecenia, a Billa Gatesa zna co najwyżej mgliście ze słyszenia.

Oczywiście są jeszcze służby "niemundurowe", czyli "tajne i dwupłciowe" (choć to anachroniczne określenie ze wzgl. na dzisiejszą ilość płci), które zresztą mają o wiele większy od mundurowych wpływ, zarówno na waadzę, jak i na życie Prola, ale ich raczej waadza nie będzie zaczepiać. No a poza tym nawet gdyby ich przymusowo wyszczepiano, to i tak oni są tajni i Prol nie będzie o tym słyszał. 

Tak więc odsiewa się niepewnych, wątpiących, samodzielnie myślących, być może nawet (o zgrozo!) niezbyt chętnych do chóralnego odśpiewywania "Ody do radości" podczas przekraczania kolejnych norm. Nie jest to logiczne? Nie jest to nawet logiczniejsze od każdego innego wytłumaczenia tej sprawy, jakie dotychczas spotkaliście? Tak więc znowu niezbicie wykazaliśmy, ze Tygrysizm Stosowany to Niezłomny Oręż... Itd. Już chyba znacie na pamięć, i powinniście.

triarius

P.S. 1 Teraz wychodzimy pojedynczo, góra po dwóch. I uważać mi na ORMOwców, szpicli, drony i kamery!

P.S. 2 Ale jakiegoś języka byście się mogli cholera pouczyć, a mnie dać trochę zarobić. Tu mi zaraz klikać! ==> Języki w 17 minut <===

czwartek, grudnia 09, 2021

Kantata przed obiadkiem

Niektórzy ponoć najbardziej lubią moją (jakże) piękną, literaturę. Cóż, można i tak, lepsze to niż wymaganie, bym udawał Ziemkiewicza, nadrabiając merytoryczną płytkość lekką i faktycznie dość zgrabną, choć bez przesady, formą. A zresztą, czy ja sam najbardziej tej właśnie gałęzi mego dorobku nie cenię? Na pewno bardziej, niż to co ostatnio to piszę prozą, a czego nikt nie raczy skomętać. W każdym razie, porządkując dziś, w sobie tylko wiadomym celu, mój imponujący dobytek, trafiłem (ci ja) na własnego chowu mini-kantatę z datą 04 października 1996. A więc sprzed 25 lat, dwóch miesięcy i pięciu dni...

Czyli sprzed 302 miesięcy i 5 dni... Albo, jeśli ktoś woli - sprzed 9197 dni. ((220728 godzin, 13243680 minut, 794620800 sekund. I, mind you - z każdym dniem, każdą sekundą nawet, tego będzie coraz więcej! Więc gdyby ktoś miał wątpliwości, czy czas naprawdę pędzi po osi t, czy też może sobie luźno stoi i... Nieważne, istotne że stoi - to niech sobie ten ktoś powyższe liczby łaskawie przemyśli! "Kowid", zgoda - to zwykła grypa, ale czasu lekceważyć się nie da!)

Oto ten genialny utwór, pierwszy raz przed Szan. Publicznością, czyli w ogóle chyba przed kimkolwiek:

Kantata przed obiadkiem

Głos I:

Rozdziobią nas wrony, kruki,
Wydając radosne pomruki.

Głos II:

Pogryzą nas szczury, myszy
(Chyba że je kot usłyszy).

Głos III:

Wreszcie węże i jaszczurki,
Nie zostawią z nas ni skórki!

Chórem:

Jeśli stać cię - w świątek, piątek,
Żyw się tłusto dla źwierzątek!

(Brawa, bisy, kurtyna...)

triarius

środa, grudnia 08, 2021

Ci durnie naprawdę nic sami nie potrafią wymyślić

Mało co mnie tak wkurwia, jak "Polacy i Polki" w różnych wariantach... Bywa nawet "Polki i Polacy", ale to już drobiazg, który niczego właściwie nie zmienia. W polszczyźnie z reguły samiec jest wymieniany jako pierwszy, ale odwrócenie tego akurat porządku nie gwałci ani języka, ani niczego innego. Że lewizna tak sobie gada, to nie byłby żaden problem, ani żadne zaskoczenie, tyle że, zamiast ignorować tę zgraję i jej bolszewicki język, razem z "celebrytami", "artystami" i resztą, jakże często nasza "prawica", bojąc się z pewnością zarzutu dyskryminacji połowy ludności - czyli tych "Polek", które dotychczas gramatyczny rodzaj męskoosobowy całkiem nieźle obsługiwał i zadowalał - także ten zbolszewizowany język przejmują.

Słyszałem te potworki zarówno w oficjalnej telewizji, co z jednej strony mało mnie zaskakuje, bo do tej telewizji, wraz większości innych zresztą, jak i do oficjałów, mam stosunek sceptyczno-negatywny, żeby to eufemistycznie określić, ale także np. u Kuraka. W którym od zawsze widzę lewicowca, uczciwego, fakt, co jest tutaj najważniejsze, ale jednak spodziewałem się po nim czegoś mniej lewackiego. U niego zresztą ostatnio byli jacyś "nauczyciele i nauczycielki", czy może coś o pielęgniarkach... Nie "Polki" chyba w każdym razie, ale to dla mnie dokładnie ten sam lewacki gwałt na języku naszych przodków.

Dlaczego, spyta ktoś, miałoby to być czymś strasznym? A dlatego, po pierwsze - będzie to kolejne zwycięstwo politpoprawności nad zdrowym językiem, zmuszające do durnych rozszerzeń, jakie mamy już na Zachodzie: "he or she", i gorzej, czyli kompletne pomieszanie liczb gramatycznych przy obowiązkowym stosowaniu "they", czyli liczby mnogiej, do nieokreślonej płci, tyle że pojedynczo. 

Po drugie, jeśli się to przyjmie i zacznie być normą, na co się zanosi, każdy, kto tego nie stosował, czyli każdy od stworzenia świata do paru lat wstecz, będzie wyglądał jak oszalały nienawiścią myzogin, ślepy na los połowy ludzkości. To dopiero będzie sukces naszej kochanej lewizny! Wszystko trzeba będzie rozpocząć od nowa, od gołej skały! Oczywiście swoich wielkich oni przerobią na politpoprawną wersję i git, dla nich to nie problem, co jednak z prawdziwymi myślicielami czy pisarzami, którzy z pewnością wcale by takiego "ulepszania" swoich dzieł nie chcieli, a zresztą i tak nie będą mieli na to szansy.

Mimo wszystko należałoby pogratulować rodzimej lewiźnie, że wpadła na tak perfidny i tak skuteczny atak na wszystko, co nią nie jest (lewzizną znaczy), tym bardziej, że tutaj trudniej było o światłe wskazówki z Moskwy, Pekinu (co się obecnie oficjalnie nazywa jakoś inaczej, ale ja mam to tam, gdzie należy całować Pana Majstra), Berlina, czy innej Brukseli. (Dlaczego? Zmienię ci nazwisko Mądrasiński, bo ostatnio popisujesz się zadziwiającą tępotą! Chyba za dużo tych bab! Bo oni marnie znają nasz język, oto dlaczego!)

Tak więc w sobie przeżuwałem ową zawiść o genialność naszej lewizny, nie mogąc się zdecydować, czy podejść z gratulacjami, niczym Duduś do Bolka na pogrzebie Inki, bo geniusz jednak jest geniuszem i zasługuje na czołobitność... Jednak ciężko mi się było przełamać... Aż tu... Ale trochę tła wydaje się tu niezbędne... Otóż, czytam sobie ja właśnie broszurę pt. "Śmierć Stalina", wydaną chyba jeszcze "w podziemiu", bo litery prawie niewidoczne. Istny koszmar dla moich steranych wiekiem oczu... Autor nazywa się (albo może chce być znany jako) Georges Bortoli. Bardzo interesujące, sam Stalin na razie nie umiera, ale jego postać i cały Stalinizm ciekawie opisany...

No i w tej narracji nadchodzi pora żniw roku 1952, a my w związku z tym czytamy list do Ojczulka Narodów od pracowników rolnych. Cytuję:
My, pracownicy rolni - kołchoźnicy i kołchoźnice, pracownicy stacji maszyn i traktorów, sowchozów, kooperacji leśnych, specjalistów rolnych okręgu Riazań, wysyłamy do Was, mądry przewodniku, panie i przyjacielu, genialny inspektorze i organizatorze zwycięstwa komunizmu w naszym kraju, nasze gorące pozdrowienia i nasze życzenia długich, bardzo długich lat życia i zdrowia, dla dobra i szczęścia narodów sowieckiego i całej postępowej ludności, która walczy o pokój na świecie. /"Prawda", 14 lipca 1952 r./
Nasuwają się dwa wnioski:

1. To jednak nie nasza lewizna wymyśliła ten językowy myk, tylko "kołchoźnicy i kołchoźnice" z okręgu Riazań, wraz z pracownikami stacji maszyn i traktorów, oraz resztą ekipy.

2. To musiało być naprawdę napisane z głębi serca i żaden uczony w piśmie im tego nie wymyślił, a do tego zaraz zaraz musieli pędzić do poważnej roboty przy tych żniwach, bo inaczej na pewno nie zaniedbano by rażących oko (dzisiejszego Polaka) niedoróbek jak np... Wiesz o jakie mi chodzi, Napieska? Tak, właśnie: "prawcownicy" zamiast "pracownicy i pracownice". Taka zmarnowana okazja!

Toż to woła o pomstę do nieba! I nawet dwa razy, jedno w dodatku na samym początku. Potem zaś mamy "specjalistów rolnych", zamiast... Jak ma być, Mądrasiński? Obudź się chłopie! No dobra, tym razem skojarzyłeś - ma być "specjalistów i specjalistek". Ale na przyszłość uważaj, bo spanie na podziemnych wykładach może się skończyć tragicznie. (Mamroczesz coś o "groźbach karalnych", chłopcze? Oj...! Nie? Przesłyszałem się? To dobrze!)

triarius

P.S. A teraz wychodzimy pojedynczo i uważać na ogony!

poniedziałek, listopada 29, 2021

Że znowu trochę o broni... (1)

Mydlana Opera wyraźnie zwiększyła nam ilość odwiedzających - o dziwo z najróżniejszych krajów i ten tutaj kraj wcale nie zawsze jest na czele, mam nadzieję, że oni chociaż rozumieją nasz język, choć niewykluczone, że za czas jakiś będę się modlił, by było odwrotnie. Jednak, znowu o dziwo, najpopularniejszym naszym (pluralis maiestatis) tekstem by far jest to o powszechnym dostępie do broni. a to chyba z powodu, jakże słusznego, dyskusji, jaka się pod nim wywiązała ("ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi?") z udziałem paru takich, którzy na temat broni, wojska i szeroko pojętej przemocy mieli o wiele większe pojęcie od typowego k*winiątka, pod trzepakiem domagającego się piskliwym głosem "dostępu".

Uznałem (ci ja) wobec tego, że nie od rzeczy będzie się znowu na ten temat wypowiedzieć. Pewnie nie powiem nic autentycznie nowego - w sensie, że wszystkie te myśli bywały już przeze mnie wyrażane, ale to nie jest tak, że powiedzenie czegoś jeden raz, czy nawet dwa razy, ludziom wystarcza - trzeba powtarzać, raczej innymi słowy i w innej formie - nie ma w tym nic zdrożnego czy dziwnego!

No więc mówię... Osobiście nie mam żadnego wstrętu do broni, a każdy znawca Ardreya łatwo się zgodzi, że oswojenie się i zdolność spokojnego, bezpiecznego, odpowiedzialnego z czymś mogącym łatwo w mgnieniu oka, spowodować katastrofę obchodzenia - ale także dostarczyć pożywienia czy obronić przed Maleszkami tego świata - to coś dla męskiej psychiki cennego. Polujemy bowiem, co by ST na ten temat nie mówił, już dwa miliony lat i mamy to w genach, a wojny, zbrojne konflikty i ludożerstwo (raczej niestety, zgoda) też.

Mówiłem ostatnio masę o sobie, a w sieci można sobie bajać do woli, ale niektórzy wiedzą, że mam dość spore doświadczenie w fizycznych konfrontacjach, sportach walki itd., a wiedzę jeszcze sporo większą. Co do strzelania, to jestem w tym naprawdę niezły, kilka lat temu całodzienne szkolenie z pistoletu taktycznego, takie jak mają ponoć policyjni antyterroryści (choć moje było tylko podstawowe, zgoda), ukończyłem jako najlepszy w grupie, zostawiając w pokonanym polu m.in. późniejszego instruktora od broni palnej w amerykańskich Marines.

(Wbrew temu co pod wspomnianym moim tekstem mówi Amalryk, strzelanie taktyczne to całkiem co innego, niż spokojne pukanie sobie do tarczy na strzelnicy, choć tego też trochę, całkiem amatorsko robiłem, czy nawet strzelanie do rzutków lub kaczek, choć to już trochę podobne.) Strzelałem też z Kałacha, choć nie ogniem ciągłym, bo o to trudno, oraz z takiej dawnej wersji komandoaskiego  peemu. Gdyby mnie było stać, na pewno co parę tygodni bym sobie chętnie postrzelał...

Jednak to nie to samo co hasła w rodzaju "Kościół, Szkoła, Strzelnica". (Które nie budzi mojego dzikiego sprzeciwu, tylko wydaje mi się obok tematu i żadnym w sumie rozwiązaniem. "Kościół" to zresztą dziś Franciszek i reszta, pukanie na strzelnicy nie widzi mi się w niczym lepsze od Aerobicu czy Pilatesa, a jaka jest dzisiejsza "Szkoła", wiadomo, i nie widzę, jak dałoby się coś tu zmienić. Bez Kontrrewolucji znaczy i wywalenia wszystkiego do góry nogami.)

Religia pukania na strzelnicy z pistoletu ufryzowana na religię przesłaniającą o wiele ważniejsze sprawy i stręczona jako jakieś panaceum na wszelkie społeczne zło, to marna religia - równie dobrze można tworzyć religię na fundamencie placków ziemniaczanych albo mycia zębów. (Zresztą czy komuna nie wymyślała i nie kazała stosować panaceów w rodzaju mordowania wróbli, łapania dżdżownic na eksport, czy hodowli królików w każdym dosłownie zakamarku? Że o kowidowych "maseczkach" nie wspomnę.) 

Trochę oczywiście z plackami i zębami przesadzam, zgoda, ale nie aż tak wiele. Do czego KONKRETNIE miałby się zdaniem Szan. Gimbazy przydać ten "powszechny dostęp". Nikt nigdy nie był łaskaw mi tego klarownie powiedzieć, więc próbuję zgadnąć, ale że zgaduję już od lat, tuszę, że raczej trafiam w tarczę.

A. Indywidualna męskość posiadacza broni (niezależnie od płci, ale też czym dzisiaj płeć?)

B. Obrona kraju

C. Obrona przed przestępcami

D. Obrona przed samowolą waadzy

Tak? Ma to sens?To znaczy - można sensownie przypuszczać, że ludzie mający kika neuronów mogą rozważać tego typu społeczne i indywidualne korzyści z "powszechnego dostępu"? Chyba tak.

No więc teraz mam zamiar kolejno przyjrzeć się tym wszystkim rzekomym korzyściom, zważyć je i porównać z ich prawdopodobnymi wadami i negatywnymi skutkami... Mamy więc temat jak się patrzy! Tyle że, to już ew. Deo volente, następny razem, bo tu jest materiału na co najmniej broszurę, a jak na moje upodobanie do pisania to dzienną normę już wykonałem. A więc, drogie ludzie - do następnego razu! Liczę, że nie zawiedziecie.

triarius

P.S. A teraz wychodzimy. Pojedynczo. Uważać na szpicli, ormowców i kamery!