środa, października 12, 2011

A może jednak po mojemu?

W ramach komentowania wysoce aktualnych wydarzeń, powiedzmy sobie to: PiS uchronił się przed totalną klęską w ciągu najdalej najbliższego roku, a jednocześnie okazało się, że W TYM KRAJU i w tych czasach nie uda mu się już nic osiągnąć. Nic, w każdym razie, takiego, czym by się można sensownie podniecać. I nie widzę tego jako jakiejś specjalnej winy PiS'u - po prostu to NIE JEST "demokratyczne państwo prawa" w mniej lub bardziej spapranej wersji - w związku z czym wszelkie próby jego "naprawiania" są z definicji skazane na żałosną porażkę.

A w dodatku to rzekome "państwo polskie" ani nie jest naprawdę państwem, ani naprawdę polskim, i nie chodzi mi tu o wydawanie z siebie duszoszczipatielnych haseł, tylko o to, że państwo to jednak "suwerenność na pewnym określonym terenie" (czy jakoś podobnie), a tu o suwerenności trudno z przekonaniem mówić, skoro nawet OFICJALNIE rządzi Unia.

No a skoro trzeba by się naprawdę niesamowicie nagimnastykować, by móc stwierdzić, że interesy jakim ten twór służy, to "interesy polskie" (czego dobitnym, przepięknym w swej absurdalności i surrealistycznym w swej ohydzie przykładem była afera z Frau Merkel parę dni temu), trudno bez ironii nazwać go "polskim".

Co zresztą nie dotyczy wyłącznie tego nieszczęsnego kraju, bo zanikanie państw narodowych - poza nielicznymi silnymi, agresywnymi i w taki czy inny sposób przez naturę obdarowanymi - jest aktualnym długofalowym historycznym trendem, i trudno sobie wyobrazić, by akurat kraj tak sponiewierany, tak skurwiony, tak wykrwawiony (także w sensie emigracji), a którego ludek kieruje się niemal zawsze najbardziej z możliwych durnymi i samobójczymi motywami, miał temu trendowi stawić czoło.

Nie oznacza to, byśmy mieli całkiem odpuścić i całkiem się odwrócić od PiS'u - możemy się nawet z przekonaniem i sporą dozą słuszności pocieszać, że P*kot i jego trzódka występują w sejmie III RP, który z jakimkolwiek "polskim sejmem" ma niewiele wspólnego. (Chyba, że w sensie idiomatycznym, występującym w wielu zachodnich językach, ale to akurat nie nasz problem, skoro to nie nasz sejm.)

Nie - odwracać się nie ma sensu i kto ma do tego typu działalności przekonanie, niech to dalej robi. Jednak powiedzmy sobie otwarcie, że to działania czysto osłonowe i straż tylna. Chleba z tego tak czy tak nie będzie, co najwyżej - jeśli się nic istotnie nie zmieni na istotniejszych frontach - możemy nieco odwlec obowiązek nadstawiania tyłka Biedroniom tego świata i oddania naszych dzieci tego świata Cohn-Benditom wraz z Polańskimi (przy gromkich apładismientach autorytetów moralnych w typie Sadurskiego).

Szybko możemy sobie także wpisać między bajki gadki o cudownych rzekomo skutkach, jakie będzie miało wynikające z rychłej ekonomicznej katastrofy "wkurwienie". Nie chce mi się nawet z tym jakoś polemizować. (No, może kiedyś, na specjalną prośbę.) Na razie mówię krótko - NIC Z TEGO NIE BĘDZIE! A w każdym razie NIC POZYTYWNEGO. Dla nas.

Przechodząc na wyższy poziom globalności, powiedzmy sobie także (wiem, że to smutne i może być trudne do uwierzenia), iż chrześcijaństwo jest (niemal z pewnością, że się tak zabezpieczę przed zarzutem dogmatyzmu z determinizmem) SKOŃCZONE jako realna, ziemska, odgrywająca rolę w historii siła. Nic nie mówię o zbawieniu duszy, i w ogóle katolicyzm (tyle, że nie ten posoborowy) jest mi bardzo bliski, ale WYZWANIE TAK, jak najbardziej, natomiast jako siła, broń i co tam jeszcze - niestety już nie.

Smutne to, zgoda, ale to niestety jeszcze nie koniec przykrych wiadomości. Tak samo jak z "naprawianiem Polski", tak samo jak z chrześcijaństwem, jest też (moim skromnym zdaniem, bo Duchem Świętym oczywiście nie jestem) z ew. budowaniem wokół siebie zdrowej tkanki społecznej, w postaci tajnych kompletów; ludzi, którzy nam ufają i dla których będziemy autorytetami; z osiągnięciem czegokolwiek istotnego za pomocą działalności biznesowej... To znaczy - wszystko to należy robić i, jeśli w ogóle mamy jakąś szansę, prędzej czy później zrobione być MUSI. Ale to nie tak od razu, nie tak hop siup.

Działalność biznesowa może dzisiaj podnieść poziom konsumpcji rodziny, ale też to praktycznie wszystko co może. Chwilowo, z tego co wiem, może nawet ten poziom podnieść całkiem znacznie, choć koszty, w postaci imponderabiliów, są także znaczne. Z czasem, jeśli wiem coś o świecie, będzie z tym gorzej i gorzej. Nie mówiąc już o tym, że wykorzystanie tych konsumpcyjnych możliwości w... Nie bójmy się tego słowa - POLITYCE - to b. mglista i niepewna sprawa.

Nikt nie jest, a w każdym razie nikt nie może być - w tej chwili - tak łatwo na każdym kroku kontrolowany, jak drobny i "nie swój" (w sensie nie ICH) biznesmen. Mało kogo można tak łatwo zniszczyć. Taki ktoś ani nie może zastrajkować, ani nie ma z kim się umówić na wrzucanie sabotów do maszyn, tym bardziej, że te maszyny są jego własne. (A przynajmniej taka jest oficjalna wersja, w którą on skwapliwie wierzy, bo inaczej straciłby przecież poczucie sensu swojej biznesowej działalności.)

Marcus Crassus słusznie kiedyś stwierdził, że "bogactwo to możliwość wystawienia prywatnej armii", no więc w tych czasach - kiedy "nie swój" nie może w praktyce nawet prawdziwej gazety założyć - o jakimkolwiek wartym cokolwiek bogactwie trudno w ogóle mówić. A że o tym właśnie mówimy, więc właśnie przestajemy, bo to nie ma sensu.

Tyrajcie sobie ludzie, konsumujcie, ale bez dorabiania sobie do tego ideologii, że to "walka" i tak dalej. Jesteście dojnymi krowami miłościwie nam panujących lewackich totalitarystów, i cały ten "wolnorynkowy bełkot" to woda na ich młyn, wynik agenturalnych zleceń i/lub najczystszej wody głupoty!

Długo mógłbym jeszcze. W końcu krytyka to przeważnie najłatwiejsza część każdej tego typu sprawy. (Czego nas uczy choćby Marks, żeby już nie wspominać o Adolfie H., którego nikt nie zna, ale ja go akurat czytałem jako obowiązkową uniwersytecką lekturę.) Jednak starczy nam już na dziś tej "czystej" krytyki i przejdźmy do pozytywów.

No więc, mówiąc o pozytywnym programie, chciałbym rzec co następuje... A może jednak Pan Tygrys miał rację? A może naprawdę należało - i nadal należy, bo wprawdzie jest już bardzo późno, ale może jeszcze można - zacząć od przeczytania, ze zrozumieniem, Roberta Ardreya? (Kto jest w stanie go przeczytać po angielsku, oczywiście, bo kto nie jest, a się poczuwa, powinien się zgłosić po jakieś inne zadanie.)

Jednocześnie, w ramach robienia czegoś RAZEM i w realu... Bo w końcu czytanie książki to żadna działalność, żadne wielkie osiągnięcie... A przynajmniej tak by się wydawało, zanim się lepiej pozna polską prawicę i jej, nie znającą przeszkód ni złych dróg, niezmożoną aktywność... Więc w ramach tego realu i wspólnych działań, należałoby zaraz potem zakręcić się koło wydania tego Ardreya po polsku. Dla tych, co nie potrafią w oryginale, czy jakimś innym egzotycznym języku, nie potrafią potrafić... Oraz dla tych, do których jeszcze w ogóle jest szansa dotrzeć.

Plus dbanie o swój własny umysł, oraz to, co rozsiewamy wokół - gębą, klawiaturą, długopisem. Czyli wyplenienie ze swego słownika określeń w rodzaju (tfu!) "koktail Mołotowa". (Jeśli ktoś nie rozumie dlaczego, widać czyta to służbowo i na drzewo!). Oraz nazywania Jaruzelskiej matrioszki "generałem", chłopców z ABWery i podobnych instytucji  po prostu "służbami" (jakby to były polskie i nasze służby!). I całej masy rzeczy podobnego rodzaju, które polska "prawica" z upodobaniem robi, sama sobie plując przy tym radośnie w gębę.

Plus kontakty w realu. Rozmowy, szkolenia, gra na łyżkach, trening (np. bicia brzydkich ludzi), zapoznawanie się (dorośli, dzieci, kobiety itd.). Plus POLONIA, bo bez stworzenia FRAKTALNEJ POLSKI nic nie osiągniemy. Zdaję sobie sprawę z wagi terytorium - w końcu mój ukochany Ardrey poświęcił temu całą książkę - ale nie my ustalamy reguły gry, przynajmniej na razie, a ta nieszczęsna ziemia została już dokumentnie SKAŻONA palikotyzmem w najszerszym rozumieniu, i to jest w tej chwili nie do odrobienia!

Jeśli nie wykorzystamy przeciw nim tej ich własnej ZBRODNI, jaką jest wywalenie milionów Polaków na emigrację, to naprawdę wątpię, byśmy im mogli, choćby w najdalszej perspektywie, więcej niż skoczyć. (Na warsztat.)

Z czasem trzeba by także zacząć działać międzynarodowo - odwracając niejako tę kurewską (z przeproszeniem kurw) globalizację, którą nam zafundowali, przeciw nim. Bo sama Polska, zakładając że jeszcze w ogóle istnieje, że ten gówniany folwark Bulbulów, Palikotów i innej agentury, to jeszcze w ogóle jest "Polska" - nic już dzisiaj nie znaczy i nic sama nie zdoła.

Gdybyśmy się wzięli za to kurestwo, to byśmy tu w dobę mieli bratnią pomoc - o sankcjach, napuszczaniu międzynarodowych lemingów, opluwaniu w mediach, skrytobójstwach, Putinach i innych takich nie wspominając. Ten syf albo padnie globalnie, albo w ogóle nie padnie, a wtedy padniemy my. Do końca znaczy. Takie to jest proste!

I to by było na tyle. Jeśli komuś podeptałem jego starannie wyhodowane odciski - cóż, przykro mi. Serio! Ew. zarzuty, żem stary i spierniczały, spłyną po mnie jak woda po kaczce. Tak samo jak próby walenia we mnie autorytetami w rodzaju prof. Gadacza. Naprawdę nie sprawia mi przyjemności pisanie tak gorzkich, tak pesymistycznych w sumie rzeczy. Ani nawet mówienie, że to ja jednak miałem rację przez te wszystkie lata. Wiem, jestem monotematycznym czcicielem szkopa nie zasługującego nawet na splunięcie, co rzuciło mi się na mózg, który stał się skrajnie deterministyczny...

A przecież nic nie można przewidzieć, w każdej chwili może się wydarzyć cud! Bo przecież "Solidarność"... A, sorry, to był Bolek z Kiszczakiem... Bo przecież JP2. A w każdym razie jakieś JP... Więc sursum corda! - wkrótce się zawali, a wtedy wkurwieni wyjdą na ulice... Też bym chciał, serio! Ale proponuję zakład, że tak się nie stanie, niestety. Chciałbym przegrać, ale mało to mi się wydaje możliwe.

Więc może jednak PO MOJEMU? Może jednak zacząć by od Ardreya?

triarius
---------------------------------------------------
Czy odstawiłeś już leminga od piersi?

14 komentarzy:

  1. Tak czy inaczej, smutno się to czyta, choć zdaję sobie sprawę, że inaczej być nie może.
    Sursum corda mimo wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za ten kubeł otrzeźwiającej wody.
    A co do Ardreya, to poleciłbym lekturę jego odkrywczych - jak na nasze polskie realia - wniosków, ugrupowaniu pt. PJN, aby przejrzało się w lustrze i zauważyło, że ze zorganizowanym stadem pawianów łączy ich jedynie gołe dupsko.

    ...póki my żyjemy.

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Anonimowy

    Kolega Anonim najwyraźniej nie przeczytał motta rozświetlającego blog autora...

    Enyłej, drogi Anonimie,ta czaszka, określana przez tubylczych goebbelsistów jako IIIRP, już nigdy nie uśmiechnie się! Lasciate ogni speranza - mimo wszystko!

    Ale pociesz się, że wszystko ma swój kres na tym lichym świecie. I ta tandetna trupa cyrkowa z Wiejskiej z palikociętami, lansującymi doodbytniczą kopulację między osobnikami penisonośnymi, i inne takie tam równie strategiczne sprawy, to zaiste tylko śmieszna błahostka, bez żadnego znaczenia, wobec nieuchronnie nadciągającej rzeczywistości nad naszą Cywilizację.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzialac globalnie-pewnie caly czas to mowie-tylko conajmniej ogolnoeuropejska zmiana moze odwrocic trend bo inaczej to jak slusznie zawazyles bedziemy tu mieli "interwencje pokojowa".Kogo widzisz w roli sojusznika?

    Co do reszty-no wiesz @triarusie-to czy wkurw szarych ludzi na ekonomiczny kolaps jest dla nas korzystny jest pochodna tego czy "elity" ow wkurw zdolaja spacyfikowac(wtedy po nas)czy tez jednak nie.Obecne elity sa dosc nieudolne mimo wszystko(jak sie palikotyzuje masy to i czesc z tego gowna przesiaka "droga osmozy spolecznej" go gory)wiec z owej pacyfikacji to moze nic nie wyjsc-trudno przewidziec-nie jestem Nostradamusem a historiozofia to chyba jednak troche na takie przewidywania za malo(w koncu historiozofia opiera sie na analogii a ta nigdy nie jest stuprocentowa).

    @Amalryk

    Dzieki za "optymizm" z samego rana;).

    P.S.A z tym Krassuem to prawda-to jest wlasnie to czego te korwinoidy nie potrafia zrozumiec-oni mysla ze jak kupia troche zlota(ze nawiaze do naszej ostatniej rozmowy)to juz sa wolni-co za naiwniaki(zeby nie powiedziec ostrzej).

    OdpowiedzUsuń
  5. @ piotr34

    "[...]Dzieki za "optymizm" z samego rana;).[...]"
    środa, październik 12, 2011 1:00:00 PM - Cóż, idąc za klasykiem aforystyki z ruskiej budy; jaki poranek, taki optymizm.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Amalryk

    Hahahha-dzisiaj dzien wolny to osypiam nocki na necie.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ WSIe w mieście

    Dziękuję za komęty i doceniam! Przykro mi też, jeśli komuś zepsułem nastrój, ale ja również nie jestem w tej chwili przesadnie szczęśliwy.

    Chyba na razie nie ma nic konkretnie do odpowiadania, więc i nie odpowiadam (prosiłbym o wyprowadzenie mnie z błędu, gdybym się mylił!), ale mam obwieszczenie:

    (Ardreya po polsku niestety wciąż niet', ale) jeśli ktoś np. chce fantastyczną książkę obalającą oświeceniową psychologię, PO POLSKU i w postaci ebooka, to niech się zgłosi! Chodzi o "Błąd Kartezjusza" pana Damasio, o której to książce już parę razy wspomniałem.

    Także i inne rzeczy mógłbym wysłać na jakiś serwer, albo coś... Np. sporo materiałów szkoleniowych TFT (bicie brzydkich ludzi metodą psychopatów, ale lepiej).

    Jednak to by było sporo roboty, a potem i tak z tego serwera to usuną, więc zainteresowanie musiałoby być naprawdę spore. Ew., w przypadku pojedynczych pragnień, jakoś przez Skype.

    Chodzi jednak o to, żeby to nasi dostali, a inni raczej nie, prawda?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  8. @triarus
    To ja sie o owa ksiazke zglosze.Co do innych-to ja raczej ksiazek o biciu zlych ludzi mam sporo:)

    OdpowiedzUsuń
  9. @ piotr34

    Ja też mam masę, ale TFT to jednak coś całkiem specjalnego.

    Gdyby Ci się chciało, poszukaj sobie w jakichś guglach jakie były reakcje prasy, np. brytyjskiej, kiedy oni jakiś czas temu przyjechali ze swymi kursami! Gdzieś to mam, ale musiałbym sporo szukać.

    W każdym razie leberalna lewizna po prostu dostała amoku. I to o czymś świadczy, choć to nie jest jedyna rzecz, która za TFT przemawia.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Tygrys

    "[...]W każdym razie leberalna lewizna po prostu dostała amoku[...]" - Ooo! To brzmi szalenie zachęcająco.

    A również, z życzliwej ciekawości, luknąłem sobie do Nicka i się naturalnie nie zawiodłem. Twardo rozpracowuje chłop zagadnienie, miłością płonąc do analiz, liczy te komy i procenty. Gdybym był złośliwy to zaśpiewałbym mu ulubioną pieśń fanatyków polskiego futbolu:

    "Już za cztery lata, już za cztery lata..."

    OdpowiedzUsuń
  11. @ Amalryk (i WSIe w Mieście też)

    Wiesz, Nicka kocham czule i jego blog też. nicek.info - Twoja Codzienna Porcja Optymizmu! Taką reklamę mu, całkiem bez wysiłku, wymyśliłem i mogę odstąpić za darmo.

    Tam jednak są często znakomite dyskusje pod spodem (beze mnie, od kiedy Nicek był łaskaw porównać mnie z Korwinem i wyszło mu odwrotnie, niż ja to widzę), a to, co nawija teraz Timmy o korporacjach jest po prostu REWELACYJNE!

    I wiele z tego wynika, serio! Także dla Szpęgleryzmu Stosowanego.

    Dotąd wieści o korporacjach czerpałem głównie z (b. interesującej i miejscami nawet ardreyinczej) książki "The Corporation Man" Anthony Jaya. Ale tam jest to w sumie widziane b. pozytywnie, no i całkiem bez odniesień do III RP.

    Polecam każdemu te wypowiedzi Timmy'ego, a także dyskusję pod nimi. Na wsiakij daję linka. Na przyszłość. Chyba się nie da wprost do tych komętów, ktorych zresztą jest kilka, więc daję do postu, a tam trza sobie Timmy'ego o "korpo" odszukać. Oto:

    http://www.nicek.info/2011/10/11/powyborcze-dygresje

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Tygrys

    Się ubawiłem.Timmy ma ewidentny talent narracyjny. Ale w naszym bantustanie korporacje to tylko niewielki fragment pracowniczej rzeczywistości (lecz, niestety, stanowiący obiekt jęków i westchnień większości, i to nawet tej zdolnej, młodzieży). Inna sprawa, że jeżeli gdzieś mielibyśmy oglądać "Rok 1984" w wersji live, to tam - komuna w postaci czystej! (Szkoda, że Timmy nie rozszerzył swej narracji o opis stosunków damsko-męskich. Toby dopiero Nicek pobił rekordy wejść na swego blogaska!)

    Co prawda kilkanaście lat temu, w jakimś tam stopniu, byłem przytomny przy narodzinach tego korpotworu w naszym siermiężnym peerelu. Pamiętam te sranie z wrażenia po piętach, co poniektórych, na widok standardu życia "byznezmenów" z wielkiego świata.

    (He,he! Przypominam sobie jak doprowadziłem raz "towarzystwo" na krawędź zapaści sercowej, gdy wdałem się w dyskusję z takim jednym z pochodzenia Szwabem, co to przyleciał na posiedzenie rady nadzorczej swoim samolotem. Zresztą sam miał licencję pilota i czasami pilotował ten aeroplan.

    A trzeba ci wiedzieć, iż jestem niespełnionym pilotem odrzutowego myśliwca - miałem pięć lat gdy po raz pierwszy siedziałem za sterami Lim'a(ale nie o tym). Więc te sprawy, a w kontekscie IIWŚ zwłaszcza, onegdaj strasznie mnie kręciły.

    No więc walę do tego asa przestworzy:
    - Słyszał Pan,że niedawno zmarł jeden z najwybitniejszych pilotów niemieckich?
    - Nie! A kto taki?
    - Adolf Galland!(A trzeba ci wiedzieć, że miałem w młodości sentyment do tego Szkopa.)
    A ten do mnie:
    - Pierwsze słyszę!
    O żesz ty kurwa! Myślę sobie - co za buc! I to ma być pilot?
    I twardo kontynuuję, to o Adolfie Hitlerze też Pan pewnie nie słyszał??)

    Sobie wyobrażasz co się działo...

    Ale się rozgadałem!

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Amalryk

    Cudne, dzięki!

    Może w sumie mało tego, ale zgadzamy się oba, że cel westchnień lemingów i lumpenproletariatu stanowi?

    I w sumie o to chyba chodzi.

    A z tym myśliwcem... To niemal lepsze od (naładowanego) TT w roli smoczka! I nie mów, że na co dzień zajmujesz się granatami? Bo się zacznę nieco bać.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  14. @ Tygrys

    E tam! Wielkie mi mecyje! Przecież nie pilotowałem sam tego MiG'a.

    A granatami (F1), drogi kolego rzucałem raptem raz, i atrakcja to była żadna!(Choć niektórzy rzeczywiście byli posrani, jak byśmy, co najmniej, mieli lecieć w kosmos.)

    I w ogóle, proszę mnie tu nie kreować na jakiegoś smętnego okurwieńca, który ma nibezpieczne "hopla" w kierunku militares, pełniące najczęściej funkcje kompensacyjną, a to z powodu małego członka, a to nieszczęśliwego dzieciństwa, czy też braku szaleńczego powodzenia u kobiet...

    I w ogóle jestem szalenie sympatyczny, lubię słuchać Mozarta, a w młodości uwielbiałem poezję. O!

    OdpowiedzUsuń