niedziela, lutego 11, 2018

Bonmot mój własny i w dodatku prywatny

Przez ponad dobę nikt się nie dał sprowokować (no, prawie, ale tylko w prywatnych rozmowach jakieś nieśmiałe protesty). No to dzisiaj dalszy ciąg, w postaci bonomotu. Mógłbym zaserwować masę miażdżących argumentów, które by was, Moje Kochane Czciciele Prywatnej Własności i Wolnego Rynku, zbiły z pantałyku i zachwiały w niezłomnych przekonaniach, ale umówiliśmy się, że najpierw sami to przemyślicie i tego się na razie trzymam. A teraz obiecany bonmot:

Mało jest rzeczy tak mało prywatnych, jak "prywatna własność"

No to i drugi, który mi właśnie przyszedł go głowy. Jako bonus (patrzcie, jaki ze mnie wolny rynek!):

Całe dane społeczeństwo składa się każdemu bogaczowi na jego złote kible i co tam jeszcze - w pojedynkę to on przecież sobie może ewentualnie... Co właściwie? Chyba po prostu kompletnie nic. A już na pewno nie obronić tę swoją własność przed bliźnimi swymi, którzy by mu ją chętnie zabrali. Tylko konkretny model i konkretne funkcjonowanie danego społeczeństwa pozwala zatem - jeśli nie uzyskać, choć to też, choć w o wiele bardziej skomplikowany sposób, to na pewno zachować cokolwiek, co by mogło kogoś innego skusić.

Nie mówię, przynajmniej w tej chwili, że to dobrze, nie mówię, że to źle - po prostu tak jest i trzysta lat liberalnej indoktrynacji nie może tego zmienić.

triarius

56 komentarzy:

  1. A tak właściwie to co Cię podkusiło żeby znów na lekcji maglować własność prywatną? Jeżeli już to czy nie lepiej rozszerzyć zagadnienie o własność wspólnoty mniejszej czy większej itd. i wykorzystać to w wątku o reparacjach od Niemców? Dziwią mnie wypowiedzi wolnorynkowców, którzy bronią prawa własności i ewidentnie strachają się lub szukają wymówek od wyartykułowania konkretnych żądań.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prof. Guz o prawach akurat w temacie: https://m.youtube.com/watch?v=bM-TKDWLmKM

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeba wykorzystać siłę młodszego brata i zaprzęgnąć ją do celów których jeszcze nie do końca rozumie. A Ty mu tak z miejsca chciałbyś zabrać radość z tego swojego kawałka ogródka na kredyt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja nie zwalczam własności prywatnej! Nie jestem utopistą i, choć daleki jestem od religijnego jej kultu (który liberały stręczą jak samą esencję prawicowości), szczególnie, że sam, w odróżnieniu od niektórych przodków, nie mam nie tylko królestw, ale nawet moich dawnych srebrnych łyżeczek z koronami...

      Nie, to nie o to chodzi - chodzi o to, że wszelka własność prywatna jest FUKCJĄ I ASPEKTEM SIŁY, a także WYNIKIEM DZIAŁANIA MASY RÓŻNYCH SIŁ DZIAŁAJĄCYCH W DANYM KONKRETNYM SPOŁECZEŃSTWIE.

      Jutro - w nagrodę że jednak ktoś się dał sprowokować i mnie zaszczycił - napiszę chyba mini-opowiadanko, boki zrywać, o Liberale i Srebrnej Łyżeczce.

      Na Starszych Braciach to ja akura nie marzę, żeby Lud Mój się wzorował, ale to co napisałem w żaden sposób pod włos wyciskania z Niemców daniny, ani zresztą z naciskaniem stopą na ich gardła, nie koliduje. Nie wpadajcie tak łatwo w panikę, Drogie Ludzie, bo pomyślę, że was liberały już całkowicie mózgowo zaburzyły!

      Ja was po prostu nawołuję do myślenia. Od kultu jest Matka Boska, a nie durne hipostazy pseudo-prawicy. A co do bezpośredniej przyczyny, to Hrabia Ponimirski mnie sprowokował swym k*winicznym kwileniem.

      Pzdrwm

      Usuń
  4. Wszyscy wiedzą jak skończyli Indianie w starciu z białym człowiekiem, i to z tym od własności prywatnej, z bajek Korwina o niskich podatkach i wolności gosp. Myślę że taki przykład wystarczy. Ty proponujesz dyskusję nad prawem do posiadania pistoletu podczas gdy dookoła toczy się wojna. I to w dodatku w czasach gdy tych pistoletów przypada 1/1000. Jaki jest cel tych dyskusji? Polacy nawet nie mają poukładanych tych spraw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toczy się wojna i ja powinienem marzyć o tym, żeby każdy kopnięty lewak, każdy KODziarz i inna taargowica, mieli z czego strzelać. I żeby każdy stary ubek z terminalnym rakiem miał, już nie TT, tylko co najmniej kałacha na ogień ciągły z trzema wiadrami nabojów.

      Ludzie, pomyślcie! Kiedy obce agentury coś wam stręczą, to naprawdę niewielka szansa, że to dla waszego (i mojego) dobra!

      W ogóle nawołuję do myślenia. Jak i zresztą poniekąd do zainteresowania się różnymi sposobami na brzydkich i nieprzyjemnych ludzi, czy inne zombie. Prawda? Fetysz broni palnej jest po prostu durny, tak samo durne jest podnoszenie histerii na temat szczepionek (co innego kontrola tych spraw, jak i zresztą całej biurokracji, która ma być sługą, a nie panem, itd.) przy wielomilionowych miastach i podróżach na koniec świata... I poza tym zrozum, że cały ten liberalizm zaraził nas, bo miał na to czas i środki, a ludek pozbawiony realu i religii podatny że hej, swoim DEISTYCZNO-MAGIAŃSKIM wiedzniem świata. W którym np. własność prywatna to jakaś (magiańska) SUBSTANCJA, istniejąca sobie obiektywnie, absolutnie i dodatkowo święta... Jak i np. prawa człowieka czy "Prawo Przez Duże P". Tygrysiści nie mogą po prostu w ten sposób myśleć i widzieć świata! Niekoniecznie od razu w każdej chwili musi chodzić o sprawy praktyczne, ale to jest po prostu rak duszy i kłamstko, w dodatku kłamstwo wrogów.

      Kult Matki Boskiej - niezależnie od tego, czy Ona realnie istnieje, czy jest tylko najpiękniejszą ideą stworzoną przez Człowieka (Ludzkość, ach!) - to jest coś wartego czci. Nie deistyczne brednie świrów i agentów. Dixi!

      Pzdrwm

      Usuń
    2. Chyba masz zbyt spolaryzowane szkiełka. Powtórzę: w PL mamy bałagan nie tyle pod względem władności prywatnej ale własności ogólnie. Także od strony filozoficznej coś słusznie zauważył trzeba mieć wzgląd na pewne zagrożenia. I nie ma tu przesadnej czci. Trochę egoizmu może, a znacznie więcej olewatorstwa. Moim zdaniem lepiej że się o tym mówi niż nie mówi. Zapodaj może inny temat bo wieje nudą.

      Usuń
    3. Aha... i poczytaj sobie katechizm Kościoła Katolickiego nt. własności prywatnej. Myślę, że większości chodzi raczej o elementarną sprawiedliwość bo tej jest brak, a nie o egoizm. Bo z tym trzeba oczywiście walczyć. Pzdr. Ps. Zauważ, że Panu Jezusowi odebrano wolniść, życie, ale też szaty. To była Jego własność prywatna, która chroniła Jego godność. Oczywiście w tym najwyższym wymiarze. A domaganie się obywateli o uregulowanie spraw własnościowych ma często taki właśnie wymiar: zachowania godności.

      Usuń
    4. Posoborowego KK? Daruj, ale się wstrzymam, żeby już na tym poprzestać i nie opowiadać Ci o moim do tego tworu stosunku. Poza tym, że Katechizm to z założenia książęczka dla ludzi b. prostych, a ja aż tak prosty nie jestem. Biblię przeczytałem mając lat 9 czy 10, trochę innej teologii też, a nawet byłem parę miesięcy na filozofii na KUL, gdzie błyszczałem niczym giazda zaranna, tylko miałem za dużo temperamentu na taką edukację. (Oczywiście we wszystko co mówię o sobie i o faktach w tzw. realu możesz nie wierzyć i to faktycznie może nie być prawda. Ale jest.)

      Ogólnie się nie zgodzę. Nie jest to blogas dla każdego i nie poczuwam się do stręczenia ludziom kłamstw i idiotyzmów, choćby były popularne i choćby różna szemrana lewizna udająca prawicę miała mnie z tego powodu do swego elitarnego klubu nie wpuścić.

      W ogóle to wcale nie raczyłeś odpowiedzieć na moje pytania - np. czy chcesz wojskowego kałacha w rękach KOD i ubeka, czy też nie?

      Nawiązując do faktów, które teoretycznie mogą być fałszem, to daruj, ale miałem w rodzinie, wśród przodków i krewnych, niemal samych wojowników (wśród facetów of course) i naprawdę nie muszę się zgrywać w sieci na twardziela i fetyszyzować pukawki, jak jakiś hipotetyczny wnuk handlarz śledziami z Nalewek, który sobie kupił w Sopocie na Podjeździe sygnet i sobie od niego stworzył, hipotetycznie mówię, bo konkretów nie znam, nazwisko. Ale jakoś tak, podejrzewam, takie rzeczy wyglądają i z tego biorą się te mokre sny o łatwej przemocy od poruszenia palcem. Przecież to chore - wystarczy chwilę pomyśleć!

      Biłem się na pewno z setkę razy, spędziłem sporo czasu trenując różne obijania ludzi i wykręcanie im członków... Naprawdę nie muszę! Lewizna jest lewizną, choćby nie wiem jak udawała prawicę, liberalizm jest lewicowy i zawsze nim był, a zresztą, skoro Dávila może powiedzieć, że "jeśli lewica zacznie stawiać wszystkie nasze pytania, trzeba będzie zostać lewicowcem". Daruj, ale dla mnie to lepsze towarzystwo (hiper-katolicki reakcjonista, i arystokrata zresztą, gdybyś nie wiedział) od K*wina i powiedzmy Kisiela (co do którego do dziś nie wiem, czy to był prowokator, czy naiwniak).

      Dzięki, że czytałeś, dzięki że dyskutujesz, ale odpowiedz mi może teraz (bo na tamat katolicyzmu chyba się nie dogadamy), jak to ma być z tym KODem i kałachami. OK?

      Pozdrawiam czule

      Usuń
  5. Myślę że to prawdziwe kodziarstwo broń już ma od dawna i nawet jest na niej przeszkolona. No cóż użyłem niefortunnego przykładu bo to przecież Twój kolejny punkt. I po części się zgadzam. Użyję innego porównania: Twoje dyskusje nt. własności prywatnej w kraju, w którym była ona deptana niemal od czasu pierwszych zaborów to tak jakbyś debatował np. o diecie bezglutenowej zdychając z głodu w jakimś Auszwic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, ale w kraju od setek lat biorącym w dupę i który już to gorąco polubił, bo można wystawiać kikuty i skamleć, a to takie przyjemne, mówienie o tym, że WŁASNOŚĆ TO TYLKO JEDEN Z ASPEKTÓW SIŁY, żadna boska istota czy metafizyczna substancja, a do tego WYNIK KONKRETNYCH MECHANIZMÓW W KONKRETNYM SPOŁECZEŃSTWIE... To jest moim skromnym dokładnie to, co Polsce jest potrzebne, a czego nikt nie robi i to może mieć jakiś związek z tym, w jakiej szarej i głębokiej dupie wciąż jesteśmy.

      Jeśli uważasz się za katolika, to dlaczego łykasz deistyczny bełkot oświeceniowych "filozofów" powtarzany od stuleci przez liberałów? Przecież "prawa człowieka" i "święte prawo własności" to pojęcia czysto deistyczne! Głupota i zakłamanie nigdy moim zdaniem nie jest dobrą rzeczą, chyba że u wroga, więc daruj.

      Jeśli ja błądzę, to muszę być całkiem wyjątkową mendą i/lub świrem, w dodatku jestem stary i mam dobre pojęcie o swoim rozumie - mnie już nie uratujesz, nie zbawisz, więc ratuj siebie! ;-)

      Naprawdę miło mi, że poważnie rozmawiasz, ale czy nie powinieneś raczej siedzieć u stóp K*wina i spijać z jego usta mądrość, zamiast szarpać się z kimś takim jak ja?

      Pzdrwm

      Usuń
    2. Prawo do własności wywodzi się z prawa naturalnego do owoców własnej pracy, ich ochrony, możności dziedziczenia itp. Nie jest święte.

      Usuń
    3. Wiesz co... gdybyśmy trzymali się tych pojęć z katechizmu i zamiast prawa własności używali prawa do dysponowania owocami pracy itp. to chyba łatwiej byłoby się nam wszystkim dogadać. Wiem żeś człek oczytany i myślący ale kościół to jednaj te dwa tysiące lat doświadczenia więcej.

      Usuń
    4. Gdyby babcia miała wąsy... Ryba psuje się od głowy, więc płacze nad lekceważeniem katechizmu przez ogół proszę raczej kierować do hierarchii kościelnej. Poza tym istnieją szpęgleryczne trendy i takie sprawy (choć oczywiście nie wszystkie winy i wady wspomnianej hierarchii) po prostu występują i nie są zależne od czyejś woli.

      Naprawdę śmiech pusty mnie ogarnia, kiedy współczesny "katolik" (bez urazy, to nic specjalnie o Tobie) ma pretensję do świata, że nie podporządkowuje się temu, co on sobie luźno uważa za obowiązujące, kiedy nie ma ani odwagi nawracać (już nie mówię mieczem i męczeństwem), ani naprawdę żyć zgodnie z tysiącletnimi zasadami, pozwala żeby mu jakieś szemrane siły totalnie zmieniły wszystko - od liturgii po teologię...

      Naprawdę nie marzę o wizytach o szóstej rano, ale spójrz jak wygląda poważne na odmianę traktowanie swojej religii. Ja naprawdę nie marzę o zwycięstwie tych ludzi, ale to nie ja postępuję tak, jakbym marzył. Zgodzisz się?

      Pzdrwm

      Usuń
    5. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo tym bardziej, że język nam się powyginał. Mimo wszystko proponuję zacząć od słowa. W końcu na początku było Słowo. A nie jakieś tam unga-bunga. Uporządkujmy terminologię. Zacznijmy tu, od tego niszowego, ale jakże elitarnego bloga. Zamieńmy brzydkie: "prawo własności" na ładne i przedsoborowe "prawo do dysponowania owocami własnej pracy". Naprawdę więcej nie oczekuję. Ps. "A kto nie pracuje niech nie je".

      Usuń
    6. Widzisz... Za takie słowa, gdyby ktoś to poważnie potraktował - to o "niejedzeniu" i "owocach pracy" - ale nikt tego dziś poważnie nie traktuje, miałbyś pojutrze wizytę i szóstej rano i poważne kłopoty. To co mówisz, oddycha sprawiedliwością, ale od "św. prawa" różni się wcale nie tylko sformułowaniem. To są skrajnie inne idee!

      W dodatku rzekłeś tu coś o dziedziczeniu, a ja - choć nie jestem utopistą i wiem, że to nie ja i nie tacy jak ja będą ten świat kształtować, gdyby udało mi się nim wstrząsnąć (choć to nie tacy zaczną ten armageddon, który nas wszystkich czeka, więc spokojnie tam z tymi dronami!), więc ja nie zwalczam prawa do dziedziczenia, ale nadymanie się religijnym żarem w kwestii takiej oto sprawiedliwości, że ktoś rodzi się milionerem i może sobie całe życie fikać, a innym zatruwać życie, a drugi rodzi się w slumsie i może sobie ew. zapracowywać na film biograficzny za lat ileśtam z cyklu "z pucybuta milionerem", to nie wydaje mi się wcale tak jednoznacznie słodkie.

      A co do "prawa własności", którego jednak byłeś tak gorąco (b. szanuję, że masz przekonania i jesteś ich gotów bronić, żeby nie było!), to jeśli ktoś przeczy, że wzorcem i probierzem prawicowości jest, jakby nie było, starożytna Sparta, to nie rozmawiamy o tej samej prawicowości. A tak się składa, że w Sparcie akurat prywatnej własności było wyjątkowo mało.

      Nie wiem, jak sobie wyobrażasz, że bicie czołem przed "św. prawem" do posiadania tego, co czyjś dziadek ukradł np. mojemu dziadkowi, albo co wyciśnięto torturami i ludobójstwem w jakiejś Namibii czy innym Kongo, miałoby Polakom pomóc odzyskać od kogokolwiek jakieś zasoby - mnie się widzi, że właśnie uniemożliwi. "Mój dziadek to zdobył, nikomu nic do tego, jakimi metodami, to jest teraz moje na wieki i święte!", powie taki i co mu zrobić.

      Domaganie się kary śmierci, kiedy się jest bezsilnym prolem; domaganie się powszechnych kałachów, które groźne będą tylko dla sąsiada, jakby nie było niemal zawsze też Polaka; domaganie się padania na twarz przed własnością, kiedy się samemu już nic nie ma... Kurwa! (Żeby nie zgwałcić trzeciego, na Twoją poniekąd intencję.) Jak durna może być na nasza "prawica"? (Bez urazy. Powtarzasz co usłyszałeś i wyłapałeś z tego jakieś miłe tony, ale to robota agentów i/lub kompletnych idiotów, szkoda Cię do tego towarzystwa.)

      A co do KK - sorry, ale już o wiele za późno. Kiedyś ksiądz - ja pamiętam, bo jestem b. stary, mógł wyglądać, i często wyglądał, na ciasnego, ascetycznego fanatyka. I za to można go było szanować. Dzisiaj niemal każdy ksiądz, którego widzę w TV lub w sieci, naprawdę ma w sobie, z wyglądu, coś z pedofila, albo co najmniej z trzeciej płci.

      Sorry, ale trzeba było się trzymać Dufaya, Charpentiera i ducha konkwistadorów - na tę cepelię z klechą za szynkwasem nikt mnie już nie nabierze. Jeszcze się łudziłem, ale kiedy Wasz Franciszek zakazał nawracania żydów, po tym, jak nagle po dwóch tysiącach lat "ktoś" wprowadził instytucję "papieża emeryta" i załatwił ostatni cień nadziei na opamiętanie... Przykro mi - gdybym miał więcej religijnych popędów, zostałbym marcjonistą.

      (Nie chciałem Ci robić przykrości, ale wybacz. Dla mnie to też bolesne.)

      Pzdrwm

      Usuń
    7. Na pewno sporo z tego co mówisz ma sens, zwłaszcza gdy w około pełno agentów, złodzieji, pedofilów i kogo tam jeszcze nie wymieniłeś. Jeżeli mówimy o takich okolicznościach przyrody to być może inne sprawy są ważniejsze. Ale przeciętny Kowalski ma zwykłą szarą codzienność, a Ty go chcesz mobilizować do Bóg wie czego.

      Usuń
    8. A Ci super prawicowi Spartanie to co się z nimi stało? Ktoś ich wykiwał?

      Usuń
    9. 1. Pochlebiasz mi, ale zwykły Kowalski ma mojego bloga i moje poglady w dupie. Ja pracuję w absolutnej intelektualnej elicie (hipotetycznej, jeśli ktoś chce) i niech tak pozostanie. To, co ew. kiedyś z tego kapnie do Kowalskiego, to już, z przyczyn choćby biologicznych, nie moje zadanie i wtedy naprawdę będzie inna sytuacja i pewnie nieco inny przekaz.

      2. Co się stało? A co się stało z Ateńczykami? Przetrwali do dziś przybierając postać... Kogo właściwie? Współczesnych nowojorczyków? Redakcji "Osservatore Romano"? Cyganerii artystycznej Greenwich Village? Wszystko przemija, Ty też przeminiesz, choć oczywiście chce mi się z tego powodu płakać. Przeminął nawet KK, w którym nie było emerytury dla niewygodnych wobec światych macherów Papieży. Sit transit...

      W każdym razie Spartanie b. długo próbowali walczyć z rzymską dominacją i nie zeszli w sposób tak haniebny i paskudny, jak to, co czego się zabiera nasza cywilizacja.

      Pzdrwm

      Usuń
    10. Że uzupełnię... W związku z tą Spartą - ja nie jestem jakimś fanatykiem tego typu pruskich ustrojów, raczej ich wprost nie lubię, wcale też nie uważam się za jakiegoś modelowego "prawicowca", wcale mi na tym nie zależy... Jestem "prawica" w sumie tylko w opozycji do tego, co się dziś nazywa "lewicą" (i to jest bardziej "lewica", niż ja np. jestem "prawicą", ale jest tu opozycja i trudno wchodzić za każdym razem w szczegóły, ale mówię "Tygrysizm", mówię "SAT", mówiłem żartem "Młody Spengleryzm"...

      Nie, to nie jest jakiś mój ideał, ale takie różne rzekome hiper-prawicowce (a w istocie radykalna lewizna), jak np. K*win powinni się tym faktem poważnie przejąć, skoro oni opierają całą istotę prawicowości na prywatnej własności właśnie, a to ani w republikańskim Rzymie, ani w Sparcie specjalnie nie szalało.

      O to mi w sumie chodziło z tą Spartą. Osobiście b. lubię i cenię indywidualną wolność, ale, nie będąc ani lemingiem, ani lewizną, zdaję sobie sprawę z tego, że ma masę poważnych ograniczeń i może kolidować z innymi, b. istotnym wartościami. Jak np. z wartością NIEBRANIA W DUPĘ, co dla mnie jest akurat esencją tej mojej "prawicowości".

      Pzdrwm czule

      Usuń
    11. Ok. I jak chcesz osiągnąć ten cel skoro Kowalskiemu odmawiasz jego prawa do "owoców jego pracy"? Kto miałby poświęcać się za Twoje super elitarne idee i bronić tej Twojej dupy? Sorry ale ja nie widzę chętnych. Korwinowi marzy się król, a Tobie chyba feudalizm albo może pgr. Wszyscy z widłami ramię w ramię bronimy wspólnej ziemi. Ciekawym jak chciałbyś wyłonić tych nowych panów. Przez losowanie? A może poprzez pojedynki na macie?

      Usuń
    12. Teraz to już naprawdę nie wiem, o czym mówisz, i gdybym nie był z natury taki uprzejmy, to (bez urazy!) powiedziałbym, że bredzisz.

      Jakich znowu "nowych panów"? Komu ja odmawiam "owoców pracy"? Kto miałby mojej dupy niby bronić To jest zarzut zasadny wobec tych wszystkich K*winów, które sobie wyśniły absolutne monarchie i któych przecież pierwszy z brzegu najemny zbir potraktuje jak Black Addera potraktowali ci jego bandziorzy, kiedy pojawił się bandzior jeszcze lepszy od nich, nie mówiąc już o samym Black Adderze, który był łamagą.

      Naprawdę nie rozumiem. Po pierwsze ja żadnego idealnego ustroju nie wymyślam, po drugie nie planuję zostania monarchą, a po trzecie prostym ludziom dałbym chętnie nie tylko "owoce jego pracy", ale także na możliwie godne przeżycie, gdyby nie miał pracować ochoty.

      Ja tylko mam ambicję (a i to nie za bardzo) pokazywać, gdzie nas te mendy okłamują przygotowują na niewolników, a okazuje się nagle, że to ja jestem najgorszym gwałcicieem ludzkiej sprawiedliwości, i to jeszcze nie czysto teoretycznym na blogasku, ale nawet w realu. Co Ty Chopie czytasz, bo chyba nie to co piszę?

      Nie wiem - albo wyjaśnij o co Ci nagle chodzi, ale stwierdzę, że ta rozmowa całkiem się już rozjechała i przysłowiowa Gęś z Prosięciem sensowniej się porozumiewają.

      Pzdrwm

      Usuń
    13. A skąd to niby dałbyś na godne życie temu co nie miałby ochoty pracować? (Chyba dobrze czytam co piszesz?) Posiadasz jakieś psujące się nadwyżki? Z dobrego serca? Czy może z innych źródeł? Ja naprawdę nie oczekuję, abyś cokolwiek komukolwiek dawał. Ale jakbyś to uszanował, to już jest bardzo dużo.

      Usuń
    14. Wiesz, skąd się wzięło słowo "proletariusz"? Nie całkiem "z dobrego serca", choć pokrewne. Posiadam jakieś nadwyżki? A co to ma do rzeczy? Przecież niczym poza sobą nie rządzę i niczego dawać nie będę. Mówimy o tym, co by być powinno.

      Nadwyżki jakoś się znajdują - poczytaj trochę historię - a jeśli się nie mogą znaleźć, to cóż, trzeba bez nich. W każdym razie liberalne pierdolenie, że praca to jakieś cudo i warunek zbawienia darzę pogardą. Obywatel mojego państwa i członek mojego narodu, w optymalnym przypadku (m.in. nadwyżki, nie muszą być psujące się), miałby z czego żyć.

      Jesteś przraźliwie zarażony k*winicznym, oświeceniowo-liberalnym bełkotem, jak na katolika. A że Ty nie oczekujesz? Nie mówimy o Tobie, tylko o moim ideale państwa, i po raz kolejny przypominam, że nic takiego nie zamierzam w najbliższych latach realizować.

      "Skąd" to jest kwestia czysto techniczna - ja mówiłem o aksjologii i etyce. Odpowiadając na Twój absurdalny zarzut, że chcę ludziom zabierać owoce ich pracy.

      Pzdrwm

      Usuń
    15. Praca nie jest do zbawienia potrzebna, powiadasz. Hoho! Pewnie. Także woda, ani chleb ani tym bardziej mądre książki.
      Wszystko się "znajdzie". Jeszcze lepiej. Jakaś kultura zbieracko-łowiecka żerująca na poziomkach i polująca na ślimaki.

      Wiesz co, na tych sprawach technicznych właśnie kruszy się większość mondrych teorii.

      Gdyby Pan Bóg chciał abyśmy żyli bez pracy, to pewnie ulepiłby nas z jakiegoś chlorofilu lub hibernował zimową porą.


      Usuń
    16. Gdyby Pan Bóg chciał abyśmy żyli bez pracy, to pewnie ulepiłby nas z jakiegoś chlorofilu lub hibernował zimową porą.
      --------------------------------------------------------
      Mocno kolega zapodał. A co waść na to;

      "(...) Dlatego mówię wam: nie martwcie się o swoje życie, co będziecie jeść lub co pić będziecie; ani o swoje ciało, czym się przyodziejecie. Czy życie nie jest ważniejsze od pokarmu, a ciało od odzienia? Popatrzcie na ptaki na niebie: nie sieją, nie żną, nie gromadzą w magazynach, a wasz Ojciec niebieski je żywi.(...)"

      Usuń
    17. A z której Biblii to cytat? Bo wiesz, diabeł tkwi w szczegółach. W 1000latce Pan Jezus mówi o "zbytniej" trosce. I jest to prawdę mówiąc trudna nauka. Dodatkowo mówi dalej, aby naprzód starać się o Królestwo i Jego sprawiedliwość. A ku niej stara się wznosić ta ziemska sprawiedliwość ludzi dobrej woli.
      Uważam, że podobnie jak w większości tematów, konflikt jest o proporcje.
      O wiele ciekawsza jest przypowieść o talentach. "Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane tak, że nadmiar mieć będzie. Temu zaś kto nie ma zabiorą nawet to co ma."

      Usuń
    18. @ Wsie na wsi i w mieście
      "A z której Biblii to cytat? Bo wiesz, diabeł tkwi w szczegółach. W 1000latce Pan Jezus mówi o "zbytniej" trosce. I jest to prawdę mówiąc trudna nauka. Dodatkowo mówi dalej, aby naprzód starać się o Królestwo i Jego sprawiedliwość. A ku niej stara się wznosić ta ziemska sprawiedliwość ludzi dobrej woli."
      W Tysiąclatce i tak złagodzono nauki Jezusa z Nazaretu dopisując mu i owo, choćby owo "zbytnio", nieobecne w oryginale.
      Tawariszcz Mąka

      Usuń
    19. @ Tawariszcz Mąka

      O kur! Ale miałem jeszcze gorzej w Uppsali, gdzie na Historii Idei mieliśwa odczytywanie starych tekstów, różnych tam szwabach, no zawsze były Biblie. Oni tam wydają nowy przekład tak przeciętnie raz na dziesieć lat, no i, jak każdy przytomny tu obecny się domyśli - nie bez powodu.

      Takie tam kwiatki jak "drzewo wiadomości NA DOBRE I ZŁE" są tam na porządku dziennym. To znaczy były ćwierć wieku temu, bo dziś to już nie mam pojęcia, do czego doszli. Dałoby się to sprawdzić, ale niech mi, q...a mać, ktoś za tę robotę wreszcie zacznie płacić! ;-)

      Pzdrwm

      Usuń
  6. Czytam z zapartym tchem, uprzejmie proszę szanownych o kontynuowanie tej arcy ciekawej polemiki, a autora bloga o ciąg dalszy, bo życie za krótkie by tkwić w ignorancji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ chummyelec czwartek, lutego 15, 2018 9:06:00 AM

      >> Praca nie jest do zbawienia potrzebna, powiadasz. Hoho! Pewnie. Także woda, ani chleb ani tym bardziej mądre książki.

      Do MOJEGO "zbawienia" nie jest, a o tym mowiłem. Liberalne zaś jest błazeństwem, jak zresztą cała reszta. Do katolickiego, z tego co mgliście kojarzę, też nie. Wszystkie najlepsze i najwcześniejsze zakony były np. albo kontemplacyjne, albo żebracze. Opisz mi jak zaiwaniali np. Franciszkanie, to mnie zbudujesz, ale i zdziwisz.

      Woda też nie jest chyba niezbędna do zbawienia, chyba że święcona. Fajny jesteś, dociekliwy, ale daruj (stary jestem, a starym wiele wolno, w Chinach np. jeść psie mięso i sobie na wszelkie sposoby dogadzać, a ja w każdym razie nie mam czasu na bawienie się w dyplomację, Św. Piotr czeka) masz nieprawdopodobny chaos pojęciowy. Woda jest potrzebna DO ŻYCIA, a nie DO ZBAWIENIA, n'est-ce pas? A ja mówię o swojej etycznej ocenie - daruj, ale wolę, żeby MOI RODACY żyli godnie, a nie w upodleniu. Ty odwrotnie? Nie muszą żyć wygodnie, rozkosznie, ale godnie powinni. A co do kwestii technicznych, to takie dawało się wielokrotnie przezwyciężać - np. przez niebudowanie złoconych kopuł i pomników konnych, żeby już pozostać przy tym, co nie powoduje rannych odwiedzin. Itd.

      >> Wszystko się "znajdzie". Jeszcze lepiej. Jakaś kultura zbieracko-łowiecka żerująca na poziomkach i polująca na ślimaki.

      Tego nie zrozumiałem. Ale rozumiem, że wszystkie cztery tomy Ardreya masz obcykane? (Wywiady i "Ben Hura" na razie mogę Ci darować.) Skoro tyle wiesz o "społeczeństwach zbierackich"...

      >> Wiesz co, na tych sprawach technicznych właśnie kruszy się większość mondrych teorii.

      >> Gdyby Pan Bóg chciał abyśmy żyli bez pracy, to pewnie ulepiłby nas z jakiegoś chlorofilu lub hibernował zimową porą.

      Nie wiem nic o zamiarach Pana Boga, a ten koncept to z Katechizmu KK? Brawo! Tak mi się mgliście kojarzy, że praca jest w ST karą i przekleństwem, na samym początku o tym się czyta. Byli słudzy, niewolnicy... Nie kojarzę, żeby Józef w Egipcie czy Król Salomon zaiwaniali w korporacji czy przy łopacie. Oświeć mnie proszę! A co do nas z chlorofilu, to jak już zasiądziesz w nocnej koszulce i przy dźwiękach harf przed Obliczem Pańskim, to Mu to spróbuj delikatnie zasugerować.

      Co zaś do "mądrych teorii", to uświdom sobie, że ja tu żadnych "teorii nie" wygłaszałem. Jedynie na Twój uprzejmy zarzut, iż "zamierzam pozbawiać ludzi owoców ich pracy", rzekłem, że właśnie nie zamierzam, a nawet chętnie bym dał pewne niezbędne do skromnego, ale godnego, życia wszystkim moim rodakom, niezależnie od tego, czy mają ochotę zapierdalać, czy też wprost przeciwnie. Żadna "teoria" - po prostu westchnienie zbolałej duszy. Nie dostrzegasz różnicy? Może faktycznie bez semestru ogólnej metodoligii nauk niesposób, coż, wysil się!

      No, chyba że... To by z czysto logicznego puntu widzenia miało sens, choć poza tym k*winiczn-misesiczna pierdoła - "każde podatki to kradzież". O TO CHODZI?!?

      Pzdrwm

      Usuń
    2. Ależ w tym to ja się z Tobą zgadzam w 100%. Ani praca, ani woda, ani Ardrey, ani kungfu. Tylko Łaska, ewentualnie sumienie dla pogan. Z tym, że to żadne odkrycie. Stąd ten mój ton.
      Jednak oboje się zgodzimy, że tak uschnąć z pragnienia... Za to zbawienia nie będzie, a i żywot marny i krótki.

      Ja też bardzo chciałbym, aby moi rodacy żyli godnie. Ale godnie to znaczy (jak już tu wielokrotnie wspominałem): z owoców pracy rąk swoich.

      Psalm 128
      "Szczęśliwy każdy, kto boi się Pana,
      który chodzi Jego drogami!
      Bo z pracy rąk swoich będziesz pożywał,
      będziesz szczęśliwy i dobrze ci będzie.
      (...)"

      To jest godność. A nie jakieś ochłapy.

      Człowiek ma niesamowite bogactwo darów od Pana Boga, który z pewnością też się natyrał stwarzając to wszystko.

      A stworzył nas na swoje podobieństwo: wręcz do roboty. Cała konstrukcja fizyczna człowieka jest stworzona do działania! A i spora część psychiki także. Człowiek bez zajęcia głupieje. To jest fakt. Nawet ludzie, którzy mogliby już do końca życia "żyć godnie" (wg Twoich standardów godności) i obżerać się psim mięsem nie robiąc zupełnie nic, jednak oni chodzą i coś dłubią w swoich warsztatach. Nie zauważasz tego?

      I nie chodzi o to, aby dawać. Chodzi o to, aby stwarzać warunki do realizowania tego materialnego aspektu życia w godności.

      Stary jesteś jak sam mówisz, to mogłeś mieć przykre doświadczenia na "rynku pracy" w PRL.

      Praca nie jest karą. Benedyktyni mieli wymyślili sobie credo: Ora et labora, co możesz sobie przetłumaczyć: Modlitwą i pracą narody się bogacą.

      "(...)
      przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu:
      w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie
      po wszystkie dni twego życia.
      Cierń i oset będzie ci ona rodziła,
      a przecież pokarmem twym są płody roli.
      (...)"

      Trud: owszem, pot: owszem.
      Ale rola: nie.

      Ja to odczytuję bardzo osobiście.
      Jeżeli ktoś stara się być dobrym człowiekiem,
      to Pan Bóg mu wynagrodzi dobrą pracą.

      Akurat filozofii wielkiej z tego nie robię.


      Pzdr.

      PS. Podatki to nie jest kradzież, ale za niewspółmiernie wysokie podatki lub źle zorganizowane podatki to powinna być chłosta.

      Usuń
    3. Szanuję, ale się nie zgadzam. W dwutysiącletniej historii KK zdarzały się różne ideologiczne wygibasy, m.in. czysto protestancki przecież kult pracy, ale nie odpowiedziałeś mi, ani Amalrykowi zreszta, czy Św. Franciszek i Św. Tomasz z Akwinu to Twoim zdaniem heretycy, czy też może patologiczni demoralizatorzy młodzieży i w dodatku lenie, zasługujący na chłostę, a może i ekskomunikę.

      A jak ja bym zaczął to wymieniać, za co powinna być chłosta...! Tylko że z "powinna być" na ogół nic nie wynika, więc to ma mniej sensu od tych hipotetycznych ślimaków, które tu dla figla wymyśliłeś.

      Praca, nawet w Biblii, jest karą i przekleństwem człowieka, tak myślało masę Ojców Kościoła, i daruj, ale ja się z tym zgodzę. Godne życie MOICH RODAKÓW, czyli rozszerzonej rodziny (nie mówię o tych dzisiejszych durniach i KODach), to żadne ochłapy. Będziesz na to płacił podatki z dziką radością, kiedy ja już zostanę tym Regentem, zapewniam! ;-)

      Daruj (kolejny raz), ale Twoje miotanie się między czysto religijnym i wypinającym się na ziemskie sprawy nastawieniem i smętnym deistycznym pierdoleniem różnych takich szemranych typów od Locke'a po K*wina jest przezabawne.

      Pzdrwm

      Usuń
    4. Protestanci wymyślili sobie kult pracy, bo musieli czymś nadrobić braki i jakoś się usprawiedliwiać. Katolicy, chociaż kultu pracy nie uprawiali to roboty się nie wstydzili i wykonywali ją radośniej. Zresztą sam zobacz po owocach. Kto wybudował piękniejsze katedry? Także z tym kultem pracy u protestantów to ja bym nie przesadzał. Jest on mocno przeszacowany.

      A o świętych, których wymieniłeś, zdania nie mam. Powołałem się na Pismo św. Mnie to wystarczy, a że Ciebie to nie przekonuje to mi specjalnie nie żal. Chyba lepiej tak, niż na odwrót ;)

      Pzdr.

      Usuń
    5. "Żadna praca nie chańbi, każda umniejsza", mówi Dávila.

      Oczywiście powołanie się na autorytet to marny argument, ale ja sądzę, że opinia tego gościa ma znaczenie i w dodatku to był lepszy katolik od większości dzisiejszych, że już nie będę jechał po ksywach, stanowiskach i nazwiskach.

      Pzdrwm

      Usuń
    6. Hłe, hłe, hłe! Tu Cię mam! Powoływanie się na Pismo przy ignorowaniu przykładów największych świętych, to przecież czysty prostestantyzm! Poczytaj sobie Lutra i Kalvina.

      I rest my case. ;-)

      Pzdrwm

      Usuń
    7. "(...)Ani praca, ani woda, ani Ardrey, ani kungfu. Tylko Łaska,(...)"

      "(...) Powołałem się na Pismo św. Mnie to wystarczy,(...)"
      -----------------------------------------------------

      O bracie! To już prawie czysta herezja protestancka; te ich ' Sola scriptura ("Tylko Pismo"), Sola fide ("Tylko wiara"), Sola gratia ("Tylko łaska")' etc.. , które miały przywrócić pierwotną czystość chrześcijaństwu i uwolnić je od świeckich skażeń, a zarazem ci "reformatorzy" z filozofii uczynili słowo nieprzyzwoite a niemieckim uniwersytetom ich "reforma" przyniosła istne spustoszenie; to ostatecznie po wiekach skutki tych "reform" obróciły się całkowicie przeciwko intencjom "reformatorów"...

      Zaś znosząc autorytet nauczania Kościoła reformacja walnie przyczyniła się , wbrew swym intencjom, do triumfalnego pochodu racjonalizmu a chrześcijaństwo wyprowadziła na drogę wiodącą ku zeświecczeniu...

      Usuń
    8. A jak to zauważył stary prześmiewca Feyerabend;

      "Warto stale pamiętać o tym, że nauka taka, jaką dziś znamy, nie jest czymś nieuniknionym i że możemy zbudować świat, w którym nie będzie ona odgrywała żadnej w ogóle roli (ośmielę się powiedzieć, iż taki świat byłby przyjemniejszy od tego, w jakim dziś żyjemy)"

      oraz

      "Nauka jest tylko jednym z wielu narzędzi, jakie ludzie wynaleźli w celu uporania się ze swym otoczeniem. Nie jest narzędziem jedynym, nie jest nieomylna, stała się zaś zbyt potężna, zbyt pewna siebie i zbyt niebezpieczna na to, aby pozostawić ją samej sobie."

      Usuń
    9. Almaryk, wyciągnąłeś te cytaty z kontekstu odpowiedzi Tygrysowi. Niczym zawodowy protestant. :D

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. Nie obrażając się zbytnio za Twoją uwagę, dodam, z własnych obserwacji, że ten pęd wielu protestanckich konwertytów do czynienia dobra, do działania na rzecz Królestwa jest jakby zaprzeczeniem ich ufności w Bożą Łaskę. A u katolików obserwuję dużo więcej spokoju, wyważenia, tzw. beztroski w pozytywnym tego słowa znaczeniu i znacznie mniej radykalizmu. I nawet kiedy gadają jak protestanci, to przyjmując sakramenty można na ich uwagi patrzeć przez pewien pryzmat.

      Usuń
    12. A jednak herezja protestancka, w pewnym sensie, okazała się zbawienna dla KK.

      Sam żywię sporo sympatii dla jansenistów (głównie za sprawą "Pensees Pascal'a") czyli herezji bardzo bliskiej protestantyzmowi.

      Cóż zrobić?

      Usuń
    13. @ chummyelec

      Doceniam Twój wkład, polecam się i w ogóle czekam z utęsknieniem na więcej, ale, daruj - nie potrafię poważnie rozmawiać o religii z katolikiem, któremu nie przeszkadza, że jest protestantem, a co trzecie wypowiadane przezeń zdanie jest czysto deistyczne.

      Ja prosty człek. Oczywiście nie śmiem oceniać, jak dobrym jesteś chrześcijaninem, skoro ja nie jestem żadnym (i dobrze mi z tym), ale jednak nie rozumiem takiej kawaleryjskiej podstawy wobec własnej, i ewidentnie mocno przeżywanej, religii. To jakiś inny mentalny świat - ja jakbym był katolikiem, to zostałbym pewnie zakonnicą, czy czymś takim, albo jakiś ogromnym grzesznikiem, bijącym się po nocach z tłumem szatanów... A Wy sobie tak luźniutko, za to z potwornym przejęciem. Nie rozumiem!

      Jeśli to nie jest przepowiedziana przez niektórych Druga Religijność, to ja już nie wiem, co to może być. Bez urazy, naprawdę nie chcę Cię obrazić czy zranić, po prostu (korzystając, ach, z wolności słowa), mówię jak to widzę, tak jak Ty powiedziałeś co sądzisz o moich poglądach na własność.

      Pozdrawiam czule

      Usuń
    14. Almaryk. Nic nadzwyczajnego nie musisz robić oprócz przykazanej miłości bliźniego. Bóg ma w opiece narody mu wierne. Zresztą to nie katolik ma problem z protestantyzmem. To protestant ma problem z katolicyzmem. Tylko oni wiele zrobić nie mogą choć się usilnie starają. A ich nauka, ta postoświeceniowa, jest pełna wypaczeń. Np. to że dziecko nienarodzone to nie człowiek, albo "teoria" ewolucji. Problem z nauką to problem pychy jej wyznawców, a także hochsztaplerów używających ją w złym celu, a nie jej sensu istnienia. Zgadzam się że to tylko narzędzie i można żyć bez niej. Ale wątpie w to, że to się kiedyś stanie, tak jak i w to, że człowiek kiedykolwiek osiągnie taki poziom swojego rozwoju, że nie będzie musiał chodzić do pracy i wykręci się z klątwy swojego życia, jak życzyłby sobie Tygrys.

      Usuń
    15. Tygrys. Jestem zbyt młodym i zbyt pokornym szczylem, żeby ranić mnie mogły mądrości człowieka w sile wieku. Na pewno jakieś tam ziarnko posiałeś na tą glebę nienajgorszej klasy mam nadzieję i tego nikt nie podepta, bo jak to bywa w naszym kraju, ludzie nie umieją jeszcze szanować siebie nawzajem, a co dopiero czyjąś tam własność czy poglądy. Pzdr.

      Usuń
    16. @ Amalryk

      A w jakiż to sposób "okazała się zbawienna", że się zainteresuję?

      Pzdrwm

      Usuń
  7. W końcu sam R.M.Weaver zauważa iż; "...to ostatnie prawo metafizyczne (tzn. własności) nie oferuje niczego na obronę tego rodzaju własności, jaki zrodził się z finansowego kapitalizmu. Wręcz przeciwnie - taka własność jest pogwałceniem samego pojęcia proprietas. Poprawienie pojęcia własności, aby pasowało do użycia w handlu i technice, stało się poważniejszym zagrożeniem dla samej własności niż cokolwiek w historii."

    A O.A.G.Spengler ;"Własność jest symbolem czasowym, jest pierwotnym uczuciem, spokrewnionym z małżeństwem, nie zaś pojęciem. Własność jest w gruncie rzeczy zawsze własnością ziemską."

    Prawo? Koń by się uśmiał. Prawo ciążenia - to jest prawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo słuszne i jak zwykle cenne, tylko może zwrócę uwagę, że Spengler, mówiąc o "własności" raczej zdaje się przeważnie mieć na myśli poczucie własności, jakiś "instynkt posiadania"... W każdym razie własność od strony posiadającego, podczas gdy mój atak jest na "własność" rozumianą jako jakaś przedziwna metafizyczna substancja (magianizm!) unosząca się w powietrzu nad całą ziemią i sprawiająca, że kiedy pomyślę o tym, że dziadek Nowaka ukradeł mojemu srebrną łyżeczkę, to i tak nie mam prawa nawet pomyśleć o tym, że właściwie to można by tę łyżeczkę chcieć od Nowaka... Bo spali mnie liberalny piorun. Czy jakos tak.

      Oczywiście, że istnieje instynkt posiadania, człek (a i źwierzę, czytać Ardreya!) często kocha i się przywiązuje do tego, co ma blisko i czym dysponuje, tylko że tu się nic nie unosi w powietrzu i nie ma nic, co by z tego powietrza sprawiało, że Malinowski nie może chcieć tej łyżeczki dla siebie, choćby nawet nigdy dotąd, ani on, ani nikt z jego rodziny, nie miał z nią nic do czynienia.

      Jak nie kochać liberałów, skoro oni skłaniają ludzi do takich długich i talmudycznych wywodów? ;-)

      Pzdrwm

      Usuń
  8. Wiem,wiem. Już kiedyś rozmawialiśmy o tym (tzn. o własności w ujęciu Spenglera) i właśnie jedyna metafizyka jaka w tym kontekście może się pojawiać to właśnie ta, tego poczucia właśnie. Na resztę oczywistych oczywistości szkoda marnować powietrza (prawa fizyki, prawa naturalne, prawa stanowione etc).

    A'propos "świętości" własności, wszak sam Stagiryta zauważa nawet że;
    "(...)Wszelako w obliczu wyraźnej i nagłej potrzeby, gdy jasne jest, iż zaistniała sytuacja wymaga użycia wszelkich dostępnych środków (chociażby gdy komuś grozi bezpośrednie niebezpieczeństwo, które może zostać odparte jedynie w określony sposób), dopuszczalne jest skorzystanie z cudzej własności, zarówno otwarcie, jak i skrycie. Nie można w takim przypadku mówić o kradzieży czy rabunku.(...)" - taka to i świętość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Exactement! "Moja konieczność jest moim prawem", jak ktoś mówi w jakiejś powieści, chyba "Pustelni parmieńskiej" (nie żeby mi się te powieści Stendhala podobały, ale gość ma spore wyczucie psychologicznych subtelności, więc trochę go znam).

      Pzdrwm

      Usuń
  9. Stop!To nie Stagiryta to Akwinata (sic!) jest autorem powyższych słów (rozpędziłem się bo przeglądałem jego komentarze do "Etyki Nikomachejskiej" i pomieszałem autorów).

    A to tym bardziej powinno zastanowić kolegę z którym wiedziesz tę dziwną dysputę (wszak tomizmu jeszcze nikt w KK nie odwołał?).

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Amalryk
    "Stop!To nie Stagiryta to Akwinata (sic!) jest autorem powyższych słów (rozpędziłem się bo przeglądałem jego komentarze do "Etyki Nikomachejskiej" i pomieszałem autorów)."
    Akwinata jak na swoje czasy był nader postępowy, prawie jak ks. Mądel, Obirek, Polak albo Franciszek dziś :P To od Akwinaty wywodzi się myśl, że aborcja do 3 miesiąca to nie grzech, bo skoro matka nie czuje ruchów płodu, to on jeszcze nie żyje, bo nie otrzymał duszy.

    "A to tym bardziej powinno zastanowić kolegę z którym wiedziesz tę dziwną dysputę (wszak tomizmu jeszcze nikt w KK nie odwołał?)."
    Po wuj odwoływać tomizm skoro można za jednym zamachem odwołać cały katolicyzm, ale zostawić jego infrastrukturę i owieczki? Taka odwrócona bomba neutronowa: jeńcy zostają, łupy zostają, wróg wyparowuje.
    Tawariszcz Mąka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to było super! Dałeś gwoździowi w sam łeb i podsumowałeś całą tę dyskusję (nie żebym nie pragnął dalszego ciągu, ale niedługo dojdziemy do połowy tych komętów, które np. Koryła ma codziennie, fakt że to tylko Krótka rozmowa między czterema osobami, ale dobra i psu mucha).

      Odwrócona bomba, a oni jeszcze się cieszą i pomagają drug drugu - jedna sierota drugiej sierocie, i to ma być sens życia. W tym czasie cywilizacja, która wydała Dufaye i Monteverdy rozkłada się w potwornym smrodzie, a rządzą nami figury z menażerii wybryków natury. (W dodatku mamy między nimi "pozytywną chemię", czy jak to ten pajac w "naszej TV" dziś określił. Strach się bać!)

      Pzdrwm

      Usuń
    2. ERRATA: "psu i mucha" powinno być, of course.

      Pzdrwm

      Usuń
  11. @ Amalryk

    Jedyna metafizyka, zgoda. Na ile ja to rozumiem, to własność jako przedłużenie mojej osoby. Żadnej tam wartości rynkowej i ekonomii w wąskim sensie. I komu to przeszkadzało? ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń