środa, listopada 10, 2021

Jak łatwo rozpoznać Państwo Niepoważne? (Przykład Tygrysizmu w działaniu) 5

2.5 Żeby podsumować

No więc pracowicie wykonaliśmy wstępną grę, kładąc fundamenta, a teraz wypadałoby w paru zdaniach powiedzieć, na czym konkretnie polega ta nasza nowa teoryjka. W końcu stwierdzenie faktu, że tak się właśnie dzieje w PRL bis, które kupuje czołgi tam, gdzie je kupuje, a jest bantustanem, może fajnie działać w telewizyjnej propagandzie, ale z jednego przypadku nie wynika jeszcze cała zasada. No więc, któtko przypomnę te nasze podwaliny i oczywiste w mojej skromnej opinii wnioski z nich, bo dotychczas było to w formie gawędy ślacheckiej i mogło nie wryć się w pamięć.

No więc, okazuje się, iż ilość państw, które nas ew. mogą napaść, jest dość ograniczona. To znaczy wszystko niby jest możliwe, ale rozkład prawdopodobieństw jest taki, że jakieś średnie państwo z innego kontynentu (całkiem kontynentu, nie mówię takich dwukontynentalnych, pokój miłujących) napadnie nas rzadko. Oczywiście są takie, co lubią to robić i potem stosownie brać wciry, ale ich nie jest aż tak wiele i trochę jednak trzeba, by im na tyle podpaść.

A że nikt nie graniczy z jakąś ogromną ilością innych państw - wątpię, by cokolwiek powyżej 10 występowało w praktyce, a państwa od nas wyraźnie słabsze raczej tego nie zrobią, przynajmniej zanim się zdecydowanie nie wzmocnią, na nas nie wkurzą... Albo ktoś ich z drugiej strony nie podbije i nie uczyni częścią swego agresywnego imperium (co jednak trochę czasu powinno nam na przygotowanie dać). No więc ilość potencjalnych agresorów nam się całkiem ładnie zredukowała. (Zakładamy tutaj, dla ułatwienia rozważań, że my nikogo nie chcemy napadać, a bratnia pomoc także widzi mi się dość obcą w sumie tradycją, ale w takim brzydkim przypadku kompinować należałoby w sumie podobnie.)

No więc teraz... Wyobraża sobie ktoś, że nasz minister od czegośtam - obrony czy innej gospodarki, nie znam się na biurokratycznych procedurach i dobrze mi z tym! - dzwoni do swojego odpowiednika w sąsiednim kraju i mówi mu: 
Słuchaj Klaus (czy inny tam Wołodia)! Jest interes do zrobienia i może ci to pomóc na karierę. Chcemy mianowicie szybko kupić od was masę tych waszych czołgów najnowszej generacji, co to podobno lepsze od wszystkiego, co kto kiedykolwiek na wroga wypuścił. Plus części zamienne do tych, co już mamy. Naprawdę chodzi o hurtowe ilości! I amunicja też oczywiście, żeby nam wystarczyło do prowadzenia porządnej wojny na lata... No bo wiesz, po tych ostatnich waszych prowokacjach zaczynamy się obawiać agresji ze strony twojego, kochany, kraju. Bez urazy, to tylko interesy! To jak będzie? Zadzwonisz jeszcze dziś i dasz mi odpowiedź? Oczywiście, słodki jesteś. Ucałuj ode mnie Fatimę i dzieciaki! Aziza też was pozdrawia.
Mógłbym jeszcze naukowo, niczym jakiś doktorat tutaj wam ludzie ten temat rozwijać, ale zrobię tak... Was zostawię z powyższym monologiem, wy się zastanowicie, a potem, gdybyście mieli jakieś refleksje, własne zdanie, ew. zastrzeżenia - to mi w komętach skomętujecie. Powyższy urzędowy monolożek powinien wam i tak dać pożywienia dla życia intelektualnego na kilka dni co najmnniej. Dobra chłopaki? 

(Dobrze, dziewczyny też! Jak już wyhaftujecie swoje ornaty i tak dalej, możecie się zastanowić nad sprawami militarnymi. Mózg w końcu macie dość podobny, co by K*win o tym nie gadał. Tylko czy wy przypadkiem nie macie za dużo wolnego czasu? Wszystko co dobre i co złe, bierze się ponoć z bezczynności, miejmy nadzieję, że to ten pierwszy przypadek.)

triarius

P.S. A teraz wychodzimy pojedynczo. I uważać na ogony!

wtorek, listopada 09, 2021

Jak łatwo rozpoznać Państwo Niepoważne? (Przykład Tygrysizmu w działaniu) 4

2.4 Państwa niepoważne do kwadratu

Powie ktoś: "Co to za obsesje, że każdy sąsiad to potencjalny wróg i napastnik? Przecież to kompletna brednia!" Co my mu na to odpowiemy? Może coś w tym duchu, że skoro żaden sąsiad nas nie ma możliwości napaść, to po co w ogóle ta armia, a w szczególności te czołgi? Że ktoś z drugiego końca świata nas napadnie, to już, mam nadzieję, sobie uświadomiliśmy, że to bardzo mało prawdopodobne. Nie w ten sposób, żeby czołgi tutaj potrafiły dużo nam pomóc. Czyli co? Ew. jakieś naloty, wojna hybrydowa, zielone ludziki, imigranci na granicach... Ale po co wtedy nam te czołgi?

Na to on, że: "Dzisiejsza armia to nie po to, żeby się bronić przed sasiadem, tylko żeby, w ramach powinności sojuszniczych (ach!) wykonywać różne tam misje." No to się pytam, co w takim razie z sąsiadami, no i znowu - po co nam jakaś armia, skoro jakieś policjantki o wiele lepiej tych tam Afganów spacyfikują, cukierkami, głaskaniem po główkach itd.? Po pierwsze, zdecydowanie wciąż nam bajają, że armia przed kimś nas broni, więc przed kim właściwie? A po drugie, skoro już jakaś obrona jednak jest konieczna, to jak to ma konkretnie teraz wyglądać?

My robimy te tam "misje", czyli pacyfikujemy różnych takich od nas odległych, którzy nam nigdy żadnej krzywdy nie zdołali zrobić (może by i chcieli, tego nie ustalimy, ale zrobić nie zrobili), a z wdzięczności jakieś obce bohaterskie oddziały nas przed tym Putinem... (Powiedzmy to wreszcie, że to akurat nasze najkonkretniejsze CZYSTO MILITARNE zagrożenie, Bratnia Pomoc to jednak sprawa bardziej zawikłana, i niestety właśnie dlatego się to w ten sposób robi). Tak?

No i w naszym konkretnym przypadku w tej epoce będzie to NATO, czyli naprawdę US of A. No dobra, a gdyby tak spytać... (Fakt, całkiem niekonwencjonalnie, bo nikt do tego w taki sposób nigdy nie podszedł i w ogóle to niesamowita fopa, ale mówimy o polskiej niepodległości, więc co nam tam ew. fopa.) A ilu to wedle Szan. Oponenta to US of A tych swoich żołnierzy byłoby gotowe stracić w obronie jakiejś Polski, zanim tam się zrobi takie coś, jak w czasach Wietnamu i bractwo się stąd w krótkich obcugach w domowe pielesze ewakuuje? 

No? Postawi ktoś na tysiąc? Nie? Ja też w taką liczbę nigdy nie uwierzę. Stu choćby? Ja im naprawdę źle nie życzę, amerykańscy żołnierze wciąż, mimo że sam kraj już raczej przestał, budzą moją sympatkę, ale mówimy o sprawach życia i śmierci. (No a wariant "hiper-optymistyczny", hłe! hłe!, to by bylo coś z Kuklińskiego. Czyli oni naprawdę, z takich czy innych przyczyn - stawiam na "obrona serca Zachodu" - walczą, a to przez zarzuceniem Polski taką ilością taktycznej broni A...Z, że nawet bez pomocy tych z prawa (jak się stoi twarzą do mapy) by okazało się dość, by Polska wyparowała, a przecież tamci też nie będą próżnować! Miła perspektywa? Współpracownikowi Jaruzela wystarczyło to kiedyś, by się zbuntować, wam nie?)

Powie ktoś z ręką na sercu, że z przekonaniem wierzy, iż po zabiciu przez kogoś (i raczej wiemy, kto to może być w pierwszej kolejności) dziesięciu ichnich żołnierzy, USA dalej będzie nas broniło? Czy raczej znajdzie fajny pretekst do zawarcia pokoju, jakby się to oficjalnie nie nazywało - w końcu chodzi tylko o jakąś Polskę, a nie o prawdziwe dolary! Zdradzali już sojuszników nie raz, nas także, a czym była Jałta, że spytam? Oddali niedawnemu sojusznikowi Hitlera pół Europy z całą ludnością, a mieli wtedy nad kacapią miażdżącą przewagę, z monopolem broni jądrowej, gotową mobilizacją i odpowiednimi nastrojami wśród tej podarowanej ludności. No i co? Wstydzą się tego choćby teraz? Nie! Rozmawiam czasem z takimi na Fejzbukach i wspomnienie o Jałcie, z nazwaniem tego "zdradą sojuszników", uważają za cholerny nietakt i wrogą propagandę.

No więc - zakładając, że jakieś armie, a nie tylko policjantki z lizakami i takie tam, są jeszcze w tej szczęśliwej epoce potrzebne, nawet (?) krajom takim jak Polska, w sensie tak mało dziś bojowym... To nas właściwie w podzięce za te nasze użeranie się z różnymi egzotycznymi, co wcale się do gumy do żucia i Coca-Coli wyraźnie nie palą, do "Tańca z gwiazdami" chyba wciąż też nie - naprawdę obroni? Skoro nie my sami? A jak możemy liczyć na tzw. "sojuszników" to wystarczy, w naszej skromnej opinii, chwilę się zastanowić. (Wyłaczając na chwilę telewizje i odkładając "patriotyczną" prasę.)

Tak że, w mojej skromnej opinii, w tym odcinku zmiażdżyliśmy argument, że nie obrona kraju osobiście, tylko "misje pokojowe" i liczenie na wdzięczność tych, którzy z tych misji mają, lub mieć się spodziewają, WYMIERNE I KONKRETNE KORZYŚCI (w odróżnieniu od nas, poza takim drobiazgiem, że nasze niezwyciężone wiarusy jednak czują pewne zagrożenie i niedogodności, a tak to by było cholernie kosztowne harcerstwo i tyle). Więc, jeśli całkiem nie gonię w piętkę, należy dobitnie stwierdzić, że taka postawa, to nie żadne "państwo niepoważne", tylko "państwo niepoważne co najmniej do kwadratu". Śzan. Publiczność się zgodzi?

OK, jeszcze, Deo volente, mamy do wykonania jedno zadanie - nie będę ukrywał, że to najbardziej kruche ogniwo naszego wywodu... Chodzi mi o kwestię tego, czy kupowanie uzbrojenia od potencjalnego (żadnego sąsiada o złe zamiary nie podejrzewam, ale życie to jednak nie piękna bajka!) to rzecz mądra, czy nie do końca. Tu mogę się nawet i mylić, choć nie sądzę, mogę też znaczenie tej sprawy znacznie przeceniać... Zgoda, jednak chyba parę istotnych spraw sobie tutaj wyjaśniliśmy, albo przynajmniej postawiliśmy w roli problemów und zagwostek. Dobre i to, jak na parę szybkich wpisów na niszowym blogasku!

triarius

P.S. Wspomniał ktoś o obronie granic? Że do tego niby wojsko jest nam potrzebne? Jak dzisiaj z tą Białorusią? Fakt, sprawdza się tam nasza armia i jest cudownie skuteczna, skoro wszyscy oficjele oficjalnie mówią, że najgorszą rzeczą byłoby zastrzelenie kogoś! Jeśli zastrzelenie jest wykluczone, to nie powinno tam być nawet śladu armii - proste! Ci ludzie, @#$% mać, forsują nasze państwowe, narodowe, krajowe granice! "Co Putin chce w ten sposób wykazać?", zachodzą nasi mędrcy w głowę. A czy nie to aby, że nasze granice i nasza "suwerenność" to sprawy absolutnie bez najmniejszego znaczenia? I masa rzeczy, które z tego bezpośrednio wynikają? A znaczenia to faktycznie nie ma poza propagandą dla "prawicowych" lemingów oczywiście. Tych co i "pandemię" łykają. A teraz wychodzimy pojedynczo, znacie już chyba procedury!

poniedziałek, listopada 08, 2021

Jak łatwo rozpoznać Państwo Niepoważne? (Przykład Tygrysizmu w działaniu) 3

2.2 Sąsiedzi i granice - poziom zaawansowany

(Oczywiście z tym zaawansowaniem żartuję, podobnie jak z tą całą numeracją rozdziałów, ale w końcu dlaczego ja mam pisać pracę doktorską, skoro ani doktoratu, ani forsy za to nie dostanę? Mam nadzieję, że ew. P.T. Czytelnik wybaczy i znajdzie tu coś poza dowcipasami.)

Co jeszcze, co jeszcze można powiedzieć o sąsiadach - w sensie krajów sąsiednich - i adekwatnych granicach? Ustaliliśm już z grubsza, że (poza kilkoma specjalnymi nacjami, których jakoś nigdy nikt nie lubił, nawet gdyby nie był ich sąsiadem) lud każdego praktycznie kraju przeważnie - jeśli już ma kogoś nie lubić, to sąsiada, czyli ludu kraju sąsiedniego. Co ma sens i jest w tym sporo logiki, zgoda? (Zaś istotna część tych nacji, co ich nigdy nikt nie lubił, to jednak też dla wielu innych "sąsiedzi", tylko tacy bardziej, żeby tak to określić, "fraktalni". Czyli są wszędzie i nigdzie jednocześnie. Niebylejaka sztuka, szapoba! Przemyślcie to, drogie dziatki!)

Więc mamy już nielubienie, z którego może aż tak wiele, aż tak często nie wynika... W sensie, że od złośliwych dowcipów od razu do wojny, ale nie idealizujmy tego padołu łez. Polityk, choćby trochę powyżej poziomu tego tam, i tego drugiego, co to kręci teraz od wieków nieszczęsną Polską, choćby instynktownie i nieczytając Ardreya wie, że: "Wewnętrzna spójność danej grupy jest (niemal zawsze) plus minus wprost proporcjonalna do wrogości tej grupy do zewnętrznego świata". To było moimi słowy, ale sens jest taki, to jedna z bardziej praktycznych tez Ardreya, zresztą widać to, jak się już wie, na każdym kroku.

Ten "zewnętrzny świat" może być wrogi, bo to sam śnieg i mróz, albo jesteśmy, co ostatnio zdarza się jakby częściej, otoczeni przez obcych. No i taki polityk (ale prawdziwy, nie to co ten z tamtym!), jak mu brakuje spójności wewnętrznej grupy, którą przewodzi, to będzie podkręcał odruchową niechęć do obcych, a z pewnością działa to lepiej, jeśli tego obcego znamy nieźle i nie lubimy. Czyli sąsiad, no bo niby kto inny?

Fakt, Amerykanie już od dawna lubią wyzwalać czy, wedle innej interpretacji, napadać kraje leżące na drugim końcu globu, nie obcyndalając się takim drobiazgiem, że wtedy jednak o wiele trudniej dać wrogowi w pupę. Czy to będzie z powodu rozporka Clintona, czy z jakiegoś innego, przeważnie zresztą z powodu cwanej ruskiej prowokacji... I tu doszliśmy do drugiego ważnego zagadnienia, które powinno być oczywiste, ale jakoś nigdy to, co powinno, takim się nikomu dzisiaj nie wydaje. Więc mówię wprost: Wojnę o wiele łatwiej, przyjemniej i z większą nadzieją na zwycięstwo toczy się z sąsiadem, a nie z kimś, do kogo trzeba pływać lotniskowcami i latać z masą tankowań w powietrzu!

No bo popatrzmy na sukcesy wspomnianych przed chwilą Amerykanów w tych ich wojnach na drugim końcu świata! Nie dalej, niż parę tygodni temu, przerżnęli wojnę ze zgrają kozich pastuchów, tak? Wcześniej Wietnam i przegrana, jeszcze wcześniej dość wątpliwy remis w Korei. Wszystko większe od Grenady czy Serbii nie daje się z drugiego końca świata pokonać nawet tej największej potędze militarnej w historii. (Na temat Drugiej Światowej, czy to był taki jednoznaczny sukces Zachodu, czy może zostało to podle i durnie spaprane przez te ich "elity", nie chcę się tutaj wypowiadać, bo to temat na parę książek,  a nie na dygresyjkę w tekście o czymś całkiem innym. Jednak faktem jest, że napadać, jeśli już, warto raczej bliskich sąsiadów, co chyba historią jasno pokazuje.)

Zwróćcie uwagę, drogie dziatki, że Iranu wciąż nikt nie ma odwagi wprost zaatakować, choć paru miałoby na to ogromną ochotę, i to od wielu już lat. Gdyby tych paru miało z Iranem bezpośrednią granicę, z pewnością byłoby inaczej! No więc od kogo spodziewać się ew. napaści. w dodatku wzgl. co najmniej skutecznej (nie żeby pokonanie wroga tak, jak to uczynił kiedyś Wietnam, czy teraz Afganistan, było tańcem po różach i nie oznaczało ogromnych kosztów!) - od sąsiada, czy od kogoś, kto by do nas musiał się jakoś najpierw przemknąć, przelecieć przez obce terytorium, zgwałcić międzynarodowe umowy i jakiś sąsiadujący z nami neutralny kraj, jak Belgię swego czasu Niemcy?

Raczej jednak potencjalne militarne zagrożenie, na ile w tych słodkich czasach jeszcze w ogóle wypada o takich rzeczach mówić, to raczej ze strony sąsiada (czy innego Fraktala), niż kogoś z innego kontynentu. Zgoda? Więc jeśli w ogóle jakaś armia jest nam potrzebna, to przed kim ma nas właściwie w razie konieczności bronić - przed sąsiadem, czy przed jakimś krajem, który musiałby nas bombardować z satelitów, bo nie ma do nas żadnego dojścia? (W nieprawdopodobnym przypadku - apage Satanas! - gdybyśmy to my chcieli kogoś najechać... Zupełnie, o dziwo, podobna sytuacja!)

2.3 Oczywiście sąsiedzi Polski są przesłodcy i pokojowo nastawieni!

Czytamy tutuł tego rozdziału, a potem dodajemy następujące słowa: Zgoda, ale jednak coś się może brzydkiego wydarzyć, prawda? Miłujący pokój naród niemiecki dał się przecież kiedyś przez sen zgwałcić und zniewolić zboczeńcowi z jednym jądrem. Podobnie (przynajmniej wedle p. Bąkowskiego, którego tu serdecznie pozdrawiam, a chyba i Józefa Mackiewicza) miłujący pokój i brzydzacy się podbojami naród rosyjski. Gdzie z krzaków nagle wyskoczyło paru zboczeńców i opanowało - najpierw całą Matuszkę, a potem pół świata. Zresztą możliwości są i inne - na przykład sąsiad naszego sąsiada z drugiej strony, podbija nam naszego sąsiada, dotąd przesłodkiego i pokojowo do nas z gałązką oliwną w dłoni, nastawionego, po czym wykorzystuje jego potencjał militarny do swoich niecnych celów, a z jego terytorium, z nami sąsiadującego, czyni sobie trampolinę do, jakże podłego, ataku na nasz pokój miłujący i niczego się nie spodziewający kraj.

Da się to sobie wyobrazić, Mądrasiński? Napieska? Cała reszta? No więc, Deo et Triario volentibus, w następnym ew. odcinku uderzymy tego gwoździa w sam łeb, bo już praktycznie doszliśmy do przyczyn, dla których nie powinno się uzależniać własnego uzbrojenia od sąsiada, z którym jednak nigdy do końca nic nie wiadomo. Każdy w miarę bystry człek sam to już powinien zrozumieć, jednak nie od rzeczy będzie, tuszę, jeszcze parę słów na ten wzniosły temat powiedzieć. Na razie dziękuję za uwagę!

triarius

P.S. Ale jeszcze raz przypominam - nie wychodzimy tłumnie i uważać na szpicli!  Zaś nasza nowa strona z linkami do różnych rzeczy, niejednokrotnie interesujących tutaj:

niedziela, listopada 07, 2021

Jak łatwo rozpoznać Państwo Niepoważne? (Przykład Tygrysizmu w działaniu) 2

2 RZECZ SAMA W SOBIE

2.1 Sąsiedzi - skąd się oni biorą?

Zadajmy sobie teraz z pozoru trywialne pytanie - dlaczego państwa w ogóle mają sąsiadów? Nie od rzeczy będzie kilka wstępnych wyjaśnień:

a. Tak, istnieją państwa bez sąsiadów, a w każdym razie bez bliskich takowych. Muszą tylko w tym celu leżeć na wyspie i zajmować ją całą (a w jednym powszechnie znanym przypadku taka wyspa jest oficjalnie całym kontynentem, kwestia terminologii). No i ta wyspa od jakiegoś większego lądu powinna być oddzielona czymś szerszym, niż stumetrowa cieśnina, ale, jak uczy historia już taki kanał La Manche (34 km) potrafi całkiem wystarczyć.

b. Są też państwa, których sąsiedzi istnieją, ale są aktualnie o wiele słabsi, albo nawet mają minimalną szansę na uzyskanie siły, a to ze wzgędów demograficznych czy geograficznych. (Ten punkt umieściliśmy tutaj, bo blisko wiąże się z poprzednim, ale z kwestią "skąd" nie ma wiele wspólnego.)

No więc, pytanie pomocnicze: co by było, moje drogie tygrysiątka, gdyby istniały dwa kraje obok siebie, gotowe państwa czy nie, których cała ludność każdego z nich - od dziada proszalnego, po Łaskawego Monarchę - była w tym drugim kraju: w jego ludności, obyczajach, krajobrazie, tradycjach i temuż podobnież, dziko zakochana?

Żadna ziemska siła - tu masz znowu rację Mądrasiński (jeszcze do końca nie zgłupiałeś, choć ci narzeczona wyzdrowiała i znowu się ślinisz) - by nie zapobiegła temu, by oba te zakochane kraje wpadły sobie w ramiona, wspólnie odśpiewały (mruczando, bo to chyba nie ma słów) "Marsz Weselny" Mendelsohna i stały się jednym. Prawda? Może nie w ciągu tygodnia, może i istnieją jakieś siły, które mogłyby to przyhamować, ale tendencje zjednoczeniowe byłyby bardzo wyraźne.

Wszyscy cieszymy się, że już jesteś z nami, panno Napieska, i dla uczczenia tego doniosłego faktu zadamy ci na rozgrzewkę dość proste, w sam raz dla rekonwalescenta, pytanie: dlaczego zatem kraje czy państwa nie tworzą (bez szturchańców ze strony tych z lewa czy z prawa) jednego wielkiego (ach jakże szczęśliwego!) galaktycznego (na początek) społeczeństwa, tylko każde sobie, osobno, dlubie te swoje małe, nędzne und przyziemne sprawy? Słuchamy, choć jeśli jeszcze twoja kora, drogie dziewczę, nie wróciła do dawnej formy, to się tym nie męcz i do końca nam lepiej wyzdrowiej!

Tak, masz zupełną rację - nie zlewają się w jedno, nie łączą w galaktycznnie-amorficzną galaretę, nie rezygnują ze swych małych partykularnych partykularyzmów, bo... Nie dość za sobą przepadają! Oczywiście kraj, naród, państwo to nie jest człowiek i ktoś tam za sąsiadem może akurat przepadać - bywało nawet, że naprawdę bezinteresownie, z czystej głupoty i (excusez le mot!) spedalenia... Albo jacyś przodkowie, jakaś żona, kochanka Esterka, studia na jakimś Heidelbergu czy Oxfordzie. Bywały takie przypadki, ale regułą jest, że o sąsiadach zza miedzy opowiada się niepochlebne dowcipy, a czesto i o wiele gorzej.

I wcale nie tylko Polacy mają swoicj "pepików", "szkopów" i "kacapów"! (A z "pepikami" tak niewinnie, bo już od dawna większej krzywdy nam nie zrobili, my za Jaruzela też nie z własnej woli przecież, a kojarzą się z piwem i zabawnym językiem, choć dla nich polski też zdaje się zabawny.) Szwedzi i Duńczycy mają podobnie, choć mordowali się ostatnio w XVII w., i jak na dzisiejszą skalę niespecjalnie intensywnie. 

I każdy tak ma - nawet i przez kanał to ładnie działa. Żarty Anglików o Francuzach są dość znane, o Niemcach też, mają pojęcie "holenderska odwaga", w drugą stronę z pewnością to samo, a pomiędzy nacjami na samych Wyspach Brytyjskich, mimo stuleci już wspólnej historii, także trudno się doszukać wiele miłości.

Francja i Niemcy dzisiaj? To się dopiero ewentualnie okaże, czy tam naprawdę już wszystko zapomniane, a poza tym tam jest dość specjalna sytuacja z ogromną strefą buforową (Alzacja, Lotaryngia), no i te społeczeństwa są już tak zmęczone, wykastrowane i obrobione propagandą, że mają po prostu polityki dość (poza niemieckimi elitami, czy jak to coś nazwać) i do kwiczenia z narodowej dumy wystarcza im "umpa umpa" przy piwie z jednej, i żabie udka w sosie ślimakowym z drugiej strony. Zresztą w całej Europie i na całym Zachodzie sytuacja jest dość podobna, co nie znaczy, że na dowcipach zawsze się na wieki wieków bedzie kończyć.

To by był nasz przekaz na dziś, do domu nic konkretnie nie zadaję, ale przeczytajcie to znowu ze dwa razy, a potem przemyślcie, bo jeszcze klilka wykładów na te tematy, a potem Najdziksza Intelektualna Debata w Historii, w której musicie błyszczeć, bo z Tygrysistów zdegraduję was na Królikowców lub Morskich Świntuszków, ostrzegam!

Zapamiętać mi w każdym razie na wieki wieków: kraj ma sąsiadów, bo gdzieś w końcu zaczynają się siedziby i tereny łowieckie takich, co z nim razem śpiewać trzymając się za ręce nie pragną, i wzajemnie. Podlejemy to jeszcze potem jedną genialną, i chyba wszystkim już tu znaną, tezą z Ardreya, bo trzeba. (Co by nam na ten temat pan Bąkowski - którego zresztą wszyscy melodyjnym chórem serdecznie pozdrawiamy! - nie głosił.)

No i jeszcze przyszedł mi do głowy nowy wyjątek od naszej niezłomnej zasady - fakt, że czysto formalny i rzadszy niż plaga szarańczy na Przymorzu: jeśli te państwa mają zamiar zaraz stworzyć unię, to jasne że będą od siebie kupować na potęgę, także broń! To już będzie jedno państwo in spe, a my mówimy o takich, które co najmniej mogą kiedyś poczuć drug do druga pewną niechęć i nawet mieć wrogie zamiary. 

Jeśli ich najogólniej pojęta militarna siła jest, co najmniej potencjalnie, porównywalna, lub właśnie nie, ale w niekorzystną stronę, to mamy materiał do tej naszej analizy. No a w przypadku np. takiej III RP - ile znajdziemy takich krajów? Silniejszych od nas militarnie, choćby na razie byli tęczowymi pacyfistami, sąsiadów? Bardzo już ostrożnie (lub raczej wprost przeciwnie!) licząc - co najmniej trzy, prawda?

triarius

P.S. A teraz wychodzimy pojedynczo i uważać na ogony!

Jak łatwo rozpoznać Państwo Niepoważne? (Przykład Tygrysizmu w działaniu) 1

Kiedy się w takim pomieszka jakieś 30 latek, z rozpoznaniem Niepoważności własnego państwa raczej nie będzie problemu, jednak zapytytowujemy się tutaj: "czy istnieje jakiś 'papierek lakmusowy', który pozwoliłby to stwierdzić szybko, łatwo i względnie pewnie?" Myślę, że takie kryteria dają się znaleźć i jedno przyszło mi przed chwilą do głowy. Opiszę to z fioriturami i dygresjami, metodą gawędy ślacheckiej... Wolno mi? A jeśli mi się telewizor zepsuł?

 

1 PRZYDŁUGI WSTĘP 

1.1 Kwestie formalne

Wyjaśnijmy sobie jednak najpierw kilka formalnych i technicznych kwestii, bo sprawa jest poważna i pomijając ew. lekką i zwiewną formę, która nas charakteryzuje, nie chcielibyśmy napisać tu czegoś głupiego, wrednego, czego potem musielibyśmy się wstydzić.

Więc, po pierwsze - to są na razie HIPOTEZY i istnieje teoretyczna możliwość, że tu czy tam sprawy mogą się mieć jednak inaczej. Nie wykluczam nawet (choć prawdopodobieństwo oceniam jako pomijalne), że ktoś w przyszłości mógłby nawet zmienić moje zdanie na ten czy ów temat. To nie są same podstawy Tygrysizmu Stosowanego, tylko szybki przykład tygrysicznej analizy w działaniu. "Tygrysicznych Intuicji" możnaby nawet rzec.

Taki drobiazg, jak "dlaczego te wielkie litery"? Rzadko z szacunku, ale, choć widzę, że ich jest masa i dziwnie to wygląda, staram się sprawy, które widzę jako wzgl. Ścisłe Terminy (hłe hłe!) tak właśnie wyróżniać. To są takie sprawy, o których definicję każdy raczkujący Tygrysista ma mnie prawo spytać. Może przesadziłem, i za każdym razem nie będę jej recytował, ale może założyć, że jakąś tam definicję na to mamy. (I tak się staram nie mieć tych wielkich liter w tych co bardziej filozoficznych tekstach aż tak wielu, bo kandydatów jest więcej.)


1.2 Państwo Niepoważne - co to takiego?

No więc teraz definicja... Co rozumiem przez "Państwo Niepoważne"? Ale może niech nam to ktoś z młodych spróbuje zdefiniować... Na przykład Mądrasiński. (Tak, całym zdaniem!) Słuchamy!

- Więc Państwo Niepoważne, panie psorze, to by było takie, które w znacznej mierze udaje, że w ogóle jest Państwem.

- No, nieźle, na początek, ale jak by miało "być Państwem" i co ono konkretnie udaje?

 - Więc udaje, panie psorze, przede wszystkim to, że mu naprawdę zależy na byciu Państwem... (Czy to nie piękna rekursja, panie psorze?) Czyli że mu zależy na swojej niezależności od obcych, na swojej, krótko mówiąc, suwerenności.

- No, nieźle! Kontynuuj!

- Prawdziwe Państwo, panie psorze, to by w ostateczności wolało przepoczwarzyć się w coś innego - w jakiś inny ustrój, z całkowitą  wymianą elit itd. - pod wpływem sił WEWNĘTRZNYCH, niż ZEWNĘTRZNYCH. W ostateczności oczywiście, bo żadna ustabilizowana Elita nie będzie chętna do oddania władzy, przywilejów... i ODPOWIEDZIALNOŚCI za całość też, a może nawet przede wszystkim. Ale źle się wyraziłem panie psorze, bo ono by nawet wolało zmienić się przymusowo z wewnętrznych przyczyn, niż dalej sobie słodko trwać z przyczyn zewnetrznych! TO jest tu ważne i dość niezwykłe!

- Słusznie prawisz, mój chłopcze, ale co z nieustabilizowaną Elitą?

- Mówimy o Państwie, panie psorze, czy o Anarchii?

- Znakomicie Mądrasiński! Masz zadatki na Delfina. Wszyscy to słyszeli? Jeszcze nic nie jest przesądzone, więc też możecie się starać! Kobiety, wino, śpiew, mądre książki, bicie brzydali, koty... Chyba nie muszę powtarzać całej listy? Dalej prosimy, Mądrasiński! 

- Więc, panie psorze, takie udawane Państwo wyczynia różne błazeństwa pod głupawą publiczkę... Pomniki w wariackich ilościach i maksymalnie szpetne, obchody, dni tego czy tamtego, minuty ciszy, obrzydliwie przesłodzone i fałszywe niby-historyczne bajdy... Na tym się koncentruje, swe poważne i istotne działania w sumie tylko pozorując.

- Cała para w gwizdek, tak? Jesteś dziś w forme, mój chłopcze! A co z grupami rekonstrukcyjnymi?

- Niech się bawią, komu to przeszkadza? Jednak robienie z tego podstawy całej wojskowości to już nieco przesada. Mam rację?

- Masz! Też tak to widzę. Dziękujemy koledze Mądrasińskiemu... O co pytacie, panienki? O, bardzo przepraszam, jedna z was jest już mężatką? I matką?! Nigdy bym nie zgadł, tak młodo i niewinnie wyglądasz. Ja człek starej daty, darujcie! Schyłek Fausta, rozumiecie. Ostatnie jego podrygi.

 

1.3 Kobieta w Tygrysiźmie

- Więc pytacie czy dziewczyny też mogą? Na przywódcę znaczy? Na Przywódcę całości to by była przesada, same przyznacie, bo co to za samiec, który daje się rządzić kobiecie? Chciałybyście takiego dla siebie? Ale na Przywódczynię naszej żeńskiej sekcji, Mulierystek znaczy - oczywiście że tak! Nawet macie tu o wiele większe szanse, niż wszystkie inne płcie. I chyba się zgodzicie, że to też nie byle co? To bardzo zresztą autonomiczna organizacja, te Mulierystki. No i nikt wam, słodkie białogłowy, nie zabroni zostać Doktorem Kościoła! Tygrysicznego znaczy, niczym jakaś nowa, tygrysiczna Św. Teresa de Avila. To wam dziewczyny nie wystarczy? A być dodatkowo ukochaną żoną Tygrysisty i matką młodych tygrysiątek, to mało?

 

1.4 Figle-migle na zakończenie odcinka

Ale się fajnie zabawiam! "Regent Janusz I" to przy tym małe miki. Fakt, że ja się nie jeszcze nie sfotografował w kelnerskim kubraczku z orderami. Ale żeby nie było, że się tylko wygłupiam, w ew. Deo volente następnych odcinkach mam zamiar wytłumaczyć, dlaczego prostym papierkiem lakmusowym na Państwo Niepoważne wydaje mi się fakt kupowania uzbrojenia od sąsiada. A przy okazji obejrzelibyśmy sobie pół świata z tygrysicznej perspektywy, bo "Dygresja" to przecież nasze drugie imię i nam się dosłownie wszystko ze wszystkim wiąże.

- A czemu Tygrysizm jest "Stosowany", pytacie? Dziwne że dopiero teraz was to, ludkowie, zaintrygowało, ale to po prostu żart. Wziąłem to wieki temu od jakiegoś "Marksizmu Stosowanego", czy czegoś równie smakowitego, już nawet nie pamiętam, co to dokładnie było. Przecież brzmi przepięknie, nespa? A że cały Tygrysizm, Młody Spengleryzm, SAT i Mulieryzm to tylko (niestety) żarty - choć większość poważnych rzeczy traktujemy tu cholernie poważnie - to chyba dla każdego jasne?

- No dobra, ludkowie, na dzisiaj to by było tyle. Ty Mądrasiński przekaż łaskawie pannie N. moje najserdeczniejsze życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. No i znajdź sobie na ten czas jakiś inny sposób na rozładowanie skutków nadmiaru Big T., bo dziewczyna musi teraz odpoczywać. Zdobądź jakieś mistrzostwo UFC na przykład, albo napisz tygrysiczny "Katechizm dla młodszych klas szkoły podstawowej". (Oczywiście to by trzeba potem oficjalnie zatwierdzić.)

- No to teraz, moi pilni uczniowie, koniec intelektualnych rozkoszy na czas jakiś! Wychodzimy pojedynczo, góra we dwóch, bez zwracania niczyjej uwagi! Uważać na szpicli, kamery, drony i kowidowych świrów przyuczonych przez naszą ukochaną waadzę na nowych Pawków Morozowów! 

- Tak, masz rację Mądrasiński! Ty jesteś dzisiaj w formie, za to ja nie całkiem. Nasz papierek lakmusowy jest super, ale istnieje pewien znaczący wyjątek. Na szczęście łatwo go uwzględnić. Tak, Niemce na przykład przed wojną kupowały chyba uzbrojenie w Czechach, a nie znikli skutkiem tego z powierzchni ziemi, i dziś kręcą kontynentem, jak tylko chcą.

- Oczywiście, moja pani, że nikogo poza nimi nie ma to powodu cieszyć, tylko że my nie o tym. (A może tę czeską broń oni mieli dopiero po podbiciu Czech?) W każdym razie na wsiakij słuczaj dopisujemy: 

"O ile ten sąsiad nie jest o wiele słabszy." (Co, nawiasem, automatycznie sprawia, że dopuszcza się przynajmniej możliwość, że się go kiedyś napadnie, bo tak działa ten świat. Oczywiście w optymalnym przypadku podbije się go "pokojowo", ale niechby spróbowali się przed tym bronić!)

triarius

piątek, listopada 05, 2021

Każda miłość jest piękna

U Kuraka pod wczorajszym ktoś ładnie skomentował b. nieładną i niestety prawdziwą rzecz, stwierdzając coś w tym duchu, że: "PiS mówi swoim wiernym wyznawcom: 'tak, sprzedaliśmy Polskę, ale zobaczylibyście, co by było, gdyby to Tusk ją sprzedał!'" Faktycznie, różnica w drodze do rzeźni jest, i to spora! Tusk czyniłby to głośno mlaskając z rozkoszy, przy dźwięku fanfar i biciu w bębny, podczas gdy nasza obecna waadza się kryguje i doprasza dłuższej gry wstępnej, a całując w imieniu nas wszystkich kolejną przepisaną do całowania dupę, stara się skrzywioną kwaśno miną okazać światu, że strasznie ją to brzydzi. (Za co zresztą w końcu sama dostanie w dupę, bo o ile unijna biurokracja PiSie pieprzenie o "wolnej dumnej Polsce" ma gdzieś, na co PiS cały czas glupio liczy, to wszystkie te nieprzeliczone hunwejbiny dostają  szału właśnie od tej gadki i na pewno odpowiednią karę w końcu wymuszą.)

A tak zupełnie przy okazji, to "waadza" jest jak najbardziej właściwym określeniem dla tej, i każdej innej zresztą, zgrai u żłobu, ale "władza" już nie! Albo, %^&* mać mamy wciąż tę "demokrację", a wtedy to urzędnicy, wynajęci i opłacani przez nas, mający psi obowiązek o nas dbać i spełniać nasze życzenia, albo "demokracji" nie ma i to już jacyś udzielni książęta i króle z Bożej łaski, którzy mogą z nami robić, co tylko im do łba strzeli - np. godziny policyjne i różne tam segregacje na tych, co waadzy ślepo uwają (dzisiaj to będą szczepany) i tych drugich, do utylizacji. 

Albo albo! Rozumiem, jeśli ktoś stwierdza, że demokracja się nie sprawdziła... Tylko dlaczego akurat te bezmózgie pokraki bez kręgosłupa i jaj miałyby zostać tą nową arystokracją?! Był na to jakiś casting? Może ja bym się na udzielnego załapał, zamiast tego tam... I tego drugiego. Tylko o dziwo nikt mnie nie raczył zaprosić.

Wracając zaś do wątku głównego, to nie wiem jak kto, ale mi, i żadnemu niepodegłościowcowi, ilość ew. lubrykantu, czy nawet środka przeciwbólowego, przy analnym gwałcie na naszej osobie i/lub na Polsce, większej aksjologicznej różnicy nie sprawia. W rzeźni też zresztą - sękata pała w łeb i poderżnięcie gardła, czy po koszernemu bez sękatej pały - wsio rawno! Nawet humanitarny zastrzyk z fenolu w serce, czy równie humanitarna puszka gazu z cjankiem w łaźni, nie wydają mi się czymś istotnie różnym od sękatej pały, tępego noża, czy zabiegania na śmierć niczym Buszmen antylopę.

Ja mam z tym w ogóle dziwnie, bo moja pretensja do komuchów nie jest o to, w każdym razie nie o to najbardziej, że oni, broniąc swej władzy i swojego tyłka, zabijali naszych patriotów - każda władza tak robi, czyli tępi swych wrogów - tylko, że byli kim byli i wpieprzyli się nam tutaj, do Polski. Podobnie z tym Polski zgonem, aranżowanym na raty od zawsze, a już na pewno od '89, a sfinalizowanym przez Morawieckiego w tej tam Brukseli, gdzie miał wetować, ale poklepali go po pleckach i obiecali, że nie będą oszczędzać na wazelinie, a Cyklon B będzie najwyższej jakości, więc chłopina nie miał wyjścia. Nie zawetował, wrócił do domu, odtrąbił sukces. I my teraz mamy się radować, że obiecali nie na sucho, a co będzie potem... Teatrzyk Sado-Maso niewątpliwie, bo cóż innego, ale jak ktoś ma obiecaną naprawdę wielką michę ryżu - Z OMASTĄ - i dobrej jakości bat, w dodatku higieniczny, bo tylko na własny grzbiet, nie jakiś publiczny, to co mu to robi?

Zaraz, zaraz! Morawiecki nie powie przecież: "Po mnie choćby potop!", bo przecież Prole mają zaiwaniać za miskę ryżu, żeby jakieś niebinarne stwory za setki lat mogły nami spokojnie gardzić, jako binarnymi małpoludami, ciesząc się nienaruszonym klimatem i dobrobytem, na który myśmy za tę miskę ryżu... To by była zbyt wielka sprzeczność, by unijni i globalno-masońscy spece od propagandy na takie teksty mu pozwolili, prawda? Musi biedak inaczej kompinować!

Ale miłość jest ślepa, a do tego piękna, więc Morawiecki na zawsze pozostanie nie do ruszenia i przetrwa każdą "rekonstrukcję rządu" (hłe hłe!). Jeśli Mołotow był "kamienna dupa", to czym jest ten nasz ukochany Delfinek? Nasuwa mi się w powyższych kwestiach sporo różnych rzeczy, co je kiedyś przeczytałem, i nawet kilka z nich teraz wymienie, żebym nie zapomniał co to było. Na wypadek, gdybym jeszcze dał wam ludzie następne odcinki. A więc: jedna powieść o Indianach, jeden egzotyczny reportarz z przedwojennego magazynu ilustrowanego... Tyle w tej chwili pamiętam, czekajcie z zapartym... tchem, niech będzie, to może wam powiem.

I to by na razie było miejsce na uświęcone tradycją: c.d., Triario et Deo volentibus, ale jeszcze...

*

Ogłoszenia parafialne

Kiedyś, może ktoś pamięta, mieliśmy tu po prawej masę linków: do naszych własnych, co bardziej wiekopomnych; do dostępnych w sieci Ardreyi i Spenglerów; do zaprzyjaźnionych blogasów, itd. Potem Gugiel, obecny Blogspota właściciel, zaczął wszystko ulepszać i linki poszły się kochać. Jednak Gugiel, trzeba mu to przyznać, dodał Bloggerowi strony, no i właśnie wczoraj zafundowałem sobie tu pierwszą taką, a na niej umieściłem parę interesujących linków. Deo et Triario volentibus, z czasem będzie tych linków więcej.

Te linki, ta strona znaczy, jest do ujrzenia, jak się tam u góry po prawej, pod Tygrysem, kliknie na linek "LINKI i..." I coś tam jeszcze przed chwilą dopisałem. Łatwo znaleźć, trzeba tylko chcieć! (Pytasz, Mądrasiński, czy naprawdę Pan T. uważa, iż każda miłość jest piękna, czy może to tylko sarkazm? Módl się o dalszy ciąg, to się dowiesz, a na pociechę z ręką na sercu stwierdzę, że wasza z panną N. naprawdę widzi mi się przecudną! I - ach! - mam nawet pokusę  sam się w to włączyć. Tyle informacji na razie. Bądź tak miły i przekaż to jej! A swoją drogą, co z nią dzisiaj - niezdrowe biedactwo?)


triarius

P.S. 1 A teraz wychodzimy pojedynczo. I uważać na ogony!

P.S. 2 A zupełnie przy okazji, to tutaj linek do absolutnie darmowych (nie biorą ani grosza, słowo!), dobrej klasy kursów muzycznych dla początkujących. Tylko parę dni. Piano, Bębny, Śpiew, Gitara - do wyboru, albo wszystko razem: https://www.musora.com/free-music-lessons