środa, lutego 21, 2007

Moje prawicowe aksjomaty

Oto moje własne prawicowe (w moim oczywiście własnym rozumieniu) aksjomaty. Z którym oczywiście nie każdy musi się zgadzać, ale mógłby się co najmniej zastanowić i ew. wypowiedzieć. "Aksjomaty" nie w tym znaczeniu, by dało się na nich zbudować jakiś system, tylko raczej dlatego, że nie podejmuję się ich udowodnić. I albo ktoś tak samo mniej więcej czuje, a wtedy jest moim bratem w prawicowości, albo tego tak nie czuje, a wtedy naprawdę może być trudno z tym coś zrobić. W obecnej formie nie aspirują one do naukowej czy językowej elegancji, są bowiem, choć oparte na latach przemyśleń i lektur, zapisane niemal bez chwili namysłu. Tym razem nie chodziło mi bowiem o styl (choć jest niezwykle ważną rzeczą!), tylko o materiał do dyskusji. (Marzenie ściętej głowy!)


1. Pewne najistotniejsze rzeczy nigdy się w istotny sposób nie zmienią, dopóki ludzie żyją na ziemi i są ludźmi. (Stąd mój głęboki sceptycyzm wobec wszelkich utopii i samej idei postępu.)

2. Mało wartościowych rzeczy przychodzi łatwo i bez wysiłku, a już na pewno w życiu społecznym i polityce.

3. Nawet aby tylko utrzymać społeczeństwo w znośnym stanie, potrzebny jest spory wysiłek woli i intelektu.

4. Nigdy nie zapanuje na świecie powszechna miłość i zrozumienie, zaś wszelka wewnętrzna spójność grupy jest w dużym stopniu zależna od jej wrogości wobec otoczenia.

5. Lepiej dać w dupę, niż w nią wziąć. (Co wcale nie oznacza, by prawicowiec koniecznie odczuwał potrzebę dawania komuś w dupę bez wyraźnego powodu.)

6. Ludzkie życie jest, i zawsze będzie, w dużym stopniu tragiczne, czego ważnym i pozytywnym aspektem jest to, że ma ono swą immanentną godność i wielkość.

7. Obiektywna rzeczywistość istnieje i nie zmieni się jej zamykaniem oczu, odmawianiem zaklęć, wiarą w cuda itp.

8. Życie każdego człowieka, jak również życie społeczne, składa się zarówno z rzeczy konkretnych, przyziemnych i prozaicznych, jak i z rzeczy wzniosłych.

9. "Ludzkość" jest czymś niewiele więcej, niż nie mającą realnego znaczenia abstrakcją. (Każdy człowiek jest w pewnym sensie moim bratem, ale indywidualnie. Liczony w milionach i miliardach przestaje niemal cokolwiek dla normalnego człowieka znaczyć.)

10. Człowiek jest z natury istotą społeczną.

11. Niemal każdy człowiek ma pewne potrzeby i instynkty religijne, których jeśli się w sensowny sposób nie zaspokoi, grozi to aberracjami i różnymi quasi-religiami.

12. Nie tylko ludzie żyjący obecnie, ale i wielu zmarłych stanowi grupę społeczną każdego z nas.

13. Całkiem sporo relacji społecznych nie opiera się wcale na zasadach wolnorynkowych, czy w szerokim znaczeniu ekonomicznych, czyli na racjonalnym rachunku zysków i strat.

14. Życiowym ideałem dla zdrowego dorosłego i dojrzałego człowieka nie jest, i nie powinno być, jakieś podrabiane dzieciństwo (jak to jest dla wielu lewaków).

15. Każde zdrowe i normalne społeczeństwo ma swą strukturę i jakąś formę władzy. Władza w przypadku zdrowego układu oznacza także odpowiedzialność, podległość zaś oznacza pewien stopień bezpieczeństwa, taki, na jaki stać dane społeczeństwo.

16. Coś takiego, jak "prawa człowieka" nie istnieje. Prawa każdego wynikają ze struktury i sposobu funkcjonowania danego społeczeństwa.

17. To samo dotyczy "praw naturalnych", tyle, że kiedy mówi o nich Kościół Katolicki, to nabiera to sensu, ponieważ jest to nakaz realigijny i prawa obowiązujące w pewnej grupie (choć wielkodusznie przyznawane także i innym).

18. Człowiek to z samej swej istoty istota społeczna i jako taka do pełni swej realizacji potrzebuje także efektywnego udziału w życiu swej społeczności. (Mogą być wyjątki, ale nie o to teraz chodzi.)

19. Z czego wynika, że republika jest ze swej natury idealniejszym ustrojem od np. absolutnej monarchii, jeśli oczywiście obie miałyby funkcjonować równie sprawnie i równie dobrze rozwiązywać problemy danego społeczeństwa.

20. Fochy na temat "ludu", "władzy ludu", "d***kracji" itd. mają bardzo mało wspólnego z prawicowością, bardzo dużo zaś z życiem w świecie ułudy i jałowych rojeń, odgrywaniem wielkiego pana i robieniem namiastki prawdziwej polityki wedle zasady "cała para w gwizdek".

21. Polityka to przede wszystkim sprawa tego, kto będzie miał prawo decydować - czyli kto będzie miał władzę - oraz ile tej władzy będzie miał. Niemal wszystko inne to nie polityka, tylko co najwyżej administrowanie lub ekonomia.

22. Przeważnie wyraźnie widoczne stosunki władzy i zależności są lepsze od zakamuflowanych i zakłamanych.

23. Dobrze funkcjonujące społeczeństwo zapewnia skuteczne, powszechnie rozumiane i jak najpowszechniej akceptowane mechanizmy, pozwalające jednostkom ambitnym i mającym pożądane dla danego społeczeństwa cechy na pięcie się w hierarchii, oraz wzgl. spokojne i bezpieczne miejsce dla tych, którzy nie są do takiej walki zdolni, nie chcą w niej brać udziału, albo już w niej przegrali.

Mechanizmy te powinny, dla dobra danego społeczeństwa, stanowić jakieś formy "zrytualizowanej" walki, nie zagrażającej rozpadem społeczeństwa ani poważnymi w nim zaburzeniami.

24. Rynkowa GOSPODARKA - tak, rynkowa RELIGIA - nie!

25. Bezsilność korumpuje, zaś absolutna bezsilność korumpuje absolutnie. (Jest to oczywiście parafraza słynnego stwierdzenia Lorda Actona, moim zdaniem znacznie sensowniejsza od oryginału. Sam ją kiedyś stworzyłem, co nie było aż tak trudne przy moich poglądach, ale całkiem niedawno ze zdziwieniem odkryłem ją w pewnej niezbyt znanej amerykańskiej książce. Jej autor miał na nazwisko Korda.)

26. Kobiety i mężczyźni różnią się wcale nie "tylko jedną malutką rzeczą". Tak jest dobrze i tak ma pozostać!

27. Naród jest (zgodnie ze słowami kard. Wyszyńskiego) "rodziną rodzin" i jest istotny. Naturalną formą istnienia narodu jest państwo.

28. Takie pojęcia jak "Europa" są pojęciami geograficznymi i nie implikują jakiejś realnej wspólnoty społecznej. Co innego "zachodnia", czy "europejska", "faustyczna", czy "zachodnio-chrześcijańska" cywilizacja.

29. Regionalizm i "małe ojczyzny" mają realne znaczenie proporcjonalne do realnego znaczenia swych gwar, dialektów, miejscowych zwyczajów, i po prostu swego odcięcia od innych obszarów czy społeczności. W dzisiejszym, bardzo już ujednoliconym świecie, wyraźnie straciły na znaczeniu i wszelkie wysiłki w celu zwiększenia ich znaczenia trzeba uzać za co najmniej podejrzane, bowiem ich skutkiem jest przede wszystkim rozbijanie państw narodowych. Co jest niewątpliwie robione w celu stworzenia ponadnarodowego zideologizowanego molocha, w rodzaju Unii Europejskiej.

(Po latach: Choć np. Szkocja, czy nawet Katalonia, to o wiele więcej, niż tylko "regiony". "Regionem par excellennce jest no Śląsk czy Bretania.)

30. Siły zbrojne każdego kraju służą do prowadzenia wojny, albo do unikania wojny przez odstraszanie, nie zaś do inżynierii społecznej - czy to w kierunku liberalnym, czy jakimkolwiek innym. Głoszenie propagandowych tez, że to właśnie w pełni zawodowa armia jest idealnym środkiem od obrony kraju - w dodatku kraju takiego jak Polska, z brakiem naturalnych granic i o specyficznych sąsiadach - dowodzi albo intelektualnej nieuczciwości i kompletnej nieznajomości spraw militarnych, a nawet historii. Albo też jest po prostu działaniem obcego agenta wpływu. (Zresztą inżynieria społeczna sama w sobie jest w zasadzie sprzeczna z prawicowością.)

31. "Suwerenność narodu", czy nawet "ludu" wcale - wbrew temu, co opowiadają różni monarchiczni frustraci - nie jest zaprzeczeniem prawicowości. Także nie jest nim demokracja, i w istocie znacznie lepiej jest, by naród miał wpływ na własne losy, choćby w sposób wysoce niedoskonały, niż oddać ten wpływ bez żadnego sposobu na jego odzyskanie jakimś niekontrolowanym przez nas, i niegodnym zaufania, ponadnarodowycm siłom. (Dojście PiS'u do władzy, mimo wszelkich wad tej formacji, jest dobitnym dowodem na to, że demokracja na poziomie kraju nie jest jeszcze zupełną fikcją. I tak powinno pozostać. Przynajmniej na razie)

32. Wszelkie hipostazowanie jest wysoce podejrzane, np. czynienie z demokracji jakiejś utopii absolutnego raju na ziemi, czy mieszanie do stosunkow prostej definicji tego pojęcia niezwiązanych z nim pojęć w rodzaju "tolerancja", "polityczna poprawność", czy "wartości europejskie".

33. Większość ludzi nie jest z pewnością bardzo mądra, ale prawicowiec będzie raczej traktował ich z szacunkiem i nieco na wyrost, niż z pogardą i jako głupszych i podlejszych, niż wedle wszelkich danych w istocie są. A zatem wszelkie pomysły w stylu "wzięcia tej hołoty za mordę i uszczęśliwienia ich na siłę", charakterystyczne np. dla masonerii, ale wcale nie wyłącznie, są dla prawicowca wstrętne. (Choć realne życie też ma swoje prawa i różnie może być, tyle, że tutaj mówimy o skłonnościach i upodobaniach, przeważnie zresztą czysto werbalnych i śmiesznie bezsilnych. No a "uszczęśliwianie" stoi w prawicowym jadłospisie dość w sumie nisko, o wiele niżej od np. etyki.)

No, to by było na razie tyle.

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

1 komentarz:

  1. Cóż, wygląda na to, że jestem Twoim bratem. Choć zapewne bratem, który będzie się wykłócał o to i owo...

    Nigdy (póki co!) nie zabrałem się za spisywanie swoich przemyślem. Jakiś czas temu zacząłem pisać... hmmm, nie bardzo wiem jak to ująć... Nieważne. Zacząłem pisać coś, co miało tytuł "Dlaczego lewica mnie nie kręci?". Zacząłem od roli i istoty samoświadomości na poziomie jednostki. Myślę, że to będzie w przyszłości stanowiło jeden z moich aksjomatów... Mogłoby to przybrać taki kształt:

    "Prawicowiec to osoba o wysokiej samoświadomości, pozwalającej mu na nie uleganie wpływom wszelakich inżynierów społecznych i dzięki temu przyczynia się do realnego rozwoju własnego i grupy, do któerj przynależy."

    W sumie w odniesieniu do samoświadomości mam sporo przemyśleń, ale na razie są one mało uporządkowane...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń