piątek, września 10, 2010

„Oko za oko” czyli demokracja

Dla typowego dzisiejszego inteligenta Kodeks Hammurabiego to symbol prymitywnej mściwości i barbarzyństwa. O Prawach Solona, czy rzymskim Prawie XII Tablic, taki inteligent na ogół nie słyszał, jednak gdyby przypadkiem usłyszał, jego opinia byłaby  z pewnością taka sama.

Kompetentni historycy widzą jednak w tych wszystkich archaicznych kodeksach prawnych coś całkiem innego, w dodatku bardzo ważnego. Chodzi w tym mianowicie o to, że najpierw władza w każdym z tych społeczeństw była całkowicie arbitralna – w tym sensie, że wynikała wyłącznie (w każdym razie z założenia) z woli klasy  rządzącej. Nie była więc także skodyfikowana. Zwykły lud obowiązujących „praw” nie znał, bo po pierwsze: żadnych stałych praw po prostu nie było; a po drugie: nic ludowi do takich ważnych spraw – mordy w kubeł i tyle!

No i, jak się chwilę nad tym pomyśli, widać, że już sam fakt, iż prawa, które mają od teraz obowiązywać, zostają spisane i umieszczone w publicznie dostępnym miejscu, stanowi spory krok w kierunku mniej zamordystycznego systemu rządów.

Co, nawiasem, oczywiście wielu na naszej prawicy może całkiem nie pasować, a nawet budzić żywe oburzenie – no bo „władza ma być z Bożej łaski”, jak lud sobie uroił jakąś „suwerenność”, to przecież anatema i bolszewizm... Takie sprawy. Jednak nie chciałbym się tutaj zajmować moralizowaniem, ochami i achami – to raz.

A dwa, to jednak pragnę zwrócić uwagę, że tu nie chodzi o żaden katolicyzm z miłosierną Matką Boską, czy choćby Matką Teresą, tylko o ofiary z ludzi, sakralną prostytucję (to akurat by mi za bardzo osobiście nie przeszkadzało), masę najdziwaczniejszych tabu, obwarowanych okrutnymi karami, masowym dzieciobójstwem, i tak dalej. Mieszanie do tego pojęć takich, jak „suwerenność ludu”, „Boża łaska”, „wolny rynek”, czy „Prawo przez duże P”, wydaje mi się dość idiotyczne. Poza tym, że, jak rzekłem, nie chodzi tu o moralizowanie, tylko o analizę faktów.

Rządził sobie więc taki patrycjat, król, czy inna elita, aż nagle coś ich tknęło... I rzekli sobie: „No przecież nie możemy nadal tak niedemokratycznie, gwałcąc prawa człowieka i wszystko co piękne z postępowym na spółkę. Musimy to zmienić!” Jak uradzili, tak też i zrobili. Wyszło to wprawdzie pokracznie i barbarzyńsko („oko za oko, ząb za ząb”, każdy to pamięta), ale chociaż chcieli dobrze, a nie potrafili, bo nie było jeszcze... (I tu sobie wpisać parę stosownych nazwisk, tytułów gazet i bolszewickich pseudonimów.)

Nie, to nie tak było! Tego typu „demokratyzujące” reformy wynikają zawsze z jakichś bardzo konkretnych powodów i żadna rządząca „z łaski bogów” starożytna oligarchia własnych praw na rzecz poddanych ot tak sobie, dla samej satysfakcji z własnej humanitarności, nie ograniczała.

Niemal zawsze, jak się wydaje, chodziło tam o to, że, aby takie państwo (w sensie niechby i bardzo ogólnym, ale to jednak były właśnie państwa) radziło sobie w rywalizacji z innymi (co obejmowało różne sprawy, od przetrwania, przez suwerenność, po ambitne podboje), musiało mieć sprawną armię, ta zaś z kolei wymagała udziału tego właśnie ludu, który dotychczas żadnych praw nie miał i się po prostu nie liczył.

Oczywiście, można ten lud zmuszać do walki, co się i robiło, ale szybko okazuje się, że z niewolnika marny żołnierz (a dotyczy to nawet gladiatorów, skądinąd fizycznie sprawnych i zaprawionych do walki na śmierć i życie), a jeśli się żołnierzy zbyt przymusza i zbyt szorstko traktuje, to wkrótce życie dowódców staje się także ryzykowne i potencjalnie krótkie. Tak więc regułą jest zawsze i wszędzie, że demokratyzacja niemal zawsze wynika z konieczności użycia ludu do walki, a w każdym razie w armii (czy flocie, tutaj tego nie rozróżniam).

Pisałem już kiedyś o tym i udało mi się nawet z grubsza wykazać, iż demokratyzacja Zachodu – zarówno od Rewolucji Francuskiej, jak i, w większym o wiele natężeniu, po drugiej wojnie światowej, także wynikła w dużej mierze właśnie z tego. Tak samo, jak obecnie przybierający z każdym dniem na sile totalitaryzm i odchodzenie od realnej demokracji, wiążą się z tym, iż wielkie obywatelskie armie odeszły w przeszłość, zastąpione przez ekspertów z guzikami, zawodowych zbirów (albo, w praktyce Zachodu, często zawodowych nieudaczników), oraz, coraz w tym wszystkim ważniejsze, tajne służby.

Struktura i faktyczne działanie obecnej „demokracji” w przedziwnie wierny sposób odzwierciedla przecież specyfikę tych właśnie modeli sił zbrojnych – tak samo, jak niemodna już, dawna „populistyczna” demokracja idealnie odzwierciedla duże, stałe, obywatelskie armie z poboru.  (W końcu nawet w krajach super-liberalnych i nie mających teoretycznie poboru, wszystkie naprawdę życiowe konflikty zbrojne wciąż i zawsze obsługiwane były przez pobór. Wystarczy wspomnieć Pierwszą Wojnę Światową, czy Wojnę w Wietnamie.)

Tę sprawę żeśmy sobie chyba w miarę wyjaśnili, teraz sprawa inna i pozornie nie mająca z Hammurabim związku. Chodzi o to, że wyobrażamy sobie, jak to jest, kiedy leje nas o wiele silniejszy, może większy, może mniej zmęczony... Albo coś, przeciwnik. Może to być na macie, może to być na ringu, może to być na ulicy, w knajpie, czy w dyskotece. Nawet na szachownicy to by też dało się zrobić, choć radzę jednak wczuć się w realne, brutalne i grożące realnie przykrymi konsekwencjami mordobicie.

Leją nas więc, a nam się szczęśliwie udało przeciwnika jakoś związać. Jakiś bokserski klincz, jakaś rozpaczliwa półgarda w parterowym grapplingu, coś takiego. To znaczy jakoś unieruchomiliśmy naszego wroga, tak, że nie może nam on przez chwilę, dłuższą czy krótszą, zrobić większej krzywdy. Nie może się wyplątać, bo nie ma tyle sił na krótką metę, a na nieco dłuższą, to wyplątując się wpadłby w jeszcze mniej korzystną dla siebie pozycję i szansa, że to jednak my damy mu w kość, a nie on nam, wyraźnie by się nagle zwiększyła.

Trzymamy więc tego naszego niebezpiecznego wroga w tej półgardzie... No i co mamy dalej robić? Jeśli MY zaczniemy próbować się z tej – biernej, ale chwilowo dla nas względnie korzystnej – sytuacji wyplątywać, to wszystko wróci do sytuacji sprzed naszego szczęśliwego fuksa, albo i gorzej. Najprawdopodobniej to MY, próbując coś cwanego robić, wpadniemy w poważne kłopoty. Cóż więc nam pozostaje?

Jeśli i tak nie mamy wiele do stracenia, bo facet jest o wiele silniejszy, lepszy technicznie, czy mniej zmęczony, to trzymajmy go w tej półgardzie i cieszmy się nią. Żywiąc nadzieję, że gość (choćby ze zniecierpliwienia) popełni jakiś poważny błąd i będziemy mu mogli zrobić kęsim... Albo może porazi go piorun... Albo też nadciągnie jego porzucona kochanka z Derringerem i go zastrzeli... Albo coś. W końcu, jako się rzekło, nie mamy nic do stracenia i wszelkie nieprzewidziane okoliczności są z samej zasady dla nas korzystne.

Do czego ja zmierzam, spyta ktoś, tak okrężną i zawikłaną drogą? A do tego, odpowiem, że nie lubię plucia na „demokrację” jako taką, bo uważam, że to coś bardzo podobnego do porzucania klinczu, czy półgardy, na rzecz jakichś wyimaginowanych i niepewnych radykalnych akcji, kiedy to nasz przeciwnik ma wszelkie atuty po swojej stronie.

Odchodząc od naszej metafory rzekę, iż głupie jest moim zdaniem odpuszczanie rządzącym tego, co czego się sami głośno i wyraźnie zobowiązali. Dotyczy to tak samo komuchów po „destalinizacji”, jak i dzisiejszych „autorytetów moralnych” i nastojaszczich diemokratów III RP.

Odpuszczając im takie rzeczy, pomijając już moim zdaniem sprawy czysto etyczne, jest głupie, bo za to właśnie ich jakoś tam, lepiej czy gorzej, trzymamy, a jeśli zaczniemy ich łapać za coś innego, najpewniej skończy się to o wiele gorzej. Albo przynajmniej o wiele szybciej.

Nie ma co być idiotą i uciekając do Scylli, wpadać na Charybdę! Jest ogromna przepaść pomiędzy zdrowym sceptycyzmem wobec demokracji, wobec sposobu, w jaki została już przerobiona, zafałszowana i skurwiona, a pluciem na demokrację dla samej zasady... W sytuacji, kiedy nie wiemy, czy te pozory demokracji to nie jest w istocie JEDYNA (albo, w każdym razie, jedna z b. nielicznych) rzeczy, które tę (zarówno międzynarodową, jak i rodzimą) bandę jeszcze jakoś na wątłej nitce trzymają!

Absolutnie nie widzę powodu, by im to odchodzenie od „podjętych dobrowolnie” zobowiązań wobec nas ułatwiać. Tak samo, jak nie widzę, niestety, na razie żadnej możliwości, by tę syfiastą i załganą, semi-totalitarną już, jeśli nie gorzej (choć na razie faktycznie nie aż tak wiele krwi przelewającą, z pewnością do czasu) leberalną „demokrację” dało się zastąpić czymś lepszym i mniej podłym.

Tak więc zachęcałbym do zastanowienia się chwilę, zanim następny raz zacznie się bez większej potrzeby na „demokrację” – jako na samą ideę – pluć. Jak również do przyjrzenia się uważnie tym, którzy to bez przerwy robią i prowokują do tego innych.

Co naprawdę nie oznacza, bym to coś, co nam jest obecnie jako „demokracja” sprzedawane, uważał za sprawę uczciwą, fajną, czy dla uczciwych i porządnych ludzi korzystną. Po prostu wznoszenie buńczucznych okrzyków nie załatwia sprawy, co innego sensowne dyskutowanie różnych spraw w doborowym gronie.

triarius
---------------------------------------------------
Czy odstawiłeś już leminga od piersi?

28 komentarzy:

  1. Błędnie zakładasz, że demokracja stanowi jakieś ograniczenie dla rządzących, że jest jakaś "kontrola" ze strony "ludu". Przeciwnie, umożliwia zrobienie absolutnie wszystkiego po odpowiednim spedagogizowaniu lemingozy przez telewizor (bo wszystko w demokracji jest sprawą polityczną, sfer autonomicznych brak). Sam chyba widzisz, że sprzedano nas Niemcom i Sowietom , zamordowano prezydenta, a lud radośnie na jego następcę wybrał jego mordercę i sprzedawcę. Urobiony telewizorem lud myśli, że Donek wprowadzi nam Europę, dobrobyt i taniec z gwiazdami. W konieczności urabiania i przekupstwa i wiążącym się z tym opóźnieniem decyzyjnym leży w zasadzie jedyne ograniczenie demokracji. Demokracja to dobra rzecz u wrogów.

    To jak biec maraton ze sraczką. Gdy biegniesz sam, jakoś ujdzie. Gdy masz konkurentów, dobrze mieć mniejszą sraczkę niż oni. Putin to zrozumiał i pogonił z Rosji te wszystkie Amnesty International i Fundacje Społeczeństwa Otwartego (czy jak im tam).

    Również w kwestii spisywania praw się mylisz. Nie ma społeczności bez zwyczajów, nawet jeśli nie są spisane. Nawet jeśli tą społecznością jest ruska mafia. To nie jest tak, że przed utworzeniem oficjalnego kodeksu występuje jakiś darwinowski stan wojny wszystkich ze wszystkimi. Były stałe prawa, tylko niepisane - dokładnie jak u nas przed statutami Kazimierza Wielkiego. Spisanie praw, ich ujednolicenie wiąże się ze wzrostem siły państwa, z unifikacją jego terytorium lub koniecznością radzenia sobie z licznymi przybyszami przynoszącymi swoje zwyczaje do stolicy. Spisanie jednolitych praw jest bardzo niedemokratyczne, gdyż oznacza, że ludy (liczba mnoga) muszą zmienić swoje dotychczasowe obyczaje, dla wygody klasy panującej. I nikt ich o zdanie nie pyta. Czysty zamordyzm!

    OdpowiedzUsuń
  2. W życiu różnie bywa: na pewno zdarzały się i sytuacje opisywane przez Triariusa, i sytuacje opisywane przez tj'a. Raz spisywano prawo by kupić sobie poparcie biedoty, raz by mocniej trzymać ją za pysk. Weźmy taką niepodległość: Polacy ginęli w walce i marli na Sybirze, bo carat nie chciał przyznać im niepodległości, a w takim RPA odwrotnie: czarny lud protestował zbrojnie przeciw rządowi centralnemu, który ogłosił suwerenność bantustanów, bo ta suwerenność zwyczajnie się kolorowym nie kalkulowała, mimo wszystko woleli status "sytych niewolników" vel "obywateli III kategorii" niż samodzielną troskę o michę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do ganiania tych wszystkich AI i Open Societies to nie wystarczy wygnać je ze swojego podwórka, trzeba jeszcze futrować je u sąsiada zza miedzy i głośno oskarżać tegoż sąsiada o zbrodnie przeciw AI.
    Wiedzieli o tym arcychrześcijańscy królowie Francyi, co to palili u siebie kalwinistów tysiącami, ale na kalwinistów i luteran w Cesarstwie nigdy nie żałowali kaski. Zresztą heretykowie rozumowali i działali podobnie: w takich Sewennach kamizardzi wyglądali odsieczy z Hiszpanii (o św. Inkwizycji nie słyszeli, czy co?).

    OdpowiedzUsuń
  4. @ tj

    Ja bym się mógł zgodzić z większością tego, co piszesz, choć inaczej bym rozłożył pewne akcenty. Widać nie umiałem się precyzyjnie wyrazić.

    Chodzi mnie o to, że np. Szczurołapus Magnus i jego chłopięta spod trzepaka dostają cięgi w bokserskim ringu (mniejsza o to, jak tam się zaleźli) i zamiast walczyć, choćby o przedłużenie agonii, wrzeszczą, że "boks jest do dupy, w jeździe figurowej na lodzie (albo walce na topory, bez reguł) to ja bym wam pokazał, chuje!"

    Mądre to? Moim zdaniem b. głupie.

    Wcale nie chodzi mi o to, by się "demokracją" brenzlować i szerzyć takie coś, co chodzi pod tą nazwą dzisiaj u siebie, a nie u sąsiadów. (Co innego jednak ze zdrowym republikanizmem, ale kudy nam do tego. Sam w końcu pierwszy głosiłem, że Polaków dzisiaj 25% tego, co za nich uchodzi, więc republikanizm zdrowy odpada.)

    Co do XII Tablic to się jednak nie zgodzę. To jest pewne odejście od całkowitej arbitralności władzy i ustępstwo na rzecz Ludu. Tak jak dzisiaj odwrotnie - mamy np. wyroki dożywocia na terrorystów, które sprowadzają się do kilku lat w pierdlu.

    Na zasadzie "4 x dożywocie daje nam 25 lat", po czym wychodzi gość, bo stary i odpokutował. To jest właśnie plucie Ludowi w mordę i ODKRĘCANIE HAMMURABIEGO (czy nawet Drakona).

    Nikt mnie tu chyba za jakiegoś pasjonata obecnej syfiastej "demokracji" nie uważa? Jednak buńczuczne okrzyki na ten temat uważam za durne, to fakt.

    Oczywiście że prawa takiego Hammurabiego nadal były arbitralne - kto w końcu wyśmiewał się z "Prawa przez duże P", że spytam? Ale ta arbitralność jednak jest już nieco ograniczona i o to mi chodziło. Tak jak z tym dożywociem, to ta sama sprawa, choć odwrotnie.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Anonimowy (i Wsie)

    Cała sprawa sprowadza się do tego, że "demokracja" to jest pewien zbiór b. ogólnych reguł, coś jak konkurencja sportowa, a w ramach tego można robić różne rzeczy - wygrywać, przegrywać, faulować, oszukiwać, korumpować...

    Co zresztą wróg przecież robi jak cholera.

    Widać wyraziłem się nieudolnie i nie dało się zrozumieć, ale chodziło mi o to, żeby zamiast BEZ WIĘKSZEGO NAMYSŁU gadać głupoty (za to głośno, żeby wróg słyszał), jak to się brzydzimy demokracją (jako taką), trza sytuację po prostu inteligentnie analizować.

    Ile się da "nie gwałcąc zasad demokracji", ile już się nie da... Takie sprawy. Ale myśleć, a nie pokrzykiwać, bo nam się podoba "Monarchia z Bożej Łaski", albo np. czujemy się taką arystokracją, że nijak z "demokracją" nie możemy...

    Zgoda, jest to syf, to co mamy teraz znaczy, ale ROBIĆ, a nie gadać! I/lub MYŚLEĆ, a nie zapluwać się idiotycznymi, anachronicznymi hasełkami. Niczym Szczurołapus Magnus i ludek pod trzpakami.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  6. Byc moze kogos tu zainteresuje dyskusja jaka na podobny temat prowadzilem na jednym z blogow jakis czas temu.

    http://tiny.pl/hg23x

    P.S.Przepraszam ze tak linkuje zamiast sie wypowiadac obszerniej ale chyba od jakiegos czasu cierpie na "wypalenie blogowe" i zwyczajnie nie chce mi sie pisac zbyt rozwleklych komentarzy(szczegolnie w tematach na ktore juz gdzies tam wielokrotnie dyskutowalem).

    OdpowiedzUsuń
  7. triarius,

    kto ogranicza się do status quo, nigdy nie pójdzie do przodu. Jeśli na poważnie chcemy mieć silne państwo, musimy o demokracji zapomnieć, a jeśli się nie da, to przynajmniej zdawać sobię sprawę z tego, że system jest zły i został nam narzucony właśnie dlatego. Fasadę, jak u Wołodii, zawsze można zostawić. O to chodzi czerwonemu, byśmy tańczyli jak on nam zagra. Dlatego ja, kiedy słyszę uwagi by "uszanować wyrok demokracji", albo rozważania, czy JarKacz powinien bardziej się uśmiechać, czy przeciwnie, bardziej krzywić by wygrać wybory, słyszę szyderczy śmiech gen. Kiszczaka, jak to ostatnio pisał Rolex. Gramy w jego grę, znaczonymi kartami, w jego lokalu, z jego regułami, ustawionymi tak by nas oskubać. Nadzieja, że może tym razem karta pójdzie, to zwykła ułuda, porównywalna tylko z nadzieją na przełom po kolejnym zjeździe partii (albo z nadzieją hazardzisty, że tym razem się odegra). Bez zmiany reguł gry, uderzenia w gniazdo żmij, będziemy się miotać w nieskończoność jak żydy po pustym sklepie.

    Zauważ, że nawet PiS to już kompletny trzepak. Jaro nie ma absolutnie żadnego poparcia wśród naprawdę rządzących (czyli służb), co widać po medialnej ofensywie i planach zapateryzacji. Zasadniczo oznacza to, że wszyscy możemy co najwyżej groźnie kiwać sobie palcem w bucie, i nie poradzi tu nawet Nicek. Nie oznacza to jednak, że należy kłaść uszy po sobie, bo nic nie trwa wiecznie, i prędzej czy później uścisk pani Anieli i czekistów osłabnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Solon to by się naszym wykształciuchom mógł spodobać: zgnoił starą arysokrację by zrobić we Władzi miejsce dla zamożnych nuworyszy, kochał chłopców, pisał wiersze etc. tylko ta jego walka z bankierami, te wszystki populityczne strząśnienia długów...

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Tygrys

    A ja w Ciebie cytacikami - wiem, trochę to nie po sportowemu...

    "(...)Istnieje tylko historia personalna, przeto i personalna polityka...Urodzony mąż stanu jest przede wszystkim znawcą, znawcą ludzi sytuacji i spraw...Polityka jest sztuka możliwości. Kazdy działacz rodzi się w pewnym czasie i odpowiednio do tego czasu (...)"


    "(...) W początkach demokracji pole działania należy tylko do intelektu...Tymczasem wkrótce melduje sie inna wielkość każdej demokracji, przypominając o fakcie , że z konstytucyjnych uprawnień można robic uzytek tylko wtedy,gdy ma sie pieniądze.Podobnie też fundamentalne, idealne w zamyśle prawo zachodnich konstytucji - owo przysługujące masom nieskrępowane prawo wyborcze - pozostaje zwykła teorią, gdyż każda rozwinieta organizacja sama się w rzeczywistości kompletuje.
    Ale dla nas, żyjących w tej epoce, masy są jako elektorat " w formie" dokładnie w tym samym sensie, w jakim były one uprzednio "w formie" jako zgrupowanie poddanych - mianowicie jako przedmiot istniejacy dla podmiotu (...)"

    Zauważ też to, że rządzący nami w rzeczywistości cwele, sami są fagasami skaczącymi na dwóch łapkach, przed tymi co brzęczą im przed ryjami wypełnioną sakiewką, a ten cały kraj z nami na czele mają głęboko w dupie.

    Sytuacja jest kanalasta, gdyż w Polsce nie ma kapitału zainteresowanego silną Polską. Jesteśmy narodem gołodupców z chmarą mnożących się w postępie geometrycznym lemingów i grupką takich jak my, których zidiociałe masy mają za oszołomów a "trzymający lejce" z ironicznym uśmiechem olewają...

    OdpowiedzUsuń
  10. Janek77 pokazuje jak głęboki ten kanał:"Polską rządzi przecież PO , ma władzę praktycznie absolutną : premier , prezydent , sejm , senat , NBP, RPO ,służby i media pod kontrolą. Dla Polaków nieporównywalnie ważniejsze są działania i decyzje PO – partii rządzącej. Trzeba o tym rozmawiać, to powinien być główny temat w mediach. A dzieje się dużo:
    -przygotowywany jest nowy kontrakt gazowy z Rosją , który uzależni Polskę od Gazpromu do roku 2037 . Nawet Bruksela uznała że jest to wyjątkowo niekorzystny dla Polski kontrakt. Bruksela tak , polski rząd nie.
    -zadłużenie Polski w okresie 1000 dni rządów Tuska wzrosło o prawie 200 miliardów złotych , czyli w tempie 200 milionów zł codziennie ! Gierkowe 20 miliardów dolarów wygląda przy tym bardzo skromnie
    -uprawnienia służb specjalnych i skarbowych za rządów Tuska do śledzenia , podsłuchu , kontroli korespondencji i danych bankowych czy użycia broni są znacznie szersze niż za czasów ‘dyktatury’ PIS
    -przedstawiony został projekt budżetu na 2011 . Kto dyskutuje o 90 miliardach deficytu ? O wzroście obsługi długu krajowego o 12% ? O założeniach opartych na mało realnym kursie Euro na poziomie 3,75PLN ?
    - rząd PO likwiduje Fundusz Rezerwy Demograficznej , który miał zabezpieczać przyszłe emerytury w sytuacji starzenia się społeczeństwa . Ten fundusz miał być nietykalny przez 20 lat . Ale rządowi brakuje pieniędzy na dziś , więc zabrał z funduszu
    - w projekcie budżetu kancelarii prezydenta na 2011 dotacja na zabytki Krakowa maleje o 12 mln, z 42 do 30 mln zł. Wydatki kancelarii na samą siebie, rosną ze 116.5 do 139.8 mln - o 23.3 mln zł czyli o 21%
    - za to nie brakuje PO pieniędzy na takie , niezrozumiałe i kontrowersyjne pomysły jak pomoc zadłużonej Grecji (do czego przecież nie jesteśmy zobowiązani, bo nie jesteśmy w strefie Euro) czy wydawanie pieniędzy z rezerwy budżetowej na program sprowadzania do Polski emigrantów z Afryki."

    OdpowiedzUsuń
  11. Obawiam się, że Twoje nawoływania prawicowców do chomikowania tradycyjnych książek czy e-booków Damasia są klasycznym wołaniem na puszczy. Na razie to nie konserwa używa tez Damasia do walki z postoświeceniowym, leberalnym syfem, ale lewactwo wali Damasiem w chrześcijaństwo i w inne religie. Tezę Damasia, że "dusza", "rozum", "uczucia" to tylko nieprecyzyjne określenia czynności mózgu od biedy dałoby się połączyć z tezami Akwinaty o duszy jako o formie ciała i jedności duchowo-cielesnej osoby ludzkiej, ale w potocznie rozumianym chrześcijaństwie dusza jest jak u Platona i Kartezjusza zaprzeczeniem ciała, czynnikiem niematerialnym i niezależnym od biologicznej maszynerii nerwów, kości, mięśni i naczyń krwionośnych.

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy,

    w realistycznej (arystotelesowsko-tomistycznej) antropologii dusza jest materią człowieka, a ciało formą. Wg niej jest oczywistym, że osobnik z mało pofałdowanym mózgiem będzie mniej rozgarnięty, gdyż ciało odpowiada za aktualizacje siedzących w duszy potencji, jest jej "więzieniem". Co ten Damasio pisze ciekawego (bo z Twojej ralacji wynika że po prostu powtarza błąd materialistów)? Są jakieś streszczenia Damasia?

    (tylko nie mówcie, że mam przeczytać - goni mnie już i tak zbyt długa kolejka czytelnicza)

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Anonimowy

    No nie Ludzienie, martwicie mnie und niepokoicie. Wy naprawdę potrzebujecie Damasiów tego świata, żeby Wam mówili o Duszy?!

    Przecież oni nie są od tego! Czy taki Orwell był ortodoksyjnym katolikiem? Albo nasz Ardrey? Spengler ma do katolicyzmu wyraźnie czułe nastawienie, ale to przecież - gdy mówimy o historii - także nie jest (przynajmniej bez rozwijania) jakaś ortodoksja czy JP2.

    To nie o to chodzi! Sam fakt, że lewizna zaczyna się wplątywać w dyskusje o Duszy, podpierając się przy tym całkiem nieadekwatnymi argumenty... Czyż to samo w sobie nie zaczyna wyglądać dziwnie optymistycznie3? Kiedyś Święta Świeckość Jacka K. teraz to...

    Będzie im coraz trudniej zachować jedność z Palikotami tego świata, co najmniej to. A do tego na gruncie homouzjos i homojuzjos, filioque itd., zjemy ich przecież w kaszy, natomiast typowy hunwejbin poczuje się jak wesz łonowa.

    Od zawsze sądzę, że bez odrobiny zdrowego awerroizmu nie da się po prostu dzisiaj być wierzącym. Ten awerroizm nie musi należeć do Waszej Metafizyki i Religii - to może chyba być część PRAKTYCNEGO ŚWIATA FAKTÓW. Kłaniają się panowie Spengler/Dilthey z hipotezami i Prawdami.

    Co do tej książki Damasia, co my o niej, to chodzi tam przede wszystkim... (Podle się czuję, mówiąc to tutaj, bo to naprawdę warto przeczytać, a ja spłycam ohydnie, to jest lektura na dwa wieczory), że nie da się nijak oddzielić MYŚLENIA od EMOCJI, ROZUMU od UCZUĆ.

    I to wydaje mi się o wiele konkretniejsze, i o wiele ostrzejszym mieczem na lewiznę, niż Damasjowe poglądy na temat Duszy, choćby nie wiem jaki tęgi leming to interpretował.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  14. @ Amalryk

    Czy ja komuś karzę do demokracji się MODLIĆ?

    Chodzi mnie tylko o to (poza giętkim językiem of course), że zamiast z zadęciem deklarować na każdym kroku pogardę do D. i przekonanie, iż "WŁADZA MOŻE Z LUDEM ROBIĆ CO CHCE, BO TO WOLA BOŻA" (jak jakiś Luter czy inny K*win), należałoby jednak tej kurewskiej władzy (sorry chłopcy!) patrzeć na ręce i podnosić dziki wrzask za każdym razem, gdy łamią swoje "demokratyczne" zobowiązania.

    Myśleć trzeba oczywiście bez tabu i ograniczeń, a co dopiero "demokratycznych". Działać też, szczególnie, iż oni tę demokrację tak skurwili i zafałszowali, że inaczej trudno.

    Ale tiszie jediesz', dalszie budiesz - korzystajmy z mądrości ludu, do którego nas nasza Droga Władza tak skutecznie dołączyła!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  15. @ Anonimowy (i Solon)

    Wiesz, dla mnie w ogóle dyskutowanie o "prawicowości/lewicowości" ludzi w rodzaju Grakchów, czy Solona, to trochę zbyt frywolna zabawa na poważny kontekst.

    A już kiedy taki El Grande Szczurołapo angażuje się w to uczuciowo und emocjonalnie jak w nic innego (choć może to tylko pic na rzecz wyznawców) i na tej podstawie buduje całe skomplikowane teorie... Nie, sorry, dla mnie to poniżej minimalnego dopuszczalnego poziomu rozmowy o historii i jej związku z teraźniejszością!

    To nie jest oczywiście atak na Ciebie - po prostu chciałbym ostrzec, by sensowni ludzie nie pakowali zbyt wiele emocji i moralnego oburzenia (bo o nie tu najczęściej chodzi, bardziej niż o sympatię itp., może na lewicy jest akurat odwrotnie ;-) w ew. dyskusje na temat historycznych postaci.

    Jasne, że Robespierre raczej na minus, Jaś Kubuś czy Wolter też nie całkiem nam pasuje, ale też bez przesady. Wiele w zachowaniach Robespierre'a było całkiem racjonalne (to naprawdę były trudne czasy i wiele się działo), a że gość miał duszę małego urzędnika i był analno-retentywny jak cholera... Cóż, mało takich? Gdyby był po naszej stronie, nawet by się przydał. (Byle nie na zbyt wysokim stanowisku, oczywiście.)

    No a co tu gadać o wspomnianych Grakchach czy Solonach? Odległych od nas o tysiące lat i żyjących w całkiem innych warunkach? O co się oburzać? Po co dyktować im, co mieli robić? Czy to nie śmieszne?

    Proponuję "prawicowość/lewicowość" w ścisłym sensie ograniczyć do naszej C. i do czasów C. właśnie - czyli od Rewolucji, i to raczej z jej wyłączeniem. Kiedy z jednej strony mamy Postęp, Ludzkość i Globalizację, a z drugiej nie są to już sprawy czysto klasowe, a postawa zależy od POGLĄDÓW, nie zaś jednoznacznie (w praktyce niemal) od przynależności do takiej czy innej sfery, odziedziczonego majątku i paru tego typu drobiazgów.

    Wszelkie rozciąganie tych kategorii (P/L znaczy) powinno być traktowane jak taka dość luźna wycieczka za miasto i ze sporą szczyptą soli.

    Inaczej przestaje to być naprawdę obiektywnie sensowna rozmowa i dajemy sobie pole do b. irracjonalnych potencjalnie gadek (i ew. zachowań, choć zachowania to raczej nie my).

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  16. @ piotr34

    Dzięki za linka.

    Pisanie to faktycznie dno.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  17. @ Tygrys

    "Czy ja komuś karzę do demokracji się MODLIĆ?"
    Jeszcze tego by brakowało!

    "...patrzeć na ręce i podnosić dziki wrzask za każdym razem, gdy łamią swoje "demokratyczne" zobowiązania."

    Czasami wrzeszczę, ale słyszy mnie żona i może sąsiad...

    Przecież wiesz dobrze, że te wszystkie zajebiste dziennikarskie śledztwa, powstają na konkretne zamówienie i zamawiający płaci.

    Nawet za ten śmieszny (jakże szalenie w demokratycznym nurcie) filmik Skolimowskiego ktoś musiał wybulić ...(słyszałem nawet w telewizorni jak mamrotał, że mieszka gdzieś niedaleko (od Szyman jak mniemam) i latały mu nad głową samoloty być może z... Och! Boże jak mi go żal! Taki humanista i takie rzeczy przy śniadaniu - przecież z wrażenia chłopina mógłby się udławić!)

    OdpowiedzUsuń
  18. Amalryk,

    ba! Mi się wydaje, że nawet taki Ścios, biorąc pod uwagę natłok wygrzebywanych przez niego faktów, gdyby miał sam pisać swoje artykuły, pewnie nie miałby czasu na spanie i jedzenie.

    OdpowiedzUsuń
  19. @ tj

    Kto wie, kto wie?

    Ale puść takie jego teksty, przez pół roku przed wyborami cięgiem w telewizorniach w czasie najlepszej oglądalności, a Bronek Przytrzymany automatycznie łapie raptem elektorat w obrębie paru punktów procentowych.

    I tak ten burdel działa "...gdyż każda rozwinięta organizacja sama się w rzeczywistości kompletuje."

    OdpowiedzUsuń
  20. Impertynator fajnie wymiata o KK: "No i stało się to, co było do przewidzenia. A także coś więcej. Księdzu Małkowskiemu nie tylko zabroniono przychodzić na modlitwy pod Krzyż na Krakowskim Przedmieściu, ale również przypomniano, że zakaz jego publicznych wystąpień, wprowadzony przez władze archidiecezji warszawskiej w stanie wojennym, nadal obowiązuje."

    OdpowiedzUsuń
  21. @ Anonimowy
    "Księdzu Małkowskiemu nie tylko zabroniono przychodzić na modlitwy pod Krzyż na Krakowskim Przedmieściu, ale również przypomniano, że zakaz jego publicznych wystąpień, wprowadzony przez władze archidiecezji warszawskiej w stanie wojennym, nadal obowiązuje."

    NG Davila
    Szarlataneria wielkich urzekła wiek XIX; wiek XX uwpdzą drobni szarlatani.

    Addendum Mustruma:
    Uwiąd XXI wieku powodują mali krętacze.

    OdpowiedzUsuń
  22. Tygrysie,

    co konkretnie rozumiesz pod pojęciem zdrowego awerroizmu? Dopytuję, bo to jest tak obrośnięte różnymi konceptami, często wzajemnie się wykluczającymi, że dobrze by było wiedzieć, o co tak naprawdę ci chodzi?

    OdpowiedzUsuń
  23. @ Artur M. Nicpoń

    Wiesz, nie mogę nic nikomu narzucać, bo żaden ze mnie teolog, a nawet dobry synek KK.

    Ale rozumiem przez to, że chyba niekoniecznie musimy traktować te wszelkie "prawa zachowania energii", "ewolucje", czy choćby i "śmierci demokracji przez pieniądz", jako coś w rodzaju religijnych Prawd - które nas jakoś wprawiają w ekstazę (kadzidło, chóry mniszek, nocne posty i leżenie krzyżem), o które byśmy chcieli walczyć przelewając także i własną krew...

    A z drugiej strony czy prawdy człeka własnej Religii koniecznie trzeba tak bez przerwy zderzać i żenić ze sferą, wulgarnych w końcu, Faktów, które nam pozwalają jakoś dupę i inne członki dzień po dniu po tym padole łez nosić? Wedle tego na codzień żyjemy, zgoda, ale czy musimy z tego czynić namiastkę Religii?

    Widać BÓG TAK CHCIAŁ - ewolucja, czy szpęgleryzm! To nie wystarcza? Nawet taki wsteczny zamordysta jak de La Mettrie przepięknie dowodził, że Bóg wcale nie musiał interweniować w naturę ludzkiego społeczeństwa, bo wystarczyło mu stworzyć taką a nie inną ludzką Naturę, która resztę załatwiła. (Jest w tym faktycznie coś zbliżonego do Deizmu, ale może to jednak nie całkiem to. Mi się w każdym razie b. to ujęcie podoba.)

    Powtarzam - żaden ze mnie teologiczny autorytet, więc pomyślcie sami. Ale chyba można Religię i Fakta trzymać z założenia w "oddzielnych grodziach wodoszczelnych" i dodatkowo NIE ROBIĆ Z TEGO TEOLOGICZNEGO DOGMATU.

    I o to mnie chodziło.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  24. @ Wsie w Mieście

    W całym tym moim wpisie chodziło mi o to, że GŁUPIO JEST PLUĆ NA DEMOKRACJĘ, SKORO TO PRZECIEŻ MY JESTEŚMY TYM "DEMOSEM".

    Tak że, uważam, że choć MY nie musimy Demokracji wielbić - a już całkiem tego, co te chuje z niej zrobili - to jednak ONI się zobowiązali do rządzenia (niestety nami) w sposób "demokratyczny" i powinniśmy ich z tego rozliczać.

    A w końcu... No widzicie, nie chciałem stawiać kropki nad "i", bo to i Śpiżarnia, i inni tacy... Aleście mnie zmusili...

    A w końcu, zatem, dać im w dupę - tym "demokratom" - WŁAŚNIE ZA TO, że nie dotrzymali zobowiązań!

    Proste?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  25. Tygrysie,

    czyli za św Tomaszem, o którym Bartoś pisze, że był "światowym ateistą" i "zaświatowym teistą"?

    OK, ale to chyba oczywiste? Kogo znasz takiego, kto realnie miesza te dwa porządki ze sobą?

    OdpowiedzUsuń
  26. Nicek w notce "Kły" fajnie opisuje narastanie zniewieściałości wśród samców, a feminazizmu wśród samic Hono sapiens w kraju bigosu i zalewajki, a Tygrys trafnie zauważa, że realne leberały próbują udomowić ludzi, tak jak niegdyś udomowiono tura (zamieniając go w krowę), dzika (zmieniając go w świnię) czy wilka (zmieniając go w psa).
    Myślę, że coś jest na rzeczy, że tendługi marsz przez instytucje i kontrkulturowe eksperymenty rzeczywiście stanowią odpowiednik sowieckich badań Bielajewa nad domestykacją lisów srebrzystych.
    Otóż lisy srebrzyste, trzymane w klatkach na fermach futrzarskich wcale nie miały ochoty ginąć dla uciechy towarzyszek z KC, tylko uciekały z łagru, gryzły swoich oprawców itd. Bielajew wykazał jednak, że można drastycznie zmodyfikować i morfologię, i fizjologię, i psychologię lisków-chytrusków poprzez dobór (do dalszego rozrodu)osobników najbardziej dziecinnych i najdziwaczniejszych.

    OdpowiedzUsuń
  27. @ Artur
    Triarius, Mustrum, Phantom, Szczepan T. itd. uważają, że większość naszych monarchistów, kolibrów czy patriotycznych socjalistów miesza te dwa porządki stąd w realu mamy, to co mamy!
    Z drugiej strony może i dobrze, że patrioci ograniczają swą aktywność do blogowania i modlitw, gdyby bowiem spróbowali urzeczywistniać w realu swoje sny o naprawie Rzeczypospolitej, to wyszedłby z tego nowy 1830, 1863, 1905 czy 1944, a tego byśmy nie chcieli, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  28. @ Artur M. Nicpoń

    Wielu jednak ma wielkie problemy z taką np. ewolucją, a lewizna wali tym chrześcijan po głowach. Zgoda?

    A można by pewnie powiedzieć:

    "Widać dobry Bóg tak właśnie chciał to urządzić, wszystko co potrafimy wycisnąć z wiedzy o ewolucji i innych takich, bierzemy i się cieszymy, a mojej religii za chuja to nie rusza!"

    Jedno do religia i Prawdy, drugie to zestaw użytecznych hipotez. Trzymać to niejako w oddzielnych grodziach wodoszczelnych i tyle!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń