poniedziałek, października 22, 2012

Słodka kraina politycznego realizmu

Gdyby Stańczyk ożył i zamieszkał między nami, w III RP, musiałby chyba stwierdzić, że najwięcej wśród rodaków już nie lekarzy (choćby dlatego, że się zostali za gastarbajterów), tylko politycznych realistów. Leming to z definicji niemal realista - polityczny także, choć nie tylko, przynajmniej we własnym mniemaniu... I im się mniej polityką interesuje, tym oczywiście większy zeń realista.

Wszyscy inni też oczywiście polityczni realiści. Lewizna od brukselsko-berlińskiego wymienia - realiści! Lewizna od kacapskiej racicy - realiści! Takoż nowsza ich mutacja, czyli ci od brukselsko-berlińskiej racicy i kacapskiego wymienia. W tym jednak nic specjalnie dziwnego. Ani nawet w tym, że na lewiźnie dzisiaj im większy utopista, tym za większego realistę się uważa. Lewizna to w dużej mierze w końcu kwestia psychopatologii - jeśli oczywiście pominiemy racice, wymiona,  haki i inne, brzęczące nierzadko, argumenta.

Znacznie ciekawiej jest z prawicą. Rodzima "prawica" dziwnie często bywa prorosyjska, co zupełnie zalatuje paranoją w kraju leżącym tam, gdzie (poniekąd niestety) leży i ma tyle niemiłych, acz pouczających, historycznych doświadczeń z tym tam czymś po prawej stronie mapy, jak się na nią patrzy na wprost. Przy tym, to już nawet nie jest dziwne, że większość owych realistów to jednocześnie "monarchiści" (nie da się tu tego bez cudzysłowu, sorry!), "minarchiści" (cokolwiek by to miało znaczyć), "libertarianie"... Krótko mówiąc świry (w wersji bez owijania w bawełnę), czy (oględniej) utopiści.

Ciekawa jednak jest także sprawa z tą w miarę z pozoru sensowną naszą prawicą. Tą, która woli Polskę od Rosji, nie czci Towiańskiego (Boy był szują, ale jego "Brązownicy" załatwiają tego kacapskiego agenta na amen, i nikt tego skutecznie nigdy nie zanegował), brzydzi się utopiami (na ile je potrafi rozpoznać), itd. Tam toczą się np. burzliwe dyskusje na tematy w rodzaju tego, czy Polska powinna była w '39 iść z Niemcami, czy też nie.

Jak się ten temat wyczerpie i dojdzie do jakiejś w miarę ortodoksyjnej "prawicowej i patriotycznej" wersji, zajmiemy się z pewnością kwestią w rodzaju tego, czy swego czasu nie należało iść z Dżingis Chanem na Paryż... Albo - co się będziemy ograniczać! - na Dublin! Albo na Pekin. Dookoła świata!

A potem, albo i równolegle, następne coś w tym stylu. Aż do samego końca, czego by to nie miał być koniec. Nie żebym potępiał, nie żebym wyśmiewał! (O "Misiu 2" nie chcę wspominać i nie wspomnę, ale on tylko pozornie jest taką samą rzeczą.)

Cała ta diatryba - ta powyższa i ten dalszy ciąg, który się jeszcze, Deo volente, napisze - wynikła poniekąd z tego, że jakiś czas temu przeczytałem niegłupi tekst na jakimś prawicowym portalu, gdzie już w tytule było, że (luźno cytując z pamięci): "śmierć Lecha Kaczyńskiego miała być nauczką dla przywódców różnych państw, żeby nie próbowali być zbyt aktywni i samodzielni w polityce zagranicznej".

Z treści tego tekstu jednoznacznie wynikało, że ten zamiar się jak najbardziej udał. A także to, że Niemcy też na tym nieźle skorzystały, choć zasady "cui prodest" wprost nie przywołano. Może zresztą przeoczyłem z moją dysleksją, ale chyba nie, bo ten tekst napisany był zabawnie ezopowym i wersalskim językiem. Sowiecka matrioszka "Jaruzelski" to był: "mimo nazwiska i pochodzenia społecznego sowiecki generał" (cytaty z pamięci, nawet linka do tego tekstu chyba nie posiadam, trzeba by poszukać samemu), a Geremek "człowiek o szerokich horyzontach, ale miłośnik Francji". Szok zaiste - Francji miłośnik! Jerum, jerum!

No i po przeczytaniu tego tekstu przyszło mi do głowy, że może jednak warto by było publicznie wspomnieć o tym, co mi od dwóch i pół roku chodzi po głowie, a o czym chyba nikt nigdy nie wspomniał. Niemal na pewno nie wspomniał, bo z mediami jestem na bakier i żadnych codziennych gazet nie czytam, ale sądzę, że by się rozpętała dyskusja, gdyby ktoś był wspomniał. Może nie potępieńcze swary, na odmianę, ale coś by do mnie może dotarło. Ale nie dotarło, więc chyba poruszam tę kwestię pierwszy.

Otóż, skorośmy wszyscy tacy realiści, to może ktoś wreszcie by się zaczął głośno, publicznie zastanawiać (w przerwie np. między rozważaniami, czy Beck z Hitlerem byliby ładną parą), CZY LECH KACZYŃSKI (i tylu innych) W OGÓLE POWINIEN BYŁ DO TEGO TAM SMOLEŃSKA LECIEĆ? Żeby nie było - nie pytam, czy "on miał prawo tam lecieć?"! Ani "czy miał powód?" Oczywiście że miał prawo i miał b. dobry powód!

Nie - chodzi mi wyłącznie o to, czy:

1. Nie dało się już przed tym nieszczęsnym lotem określić prawdopodobieństwa takiej "katastrofy", jako naprawdę znacznego?

2. Nie dało się określić strat dla Polski (żeby już nawet pominąć wszystkie osobiste tragedie) w przypadku wystąpienia takiej "katastrofy", jako naprawdę ogromnych?

Mówiłem już wielokrotnie i nawet poniekąd udowadniałem, że mam zadatki na Kassandrę. Ale tutaj to nawet nie o to chodzi, że kiedy się dowiedziałem, poprzedniego dnia chyba to było, że Prezydent Kaczyński leci z delegacją do Katynia, byłem dość przerażony. Serio, nie zgrywam się! Pewnie nie mam tej osobistej odwagi, co członkowie owej delegacji... Tyle, że tu nie o osobistą odwagę chodzi, bo jeśli straty naprawdę były tak ogromne, to już nie jest kwestia prywatnej odwagi, tylko sprawa państwowa. (A w przypadku III RP - narodowa, bo to państwo... Wiadomo.)

I można rzec, że mam zbyt wiele wyobraźni. Co akurat nie jest przesadnie prawdą, a w dodatku miałem przecież rację, prawda? No i można by rzec, że jestem wyjątkowo cyniczny co do polityki (co chyba nie jest po prostu prawdą), a szczególnie co do polityki rosyjskiej (co akurat prawdą jest). Tylko - znowu - kto miał rację? I tu nie chodzi o to, że moje złe przeczucia jakoś mnie nobilitują, czy czynią wyjątkowym mędrcem - naprawdę nie o to!

Po prostu tak sobie pomyślałem, że ja bym na miejscu Prezydenta zrobił niemal wszystko, żeby tam nie jechać. Nie pomyślałem chyba, że już szczególnie lecieć bym nie chciał, choć oczywiście mógłbym i nawet miałoby to sens. Po prostu dużo łatwiej jest zorganizować lotniczą "katastrofę", niż np. kolejową. Mniej postronnych ofiar itd. (I to wcale nie znaczy, że całkowicie przychylam się do Macierewicza "teorii dwóch wybuchów", całkowicie odrzucając "teorię maskirówki"! Po prostu nawet ukryć coś pod przykrywką "lotniczej katastrofy" jest o wiele łatwiej. A "teorii maskirowki" wcale nie uważam za doszczętnie pogrzebaną.)

Jasne - były poważne powody, żeby Prezydent tam jechał. Pewnie nawet żeby leciał. Jasne - gdyby nie pojechał, albo nie chciał lecieć, byłby atakowany przez wrogów i co najmniej niezrozumiany przez "naszych". Wszystko to prawda! Jednak, jeśli ktoś tam analizował globalną polityczną sytuację, a powinien, to chyba także powinien wpaść z grubsza na to, co ten ktoś napisał w przywoływanym tu przeze mnie artykule. Antycypując znaczy.

Czyli że możliwy jest zamach i że jego skutkiem będzie nie tylko zdziesiątkowanie polskich elit politycznych (tych prawdziwych), osłabienie sojuszy, nasza kompromitacja w NATO, ta sytuacja wewnętrzna i międzynarodowa, którą mamy teraz... W szczegółach przewidzieć się tego nie dało, zgoda, ale z grubsza powinno się dać. Plus klapa wszelkich porozumień "mniejszych" i "bardziej wschodnio-europejskich" krajów, których liderzy będą się po prostu teraz bali "podskoczyć" wielkim, a przede wszystkim Putinowi.

I wcale nie przesądzam, jaki powinien być wynik tych analiz, jaką powinno się podjąć decyzję. Razi mnie po prostu fakt, że nikt się nad takimi dylematami - a konkretnie tym akurat - u nas nie zastanawia. Jakby ich po prostu nie było. Mnie natomiast wydaje się ten konkretny dylemat o wiele istotniejszy od sprawy ew. widoków na romans Beck-Hitler i co z tego by wynikło.

Czy, jeśli kiedyś jeszcze będziemy mieli u władzy polityka, za którego nie będziemy się wstydzić, którego nie będziemy uważać za obcego agenta, zdrajcę i/lub sprzedawczyka, także bez zastanowienia wyślemy go w samą paszczę wroga? W dodatku wroga równie mało w zachodnim sensie "cywilizowanego"? (Żeby się już nie babrać w epitetach.) Dlaczego konkretnie?

Bo ewentualne skrzywione buźki paru patriotów, w wersji martyrologicznej, absolutnie i z założenia przeważają wszelkie względy w rodzaju przekreślenia na długie lata - jeśli nie już na zawsze - możliwość powstania jakiejś niezależnej od "wielkich" grupy "małych" państw? Plus osobiste tragedie, ośmieszenie Polski na świecie, pozbawienie nas patriotycznej elity, dowództwa wojskowego... I co tam jeszcze.

Może i tak jest, ale ja bym raczej pragnął, by mnie ktoś z naszych POLITYCZNYCH REALISTÓW, którymi tak nam obrodziło, wytłumaczył jak to działa. I, przy okazji, gdzie TUTAJ,  W TEJ SPRAWIE, ten - tak wychwalany, tak słodki i dobroczynny - POLITYCZNY REALIZM?

triarius

45 komentarzy:

  1. Może pytanie o "realizm" należało by zadać Andrzejowi Zybertowiczowi, doradcy do spraw BEZPIECZEŃSTWA przy
    Śp. Prezydencie Lechu Kaczyńskim.
    Jak oceniano ryzyko związane z wyprawą delegacji do katynia , w ówczesnej wrogiej atmosferze III RP dla obozu prezydenckiego i czy w ogóle zagrożenie było brane pod uwagę. Okazało się, że zdecydowanie beztrosko podjęto tę KATASTROFALNĄ decyzję. Rozumię, że powinność, że kampania wyborcza, że racja stanu, ale właśnie z tą ostatnią mamy w tym wypadku zauważalny konflikt interesów.
    Dzięki, że piszesz jest o czym pomyśleć.

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Piotr Piątkowski

    Fęks!

    Problem jest naprawdę poważny, bo my w ogóle nie próbujemy myśleć, ani się nie uczymy na własnych błędach. (A mądry uczy się także i na cudzych.)

    Drobny przykład... Lewizna ostatnio w szalomie b. ostro drażni się z "naszymi", że Macierewicz "uciekł z Moskwy bo się bał". A co nasi na to? Że nie, że nie uciekł... I takie tam.

    Jakby to, że uciekł, jeśli rzeczywiście, nie było akurat najmądrzejszą w tamtej sytuacji decyzją. Zakładając oczywiście, że w ogóle miał tam powód jechać.

    Ja tam nie dostaję orgazmu na temat tego, co on ostatnio robi i nie mam przesadnych związanych z tym nadziei, ale ładnie byśmy wyglądali MINUS MACIEREWICZ!

    Ale nasza przemądra "prawica" nigdy nie odważy się o takich sprawach myśleć - oni wolą się brenzlować tym jadem, który Polakom dwieście lata temu wstrzyknęła do krwi kacapska bezpieka, czyli Towiańszczyzną, kacapskiego agenta, i durnymi mesjanizmami. (Kult JP2 niewiele się od tego różni, jeśli w ogóle.)

    I jeszcze to nazywają "realizmem" - paranoja!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  3. @Tygrys

    „Nie zmienia się reguł w trakcie gry.” Jeżeli towarzysze radzieccy jasno określili na jakich warunkach i w jakim zakresie zezwalają bawić się w politykę różnym demoludowym „konstruktywnym opozycjom” (a w takiej np. słonecznej Bałgarii czy Rumunii ,to nawet trzeba było, z powodu palącego braku kadr, do tego zaszczytnego miana awansować rasowych czekistów) to niebezpieczną naiwnością jest sądzenie, że to było i się zmyło , czy że to takie tam sobie „austriackie gadanie” ,bo teraz to przecież: UE, NATO, „światowa opinia publiczna” , nasze potężne „tradycje niepodległościowe”, bo tu jest panie kraj dumnych Lechitów i różne takie tam chuje-muje, dzikie węże! (Jak to szło? "… a przed ucztą potrzeba dom oczyścić ze śmieci , oczyścić dom powtarzam , oczyścić dom dzieci…")

    OdpowiedzUsuń
  4. Tygrys,

    możesz mnie, głupiemu, wytłumaczyć, jakie są podobieństwa między kultem JPII a Towiańszczyzną? Ale tak punkt po punkcie, bo głupiemu tłumaczysz, pamiętaj.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Artur Nicpoń

    Wiesz, ty się może nie zetknąłeś z takimi formami kultu JP2, jak np. twój oddany (żeby się nie rymowało).

    Np. że wszystko niemal co teraz mamy, zostało wymyślone przez JP2 wraz z Reaganem i Kuklińskim, i to, wbrew pozorom, służy dobru ("co zawsze zła pragnie i zawsze dobru służy", czy jakoś tak to było u tego szkopa)... Ach!

    W domyśle - łącznie z rządami razwiedek w naszym nieszczęsnym kraju, zamordowaniem LK...

    Potrafisz sobie takie coś wyobrazić? A ja się z tym zetknąłem oko w oko. W dodatku wszystko podlane b. rzekomo trzeźwą geopolityką. I czym jeszcze nie chce mi się nawet wymieniać, bo to zbyt obrzydliwe.

    JP2 był: 1. papieżem KK; 2. Polakiem. I to absolutnie wszystko!

    W dodatku był do bólu posoborowy, z przekonania sympatyczną może wersją, ale jednak lewaka. Otaczał się agenturą, co o czym jak o czym, ale o POLITYCZNEJ akurat mądrości nie świadczy. Wpakował nas do Unii, czemu pewnie i tak nie dało się zapobiec, ale ludek byłby nieco bardziej trzeźwy und sceptyczny. I takie tam.

    Oczywiście teza, że ten kult JP2 to dalszy ciąg Towiańszczyzny, jest dość ryzykowna, ale w końcu GDZIE NIBY NASTĄPIŁ TEN PRZEŁOM, że spytam?

    I dlaczego nikt nigdy nie zastanawia się nad tym, co poruszyłem w tym swoim wpisie? A zamiast gratulować Macierewiczowi, że się być może uratował, nasi znowu przygotowują się do wsadzenia swoich przywódców potworowi w mordę, bo KTOŚ PRZECIEŻ BUKIECIKI MUSI ZŁOŻYĆ I ZROBIĆ SMUTNĄ MINĘ NA GROBACH?

    Dlaczego?

    Może to nie jest całkiem to samo - choć trza by dokładnie rozważyć jak ten kult JP w konkretnym przypadku wygląda - ale to jest poniekąd dalszy ciąg tego myślenia.

    Zamiast powiedzieć sobie: "Zachód na tyle zdechł, że przyszedł czas na nas - jego późne i niekochane dzieci - by objąć przywództwo, także duchowe, i wlać jeszcze jakieś nowe życie w tę, jakby nie było, NAJWIĘKSZĄ CYWILIZACJĘ (I K. TEŻ OCZYWIŚCIE, NAWET BARDZIEJ) JAKA KIEDYKOLWIEK ISTNIAŁA CZY ZAISTNIEJE"...

    To my brenzlujemy się masochizmem, rojeniami, tanim optymizmem, i przekonaniem, że za jakieś powiedzmy 20 lat wspomnienie JP2 jeszcze będzie cokolwiek znaczyć w sensie ziemskim i politycznym.

    A w istocie jedyną siłą, która z JP2, a przynajmniej tego pośmiertnego kultu, odniosła korzyści, to środowisko zbliżone do Gazowni.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Artur Nicpoń

    Uzupełnię... Przecież takimi emocjami - kompletnie nie popartymi jakaś intelektualną koncepcją wartą poważnego potraktowania - każdy prowokator i każda obca agentura będzie dowolnie manipulować!

    Sam mówisz o strukturach (jeśli dobrze zrozumiałem) władzy, autorytetu, odpowiedzialności - że to jest podstawa prawicowości. A także, dodam, polityki. (Choć akurat na temat nagród literackich bym polemizował, ale to może kiedyś.)

    A tutaj puszcza się prostych, niezbyt lotnych i niezbyt przygotowanych do poważnego myślenia ludzi, na żywioł, i PASTWĘ WSZELKIEGO TYPU PROWOKATORÓW.

    A jeśli np. będziemy się wciąż tak samo wariacko brenzlować naszą rzekomą dawną wspaniałością (ciekawe co z niej zostało i dlaczego jest jak jest?), mając w dupie historię i DUSZĘ Zachodu, bredząc o cywilizacjach łacińskich i bizantyjskich, to nie tylko nie będziemy mogli nijak objąć intelektualnego (na początek) przywództwa Zachodu, ale po prostu staniemy się jeszcze gorszym pośmiewiskiem i nikt się nie przejmie, że nas wyjebią do końca.

    Już się niezbyt przejmują, ale to nie powód, żeby bredzić i oddawać swój ludek w łapy razwiedek z lewa i prawa.

    I tak dalej.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  7. "Zachód na tyle zdechł, że przyszedł czas na nas - jego późne i niekochane dzieci - by objąć przywództwo, także duchowe, i wlać jeszcze jakieś nowe życie w tę, jakby nie było, NAJWIĘKSZĄ CYWILIZACJĘ (I K. TEŻ OCZYWIŚCIE, NAWET BARDZIEJ) JAKA KIEDYKOLWIEK ISTNIAŁA CZY ZAISTNIEJE"... - wyszstko pięknie, ale nieśmiało prosiłbym o uściślenie kogo autor miał na myśli używając zaimka osobowego (w bierniku) NAS?

    Bardzo niebezpieczną iluzją jest przekonanie, iż wraz z gwałtownym wzrostem, w naszej Cywilizacji, zdolności do przewidywania i kontrolowania zjawisk naturalnych, rośnie wprostproporcjonalnie moralność społeczeństw tych zdolności nabywających. Ten nieodmiennie kojarzący mi się z zachodnim lewactwem miraż, w formie jakiejś pokracznej odmiany "ghandyzmu", owszem jest dość wyraźnie u nas od lat lansowany... (Zostawiając na boku cały historycyzm i ewolucjonizm, należy nie zapominać, iż człowiek w czasie historycznym nie ewoluuje. Zaś ukrywanie zwykłego strachu przed walką, wynikającego ze zgniłkowatej nibydekadencji, za papierowym murem szlachetnej, wyższej moralności nikogo od podboju jeszcze nie uchronił.)

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Amalryk

    A gdzie ja mówię coś, że moralność wzrasta? Wyjaśnij mi to może przystępnie, bo nie całkiem rozumiem zarzut. Albo wcale. Ja mam np. coś wspólnego z Gandhim?!

    Chodziło mnie o to, że, zamiast rozkręcać w naszym ludzie jakąś egzaltowaną Drugą Religijność, która tylko czeka na prowokatorów i da się przez nich skierować w dowolnie wybranym kierunku, lepiej by było nasiąknąć duchem Zachodu (Fausta znaczy), rozbuchać się intelektualnie, stworzyć narodową (m.in.) filozofię i państwową doktrynę, no i jakoś tym Zachodem zacząć powoli powodować.

    Skoro on taki zdegenerowany, a my, da Bóg, jakby nieco mniej.

    Dla mnie, choć to oczywiście niesamowicie mało prawdopodobne, że się uda, ma to o wiele więcej sensu, niż wmawianie sobie, że nawrócimy ten cały świat na JP2 (skoro mają już gdzieś Chrystusa, Ducha Świętego i Boga Ojca, o Maryi nie wspominając), regacenie się na mętno-religijno-imperialistyczne ideologie z tymi, którzy to doprowadzili do perfekcji - jedni robiąc to od lat dosłownie tysięcy, inni od setek, ale też na full...

    I takie tam.

    Chętnie bym się naprawdę dowiedział, jakie masz zastrzeżenia i co o tym myślisz.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Tygrys


    A gdzie ja mówię coś, że moralność wzrasta? Wyjaśnij mi to może przystępnie, bo nie całkiem rozumiem zarzutu.
    -------------------------------
    Nigdzie! Bo to nie zarzut, tylko moja luźna dywagacja nt rodowodu kultu tych naszych oszałamiających "moralnych zwycięstw"

    ...lepiej by było nasiąknąć duchem Zachodu (Fausta znaczy), rozbuchać się intelektualnie, stworzyć narodową (m.in.) filozofię i państwową doktrynę, no i jakoś tym Zachodem zacząć powoli powodować.
    -------------------------------
    Noo! Tu toś Pan pojechał już po całości!Kim ten szalenie skromny program waść chcesz wdrażać w życie?

    Aby cokolwiek zmienić w tym naszym parcianym, rzemieślniczo-usługowym bantustanie, trzeba kadry bardzo twardych i świadomych stanu rzeczy skurwysynów, którzy na dodatek jeszcze muszą zdobyć władzę. A tu tylko jakieś takie polityczne chałupnictwo i drepcenie w miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Amalryk

    Rozumiem - ogólna refleksja, westchnienie raczej nawet... Czyli OK, bo już zaczynałem myśleć... ;-)

    Co do programu zaś... Czy ja mówię, że on nie jest ambitny? Ale w końcu jakiś być musi, więc jaki byś inny zaproponował?

    Ten miałby przynajmniej taką zaletę, że ludzie by nie tworzyli nowych religii na bazie JP2 i Towiańskiego, zaczęli z czasem może kłaść na szalach składanie kwiatków na grobach i ryzyko dekapitacji narodu, posłuchali Monteverdów tego świata, przeczytali Misia 2, a z czasem może nawet panów S. & A, spojrzeli by może czasem z zainteresowaniem na kuchenny nóż, a innym razem na łopatkę dziecka...

    Ech, pomarzyć!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  11. @Tygrys

    Ten miałby przynajmniej taką zaletę, że ludzie by nie tworzyli nowych....
    --------------------------------
    Ludzie, w powyższym sensie, tego nie tworzą, toto jest właśnie tworzone dla tych ludzi, coby nie słuchali i czytali czego nie trzeba!
    Trzydzieści parę milionów (choć ostatnio bardzo szybko ich stąd ubywa) przygłupich proli, zawsze utrzyma te parę milionów zainteresowanych trwaniem staus quo. Ruszenie tego szamba w wymiarze naszego bantustanu to problem, a gdzie tam Zachód!

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Amalryk

    Chcesz przeskoczyć przez ambitną przeszkodę, to musisz rzucić serce daleko za nią. (Ach!)

    Coś jak, mój poniekąd rodak, the Black Douglas, który w czasie bitwy rzucił kasetkę z sercem Bruce'a w tłum niewiernych, a potem się do niej przebijał z mieczem w dłoni. Piękna sprawa i jakżesz prawicowa!

    A żeby złamać deskę uderzeniem, to musisz także... Sam wiesz, nie?

    To jest oczywiście cel b. dalekosiężny i hiperoptymistyczny. Jednak, skoro np. mamy do wyboru:

    1. snucie smętnych, choć rzekomo podnoszących na duchu, bajd o naszej anielsko-heroicznej przeszłości, naszej łacińskiej (w odróżnieniu od np. Niemców) cywilizacji, cudach sarmatyzmu i I RP (z drugą na dokładkę)...

    i

    2. trzeźwe myślenie o polityce i nas samych, z historią włącznie, Dufaye i Monteverdy, łacinę i MMA, Spenglery i Ardreye, języki obce i cudze, docieranie do zagraniczników i z czasem imponowanie im, dumnie głosząc się Polakami... Itd.

    To co byś wybrał?

    Czy widzisz też może jakieś inne sensowne opcje?

    Bo wiesz, ja ten Tygrysizm zawsze mogę przeorientować, gdyby była potrzeba! ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  13. Tygrys- komentarz pierwszy

    OK, przyjmuję, że ja się z takimi formami kultu JPII nie zetknąłem osobiście. Przyjmuję też, że ty się zetknąłeś. W związku z tym pytanie- jakie znaczenie mają bajania jakichś ludzi, na których tak trudno trafić, że ja nie trafiłem? Odpowiedź brzmi- żadne. Pytanie drugie, bez odpowiedzi, bo to pytanie retoryczne- po chuj więc się tym zajmować? Po chuj wywlekać jakiś margines bez znaczenia i ekstrapolować go na prawicę jako taką, und robić z tym te wszystkie wygibasy, które ty tu robisz?

    Kwestia druga-jak wiesz, ja jestem głosicielem Prawdy, że nie tylko Zachód, ale ogólnie pojęta ludzkość zdechła (nawet niby żywotny świat islamu, który ma po prostu do nas, chrześcijan, te paręset lat obsuwy, ale z grubsza podąża tą samą ścieżką) i jedyne co może ją dźwignąć, to nowa religijność, a ta zacznie się tu u nas, w Polsce.
    W tym kontekście JPII to nie tylko papież KK i Polak. To ktoś znacznie większy.

    Kwestia trzecia- brednie o lewactwie JPII ci daruję, bo po prostu nie masz o tym najbledszego pojęcia, dlatego zmyślasz i jedziesz po tych swoich utartych schemacikach. No i to by było nudne gadać o tym ZNOWU.

    Kwestia czwarta- podobieństw między towiańszczyzną a kultem JPII nie raczyłeś pokazać żadnych. Dlaczego? Czy to takie trudne? Zwłaszcza w sytuacji postawienia tak ostrej tezy?

    OdpowiedzUsuń
  14. Tygrys- komentarz uzupełniający

    1. Jakimi emocjami?

    2. O jakich ludziach piszesz, że są puszczeni na żywioł?

    3. Wariackie brandzlowanie- sorry, Tygrys, ale K i C zaczynają się od chansons de geste. Zawsze i wszystkie. Nasza historyczna wielkość i pielęgnacja )wariacka) pamięci o niej, pełni tę właśnie rolę. Wycieczkę do Konecznego ci daruję, bo widać nadal nie przeczytałeś i nadal nic nie rozumiesz.

    pozdro

    OdpowiedzUsuń
  15. @ Artur Nicpoń

    Że zacznę od Konecznego. To był chyba cholernie mądry facet. Tutaj ktoś, chyba tow. Mąka, pisał kiedyś o jego różnych poglądach, no i one były cholernie wprost tygrysiczne.

    Ale że w tamtych czasach wszyscy - ze szkopami na czele (i tutaj akurat mój S. się NIE MIEŚCI!), o ruskich nie wspominając - tworzyli sobie tego typu mętne nacjonalistyczne ideologie, wtedy się wydawało, że bez tego nijak, to i Koneczny stworzył takie coś na użytek gawiedzi. Może i chwała mu za to, ale to nie powód, żeby się tym dzisiaj brenzlować!

    Te prawdziwe i głębokie poglądy Konecznego to ty raczej mógłbyś sobie poszukać i przemyśleć. To wcale nie były żadne tam "sarmatyzmy", "mesjanizmy", że my to piękni ptacy, albo jacyś anieli...

    Niemce nie mają kompletnie nic wspólnego z Bizancjum, a my jako jedyni (no bo kto jeszcze, że spytam?) dziedzice Rzymu to już całkiem paranoja. Pomyśl chwilę i sam się roześmiejesz! Jako PROPAGANDA mogło to być kiedyś niezbędne i może nawet skuteczne (w drugie trochę wątpię), ale to bajdy i dzisiaj tylko nas ogłupiają i ośmieszają.

    Także i problem Żydów jest o wiele bardziej złożony, niż to Koneczny ludowi opisuje, w dodatku w tych jego analizach, choć jest tam dość sporo sensu, nie jest nawet oryginalny.

    Dobra, na razie to, bo tutaj są ograniczenia, choć ostatnio widzę, że wchodzi sporo.

    c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Artur Nicpoń c.d.

    JP2, bo to sprawa drażliwa. Gość był, z tego co wiem, b. sympatyczny i ja zawsze b. go lubiłem. Z drugiej strony nigdy nawet nie miałem ochoty przeczytać jego pism. No a fakt, że "S" powstała częściowo w reakcji na jego wystąpienia w PRL... Jak to się ma do faktu, że "S" to była przecie ewidentna PROWOKACJA?

    (Sam to rozkręcałem, sam w tym brałem żywy udział, ten rok był poniekąd super i nawet nie chciałem wtedy wiać z Polski... Ale prowokacja to była a skutek taki, jak widzimy. I nie każdy ma staw z rybami i araby.)

    JP2 to nie był pantryjota czy pandada - zgoda! - to był w końcu katolik (w jakimś tam nowym i rewolucyjnym sensie). Ale w porównaniu z katolicyzmem, to był religijny przynajmniej lewak.

    Ale dajmy sobie z nim spokój, bo się nie dogadamy, a dla niektórych to może być bolesne. W każdym razie podtrzymuję, że z jego pośmiertnego kultu tylko Gazownia ma korzyści i inni tacy od Żydów, tolerancji, ekumenizmu i innych pięknych rzeczy.

    Co do emocji, to widzisz - albo jest hierarchia: intelektu, władzy, odpowiedzialności, autorytetu... Albo nie ma. Problemem Polski od setek lat, a teraz to już do potęgi, nie jest to, żeśmy indywidualnie z natury idioci i na pewno mazgaje, tylko że nie ma u nas odpowiedniej hierarchi.

    I nie mówię o jakimś koniecznie zamordyźmie, braku wolności, absolutyźmie, mandarynach... Nie - chodzi o to, że nie mamy nie tylko elity, ale także ta elita, choćby i była NIE FUNKCJONUJE jako elita.

    U nas głupi (choć np. poczciwy i przyzwoity) NIE WIE, że jest głupi. I że nie wie co jest co, więc niechby posłuchał mądrzejszych. Skądinąd nie wie też, kto jest ten mądrzejszy a nie agent, tak?

    Niech sobie żyją alfy i omegi. Alfy sobie poradzą, a jak nie, to zginą i tyle. Byle jakieś były. Omegi mogą sobie słodko żyć (nazwij to socjalizmem!), jeśli np. nas na to stać, ale muszą wiedzieć, że nie są alfami, betami, czy nawet gammami, tak?

    Nakręcanie wśród ludu HISTERYCZNYCH emocji jest po prostu zgubne. Ten lud nie jest nijak sterowalny INACZEJ NIŻ POPRZEZ PROWOKACJĘ! I to się robi. W końcu po co był Towiański? I skąd pomysł, że np. kult JP2 nie jest z tego samego korzenia?

    Ja nie mam nic przeciw katolicyzmowi, choć oczywiście milion razy wolę ten sprzed co najmniej stu lat. Nie mam też nic przeciw PRYWATNEMU kultowi tego akurat błogosławionego (jest już oficjalnie?). Ani przeciw jakiejś tam czci wobec papieża-Polaka, ach!

    Ale to co innego, niż zbiorowa histeria mająca cokolwiek wspólnego z patriotyzmem i myśleniem o Polsce!

    Takie stany, takie emocje czekają po prostu na prowokatorów i zawsze się doczekują. To jest dla prowokacji idealne paliwo - po prostu!

    Może w ogóle niepotrzebnie wtedy wspomniałem JP2 w kontekście Towiańskiego, bo więcej z tego emocji (znowu te emocje!), niż żeby ktoś coś zrozumiał, ale budowanie na tym patriotyzmu i "walki o Polskę" wydaje mi się bez sensu.

    No a budowanie czegokolwiek, co by przypominało nową religię, albo jakąś herezję, to już w ogóle nie chce mi się komentować.

    Na razie znowu tyle, jak coś jeszcze będzie do powiedzenia, to dopiszę.

    OdpowiedzUsuń
  17. @ Artur Nicpoń

    Chansons de geste... Jasne!

    Tylko że tego nie da się zadekretować. Jeśli mieszkasz w milionowych kamiennych pustyniach, żarcie bierzesz ze sklepu, a nie z lasu, jeśli... Czy ja to wszystko muszę mówić? Czy to nie jest oczywiste?

    Żeby się ograniczyć tylko do spraw w miarę obiektywnych. No bo jeszcze są te bardziej subiektywne, psychologiczne, i jak się chwilę pomyśli, to człek widzi, że nie jesteśmy tym, czym byli nasi przodkowie z czasów chansons de geste.

    Czy ja mówię, jak dokładnie miałaby wyglądać ta zachodnia C. pod naszym duchowym przywództwem? Przecież byłbym szczęśliwy, gdyby jakoś odrodziła się prawdziwa poezja, np. ta bohaterska... Gdybyśmy co najmniej słuchali z prawdziwą pasją Dufayów i Palestrin, gdyby oni byli w radio i TV tak, jak dziś cała ta szmira.

    Mikołaj Gomółka czy Wincenty z Szamotuł także mogliby być. Czy mi by to przeszkadzało, gdyby Zachód (Faust) pod naszym, da Bóg, duchowym przewodem jakoś nawiązał do tego sprzed Oświecenia i to jeszcze nieco porozwijał?

    Byłoby cudnie! Ale albo wskoczymy w te buty, poniekąd opuszczone, a potem sobie będziemy robić - jak już będziemy mogli - żeby było tak super, i tak po naszemu, jak to możliwe...

    Albo też będziemy starać się robić za genetycznych frajerów, błaznów - no bo tak nas, fakt że niesprawiedliwie, ten Zachód coraz bardziej widzi, a ruskim i Żydom w to graj, o Niemcach nie wspominając...

    I będziemy się pocieszać, żeśmy złote ptacy, a I RP to było cudo i dlaczego oni nas nie naśladowali, ach!?

    Oczywiście - były jasne punkty i dobre sprawy w I RP. W II też. Oczywiście mieliśmy wspaniałych ludzi i bohaterów. Także mędrców i artystów. Nie jesteśmy nijak gorsi, z założenia, od kogokolwiek!

    Ale kiedy oni się rozpychali między sobą i w związku z tym wyhodowali sobie np. długie kły i pazury, myśmy nie mieli tych problemów, a potem było już za późno.

    I albo na te sprawy w miarę obiektywnie spojrzymy (co np. próbują robić Coryllusy), albo będziemy woleli kołyszące nas do snu bajki o przeszłości.

    Sam nie jestem żadnym fanatykiem monumentalnych budowli, świata ludzkich mrówek, technicznego postępu... Wolę chansons de geste i ludzi choćby w stylu JP2 (jako ludzi, mniej jako papieży).

    Ale do tego najpierw trzeba DOJŚĆ! Trzeba być w stanie. Alternatywą jest zasypanie przy słodkich (i niewykluczone, że stworzonych w dużej mierze przez obce agentury!) bajdach. Albo nakręcanie siebie, a jeszcze bardziej maluczkich, HISTERYCZNYMI emocjami, w nadziei, że kiedyś to jakoś "wybuchnie" dla Polski i dla nas - kiedy w istocie to jest idealne paliwo dla prowokacji.

    Prowokacji OBCYCH - żeby nie było wątpliwości!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  18. @ Tygrys

    Fascynująca historia z tym Douglasem! Ależ ci goście wtedy mieli jaja!

    Naturalnie, picowanie historii "ku pokrzepieniu serc" ma swoje granice, zresztą na końcu zawsze pojawia się pytanie "to dlaczego jest tak chujowo, skoro było tak cudownie?" No i wtedy pojawiają się istotne trudności interpretacyjne...

    Ale z tego ze my tu sobie pogadamy o Spenglerze, Monteverdim i konieczności dbania o kondycję fizyczną i strzelecką (aby być gotowym w razie draki), to jeszcze wiele nie wynika. A skala postępującej cwelizacji tego społeczeństwa przekracza wszelkie granice (zas języków jeżeli się już uczą, to tylko w jednym celu - dania drąga z tego raju!)

    Tu trzeba na prawdę zacząć od podstaw i to szybko, bo za podobne do ostatnich 10 lat to już może być zupełnie po wszystkim. I potrzebny jest ruch masowy nie ęternetowe pogaduchy, owszem taki coby przeciągnięty przez ten upadły kraj jak magnes poprzyciągał wszystko co jeszcze tu zostało wartościowe!

    OdpowiedzUsuń
  19. @ Artur Nicpoń

    Jeszcze znalazłem u ciebie o schyłku ludzkości. W pewnym sensie b. szpęglerycznie to widzisz, bo wedle tamtej interpretacji mamy jedyną jeszcze żywą Cywilizację (a więc coś częściowo już martwego, choć wciąż się jakoś ruszającego), w dodatku z poważnymi problemami, a reszta to Barbarzyńcy (A i B wedle mojej własnej klasyfikacji) i fellachy.

    I oczywiście religia jest cholernie ważna przy jakimkolwiek ew. odrodzeniu. Tylko że tego się nie da zadekretować. A gdyby się dało, dawno modlilibyśmy się w Kościele Tolerancji im. tow. Biedronia czy Kościele Najświętszego Serca Tow. Środy.

    Masz 7 miliardów ludzi, mleko w kartonikach, milionowe kamienne pustynie, ludzie przestawiają zegarki na komendę... I ty chcesz tutaj, tak z marszu, światowego religijnego odrodzenia? No to pisz te Chansons de Geste, jeśli to potrzebne i JEŚLI POTRAFISZ!

    Obawiam się jednak, że to by była co najwyżej zręczna imitacja, albo po prostu śmieszna parodia.

    Trza grać tym, co się ma. A że nasz ideał - wciąż jeszcze - jest inny, no to z czasem, jak się uda, spróbujmy się do niego zbliżyć!

    W końcu to, że ja się podniecam Monteverdim, a nie np. hipotekami, też wynika z tego, żem Polakiem i jestem w związku z tym w sumie POZA GRĄ. Grą w liberalizm, grą w zachodnią cywilizację, grą w Świat XXI w.

    I mi to częściowo b. odpowiada. Co nie zmienia faktu, że albo zaczniemy walczyć tę walkę, która jest, i, da Bóg, zwyciężymy, albo też jeden sobie posłucha Monteverda, drugi Queen, a i tak wszystko w naszej przyszłości będzie zależało do Merkeli i Putina.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  20. Tygrysie,

    Koneczny- jasne, że tygrysiczne, dlatego ja się tak dziwię, że ty tak się otorbiłeś tym Niemcem. Zwłaszcza, że to jest przecież martwy Zachód, o czym sam napisałeś.

    Nie stworzył żadnej mętnej nacjonalistycznej ideologii. Naprawdę, może zanim się zaczniesz wypowiadać, to się zapoznaj, bo popadasz w żenadę.
    Ja np. jak się nie znam na wędkowaniu, to ludzi pytam, albo sobie sam doczytam, ale napewno nie zmyślam, o co w tym wędkowaniu chodzi.

    Nie wiem, czym są według ciebie "różne sarmatyzmy i mesjanizmy". Czym są i kto je wyznaje?

    Gdzie Koneczny napisał, że my jedynymi spadkobiercami Rzymu?
    Dlaczego uważasz, że Niemcy nie mają nic wspólnego z Bizancjum? Wyszło ci to z analizy porównawczej sposobu urządzenia społeczeństwa, roli władzy, struktur itp? To poproszę o garść tych analiz. Ale nie twoich NICZYM NIE POPARTYCH OPINII. Te znam na pamięć.

    Jak Koneczny opisuje (twoim zdaniem) problem Żydów?



    Będę te swoje komenty dzielił tak samo, jak ty. Następny będzie się odnosił do tego twojego komcia o JPII i drażliwej sprawie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Tygrys- JPII drażliwa sprawa

    1. Jeśli nie przeczytałeś żadnych Jego pism, to co ty niby możesz o nim powiedzieć ponad poziom kremówek i ewentualnych osobistych sympatii? No nic.

    2. Cała Solidarność, te 10 milionów ludzi to była prowokacja? Łoł!

    3. Na czym KONKRETNIE polegało lewactwo JPII. Powtórzę- ja twoje OPINIE znam, proszę byś napisał SKĄD ci się takie opinie wzięły.

    4. Nie, drążenie tego tematu nie jest bolesne ani drażliwe. Zwłaszcza, jak się operuje konkretami a nie pustosłowiem.

    Ta część o emocjach:

    1. Zgoda, u nas nie ma hierarchii, a każda, która kiełkuje jest natychmiast przez wrogów niszczona.

    2. Zgoda, nie mamy elity a to co elitą miałoby być nie działa jak elita.

    3. Alfy, omegi i bety- zgoda.

    4. Nie ten lud, ale każdy lud na planecie ziemia jest napędzany histerycznymi emocjami. Rzecz w tym, żeby ogólnie pojęta nasza strona miała zdolność generowania swoich histerii i powodowała ludem w kierunku przez siebie obranym.
    Skąd pomysł, że kult JPII jest z tego samego korzenia co towiańszczyzna? Stawiasz sprawę na głowie.

    5. To dobrze, że nie masz nic przeciw katolicyzmowi. Z tego, że wolisz ten, którego nawet nie widziałeś nie wynika nic, bo to se nevrati. Trzeba patrzeć w co to morfuje, a nie czym było.

    6. Na czym polega ta zbiorowa histeria i jaka jest jej skala, żeby w ogóle warto było o tym mówić?

    7. Oczywiście, że to raj dla prowokatorów. Tyle, że raj dla prowokatorów to w ogóle świat plus media i narracje. Możemy mieć świat, w którym tylko tamta strona narracje narzuca i utyka w nich prowokatorów, ale możemy mieć też świat, w którym my wprowadzxamy swoje narracje i swoich "prowokatorów" i odwojowujemy przestrzeń. Bez tego jesteśmy skazani, z tym mamy szanse.

    8. Dobrze, że wspomniałeś o JPII i Towiańskim i nie ma żadnych emocji, ja tylko wciąż czekam, na odpowiedź- skąd ci się to wzięło? Na razie takiej odpowiedzi udzielić nie potrafisz, więc trzymam tę twoją tezę w szufladce z napisem "bajki z mchu i paproci".

    9. Nie ma czegoś takiego, jak budowanie nowej religii. Religia albo jest natchniona i wtedy buduje się wbrew wszystkiemu, albo jest projektem, czyli lewactwem i nie ma z religią nic wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
  22. @ Artur Nicpoń

    Niemcy faktycznie mogą mieć podobny sposób organizacji państwa co Bizancjum (choć b. poważnie w to wątpię), cy jak to nazwać, ale to nie jest to samo co ta sama CYWILIZACJA!

    Mówimy o cywilizacjach przecież, a nie o tym, jak jest zorganizowana władza, sądy, nawet społeczeństwo. Jeśli to by miała być klasyfikacja systemów społecznych, prawnych itd. - to ew. dałoby się z tym dyskutować. Ale to chodzi jako klasyfikacja CYWILIZACJI, prawda?

    I wynika z tego, że Rzym jakoś do nas przepełznął, co mu zajęło co najmniej parę setek lat, Polacy, ze swym ogromnym zaiste talentem do polityki to Rzymianie, że łacina u nas króluje i każdy wie, kto to był Cincinnatus... Paranoja!

    A o Żydach Koneczny mówi rzeczy w sumie sensowne, ale też sprowadza wszystko do talmudycznej religijności, co jest ogromnym, moim zdaniem, spłyceniem sprawy. Gdybyś wiedział, co na ten temat mówi taki np. Spengler (i jego wierny giermek Pan T.), to byś może zrozumiał.

    Ja w kwestii Żydów nie mam do Konecznego żadnej pretensji - po prostu to jest tylko część prawdy i wcale nie najistotniejsza. Ja do Konecznego - a raczej do jego dzisiejszych wyznawców - mam pretensję w sumie TYLKO O "BIZANTYJSKIE NIEMCY" I "ŁACIŃSKĄ POLSKĘ".

    No to jeszcze do chansons się odniosę, w związku w komętem Amalryka... Nie wydaje ci się, że najpierw takie krucjaty, jak ta Czarnego Douglasa i serca Bruce'a, a potem dopiero ew. można tworzyć chansons de geste?

    Bo jakoś mi się te śpiewy z mlekiem w kartonikach i meczykami w telewizji słabo kojarzą.

    Nie mówiąc już o RELIGII. Albo tamto jest prawdziwym katolicyzmem, albo też trza się pogodzić z tym co jest i katolicyzmem dzisiejszym. Tertium, jak kiedyś mawiano, raczej non datur!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  23. Tygrys- chansons de geste

    1. nikt tu niczego nie dekretuje. Wręcz przeciwnie.
    Tak, powinieneś wyjaśnić, bo nie jest oczywiste.

    2. Oczywiście, że nie jesteśmy tym samym, co nasi przodkowie. Z dowolnego okresu. Także i nasze pieśni o męstwie nie będą przypominały tych średniowiecznych. I nikt tego nie oczekuje.

    3. Już nigdy nikt nie będzie się brandzlował Monteverdimi itp., bo to trupy. Kulturowe. Coś, co nie ma z nami żadnego związku. Tu raczej o to chodzi, żeby nasza K/C dorobiła się swoich M<onteverdich, kiedyś, których muzyka dla nas dziś najpewniej byłaby kompletnie niezrozumiała.

    4. Żadne wskakiwanie w opuszczone buty nie wchodzi w grę. Bo to są buty zagrzybione i jak je wzujesz, to ci będą nogi śmierdzieć. Skoro tamto zdycha, to na ścierwie musi się urodzić coś nowego. Naszego. Z nowymi butami.

    5. Nie naśladowali nas, bo nie są z nami kulturowo tożsami. My nie zostaliśmy przez Rzym przecweleni. Słowiańszczyzna, za kard. Wyszyńskim, to żyzna gleba na którą padło chrześcijańskie ziarno. Coś diametralnie róznego od Zachodu. Ale i od Wschodu. Unikat.

    6. Reszta tego komentarza nie daje się skomentować, bo tam nie ma żadnej treści. Sorry.

    OdpowiedzUsuń
  24. Tygrys- ostatni koment

    1. Jasne, że spenglerycznie to widzę. Choć to nie jest precyzyjne określenie, bowiem moim skromnym spengleryzm to tylko ułamek tego, o co chodzi. Ale cenny. Sprawa ma się znacznie szerzej i znacznie głebiej.

    2. Powtarzam- nikt niczego nie dekretuje, to się robi samo, tylko trzeba umieć patrzeć.

    3. Tego nie rozumiem u ciebie, tego ciągłego powtarzania jak mantry, że "chcesz robić" w odniesieniu do procesów, na które pojedynczy ludzie nie mają wpływu.

    4. Szkoda, że cię nie bawi gra w liberalizm. Szkoda, bo on jest faktem i trzeba z niego wyciągać wnioski. A te wnioski brzmią- roztasowywane są dobra, ten, kto ich więcej ucapi, ten będzie miał w dyspozycji więcej zasobów i większe szanse na kreowanie rzeczywistości niż ten niezainteresowany. Ten niezainteresowany będzie mógł tylko marudzić i nic od niego nie będzie zależało.
    To jest w ogóle nasza pięta achillesowa, mówię o prawicy, to obrzydzenie prostackim zdobywaniem majątków. Można powiedzieć- kolejne moralne zwycięstwo.

    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  25. Tygrys,

    1. No dobra, to prostacko spytam- po czym poznać Cywilizację? Bo chyba po czymś, czy nie?
    Od razu podpowiem, żebyś nie przenosił dyskusji na "ducha cywilizacji", bo duch duchem, a summa summarum liczą się realne skutki. Więc nawet jeśli Niemcy się od Biznacjum róznią duchem, a w skutkach są tożsami, to należy się poważnie zastanowić nad tym, czy ta róznica w duchach jest naprawdę taka istotna?

    2. Oczywiście, że Rzym do nas w jakiejś mierze przepełznął. Cała nasza kultura jest nim wypełniona. Inaczej- trudno sobie wyobrazić chrześcijańską Europę bez Rzymu uprzednio, tak samo jak trudno sobie wyobrazić współczesną matematykę bez transcendentnego Boga.

    3. Sorry, ale naprawdę odrób zadanie domowe z Konecznego, bo napisanie, że on sprowadza Żydów do talmudycznej religijności ma tyle samo sensu, co napisanie, że Spengler to ojciec hitleryzmu. Bo Hitler czytał. Bzdura.

    4. OK, rozumiem te twoje pretensje, dlatego OD LAT dopytuję się ciebie o konkrety, czyli DLACZEGO tak uważasz, a ty mi nigdy nie odpowiadasz. To oznacza, że po prostu nie wiesz, ale z jakiegoś powodu wygodnie ci pleść androny.

    5. Oczywiście, że najpierw krucjaty a później pieśni. Toteż właśnie odwołanie do wielkości naszej w historii to jak najbardziej odwołanie się do "krucjat". Chocim, Wiedeń, Moskwa itp. Co ci tu nie pasuje? Przecież my nie budujemy nic na wyrost, ale w oparciu o swoje wcześniejsze, realne przewagi. Zresztą- energia, z jaką michnikowszczyzna zwalcza te odniesienia do wielkości najlepiej świadczy o tym, jak to naszym wrogom nie na rękę.

    6. Śpiwey z kartonikami i owszem, ale ci od kartoników nie śpiewają. Oglądają tańce z durniami i szkoda na nich prądu.

    7. Niekoniecznie- tamto było prawdziwym katolicyzmem, teraz mamy smutę, a przed nami turbokatolicyzm.

    Pozdro

    P.S. weź zrób tak, żeby dla zarejestrowanych użytkowników nie było tych numerków i literek do wpisywania pod komentem. Skoro ja, z konta google, komentuję u ciebie któryś już rok, to po co za każdym razem mam udowadniać, że nie jestem automatem?

    OdpowiedzUsuń
  26. @ Artur Nicpoń

    1. Jeśli nie przeczytałeś żadnych Jego pism, to co ty niby możesz o nim powiedzieć ponad poziom kremówek i ewentualnych osobistych sympatii? No nic.

    ===

    To trochę chyba nie tak. Nawet liberały rynkowe były zszokowane, że ja nie czytałem, ale o tyle to jest ciekawe, że tam ich wyraźnie chodziło o PIĄTĄ KOLUMNĘ w KK. Żeby ją osadzić znaczy. Moja córka miała to samo, omal nie zrobiła b. młodo wielkiej kariery "w Europie" - właśnie jako polska katoliczka.

    Więc spokojnie! A że przez tyle lat jakoś nic mnie nie zachęciło do czytania - czy to o niczym nie świadczy? Lubiłem zawsze gościa, jestem w końcu polskim patriotą i jakoś tam nawet katolikiem, nie liberałem... I nic?

    ===

    2. Cała Solidarność, te 10 milionów ludzi to była prowokacja? Łoł!

    ===

    CAŁA Solidarność, właśnie! Co oczywiście nie znaczy, by wielu z tych osławionych 10 milionów. Bo to nie tak działa i nie udawaj proszę, że tego nie pojmujesz. W przyzwoitą prowokację zaangażowane jest na ogół sporo porządnych i dobrze chcących ludzi. Tak to działa i to jest właśnie smutne.

    ===

    3. Na czym KONKRETNIE polegało lewactwo JPII. Powtórzę- ja twoje OPINIE znam, proszę byś napisał SKĄD ci się takie opinie wzięły.

    ===

    Nie kłóćmy się o to, bo to nabrzmiałe emocjami i mało miłe. Ale dla mnie JP2 poniekąd wbił gwóźdź do trumny KK. To mało? Moim zdaniem KK jest skończony. Co by o tym nie mówił Duch Święty - tu, na ziemi, już po nim. (Ale co ja tam wiem!)

    ===

    4. Nie, drążenie tego tematu nie jest bolesne ani drażliwe. Zwłaszcza, jak się operuje konkretami a nie pustosłowiem.

    ===

    Kamień z serca!

    ===

    Ta część o emocjach:

    1. Zgoda, u nas nie ma hierarchii, a każda, która kiełkuje jest natychmiast przez wrogów niszczona.

    ===

    To nie ulega wątpliwości. Tylko że jest to celna konstatacja na początek, a nie za bardzo nadaje się na metę, prawda?

    I trza by coś z tym robić. Moim skromnym (a chyba także i różnych Coryllusów), jedyną metodą jest stworzenie elity - z początku przynajmniej - INTELEKTUALNEJ. (Nie zapominając o narzędziach kuchennych, saltach i rozwalaniu się na quadach. Co do wódki miałbym już wątpliwości.)

    ===

    2. Zgoda, nie mamy elity a to co elitą miałoby być nie działa jak elita.

    ===

    I miło że się zgadzamy.

    ===

    3. Alfy, omegi i bety- zgoda.

    ===

    Łał!

    ===

    4. Nie ten lud, ale każdy lud na planecie ziemia jest napędzany histerycznymi emocjami.

    ===

    Emocjami - poniekąd zgoda, ale wcale niekoniecznie histerycznymi! Zdrowe emocje wychodzą na wierzch w konkretnych sytuacjach i adekwatnie do nich. Emocje histeryczne są patologiczną odpowiedzią psychiki (także zbiorowej) na SYTUACJĘ BEZ WYJŚCIA. A przynajmniej na taką, która jest tak odbierana. To jest reakcja dziecinna, cofnięcie się do stanu dziecięcej bezbronności i zależności od mamusi. Nic na tym nie wygramy, bo się nie da!

    Sam b. mocno polemizowałem z rzucaniem pojęciem "histerii" bez większego sensu - np. przez Anthony Jaya w związku z wybuchem wojny. Jest to gdzieś tutaj.

    ===

    Rzecz w tym, żeby ogólnie pojęta nasza strona miała zdolność generowania swoich histerii i powodowała ludem w kierunku przez siebie obranym.

    ===

    Emocji - nie histerii! Może to tutaj być tylko kwestia terminologii, ale ja się upieram, ze histeria to jest coś z definicji złego, słabego i nic nam po tym. Sama nazwa oznacza "wędrówkę macicy po ciele", więc zrozum. ;-)

    ===

    Skąd pomysł, że kult JPII jest z tego samego korzenia co towiańszczyzna? Stawiasz sprawę na głowie.

    ===

    Wydaje mi się, że PRÓBY BUDOWANIA NA TYM JAKIEJŚ ESCHATOLOGICZNEJ POLSKIEJ DOKTRYNY, NA POGRANICZU RELIGII, są prostą kontynuacją.

    (Sorry za te duże litery, ale nie będę zmieniał.) Mogę się mylić, ale nie sądzę. To jest zabawa z b. ryzykownym ogniem. Ale dajmy już temu akurat problemowi spokój, bo może niepotrzebnie wpakowałem w to JP2. Nie dogadamy się.

    Nie mam nic przeciw KULTOWI BŁOGOSŁAWIONEGO przez KK! Religijnemu. Tyle chyba rozumiesz? Po prostu wolę, żeby z tego nie było nowej towiańszczyzny, na co się trochę zanosi.

    c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
  27. @ Artur Nicpoń c.d.

    5. To dobrze, że nie masz nic przeciw katolicyzmowi. Z tego, że wolisz ten, którego nawet nie widziałeś nie wynika nic, bo to se nevrati. Trzeba patrzeć w co to morfuje, a nie czym było.

    ===

    Dowcip polega na tym, że ja go widziałem. I np. na pewno więcej z nim miałem do czynienia, niż np. ty z I RP.

    ===

    6. Na czym polega ta zbiorowa histeria i jaka jest jej skala, żeby w ogóle warto było o tym mówić?

    ===

    Wszelkie emocje oderwane zarówno od (następującego normalnie po nich) DZIAŁANIA/WYSIŁKU, jak i (dodatkowo w tym przypadku) od (w miarę trzeźwego i nastawionego na rozwiązywanie problemów) MYŚLENIA - zatruwają duszę. Jeśli są zbiorowe i zajmują miejsce zdrowego patriotyzmu, no to kończy się tak, jak się zamierza skończyć. Nic wesołego!

    Człowiek powinien swoje wiedzieć, mieć przekonania, i w razie czego budzą mu się wtedy emocje, które go napędzają. A nie najpierw emocje, a potem... Nic.

    Po co, myślisz, był Urban? I po co był Towiański?

    ===

    7. Oczywiście, że to raj dla prowokatorów. Tyle, że raj dla prowokatorów to w ogóle świat plus media i narracje.

    ===

    Nie do końca. 10 książek w rodzaju i o klasie Misia 2 (a gość obiecuje wprowadzenie tych niezbędnych poprawek!), Ardrey, może jakiś Spengler, może jakiś prof. Zieliński... Inteligentna publiczność, patriotycznie nastawiona i bez bezsensownych uprzedzeń - i wreszcie nasza podatność na prowokacje zmniejsza się, zamiast, jak dotychczas, z roku na rok zwiększać. Zmniejsza się istotnie i z nadzieją na dalszy optymistyczny rozwój.

    ===

    Możemy mieć świat, w którym tylko tamta strona narracje narzuca i utyka w nich prowokatorów, ale możemy mieć też świat, w którym my wprowadzxamy swoje narracje i swoich "prowokatorów" i odwojowujemy przestrzeń.

    ===

    Widzisz, trza myśleć grapplingowo. "Pozycja przed submisją." I "najpierw przetrwanie, potem myślimy nad zrobieniem gościowi krzywdy". W systemach wojskowej i tego typu walki wręcz niby jest odwrotnie, ale tam przyjmuje się, że walka zaczyna się nagle, z zaskoczenia i trwa w istocie parę sekund. Ale to nie ta sytuacja.

    Czy będziemy potrzebować własnych prowokatorów? Możliwe. Ale teraz nie ma co nawet o nich myśleć. Trza lud uodpornić. Trza stworzyć elity i jakąś spójność. I trza nie dać się po drodze wykończyć, ani tego zniszczyć, a to jest kurwa problem!

    ===

    Bez tego jesteśmy skazani, z tym mamy szanse.

    ===

    Dobra, ale zgodzisz się, że na razie nie atakujemy, a ino góra się bronimy? I to potrwa jeszcze dość długo. Naiwne ataki kończą się tak, jak to widać na ringach i matach. A co dopiero ataki nie tyle naiwne, co po prostu histeryczne i spowodowane psychicznym załamaniem? A przecież o to tu chodzi - o kompletny brak jakiejkolwiek dostrzeganej perspektywy i nadziei!

    Ale, widzisz, skoro już próbujemy, to jednak aż tak na to patrzeć nie można. Trza zatkać dziury w kadłubie, trzymać łokcie przy sobie, przyjąć defensywną pozycję i robić swoje, żeby kiedyś zmienić sytuację.

    c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
  28. @ Artur Nicpoń c.d.

    8. Dobrze, że wspomniałeś o JPII i Towiańskim i nie ma żadnych emocji, ja tylko wciąż czekam, na odpowiedź- skąd ci się to wzięło? Na razie takiej odpowiedzi udzielić nie potrafisz, więc trzymam tę twoją tezę w szufladce z napisem "bajki z mchu i paproci".

    ===

    OK, odpuszczam JP2 o tutaj do niczego nam się nie przyda. A Towiański chyba na inny raz, bo to nieco abstrakcja. Mamy pilniejsze problemy, nie?

    ===

    9. Nie ma czegoś takiego, jak budowanie nowej religii. Religia albo jest natchniona i wtedy buduje się wbrew wszystkiemu, albo jest projektem, czyli lewactwem i nie ma z religią nic wspólnego.

    ===

    A co sądzisz o religijności takiego Czarnego Douglasa, o którym było w tych komętach? I religijności Roberta Bruce'a (bohatera jak diabli, ale też niezłego skurwysyna, jak oni wszyscy wtedy)? Czy to nie jest TA religijność, o którą chodzi i bez której nijak?

    Czy jednak mleko w pudełku i... Nie powiem już "JP2", ale w każdym razie to posoborowe coś? Albo albo! Jedno tworzyło niezłe rzeczy i podbijało świat, w tym serca i dusze, drugie... Ech! Sam chyba widzisz. (Pozdrowienia dla ks. Sowy, przy okazji!)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  29. @ Artur Nicpoń

    Wyjaśnienie.

    "Position before submission" (Jedna z naczelnych, jeśli nie naczelna, zasada BJJ.)

    Słowo "submisja" raczej chyba nie istnieje, więc powinno być "chwyt kończący", czy jakoś tak.

    Ale wspomniana tu zasada jest b. mądra i niejako podnosi na jeszcze wyższy poziom naukowości "naukowe zapasy" (scientific wrestling).

    Warto się chyba zastanawiać, gdzie to jeszcze, w jakiej walce znaczy, należałoby zastosować.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  30. @ Artur Nicpoń

    Cytat:

    Szkoda, że cię nie bawi gra w liberalizm. Szkoda, bo on jest faktem i trzeba z niego wyciągać wnioski. A te wnioski brzmią- roztasowywane są dobra, ten, kto ich więcej ucapi, ten będzie miał w dyspozycji więcej zasobów i większe szanse na kreowanie rzeczywistości niż ten niezainteresowany. Ten niezainteresowany będzie mógł tylko marudzić i nic od niego nie będzie zależało.
    To jest w ogóle nasza pięta achillesowa, mówię o prawicy, to obrzydzenie prostackim zdobywaniem majątków. Można powiedzieć- kolejne moralne zwycięstwo.

    ===

    Liberalizmem się brzydzę, ale "gra w liberalizm" w sensie tym, że nie staram się przesadnie pilnie wzbogacić, nie wynika wcale z tego, że nie chciałbym się wzbogacić, ani że mnie finanse mierżą, tylko z całkiem innych przyczyn.

    Po prostu trudno ci ocenić, z twojej ekonomicznej sytuacji, jakie realne szanse ma ktoś bez tego wszystkiego, i jakie ponosi koszty. (Twoja piramida w Amwayu także, przyznaj, nie była na równych warunkach z przeciętnym dziecięcięm PRL'u, daruj szczerość!)


    Ja w końcu coś tam koło tego "liberalizmu", w sensie ekonomii, kręciłem, i coś mi się nawet udało osiągnąć. Uwzględniając pozycję, w jakiej już byłem, a nie była ona do pozazdroszczenia. Mógłbym sporo opowiedzieć, ale nie chcę, a na temat rynków finansowych, giełd itd., byłbym w stanie zagiąć większość rynkowych liberałów.

    Ale tam niestety karty są znaczone, a biedny jest w sumie tylko jeleniem do rżnięcia. A co dopiero dzisiaj, kiedy ekonomia - KAPITALZM PO PROSTU, jeśli się b. nie mylę - się wali, i naprawdę nic już się nie opłaca budować, licząc na trwałość.

    Więc to nie jest w moim przypadku żadne "prawicowe lekceważenie ekonomii i rynku", ino po prostu trzeźwa i pesymistyczna ocena sytuacji i dostosowanie do tego swoich wyborów.

    Oczywiście - jestem raczej stworzony na człeka naprawdę zamożnego, ale cóż, jeśli mam tyrać na Tuska, Merkel, i Borroso, to wolę jednak przeżyć te ostatnie lata swoim własnym życiem.

    "Najpierw musisz mieć siłę, potem dopiero gadaj o własności!" Taka moja zasada. No, chyba że akurat jesteś szczęśliwym wyjątkiem, ale - nie oszukujmy się! - to się może z dnia na dzień zmienić. A już na pewno z roku na rok. (Nie żebym krakał czy źle ci życzył, ale patrząc z historycznej perspektywy tak właśnie to wygląda.)

    Coryllus np. nieźle gada o własności i ziemiaństwie, ale widać nie miał w rodzinie wielu wojowników (ani ziemian), skoro taki niewielki kładzie nacisk na szable i rusznice. Coś tam wspomina i chwała mu za to, ale nieproporcjonalnie mało.

    Jesteśmy jak muchy w butelce i łudzimy się, że to co jest, będzie, bo musi. A to niestety bzdura.

    Stąd mój wstręt do "myślenia o ekonomii" i z niczego innego. Fakt, że raczej nie jestem stworzony na groszoroba, ale to wcale nie znaczy, bym musiał nie być zdolny się wzbogacić.

    Miałem wśród bliskich przodków b. sprawnych i odnoszących sukcesy przedsiębiorców, jakby coś. Tylko że to tez tak nie działa - nawet moje srebrne łyżki i herbowe obrusy cieszą dzisiaj jakieś dziecko żydokomuny, albo innego folksdojcza. Nie tak działa ten świat, jak ludzie chcą wierzyć!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  31. I tak Panowie wymieniwszy po raz 101 swoje poglądy, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, rozeszli się do swych zajęć. Zasadniczo pozostając każdy przy swoim zdaniu.

    Choć rezultat tej konwersacji nie jest całkowicie próżny, to jednak Panowie najwyraźniej nie mają sposobów, by się wzajemnie przekonać, a owa niemożność połączona z uporem pokazuje, że tak już chyba pozostanie - tym bardziej że nie ma w zasięgu wzroku arbitra przez obu interlokutorów akceptowalnego.

    Komentował dla Państwa czujny obserwator!

    OdpowiedzUsuń
  32. @ Amalryk

    I po co ta zgryźliwość? ;-)

    Ja mówię od początku to samo - na tym w dużej mierze polega przecież mój "Tygrysizm" - i dzięki Nickowi udało mi się parę rzeczy powiedzieć.

    Jeśli mnie pamięć krótkoterminowa nie myli, to nawet Ty dzisiaj wydałeś się być zarażony myślą o wskoczeniu w buty Zachodu, zaimponowaniu mu i przejęcia z czasem nad nim duchowego kierownictwa. (Czy się mylę? Już przeszło? To co teraz proponujesz?)

    I z Nickiem w paru punktach się zgodziliśmy, a co do paru następnych jestem dobrej myśli. W dodatku przerzuciłem tu swego rodzaju kładkę do tego, co robi Coryllus i jego chłopcy. Czy to mało? Czy to źle?

    Nicek zaś pochwalił mnie za całkiem głupiutki przecież tekścik o K**winie. Więc miłość und porozumienie kwitnie.

    Pewnie niepotrzebnie wpakowałem w to JP2, mój błąd! I trudno, żeby Nicek tak się z tym bez słowa pogodził, albo od razu wyrzekł tej genialnej nowej religii, co ją Hrabia w swoim anarcho-kapitalistycznym mózgu, w przerwie na kawusię, wysmażył, od kiedy ten mózg zaczął być wysysany przez Korporację i na cybernetyczne ujęcie Spenglera już mu siły nie starcza.

    Więc sobie chłopak skompensował na gruncie religijnym. Tak to widzę.

    Pozdrawiam i polecam się na przyszłość

    OdpowiedzUsuń
  33. Tygrys,

    1. Sorry, ale tam nie ma treści żadnej w tej twojej odpowiedzi.

    2. No to mamy protokół rozbiezności, bo ja Solidarności nie uważam za prowokację. Tzn. w jakiejś mierze napewno była to próba z ICH strony, ale im się wymknęła spod kontroli.

    3. OK, czyliu potrafisz tylko powtórzyć swoje opinie, ale dlaczego tak uważasz, powiedzieć nie umiesz. Cóż, jak to się mówi, opinie bez uzasadnienia są bezwartościowe.

    Część o emocjach:

    1. Oczywiście, że nie na metę.
    Byłby to pierwszy w historii świata przypadek stworzenia elity przez kogoś, kto nie jest elitą. A to kółko graniaste. Elity się nie tworzy, ana się tworzy sama z ludzi, którzy birą to co chcą, a do tego mają na tyle intelektu, by nie użynać gałęzi na której siedzą.

    4. Stawiam tezę, że wszystkie obecnie generowane emocje są histeryczne. Jedyne zdrowe, które próbują być puszczane w obieg, to nasze. Nawet jeśli histeryczne.

    Emocje- histerie, na jedno wychodzi. Dziś, oczywiście, kiedy miliardy lemingów żywią się telewizją, durnymi didżejami w radio i gazetową papką. To jest wszystko histeria, tyle że na róznych poziomach i o róznym stopniu misterności.

    Towiańszczyzna- OK, wydaje ci się, ale ja to wiem, boś już to napisał. Napisz DLACZEGO tak ci się wydaje? Bo tego nie wiem.

    Dobrze, że się wpakowałeś w JPII i możemy się dogadać, ale musisz wyjść poza opinie, a przejść do odpowiedzi na proste pytania. To proste pytanie brzmi- DLACZEGO tak uważasz? Jak na to odpowiesz, to jestem pewien, że się dogadamy. Bo czemu niby nie?
    Tzn. niekoniecznie musimy podzielać swoje zdania, ale się dogadamy co do tego, skąd się nam one biorą.

    5. Tego sprzed 100 lat, o którym pisałeś, nie widziałeś. Aż tak stary nie jesteś ;)
    A ten trydencki katolicyzm przedwojenny i powojenny, to zupełnie inne śpiewki- wbrew gadaniom tradsów.

    6. OK, to jak to się ma do rzeczywistości? Zrozum, ja podzielam akurat to, co napisałeś, gdyby to umieścić w szczególnym kontekście. Uważam jednak, że to nie ma związku z rzeczywistością. Zwłaszcza w sytuacji, że w tej chwili jedyną instytucją organizującą Polaków do działania jest właśnie ta nasycona emocjonalnie kruchta.
    Dlatego napisz konkretnie- w stosunku do kogo czynisz te zarzuty?

    7. Błagam, Piotr, przecież to są bajędy dla dzieci!

    8. Odpuszczasz, bo nie umiesz powiedzieć, dlaczego tak uważasz. Po prostu i byłoby fajnie, jakbyś umiał takie coś przyznać. Po prostu ci się koncept spodobał, przyznaj i się go uczepiłeś bez żadnego konkretnego powodu ;)

    9. Tak, to jest jak najbardziej TA religijność, o którą by chodziło i bez której nijak. Tak się jednak składa, że sobie ten RObert de Bruce żył jak raz po 4 soborach laterańskich. I teraz sobie zobacz, jak one były rewolucyjne (w tamtych czasach). No ale oni, wtedy, zamiast noskiem kręcić na sobory, potrafili je przekuć w oręż. Vaticanum II to potężna broń i im mocniej się wczytję, tym bardziej myślę, że całe to ględzenie o tym, jak to po tym soborze KK nie jest już taki sam, jak zdechł, jak nie ma siły itd. to propagandowa robota róznych ponurych skurwysynów. I ludzi, którzy z niewiedzy powtarzają po nich. Bardzo dużo się robi, żeby z V2 nie wykuto miecza.

    OdpowiedzUsuń
  34. Tygrys- gra w liberalizm

    1. To, że się brzydzisz (i wielu innych też) daje akurat taki skutek, że zasobami i siłą dysponują raczej rózne Grzegorze Schetyny niż Pan Tygrys. I to mnie smuci.

    2. Moja piramidka kosztowała (na wejściu) 2 tysiące marek, czyli na dziś 4000zł. A to jest w zasięgu każdego, kto chce. Każdego. Byle chcieć.

    3. Karty znaczone są wszędzie. Raz misterniej, a raz po sowiecku, gwoździem. To bez znaczenia, tak jest i w tym sobie trzeba poradzić budując swoją, jak największą siłę i możliwości. Inaczej się robi za raba, albo też za raba, ale takiego trochę zbuntowanego.

    4. Nie tyrasz na Tuska i kogo tam, ale przede wszystkim na siebie. I od tego trzeba zacząć. A jak się od tego zacznie, to szybko się okazuje, że jest cała gama sposobów na to, by się z Barrosami tego świata kasą nie dzielić.

    5. Masz rację z tą siłą i wolnością. Dziś siła, to przede wszystkim siła ekonomiczna. Bo to otwiera drzwi niezależnych sądów i prokuratur und gabinety polityków. A za tym idzie wolność.

    Pozdro

    P.S. na 11 listopada jedziesz?

    OdpowiedzUsuń
  35. @ Tygrys

    Zgryźliwość? Ty jeszcze nie znasz mojej zgryźliwości! No i przecie powiedziałem, że "rezultat tej konwersacji nie jest całkowicie próżny".

    Przejęcie lejców od Zachodu, mi się zawsze będzie podobać - ale nie pytaj mnie o ocenę realności realizacji tej wizji.

    No cóż, patrzmy co się będzie działo dalej.

    OdpowiedzUsuń
  36. Amalryk,

    proszę o odnotowanie, że niemożność przedstawienia swoich poglądów jest jednostronna. I akurat nie ze strony mojej.
    Gdyby ją uobustronnić porozumienie byłoby na wyciągnięcie ręki.

    OdpowiedzUsuń
  37. "Pewnie niepotrzebnie wpakowałem w to JP2, mój błąd! I trudno, żeby Nicek tak się z tym bez słowa pogodził, albo od razu wyrzekł tej genialnej nowej religii"

    Ja bardzo chętnie, naprawdę, ale mam taki zwyczaj, że lubię wiedzieć, DLACZEGO. Ty zaś tego powiedzieć nie potrafisz, dlatego bida.

    OdpowiedzUsuń
  38. @ Amalryk, Nicek

    Na razie Wam napisałem nowego teksta. (Wypięcie się na liberalizm ma swoje zalety!)

    Istne "Naśladowanie Chrystusa", jeśli mnie spytać, no bo czymże innym jest metoda przypowieści?

    ;-)

    Na jakiś czas chyba Wam wystarczy strawy duchowej, a może na niejedno z tych Waszych pytań, jak się chwilę zastanowicie, odpowie.

    Całuję czule

    OdpowiedzUsuń
  39. Nasz słodki realizm wynika z tego, że polscy kawiarniani i netowi napinacze są swego rodzaju szerokowidzami. Wszystko widzą w maksymalnie szerokiej perspektywie: bo Bóg, bo Cywilizacja Białego Człowieka, bo Ameryka, bo Rosja...a nie dostrzegają takich drobnych i przyziemnych spraw, jak podwyższone ryzyko przy składaniu wieńców w nieprzyjacielskim kraju.

    OdpowiedzUsuń
  40. @ Towarzysz Mąka

    No właśnie. (I miło, że ktoś na zasadniczy temat był uprzejmy się odezwać. To chyba dopiero drugi głos w tej sprawie.)

    U naszych "polityków", naszej "patriotycznej elity" tego rodzaju analizy zagrożeń, potencjalnych zysków i strat, po prostu nie ma w jadłospisie!

    To się mi w głowie nie mieści, ale tak to wyraźnie jest i świadczy to koszmarnie o jakichś przyszłych szansach dla tego nieszczęsnego kraju.

    Swoją drogą wiąże się ten znakomity, ważny i przerażający) tekst, który wszystkim gorąco polecam:

    http://eska.salon24.pl/458089,juz-niedlugo-wazne-referendum

    Myślałem żeby ten linek wpleść w mój własny kawałek na ten sam temat, który od miesięcy co najmniej noszę w sobie, ale przy mojej pisarskiej aktywności lepiej jest to szybko pokazać światu tutaj.

    Zachęcam do przeczytania, przemyślenia i pokazania komu się da!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  41. @ Тигр

    U naszych "polityków", naszej "patriotycznej elity" tego rodzaju analizy zagrożeń, potencjalnych zysków i strat, po prostu nie ma w jadłospisie!
    -----------------------------------
    Proszę Pana Tygrysa, polityka to zajęcie którego też trzeba się uczyć, i to pokoleniami. A nasze "patriotyczne elity" to jak dzieci we mgle...
    No i to tu na miejscu wiadomy wylot został przygotowany...

    Referendum? A po jaką cholerę? Rezerwuar białej (marzącej o zaszczytnym statusie folksdojcza) taniej siły roboczej jest? Jest! Otwarty rynek zbytu, jest? Jest! To co? Jeszcze, na własne życzenie, otaczać trzydzieści parę milionów ibermenszów ochroną prawną (i finansową) przysługującą wyłącznie Niemcom???
    Nasi niemieccy "bracia" zadowolą się zasadniczo, utrzymaniem tutaj infrastruktury energetycznej i komunikacyjnej w należytym stanie i to by było na tyle.

    OdpowiedzUsuń
  42. @ Amalryk

    Mi się ten tekst wydał b. cenny. (W dodatku baba go napisała, więc wisienka na torcie itd.)

    Wiesz, częściowo to z tym referendum można uznać za chwyt retoryczny. No bo jak niby ona miałaby ostrzegać przed tym miękkim zaborem, który przecież postępuje od niepamiętnych czasów, mało komu przeszkadza, przeciętnemu człowieczynie nie sprawia myślenie o tym żadnej frajdy, a człek porządny, choćby i wiedział, niewiele przecież może w tej sprawie zrobić.

    Ale nie jest też wcale wykluczone, że szkopom jednak będzie potrzebne jakieś oficjalne pełnomocnictwo, w sensie oddania im władzy, na co przecież już są drobne przykłady w rodzaju występów różnych zdRadków...

    Albo z powodu sytuacji międzynarodowej - tacy Amerykanie, choć dla tygrysistów tego świata dość durni, jednak gorąco wierzą w swoje postoświeceniowe zasady (stąd np. orgazm, który dość nawet rozumiem, że se wybrali Murzyna, choć na pewno mógł być fajniejszy)...

    Albo też (albo też "i") ze wzgl. historyczno-ambicjonalnych... Co zresztą nawet dla politycznego realisty (hłe hłe!) wydaje się, na długą metę, dość praktycznym i skutecznym podejściem - vide sukcesy Niewymawialnych, Rosji, częściowo także US i Anglii, traktowanych jako pewien "liberalny kompleks ideolo"...

    Tak więc, jeśli nawet dziewczyna "uczuliła nas" (jaki to gierkowski zwrot!) na tylko pewną, umiarkowanie prawdopodobną, możliwość, to i tak chwała jej za to!

    A pod wzgl. retoryczno-propagandowym wydaje mi się to znakomicie zrobione. Tobie nie?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  43. Amalryk, Tygrys,

    Jakbym ja miał typować, powiedziałbym że to referendum będzie zadaniem michalkiewiczowskiego pytania: gdzie chcesz płacić podatki? Do Berlina, czy do Warszawy? Lemingi będą miały kisiel w majtkach ze szczęścia.

    Oczywiście nie ma żadnej mowy o objęciu untermenszy taką samą ochroną prawną i finansową jak Niemców. Utworzy się jakiś bantustan, euroregion, eurowojewództwo... możliwości się znajdą.

    Jeśli chodzi o ziemie na wschodzie, to ja bym się spodziewał prędzej, że coś dostaniemy, niż że nam zabiorą. Źle się zarządza krajem jednolitym etnicznie, bo nie ma kogo na kogo szczuć. Jak to niedawno powiedział Limonow: "My weźmiemy Charków i Donieck, a wy weźcie sobie Lwów i męczcie się z nim".

    OdpowiedzUsuń
  44. @ Der Tiger

    Niemcy nie objęli swym systemem prawnym nawet sielskiej Austii, a tu mieliby się pakować w takie gówno? Wystarczy im, jak to ten Lechistan określił von Clausewitz? "Bezbronny step, droga publiczna..." a co do grasowania tu ocych wojsk. to pewnie nie ma takiej potrzeby ani akceptacji.

    To że kobieta próbuje wstrząsnąć sumieniami niczym poseł nowogrodzki to pięknie, ale to może być typowy strzał w pustkę... większość pewnie (gdyby wzięła to na serio) to raczej zaczęłaby kombinować jak tu się znaleść w GG a nie pod sowietami.I tyle.

    OdpowiedzUsuń
  45. @ Amalryk

    "Niemcy nie objęli swym systemem prawnym nawet sielskiej Austii, a tu mieliby się pakować w takie gówno? Wystarczy im, jak to ten Lechistan określił von Clausewitz? "Bezbronny step, droga publiczna..." a co do grasowania tu ocych wojsk. to pewnie nie ma takiej potrzeby ani akceptacji."

    To się wi! Podobnie postępowałą carska Rosja w XVIII i XIX wieku, nu ale wtedy była rządzona przez niemiecką dynastię i - w znacznym stopniu - przez niemieckich magnatów-biurokratów z Pribałtyki. Mickiewicz to ładnie wyłuszczył w objaśnieniach do Pana Tadeusza. Rząd carski nigdy nie obala od razu wszystkich zastanych urządzeń ustrojowych i nie wymienia całej dotychczasowej elity, tylko je powoli ukazami podkopuje, przez dekady i dopiero po powstaniach podmienia walutę, system miar i wag, armię, policję i urzędników. A oficjalną aneksję poprzedzały dziesiątki albo i setki lat formalnie niepodległych rządów różnych Sasów i Stasiów. Ten sam model obłaskawiania i powolnego trawienia przećwiczono na emiratach Azji Środkowej, chanatach Krymu, Astrachania i Syberii, Gruzji, Kurlandii, I RP, Finlandii etc. Kościuszko też wspomina o rozpuszczaniu się niepodległości w carstwie i koronach chanów astrachańskich, odgrywających znaczną rolę w ceremonii koronacyjnej Carów WsiejRusi, Wlk. Książąt Pskowa, Mazowsza, Finlandii etc.

    "To że kobieta próbuje wstrząsnąć sumieniami niczym poseł nowogrodzki to pięknie, ale to może być typowy strzał w pustkę... większość pewnie (gdyby wzięła to na serio) to raczej zaczęłaby kombinować jak tu się znaleść w GG a nie pod sowietami.I tyle."

    Większość pewnie będzie kombinować w tym kierunku, ale prawdziwe elity postępowały odwrotnie. Na Wostok pod opiekuńcze krylia Sowietow kak Wanda Lwowna Wasilewskaja i Faddiej Władysławowicz Boy-Żeleńskij.

    OdpowiedzUsuń