piątek, lutego 24, 2012

Gadanie Michnikiem

Termin "gadanie Michnikiem" zaczyna wreszcie powoli przenikać do prawicowego krwioobiegu, co jest miłe, nawet nie tyle dla mnie osobiście, jako jego ojca, ale nawet dla tego krwioobiegu. Oczywiście odbywa się to znowu za sprawą Nicka, któren ma autentyczny talent publicystyczno-dydaktyczno-propagandowy i wyłapuje z atmosfery sporo tego typu potencjalnych perełek i młotów na lewiznę (z których pewna część jest mojego autorstwa). Sam też oczywiście tworzy swoje własne - nie że coś.

Z tym "gadaniem Michnikiem", że pokrótce wyjaśnię, chodzi o to, że jak się wystarczająco nie oddalimy od liberalnej, post-oświeceniowej - i "zdroworozumowej" po prostu, w takim sensie, że nie podważającej tego, co nam się dzisiaj, skutkiem specyficznej "edukacji", działania mediów, autorytetów, "wolnego rynku", interpretacji rzeczywistości - to zawsze będziemy skazani na tego typu, w sumie, "narrację". Co najwyżej tu i ówdzie odwrócimy sobie znaczki - że jak Michnik mówi, że pedalstwo dobre, to my że złe.

Ale w sumie to on, w najszerszym sensie oczywiście, narzuca warunki "dialogu" i kształtuje całą tę "dyskusję". O to w sumie chodzi. Owo "wyjście poza" liberalną i post-oświeceniową narrację to nie koniecznie "kopernikańska rewolucja" Spenglera, ale to musi być coś równie radykalnego i "wywrotowego", a ja, przyznam, wielu innych możliwości poza tą "kopernikańską rewolucją" akurat nie widzę.

Co jednak wcale nie oznacza, by o to koniecznie musiało chodzić. Nie - chodzi o "wyjście poza" i tyle! Oczywiście raczej nie na jeszcze bardziej lewackie pozycje, jeśli to ma być prawica i w końcu kontrrewolucja. U Nicka można sobie znaleźć ostatnio całkiem sporo na temat tego "gadania Michnikiem", szczególnie chyba w komętach - nie jest to chyba całkiem tak samo interpretowane, jak u mnie, i tym bardziej warto się zapoznać.

Że jednak przykłady uczą lepiej od wywodów, podamy tu sobie fajny przykład gadania Michnikiem. Prosty i łatwy, jak sądzę, do zrozumienia, choć - podkreślam to z naciskiem! - wcale nie jakiś monstrualny i kretyński. Ot, po prostu widać, jak głęboko w nas to gadanie Michnikiem siedzi!

Fakt, że autor tego przykładu, MatkaKurka, jeszcze niedawno był lewakiem, więc pewnie dużo łatwiej niż nam, czarnopodniebiennej prawicy od zarania dziejów, tym Michnikiem gadać. Jednak gość od jakiegoś czasu gada z dużym sensem, a sam fakt, że przejrzał na oczy, nie tylko dobrze o nim świadczy, ale nawet podważa nieco mój własny programowy brak wiary w człowieka. (Brak wiary w człowieka - sam w sobie ogromnie prawicowy, ale jednak, jeśli w tym, powiedzmy, przesadzam, to i to jest błędem.)

W swym niedawnym tekście - oto link:
http://www.kontrowersje.net/tresc/z_tuskiem_bylo_tragikomicznie_z_komorowskim_moze_byc_tylko_tragicznie

MatkaKurka pisze bardzo sensownie o wyjątkowo szemranym osobniku znanym jako Bronisław Komorowski albo "Prezydent Polski", o jego ciemnej przeszłości, niejasnych powiązaniach z ruskimi służbami (także w wiadomej i najistotniejszej do dwóch lat sprawie), oraz o zagrożeniach jakie się z tym wiążą. Naprawdę sensowny tekst! A samo jego zakończenie jest takie:
Nie chcę bluźnić, ale wydaje się, że Tuska wariant niemiecki nazywa się Pikuś w porównaniu z wariantem sowieckim Komorowskiego. Jakby nie patrzeć Wielkopolska jest „ordnung”, podwórza zagrabione, a Привислинский край gdzieniegdzie jeszcze dumnie strzechami świeci i furmanki ładuje. Strach się bać.
Coś tu kogoś razi? Komuś się jakieś ostrzegawcze światełko zapaliło? Ktoś tu dostrzega jakieś gadanie Michnikiem? Nie? No to nieźle siedzimy w tym michniczo-oświeceniowym szambie, polska prawico! A może jednak? No... właśnie! Czy to nie paranoja, że, po takim przywołaniu tych wszystkich potworności, które się z "Prezydentem" wiążą, i tych zagrożeń, dla nas, dla naszych dzieci, dla Polski... Pointą jest akurat wizja strzech i furmanek? To TO jest ową najstraszniejszą rzeczą, jaka może nas w ogóle, z Komorowskiego i GRU pomocą, spotkać?!

Jeśli naprawdę to, a nie co innego, tak przeraża rodzimą prawicę, no to teraz ten czy ów Orliński Wojtek uzupełni wam, że "jeśli się chce modernizacji, autostrad i czego tam, to trzeba zrozumieć, że to wszystko chodzi w pakiecie, i nie może być autostrad i modernizacji obok pastuszka z fujarką i moheru, a sprzeciwianie się by po tych autostradach paradowały wte i wewte parady kochających inaczej, jest kretyństwem".

Prawda? A mogę was zapewnić i założyć się o co chcecie, że Orliński Wojtek, albo jakiś inny Orliński Wojtek, choćby go inaczej wołali, to powie. Skąd wiem? A stąd, że owe Wojtki już to wiele razy powtarzały, a ich różne ętelektualne guru piszą to nie od dziś.

I co my na to dictum Orlińskiego Wotjka, czy dowolnego innego michniczego avatara? A cóż my innego możemy zrobić, niż podjąć dialog? Konstruktywny oczywiście. Jak Polak z Polakiem! Wszak pragniemy w sumie tego samego! Pragniemy, my i oni też, żeby nie było tych strzech i tych furmanek, a żeby były autostrady i drapacze chmur.

Cóż więc można zrobić? Musimy działać razem - pragniemy tego samego, i chyba nie chcemy, żeby oni nam wkładali kije w szprychy (a kije to oni mają grube!) - prawda? Z pastuszka bez płaczu rezygnujemy, z fujarki też, no a parady pedałów zaakceptujemy - w ramach kompromisu i zwycięstwa rozsądku. 

Co najwyżej we własnym już wyłącznie, prawicowym gronie, podyskutujemy sobie o tym, czy parady lesbijek powinny chodzić od dziewiątej do szóstej w dnie powszednie, czy też 24/7, a parady pedałów jakoś inaczej, czy może tak samo. I czy nie warto by było tej sprawy skierować do Trybunału w Strasburgu. (Prawica, psia mać! Polscy patrioci!)

No więc jak, polska prawico, będzie z tym gadaniem Michnikiem? Gadamy, ale się "w porę" zatrzymujemy? Zostawiając dopowiedzenie dalszego ciągu Orlińskim Wojtkom tego świata? Czy też może zaczynamy się z tego gadania Michnikiem (i Orlińskim Wojtkiem, bo to jedna parafia, gorzej, ze wraz ze sporą częścią rodzimej "prawicy", jak się okazuje) pracowicie wyplątywać?

Może warto się zastanowić CO miałoby być naszym celem, jakie mamy priorytety i jakie są te najgorsze zagrożenia? No bo jeśli ktoś powie, że te zagrożenia to furmanki i strzechy, to sorry, ale z pewnością nie jesteśmy tą samą "prawicą". Może to on jest tą właściwą, to w końcu tylko  kwestia terminologii, ale ja w sumie nie chcę mieć z tą jego nic do czynienia.

BO TU NIE O FURMANKI I STRZECHY CHODZI, A O SPRAWY BEZ PORÓWNANIA WAŻNIEJSZE! (Co nie znaczy, bym o tych strzechach i furmankach koniecznie marzył, jeśli nie miałoby to oznaczać cofnięcia się o powiedzmy sto lat i zrobienia wszystkiego od nowa - lepiej!)

triarius

P.S. W mojej opinii FYM z ekipą robią znakomitą robotę i, z obiektywnych przyczyn, mają o wiele większe szanse dotarcia w pobliże prawdy. (Co nie zmniejsza mego podziwu dla całej ich roboty, bo to jest właśnie coś, dzięki czemu blogowanie nabiera wreszcie realnego sensu.) Ruscy nie są takimi idiotami, żeby pozwolić rozgryźć swoje zagrania standardowym, jakby nie było, urzędnikom, jak Macierewicz, którzy, co nie jest nawet dziwne, bardziej boją się "ośmieszenia" i "absurdalnych teorii", niż mijania się z prawdą o setki kilometrów. 

No i ruscy właśnie tak zagrali, żeby Macierewicz się z prawdą o te kilometry mijał. Cóż, to by się jeszcze dało przeżyć, ale jeśli naprawdę jego sfrustrowana urzędnicza ambicja (którą da się zrozumieć) skłoni go do rzucania obrzydliwych oskarżeń na blogerów, to nie będzie dobrze. Lepiej by było, gdyby Macierewicz robił swoje, jednocześnie będąc świadomy ograniczeń swojej sytuacji, i nie przeszkadzał tym, którzy szczęśliwie tych akurat nie mają.

16 komentarzy:

  1. Zarzut wobec MatkiKurki może być chybiony - a w każdym razie nienajlepiej uzasadniony.

    Otóż z przytoczonego fragmentu wynika jedynie, że rządy gestapo są lepsze od rządów KGB z przytoczonych powodów: furmanki, strzechy i niezagrabione podwórka.

    Nie musi to oznaczać, że furmanki - żeby trzymać się tej poetyki - są najgorszym aspektem rządów KGB. To równie dobrze może oznaczać, że inne cechy są groźniejsze, ale porównywalne z tym co nam grozi jeśli władzę obejmie gestapo. A te furmanki to jedyna różnica.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. @Amin

    Choc od zasyfionych w sowieckim stylu podworek wole podworka posparzatane to nie to w tym wszystkim jest najwazniejsze.Znacznie wazniejsze jest to ze nazisci zabijali tylko cialo a komuchy zanim zabili cialo wczesniej na ogol niszczyli takze godnosc i czlowieczenstwo-niczym Mefistofeles odbierali dusze.A jeszcze wazniejsze jest to zeby takich porownan-kto "lepszy pan" Moskale czy Prusaki-w ogole nie robic bo jedni i drudzy zasluguja na dlugi i bolesny koniec i to wlasciwie wszystko co nalezy rzec w tej materii.

    P.S.Przynajmniej ja tak to rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Piotr 34

    Dokładnie, o to chodzi! A na marginesie, tak sobie rozkminiłem, że linia podziału wpływów sowieckich i niemieckich nie biegnie terytorialnie (Kresy Zachodnie i Płn. - Niemcy, od Wisły na Wschód - Sowiety), a sektorowo. Władzę realną ma agentura sowiecka, natomiast niemiecka to karbowi, korzystający ew. z tego, co im sowieciarnia "odpali".

    OdpowiedzUsuń
  4. Triarius, Piotr 34, Amin i wsie w mieście - off top, ale warto takie rzeczy rozpowszechniać.

    Józef Darski o "Nowym Ekranie": http://niezalezna.pl/24072-generalowie-znow-w-akcji

    OdpowiedzUsuń
  5. @Jaszczur

    Nigdy nie czytałem, ale pamiętam tę ich kampanię marketingową, chyba nawet z P.net :)))

    Proporcje są znane od paru tysięcy lat: na kilku ludzia znajdzie się jeden Invincible, 11 apostołów i trzynasta menda.
    Ciekawe czy ta pechowa trzynastka to ma coś z tym wspólnego(?)

    Pewnie i po części chodziło o to, aby doprowadzić do zupełnej dezinformacji i braku wzajemnego zaufania.

    Dla mnie odpowiedź jest jedna i wiecznie aktualna: kontrewolucję należy zacząć od samego siebie. Np. po 40-dniowym poście na pustyni albo w pozycji kwiatu lotosu.

    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba przy okazji polecanki ruskiego i filmu o sowieckiej maszynce do mielenia ludzi ktoś u Nicka (może on sam) rzucił, że stopień dehumanizacji jaka się odbywała w maszynkach niemieckiej i radzieckiej był różny.

    I tak o ile w ruskim zbydlęceniu gdzieś tam na dnie pozostawała dusza, którą kat potrzebował zalewać samogonem, o tyle kat szwabski był ogolony, zadowolony i dumny.

    OdpowiedzUsuń
  7. @piotr i Jaszczur

    Ja też sie z tym zgadzam. Ale to w niczym nie zmienia oceny zarzutu postawionego MatceKurce. Z zacytowanego tekstu nie da się w sposób uprawniony wywieźć tezy, że MK uważa "furmanki" za najgorszy aspekt okupacji kagiebowskiej.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Amin i WSIe

    Uważa albo nie uważa, nie chodziło mi o napadanie Kuraka, który, jak powiedziałem, przejrzał na oczy, więc zrobił więcej, niż to, czego bym się po nim mógł spodziewać.

    Ale albo tak to widzi, albo też stworzył przecudny ANTYKLIMAKS - niemal na miarę tego sławnego z angielskiego kazania: "Cudownie jest w raju, jest wspaniale, jest przyjemnie!" (Choć ten jest jednak jednozdaniowy, więc artystycznie to większe osiągnięcie.)

    W końcu pointa powinna raczej wzmacniać sens całości, a nie go znienacka niesamowicie osłabiać, zgoda? Po co był zatem Kurakowi ten antyklimaks?

    Tak czy tak, jest to, moim skromnym, szokujące i prawicę przynajmniej szokować powinno. N'est-ce pas?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  9. @ djans

    Wiesz, ocenianie wzgl. zalet katów z pozycji ofiar wydaje mi się dość obrzydliwym zajęciem, ale w sumie chyba jednak bym wolał szkopskich.

    Oni po prostu widzą w nas podludzi - w jakimś tam sensie cywilizacyjno-państwowym mają w tym nieco racji, choć ja oczywiście tych ich racji w sensie etycznym nie uznaję - i wykonują swój, q...wa obowiązek. Oczywiście dno i dla ofiary nie dość że przykre, to poniżające.

    W ruskich jest jednak coś takiego, co z naszej - zachodniej w końcu jakoś tam - pozycji daje się określić jedynie jako NIHILIZM. Z piekielną nienawiścią do niemal wszystkich zachodnich wartości, plus dzikie kompleksy. Plus niewiara w prawdę obiektywną, więc historia i tak przyzna im rację, a nas poniży ostatecznie, jeśli damy im wygrać.

    Te sprawy. Wydaje mi się, że o ile kontakty ze szkopami coś nam jednak dają, albo dać MOGĄ - np. pozwolić spojrzeć na nasze własne rzekome (albo i prawdziwe) zalety nieco obiektywniej i ujrzeć świat w kategoriach siły, nie zaś wyimaginowanej sprawiedliwości wszechświata (czy Boga, który wyraźnie ma nasze ziemskie problemy w swym boskim nosie)...

    O tyle kontakt z Rosją ZAWSZE moim zdaniem zatruwa duszę człowieka Zachodu. I z Rosją - bo nie chodzi o pojedynczego ruska, choć trza uważać i z tym - rozmawiać, sensu lato, można JEDYNIE Z ABSOLUTNIE NASZYCH POZYCJI.

    Nawet jakiekolwiek kompromisy i gry z ich udziałem wydają mi się zgubne dla naszej duszy, a w wyniku tego także dla naszych, mniej czy bardziej wulgarnych, ziemskich "interesów".

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  10. @ julek

    Kontrrewolucję trza zacząć od siebie! To jest absolutna racja.

    Ja bym proponował jakoś tak: od nauczenia się chodzić na rękach (50 lat temu co drugi chłopak potrafił!), albo od zapisania się (i wytrwania!) na MMA, albo od wypięcia się na media (przynajmniej te bardziej establiszmętowe), albo od nauczenia się łaciny, albo od nawiązania ISTOTNYCH kontaktów z polonią i/lub zagranicą, albo od przeczytania Ardreya ze Spenglerem...

    To jest kilka propozycji, ale chyba one ukazują jak ja to widzę i gdzie mniej więcej szukać innych pomysłów.

    Lotos jako symbol ma swoje zalety, choć ma i wady - choćby tą, że często bywa b. szkodliwy dla kolan, a kolana raczej powinny nam służyć do gonienia wrogów i robienia im kęsim. Ew. do uciekania, żeby zaatakować innego dnia.

    Ta moja krwiożerczość tutaj jest nieco żartobliwa, ale TYLKO NIECO.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  11. @ Amin i WSIe c.d.

    Ten antyklimaks zawarty w Kuraka poincie tak czy tak powinien prawicę zaszokować, czyż nie?

    No spójrz sobie na dyskusje pod spodem - wszyscy gadają tylko o tym, w jakim regionie są czystsze podwórka i gdzie "lepiej przestrzega się prawa". ("Prawa"?!? Paranoja!)

    I tak to działa, więc nie mów, że tego typu sprawy - malutkie drobiazgi niby - są bez znaczenia!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  12. Coryllus się obudził, że polski leberalizm niszczy studia i studentów "Kiedy byłem w Poznaniu na początku lutego jeden z czytelników opowiedział mi o czymś z czego nie zdawałem sobie sprawy, a co jest dziś dniem powszednim studentów. Oto studiują oni w jakimś przedziwnym, nieludzkim systemie. Uczestniczą w zajęciach, ale jednocześnie muszą pracować. Tyrają w supermarketach na nocnych zmianach, bo nigdzie indziej nie ma dla nich pracy. I to jest coś naturalnego. Nie ma to nic wspólnego ze znaną nam ze studenckich czasów fuchą, kiedy to za dwa dni roboty dostawało się ładny kawałek grosza i człowiek mógł pobalować sobie i najeść się jeszcze do syta. Dla studentów dzisiaj, o ile nie mają bogatych rodziców, praca to przymus. I to jest proszę Państwa prawdziwa groza. Hasło: student, żebrak, ale pan, straciło na aktualności mocno i chyba już nie powróci. Studenci są degradowani i łamani już na samym początku swojej drogi, a potem będzie już tylko gorzej. Nienawidzą swoich studiów i swojej pracy i nienawidzą zapewne swoich kolegów i koleżanek, którzy mają trochę lepiej od nich.Dowiedziałem się także, że do niedawna normalną praktyką na studiach było sprzedawanie sobie materiałów dydaktycznych. To jest zgroza. Studenci sprzedający sobie kserówki. I hańba w dodatku jest to także, hańba niszcząca relacje międzyludzkie i zaburzająca komunikację. Studenci nie są już bractwem, nie są grupą ludzi czujących wspólnotę i więź. To drobni geszefciarze."

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Triarius i WSIe w mieście

    Mówisz naszym prawicowcom i patriotom gorzkie słowa Tygrysie - Niemcy są czymś więcej niż narodem bezmyślnych automatów, a Rosjanie są czymś więcej niż zapijaczoną dziczą.
    Niemcy mają zajoba na punkcie prawa, porządku i punktualności, ale potrafią się też zdobyć na szaleństwo znacznie bardziej romantyczne od naszego - Goethe i Schiller od których ściągał nasz Adam M. byli Niemcami, recht? Zniszczenie Wawy zamiast umacniania Berlina, Breslaua i zgniecenia przyczółków za Wisłą to był par excellence hiperromantyczny Gottesverdommerung, nie uzasadniony jakimikolwiek względami taktycznymi, strategicznymi etc. a jedynie nazistowską mistyką krwi i ziemi.
    A Rosjanie? Przeważają nad nami nie tylko liczbą bagnetów i odpornością na C2H5OH, ale również dyscypliną, rozpowszechnieniem znajomości szachów i chodzenia na rękach wśród proletów i last but not least zamiłowaniem do matematyki oraz inżynierii (Kałasznikow!) itd.

    OdpowiedzUsuń
  14. Co się tyczy kontrrewolucji zaczętej od siebie i antyoświeceniowej antymasonerii to ostatnia już istnieje. To się nazywa Opus Dei. Dla nszaych patriotow wzorem pracowitości i konsekwentnie antyoświeceniowego myślenia może być Arseniusz Studyta vel Theoros. A że twoim zdaniem Tygrysie jest białym Rosjaninem piszącym po polsku i czczącym cara? Cóż - kto powiedział, że każdy prawicowiec musi być polskim prawicowcem? Są prawicowcy rosyjscy i niemieccy.

    OdpowiedzUsuń
  15. @ Towarzysz Mąka

    Dobrze gadasz! Co do szkopów, to, szpęglerycznie, oni są po prostu o wiele bardziej C., a my, nie do końca ukształtowani, amorficzni, próbujemy być w jakimś stopniu jeszcze K... Co ma swój wdzięk i czego bym w całości nie odrzucał, ale co jednak jest pewną "młodszością" (w rozumieniu tego lewusa Gombrowicza, ale to nie jest złe pojęcie) i na pewno w wielu swych aspektach marnie nam służy.

    Co do Studyty - skoro rusek, no to jak niby ma mieć? Nie lubię węży i skorpionów, ale nie płaczę, że taka jest ich @#$% natura. Traktować to jako pewną egzotykę, z szacunkiem, jako przejaw bogactwa świata (przez Boga stworzonego), ale nie wchodzić z tym w chemiczne reakcje, żadnych kompromisów, nie dać się tym zarazić!

    Jesteśmy bowiem ludźmi Zachodu (mimo wszystko), albo, alternatywnie, jak chcą niektórzy, mitycznymi "Sarmatami" (a dla nich wszelka rosyjskość byłaby JESZCZE BARDZIEJ zgubna, bo to jednak mniej ukształtowane od Fausta/Zachodu!). Każda rosyjskość dla nas tak czy tak jest zgubna.

    Rosja, jak ja to rozumiem, jest o tyle gorsza od Chin, Indii czy czego tam, nawet Arabów, że to nie jest nawet autentyczna, gotowa, ukształtowana K. czy C., a coś niedonoszonego, pełnego dzikich kompleksów WŁAŚNIE WOBEC Zachodu, i którego celem jest WŁAŚNIE ten Zachód ZNISZCZYĆ, a potem (teraz też zresztą, choć ostrożniej) OPLUĆ, WYTARZAĆ W GÓWNIE... Bo obiektywnej prawdy przecież niet', a liczy się tylko to, co głosi zwycięzca, a raby łykają.

    Tak że traktowałbym takich Studytów jak chińskich studentów, albo etiopskich książąt (znałem takich, b. fajni byli, ale jednak ja bym uważał śpiąc obok nich z nożem pomiędzy nami). Z pełnym szacunkiem, bo gość jest wierny swemu Losowi, a to jest godne szacunku.

    To o studiach b. ciekawe, ale czego niby można się było spodziewać, a ja, choć kontakt z życiem "uniwersytetów" mam nikły, to i tak coś z tego dostrzegam od kiedy jestem w III RP.

    c.d.n.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Towarzysz Mąka i WSIe w Mieście

    Tak sobie gadamy na odległość, całkiem jak jakaś korespondencyjna gra w tenisa. Ale cóż, jak zwykle Korwin winien! ;-)

    Nicek b. dobrze w sumie gada, na przykład całkiem ostatnio o tej Świeckiej Świeckości Jacka Kuronia vs. Świętości JP2. I dużo szerzej.

    Przy czym (co nie jest najważniejsze, zgoda) jest dość niesprawiedliwy wobec Tygrysizmu - może to być środek propagandowy, co ja tam wiem, ale sprawiedliwe to to nie jest, co on mówi.

    Ani ja, ani nawet ten Ardrey, z którego mamy większość tych historii o lwach i lampartach, to nie jakieś idiotyczne przypadki kanapowej krwiożerczości, które by wszystko sprowadzały do kłów i pazurów i nawoływały do mordowania kogo popadnie bez różnicy.

    Oczywiście MMA głoszę, choć to jest poniekąd sprawa uboczna, bo jak ktoś garbaty i kulawy, to może być Tygrysistą bez MMA. Nie ma tu żadnego pedalskiego "kultu tężyzny", choć raczej wolimy ludzi, którzy się do zwiększania tej tężyzny poczuwają, choćby dlatego, żeby dbać o Boskie dary i być gatow, wsiegda gatow...

    Jednak, co Nicek zresztą ładnie pokrótce powiedział - choć akurat mnie, bez sensu, uczynił szwarccharakterem i chłopcem do bicia - chodzi o to, żeby sobie uświadamiać, że mamy Naturę ludzką, drapieżną i dość bezwzględną (choć dla mnie i dla Ardreya te wzniosłe cechy ludzkie także Z TEJ WŁAŚNIE DRAPIEŻNEJ NATURY wynikają, gdy dla innych z jakiejś Boskiej iskry, której ja nie zakładam, bo to są w końcu aksjomaty).

    Więc jest dość brutalna drapieżna natura, I JEST WZNIOSŁOŚĆ - dążenie do Ideału, Forma, Dobroć, Piękno... I co tam jeszcze.

    W końcu nie każdy dziś podpala się Monteverdim, a Tygrys tak. I w tym Monteverdim widzi więcej niż powiedzmy we Frycku, bo w tym pierwszym było dążenie do Ideału, podczas gdy w tym drugim była (ambitna może, ale jednak) ROZRYWKA DLA BRZUCHATYCH BURŻUJÓW W TUŻURKACH I Z ZEGARKAMI NA ŁAŃCUSZKU. (Z całym szacunkiem dla fryckowego kunsztu.)

    Chodzi o to, że ja nie zrozumiemy tej niejako DWOISTOŚCI naszej natury - całkiem obiektywnej - to będziemy z obu tych aspektów robić jakiś bezkształtny mieszany burdel, gdzie właśnie Świecka Świętość Jacka Kuronia i inne pokraczne lewackie wynalazki sobie żyją jak owsiki w dupie!

    To jest dziecię oświeceniowego Deizmu, ta mętna mieszanina, ale to jeszcze spory krok dalej (w stronę przepaści).

    Jeśli - co sam Nicek b. ładnie i wyraźnie mówi - nie uświadomimy sobie KIM NAPRAWDĘ JESTEŚMY, to nie mamy szansy stawać się lepsi. Lepsi, w sensie nakładania na naszą dzikość i brutalność Formy (przede wszystkim jej!), o tworzenia czegoś, co z założenia powinno zawierać więcej, niż ta dzikość, Dobra i Piękna.

    Tygrysizm wcale nie odrzuca "cywilizacji" (z małej) - Tygrysizm po prostu, jak każda prawdziwa prawica, wie, że to jest coś EXTRA, coś niejako "narzuconego", coś w pewnym (szpęglerystycznym) sensie "wrogiego samemu życiu" (czyli temu gwałceniu bab itd.), jakaś tam forma ASCEZY i jakiś TRENING (Spengler mówi o "byciu w Formie")...

    I to wszystko jest piękne, wzniosłe, potrzebne, hiper-ludzkie...

    Tyle, że to nie jest "NATURALNE", w (lewackim) sensie, że "CZŁOWIEK JEST Z NATURY DOBRY", więc to wszystko tak samo z siebie, a jak ktoś widzi, że jednak ludzie łatwo się mordują, gwałcą i giną na wojnach o nieliberalne wartości, to do łagru, albo do psychuszki.

    Prawda jest prawdą (w potocznym sensie), fakty są faktami, i żadna Świecka Świętość Jacka Kuronia tego nie zmieni!

    A jakby Tygrys był takim tępym brutalem, to by się nie podniecał Monteverdim & Co., tylko muzyką marszową i/lub heavy metalem, prawda? ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń