wtorek, listopada 11, 2014

O naszym narodowym kalectwie

Obejrzałem sobie wczoraj (parę godzin temu, ale piszę po północy) powtórkę sobotniej gali bokserskiej z Krakowa. Zaskakująco dobre walki, dwie zakończone efektownymi nokautami (jeden zanim upłynęło półtorej minuty), wyniki przeważnie całkiem inne niż przepowiadali eksperci... Ale my nie o tym.

To był chyba Adamek, który wchodził do ringu przy akompaniamencie jakiegoś szemranego "patriotycznego popu". I w tym popie było coś, że: "Jeszcze nie zginęli, wszystkim pokażemy jak wojować..." Coś w tym duchu.

No i smutno mi się zrobiło, bo akurat ostatnio rozmawialiśmy sobie o tej przedziwnej, i tak dla Polski zgubnej, niezdolności naszych rodaków do rozpoznania i samemu stosowania AGRESJI ASPOŁECZNEJ - a czymże jest to "pokazywanie wszystkim", jeśli nie, znowu, AGRESJĄ SPOŁECZNĄ... Tam, gdzie nie ma na nią w ogóle miejsca,

Przypomnę: agresja SPOŁECZNA to wszelkie formy RYWALIZACJI, przepychanek o prestiż, pozycję w stadzie - rywalizacja, czasem nawet walka, ale jednak nie na całego, z pewnymi instynktownymi i/lub wyuczonymi zahamowaniami, konwencjami, rytuałami... Które do tego typu rywalizacji jak najbardziej pasują, ale przy innym mogą tylko szkodzić... Nawiązując do owego nieszczęsnego "patriotycznego popu" - "POKAZYWANIE" komuś czegoś, choćby nawet było i bardzo brutalne, to z definicji agresja SPOŁECZNA.

Agresja ASPOŁECZNA to taka, w której liczy się jedynie CEL i SKUTECZNOŚĆ, że tak to w skrócie określę. Mogą w niej być jakieś ograniczenia, ale  wynikające z obiektywnie odczytywanej sytuacji, a nie z zahamowań związanych z agresją wewnątrz własnej grupy. Agresja społeczna to np. bójka, bo ktoś kogoś popchnął i nie dość ładnie przeprosił.

Oraz, niestety, niemal wszystko to, co Polacy robią w ramach "polityki", łącznie z walką o niepodległość. (Nie mówimy tu o komuchach, agenturach i Platformach - powiedziałem "Polacy"!) Agresja aspołeczna to zabijanie dla mięsa; rabowanie dla zysku; tępienie wroga bo inaczej się nie da...

Nie mówimy teraz o rzeźnictwie, z którym chyba wszystko u nas jest w miarę normalnie, tylko o stosunku do wrogów i różnych takich szemranych co się wtrącają, o polityce, o walce o wolność, itd. No a wtedy u nas niezmiennie: "Polak z Polakiem", wierszowane hasełka, ckliwe cytaty z JP2, szmirowate piosneczki, dopraszanie się o lepsze traktowanie... A potem dziwienie się, że nas znowu wyjebali bez mydła.

No więc smutno mi się zrobiło, bo moje niedawne odkrycie - że Polacy nie tylko kompletnie nie potrafią rozróżniać tych dwóch rodzajów agresji, ale w dodatku oni się agresją aspołeczną po prostu dziko brzydzą - tyle że nie w swoich wrogach (bo tam tego nawet na ogół nie rozpoznają), tylko we własnym wykonaniu! (We wrogach oni może nawet też się i TEORETYCZNIE brzydzą, tylko co z tego by miało wynikać? Wrogowi to lata, albo nawet się z tego qui pro quo dziko raduje.)

Może tego jeszcze sobie dość wyraźnie nie powiedzieliśmy, więc powiedzmy: NA AGRESJĘ ASPOŁECZNĄ JEDYNĄ SKUTECZNĄ ODPOWIEDZIĄ JEST AGRESJA ASPOŁECZNA. (Mówiąc całkiem ściśle, w rzadkich wypadkach może to być także agresja PROSPOŁECZNA, ale w rzadkich i tym się w tej chwili nie ma powodu zajmować.)

I dlatego właśnie owa przedziwna niezdolność Polaków jest po prostu samobójczym kalectwem. Oryginalny hymn głosił, że "szablą odbierzemy", ale minęło nieco lat i rodacy ulepszyli to - nie "kałachem odbierzemy", skoro szabla już nie pasuje, tylko "WSZYSTKIM POKAŻEMY". Jakby jakieś pokazywanie mogło w tego typu sytuacjach - "jeszcze żyjemy" - wiele zmienić!

Cały czas myślmy o tej międzynarodowej publiczności, którą kolejny raz (?) mamy obowiązek zachwycić i wprawić w podziw. TO jest recepta dla Polski! Nie wiem czy kogoś przekonałem, ale dla mnie to paranoja, sorry! Wracając zaś do oglądanego programu, to pogrążyłem od tego "patriotycznego popu" w smętnych rozmyślaniach, bo walka się jeszcze nie zaczęła i miałem nieco wolnego czasu. I nagle olśnienie...

Uświadomiłem sobie mianowicie, że przesławny wiersz Hansa Kochanowskiego, którym nas katowano w prlowskich szkołach, też, co najmniej pośrednio, propaguje tę samą narodową chorobę, a może nawet sam na nią cierpi. (ERRATA: Komentator uświadomił mi, że to nie był Hans, tylko niejaki Mikołaj Rej. Faktycznie, teraz już pamiętam, sorry! Ale nie będę tego już zmieniał - niech dr. Alzheimer też ma tutaj swój zasłużony pomnik. W każdym razie ten Rej został w końcu protestantem, więc "tym gorzej dla faktów, itd.")

Choć to ogólnie bardzo ważna sprawa, nie jest nawet w tej chwili specjalnie istotne, że ten wiersz, jeśli wierzyć Coryllusowi-Maciejewskiemu (a ja mu w tym wierzę, bo inaczej bym przecież nie napisał "Hans Kochanowski")  wcale nie był przejawem patriotyzmu, tylko antyłacińską protestancką propagandą pod hasłem "Biblia w językach narodowych". Co w ówczesnej polskiej sytuacji należy uznać za w sumie robotę agenturalną.

Jeśli ten gość uznał, że do rodaków trafi "niechaj wżdy narodowie cośtam postronni znają", to widać wiedział, że rodacy na tego typu argumenta łasi i wrażliwi, zgoda? A to był wiek XVI, więc już wtedy byliśmy tym pawiem i papugą, i już wtedy być może mieliśmy problem z rozpoznaniem prawdziwych problemów, w przeciwieństwie do zakompleksionego grania pod publiczkę.

Nie jest to, ściśle biorąc, dowód, że już wtedy byliśmy dotknięci kalectwem, o którym tu sobie rozmawiamy, ale może to sugerować, że już wtedy byliśmy na tego wirusa podatni. Hans nie nawołuje, by "narody postronne" mieć w nosie, ewentualnie wziąć je za mordę, tylko to co pisze. O gęsiach. Ale nic w tym duchu, że: "jeśli oni nas porównują do gęsi, to zróbmy im kęsim!" Co by, moim skromnym, miało więcej sensu i wdzięku.

Może to w ogóle nie jest żaden problem, powie ktoś? Niestety, mogę się mylić, ale ja ostatnio sporo na ten temat myślałem i doszedłem do sporej ilości interesujących wniosków. Mógłbym już na temat tej opozycji agresji SPOŁECZNEJ i ASPOŁECZNEJ napisać, jeśli nie książkę, to na pewno broszurę. W niej zaś musiałbym wyrazić przekonanie, że kwestia tych dwóch rodzajów agresji z każdym dniem wydaje mi się bardziej i bardziej podstawową sprawą we wszelkiej polityce.

To naprawdę musiało odgrywać zawsze poważną rolę w historii, choć takich przypadków jak Polacy, którzy zdają sie być na te rzeczy całkiem ślepi, nie mogło być w dziejach wiele. Bo to po prostu to nie sprzyja przetrwaniu! - mówiąc bardzo oględnie.

Podsumowując tę długą i pokrętną opowieść, powtórzę, iż niezdolność do rozróżniania rodzajów agresji - a szczególnie odróżniania agresji SPOŁECZNEJ od ASPOŁECZNEJ - oraz praktykowania wobec wrogów, okupantów i zdrajców agresji ASPOŁECZNEJ (która w takich sytuacjach jest niemal zawsze jedyną skuteczną), to nie tylko polska wada narodowa, ale po prostu POLSKIE NARODOWE KALECTWO, za które płacimy od stuleci i za które płacić będą jeszcze nasze ewentualne (jak Bóg pozwoli im zaistnieć) pra-prawnuki.

(Swoją drogą, istnienie u nas takich zjawisk jak "patriotyczny pop", albo nawet "patriotyczny rap", też może mieć z tym polskim kalectwem pewien związek. Zapewne nawet całkiem istotny związek, choć to na razie tylko moja mglista intuicja. Przynajmniej oficjalnie.)

triarius

8 komentarzy:

  1. Akurat „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają” to Mikołaj Rej, protestant zresztą. Obserwacja natomiast, iż wspomniane słowa mogły być wyrazem wrogiej propagandy pozostaje (sądzę) słuszna (może nawet bardziej, bo obywatel Rej się nie certolił i przeszedł na luteranizm (a potem na kalwinizm).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dodam jeszcze charakterystyczną propagandę "na swojskość", za którą kryją się nie piękne gaje i ruczaje, a zwykłe pole, nawożone krowimi plackami. Oczywiście nie mam nic przeciwko polu, ni chłopu, do którego ono należy, ale żeby do tego aspirować, to wychwalać... To debilizm lub sukinsyństwo, tertium non datur. Ja jednak wolę posłuchać Falvettiego.

      Usuń
    2. Fakt, Rej. Teraz mi się przypomniało. Sorry!

      Kochanowski jednak emanował z siebie rzeczy nieco bardziej zalatujące prawdziwą poezją.

      Pzdrwm

      Usuń
  2. Do tego samego wniosku doszedlem podczas moich przemyslen po Twoim ostatnim wpisie-my KAZDY konflikt traktujemy jako swego rodzaju gre gdzie obowiazuja jakies reguly,fair play a po walce jest czas na WSPOLNE piwo i grilla.W Sredniowieczu to sie moglo sprawdzac(slawetna uczta wspolnie z Krzyzakami PODCZAS bitwy pod Grunwaldem)ale kiedy w czasie Reformacji rozpadla sie europejska wspolnota kulturowa to zaczely sie prawdziwe pogromy i rzezie.NIemcy czy Anglicy sie przystosowali my nie i to byl poczatek naszego konca.Jakbym byl nieco zlosliwy to bym pojechal Konecznym i powiedzial ze to swiadczy ze my jestesmy ta prawdziwa cywlizacja lacinska ale nie jestem pewny czy warto to mowic-moralnie i wobec Boga to nasza sila ale w konkretnych rozgrywkach politycznych to dostajemy straszne baty i az dziw ze jeszcze jako narod istniejemy.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głęboka myśl z tymi Anglikami. Piracka mentalność, o której się od czasu do czasu słyszy.

      Co do Konecznego, to chyba nie byłoby w tym złośliwości. Koneczny jest zdaje się całkiem interesującym myślicielem, tylko jego dzisiejsi wielbiciele biorą tanią propagandę przezeń wyprodukowaną na użytek maluczkich za szczyty myśli historiozoficznej. A potem, zaczynając od tego wysokiego C, kompromitują się już radośnie dalej.

      Zapewne warto by było gościa inteligentnie poczytać, tylko mam nadzieję, że napisał także coś dla ludzi na poziomie, a nie tylko dla Giertychów i im podobnych.

      W końcu z Dmowskim sytuacja jest całkiem podobna.

      Pzdrwm

      Usuń
    2. "Głęboka myśl z tymi Anglikami. Piracka mentalność, o której się od czasu do czasu słyszy."

      Alez nie moja w gruncie rzeczy-tako rzecze Coryllus-ja tylko "tranwestuje" aby tu pasowalo.A ze pasuje jak cholera to obaj wiemy.

      Piotr34

      Usuń
    3. Że się wetnę: czytałem coś tam Dmowskiego dwa - trzy lata temu i uderzyło mnie, że to jego myśli właśnie stanowią esencję twórczości intelektualnej dzisiejszej polskiej prawicy, która, prawdę mówiąc, niewiele do nich dodała. Ponadto: główne "prawicowe" nurty opierają się na fałszywych alternatywach, stworzonych na podstawie rzeczywistych problemów Polski na pocz. XX wieku (np. "Z Niemcami, czy z Rosją?", a także stosunek do Żydów, który jest albo ukrycie antysemicki, bo jawnie strach, albo filosemicki; obiektywnego spojrzenia zaś brak zupełnie). Z tego względu warto zbadać i "podkopać" ich podstawy a czasem i z korzeniami wyrwać).

      Usuń
    4. @ Luca

      Exactement! Sytuacja jest całkiem inna, a ci nie potrafią znaleźć jakichś nowych pytań, nie wspominając już nawet o nowych odpowiedziach.

      Pzdrwm

      Usuń