czwartek, sierpnia 15, 2013

O piekle i czyśćcu

Czyściec to realny liberalizm, piekło to jest to, w co on się na naszych oczach przepotwarza.

(Co jest przedsionkiem piekła, spyta ktoś? Proste - to Rosja w każdej ze swych dotychczasowych postaci.)

triarius

środa, sierpnia 14, 2013

Remanenty lato 2013

Chętnie bym jeszcze dopisał odcinek czy dwa do tego ostatniego cyklu o agresji, i może to jeszcze zrobię, ale na razie różne takie pomniejsze sprawy, które mi chodzą po głowie.

* * *

(Biężaczka, łał!) Indyjski okręt podwodny zatonął właśnie w porcie, wraz z osiemnastoma osobami załogi. Przyczyna kompletnie nieznana. Jest to, jak się dowiadujemy z BBC, tragedia dla indyjskiej marynarki, bo ten okręt właśnie wrócił z Rosji, gdzie był przez całe dwa lata ekwipowany w najnowocześniejszy sprzęt.

I co? I nic. Nawet nie bardzo wiem, dlaczego mi się to wszystko wydaje, na swój ponury sposób, zabawne.

* * *

Stworzyłem kiedyś, a właściwie to chyba należałoby powiedzieć "odkryłem", koncepcję "Barbarzyńców", która rozszerza Spenglera. "Barbarzyńca" to taki Fellach, stanowiący część całej zgraji podobnych mu, ale nie siedzący sobie spokojnie na roli, rozmnażając się i kultywując Drugą Religijność, tylko dość mocno liźniętych dominującą Cywilizacją (czyli mocno poddany Pseudomorfozie) i kierowany przez własną elitę, jeszcze bardziej przez tę dominującą Cywilizację liźniętą i z tą Cywilizacją ostro rywalizującą.

Naprawdę nie wiem, czy to by działało z Kulturą, i czy w ogóle to pojęcie byłoby płodne i sensowne w odniesieniu do przeszłości i innych K/C, ale w stosunku do obecnego świata, z jego dominacją naszej Cywilizacji i robiącymi tej Cywilizacji coraz bardziej wbrew różnymi tam Chinami, Rosjami, Arabami, Niewymawialnymi (Bez Padania Na Twarz)... Wydaje mi się to zarówno sensowne i płodne. (Choć oczywiście tylko wyszkolony szpęglerysta cokolwiek z tego zdoła zrozumieć.)

No i ja tych Barbarzyńców podzieliłem na Barbarzyńców A i Barbarzyńców B. Wiedząc oczywiście, że to nie są bardzo marketingowo nośne nazwy, i że trzeba będzie kiedyś znaleść lepsze. I ta chwila właśnie, ludkowie rostomili, nadeszła! Nadeszła, bo parę dni temu zastanawiałem się nad kwestią Barbarzyńców i sam nie byłem pewien, którzy są którzy.

Tak więc od teraz "Barbarzyńcy A" otrzymują kokieteryjną nazwę "Barbarzyńcy Naiwni", a "Barbarzyńcy B" - "Barbarzyńcy Zblazowani". Oczywiście te dawne literowe nazwy nadal mogą być stosowane, ale ja sam nie gwarantuję, że bez problemów będę od razu wiedział, które jest które.

P.T. Szeroka Publiczność i tak nic z tego nie rozumie, a rasowy szpęglerysta rozumie wszystko bez wyjaśninia. Wyjaśnię jednak ludziom ze strefy pośredniej, jeśli tacy istnieją, że "Barbarzyńca Naiwny", czyli "A", to taki Barbarzyńca, który jeszcze NIE MIAŁ SWOJEJ WŁASNEJ K/C, zaś "Barbarzyńca Zblazowany", to taki, który ją miał i potem został Fellachem, tylko go z tego słodkiego snu (Drugiej Religijności, rozmnażania i pracy na roli) jakieś niespokojne i ambitne elity wybudziły.

Nasz błyskotliwy bonmot w tej nowej szacie będzie brzmiał następująco: "Barbarzyńcy Naiwni to Chór Aleksandrowa, Barbarzyńcy Zblazowani to Opera Pekińska".

* * *

Każdy chyba kojarzy, co to jest "Zasada Pareto". Ktoś nie kojarzy? No to to jest takie coś, że zawsze 20% wysiłku przynosi 80% rezultatu, a pozostałe 80% przynosi 20% rezultatu... I że 20% pracowników robi 80% roboty... Itd., można w nieskończoność wymyślać nowe warianty.

Oczywiście nikt dokładnie tych 80 i 20 procent nie zmierzył, i nie o to tu chodzi. Zasada ta jest niegłupia, nieźle się w realu przeważnie sprawdza, choć oczywiście nie ma tu żadnej wielkiej magii - jest zaś dość zabawne upozowanie sprawy, która, kiedy się chwilę pomyśli, staje się dość oczywista, na "naukowe prawo". Z liczbami i statystyką - łał!

Jest to jednak, jako się rzekło, dość sensowna zasada i lubi się sprawdzać. Dlaczego ja o tym? Bo parę dni temu widziałem gdzieś argument, że znaczna większość muzułmanów sprowadzanych do krajów Zachodu pilnie pracuje i ani o zasiłkach, ani o paleniu samochodów, ani o terroryźmie nie myśli. No i sobie pomyślałem - "i co z tego?" Nawet gdyby to była prawda, w co nieco wątpię, to i tak, zgodnie z Zasadą Pareto, Zachód ma problem. Problem o który sam prosił.

Zasada Pareto nie byłaby sobą, gdyby stosowała się jedynie do muzułmanów i wydajności pracowników. Można ją także bez trudu i z dobrym skutkiem odnieść do nieszczęsnej Polski: być może nawet i 80% platfąsów, w świetle obecnie obowiązującego prawa ("prawo rzymskie", hłe hłe!) nie powinna otrzymać długoletnich wyroków.

Co z tego, skoro pozostałe 20% ostro zapracowuje nie tylko na swoje wyroki, ale także na to, by cała Platforma powinna być uznana za organizację przestępczą? Czego sobie i wszystkim serdecznie życzę, z nadzieją, że na uznaniu się nie skończy.

* * *

A, jeszcze to... Wielki rwetes się zrobił, bo jakaś nastolatka gdzieśtam, pod wpływem jakiegoś Facebooka czy Twittera, popełniła samóbójstwo. Oczywiście te ujadania to, u tych mniejszych propagandzistów, głupota, a u tych większych - perfidna manipulacja.

Gdybyście ludzie wiedzieli, co się działo w moich czasach na przerwach i po lekcjach, to byście zapłakali! Na pewno żaden Facebook z tym się nie może równać - choćby dlatego, że wirtualny, a tam chodziło o walenie po mordach i inne takie. Czy kiedyś nastolatki nie popełniały samóbójstw? Ależ popełniały zawsze i na pewno szybko to się nie zmieni.

Oczywiście, jak zawsze, jak na przykład w przypadku rzekomego polowania na pedofilów (z jednoczesnym lizaniem Cohn-Bendintów i Polańskich po tyłkach), chodzi o inwigilację i totalną kontrolę. Internet im bruździ, ludzie mniej przejmują się gazetami, nawet telewizją też trochę mniej, dowiadują się różnych rzeczy, których waadza, gdyby to od niej zależało, nigdy by im nie powiedziała... Więc każdy pretekst jest dobry, żeby to ukrócić.

A że leberalne media żerują na sensacjach, nieraz własnoręcznie je kreują, oraz że skutecznie już obniżyły - razem z powszechną "edukacją" - poziom swojej publiki, to też fakt.

triarius

P.S. A to tutaj znowu nikogo nie ma powodu interesować, ale ja przeprowadzam esksperyment i potrzebuję linków. Tak więc... Hey, you there! Click to buy Jamorama. Thank you and God bless!

poniedziałek, sierpnia 12, 2013

O nicnierobiącej ekipie Tuska i psychopatycznym polowaniu na mamuty (część 4)

Powie ktoś "Bardzo ładna klasyfikacja und taksonomia, ale co w praktyce z tego wszystkiego wynika". Na co ja: "ogromnie wiele". I że właśnie wyjaśniam.

Rzecz w tym, że agresję, taką czy inną, spotykamy niemal na każdym kroku, a jeśli jakiś jej rodzaj nie aż tak bardzo często, to jest to przeważnie taki rodzaj, że gdybyśmy się z nim często spotykali, to by nas już nie było. Co do tego zgoda? No to jedźmy dalej...

Bardzo dobrze jest w związku z tym umieć rozpoznawać z jakim to rodzajem agresji ma się właśnie do czynienia. W tym tam agresorze (choć to czasem zbyt brutalne określenie) - ale także w nas samych. Bardzo dobrze jest to umieć, ale może jeszcze istotniejsze jest, że bardzo źle jest nie umieć tego zadania szybko i bezbłędnie wykonać. Przykłady? Służę uprzejmie.

Mamy więc biurowe party. Na którym lekko podpity kolega z pracy, którego niespecjalnie zresztą lubimy, postanawia nam udowodnić, że wszystkie grapplingi, RAT'y, boksy i TFT, nie są warte wspaniałych technik, które on podpatrzył w wiekopomnym serialu "Stawka większa niż życie". No i on nam jakąś tam niesamowitą dźwignię ("niesamowitą" w sensie "żałośnie śmieszną"), na co my, niewiele się zastanawiając...

A już całkiem nie starając się klasyfikować typu tej jego agresji, czy starając się dopasować do niej NASZ rodzaj agresji, który, mimo wszystko, jest niezbędny, skoro nie chcemy ani wąchać jego wódczanego oddechu, ani przyczyniać się do promowania ubeckich filmów, ani też narazić na szwank honoru różnych pięknych sztuk walki...

Więc my mu, żeby daleko nie szukać, łamiemy goleń uderzając pod kątem 45 stopni zewnętrzną krawędzią buta jakieś 10 cm nad wewnętrzną kostką. (Co, nawiasem, znakiem firmowym oddziałów do tłumienia rozruchów jednego z naszych Wielkich i Niezłomnych Przyjaciół - tego po lewej. Jeśli ktoś wyjątkowo niecierpliwy i nie chce czekać, aż się z tym spotka w realu, to proszę pytać o szczegóły.)

Skutkiem czego gość pada ze złamanym podudziem, wykrwawiając się z przerwanej tętnicy na śmierć. Atmosfera na biurowym party robi się mniej radosna, ale to jeszcze nie jest najgorsze, bo potem możemy mieć poważne, i nie całkiem, powiedzmy to sobie, potrzebne, nieprzyjemności. I to nawet w przypadku, gdy sądowi nie będzie przewodził sędzia Nakrętka, z TYCH Nakrętek!

I coż to będzie w kategoriach naszej taksonomii agresji? Oczywiście, że będzie to agresja Społeczna (ze strony podpitego wielbiciela Klossa) vs. agresja Aspołeczna (ze strony niestety naszej).

Inny przypadek... Napada nas rasowy psychopatyczny recydywista - z tych, którzy dla byle iPoda gotowi są nas bez mrugnięcia okiem przerobić na wędlinę. A my, wytrenowani w sztukach walki jak mało kto, będziemy to traktować tak samo, jakbyśmy w ringu, w klatce, na macie... Stali naprzeciw, b. groźnego wprawdzie przeciwnika, ale jednak w ZRYTUALIZOWANEJ, posiadającej reguły i ograniczenia walce. Gdzie sędzia, lekarz, itd.

To zresztą nie musi być koniecznie taki sobie zwykły drobny "psychopata" - może także być zawodowiec. W każdym razie ktoś, kto do agresji podchodzi w sposób absolutnie praktyczny i użytkowy. Niczego sobie czy komu nie udowadnia, a jeśli serce przepełniają mu jakieś emocje i uczucia, są to te same mniej więcej emocje i uczucia, które przepełniają kobiety z jakigoś prymitywnego plemienia, kiedy, z błyskiem w oku, zbiorowo polują na jaszczurkę, czy młodą antylopę... Żeby już zna chwilę zostawić prehistorycznego łowcę z jego stadem mamutów. O linczach i innych tego typu sprawach nie wspominając.

Bywały przypadki, że policjant, po długiej i niebezpiecznej walce, zakładał przestępcy gołe duszenie, tamten klepał - widać też miał z jakąś matą do czynienia - na co policjant odruchowo chwyt zwalniał, zamiast, jak sytuacja wymagała, trzymać go te klikanaście sekund, żeby gościa uśpić. (Choć nie tak długo, by go pozbawić życia.) Dlaczego tak zareagował? No bo tak się w końcu te rzeczy w realu trenuje.

Trudno by było inaczej, bo stałoby się to realną walką na śmierć i życie, a nie rozkosznym się grapplingowaniem. Jednak faktem także jest, że ów policjant nie rozpoznał, a w każdym razie nie na tyle mocno, by to się przejawiło w jego reakcji, typu agresji, z którym ma do czynienia. Typ ten to oczywiście agresja Aspołeczna, w wykonaniu przestępcy, na co on, zamiast odpowiedzieć tym samym, czyli agresją Aspołeczną, odpowiedział agresją Społeczną, jakby to była jakaś rywalizacja o oklaski widowni i punkty od sędziów.

Podobnie bywało z oddawaniem pistoletu zaraz po odebraniu go uzbrojonemu przestępcy. Policjant miał to tak wytrenowane, i tak odruchowo zrobił. Odruchy to potężna siła, ale jednak pełna świadomość faktu, że tutaj ma się do czynienia z INNYM RODZAJEM agresji mógłby pomóc uniknąć tak głupiego, i potencjalnie cholernie niebezpiecznego, błędu.

Przykład na konfrontację agresji Prospołecznej z jakąś inną? Widział ktoś może taką sfilmowaną scenkę, jak najbardziej autentyczną, choć to wprost trudne do uwierzenia, jak domowa kotka, w obronie swych małych, zmusza do panicznej ucieczki niedźwiedzia? No to właśnie to jest fajny przykład. Przykład na siłę agresji Prospołecznej, której łatwo można czasem nie docenić.

Innym, choć trochę z fantazji, byłby taki, że ktoś bierze zachowanie niedźwiedzicy z małymi za propozycję przyjacielskiego sparringu w leśnych zapasach. Realne zachowanie wynika z agresji Prospołecznej, natomiast my byśmy sądzili, że to Społeczna. Oczywiście przykład jest wydumany, ale co nam to szkodzi?

OK - a co z ryżym? I co, ogólniej, z polityką?

To, to już całkiem inna historia. (No nie, bez przesady! To akurat całkiem ta sama historia, tylko trzeba ją jeszcze opowiedzieć. Co my sobie może jeszcze zrobimy. Albo nie.)

c.d.n. (albo i nie, bo poniekąd to już można uznać za całość)

triarius

sobota, sierpnia 10, 2013

O nicnierobiącej ekipie Tuska i psychopatycznym polowaniu na mamuty (część 3)

Małe powtórzenie przerobionego materiału... Agresja Aspołeczna jest albo instrumentalna, albo też napędzana praczłowieczymi instynktami łowcy. Mamutów, jaszczurek, myszy, niedźwiedzi, bliźnich na kolację itd.

(Pragnę b. wyraźnie podkreślić, że my tu NIE MORALIZUJEMY! Potem jeszcze, Deo volente, kwestię tę rozwinę, ale na razie ogłaszam, jeśli ktoś jeszcze mnie nie zna - staramy się zrozumieć. Gryzienie sercem mało nas interesuje, a jeśli już, to nie na tym wczesnym etapie. Dixi!)

Dlaczego ten dualizm? Dlatego, że ludzie polowali (na jaszczurki, mamuty, ptaki, bliźnich itd.) od milionów lat, więc to po prostu cholernie polubili. Jasne - dzisiejszy cywilizowany und kulturalny człowiek MOŻE wszelkich polowań (nie mówiąc już na bliźnich) serdecznie nie znosić...

Jednak pod względnie cienką powłoczką tej kultury i cywilizacji siedzi taki sam (tylko z brzuchem i na cienkich nóżkach) prehistoryczny łowca mamutów, który, kwicząc z rozkoszy, zwalał wraz z kolegami różne tam mamuty, konie i co się dało w przepaść... I temuż podobnież.

I on może tego dzisiaj nie widzi, nawet na pewno, ale jego zbieranie wycinków z prasy, kart telefonicznych, kafelków na ścianę, dolarów na koncie.. Czy powiedzmy dobrych recenzji albo kręconych żeńskich włosków na tapecie... Jest tych wszystkich prehistorycznych wyczynów jego własnych przodków dalekim echem. Albo nawet nie aż tak dalekim.

Tak więc typowy, walczących dla forsy, żołnierz zaciężny to będzie raczej agresja Aspołeczna, natomiast rozedrgany patriotycznymi uczuciami powstaniec, butelką płynu zapalającego atakujący Mołotowa, czy inne komusze bydlę, to jednak będzie agresja Prospołeczna. Zresztą nawet i tego najemnika, jeśli jest dobrym żołnierzem, motywuje lojalność wobec kolegów z pododdziału, honor pułku i takie inne sprawy. (Czytać "The Face of Battle" Johna Keegana!) Więc tutaj też trudno, jak to często w życiu, całkowicie te rodzaje agresji oddzielić.

Kat? Oczywiście też Aspołeczna - no, chyba żeby się np. napędzał miłością do Ładu i Porządku, czy czymś takim. Co wcale nie jest wykluczone. Gdyby natomiast chciał zrobić większą karierę, niż brat, ceniony rewindykator wierzytelności, no to mielibyśmy tutaj agresję Społeczną. Przynajmniej w jakiejś części. (W niektórych krajach, trzeba wam wiedzieć, kat po jakimś tam czasie, automatycznie otrzymywał szlachetwo.) No a jeśli on by swój miły fach traktował jako legalną okazję do tępienia bliźnich - JAKO BLIŹNICH - to by była agresja Antyspołeczna, prawda?

Agresja Społeczna to z definicji niemal RYWALIZACJA. Chcemy pokazać, sobie czy komu, że jesteśmy lepsi. Albo chcemy pokazać tej mendzie, że jest mendą. (A my, w założeniu, nie.)

Agresja Antyspołeczna, poniekąd chyba (mimo ewidentnych sukcesów w budowaniu liberalnego raju, przez tych, którzy nas tak gorąco pragną uszczęśliwiać) najmniej w praktyce istotna, bo, poza jakimś wandalizmem, dość wciąż względnie rzadko spotykana, to szał niszczenia, agresywna desperacja, albo trywialny wandalizm dla samego wandalizmu. Psychologicznie może to być b. ciekawe, ale chyba dla nas na razie o tym wystarczy.

Po co ja wam to wszystko, ludkowie rostomili, mówię? Pewnie nikt się jeszcze nie domyślił, jakie w tym są głębie i ile konkretnych rzeczy z tego wynika. I ja nie mam o to pretensji. Tak od razu po otrzymaniu tego... Powiedzmy "narzędzia"... Tej klasyfikacji rodzajów agresji... Pewnie się nie da z tego wyciągnąć jakichś ciekawszych wniosków. (A co dopiero powiązać to jakoś z ryżym wnuczkiem z wehrmachtu.)

Jednak, z wielu nawet względów, ja sądzę, że mówię wam rzeczy ważne i praktycznie istotne. (Nie mówiąc już o tym, że ma to też i związek z ryszawym. Zresztą ja bym wszystko zdołał z nim powiązać, gdybym się uparł, jak i pewnie z wszystkim innym, ale to nie o to tu chodzi.)

No bo weźmy np. takiego gościa od MMA. Jest kurewsko silny, wytrzymałość ma niesamowitą, odporność psychiczną, na ból, mocną szczękę, zrogowaciałe od (i do) kopania po nich uda i golenie... A w konfrontacji z, cherlawym nawet, ale zdeterminowanym psychopatą, czy jakimś zawodowcem od mordowania ludzi, będzie jednak miał kłopoty. Czemu? No bo on traktuje - odruchowo, ma taką tendencję, bo to bez przerwy robi - tę konfrontację jako formę RYWALIZACJI, kiedy tamten widzi w nim MAMUTA, którego on przerobi na bitki czy inne eskalopki.

Rywalizacja, czyli agresja Społeczna, ma różne "wbudowane" ograniczenia. Są "wbudowane" przez naszą biologię, w wyniku milionów lat ewolucji (bez żartów, ewolucja była i nie ma co się wygłupiać głosząc co innego!). No bo ani w MMA, mimo całej tej słodkiej tam brutalności, ani wewnątrz prehistorycznego plemienia, nie chodzi i nie chodziło o to (Mamie Naturze, czy może Cioci Ewolucji), żeby bractwo całkiem pozabijało, czy doszczętnie połamało! Prawda?

No to są zapory, naturalne i oczywiste, które jednak przenoszone są potem na ew. walkę z psychopatami, zawodowcami i innymi tego typu specami od praktykowania Aspołecznej agresji. Którzy żadnych tego typu skrupułów nie mają. Nie mają (żeby sobie popsychologizować) dlatego, że ofiara, choćbyśmy ją nawet nazwali "przeciwnikiem", w ogóle nie jest "z ich stada".

O jakim stadzie mówimy? A o takim fenomenologicznym. W prehistorii to było normalne stado, ale dziś trudno jest już, w tym skomplikowanym świecie, określić jednoznacznie co jest naszym stadem. I to się w dodatku ciągle zmienia. Raz przez "moja rodzina" mogę rozumieć wszystkich razem z psem i kotem (a jak się rozhuśtam, to i z myszą mieszkającą za szafką w kuchni), nie licząc dalekich krewnych i zmarłych wieki temu herbowych przodków... Innym razem prawie nikogo poza sobą.

Tak samo z ludzkością - raz może mi każdy bliźni, a nawet kosmita z odległych galakyk, być bratem, a nawet siostrą... Innym razem nic mnie te miliardy lemingów nie obchodzą (i słusznie!). Zależy od tego głodnego murzyniątka, które mi właśnie totalitarni macherzy od przekrętów i zniewolenia w globalnej skali w telewizji pokazali.

Fe-no-me-no-lo-gia moi kochani ludkowie!

I to by na razie mogło być tyle. C.d.n. albo c.d.n.n. nawet.

triarius

P.S. A tak przy okazji, to testuję sobi taką stronkę, więc dam tu do niej linka. Z keywordem po angielsku, bo tak trzeba. Nikt się tym nie musi interesować, a nawet nie powinien. Do you want to learn The Truth About the Six Pack Abs? Then click the link, and God bless you!