niedziela, marca 11, 2007

Jak było w PRL - kwas adypinowy

Zadziała wsadzenie tu video? Dobrze by było, bo to prześliczny kawałek prlu:



triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

sobota, marca 10, 2007

Ojciec tradycyjny i ojciec prawdziwie europejski

Jednym z najważniejszych i najtrudniejszych zadań każdego ojca było od zawsze, gdy potomek wchodzi już w ten dziwny wiek, kiedy to dzieciństwo traci swą szlachetną nazwę, zaczaić się, by znienacka, głosem (jak to się pięknie kiedyś mówiło) "nabolałym troską" wygłosić retoryczne pytanie brzmiące z grubsza tak: "Wiesz dziecię, jak to jest u motylków, kiedy się kochają?"

Tak było dotąd, bo teraz tolerancyjny i przesiąknięty europejskimi wartościami (fanfary, werble, chóry starców zawodzą!) ojciec mówi tak oto: "Wiesz dziecię, jak to jest u Biedroniów, kiedy się kochają?"

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

poniedziałek, marca 05, 2007

Zdjątka z manify

Oto moje najukochańsze zdjęcie z wczorajszej proaborcyjnej "manify" w Warszawie. Dla mnie to czyste arcydzieło ideologicznego marketingu, zachęcam więc do jego propagowania. (Może by zresztą warto by było wyprodukować koszulki z tą panią?)

A zatem (werble, fanfary, chóry starców zawodzą, białoodziane dziewice sypią płatki róż)... Przedstawiam Państwu... "Kobietę po aborcji":



Nieuświadomionych uświadamiam, że kliknięcie spowoduje, iż zdjątko się powiększy, nabierając przez to JESZCZE WIĘCEJ czaru i uroku. A więc CLICK! (Dwa pozostałe też mają zresztą tę samą zadziwiającą właściwość.)

No to może jeszcze niezawodny tow. Homo Biedroń, który też tam oczywiście był i manifował:



Zdjątko poniżej też jest prześliczne. Sama mamusia nawet nie taka brzydka (prawda?), choć jak powiada Mędrzec: "Niewiasta piękna a głupia jest jako złoty kolec w pysku świni". I coś w tej Mędrca obserwacji z pewnością jest z prawdy. Nawiasem mówiąc, autor zdjęcia opowiada na Forum Frondy, że mamusia była trudna do sfotografowania, bo bardzo się starała tego uniknąć. Tym większy sukces łowcy. Oto więc (werble, fanfary, chóry starców zawodzą, białoodziane dziewice sypią płatki róż)... Mamusia, pysk, świnia, kolec i niczemu niewinne dziecko:



Wszystkie te zdjęcia pochodzą stąd: http://www.prawy.pl/?dz=galeria&cat=196&id=1448

Dobra robota, brawo i dzięki!

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

piątek, marca 02, 2007

Powrót na zewnętrzną ścianę wychodka

MacLuhanie wygrałeś! Medium naprawdę jest przekazem i "prawicowy blog", czy "prawicowe forum internetowe" to niemal sprzeczność logiczna. Oczywiście, można przygważdżać poszczególne głupoty tow. Paradowskiej i cieszyć się z tego na całą sieć, można punktować manipulacje red. Lisa. Ba - w przypływie odwagi można nawet powiedzieć złośliwostkę pod adresem brukselskiej eurobiurokracji. (Oczywiście pod warunkiem, że zrównoważy się to odpowiednią ilością modlitewnych zaklęć na temat konieczności minimalizowania własnego państwa i obelg wobec tych rodaków, którym się gorzej powiodło.)

Po półtora roku, podczas którego starałem się intensywnie uczestniczyć w prawicowej debacie, stało się dla mnie jasne to, co powinienem był właściwie wiedzieć od samego początku: wszelka wartościowa wspólnota powstaje całkiem inaczej, niż w internecie; poglądy - takie, które mogłyby prowadzić do istotnych zmian w realnym świecie - przekazuje się całkiem inaczej, niż na forach i blogach... Przynajmniej tak jest w przypadku poglądów idących całkowicie "pod prąd" historii, wedle wszelkich danych skazanych już przez nią na śmierć - czyli poglądów prawicowych.

Nie, nie jestem historycznym deterministą, to jest znacznie bardziej skomplikowane, ale rzeczywiście uważam, że cywilizacje są pewnego rodzaju organizmami, które wzrastają, rozwijają się, potem zaś dochodzą do apogeum swego rozkwitu, by zacząć stopniowo chylić się do upadku. Nie mam skłonności do przyjmowania cudzych poglądów, to chyba zauważył każdy, kto ze mną próbował polemizować, moja przedziwna odporność na nauki W*lkigo G*ru R*lnej P*lityki też napsuły zdaje się wielu ludziom wiele krwi, ale poglądy Oswalda Spenglera na te sprawy naprawdę uważam za niewiarygodnie przenikliwe i co dzień obserwuję, że się potwierdzają.

Tak, jak wzrost świadomości religijnej ludzi świeckich doprowadził prostą drogą do protestantyzmu, tak samo to, co określa się chętnie mianem "wolna debata" czy "wolny przepływ idei" prowadzi prostą drogą do lewactwa. Czyli do czynnika najgruntowniej niszczącego naszą zachodnią cywilizację, lub raczej to, co jeszcze z niej zostało. Najgruntowniej spośród czynników ideowych i psychologicznych, bo w tym samym kierunku działa przecież już od dawna każdy praktycznie element postępu technologicznego czy organizacyjnego. Słuszna jest bowiem, jak większość jego obserwacji, obserwacja Edmunda Burke'a, iż każda radykalna zmiana sama z siebie niszczy tkankę społeczną, choćby przez to, iż niszczy autorytet starszych, zaś młodym i radzącym sobie w nowych warunkach daje złudne poczucie własnej mądrości.

Blogi, po prostu ze swej natury, nie są i nigdy nie będą w pełni prawicowe: na jeden blog próbujący zrobić coś, co uważam za pożyteczne, przypadają setki blogów ewidentnie lewackich, i te są bez porównania skuteczniejsze - po prostu dlatego, że jazgot, bezsensowne ględzenie, ekshibicjonizm i histeria są par excellence lewicowe. To nie żadna "wolna debata", powtarzam, stanowi o triumfie słusznych idei, tylko wola, rozum i, niestety, także, a nawet chyba przede wszsytkim, to, czy są akurat na czasie. Zaś idee prawicowe ewidentnie na czasie nie są.

Spotkałem przez ten czas sporo inteligentnych, wykształconych i obiektywnie sensownych ludzi, a jednak "debata" niemal nigdy nie odrywała się od ziemi. Nie mówiąc już o tym, że debata to dopiero pierwszy mały kroczek, ponieważ żadna debata sama przez się nic nie zmieni i lewactwo zje nas w kaszy, po prostu robiąc to, co robi.

Wracając do "debaty": jedni chcieliby naprawdę coś sensownego zrobić i mają zdrowe poglądy, ale są to ludzie ciężko zapracowani, nie mający czasu ani przekonania do ideologicznego filozofowania. Świetnie tych akurat ludzi rozumiem. Inni mają już gotowe rozwiązanie, przeważnie ultra-liberalne, i dyskusja interesuje ich o tyle, o ile będą mogli swoje mantry powtarzać, a ktoś będzie tego słuchał lub udawał, że słucha. Tych ludzi, a jest ich dziwnie sporo, całkiem nie interesuje, czy "małe państwo" nie oznacza "DUUUUUŻA I POTĘĘĘĘŻŻŻNA BRUKSELSKA BIUROKRACJA" plus "IV Rzesza". Na uroki i rozkosze myślenia, tak wychwalanego choćby przez słynnego liberała Johna Stuarta Milla, ci liberałowie wydają się być absolutnie odporni.

Jest też sporo takich, którzy po prostu chcą sobie podyskutować. Dziwne, ale często są to rzeczywiście b. inteligentni i posiadający autentyczną erudycję ludzie, którzy jednak ewidentnie nie dążą do zmiany czegokolwiek w realnym świecie, nie mówiąc już o odwróceniu czy zatrzymaniu historycznego trendu wiodącego nas (moim zdaniem skutecznie, a w każdym razie bardzo się starając) do Nowej Utopii, przy której niedawno przez niektórych przeżyty Realny Socjalizm będzie zaiste miłym wspomnieniem. Ci ludzie chcą się popisać swą wiedzą, swą zdolnością rozczepienia każdego włosa na 17 części, znalezieniu luki w każdym argumencie... W porządku, może to także ma jakiś sens, nieważne, że mnie trudno go dostrzec. W porządku, może ego tych panów naprawdę rozkwita w ogniu takich błyskotliwych dyskusji... Na prawicowym z założenia forum, w sytuacji tak ponurej i niebezpiecznej, jak obecna, w kategoriach obiektywnych, ci panowie są całkiem po prostu TROLLAMI.

Są też na takich gremiach oczywiście "zwykłe" trolle na niższym intelektualnym poziomie, plus ewidentny lewacki desant... Tyle, że narzekanie na oczywistych wrogów nie ma wiele sensu i jest po prostu żałosne, więc tego wątku nie rozwinę.

Wracając do "naszych"... Najzabawniejsi są w moich oczach ludzie, dla których prawicowe poglądy zaczynają się od postulatu, by palić na stosie za samo poddawanie w wątpliwość faktu, że dotknięcie króla (bo ma być i król, a jakże!) leczy skrofuły. Każdy mniej radykalny pogląd jest dla tych ludzi "jakobinizmem", czyli paskudną anatemą. Poniekąd zabawne jak cholera, ale jednak smutne w sytuacji, gdy potrzebne byłyby energiczne i sensowne zbiorowe działania, a tu zamiast tego mamy takie coś...

Są też ludzie, którzy odwracanie historycznych trendów rozpoczynają od wyboru skarbnika - nie troszcząc się tym, że ani żadnego "skarbu", ani ludzi, ani celu ani w ogóle nic tak naprawdę nie ma, ani tu, ani na horyzoncie, ani nigdzie.

Można by było jeszcze ten temat rozwijać i rozwijać, ale byłoby to śmieszne, skoro piszę to właśnie po to, by odtrąbić własny odwrót od "polityki", "debaty", "publicystyki" i "edukowania" innych na temat "prawdziwej" prawicowości. Tak się tego po prostu nie da zrobić i nie dało by się zapewne nawet, gdybym był drugim Stanisławem Michalkiewiczem. Medium jest przekazem i tyle.

Daję sobie spokój z polityką, bo nic w tej sprawie i tak nie zrobię. Pewnie, że mógłbym się sprężyć, opanować temperament i liczne antypatie, po to by móc uczestniczyć w bardzo inteligentnej i niemal wersalskiej konwersacji z użyciem pewnych popularnych w niektórych niszach słów kluczowych - tylko po co?

Te kilka lat, które mi pozostały z życia spędzę sobie bez TVN24 - zapewne też bez paru napradę interesuących i szczerze prawicowych blogów, stronek, pisemek - jednak wyznam szczerze, że Machault, Josquin, Monteverdi, bracia Limbourg bardziej mnie cieszą i wydają mi się bardziej odpowiedni dla faceta o moich poglądach. Bez obrazy dla autorów tych wszystkich znakomitych blogów, stronek i pisemek - oni robią świetną robotę, ale medium wicie rozumicie. No i czasy same w sobie.

Wracając do mych planów na jesień życia... Jeśli zapragnę wysilić korę, by zrozumieć czas, w którym żyję, to postudiuję sobie Spenglera, podleję go Diltheyem, cofnę się do kogoś jeszcze znacznie starszego, jak Augustyn czy Św. Tomasz... Jeśli zapragnę się zanurzyć w nowoczesności, to będą mi musieli wystarczyć The Pogues, Dwight Yoakam, Amália i włoskie wzrornictwo.

Zastanawiam się nad kliknięciem na odpowiedni link i zlikwidowaniem tego bloga-niebloga. Przychylam się jednak do tego, by pozostawić go w sieci, w charakterze takim, jaki był zaplanowany od samego początku. Miał to bowiem być nie żaden prawdziwy blog, tylko coś w rodzaju prywatnej tablicy ogłoszeń - deski powieszonej na marnie oświetlonej klatce schodowej koło drzwi do własnego mieszkania (chciałem napisac "tuż obok", ale naprawdę nie wiem, jak się to "tuż" pisze), na której wywieszałoby się wszelkie własne twory pisarsko-intelektualne - po prostu po to, by nie było to pisanie "do szuflady". Bo do szulfady to dno, więc jeśli to coś nie jest zbyt osobiste ani zbyt pornograficzne, to powinno być, chociaż całkiem teoretycznie, wystawione na ogląd i krytykę ogółu.

Deska na ścianie klatki schodowej, albo na zewnętrznej ścianie wychodka - jeśli mówimy o środowisku wiejskim. Takiej sławojki, drzewianej, jak zapewne mówią redaktorzy Gazety Wyborczej (bo tak mówiono w przedwojennych szmoncesach, stąd się domyślam). Wiejskie jest z natury konserwatywne, a zatem...

Lewactwo mogłoby poniekąd zaliczyć sobie pewien triumf, ale nie sądzę, bo lewactwo nawet się nie dowie. Polska prawica się nie przejmie, skoro nie przejmowała się mymi żałosnymi wysiłkami dotąd, to niby dlaczego by miała teraz? Nic się nie zmieni, po prostu dotrzemy tam, gdzie dotrzeć jest nam przeznaczone, tam, gdzie podążamy.

Jedyną sensowną działalność "pod prąd dziejów" robi dzisiaj w Polsce PiS (sorry wszyscy czciciele "małego państwa" i proeuropejskie cieniasy!), malutki kawałeczek na prawo od niego znajdują się "jednodniowe badania w Tworkach" (takie mamy czasy i już nawet "prawica" nie dostrzega w tym nic specjalnego, a w każdym razie nic nie zamierza robić), idziemy do "Europy" i za 20 lat nasze dzieci nawet nie uwierzą, że kiedyś mogło być tak "faszystowsko" i tyle "nietolerancji", jak my mamy dzisiaj. Jeśli nie mamy zamiaru tego radykalnie, nie szczędząć środków i poświęceń, zmieniać, to po co się wygłupiać z "pawicowością"? Nie dość, że to bez sensu, to w sumie jeszcze przeszkadza tym, którzy coś robią. Tym zdeterminowanym niedobitkom, których powinniśmy szanować i podziwiać, skoro sami tak nie potrafimy. Zamiast, w tradycji "Szkła Kontaktowego" - tej zaiste super-prawicowej audycji - przerzucać się na ich temat beznadziejnymi, za uszy ciągniętymi dowcipasami i krytyką godną stada wałachów w stadzie ogierów.

A co do tego blogu, to wycowuję się ze wszelkich zobowiązań - danych explicite czy tylko zasugerowanych świadomie lub nie - umieszczania tu nowych tekstów i idiosynkrazji. Coś pewnie się tu kiedyś pojawi Deo volente, ale kiedy i co, nie mam pojęcia. Kto ma do mnie linki, może je usunąć, naprawdę już mi na popularności nie zależy. (Tylko, że oni nie mają się nawet jak tego dowiedzieć, wot zagwozdka!)

Niniejszym ogłaszam (komu? komu?), że Marks i MacLuhan wygrali, a mój "prawicowy blog", w wyniku obiektywnych historycznych procesów, stał się znowu ŚCIANĄ od WYCHODKA.

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo. Ta, fajnie by było! ;-)

wtorek, lutego 27, 2007

Nasz człowiek na drzewie

Przyznam, że w pierwszej chwili udział Andrzeja Gwiazdy wraz z jego mądrą i w ogóle godną najwyższego szacunku żoną w checy zorganizowanej przez lewackich hunwejbinów eurokouchozu w Dolinie rzeki Rospudy zaskoczył mnie bardzo nieprzyjemnie.

Z czasem jednak zaczynam dochodzić do wniosku, że może po prostu zaczynamy działać naprawdę politycznie, czyli nie tylko płakać, dyskutować o niczym na różnych forach, kłócić się między sobą zostawiając rozbawionego wroga w świętym spokoju... Ale także staramy się w chytry sposób temu wrogowi pokrzyżować plany i postawić, mimo bardzo trudnych okoliczności, na swoim. Od kogo zaś moglibyśmy oczekiwać takiego mistrzowskiego ruchu, jeśli nie od człowieka, który dokładnie, jak nikt chyba, sformuował przyczyny i istotę naszych obecnych polskich nieszczęść? Trudno przecież sobie wyobrazić, by akurat Andrzej Gwiazda nie wiedział, co to suwerenność, albo by mu na niej aż tak mało zależało.

Moja teza na temat udziału państwa Gwiazdów w spędzie ekofilskich Rasputinów, tej piątej kolumny na usługach późnych wnuków Bismacka, podstarzałych już paryskich "rewolucjonistów" z '68, nawiedzonych fartuszkowców i zgrai lubiących luksusowe życie europasożytów, jest na dzień dzisiejszy taka: Gwiazdowie poświęcili częściowo swe dobre imię, zgodzili się na marne towarzystwo, ponieważ uznali, że Polska potrzebuje Wallenroda.

(Przy okazji zwracam uwagę na wspomniane tu przed chwilą a ukute przeze mnie terminy "Rasputiny" - oczywiście od Raspudy, oraz "ekofile" - bo przecież ci ludzie nie są żadnymi "ekologami", ekologia to nauka i w dodatku całkiem o czym innym, zaś tego rodzaju nadrzewni masturbanci terroryzujący porządnych ludzi powinni się kojarzyć właśnie z ludźmi określanymi słowami kończącymi się na "-filia". Takie jest moje zdanei i podzielam je absolutnie! Warto by chyba było te słowa rozpropagować.)

Powrót to państwa Gwiazdów i Wallenroda... Dzięki temu posunięciu, genialnemu jak mam zamiar wykazać, po pierwsze zablokowana została TW Bolkowi łatwa możliwość przyłączenia się do antypolskiej ekofilskiej akcji. To już coś, prawda? Zamieszanie w kręgach lewactwa też może z czasem niezłe powstać, kiedy część tej zgrai dowie się, kim jest Andrzej Gwiazda i jakie poglądy głosi. Skoro rodzima "prawica" (poza PiS'em) nie potrafi zrobić absolutnie nic poza jałowym ględzeniem, to niezłym pomysłem może się okazać użycie lewactwa do realizacji niektórych chociaż prawicowych celów. To towarzystwo naprawdę ma energię, naprawdę nienawidzi swych wrogów, naprawdę chce, i niestety także potrafi, działać!

Andrzej Gwiazda poświęcił się zatem i tłumiąc naturalny wstyd zdrowego inteligentnego człowieka wiedzącego, że odtąd aż po wieki wieków - a przynajmniej do odrycia za kilkadziesiąt lat intymnych zapisków naszego Walleroda, które wszystko wyjaśnią - będzie uważany za lewaka. Zgroza! Przyznam, że ja bym się aż tak poświęcić nie potrafił, już chyba prędzej z butelką na czołgi.


Wyjątkowe sytuacje wymagają wyjątkowych środków, a sytuacja Polski, dla ludzi, którym nieobojętna jej niepodległość i honor, jest wyjątkowo wprost trudna. Nieuświadomionym wyjaśnię, że dla mnie Unia Europejska jest złem, i niezbyt mnie interesuje czy do mnie przemawia rozczepianie włosa na 17 części i dyskutowanie tego, ile jej jeszcze brakuje do stalinizmu, najazdów Hunów, Pol Pota, czy Czarnej Śmierci. Dla mnie jest lewackim totalitaryzmem, który pożera polską niepodległość i grzebie pod stertą nieczystości to, co jeszcze pozostało ze wspanialej do niedawna zachodniej cywilizacji.

Andrzej Gwiazda postanowił działać, chwała mu za to! Wybrał drogę trudną, bo z pewnością tylko wyjątkowe jednostki gotowe są na takie poświęcenie. Nie dość, że Wallenrod, to jeszcze TAKI Wallerod! To niemal coś, jak nasz agent w samych bebechach UB czy Gestapo!

Wallenroda już mamy... Ale nie oszukujmy się - jeden Wallenrod, choćby na drzewie i z butelką na siuśki, nie zapewni nam zwycięstwa, lub choćby tylko dalszych kilku lat w miarę znośnego przetrwania. Zadać więc muszę niewygodne, ale konieczne pytanie: co Ty gotów jesteś dla niepodległości Polski i ratowania naszej cywilizacji zrobić, polski prawicowy patrioto?

Jeśli nic sensowengo nie przychodzi Ci do głowy, to postaraj się choćby wylansować terminy "ekofil" i "Rasputin". Może dało by się też zorganizować demonstracje z poparciem dla mieszkańców Augustowa i przeciw uroszczeniom agresywnego eurokochozu. Róbmy coś, bo nasz człowiek na drzewie to potężny atut, ale może aż tak długo tam nie wytrzymać, jeśli nie przyjdziemy mu wkrótce z odsieczą.

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.