Bratem mi każda ludzka istota, o ile nie przyłożyła ręki do Postępu i Szczęścia Ludzkości. (Triarius the Tiger)
czwartek, września 20, 2007
Sprawy hiper-aktualne, czyli Niech znowu przemówi Dávila
Warto sobie nad tymi kawałkami nieco dłużej pomedytować, bo dają one naprawdę do myślenia i ukazują niespodziewane nieraz głębie im dłużej się człek nad nimi zastanawia. I niech sam sobie, jeśli łaska, każdy przypasuje te myśli do różnych hiper-aktualnych zjawisk. (Na przykład takich, jak, przede wszystkim chyba, realny liberalizm, o czym Dávila mówi, jeśli ja cokolwiek z tego zrozumiałem, całkiem sporo. Czemu się zresztą trudno dziwić, skoro zwalcza wulgarność, zakłamanie i głupotę naszych czasów. Do paru innych fajnych zjawisk też dają się te myśli przepięknie zastosować.)
Przy niektórych pozwolę sobie umieścić mój własny komentarz. To będą takie "scholia do scholiów". W końcu to tylko blog i jak ludziska nie dostrzegą adekwatności cum aktualności, to cały ten głęboki przekaz Dávili do polskiego prawicowego czytelnika początku wieku XXI przepadnie.
A teraz, niech już (znowu) przemówi wielki Kolumbijczyk:
Wszelka dzisiejsza prawica to jedynie wczorajsza lewica pragnąca w spokoju trawić.
* * *
Po stronie Nowej Lewicy walczą zdezorientowani i bezradni reakcjoniści.
(Zwracam uwagę, że Dávila sam się określał jako reakcjonista.)
* * *
Aby ukarać jakąś ideę, bogowie skazują ją na budzenie entuzjazmu głupców.
* * *
Wiele cywilizacji zostało obalonych, ponieważ wolność otworzyła ich bramy wrogom.
* * *
Burżuazyjna mentalność lewicy odbuduje za każdym razem burżuazyjne społeczeństwo, za każdym razem przez lewicę niszczone.
* * *
Elokwencja posłańca jest zazwyczaj proporcjonalna do błahości przekazywanej przezeń informacji.
(Mnie osobiście to pasuje przede wszystkim do Unii Europejskiej.)
* * *
Autentyczna arystokracja to ludowe marzenie zdradzane przez wszelkie historyczne arystokracje.
* * *
Żyjący w czasie zmierzchu historii wyobrażają sobie, że dnieje, kiedy w istocie zapada noc.
* * *
W epokach demokratycznych roi się od zakazanych tematów. Rasa, choroby, klimat - wszystko to staje się wybuchową materią. Tym, co w nich budzi taką odrazę, jest to, co mogłoby sugerowac, iż ludzkość o samej sobie nie decyduje.
("Epoki demokratyczne" znamy dotychczas chyba sztuk jedna, niewielkimi przerwami geograficznymi i/lub czasowymi. A więc chodzi tu niewątpliwie o "demokrację liberalną", którą sam wolę określać mianem "realnego liberalizmu". Jeśli ktoś ma argumenty za przeciwną tezą, prosiłbym o podanie ich.)
* * *
Ostatecznym dowodem upadku naszej cywilizacji jest jej obecna architektura.
(To przetłumaczyłem z pamięci, więc w szczególikach może być niedokładnie, choć myśl na pewno była właśnie taka. Po prostu nie zapisałem i potrafię tego tak na poczekaniu odnaleźć, choć właśnie ona specjalnie głęboko zapadła mi w umysł, ponieważ dokładnie pokrywa się z moim własnym widzeniem tych spraw. A także z widzeniem wielkiego Oswalda Spenglera, jeśli mogę mowić w jego imieniu. Gdyby zaś ktokolwiek dopatrywał się tutaj choćby cienia żartu, to zapewniam, że nic takiego tu nie ma!)
* * *
Odległości pomiędzy narodami, klasami społecznymi, kulturami, rasami, znaczą niewiele.
Przepaść istnieje pomiędzy mentalnością plebejską, a mentalnością patrycjuszowską.
* * *
Zawsze istnieją jakieś Termopile, gdzie można polec.
* * *
Cywilizowane społeczeństwo to takie, w którym ból i fizyczna przyjemność nie są jedynymi argumentami.
* * *
Trudnością nie jest wierzyć w Boga, tylko wierzyć, iż mamy dlań znaczenie.
* * *
Jedynie polityczna porażka prawicy równoważy w naszych czasach literacką porażkę lewicy.
(Jakim cudem Dávila przewidział Gretkowską, Pilcha, Gombrowicza i Nagrodę Nike?! Żeby już nie wspomnieć o tym, co od dziesięcioleci wyprawia Królewska Szwedzka Akademia? To był jednak absolutny geniusz!)
* * *
Terroryzm nie pojawia się tam, gdzie istnieją ciemiężyciele i ciemiężeni, lecz tam, gdzie ci, którzy się głoszą ciemiężonymi, nie napotykają żadnych ciemiężycieli.
(To jest moim zdaniem tak głęboka, a jednocześnie praktyczna, uwaga, że zrozumienie jej znacznie by pomogło w obecnej walce z terroryzmem. Ale oczywiście od tych spraw mamy całkiem innych ekspertów, wyznających inne wartości i mających całkiem inne autorytety. Więc będzie tylko gorzej, chyba, że coś się w końcu w tych sprawach zmieni. Bo gdyby się zmieniło, to, bez fałszywej skromności, mój blog byłby chyba naprawdę sławny, a różne smętne Gazowniki niszowymi szmatławczykami. A na to się nie zanosi.)
* * *
Inteligencja w pewnych okresach musi się wyłącznie poświęcić przywracaniu definicji.
(To coś dla tych, którzy nie rozumieją, dlaczego z takim maniackim uporem wałkuję definicje różnych prawic, liberalizmów czy lewactw. "Definicje", jak to mówi gdzieś indziej Dávila, "żadnej sprawy nie rozwiązują, ale bez nich się po prostu nie da.")
* * *
W epokach arystokratycznych to co ma wartość, nie ma ceny, w epokach demokratycznych to, co nie ma ceny, nie ma wartości.
(O "epokach demokratycznych" mówiłem już w komentarzu nieco wyżej, tutaj też to się, moim skromnym, w pełni stosuje.)
* * *
Rzekomi wrogowie burżuazji to jedynie sprawni ogrodnicy przycinający jej uschłe gałęzie.
Społeczeństwo burżuazyjne nie jest zagrożone tak długo, jak długo jego wrogowie podziwiają to samo, co ono podziwia.
("Społeczeństwo burżuazyjne" - czyli co? I można by jeszcze dodać "koteczku?", jak by powiedział Cat-Mackiewicz. ;-)
* * *
Historia nie posiada praw pozwalających przewidywać, ale posiada konteksty pozwalające wyjaśniać i tendencje, pozwalające przeczuwać.
(Wprost wyjątkowo mi się ta myśl podoba, jest naprawdę wyjątkowo głęboka. Zreszta jest to jakby mikroskopijny wstęp do największej moim zdaniem książki kiedykolwiek napisanej przez człowieka, czyli... Każdy kto to czyta powinien wiedzieć, a jak nie wie, a chce wiedzieć, niech poszuka.)
No i to by chyba było na razie tyle. iHasta la próxima!
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
poniedziałek, września 10, 2007
Żakowski mówi prawdę
Nie będę się zniżał do komentowania głupoty, pokrętności i obrzydliwości słów owego indywiduum, ponieważ każdy człowiek przy względnie zdrowych zmysłach, który je kiedykolwiek usłyszał czy przeczytał musi z całą pewnością wiedzieć do jakiej kategorii ten osobnik należy i jak w związku z tym należy traktować jego elukubracje.
Sprawa jest jednak tym razem o tyle bardziej interesująca, że w kategoriach obiektywnych faktów - w odróżnieniu od swych opinii na temat tak dlań abstrakcyjnych spraw, jak honor - Żakowskiemu zdarzyło się powiedzieć świętą prawdę! Tak jest - od członkostwa Polski w Unii zależy "nasze" - czyli ich - bezpieczeństwo. Osobiście nigdy nie miałem co do tego większych wątpliwości, dlaczego postkomuna i związane z nią siły aż tak parły do tego, by nas tym unijnym członkostwem uszczęśliwić, czemu nie przywiązywały większej wagi do warunków tej akcesji, i dlaczego lojalność wobec Unii jest dla nich teraz ponad wszystko - bardziej w pewnym sensie, niż nie tak dawna lojalność wobec Ojczyzny Robotników.
Proszę zwrócić uwagę, że Żakowski nie powiedział, iż "Unia to dla nas wszystkich gwarancja przyszłego dobrobytu". Nie, takie rzeczy rezerwuje się dla plebsu, w propagandowych agitkach, kiedy trzeba przepchnąć w kolejnym referendum kolejny akces, kolejną konstytucję, kolejne euro... Nie powiedział też Żakowski, że "wszystkie te fundusze, pomoce i programy rozwoju stanowią dla nas wyborną okazję do nachapania się". Choć to mnie akurat specjalnie nie dziwi, ile prawdy w końcu można oczekiwać po takim kimś w ciągu jednej dekady?
Na razie jednak tę przyprawiającą o zawrót głowy sugestię odkładam na bok i wracem do zasadniczego wątku. Możliwość, iż Żakowskiemu chodziło o to, że Unia w razie czego obroni nas przed Rosją, wydaje mi się zbyt absurdalne, nawet jak na Żakowskiego. Istnieje też teoretycznie inna możliwość - taka mianowicie, że Żakowski sugorował, iż Unia, albo też jej część, mogłaby nas zaatakować, gdyby nie to, że jesteśmy również jej członkiem. Pozostawiam Czytelnika sam na sam z tą interesującą myślą, sam nie odważam się przypisywać wyrażania jej, czy choćby świadomego jej formuowania w myślach nawet takiej kreaturze, jak nasz bohater. Nie, żeby on mi do tego całkiem nie pasował, ale przecież... Ta myśl jest napawdę wybuchowa, może mimo wszystko warto nieco głębiej ją podrążyć i spytać tego czy owego spośród moralnych autorytetów i euroentuzjastów o autorytatywną opinię?
Żakowski musiał być nieźle zdenerwowany, w końcu usprawiedliwianie niedawnego (nie powiem "najnowszego" bo kiedy to piszę, tamten mógł już zrobić coś równie głupiego i wrednego, bo to przecież całkowicie w zakresie jego możliwości) wyskoku Kwaśniewskiego to nie jest zadania wdzięczne czy łatwe. Ale cóż, na froncie ideologicznym robi się to, co naczalstwo robić karze, więc Żakowski wyboru wielkiego nie miał. No i z tego zdenerwowania chyba wyrwało mu się parę, niezwykłych u niego, słów prawdy.
Istnieje wprawdzie i inna możliwość. Ta, że Żakowski wiedział, co mówi - może sobie nawet to wcześniej zaplanował, może mu to wcześniej napisali, w końcu wiadomo było od paru dni, że po Kwaśniewskim będzie trzeba sprzątać - i chytrze udając, że w zdenerwowaniu wyrwało mu się coś tak w jego sferach niezwykłego, jak parę słów prawdy, przypomina towarzyszom, gdzie chleb posmarowany. Oraz co mogłoby im grozić, gdyby nie Unia i gdyby nadal miał szaleć kaczyzm i rozbestwiona czerń.
Po co ja to w ogóle mówię? Nie wdając się w metafizyczne rozważania na temat sensu pisania o polityce na blogu, czy jego braku, powiem, że - jeśli takie pisanie w ogóle ma jakikolwiek sens - to być może warto zwrócić ludziom uwagę na to, co jest najsilniejszą nicią wiążącą rodzimych postkomunistów i ich różowych przydupasów spod znaku szeroko pojętego Michnika z Brukselą i Berlinem.
Tą nicią jest, powtórzę to, co sam o tym od zawsze sądzę, a co Żakowski, zapędzony niechcący przez koleżkę do narożnika, właśnie potwierdził - przekonanie, iż Polacy mogliby w końcu, w jakimś momencie desperacji, albo może właśnie odzyskując zdrowie po stuleciach bezsiły i eunuchowatości, z postkomuną zrobić porządek nie oglądając się zbytnio na europejskie standardy. Co spowodowałoby również, że różowa lewica spod znaku szeroko pojętego Michnika straciłaby jakiekolwiek znaczenie.
Kraść - oczywiście, Unia daje do tego masę okazji. Ale tutaj nie ma przecież aż takiego gwałtu. "Jeśli się u żłobu utrzymamy", zdaje się mówić Żakowski i inne tego typu kreatury, "to na pewno ani nam ani naszym wnukom źle się działo nie będzie. Co innego, gdyby ta hołota się naprawdę zbuntowała. Wtedy nie tylko konta, ale i samo nasze bezpieczeństwo, byłoby zagrożone. Ale do tego Unia przecież nie dopuści i dlatego jesteśmy całym sercem z Unią!"
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
sobota, września 01, 2007
Odszczekuję!
Normalnie nie poczuwam się do prezentowania tutaj tego, co się lekceważąco, choć niezawsze słusznie, nazywa "biężączką". Nie dlatego, bym to coś aż tak lekceważył. Po prostu dlategom ostatnio nie robił, a w ogóle nieczęsto, że:
- inni robią to z większym zapałem i często lepiej;
- nie jestem żadnym dziennikarzem śledczym, ani jego imitacją, z temperamentu;
- ie jestem żadnym dziennikarzem śledczym, ani jego imitacją, bo nikt mi żadnych smakowitych informacji na biurko nie podrzuca;
- cała ta heca, która się dzieje w Polsce w ostatnich tygodniach, wydwała mi się tak głupia i trudna do zrozumienia, że niemal całkiem mnie to przestało interesować;
- nigdy nie czułem inteligenckiej odrazy do A. Leppera, a R. Giertycha raczej lubię i cenię (lub raczej ceniłem do wczoraj);
- co do jakiejś winy A. Leppera nie jestem nadal do końca przekonany, choć już nie aż tak, jak byłem jeszcze wczoraj;
- PiS, który wprawdzie zdecydowanie popierałem, uważam za partię w sumie centrową, a wolałbym coś bardziej prawicowego, a do tego rozdrażnili mnie paroma sprawami - od TW Beaty po uległość różnym agresywnym Żydom.
Nawet przestałem ostatnio czytać mojego ulubionego publicystę, Stanisława Michalkiewicza, ponieważ, zapominając jakby wszystko to, co krytycznie pisał o PiS'ie, młócił jedynie winy i zbrodnie Leppera i Giertycha. Myślałem sobie, że skoro i tak nic istotnego nie wiemy, to takie jednoznaczne zajmowanie stanowiska wydaje się nieco nieuzasadnione. No i pan Michalkiewicz sam jest nieco winien, ponieważ, mimo że go ogromnie cenię, to nauczyłem się już dawno omijać jego UPR'yczne, wolnorynkowe i libertariańskie teksty. Bo mnie nudzą i nawet nie do końca jestem przekonany, że pisze je z pełnego przekonania, czy tylko z chwalebnej lojalności.
No, ale wczoraj wieczorem wszystko - no, może nie wszystko, ale naprawde sporo - się zmieniło. Oczywiście w wyniku konferencji prasowej i zaprezentowanego pokazu, a już szczególnie tych niesamowitych podsłuchów. W pierwszej chwili, przyznam, byłem dość przerażony ilością kamer i tym, jak bardzo nasze życie zaczyna przypominać opisywane przez Orwella. Potem jednak górę wzięły inne refleksje i inne emocje.
Te nagrania z podsłuchów były po prostu wstrząsające! Tak rozmawiają gangsterzy, co do tego nie ma cienia wątpliwości. Najbardziej charakterystyczny był ten anonim, który wydawał polecenia wysokiemu urzędnikowi państwowemu, przypominając mu o jakichś odkręcanych śrubach w samochodzie. Mogło chodzić albo o groźbę odkręcenia ich w samochodzie rozmówcy, albo może o przypomnienie, że ma się na rozmówcę haka. Nawet jednak, jeśli to było tylko przdstawienie się, to dzięki, starczy!
PiS miał rację - Polska jest przeżarta przez korupcję i układy. I co jeszcze znacznie gorsze - przez uklady, których sznurki z cała pewnością nikną gdzieś poza naszymi granicami. Sama korupcja w polityce zawsze była i będzie, ale system stworzony w naszym kraju w wyniku okrągłego stołu i grubej kreski jest po prostu wrogiem nas wszystkich. I albo on albo my. Niemcy już zresztą wydają pomruki, dość charakterystyczne i mogące się z niejednym kojarzyć. Pisze o tym dzisiejszy Gazownik, prosze bardzo, oto link.
Nie jestem zachwycony tym, że teraz na prawo od PiS nie będzie już nic, a w każdym razie nic, co by nie ściągało automatycznie na człowieka jednodniowych badań w Tworkach. Nie jestem jakoś specjalnie zachwycony polityką PiS w całkiem wielu sprawach, bo albo nie są dla mnie dość prawicowi i nacjonalistyczni, albo są, ale niemal wyłącznie w gadce. Nie cieszy mnie specjalnie, iż z polskiej sceny zniknie Roman Giertych i Andrzej Lepper, bo bliska mi jest zarówno nieprejednana antyunijna prawica, jak i to, co wykształciuchy i liberałowie nazywają "populizmiem". Na pociechę pozostaje mi nadzieja, że teraz PiS odzyskuje szansę na nowe wyborcze zwycięstwo, a ta żałosna partia zagranicy, czyli Platforma Cieniasów, następnej poważnej klęski już nie przeżyje.
Są to jednak na razie sprawy drugorzędne albo istotne w dużo dalszej perspektywnie. Na razie wiem, że to PiS ma rację i że ubecko-rozwiedczikowski układ ma się w Polsce lepiej, niż byłbym w stanie sobie sam wyobrazić. Nie ma teraz żadnej innej alternatywy, PiS musi wygrać te wybory! Dobrze też by mu było pomóc, bo z kadrami nie jest u nich najlepiej, czemu się zresztą trudno zbytnio dziwić, znając choćby nieco rodzimą historię, a szczególnie tę najnowszą.
Sorry PiS! Sorry Jarosławie Kaczyński! Sorry panie Ziobro! Darujcie chłopaki, myliłem się! Nie wiem jak tam w różnych drobiazgach, jakieś tam przepisy chyba mimo wszystko nagieliście. Ale nie ma to dla mnie większego znaczenia. Sorry rozczepiacze włosów na 17 części i obrońcy demokracji, mnie jakoś to specjalnie nie pasjonuje. PiS ma rację, te wczorajsze przerażające nagrania tu udowodniły. Nie mialem racji ani cytując tu ultrasa p. Wielomskiego, ani też lewicowca p. Okraskę. (Oni też oczywiście nie mieli.)
Ja, niewierny Tomasz, odszczekuję. Szkoda, że nie potrafią tego zrobić niektórzy inni, u których mogłoby to mieć nieco większe znaczenie, niż u mnie.
A swoją drogą zabawnie toczy się ten światek... Telewicja WSI24, która i tak od jakiegoś czasu zadziwia mnie stosunkowo obiektywnym stosunkiem do PiS'u (zastraszyli ich?), dostała dzisiaj od losu prezent w postaci tego wypadku samolotów w Radomiu, dzięki czemu może pozwolić swej wiernej publiczności zapomnieć o szokujących rzeczach pokazanych nam wczoraj przez prokuratorów. A że nie jest to łatwo w miarę choćby skutecznie zakłamać widać dobitnie po tym, jak meczą się z tym wzniosłym zadaniem, i jak marnie im to wychodzi, tacy spece, jak madame Pitera, czy herr Komorowski, o całej zgrai tzw. "dziennikarzy" i "politologów" już nawet nie wspominając.
No dobra, ale to była dygresja. To co jest ważne, to fakt, że PiS ma rację, a ja... Jeszcze raz to mówię: OD-SZCZE-KU-JĘ!
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
piątek, sierpnia 31, 2007
W końcu ujawniam tajemnicę mojej intymnej szuflady
Od dłuższego czasu gryzę po łydkach, jednocześnie podgryzając korzonki. Podważam też sojusze. Na przemian z atakowaniem zdrowego jądra. Czyjego zdrowego jądra, spyta ktoś, nie mogąc się już doczekać wyjaśnienia tej enigmy? Jego nie dająca się wprost wytrzymać niecierpliwość stanowi kolejny dowód mojej maestrii w budowaniu napięcia. W skoncentrowaniu uwagi świata na tym, co mam mu do powiedzenia... I teraz, już za chwilę, właśnie to powiem!
Było chwilami ciężko. Nie ukrywam. Niejedną noc przepłakałem, gryząc po kolei każdy z rogów poduszki. Poduszka bowiem nie jest niestety przystosowana do takich emocji. Strzępi się. I to mówiąc eufemistycznie. Po jednej takiej nocy, o jakiej tu mówię, przestaje praktycznie istnieć. Zostajesz człowieku z twarzą pełną pierza. W dodatku mokrego od twoich łez. I bez poduszki. Nie mówiąc już o kosztach, bo w końcu co noc potrzebuje się nową poduszkę. Głównie zresztą by w nią płakać. I ją gryźć w tytanicznej walce z samym sobą.
I wstydziłem się nieraz. Tak, wierzcie mi - los Wallenroda naprawdę nie jest do pozazdroszczenia. Czego to ja nie wygadywałem! Że "liberalizm to lewactwo sklepikarzy". To było chyba w sumie najgorsze... Krótkie, zwięzłe i jakżeż nieskończenie podłe! Więc potem płakałem. Całą noc. I gryzłem poduszkę szlochając. Pierze w ustach, pierze wszędzie. I ten wstyd. I ta upiorna myśl, że jeśli nagle spadnie mi na głowę dachówka, to zostanę już historii jako ten, który... Mówił takie okropne rzeczy. O liberaliźmie znaczy je mówił.
Ale ja przecież tylko udawałem. Byłem Wallenrodem. Budowałem to napięcie. Koncentrowałem uwagę świata, strugi światła ze wszystkich możliwych reflektorów... Na tym momencie, kiedy wreszcie będę mógł to ujawnić. I teraz ujawniam. Dożyłem, doczekałem, świat dowie się, że nie byłem przeniewiercą, nie byłem zdrajcą... Już nie będę budził się z twarzą pełną słonego, wilgotnego pierza. A jeśli będę, to tylko z radości. I całkowicie chyba uprawnionej dumy.
Przyjaciele i w ogóle ludzie oburzeni moim postępowaniem, tym co wygadywałem, mówili mi: "Słuchaj, jeśli ty masz jakiś pozytywny program, to go podaj! A jeśli nie masz, to morda w kubeł, jeśli nie potrafisz nic dobrego o liberaliźmie powiedzieć!" Wiedziałem oczywiście, że mają rację. Ale co mogłem zrobić? Ujawnić przedwcześnie całą prawdę? Zburzyć całą tę misterną intrygę? Ale doczekałem, to jest ważne!
Więc tak, przyjaciele! Tak wy, zwykli uczciwi ludzie, tak słusznie oburzeni moim dotychczasowym postępowaniem, tak - mam pozytywny program! Poświęciłem mu ponad pięć lat i z dumą, a także przekonaniem, mogę powiedzieć, że jest dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. I jest pozytywny, nie powiem "do bólu", bo liberalizm z bólem się kojarzyć przecież nie może... Ale jest dopracowany i pozytywny, że aż... Nic takiego jeszcze nigdy nie opracowano, tak powiem bez fałszywej skromności.
Jest to oczywiście Konstytucja, bo nad czym innym mógłby z takim zapałem, z takim poświęceniem, pracować Liberał? Ale Konstytucja nie tylko dla Polski - o nie! Nie byłoby przecież sensu, mając rozpracowane w najdrobniejszych szczegółach przepisy, wedle których wszystko zacznie toczyć się gładko i liberalnie, ograniczać sfery ich zastosowania do jakiegoś arbitralnie wybranego terytorium? Nie ograniczałem więc.
W końcu te hektolitry łez, te setki pogryzionych na strzępy poduszek, te pełne nagany spojrzenia przyzwoitych ludzi... Wszystko to wołało niejako "więcej, więcej, skoro to robisz, to niech przecież cała ludzkość skorzysta!" Cała ludzkość to właściwie też nieco arbitralne ograniczenie, bo stworzona przeze mnie konstytucja z pewnością z równym powodzeniem dała by się zastosować w całym Wszechświecie.
A więc ujawniłem mą wielką tajemnicę. Zrzuciłem z serca ten straszny ciężar. Zrzuciłem z czoła piętno hańby. Kto mógł naprawdę przypuszczać, że mam coś przeciw liberalizmowi? Przecież to absurd! Jednak to ja sam, dobrowolnie, ubrałem maskę i udawałem kogoś... Nie, nie potrafię nawet tego wyrazić. Kogoś, dla kogo nie ma nawet nazwy w języku przyzwoitych ludzi! Ale przecież dla ludzi właśnie, tych przyzwoitych, oddychających liberalizmem, modlących się co dzień o liberalizm dla siebie i wszystkich ludzi na wszystkich kontynentach, gryzłem te poduszki, nosiłem to piętno hańby...
No i pracowałem. Tego też nie można zapomnieć! Stworzenie Liberalnej Wszechświatowej Konstytucji było ogromnym wysiłkiem intelektualnym. Wypadły mi z tego wysiłku wszystkie włosy, wszystkie zęby, mam wrzody żołądka i zostałem impotentem. Ale to przecież nic, kiedy się pracuje dla szczęścia ludzkości. Prawda? Przyzna mi rację każdy prawdziwy liberał. A nieprawdziwych przecież nie chcemy.
Kiedy ujawnię moją Konstytucję? To może zająć jeszcze kilka tygodni. Niestety. Bo widzisz, Czytelniku, w obawie przed siepaczami Millera, Ziobry, al kaidą i paroma innym tego typu ośrodkami, Konstytucja ta jest zaszyfrowana. A raczej nie tyle zaszyfrowana, co zapisana pismem rysunkowym mojego własnego pomysłu. Bardzo trudnym, nie tylko do odszyfrowania przez niepowołane osoby, ale nawet dla mnie samego. Który przecież sam je wymyśliłem. Całe trzy lata z tych pięciu zajęło mi właściwie samo przepisanie tego, co stworzyłem, żeby było tym moim sekretnym pismem. A wszystko, co było napisane normalnie, oczywiście dawno zniszczyłem.
Teraz muszę to z powrotem napisać normalnie, żeby opublikować. Siepaczy, którzy mogli by mi ukraść mój projekt, już się właściwie nie boję, bo wszyscy teraz przecież wiedzą, że ja go mam. I w razie czego zrobi się awantura, a liberałowie z całego kraju, oraz z zagranicy, podniosą raban. Stworzą jakieś miasteczko przed kancelarią premiera, albo coś. Więc się nie boję.
Wszystkich, którzy we mnie, mimo wszystko, wierzyli... I wszystkich, którzy podejrzewali mnie o najgorsze także... Proszę o jeszcze nieco cierpliwości. Potem będziemy mieli nasz Pozytywny Program i będzie można się wziąć do roboty. A więc - Czuj Duch, Pręż Się! Oczywiście liberalnie. A już niedługo... Witaj Jutrzenko (Liberalnej) Swobody!
A dla mnie prywatnie - wreszcie! CO ZA ULGA!
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
czwartek, sierpnia 30, 2007
Nawet w Kolumbii mają uwagi na temat obecnej sytuacji w Polsce!
Zacząłem na razie czytać Dávilę, bo Loomisa już kiedyś czytałem. I z biegu przetłumaczyłem nawet dla P.T. Czytelników kilka scholiów z pierwszych paru stron, tych, które mi się wydawały najcelniejsze i... najbardziej pasujące do odgrywającej się akurat w naszym kraju farsy. A przy okazji udowodnię, że nie chodzi tu o skoliozę, która jest skrzywieniem bocznym kręgosłupa, tylko o całkiem inne sprawy. Co dokładnie znaczy scholia, to cholera wie, mówiąc szczerze, ale ma coś współnego ze schola, czyli szkoła. I jest w liczbie mnogiej, a pojedyncza to musi być scholium. (Po latach: to musi znaczyć "przypisy".)
Moje tłumaczenia są dość niewyszukane, wiele z nich potrafiłbym wygładzić i upiększyć, ale za to są jak najbliższe oryginałom.
* * *
Najmniej rozumie ten, który się upiera, by rozumieć więcej, niż zrozumieć można.
* * *
Łatwo jest wierzyć, że posiadamy pewne cnoty, kiedy posiadamy jedynie defekty z nimi związane.
* * *
Nic nie bywa trudniejsze, niż nieudawanie, że się rozumie.
* * *
Wolność nie jest celem, tylko środkiem. Kto uznaje ją za cel, zdobywszy nie wie co z nią uczynić.
* * *
Istnieje tysiąc prawd, fałsz jest tylko jeden.
* * *
Naszą ostatnią nadzieją jest teraz Boska niesprawiedliwość.
* * *
Psycholog zamieszkuje przedmieścia duszy, tak samo jak socjolog peryferie społeczeństwa.
* * *
Polityka jest nauką o strukturach społecznych odpowiednich dla współżycia ignorantów.
[Po wielu latach: Polityka "nauką"?! To jakiś Arystoteles, ale i chyba bzdura. Można politykę faktycznie studiować i wtedy to będzie nauka, ale "nauka o polityce", nie zaś sama "polityka".]
* * *
Po zakończeniu każdej rewolucji rewolucjonista głosi, że prawdziwą rewolucją będzie ta jutrzejsza.
Rewolucjonista tłumaczy, że jakiś nędznik zdradził tę wczorajszą rewolucję.
* * *
Burżuj oddaje władzę, by zachować pieniądze, następnie oddaje pieniądze, by uratować skórę, na koniec zaś go wieszają.
* * *
Burżuazja to zbiorowisko ludzi niezadowolonych z tego, co mają i zadowolonych z tego, czym są.
* * *
Marksiści definiują burżuazję w kategoriach ekonomicznych, aby ukryć fakt, że do niej należą.
[I liberały przecież b. potobnie, tylko że one ukrywają swój własny bolszewizm.]
* * *
Komunistyczny bojownik przed swym zwycięstwem zasługuje na najwyższy szacunek. Potem jest już jedynie zapracowanym burżujem.
* * *
Miłość do ludu to powołanie arystokraty. Demokrata kocha go tylko w okresie przedwyborczym.
* * *
Nie potrafiąc zrealizować tego co pragnie, "postęp" nazywa pragnieniem to, co osiąga.
* * *
Pewien pogardliwy sposób mówienia o ludzie zdradza przebranego plebejusza.
[K*win jak w pysk strzelił!]
* * *
Człowiek wierzy, iż jego bezsilność jest miarą wszechrzeczy.
* * *
Autentyczność uczucia zależy od jasności myśli.
[To było o polskim "prawicowym patriotyźmie".]
* * *
Motłoch bardziej podziwia to co mętne, niż to co skomplikowane.
* * *
"Myśleć" często oznacza nie więcej, niż wynajdywać powody, by wątpić w to, co oczywiste.
* * *
Ten kto się wyrzeka, wydaje się bezsilnym temu, kto jest niezdolnym do wyrzeczeń.
* * *
Człowiek woli się uniewinniać raczej cudzą winą, niż własną niewinnością.
* * *
Czas mniej jest przerażający dlatego, że zabija, niż dlatego że zrywa maski.
* * *
Mieć rację to jeszcze jeden powód więcej, by nie osiągnąć żadnego sukcesu.
* * *
Ani religia nie powstała z potrzeby zapewnienia solidarności społecznej, ani katedry nie zostały zbudowane dla rozwoju turystyki.
* * *
Wszystko jest trywialne, jeśli wszechświat nie jest zaangażowany w metafizyczną przygodę.
* * *
W miarę jak coraz poważniejsze stają się problemy, coraz większa staje się ilość ludzi nieudolnych, których demokracja przywołuje dla ich rozwiązania.
* * *
Bardziej jeszcze odpychająca od przyszłości którą progresiści mimowolnie przygotowują, jest przyszłość o której marzą.
* * *
Obecność tłumu w polityce kończy się zawsze piekielną apokalipsą.
* * *
Ważność historyczna człowieka rzadko idzie w parze z jego wewnętrzną wartością.
Historia jest pełna zwycięskich idiotów.
* * *
Przypadek zawsze będzie rządził w historii, ponieważ nie jest możliwe tak zorganizować państwa, by nie miało znaczenia, kto rozkazuje.
* * *
Najpierw wybieramy ponieważ podziwiamy, potem zaś podziwiamy ponieważ wybieramy.
* * *
Mądrość nie polega na umiarkowaniu z lęku przed nadmiarem, tylko z umiłowania ograniczeń.
* * *
Prawda jest szczęściem inteligencji.
* * *
Ironista nie ufa temu co mówi, nie wierząc by jego przeciwieństwo było prawdą.
* * *
Mądrość polega na zdecydowaniu się na jedyne możliwe, bez ogłaszania go jedynym koniecznym.
* * *
Jakie znaczenie ma opowiadanie przez historyka o tym, co ludzie robią, jeśli nie umie opowiedzieć o tym co czują?
* * *
Prestiż "kultury" powoduje, że głupiec je nie będąc głodnym.
* * *
Historia nie ukazuje nieskuteczności działań, tylko próżność celów.
* * *
Argumenty, którymi usprawiedliwiamy nasze zachowanie, zazwyczaj są głupsze niż samo nasze zachowanie.
Łatwiej znieść widok tego jak ludzie żyją, niż słyszeć co sądzą.
* * *
Człowiek kocha jedynie to co go ubóstwia, ale szanuje tylko to co go obraża.
* * *
Nazywa się dobrym wychowaniem obyczaje wynikające z szacunku wobec wyższych, przetworzone na sposób odnoszenia się do równych.
* * *
Pogardzać albo być pogardzanym, to plebejski sposób na stosunki między ludźmi.
* * *
Myśleć tak jak nasi współcześni, to przepis na powodzenie w życiu i głupotę.
* * *
Bieda jest jedyną zaporą przed chaosem wulgarności kłębiącej się w ludzkich duszach.
* * *
Szczerość rujnuje jednocześnie dobre maniery i dobry gust.
* * *
Mądrość polega jedynie na tym by nie uczyć Boga, jak ma się wszystko dziać.
* * *
Cała literatura jest współczesna dla kogoś, kto umie czytać.
* * *
Tyle już razy chowano metafizykę, że trzeba ją uznać za nieśmiertelną.
* * *
Nazywamy egoistą tego, kto nie chce się poświęcić dla naszego egoizmu.
* * *
Uprzedzenia innych epok nie są niezrozumiałe, jeśli nie zaślepiają nas uprzedzenia naszej.
* * *
Być młodym to obawiać się, by nas nie wzięli za głupka, być dojrzałym to obawiać się, że głupkiem jesteśmy.
* * *
Ludzkość wierzy, iż naprawia błędy, powtarzając je.
* * *
Cywilizacja to jest to, co starzy zdołają uratować przed bestialstwem młodych idealistów.
* * *
Ani myślenie nie jest przygotowaniem do życia, ani życie nie jest przygotowaniem do myślenia.
* * *
To w co wierzymy, łączy nas albo dzieli w mniejszym stopniu, niż sposób, w jaki wierzymy.
* * *
W niespójności politycznej konstytucji leży jedyna autentyczna gwarancja wolności.
* * *
Odmowa rozważania tego co nas odpycha, to najpoważniejsze grożące nam ograniczenie.
* * *
I to by było na tyle. Teraz zadaniem P.T. Czytelnika będzie poprzydzielanie poszczególnych scholiów, czy też może escoliów, do aktualnych wydarzeń: afera gruntowa, Donald Tusk, biało-czerwone miasteczko, PiS idzie w zaparte, Niemcy łakomym wzrokiem łypią na Polskę (a raczej na to, co z niej niedługo zostanie)...
A więc do roboty! W każdym razie co ambitniejsi i bardziej zainteresowani krajową polityką i obecnym cyrkiem. A ci o bardziej ponadczasowych zainteresowaniach mogą sobie wyszukać myśli na przykład na temat liberalizmu. (Dla ułatwienia dodam, że to te o burżujach.) No i do następnego razu! Czyli tym razem może jednak ¡hasta luego!
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.