Dzisiaj bajeczka...
Premier Tusk przyszedł do pracy i, jak niemal zawsze, od razu zapadł w słodki sen. (Tutaj od razu poczułem się w obowiązku wyjaśnić, że osobiście nie mam do premiera najmniejszych pretensji o to, iż dużo śpi. Ani też o to, że sporo kopie szmaciankę, albo na odmianę przy zdobywaniu Andów kopie się z lamą, przybrany w przezabawną czapeczkę. Premier Tusk naprawdę potrafi robić gorsze rzeczy i ja szczerze bym pragnął, by ograniczył się do tu wymienionych. Ze spaniem na czele.)
Przyszedł więc nasz premier do pracy i zapadł w sen. I od razu przyśniło mu się to, co śni mu się niemal za każdym razem. Mianowicie, że jest rybakiem, wypływa samotnie łódką na jezioro... Zarzuca sieć, by ją po niedługiej chwili wyciągnąć... A tam coś się telepie i łuskami błyska.
No i wtedy, jak zawsze w takich wypadkach, odzywa się nasz premier w te oto słowa: "Złota rybko, spełnij takie oto moje trzy życzenia!" Nawet nie bardzo patrzy co tam ma w tej sieci. Tylko tęsknie spogląda na zachód, ach! Bo i tak wie co tam ma. W końcu ten sen śni mu się niemal bez przerwy. I bardzo ten sen lubi nasz premier. No bo jak go nie lubić, skoro życzenia wszystkie, a co dzień nowe, rybka w nim spełnia?
"Złota rybko, spełnij takie oto moje trzy życzenia!" - mówi więc premier Tusk głosem władczym. A z sieci ponury głos: "Ja nie jestem żadna złota rybka! Ja jestem karp i nazywam się Iniuk!"
I od razu obudził się premier - zlany potem i wstrząśnięty! Z okrzykiem na ustach się obudził, ku zaskoczeniu i przerażeniu współpracowników.
A teraz śpij już moje dziecię. Babunia jeszcze na dobranoc pocałuje. Tylko pamiętaj - rączki grzecznie na kołderce.
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
Bratem mi każda ludzka istota, o ile nie przyłożyła ręki do Postępu i Szczęścia Ludzkości. (Triarius the Tiger)
poniedziałek, lipca 28, 2008
środa, lipca 23, 2008
Mam nowe określenie na Michnika
Adam Michnik - capo di tutti kapusie.
Do swobodnego wykorzystania. (Choć praw autorskich się nie wyrzekam.)
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
czwartek, lipca 17, 2008
Powiedz mi, że wolisz od tego Frycka...
... Beethovena czy Wagnera, a ja ci powiem, że żaden z ciebie zoologiczny paleokonserwatysta. Oraz że jesteś człek epoki schyłkowej, burżuazyjny samotny tłum, poszukujący psychicznych dreszczyków i tego co gemütlich. Ewentualnie jesteś dopiero kandydatem na zoologicznego paleokonserwatystę, na razie pozostającym w szponach leberalizmu i innych brzydkich spraw. Przynajmniej estetycznie.
Fakt, nie każdy musi być zoologicznym peleokonserwatystą, ale w takim razie po co odwiedzasz człeku mój blog? Nie żebym nie był zachwycony i nie dyszał wdzięcznością, ale przyznam, że nie całkiem rozumiem.
Jeśli zaś żałujesz żeś człek masowy, samotny tłum, lewak do szpiku kości, nawet jeśli wmawiasz sobie co innego... To się wsłuchaj i się popraw! Sorry, ale zoologiczny paleokonserwatyzm to nie tylko - jak w przypadku lewactwa - swędząca kora mózgowa i pieprz w tyłku... Nawet całkowicie nie to właśnie! Zoologiczny paleokonserwatyzm to także, obok kory, imponderabilia i cała reszta tego co ludzkie. (Bez pieprzu!)
A więc, człeku - twój wybór! Nie chcesz słuchać naprawdę wielkiej zachodniej muzyki, to nie słuchaj. Wolisz "Odę do Radości", nie mój problem. Po prostu wykorzystaj to do zrobienia kariery, po co marnować czas na takie blogi jak mój?
(Oczywiście fryzurą Jaroussky'ego nie musisz się zachwycać, to już by była nadmierna perwersja!)
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
Fakt, nie każdy musi być zoologicznym peleokonserwatystą, ale w takim razie po co odwiedzasz człeku mój blog? Nie żebym nie był zachwycony i nie dyszał wdzięcznością, ale przyznam, że nie całkiem rozumiem.
Jeśli zaś żałujesz żeś człek masowy, samotny tłum, lewak do szpiku kości, nawet jeśli wmawiasz sobie co innego... To się wsłuchaj i się popraw! Sorry, ale zoologiczny paleokonserwatyzm to nie tylko - jak w przypadku lewactwa - swędząca kora mózgowa i pieprz w tyłku... Nawet całkowicie nie to właśnie! Zoologiczny paleokonserwatyzm to także, obok kory, imponderabilia i cała reszta tego co ludzkie. (Bez pieprzu!)
A więc, człeku - twój wybór! Nie chcesz słuchać naprawdę wielkiej zachodniej muzyki, to nie słuchaj. Wolisz "Odę do Radości", nie mój problem. Po prostu wykorzystaj to do zrobienia kariery, po co marnować czas na takie blogi jak mój?
(Oczywiście fryzurą Jaroussky'ego nie musisz się zachwycać, to już by była nadmierna perwersja!)
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
słowa kluczowe:
Claudio Monteverdi,
muzyka,
zoologiczny paleo-konserwatyzm
Internetowe dowcipy i bitwa pod Maratonem
Na blogu Europa21 (nie żeby mi się ta nazwa podobała, czy żebym cokolwiek wiedział o tych ludziach czy ich poglądach) znalazłem dzisiaj taki tekst. (Cytuję w całości, wytłuszczenie istotnego fragmentu moje własne, oryginał tutaj.)
O co autorom tego tekstu chodzi, to chodzi, mnie jednak zainteresowało coś innego. Jakim cudem ma nie być w Zjednoczonej Europie (a prędzej czy później i w Nowym Wspaniałym Świecie) pełnej kontroli internetu, w tym blogów, skoro TAKIE rzeczy się zdarzają? Przecież wystarczy to uświadomić opinii publicznej, a ona sama zakrzyknie wielkim głosem ZRÓBCIE Z TYM PORZĄDEK! A jeśli nie chwilowo nie krzyczy, jeśli nie jest wystarczająco zszokowana, to zawsze ktoś przecież może zrobić dowcip, jak wyżej opisany. Prawda?
Przyznam, że nigdy nie rozumiałem optymizmu na temat naszych czasów i naszej przyszłości - zarówno w wymiarze polskim, jak i europejskim czy wprost globalnym. Jednym z najważniejszych podstaw tego optymizmu jest teza, że "internetu nie da się kontrolować". Dla mnie to ewidentna bzdura. To dokładnie coś takiego, jak opinie angielskich pań domu na temat ew. inwazji wojsk Hitlera: "Niemcom nie może się udać, bo w razie czego pozamykamy sklepy i nie będą mogli kupić nic do jedzenia". Podobno naprawdę wygłaszano wtedy takie opinie.
Rodzimym odpowiednikiem, mniej idiotycznym a bardziej żałośnie-rozpaczliwym, była wiara, że noszenie w klapie opornika, palenie czy niepalenie świateł, albo strategiczne siadanie na krawężnikach, da odpór watahom Jaruzelskiego. Niestety moi ludzie - to wszystko brednia i kłamstwo, a przemoc - mniej lub bardziej naga, bardziej lub mniej ubrana w szaty "prawa" - nie z takimi metodami walki sobie poradzi. Tak więc optymistyczne czekanie na przyszłość, w przekonaniu, że może być tylko coraz lepiej - bo na przykład coraz więcej ludzi ma dostęp do internetu, albo dlatego, że coraz więcej ludzi czyta blogi...
Nie tędy droga! A poza tym zawsze w takich przypadkach warto zadać sobie pytanie, czy właśnie w danej sprawie nie stosuje się do nas teza przypisywana Spenglerowi, że "optymizm to tchórzostwo". Oczywiście Spenglerowi nie chodziło o wszelki optymizm, a tylko optymizm dotyczący nieograniczonych możliwości rozwoju naszej cywilizacji, jednak osobiście sądzę, że naprawdę spora część najprzeróżniejszych optymizmów to jedynie gnuśność, tchórzostwo i głupota. Naprawdę warto się w każdym przypadku zastanowić, czy właśnie nasz optymizm w jakiejś konkretnej sprawie ma lepsze od tych podstawy.
W mojej opinii wiara w uniknięcie następnego - paneuropejskiego, czy nawet światowego - totalitaryzmu nie dzięki własnemu oporowi, ale w wyniku rzekomo obiektywnego faktu, że "internetu nie da się kontrolować, więc wolność słowa może się tylko dłuższej skali zwiększać, to zaś z kolei stanowi gwarantowaną zaporę przed zakusami zamordystów czy totalitarystów"... To po prostu kolejne leberalne kłamstwo i przejaw naszego zidiocenia.
Czy ktoś by dziesięć lat temu przewidział 80 tys. kamer szpiegujących wszystko i wszystkich w samym Londynie, która to ilość z każdym dniem się zwiększa? Nie, ale dzisiaj nikt tego już prawie nie zauważa. Wystarczyła odpowiednia polityka imigracyjna. W sprawie wolności blogowania, wolności internetu, nawet to nie jest konieczne - wystarczy kilka dowcipów jak ten tutaj opisany. Każdy taki dowcip to kolejny kroczek na drodze do wzięcia nas wszystkich za mordę. Nie przestając przy tym oczywiście bez przerwy mówić o wolności i demokracji.
Siedząc jak zając pod miedzą - optymistycznie czy nie, nieważne - oddając całą inicjatywę wrogom, nie mamy żadnej szansy. Jedyną naszą szansą jest kontratak, zanim jeszcze wróg dokona przegrupowania. Czyli zanim z pracowitego udawania demokratów, dążących z całych sił do naszego szczęścia, ośmieli się przepoczwarzyć w to, czym rzeczywiście jest: zgrają totalitarystów dążących do wprowadzenia swoich porządków i zniszczenia wszelkiego oporu. Do tego potrzebuje jeszcze odpowiednio zorganizować, czy nawet częściowo dopiero zwerbować, niektóre siły.
W końcu nie jest to jedynie kwestia takiej czy innej propagandy - niektórych rzeczy nie jest po prostu łatwo robić, kiedy się głosi coś dokładnie przeciwnego. I te nowe siły trzeba znaleźć, zwerbować, urobić, ustanowić nad nimi kontrolę, upewnić się co do ich lojalności... Ktoś inny może się tym poczuć urażony, odstawiony od piersi... Z tym także trzeba umieć sobie poradzić. Teoretycznie istnieje szansa, że atak w tym właśnie momencie, może pokrzyżować wrogowi szyki. Już starożytni wiedzieli i opisywali w podręcznikach taktyki, że właśnie atak w momencie, gdy wróg przegrupowuje swoje siły, daje największe szanse na sukces. Przykładów zaś praktycznych jest na to cała masa, począwszy choćby od Maratonu. (Z pewnością były i znacznie wcześniejsze, ale ten jest dość dobrze opisany.)
Jednak do tego, by tę starożytną i niezmiennie się od tysiącleci sprawdzającą mądrość jeszcze raz wykorzystać - ratując tym samym siebie i swoje potomstwo przed niewolą nieporównywalna z podległością wobec Króla Królów - nie wystarcza pisać na blogach, nie wystarczy też cieszyć się, że wolność słowa mamy zagwarantowaną po wsze czasy, bowiem "internetu nie da się kontrolować".
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
Głupi dowcip?
Tagi:
Wielu z nas pamięta szczeniackie wybryki na telefonie typu:
- Dzień dobry czy to ZOO?Dzisiaj internet zwiększa możliwości i w tej dziedzinie. Numery można wycinać, że hej!
- Nie
- To co robi małpa przy telefonie!?
Dwa tygodnie temu na youtube ktoś powiesił film, na którym młoda kobieta ubliża ile wlezie wyznawcom islamu, koranowi, prorokowi Mahometowi. Kobieta została przedstawiona, jako żona Udo Ulfkotte, niemieckiego dziennikarza, byłego redaktora Frankfurter Allgemeine Zeitung, cenionego specjalisty od spraw bezpieczeństwa i służb wywiadowczych. Poza tym Ulfkotte jest założycielem organizacji Pax Europa, znanej z krytyki wobec islamizmu.
W efekcie takiego żartu państwo Ulfkotte dostali około tysiąca gróźb pozbawienia życia, głównie ze strony zamieszkujących Niemcy Turków. Przysyłano je za pośrednictwem internetu, a także i telefonu (tak, ktoś życzliwy zamieścił go na stronie wraz z adresem). W efekcie rodzina musi ukrywać się korzystając z ochrony policji.
Finał tej sprawy - żartownisie następnego dnia zgłosili się na policję. Czy to jednak koniec sprawy? Minister Spraw Wewnętrznych Niemiec Wolfgang Schäuble na spotkaniu z organizacjami islamskimi jasno stwierdził, że „nikt nie ma zamiaru akceptować się obelg i gróźb ze strony tureckich obywateli przeciwko Niemcom, bez żadnych sankcji i komentarzy." Policja oświadczyła, że będzie sprawdzać indywidualnie każdą groźbę, na wyniki śledztwa więc przyjdzie poczekać.
Jan Wójcik
PS: W sprawie ostatnio ostrej debaty na temat tortur na tym blogu, chciałbym zaznaczyć, że pogląd Witka Repetowicza jest jego prywatnym zdaniem, a Fundacja Europa21 została założona przez ludzi o różnych opiniach dotyczących wielu spraw. Ja jestem torturom przeciwny.
O co autorom tego tekstu chodzi, to chodzi, mnie jednak zainteresowało coś innego. Jakim cudem ma nie być w Zjednoczonej Europie (a prędzej czy później i w Nowym Wspaniałym Świecie) pełnej kontroli internetu, w tym blogów, skoro TAKIE rzeczy się zdarzają? Przecież wystarczy to uświadomić opinii publicznej, a ona sama zakrzyknie wielkim głosem ZRÓBCIE Z TYM PORZĄDEK! A jeśli nie chwilowo nie krzyczy, jeśli nie jest wystarczająco zszokowana, to zawsze ktoś przecież może zrobić dowcip, jak wyżej opisany. Prawda?
Przyznam, że nigdy nie rozumiałem optymizmu na temat naszych czasów i naszej przyszłości - zarówno w wymiarze polskim, jak i europejskim czy wprost globalnym. Jednym z najważniejszych podstaw tego optymizmu jest teza, że "internetu nie da się kontrolować". Dla mnie to ewidentna bzdura. To dokładnie coś takiego, jak opinie angielskich pań domu na temat ew. inwazji wojsk Hitlera: "Niemcom nie może się udać, bo w razie czego pozamykamy sklepy i nie będą mogli kupić nic do jedzenia". Podobno naprawdę wygłaszano wtedy takie opinie.
Rodzimym odpowiednikiem, mniej idiotycznym a bardziej żałośnie-rozpaczliwym, była wiara, że noszenie w klapie opornika, palenie czy niepalenie świateł, albo strategiczne siadanie na krawężnikach, da odpór watahom Jaruzelskiego. Niestety moi ludzie - to wszystko brednia i kłamstwo, a przemoc - mniej lub bardziej naga, bardziej lub mniej ubrana w szaty "prawa" - nie z takimi metodami walki sobie poradzi. Tak więc optymistyczne czekanie na przyszłość, w przekonaniu, że może być tylko coraz lepiej - bo na przykład coraz więcej ludzi ma dostęp do internetu, albo dlatego, że coraz więcej ludzi czyta blogi...
Nie tędy droga! A poza tym zawsze w takich przypadkach warto zadać sobie pytanie, czy właśnie w danej sprawie nie stosuje się do nas teza przypisywana Spenglerowi, że "optymizm to tchórzostwo". Oczywiście Spenglerowi nie chodziło o wszelki optymizm, a tylko optymizm dotyczący nieograniczonych możliwości rozwoju naszej cywilizacji, jednak osobiście sądzę, że naprawdę spora część najprzeróżniejszych optymizmów to jedynie gnuśność, tchórzostwo i głupota. Naprawdę warto się w każdym przypadku zastanowić, czy właśnie nasz optymizm w jakiejś konkretnej sprawie ma lepsze od tych podstawy.
W mojej opinii wiara w uniknięcie następnego - paneuropejskiego, czy nawet światowego - totalitaryzmu nie dzięki własnemu oporowi, ale w wyniku rzekomo obiektywnego faktu, że "internetu nie da się kontrolować, więc wolność słowa może się tylko dłuższej skali zwiększać, to zaś z kolei stanowi gwarantowaną zaporę przed zakusami zamordystów czy totalitarystów"... To po prostu kolejne leberalne kłamstwo i przejaw naszego zidiocenia.
Czy ktoś by dziesięć lat temu przewidział 80 tys. kamer szpiegujących wszystko i wszystkich w samym Londynie, która to ilość z każdym dniem się zwiększa? Nie, ale dzisiaj nikt tego już prawie nie zauważa. Wystarczyła odpowiednia polityka imigracyjna. W sprawie wolności blogowania, wolności internetu, nawet to nie jest konieczne - wystarczy kilka dowcipów jak ten tutaj opisany. Każdy taki dowcip to kolejny kroczek na drodze do wzięcia nas wszystkich za mordę. Nie przestając przy tym oczywiście bez przerwy mówić o wolności i demokracji.
Siedząc jak zając pod miedzą - optymistycznie czy nie, nieważne - oddając całą inicjatywę wrogom, nie mamy żadnej szansy. Jedyną naszą szansą jest kontratak, zanim jeszcze wróg dokona przegrupowania. Czyli zanim z pracowitego udawania demokratów, dążących z całych sił do naszego szczęścia, ośmieli się przepoczwarzyć w to, czym rzeczywiście jest: zgrają totalitarystów dążących do wprowadzenia swoich porządków i zniszczenia wszelkiego oporu. Do tego potrzebuje jeszcze odpowiednio zorganizować, czy nawet częściowo dopiero zwerbować, niektóre siły.
W końcu nie jest to jedynie kwestia takiej czy innej propagandy - niektórych rzeczy nie jest po prostu łatwo robić, kiedy się głosi coś dokładnie przeciwnego. I te nowe siły trzeba znaleźć, zwerbować, urobić, ustanowić nad nimi kontrolę, upewnić się co do ich lojalności... Ktoś inny może się tym poczuć urażony, odstawiony od piersi... Z tym także trzeba umieć sobie poradzić. Teoretycznie istnieje szansa, że atak w tym właśnie momencie, może pokrzyżować wrogowi szyki. Już starożytni wiedzieli i opisywali w podręcznikach taktyki, że właśnie atak w momencie, gdy wróg przegrupowuje swoje siły, daje największe szanse na sukces. Przykładów zaś praktycznych jest na to cała masa, począwszy choćby od Maratonu. (Z pewnością były i znacznie wcześniejsze, ale ten jest dość dobrze opisany.)
Jednak do tego, by tę starożytną i niezmiennie się od tysiącleci sprawdzającą mądrość jeszcze raz wykorzystać - ratując tym samym siebie i swoje potomstwo przed niewolą nieporównywalna z podległością wobec Króla Królów - nie wystarcza pisać na blogach, nie wystarczy też cieszyć się, że wolność słowa mamy zagwarantowaną po wsze czasy, bowiem "internetu nie da się kontrolować".
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
słowa kluczowe:
internet,
optymizm,
Oswald Spengler,
taktyka,
totalitaryzm,
wolność
niedziela, lipca 13, 2008
NIE PŁAKAŁEM PO KURONIU, NIE PŁACZĘ PO GEREMKU, NIE BĘDĘ PŁAKAŁ PO MICHNIKU
Już w samym tytule, udało mi się wyrazić większość z tych refleksji, które budzi we mnie - nagła, ach! i niepowetowana - śmierć tow. Geremka.
Nie są one wszystkimi moimi refleksjami na ten temat - bo po pierwsze wypadki samochodowe zawsze dają pewne pole do podejrzeń, a tutaj na razie (tylko na razie?) niewiele wiemy... (Czyżby się tow. G. znudził którymś swoim mocodawcom?) Po drugie zaś, wolałbym stanowczo, by prof. Geremek skończył życie z wyroku RP, albo chociaż skutkiem spotkania się oko w oko z grupą polskich patriotów w sprzyjających szczerej i owocnej wymianie opinii okolicznościach.
Ale cóż, dobre i to - jednego stalinowsko-ojropejskiego skurwiela mamy mniej. To że Ojropa ma jednego męczennika więcej, to już mniejsza sprawa - oni potrafią przecież kanonizować swoich nawet za ich życia, vide Bolek i jego lotnisko w Gdańsku. Więc po co utrzymywać tę swołocz przy życiu? Że spytam.
Za tytułowe hasło dziękuję komentatorowi z salon24 o ksywie kontrewolucjonista, a konkretnie tej jego uwadze. Po prostu je podkradłem, nie mając już technicznej możliwości spytać właściciela tych dóbr intelektualnych o zgodę. Tuszę jednak, że o takie wykorzystywanie tych dóbr by go jak najbardziej ucieszyło, co zresztą wynika pośrednio z tego co pisze.
A tak nawiasem, to nie mogę się powstrzymać od okrzyku: No proszę, ja też potrafię napisać biężączkę! Kataryną nigdy wprawdzie nie będę, ale aktualne to jest przecież, że aż hej! I nikt mi tego nie odbierze. Niech żyje Tygrys! (Skoro już tow. Geremek nie może.)
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
P.S. Tego sobie jednak tu nie daruję (dzięki Budyń78!):
Nie są one wszystkimi moimi refleksjami na ten temat - bo po pierwsze wypadki samochodowe zawsze dają pewne pole do podejrzeń, a tutaj na razie (tylko na razie?) niewiele wiemy... (Czyżby się tow. G. znudził którymś swoim mocodawcom?) Po drugie zaś, wolałbym stanowczo, by prof. Geremek skończył życie z wyroku RP, albo chociaż skutkiem spotkania się oko w oko z grupą polskich patriotów w sprzyjających szczerej i owocnej wymianie opinii okolicznościach.
Ale cóż, dobre i to - jednego stalinowsko-ojropejskiego skurwiela mamy mniej. To że Ojropa ma jednego męczennika więcej, to już mniejsza sprawa - oni potrafią przecież kanonizować swoich nawet za ich życia, vide Bolek i jego lotnisko w Gdańsku. Więc po co utrzymywać tę swołocz przy życiu? Że spytam.
Za tytułowe hasło dziękuję komentatorowi z salon24 o ksywie kontrewolucjonista, a konkretnie tej jego uwadze. Po prostu je podkradłem, nie mając już technicznej możliwości spytać właściciela tych dóbr intelektualnych o zgodę. Tuszę jednak, że o takie wykorzystywanie tych dóbr by go jak najbardziej ucieszyło, co zresztą wynika pośrednio z tego co pisze.
A tak nawiasem, to nie mogę się powstrzymać od okrzyku: No proszę, ja też potrafię napisać biężączkę! Kataryną nigdy wprawdzie nie będę, ale aktualne to jest przecież, że aż hej! I nikt mi tego nie odbierze. Niech żyje Tygrys! (Skoro już tow. Geremek nie może.)
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
P.S. Tego sobie jednak tu nie daruję (dzięki Budyń78!):
słowa kluczowe:
biężączka,
kataryna,
Ojropa,
prof. Geremek,
TW Bolek
sobota, lipca 12, 2008
Chwila poezji
Wierszyk taki przyszedł mi w nocy do głowy:
Mówicie, że tytuł potrzebny? Takie krótkie wierszyki też potrzebują tytułów? No to może niech będzie... "I to złe i to niedobre, czyli koszmar życia w III RP".
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
Dziewczęta i chłopcy,
Panowie i panie -
Skurwić się czy skorwinić?
Oto jest pytanie!
Mówicie, że tytuł potrzebny? Takie krótkie wierszyki też potrzebują tytułów? No to może niech będzie... "I to złe i to niedobre, czyli koszmar życia w III RP".
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.
słowa kluczowe:
brak wyboru,
dylematy,
III RP,
Janusz Korwin-Mikke,
poezja,
wierszyk
Subskrybuj:
Posty (Atom)