piątek, grudnia 07, 2007

"Oda do Radości" po Dioklecjanie

W ten sposób powracamy do nieuniknionego pytania, dlaczego cesarstwo rzymskie na Zachodzie "chyliło się ku upadkowi" bądź "upadło" w wieku V. Moralizujące wyjaśnienia w dawnym stylu są już nie do przyjęcia (choć nadal jest ich niemało), zbytnim uproszczeniem jest też składanie całej winy na najazdy barbarzyńskie (choć odpowiedź na pytanie, co by się stało, gdyby tych inwazji nie było, stanowi ciekawe zagadnienie hipotetyczne.
Nowsza teoria zestawia upadek cesarstwa rzymskiego z upadkiem innych wielkich kultur w historii świata i dostarcza wyjaśnienia w kategoriach rozpadu społeczeństw złożonych. Otóż, z grubsza rzecz biorąc, w miarę jak społeczeństwo się rozwija, staje się coraz bardziej zróżnicowane społecznie i coraz bardziej złożone, aby więc mogło trwać, jego potrzeby również odpowiednio wzrastają.
Dociera jednak do punktu, w którym strategia maksymalizacji zysku, jak podbój czy podniesienie podatków, nie przynosi oczekiwanych efektów - "zyski" maleją pod wpływem "stałych nacisków, nieprzewidzianych wyzwań i wysokich kosztów integracji socjotechnicznej". Potem następuje zwykle okres trudności (zastój gospodarczy, załamanie polityczne, kurczenie się terytorium), a po nim przychodzi ostateczny upadek, jeśli nie pojawią się nowe czynniki.
Spengler? Jakiś inny hiper-prawicowy oszołom, wieszczący Zachodowi rychłą zgubę i z wrodzonych przyczyn nie mający przekonania do wzniosłych projektów w stylu Unii Europejskiej? Może chociaż Toynbee? Otóż nie. Cytat (rozbity na krótsze akapity przeze mnie, dla wygody ew. Czytelników, ja także wytłuściłem najistotniejsze moim zdaniem fragmenty) pochodzi z książki pani Averil Cameron pt. "Późne cesarstwo rzymskie", wydanej oryginalnie w 1993, a w Polsce chyba całkiem niedawno przez Prószyński i S-ka. Kto to jest Averil Cameron?

Cytuję z notki z tyłu okładki:"profesor historii późnej starożytności i Bizancjum Uniwersytetu Oksfordzkiego, wieloletni wykładowca i członek King's College w Londynie, gdzie uzyskała doktorat, członek British Academy oraz wielu towarzystw naukowych". Sama książka jest niewielkim dziełkiem, przedstawiającym syntetycznie obecny stan wiedzy na temat późnego Rzymu. Żadnych ideologicznych wtrętów tam się nie doszukałem, nic nie wskazuje, by pani profesor miała jakieś nieortodoksyjne, nieuznawane w akademickich kręgach, poglądy, a w każdym razie, by starała się je usilnie propagować.

A jednak, pewnie nie jestem obiektywny, ale mi tu wieje daleko posuniętym pesymizmem wobec przyszłości naszego, także przecież, "rozwiniętego" społeczeństwa. Czy tylko ja to dostrzegam? Fakt, że zaraz potem pani profesor stara się te swe, implicite zasugerowane, mroczne wizje jakoś osłabić, czy zniuansować. Może z głębokiego przekonania, może z ostrożności, może nawet na żądanie wydawcy... Kto dzisiaj może taką rzecz wiedzieć?

W końcu w Stanach nie da się dzisiaj praktycznie wydać akademickiego podręcznika, w którym by nie było co najmniej "he or she", choć znacznie lepiej widziane jest "she or he", albo po prostu "she" all the way long. (Widziałem też chyba takie publikacje, gdzie wyraźnie decydowano "he" or "she" za pomocą rzutu kostką.) To była sobie taka dygresja, nie całkiem od rzeczy jednak. Zacytujmyż więc dalej, by nam nie zarzucono wybierania jedynie pasujących nam fragmentów.
W przypadku imperium rzymskiego nieprzewidziane wyzwania obejmowały długotrwałą presję ze strony rzeczywistych i potencjalnych najeźdźców - problem, z którego rozwiązaniem lub zahamowaniem cesarstwo sobie nie poradziło.
Zaraz! To nie było przecież jeszcze wcale aż tak optymistyczne. Skąd bowiem niby wiadomo, co właściwie wskazuje, że nasze "rozwinięte społeczeństwo" lepiej sobie radzi i poradzi z "długotrwałą presją rzeczywistych i potencjalnych najeźdźców", których, jakby nieco się wysilić, też by się dzisiaj dało znaleźć? Ale zobaczmy dalej, może będzie bardziej optymistycznie. I faktycznie, pani profesor warunkuje swoją - brutalną przecież w sumie i zbyt mało optymistyczną, jak na te czasy optymizmu - tezę o przyczynach upadku cywilizacji, mówiąc w te słowa:
W tej analizie jest wiele znajomych elementów, chociaż opiera się ona na budzącym wątpliwości założeniu, że historyczny rozwój społeczeństw jest sam w sobie w pewnym sensie zdeterminowany historycznie. Przynajmniej pozwala ona badaczom dziejów Rzymu spojrzeć bardziej obiektywnie na własną dziedzinę i zobaczyć, że problemy, przed którymi stanął rząd późnego cesarstwa, nie były czymś wyjątkowym, podobnie jak jego często nieskuteczne próby znalezienia rozwiązań.
Powinniśmy dodać jeszcze - w tym konkretnym przypadku - relatywny brak wiedzy ekonomicznej, jak i struktur ekonomicznych oraz niezdolność centrum - w czasach po Dioklecjanie - do zapewnienia dobrobytu gospodarczego cesarstwu jako całości. Imperium rzymskie zawsze znajdowało się w stanie chwiejnej równowagi między centrum i peryferiami, a jego przetrwanie zależało, nie tylko od pokoju wewnętrznego, ale również od dużej dozy wewnętrznej dobrej woli. Pod koniec IV i w V stulecia wszystkie te czynniki były zagrożone.
Tego rodzaju rozważania skłaniają do porównań ze światem współczesnym, co może pomóc zrozumieć świat starożytny pod warunkiem, że będziemy pamiętać o porównywaniu podobnego z podobnym.
Przyznam, że to ostatnie zdanie w moich uszach brzmi już niemal jak zaklęcie: "Oczywiste porównania się narzucają, jeśli się ma oczy i wie nieco o schyłku Rzymu, ale - by Jove! - nie mówmy o tym głośno, bo się wyda!" Czyli kompromis pomiędzy intelektualną uczciwością, a koniecznością... Choćby po prostu wydania tej książki inaczej, niż na powielaczu i paście do butów. W takich czasach żyjemy, moi Państwo! Albo to ja mam już kompletną paranoję.

No dobra, ale poza tym ostatnim, rozpaczliwym dla mego ucha, zdaniem, co my tu mamy? Ano mamy, milczące założenie, że nasze "rozwinięte społeczeństwo" nie jest dotknięte "brakiem wewnętrznego pokoju", że nie ma w nim "relatywnego braku wiedzy ekonomicznej i struktur ekonomicznych", a "centrum" jest "zdolne do zapewnienia dobrobytu gospodarczego", tudzież "spokoju wewnętrznego". No i oczywiście, że "stan równowagi między centrum i peryferiami" nie jest "chwiejny", wszyscy zaś wprost promieniują "dużą dozą wewnętrznej dobrej woli".

Tak oczywiście jest, tylko ślepy oszołom mógłby o tym wątpić, i tak zawsze będzie, bo takie jest... Powiedzmy, że... Prawo Historii! (Odkryte najprawdopodobniej w 1968 w Paryżu, a jakimś liceum podczas uczniowskiego "strajku".) A więc spokój, nie ma się czym denerwować, wszystko będzie cudownie!

Po co ja to Państwu opowiadam? Żeby pokazać, że to my czytamy wartościowe książki? Że to wyłącznie u nas, prawicy, jest w tej chwili intelektualny potencjał? Nie -  w tym celu wystarczyło by mi wkleić tutaj napisany kiedyś przeze mnie dla żartu trzynastozgłoskowiec i/lub rondeau w stylu Villona. Albo choćby limeryk. Konkurencja jest bowiem praktycznie żadna. Żeby zadenuncjować oksfordzkich historyków, którzy czynią skrajnie nieodpowiedzialne analogie i przemycają cichcem jakieś Spenglery? Też nie całkiem.

Skoro już przy Spenglerach jesteśmy, to przypomnę jego sławne stwierdzenie, iż "optymizm jest tchórzostwem". Oczywiście nie zawsze i nie każdy optymizm, ale w tych dziedzinach, o których sobie dzisiaj tak miło rozmawiamy, właśnie jest. A jeśli to komuś jeszcze nie wystarczyło, by zrozumieć, co właściwie z powyższego wynika, no to cóż... Polecam lekturę europejskich profesorów i innych ałtorytetów.

Przemówienia premiera Tuska także mogą dlań stanowić miłą i łatwo przyswajalną duchową strawę. Ja piszę dla ludzi na pewnym poziomie. Dla prawicy, konserwy, reakcjonistów, zwierzęcych antylewicowców i zoologicznych moherów. Cała reszta odmeldować się i cieszyć dużą dozą wewnętrznej dobrej woli obecnej władzy, oraz brakiem chwiejności między centrum a peryferiami. Dopóki jeszcze orkiestra tak przepięknie gra...

(Co to za prześliczna muzyka? Ach, to przecież "Oda do Radości"!)

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

czwartek, grudnia 06, 2007

Totalitaryzm bez huku wystrzałów

Czemu "upadł" w Rosji komunizm? Bo Rosja, i jej imperium, bez zmiany skóry nie potrafiły się dość szybko skomputeryzować. Zaraz po zmianie tej skóry Rosja się komputeryzuje, większość zaś jej innych istotnych cech pozostaje taka sama, albo szybko wraca do poprzedniego stanu.

Oczywiście rzeczy powierzchownie i pozbawione istotnego znaczenia muszą być na tyle inne, by stada użytecznych idiotów, płatnych agentów i etatowych propagandzistów mogły głośno podkreślać różnice, na użytek wielomilionowej bezmózgiej, pilnie czytającej gazety i równie pilnie oglądającej TV, publiczności.
Od dawna już twierdzę, że wszystkie dotychczasowe totalitaryzmy to była jedynie niewinna wstępna gra, ponieważ do prawdziwego totalitaryzmu niezbędna jest komputeryzacja.

Czego mamy naoczny dowód w "integrującej się" obecnie, z całkowitym lekceważeniem głośno wciąż deklarowanych zasad demokracji i woli ludu, Europie. Czy może raczej tym w żałosnym trupie tego, co niegdyś było Europą. W tym poruszanym gazami trawiennymi, ku uciesze ogłupiałej gawiedzi, zawsze chętnej, by w takt szmirowatej "Ody do Radości" wykrzykiwać "żyje, żyje nasza Europa! odradza się!"
"Żaden totalitaryzm, bo przecież niemal nikogo się nie skazuje, nie ma zsyłek, rozstrzeliwań, obozów koncentracyjnych", powie ktoś. Zapewne powie tak dlatego, że mu za to płacą, w taki czy inny sposób.

Na przykład dając mu tytuł "europejskiego profesora". Ponieważ jednak bezinteresownych idiotów też nie brakuje, ten ktoś może w to nawet głęboko wierzyć. A co ma totalitaryzm do zsyłek i rozstrzeliwań, że spytam? A o Blitzkiregu słyszał? Jeśli nie ma niemal aktywnego oporu, to po co kogoś rozstrzeliwać? I jak rozróżnić tych, których w końcu trzeba będzie jakoś wyeliminować, od całej reszty, która w końcu jest potrzebna by tyrała na swych panów?


Jak się ujawnią, to się to zrobi, spokojna głowa! Na razie zadanie realizuje się posuwając się szybkimi kolumnami w głąb terytorium wroga i paraliżując kolejne jego potencjalne punkty oporu, oraz ośrodki dyspozycyjne. Terror nie polega w końcu na konieczności mordowania wielu ludzi, tylko na narzuceniu ofierze przekonania, że nie ma żadnych szans i jedyną szansą jest bezwarunkowa kapitulacja. A co się teraz z nami innego robi? Czym jest to narzucanie tych wszystkich Absolutnych i Niepodważalnych Etycznych Zasad, o których ludzkość, której pisana historia liczy już 5 tys. lat, dowiedziała się nie wcześniej, niż w roku 1968?

Narzucanie, zwracam uwagę, coraz częściej obwarowane naprawdę poważnymi groźbami i sankcjami, na przykład więzieniem. Czym jest wprowadzanie tych wszystkich cudownych z założenia "ulepszeń", z którymi nie zgodziłby się niemal nikt z naprawdę wielkich, choć budzą tak wielki entuzjazm u brukselskich urzędników. Na których twarze warto jest czasem uważniej spotkać, bo tak będzie z pewnością wyglądał Nowy Człowiek.

Taki, któremu za niesłuszne poglądy nie będzie praktycznie groziło więzienie, bo nie będzie miał w mózgu chipu do niepoprawnych poglądów... No, chyba że akurat wpadnie w tryby jakichś czystek wewnątrz elity - jakichś nowych Procesów Moskiewskich czy może dintojry jak wewnątrz PZPR w roku '68.
Tak jak celem wojny nie jest wcale, by kogokolwiek koniecznie zabijać, a to, by przeciwnika zmusić do uległości, tak samo celem totalitaryzmu nie jest wsadzanie ludzi do łagrów, czy strzelanie im w tył głowy w piwnicach Łubianki.

To zawsze można będzie jeszcze zrobić, jeśli zajdzie taka potrzeba. Na tym właśnie polega totalna władza. A na razie, "tiszie jediesz, dalszie budiesz", jak mówią nasi, już skomputeryzowani i odzyskujący siły, sąsiedzi zza miedzy. A na razie jak najpełniejsza kontrola wszystkich i wszystkiego. Oraz uzależniać, uzależniać towarzysze - wszystko i wszystkich!

Całkiem cicho się tego nowego europejskiego totalitaryzmu wprowadzić nie da, ale daje się w każdym razie bez huku wystrzałów, a to całkowicie wystarcza. Słodkie kląskanie różnych europejskich profesorów, antyfoniczne odpowiedzi usłużnych dziennikarzy, oraz co pewien czas głośne, starannie zaaranżowane ochy zachwytu szeregowych euroentuzjastów - z "Odą do Radości" w tle, ma się rozumieć - na tle tej ciszy bez huku wystrzałów bardzo ślicznie brzmią i wyraźnie uspokajają ofiary.

I tak trzymać, tawariszczi! Postrzelać se zawsze jeszcze zdążymy!

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

środa, grudnia 05, 2007

Salonowy liberał gra na fujarce

Jegomość liberał z upodobaniem grasujący po salonie24 stwierdził, że iż został stworzony na muzyka. Teraz tylko musi wybrać sobie instrument. Idzie więc do osiedlowej biblioteki, by dowiedzieć się, jakie instrumenty istnieją i jakie mają właściwości. Na rogu spotyka jednak ulicznego sprzedawcę, który w asortymencie ma kolorowe szkiełka, plastikowe koraliki i pieski kiwające główką.

Jakaś nieznana siła sprawia, że nasz liberał przystaje i wdaje się ze sprzedawcą w rozmowę.
Widzicie dobry człowieku - mówi sprzedawcy - idę właśnie wybrać sobie instrument, którym podbiję świat i wyzwolę ludzkość z odwiecznych okowów. Kiedy już każdy człowiek na ziemi, albo przynajmniej 89,67% wszystkich ludzi, będzie grał na tym samym instrumencie, co ja, powstanie Przepiękna Kosmiczna Harmonia, która w mgnieniu oka stworzy Raj na Ziemi.
Sprzedawca, który od dłuższego czasu nudził się z braku klientów, słucha tego przez chwilę wyraźnie znudzony, co nie deprymuje jednak naszego liberała - widać ta sama nieznana siła, która kazała mu do sprzedawcy przemawiać, dała mu też psychiczną odporność na brak zrozumienia u prostych ludzi. Ale co to?! Nagle wzrok prostego człowieka, w tym wypadku ulicznego sprzedawcy, rozjaśnia się, a ich właściciel przemawia w te oto słowa:
Mam ci ja tutaj instrument, który jak żaden inny nadaje się, by podbić nim świat. Otrzymałem go od pewnej czarodziejki, kiedym do niej dotarł przez siedem wielkich, od wilków i strzyg wszelakich nawiedzonych, lasów, i wdrapał się na Szklaną Górę. Tylko jeden taki istnieje w całym świecie, a i to nie jest tak do końca pewne. Trzymałem go dla córeczki pod choinkę, ale, za 49,95 zł mogę go tobie sprzedać.
Ucieszył się nasz liberał, wyjął z portfela 49,95 zł i dał sprzedawcy. Za do otrzymał instrument, który, wedle słów swego poprzedniego właściciela, nosił imię Fujarka Pastusza. I poszedł z nim do domu nasz liberał, by zacząć grać, by otwierać ludziom oczy i zbawiać świat.

I usiadł nasz liberał na stołku, ze swym instrumentem w dłoni. I zastanowił się głęboko. No bo możliwości przecież co niemiara! Można grać skocznie, można tęsknie. Można głośno, można cicho. Można każdą dłuższą nutę kończyć trylem, można zaś tego trylu, i wszelkich w ogóle fioritur, zaniechać, pozostawiając wykonywany utwór surowym, a przez to tym silniejszym w wyrazie. Może być przecudna kantylena, i może być umpa-umpa naszych zachodnich sąsiadów i Największych Przyjaciół w Unii.

Jest nasz liberał człowiekiem wykształconym i intelektualnie wyrafinowanym, w pełni tego słowa salonowym, stąd te wszystkie "tryle", "kantyleny", "fioritury" i "zachodni sąsiedzi". Gdyby był człowiekiem bardziej przyziemnym, albo po prostu młodszym, rozmyślałby sobie w tej samej chwili nad tym, ile to ma być w jego graniu czadu i na ile ma ono przypominać house, a na ile klasyczny gangsta rap. Większej różnicy w naszym opowiadaniu by to wprawdzie nie uczyniło, ale dobrze jest zasygnalizować takie subtelne różnice, pokazujące, jak mocno autor siedzi w temacie i jak świetnie ma on opanowany.

Co bystrzejsi z moich czytelników, domyślili się już zapewne, że nasz liberał nie otrzymał od sprzedawcy żadnych informacji na temat sposobu grania na fujarce pastuszej. Do biblioteki już także nie poszedł, no bo i po co, skoro mamy w rękach tak potężne narzędzie, a przed sobą czas, by je w pełni wykorzystać, by wyssać z niego całą zawartą w nim moc i tą mocą ruszyć z posad bryłę świata.

Siedzi więc nasz liberał i wyobraża sobie, jaką to cudowną muzykę za chwilę wydobędzie ze swego instrumentu. Problemy w rodzaju tego, gdzie się też sobie taką fujarkę wsadza, jak się z niej wydobywa w ogóle jakiś dźwięk, nie mówiąc już o wydobywaniu kantylen i trylów, nie zagościł dotąd w jego umyśle. I mogę moich czytelników zapewnić, że nie zagości nigdy. (Wiem, bo sam tę historię wymyśliłem, a poza tym znam paru liberałów, w tym salonowych, i piszę rzeczy z życia wzięte.)

Gdyby ktoś teraz, nazwijmy go umownie Najlepszym Przyjacielem Liberała, powiedział naszemu ulubieńcowi:
Słuchaj stary. Zapomnij na razie o przepięknych kantylenach, trylach i czadzie z gangsta rapem! Musisz najpierw wiedzieć, jak ten twój instrument w ogóle działa, nie sądzisz? A więc naucz się wydobywać z niego dźwięk - czy ty w ogóle człowieku wiesz, że tutaj trzeba dmuchać? I to z konkretnego końca, bo z drugiego jak będziesz dmuchał, to niewiele z tego wyniknie. Potem zaś naucz się wydobywać dźwięki o różnej wysokości, o różnym natężeniu, różnej artykulacji.

Choć akurat artykulacja nie jest najsilniejszą stroną fujarek pastuszych, bo tak nawiasem, mogę cię poinformować, że twój cudowny instrument jest powszechnie znany na całym praktycznie świecie, i można go spreparować w 10 minut z kawałka wierzbowej gałązki, wiem, bo sam to w dzieciństwie robiłem.

A więc, stary, jak cię lubię, muszę niestety rozkrwawić twoje słodkie serduszko i sprowadzić cię na ziemię. Minie sporo dni, zanim zagrasz cokolwiek w miarę znośnie, a o poruszaniu z posad bryły, to ty lepiej zapomnij, bo twoja fujarka to nie środek, którym można by coś podobnego próbować robić. Przynajmniej nie na trzeźwo.
Co na to odpowiada nasz liberał? Nasz liberał odpowiada coś w tym rodzaju, że on sobie wyprasza tego typu zaczepki. I że jeśli on czuje, całym sobą, że światu potrzebny jest gangsta rap, albo alternatywnie przepiękna kantylena z trylem, to wszystkie inne problemy same znikają. I że gadka o tym, gdzie należy dmuchać - jeśli w ogóle jakieś dmuchanie tutaj miałoby być na miejscu, ma się rozumieć - oraz gdzie położyć opuszki palców, przypomina mu taką oto hipotetyczną historię, którą on sobie na poczekaniu wymyślił.
Powiedzmy że Mdbwu-Mdwu, wielka szamanka plemienia Bmb'Iiiih, tworzyła na fujarce pastuszej, niemal dokładnie takiej samej jak moja, naprawdę tak przepiękną muzykę, że całe plemię podlegało jej czarowi i na przykład obywało się całymi tygodniami bez pożywienia i bez wody, za to wszystkie zwierzęta w zasięgu głosu jej instrumentu brały w ryje jabłka i ludzkim głosem prosiły o upieczenie. No i powiedzmy, że Mdbwu-Mdwu wkładała sobie fujarkę pastuszą w (excusez le mot, wszyscy uczuleni na ginekologię, którą ja, Autor tego tekstu uważam akurat za Królówą Wszechnauk) pochwę.
No i co z tego wynika? - pyta gniewnie nasz liberał - Co wynika z takich trywialnych szczegółów, jak to, gdzie sobie Mdbwu-Mdwu wkładała fujarkę? A gdyby tak wkładała ją...? Powiedzmy w ucho?
Jesteśmy ludźmi, mamy wolną wolę! - peroruje nasz bohater dalej - Liczy się więc ta wolna wola, to co chcemy osiągnąć, żeby było dobrze i sprawiedliwie! Wszystkie trywialne, a często po prostu o-brzy-dli-we, szczegóły pozostawiamy - My Liberałowie - ludziom małym, wstrętnym, głupim... Różnym zamordystom, lewakom i socjalistom. Niech żyje gansta rap i/lub kantylena! Precz z trywialnościami, jak działanie fujarki, dmuchanie i zatykanie jakichś... Tfu, tfu i jeszcze raz tfu - dziurek!
No i tak się właśnie rozmawia z liberałami. Także tymi salonowymi.

Przyznam, ja Autor tego tekstu, że - choć ten argument, ubrany w dodatku w zaiste przezabawną przypowieść, nie osiąga może jeszcze idiotyzmu pewnej niedawnej wypowiedzi pod moim postem w salonie24, w której jakiś nawiedzony euroentuzjasta porównywał obecne tworzenie się Unii Europejskiej z powstaniem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, ale i tak zająłby w moich oczach mocne drugie miejsce wśród najgłupszych wypowiedzi moich ideowych przeciwników łaskawie komentujących moje wpisy w salonie24.

Że ja sobie sam ten argument wymyśliłem? No fakt, cała ta historia, wraz ze wszystkimi cytowanymi tu wypowiedziami liberała, jest wyłącznie tworem mego własnego (chorego zapewne) umysłu. Jednak w mej opinii dość dokładnie, jak na przypowieść, oddaje istotę moich z liberałami sporów, istotę sposobu ich myślenia i ich argumentacji.

Jeśli ktoś nie wierzy, to może sobie przejrzeć moje z liberałami tutaj dyskusje. Jeśli zaś ktoś nadal uważa, że to ja nie mam racji, a liberałowie salonowi ją mają, no to czekam na ucieszną przypowiastkę z ich strony. Dobrej literatury nigdy zbyt wiele!

triarius

---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

wtorek, grudnia 04, 2007

Plemię umiera z pragnienia, czyli z Marksem i Korwinem na sawannie

Nasze plemię wędruje przez spaloną słońcem sawannę, która coraz bardziej zaczyna przypominać pustynię. Żadnego źródła wody wciąż nie widać, cała zwierzyna gdzieś się ukryła. Większość starców i ponad połowa małych dzieci zmarła już z wyczerpania.

Wody, którą mamy ze sobą w tykwach i bukłakach, starczyłoby może na trzy dni dla jednej osoby. Plemię liczy w tej chwili trzydzieści osób. Przy tym potwornym pragnieniu, jakie wszyscy czują, wspominanie o głodzie wydaje się niemal nieprzyzwoite. Jednak w innej sytuacji, sam fakt, że ostatnią rzeczą, kiedy członkowie plemienia mieli coś w ustach, poza unoszącym się wszędzie pyłem, była jedna niewielka gazela, niemal już martwa, którą znalazła w trawie jedna z kobiet i udusiła. Jej mięsem podzieliło się całe plemię. Było to ponad dwa dni temu...

Moje liczne wielbicielki! I tych paru wiernych czytelników płci obojga! Powiadam wam: otrzyjcie łzy! Na razie nie wędruję jeszcze we własnej osobie po sawannie i nie umieram z głodu. Historyjkę tę stworzyłem... Ale zaraz! - co tu właściwie było do "tworzenia"? Przecież takie historie rozgrywały się tysiącami w przeciągu istnienia naszego gatunku, z pewnością rozgrywają się i dzisiaj, choć telewizja tego nie pokazuje. Nam to nie grozi? Poniekąd racja, przynajmniej w tej chwili nam to nie grozi. Czy jednak te same w swej istocie sytuacje, choć oczywiście w innych kostiumach i innej scenografii, nie rozgrywają się cały czas? O co tu w końcu chodzi, że zapytam?

O ludzką społeczność i niewystarczające do zaspokojenia wszystkich jej potrzeb środki, czyż nie? A więc ta sytuacja nie tylko rozgrywa się co dzień, także w naszym społeczeństwie i w naszym prywatnym życiu, ale z całą pewnością (choć tutaj ludzie światli i postępowi mogą się nie zgodzić) będzie się rozgrywała jak długo istnieje ludzkość.

Po co jednak ja tę historyjkę opisałem? Przeciw komu? - jak zapytać powinien każdy, kto mnie choć trochę zna? A ten kto mnie zna jeszcze trochę lepiej, sam sobie powinien odpowiedzieć - przeciw liberałom, oczywiście!

No bo powiedzcie mi łaskawie, moi najdrożsi czytelnicy, a liberałowie w szczególności, jaki mógłby być dalszy ciąg tej prościutkiej formalnie, ale dramatycznej przecież historii? (Prosiłbym o podawanie tych dalszych ciągów w komentarzach.) Co my tu w ogóle widzimy, jakie siły i jakie mechanizmy? I jakie siły oraz jakie mechanizmy będą grać decydującą rolę w dalszym ciągu tej opowieści?

Wolny rynek? Osobiście nie dostrzegam, jaką tutaj rolę pełni, lub pełnić by mógł. Dostrzegam raczej rolę wspólnoty, oraz władzy. Jeśli ktoś narzuci innym sposób wykorzystania tego wielce ograniczonego zasobu wody - i na przykład sam ją wypije - to będzie władza w tak czystej postaci, że o czystszą chyba trudno. Jeśli narzuci swą wolę, ale postąpi mniej egoistycznie, będziemy mieli władzę, ale i jakieś związki między członkami naszej wspólnoty. Zgoda?

Żadnego wolnego rynku jednak nadal nie dostrzegam. Jeśli, powiedzmy, plemię demokratycznie, czy w jakiś inny "socjalistyczny" sposób, rozstrzygnie tę palącą kwestię, to będzie to niemal całkowity triumf tradycji tej społeczności, więzi międzyludzkich wewnątrz niej... A więc także coś, co nie tylko nie jest wolnym rynkiem, ale nawet po prostu nie mieści się w liberalny, oświeceniowym paradygmacie.

Czasem, by dostrzec, co tak naprawdę jest najważniejsze, najbardziej pierwotne, trzeba sytuację odrzeć z ozdobników, fioritur i gadgetów, aby przedstawić ją w nagiej, surowej, pierwotnej formie. Wtedy możemy dostrzec, co naprawdę jest pierwotne, co zaś jedynie ozdobnikiem. Tutaj, w naszej hipotetycznej sytuacji, na ozdobniki miejsca nie starczyło. I co? Nie ma tu nawet śladu wolnego rynku. Trudno, moi drodzy liberałowie! Ekonomia, w znaczeniu "wolny rynek", na pewno nie jest pierwotną sprawą! Wbrew temu, czego naucza Marks - widać wasza skryta miłość.

Oczywiście, można powiedzieć, że jest tu ekonomia - w końcu znalezienie wody, zdobycie mięsa, dystrybucja dóbr... Nie zaglądając nawet do słownika, zdefiniuję sobie tutaj na roboczo ekonomię, jako "wszelkie sprawy związane z produkcją, zdobywaniem, rozdziałem, własnością i wykorzystaniem dóbr". Jasne, to jest wszędzie, bo człek musi jeść, a poza tym jest istotą społeczną i żyje wśród innych, co też muszą.

Jednak problem w tym, że liberały z upodobaniem mieszają "ekonomię" z "wolnym rynkiem". (Nie mówiąc już o tym, że ten "wolny rynek" nigdy i nigdzie wedle nich nie istnieje, poza sytuacjami, kiedy oni go potrzebują w swej, zwykle kulawej, argumentacji. To naprawdę zabawne zjawisko!) A więc, proszę kochanych liberałów - prosiłbym o nie przekonywanie już ludzi, że ekonomia, w sensie takim, jaki tu podałem, istnieje zawsze, bo to po prostu oczywiste. Ale tym bardziej prosiłbym, by nie używać tej oczywistości do udowadniania, iż "wolny rynek" jest wszechobecny i pierwotny, jako praprzyczyna absolutnie wszystkiego!

Bo nie jest. Zauważył to zresztą nawet pod koniec życia wasz guru Milton Friedman, niegłupi widać facet, mówiąc coś tam w stylu, że "wolny rynek potrzebuje państwa prawa". Tak? A więc państwo, a więc prawo... A więc władza i wspólnota. Sorry!

No a na zakończenie skieruję do mojego czołowego oponenta w kwestii prymatu czy nieprymatu ekonomii, Artura M. Nicponia, taki oto argument. Twoim, słodka istotko, zdaniem, ekonomia (choć nie wolny rynek przecież) występuje dosłownie wszędzie, ergo - jest pierwotna. Bardziej pierwotna, niż poczucie wspólnoty i władza. (I nie dlatego, że tak uczą Marks z Korwinem, bo ty wiesz to sam z siebie.)

No dobra, per analogiam: chodzenie do kibla też jest powszechne i dotyczy praktycznie wszystkich. Nawet nie tylko ludzi. I jest to, czy nam się to mniej, czy bardziej podoba, cholernie ważna sprawa. Zgoda? No to teraz, czy z tej niewątpliwie prawdziwej tezy można wysnuć wniosek, że wszelkie społeczne, etyczne i polityczne problemy dadzą się wyprowadzić z powyższego faktu? Bardzo bym prosił o najkrótszy choćby i najbardziej szkicowy zarys takiej teorii!

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

wtorek, listopada 27, 2007

Tuski tego świata i postępująca niesiołowatość, czyli intelektualny dorobek polskiej blogosfery w roku 2007

Zbliża się koniec roku, więc nie od rzeczy będzie drobne podsumowanie. Proponuję zebrać najbardziej nośne, mające największy potencjał, najwięcej w lapidarnym skrócie wyjaśniające terminy powstałe na blogach w roku 2007.

Oto moje propozycje, i proszę się nie dziwić, że większość jest moja własna. Jest po temu wiele powodów, ja to:

(1) charakter czasów w których żyjemy, w których autoreklama jest absolutną postawą;

(2) fakt, że daty powstania wielu terminów p. Michalkiewicza (największego moim zdaniem mistrza w tej trudnej konkurencji) nie byłbym w stanie z zadowalającą pewnością określić;

(3) naprawdę uważam, że te moje są dobre i zasługują na masowe zainteresowanie, a przynajmniej na jakieś przewody, habilitacje i konferencje naukowe;

(4) każdy może, a nawet jest usilnie proszony, by podawał swoje własne propozycje, w tym swoje własne twory - autoreklama daje się bowiem znieść, jeśli jest powszechnie i demokratycznie dostępna.

Oczywiście chodzi o terminy w szerokim znaczeniu prawicowe, bo mądrości lewactwa (a częściowo i zbłąkanych duszyczek, czyli tzw. "leberałów") - NA DRZEWO! A już na pewno nie są mile widziane tutaj.

A więc, do ad remu! Oto moje własne typy:

1. miejsce pierwsze (jedynie wśród moich własnych typów, ma się rozumieć), ze wzgl. na ich ogromną intelektualną wagę oraz nośność, zajmują ex. equo...

realny liberalizm i liberalny rewizjonizm

2. miejsce drugie...

postępująca niesiołowatość
 
(fanfary, trąby, chóry starców zawodzą... i zawodziłyby także, gdyby niesiołowatość, zamiast "postępującej", była np. "wczesna", czy "wtórna" - I O TO PRZECIEŻ CHODZI! )


3. miejsce trzecie...

tuski tego świata

(wraz z ich pendents, czyli michnikami tego świata, biedroniami tego świata, itd.)

4. miejsce czwarte... awangardowa grupa przymiotników trafiająca w SAMO SEDNO! czyli...

tuskoidalny

(wraz z ich pendents, w rodzaju michnikoidalny czy bierdronioidalny, oraz formami pokrewnymi, jak tuskoidalność, michnikoidalność, tuskoid, michnikoid itd.)

5. teraz mamy coś w rodzaju peletonu i trudno mi będzie wytypować jednego kandydata... teraz naprawdę powinienem już odstąpić od dalszej autoreklamy i zaproponować coś p. Michalkiewicza... Może "wesołków" na tzw. "gejów"? To chyba odkrycie lingwistyczne ostatnich dosłownie tygodni, więc by pasowało...

A może, nie pieszcząc się z wrażliwym uchem różnych wykształciuchów i zagubionych duszyczek, pojechać po tzw. bandzie i zaproponować krótke, jędrne, moje własne "eurosyf"? a może homo Biedroń, coś jak "homo Homolka", tylko jakby bardziej... wiecie sami...

Albo też trza by pogrzebać w pamięci, przerzucić parę ulubionych blogów, w tym swój własny, i przypomnieć sobie inne celne, prawicowe, ruszające z posad bryłę świata, określenia... fakt, można by to zrobić... ale jeśli ktokolwiek to czyta, a w dodatku przywiązuje do tego czytania jakąkolwiek wagę, to powinien sam zaproponować swoje typy, zgoda?

A więc proponujta ludzie! Słowo jest silniejsze, niż miecz, jak powiadają, może coś w tym i jest? A jak się zbierze sporo, to możemy zrobić prawdziwy plebiscyt na zwycięzcę... Możemy zrobić konkurs na najkrótszy tekst wykorzystujący w sensowny sposób wszystkie te określenia... Możemy je sobie nawzajem wyjaśniać, możemy je dyskutować, możemy dyskutować o realnym, oraz o wirtualnym, czemu nie, świecie, z ich zastosowaniem...

A więc? Świat czeka na twoje propozycje!
triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

niedziela, listopada 25, 2007

Triarius the Tiger o historii, odpowiedzialności i liberałach

Jeśli historia czegokolwiek w ogóle uczy, to tego, że w realnym świecie podstawową i niezmienną zasadą jest odpowiedzialność zbiorowa.

Dlatego też np. liberałowie - zarówno w odmianie realnej (nawiedzone europejsy, socjaldemokraty i podobne im smętne a szurnięte typki), jak i w odmianie rewizjonistycznej (korwiniści, czciciele von Misesa, libertarianie i inne świry), nie mówiąc już o pospolitej odmianie złodziejskiej (na rodzimym gruncie np. "gdańscy liberałowie", Platforma "Obywatelska" i reszta tego szamba) - którzy niejako z definicji nie odróżniają zasad moralnych (nieważne - autentycznych, urojonych czy własnoręcznie wypichconych dla doraźnego użytku) od realnych faktów, nie mówiąc już o tym, ze własne chęci niemal zawsze biorą za rzeczywistość - nigdy nie tylko czegokolwiek z historii, ale nawet po prostu z realnego życia, nie zrozumieją.



Triarius the Tiger

N.G. Dávila naprzeciw świata tuskoidów

Znowu nieco Dávili w moim własnym przekładzie:


- Arystokracje są dumne, ale bezczelność to fenomen typowy dla plutokracji. Plutokrata wierzy, że wszystko da się kupić, arystokrata wie, że lojalności kupić nie można.

* * *

- Tym, którzy ze społecznej użyteczności mitów wyciągają wniosek o użyteczności kłamstwa, należy przypomnieć, że mity są użyteczne z powodu prawd, które zawierają.

* * *

- Historia ukazuje dwa typy anarchii: taki, który wynika z wielości sił, oraz taki, który wynika z wielkiej liczby słabości.

* * *

- Nie jest tak, że ludźmi nie da się rządzić. Po prostu jest tak, że rzadko rządzą godni, aby rządzić.

* * *

- Wystarczy spojrzeć na twarz współczesnego człowieka, by zrozumieć cały bezsens przypisywania etycznego znaczenia jego zachowaniom seksualnym.

* * *

- Dyscyplina, porządek, hierarchia, to wartości estetyczne.

* * *

- Wielkie idiotyzmy nie pochodzą od ludu. Najpierw uwodzą ludzi inteligentnych.

* * *

Dopóki go nie biorą na serio, ten który mówi prawdę, może przez jakiś czas przeżyć w czasach demokratycznych. Potem cykuta.

* * *

- Zło triumfuje jedynie tam, gdzie dobro stało się mdłe.

* * *

Erotyzm i gnostycyzm to jedyne sposoby ucieczki jednostki przed anonimowością masowego społeczeństwa.

* * *

- Historia pozwala zrozumieć, ale nie wymaga, by przebaczyć.

* * *

- Przywrócenie dawnego liturgicznego gestu może dzisiaj pachnieć herezją. Obecna komunia na stojąco, jest na przykład wyrazem pychy.

* * *

- Aby uczciwie pisać dla innych, trzeba przede wszystkim pisać dla samego siebie.

* * *

Pewne traumy w duszy społeczeństw wydają się być jedyną nabytą cechą, którą się dziedziczy.

* * *

- Sekretną metodą techniki zdaje się być pozbawienie wszystkich rzeczy smaku. Jej emblematem jest kwiat bez zapachu.

* * *

Można by z łatwością zarzucić nauce, że zbyt łatwo wpada w ręce idiotom, gdyby przypadek religii nie był równie ciężki.

* * *

- Zdobywać wykształcenie, to uczyć się, że pewna klasa pytań po prostu nie ma sensu.

* * *

- Rewolucje dokonuje się, by zmienić posiadaczy dóbr i nazwy ulic. Rewolucjonista, próbując zmienić "warunki życia człowieka", w końcu go rozstrzeliwuje, jako kontrrewolucjonistę.

* * *

- Etyka i estetyka, rozwiedzione, poddają się z każdym dniem łatwiej kaprysom człowieka.

* * *

- Każda nowa zdobycz człowieka to nowa plaga, karząca go za jego pychę.

* * *

- Piekło to miejsce, gdzie człowiek zrealizowałby wszystkie swoje projekty.

* * *

- Większość rzeczy, których człowiek "potrzebuje", nie jest konieczna.

* * *

- Wyzwolenie obiecywane przez każdy nowy wynalazek w końcu zawsze zwiększa podległość tego, kto z niego korzysta wobec tego, kto go produkuje.

* * *

- Wbrew temu, czego się dzisiaj naucza, łatwy seks nie rozwiązuje wszystkich problemów.

* * *

- Literatura i sztuka szybko jałowieją tam, gdzie ich uprawianie bogaci, zaś ich podziwianie daje prestiż.

* * *

- Na świecie wcale nie dzieje się aż tak źle, uwzględniając, kto nim rządzi.

* * *

- Nadmiar prawodawstwa pozbawia męskości.

* * *

- Obłok kadzidła wart jest tysiąca kazań.

* * *

- Racjonalizacja dogmatów, złagodzenie moralności, uproszczenie rytuału - nie ułatwiają zbliżenia niewierzącym, a tylko zbliżenie do niewierzących.

* * *

- Ludzie z każdym dniem rodzą się coraz bardziej odpowiedni do zawarcia ich w statystykach.

* * *

- Problem, który nie jest ekonomiczny, nie wydaje się w naszych czasach być godnym, by zajmował się nim poważny obywatel.

* * *

- Dekadencja wiele rzeczy czyni przyjemnymi.

* * *

- Ludzkość z radością wita jedynie zaproszenia do katastrofy.

* * *

- Pozbywszy się chrześcijańskiej tuniki i rzymskiej togi, Europejczyk stał się jedynie bladym barbarzyńcą.

* * *

- Ustępstwa wobec przeciwnika napełniają idiotę podziwem.

* * *

- Demokrata zmienia w naukach społecznych metodę, kiedy jakaś konkluzja jest mu niewygodna.

* * *

- Dusza marksisty kamienieje z wiekiem, dusza lewaka z wiekiem staje się gąbczasta i miękka.

* * *

- Różnica pomiędzy "organicznym" i "mechanicznym" w życiu społecznym jest moralna: "organiczne" wynika z niezliczonych skromnych działań, "mechaniczne" zaś z jednego decydującego aktu pychy.

* * *

- Względność gustu jest wymówką stosowaną przez epoki mające zły gust.

* * *

- Nie dawajmy głupim opiniom tej przyjemności, by nas szokowały.

* * *

- My, reakcjoniści, dostarczamy głupcom tę radość, że czują się dzięki nam śmiałymi awangardowymi myślicielami.

* * *

- Pokonany nie powinien się pocieszać możliwą przyszłą odpłatą przez historię, a tylko znakomitością swej sprawy.

* * *

- Kiedy mierzymy wysoko, ogół nie ma szansy wiedzieć, czy trafiamy.

* * *

- "Należeć do swojego pokolenia", to bardziej decyzja podejmowana przez ludzi stadnych, niż rzeczywista konieczność.

* * *

- Liberał zawsze się myli, ponieważ nie odróżnia konsekwencji, które przypisuje własnym zamiarom, od tych, które jego zamiary naprawdę mają.

* * *

- Zastępując zmysłową percepcję jakiegoś obiektu abstrakcyjną intelektualną konstrukcją człowiek sprawia, że zdobywa świat i gubi duszę. (coś tu było nie tak, poprawiłem, ale nie wiem czy wiernie)

* * *

- Tylko to, co nieoczekiwane, daje w pełni satysfakcję.

* * *

- Prawo jest najłatwiejszym sposobem sprawowania tyranii.

* * *

- Reakcyjne teksty wydają się przestarzałe współczesnym i niezwykle aktualne potomności.

* * *

- Każda z kolejnych ortodoksji dowolnej nauki wydaje się jej adeptowi definitywną prawdą.

* * *

- Wszystko, co fizycznie możliwe, wkrótce wyda się współczesnemu człowiekowi pożądane moralnie.

* * *

- Dobra wczorajsza książka wydaje się słaba jedynie ignorantowi. Za to marna współczesna książka może się wydawać dobrą nawet człowiekowi wykształconemu.

* * *

- Każda metafizyka musi operować na metaforach, a większość kończy operując jedynie na metaforach.

* * *

- Nic tak dobitnie nie ujawnia ograniczeń nauki, jak opinie uczonego na jakikolwiek temat spoza jego wąsko pojętej dziedziny.

* * *

- Człowiek współczesny podziwia jedynie teksty histeryczne.

* * *

- Współczesny człowiek kompensuje solidność swych budowli kruchością fundamentów, na których je wznosi.

* * *

- To nie tam, gdzie tracą znaczenie mitologiczne aluzje, kończy się ślad greckiej cywilizacji, a tam, gdzie zapomina się o ograniczeniach związanych z człowieczeństwem.

* * *

- Bliźni nas denerwuje, bo wydaje się być parodią naszych własnych defektów.

* * *

- Jedynymi oznakami cywilizacji są jasność, logika, porządek i dobre obyczaje w codziennej prozie.

* * *

- Najbardziej charakterystyczną cechą współczesnego przedsiębiorstwa jest rozziew pomiędzy ogromem i złożonością technicznego aparatu, a błahością końcowego produktu.

* * *

- Książka, która choć trochę nie szokuje eksperta, nie ma powodu w ogóle istnieć.

* * *

- Kiedy tyranem jest bezosobowe prawo, człowiek współczesny uważa się za wolnego.

* * *

- Świat staje się pełen sprzeczności, kiedy zapominamy, że wszystkie rzeczy mają swoją rangę.

* * *

- "Sztuka współczesna" wydaje się być wciąż żywa, ponieważ nie została przez nic zastąpiona, nie dlatego, ze nie umarła.

* * *

- Do końca wieku XVIII to co człowiek dodawał do natury, zwiększało jej piękno. To co dodaje od tamtego czasu, niszczy ją.

* * *

- Istnieją takie rodzaje ignorancji, które wzbogacają umysł, i takie rodzaje wiedzy, które go zubożają.

* * *

- Rozpoczęto od nazywania "demokratycznymi" instytucji liberalnych, skończono zaś na nazywaniu "liberalnymi" demokratycznego niewolnictwa.

triarius

---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.