sobota, stycznia 23, 2010

Bloger wiki3 R.I.P.

Właśnie się dowiedziałem, że niedawno zmarł bloger wiki3 - w realu pan Wiesław Mojzych. Bardzo sensowny i sympatyczny gość, który pisał znakomite, głębokie teksty, i z którym dobrze się zawsze rozumieliśmy. Bez żadnej zgrywy - zastanawiałem się parę razy od czasu, kiedy przestał cokolwiek w sieci pisać, co się z Nim stało, ale w końcu w sieci taki galimatias, że nie wydawało mi się to aż tak niezwykłe. Ot, myślałem sobie, akurat ma coś lepszego do roboty, albo może cierpi na chwilowy brak weny.

Oto link do sieciowego nekrologu pana Wiesława Mojzycha - blogera wiki3 - gdzie można także zapalić dla Niego wirtualną świeczkę: http://pozegnania.net/3324103


Reqiescat In Pace


triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

21 komentarzy:

  1. u mnie też pożegnanie Wikiego.
    http://iwona.jarecka.salon24.pl/151815,zmarl-wiki3

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie wszedł mój koment!

    U meni też o Wikim.

    http://iwona.jarecka.salon24.pl/151815,zmarl-wiki3

    Pozdro.

    ps.A Jacek nawet piękny poetycko - liryczny post napisał.
    http://jacek.jarecki.salon24.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Iwona Jarecka

    Nie to że cenzura, po prostu chciałem coś zmienić we własnym komęcie, zmieniłem na moderację komętów, a potem zostawiłem z bezmyślności.

    Teraz już możesz.

    Co wikiego to boleję razem z Wami. Jacka widziałem, choć co ja tam wiem o poezji.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  4. Skutki demoliberalnej edukacji:
    "Uczniowie mogli się zgłaszać, kim chcą być w tym wyjątkowym dniu. Zauważyłem, że dziewczyny chciały być nauczycielami płci męskiej, chłopcy zaś wcielali się w role nauczycielek. Mężczyźni założyli więc pończochy i sukienki, a dziewczyny postarały się o męskie stroje, np. założyły marynarki."

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałem sobie u Wikiego:
    "(...)Nie pierwszy raz, dorobiłem się takiej własnej choroby, choroby niezbywalnej, raz jest aktywna innym razem czeka w ukryciu na sprzyjającą okazję i taka się właśnie nadarzyła.
    Moje choróbsko od wielu lat jest dobrze opisane przez lekarzy - walczyli z nim trzy razy w szpitalu z dobrym skutkiem.(...)
    (...)Po kilku dniach port jest na swoim miejscu, znowu prześwietlenie i oczekiwanie na terapię.
    Tym to sposobem spokojnie minęło ponad trzy miesiące! Jeśli mam, lub miałem, to mi te szanse uciekają, lub już uciekły.
    Moje spostrzeżenia są następujące: Byłem w sumie u lekarza domowego trzy razy i u trzech specjalistów pięć razy, wszyscy lekarze byli bardzo mili, jednak ani jeden nie zbadał mnie osobiście, ani nie przeprowadził rzetelnej rozmowy jak się czuję co mi dolega nie dał żadnych wskazówek co i jak mam robić, ani żadnych leków, choćby podtrzymujących.
    Polegali jedynie na papierkach, w ich gabinetach czułem się jak w gminie przy załatwianiu formalności administracyjnych, to byli urzędnicy.(...)"
    To był odważny facet. Jak widać spokojnie i świadomie szedł na swoje spotkanie ze śmiercią. Życzę takiej postawy jego czterem NFZ-owskim uzdrowicielom, gdy i oni pewnego dnia "wejdą na drogę wszystkich śmiertelnych".

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny opis psucia się KRK już na początku XX wieku u Wielomskiego: "Panujący wówczas na Stolicy Piotrowej papież Pius XI wykazywał prawdziwie bizantyńską uległość wobec władzy świeckiej. Pamiętajmy, że jest to ten sam papież, który w roku 1926 potępił Action Française i zalecił francuskim katolikom politykę ralliement z demoliberalnym państwem; to Pius XI podpisał Traktaty Laterańskie z faszystowskimi Włochami, uznając tym samym aneksję Państwa Kościelnego i zawarł konkordat z III Rzeszą. Badacze tej problematyki twierdzą, że polityka Piusa XI cechowała się najzwyklejszym oportunizmem w postaci podporządkowywania się każdej władzy o ile decyduje ona o pozycji materialnej i prawnej Kościoła w państwie . We Francji lat 20-tych nuncjusz apostolski zalecał episkopatowi nawet popieranie rządzącej lewicy . Rzym wyrzeka się, za pontyfikatu Piusa XI, wszelkich związków z radykalnymi, choć katolickimi ruchami antyestabliszmentowymi, negującymi nie tylko demokratyczny, lecz i laicki charakter państwa. Watykan oskarżał Cristeros o zabobony, przesądy i idolatrię, czyli zarzucił buntującym się katolickim chłopom herezję. Gdy w 1932 roku abp Díaz począł oponować przeciwko nie dotrzymywaniu przez rząd zobowiązań kończących rebelię Cristeros, Rzym nakazał mu milczenie i poddanie się władzy . Pius XI nakazuje bowiem katolikom wygasić ducha krucjaty i ukorzyć się każdorazowo przed państwem. Wskazuje się, że papież ten był prekursorem reform II Soboru. Kościół „porządku”, dbały o sferę polityczną, porządek, dyscyplinę, nauczający szacunku dla władzy, tradycji i autorytetów, w nauczaniu piusowym ustępuje zupełnie nowemu modelowi Kościoła skupiającego się na wnętrzu człowieka, dbającego o jego duszę, ewangelizującego jego umysł. Kościół przestaje być walczący, wojujący, polityczny, staje się kontemplujący i uległy wobec świata, gdyż przestaje cenić przywództwo polityczne, skupiając się na ewangelizacji."

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzepa podaje: "Niecały rok temu szef komisji ds. ekologii brytyjskiego rządu Jonathon Porrit zaproponował wprowadzanie prawnych limitów na liczbę rodzonych dzieci. W Wielkiej Brytanii ten pomysł ma bardzo wielu zwolenników. Dalej Porrit przekonywał, że wzrost populacji powinien być zahamowany przez pełną refundację aborcji na życzenie. W jednym ze swoich tekstów pisał, że jeżeli miałoby zabraknąć pieniędzy, lepiej zaprzestać drogiego leczenia ludzi starszych, niż rezygnować z dopłat do antykoncepcji i aborcji. Przypominam: Jonathon Porrit nie jest zielonym oszołomem. On pracuje dla brytyjskiego rządu. Walka z ociepleniem przez walkę z człowiekiem to nie tylko pomysł Brytyjczyków."
    Swoją drogą Kirker i Kashmir mogliby założyć jakąś partię "Patriotycznych Zielonych" i oprotestować Nordstream. Może pozwoliłoby to pobić lewactwo jego własną bronią, co Tygrysie?

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Anonimowy

    Koszmar! Takie typy powinno się eliminować, jak AK kolaborantów. Ale to niewinny faszyzm jest zakazany...

    Co do Kirkera, jasne, mógłby. Wreszcie byłoby z niego nieco konkretnego pożytku.

    Ale dlaczego akurat on, że spytam? On jest Zielony? W TYM sensie?!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  9. Poszedłem na stronę tego Porritta.

    Toć to brytyjski Al Gore, bez błyskotliwości i dogłębnej znajomości polityki, nauki i socjologii Gore'a.

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Mustrum

    Ty tak poważnie? Tak Cię zachwyca socjologia tego Gore'a? I cała reszta?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  11. @ Triarius

    Kirker NIE jest w chwili obecnej żadnym zielonym, nienawidzi tych drani z całej duszy. Nie zmienia to jednak faktu, że Kirker i Kashmir są przyrodnikami z ośrodka warszawskiego i mogliby stanąć na czele jakiejś organizacji pozarządowej, harmonijnie łączącej obronę przyrody z obroną Polski poprzez zablokowanie Nordstreamu.
    Wymagałoby by to jednak od nich pewnej elastyczności, musieli by krótko mówiąc powtórzyć drogę Piłsudskiego, "skierować w stronę walki narodowyzwoleńczej żywioły, których pochodzenie i wychowanie popychało w kierunku wprost przeciwnym, w stronę rewolucyi socyalnej".

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Anonimowy

    A, rozumiem. Masz rację.

    Swoją drogą św.p. wiki3 by się do tego nadał (był). On się chyba po prostu za kogoś takiego właśnie uważał: prawicowego ekologa. (W sensie działań i przekonań, nie specjalizacji naukowej.)

    W ogóle, gdyby ludzie mieli jajca, to można by sporo podobnych rzeczy zrobić, i co najmniej zamącić lewiźnie.

    Np. wymyślone niegdyś przeze mnie MULIERYSTKI, które Iwona Jarecka nawet poniekąd podjęła, ale niewiele z tego na razie wyszło. (Nie żebym się dziwił, takie czasy.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  13. Tomasz Gabiś ostrzega przed eko-bolszewizmem: "Ulli Kulke w „Die Welt” przytacza szereg wypowiedzi niemieckich i amerykańskich socjologów i politologów, którzy – biorąc za punkt wyjścia apokaliptyczne „prognozy pogody” – dowodzą, że należy przemodelować cały porządek społeczny. Okazuje się, że dla „ratowania planety” przed klimatycznym „końcem świata”, trzeba będzie porzucić obecny model liberalnej demokracji i zastąpić go modelem autorytarnym, ale, dodajmy, nie autorytarno-liberalnym, lecz autorytarno-socjalistyczno-totalitarnym. Kulke uważa, że obecna debata o zagrożeniach dla klimatu może wtrącić liberalną demokrację w kryzys legitymizacji. Na przykład psycholog społeczny Harald Welzer i politolog Claus Leggewie dość otwarcie lansują model chiński, jako ten, który – ze względu na scentralizowaną strukturę władzy – lepiej poradzi sobie z zagrożeniami dla globalnego klimatu niż tradycyjna demokracja parlamentarna. Nawet Vaclav Havel oświadczył: „Nie zgadzam się z tymi, którzy ostrzegają przed ograniczeniami wolności obywatelskich. Jeśli sprawdzą się przepowiednie niektórych badaczy klimatu, to nasze wolności będą tak wielkie, jak wolność człowieka zwisającego z parapetu na dwudziestym piętrze”. Cóż, typ argumentacji jakby znajomy. Na razie, pisze w zakończeniu swojego artykułu Kulke, nikt nie woła o dyktatora, ale w czasach wielkich lęków zawsze wybijała godzina totalitarnych fantazji."

    OdpowiedzUsuń
  14. ciekawy blog, za każdy komentarz się rewanżuje więc zapraszam do mnie jeżeli chcesz się dowiedzieć o najnowszych nowinkach z życia sportu. Zapraszam na www.sportnazawsze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. ciekawy blog, za każdy komentarz się rewanżuje więc zapraszam do mnie jeżeli chcesz się dowiedzieć o najnowszych nowinkach z życia sportu. Zapraszam na www.sportnazawsze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Anonimowy

    Widzisz, dla mnie to jest tak... Używanie do tego celu klimatu wydaje mi się cyniczną propagandą, lub, jeśli delikwent w to wierzy, dowodem głupoty. Jednak z tą liberalną demokracją nie jest aż tak słodko, jak się ludziom zdaje. Powiem w skrócie, jak to, po szpęglerystycznemu, widzę...

    Zawsze rządzi jakaś elita, choćby rządziła, we własnym przekonaniu, w imieniu mas i te masy starała się, choćby w całkiem dobrej wierze, politycznie zmobilizować i "wyzwolić", czy coś.

    Najpierw była szlachta z jednej i duchowieństwo z drugiej strony. Jedno traktowało ówczesne państwo jako własną w sumie, rodzinną domenę - drugie starało się narzucić temu "państwu" (i szerzej) pewną wzniosłą i odległą od życia wizję doskonałości (nie mówię, że to źle, mówię o faktach).

    No i była monarchia, która miała wizję państwa bardziej dalekosiężną, jednocześnie bardziej abstrakcyjną od jednych, a bardziej ziemską od drugich. Lawirowała, sprzymierzała się z jednymi i/lub drugimi...

    No i była rosnąca klasa ludzi, za którymi przemawiał intelekt i/lub kapitał, czyli ekonomia. To z czasem nie byli już ludzie Kościoła (jaki on by nie był, bo mówimy ogólnie o Wielkich K/C), nie byli po prostu sługami możnych czy Korony. Byli coraz bardziej osobną klasą.

    No i dopóki oni walczyli o swoje - a przy okazji "ludu" - "wyzwolenie"... Byli klasą w miarę spójną i politycznie ważką.

    c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
  17. @ Anonimowy c.d.

    Z czasem tej klasie - a w pewnym sensie po prostu intelektowi i kapitałowi! - udało się rozmontować zarówno dawną szlachtę (przy pomocy licznych mniej lub bardziej naturalnych procesów historycznych, genetycznych, ekonomicznych, wojen itd.), kler i religię, oraz monarchię.

    Wtedy owa klasa stopniowo okazywała się być tylko "chwilową" koalicją całkiem różnych interesów, której tylko wspólny wróg służył za zwornik i hasło bojowe.

    Jednak faktycznie lud został w dużej mierze zmobilizowany, a w pewnym sensie także wyzwolony, a kapitał i (w mniejszej o wiele mierze) intelekt rządziły niepodzielnie.

    No bo, nie oszukujmy się - lud może sobie żyć luźno, mając władzę w dupie, w jakimś szwajcarskim kantonie w wieku XIV, nie w wieku XX w środku Europy! Wytworzył się system, w którym "demokracja", głosowania itd. stały się "rytualną rywalizacją" (Konrad Lorenz) walki pomiędzy różnymi grupami i frakcjami "burżuazji" (czyli klasy kapitału i intelektu).

    c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
  18. @ Anonimowy

    Działało to, i nadal poniekąd działa, ale coraz marniej. A do tego, co jest chyba najistotniejsze, coraz mniejsza jest potrzeba utrzymywania całej tej w sumie fikcji.

    Jasne, ludem można manipulować za pomocą prasy - a o wiele lepiej za pomocą telewizji... i internetu (!) - ale właściwie po co ponosić dodatkowe koszty? Po co cała ta nieefektywność, te tarcia, te straty energii, czasu, forsy...?

    Tym bardziej, że raz po raz jakaś grupa, której się w DEMOKRATYCZNYCH WYBORACH nie poszczęściło, działa na własną rękę, naginając, gwałcąc, albo ignorując Święte Zasady Demokracji Liberalnej.

    Tak więc sytuacja jest taka, jaka była np. w Rzymie w latach powiedzmy z grubsza 200 - 0 przed Chrystusem. Demokracja była parawanem, dekoracją, za którą żarły się buldogi. Coraz ostrzej i coraz więcej tego było widać... Jeśli ktoś by to obserwował oczywiście, najlepiej z perspektywy 2 tys. lat, bo wtedy mało kto się trzeźwym obserwowaniem zajmował.

    c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
  19. @ Anonimowy c.d.

    Potem było co? Potem przyszedł zamordyzm... Sulli (brutalny, kończący z wieloma aspektami republiki, czyli demokracji, ale w sumie chwilowy)... Cezara (praktycznie monarchia, tyle że przerwana zamachem)... no i Augusta...

    Republika, czyli w sumie demokracja, choć oczywiście NIE liberalna, się skończyła jako realny fakt, ale jej pozory były jak najbardziej kultywowane. Był to tzw. pryncypat.

    Dopiero po jakimś czasie, kiedy lud i ówczesna "burżuazja", czyli kapitał i intelekt, pogodziły się w sumie z tym nowym zamordyzmem, dekoracje zostały usunięte, ponieważ cesarstwo miało większy już urok i charyzmę, niż odległa wizja republiki. (Dotychczasowa - stoicka przede wszystkim - opozycja stopniowo się wypalała. A wcześniej mieliśmy masę zamachów, Brutusa z Cassiusem, no i historyków w rodzaju Tacyta. Wszystko stoicy.)

    W końcu, co celnie zauważa Spengler, nawet sam cesarz mógł się ogłosić stoikiem. (Co jest super ironią, jeśli ktoś takie rzeczy zauważa.)

    No i to właśnie mamy teraz. Bez manipulacji - opisanych np. przez Spenglera we fragmencie o prasie, który kiedyś przetłumaczyłem - demokracja liberalna nigdy przecież i tak działać nie mogła. Narzekanie na demokrację, plucie na nią, uważam za idiotyzm, bo to tylko scena, na której tak czy tak rządzą pewne elity (nie mówię, że koniecznie super, ale jednak elity).

    Tylko, że to się już rozłazi, bo nie ma komu tej dekoracji remontować, i właściwie po co?

    c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
  20. @ Anonimowy c.d.

    Wracając na zakończenie do naszej własnej C... Oczywiście elity są różne: jedne wciąż walczą o "wyzwolenie ludu", inne wolałyby cofnąć ten "postęp", inne walczą o swój kraj, jeszcze inne o swoje brudne mniej lub bardziej interesy... Głosząc przy tym różne hasła, w które wierzą mniej lub bardziej.

    Jednak próby zrobienia konserwatywnej rewolucji zostały na Zachodzie radykalnie pokonane, a teraz samo głoszenie podobnych idei stanowi przestępstwo... I gorzej, bo stanowi pogwałcenie pewnego tabu, zasadniczo RELIGIJNEGO.

    I tutaj można by sporo, ale to są rzeczy trudne i nie nadające się, niestety, dzisiaj do tak publicznego rozważania. Ale sapienti sat i warto o tym pomyśleć.

    Ja więc, żeby podsumować, śmieję się z durniów nadymających się pogardą dla demokracji, jednocześnie zgadzając się, że to tylko pozór i nie ma się czym przesadnie podniecać. Tak czy tak te miliardy lemingów muszą być trzymane za pyski, bo inaczej zdechną z głodu i wszy je zjedzą... Choćby tylko to.

    I sprawa dotyczy tylko kwestii tego KTO I W JAKIM CELU będzie tymi lemingami rządził. Czy chodzi w sumie o wartości, dobro i zachowanie tego, co się zachować da, czy też o Biedronie, Nowego Człowieka i chore wizje różnych psychopatów. Na razie psychopaci wygrywają na całej linii, a alternatywy nie widać. Ale cóż, może się to kiedyś zmienić, choć żadnej potencjalnej konserwatywnej elity nie dostrzegam, nawet w zarodku. Herbert z Kaczmarskim to jednak nie to. A samo czytanie Davili też sprawy chyba nie załatwi, nawet w najbardziej optymistycznym wariancie.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń