niedziela, kwietnia 03, 2016

O jednym genialnym Ezopie

Czytałem ci ja kiedyś taką bajkę Ezopa... Nawiasem po łacinie, bo było to w ramach przecudnego radiowo-książkowego kursu "Łacina bez pomocy Orbiliusza"... (Od lat nawiasem nie mogę się nadziwić, że jedyny w historii radiowy kurs martwego języka był właśnie w PRL, za Gierka, a w dodatku była to łacina, która dla wciąż balansujących na skraju Zachodu i wschodniej barbarii Polaków jest jak pożywna pierś i smakowita matki, ach! Ale co wy o tym możecie wiedzieć, "łacińska cywilizacjo".)

Czytałem więc, a także zapewne usłyszałem, ową bajkę Ezopa, która była o tym, że Żmija, wzruszona prośbami Jeża, któren nie miał się gdzie podziać na zimę, zaprosiła go do swojej jamki, gdzie zaraz jeż zaczął się wiercić, dotkliwie raz po raz kłując gospodynię, a kiedy ta się skarżyła i prosiła go, by przestał, robił się coraz bardziej niegrzeczny i bezczelny, aż na koniec żmija, w środku zimy, uciekła z własnego domu na tułaczą poniewierkę. Tyle!

Nie wymaga wielkiej tygrysicznej inteligencji dostrzeżenie w tej historii sprzed ponad dwóch i pół tysiąca lat analogii z tym, co się w Europie dzieje całkiem ostatnio, a przy jeszcze nieco większej inteligencji automatycznie człowiek zaczyna się zastanawiać dlaczego Ezop wybrał takie dziwnie mało sympatyczne stworzenie do roli pozytywnego i skrzywdzonego bohatera - tym bardziej, że szwarccharakterem jest całkiem sam w sobie sympatyczny Jeżyk... Tyle że kolczasty, ale czy to jego wina?

Ja się nad tą kwestią, przyznam otwarcie, zastanawiam od samego początku, czyli już ponad 35 lat. Przy Ezopie to oczywiście nic nie jest, ale w skali ludzkiego żywota to całkiem przecie sporo, zgoda? Nie powiem, że mi nic do głowy nie przychodziło, ale nigdy dotąd jakaś jednoznaczna i klarowna odpowiedź mi się nie sformułowała. Aż do teraz. No to wy się też spróbujcie nad tym zastanowić. Tylko galopem!

Nie chciałbym bowiem, byście i wy zastanawiali się nad tym 35 lat, bo wtedy może mnie tu już nie być, albo w każdym razie może tu nie być tego bloga, którego zastąpią osiemset-wymiarowe hologramy oparte na technologii odkrytej przypadkiem podczas badania Alfy Centauri, a opartej na pyłku kwiatowym z Saturna. Czy coś podobnego. (Wygłupiam się oczywiście, niczego takiego już nigdy nie będzie, co by Nicki tego świata sobie na podstawie obejrzanych filmów wyobrażały.)

Więc się zastanawiacie...

I się zastanawiacie...

I się zastanawiacie...

I się zastanawiacie...

Już? Mogę powiedzieć o co panu E. chodziło i dlaczego świadczy to o jego geniuszu? W dodatku o geniuszu PONADCZASOWYM? Każdy szmirus potrafiłby wymyślić bajeczkę o rozkosznym mięciutkim Króliczku, cynicznie wykorzystanym przez paskudnego Tasiemca, albo przez paskudną... No przecież, że Żmiję! Prawda? Ezop jednak tego nie zrobił, a naszych aktorów poumieszczał niemal dokładnie w przeciwnych rolach do tych, w których by ich obsadził przeciętny reżyser.

Otóż moja odpowiedź jest taka: Ezop po prostu właśnie nie chciał, żeby to była historia słodkiego, może nieco wprawdzie naiwnego, stworzonka, wykorzystanego przez paskudnika bez sumienia. To miała być historia (i pięknie się to panu E. udało), o tym, że słodycz słodyczą, może my Polacy... Albo raczej "my Grecy", naprawdę jesteśmy cudne ptacy, najcudowniejsze skrzydlate stworzenia pod słońcem, i w ogóle... Albo i nie... Może nawet przeciwnie...

Natomiast nasz gość, z początku wcale nie taki znowu "nieproszony", ale szybko niechciany i, powiedzmy to sobie otwarcie - w przykry sposób agresywny, wcale nie musi być z natury czymś paskudnym... Tyle, że to nie ma większego znaczenia! Tu chodzi o naszą jamkę, nasz domek, i jeśli jakiś gość - słodki z natury, czy nie, nawet niech ci on będzie z początku miły naszemu sercu, a nasza gościnność dająca nam błogie poczucie, żeśmy oto jeszcze cudniejsze ptacy, niż przed chwilą, i że niechybnie pójdziemy do nieba...

To nie jest tutaj istotne. Ważne jest to, że gość to jest gość, a facet, który nam w jakikolwiek sposób odbiera nasz domek, albo jego istotną część, odbiera nam nasza SUWERENNOŚĆ, przestawia nam nasze życie w istotny sposób niezgodnie z naszą w tej kwestii wolą, w dodatku trwale... To po prostu nie jest fajny gość, a zapraszanie takiego gościa do siebie, do swojej jamki (tu mi się nagle w mózgu pojawiły jeszcze inne skojarzenia, ale dla wspólnego dobra zamilczę), choćby płakał i trząsł się z zimna, nie jest jednoznacznie mądrą, czy nawet jednoznacznie wzniosłą, decyzją.

Tak to widzę i mam niepłonną, że paru ludzi przekonałem, iż Ezop wielki był, a ci Grecy, choć nie mieli różowych golarek, ani nawet komórek, wiedzieli o świecie parę rzeczy, których my się już nigdy dowiedzieć chyba nie zdążymy... (No, chyba żebyśmy pilnie studiowali Panatygrysiego blogaska.)

triarius

32 komentarze:

  1. Ezop wielki był ale każdy dobry uczynek zostanie ukarany. Po prostu, świat tak jest zbudowany.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo! A to ci nowina! To była tez wersja radiowa łaciny bez pomocy horacejskiego plagosusa? Całą swą watłą jej (tzn łaciny)znajomość zawdzięczam właśnie tej książeccea autorstwa Winniczukowej, choć zapału mi wystarczyło na 1/3 jej zawartości (w kazdym razie przed bajką "De erinaceo et vipera").

    Taa! Sympatyczny jeżyk i podstepna złowroga żmija... Ale jest tam też bajka "Duży lew i mała myszka" z sentencją "Nullus exeguitatem et impotentiam spernere debemus".

    Niestety jak mawia pewien kolumbijczyk "Człowiek nowoczesny jest błotem, którego żadna ręka nie zdoła wymodelować." I gówno wie o świecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę że Plagosusa wciąż trzymasz przy łóżku, co jest oczywiście dziko chwalebne. (No bo przecież nie pamiętasz tego aż tak dokładnie? Ja z pewnością nie.)

      Pzdrwm

      Usuń
  3. Moja Babcia mawiała "Każdy dobry uczynek będzie SŁUSZNIE ukarany".

    I jest w tym dużo prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  4. https://en.wikipedia.org/wiki/The_Hedgehog_and_the_Snake

    OdpowiedzUsuń
  5. Bym zapomniał, dlaczego tak jest zbudowany? Bo święte prawo własności nie jest w genach zapisane, przeciwnie wprost.

    OdpowiedzUsuń
  6. W genach to mamy na pewno zapisane święte prawo do śmierci a nie jakieś leberalne pierdolety!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telomer krzywo się uśmiecha :)

      Usuń
    2. Poczucie własności, jak zapytać mrówkę albo termita?

      Usuń
    3. @ Anonimowy

      "Poczucie"? (Że się wetnę.) POCZUCIE to one na pewno mają, tyle, że leberały pieprzą o "świętym prawie", a to jest całkiem co inne, niż "poczucie" czy inny "instynkt".

      Nawet np. Ardrey b. ładnie pokazuje, jak to niektórzy ptacy mają rozbuchane poczucie własności, instynkt do nieruchomości i błyskotek (sroka np.), szczególnie niebieskich. Tylko że to jest całkiem nie to samo.

      Że ja chcę moje zatrzymać i powiększyć - kosztem Twojego i jeszcze paru, to jest czyste niemal zaprzeczenie leberalnego "świętego prawa". Ale instynkt jak najbardziej.

      Chyba że czegoś nie zrozumiałem.

      Pzdrwm

      Usuń
    4. Który to ten Telomer i dlaczego taki krzywo wesoły?

      Pzdrwm

      Usuń
  7. O telomerze w Google, krzywy uśmiech nie oznacza radości, w tym wypadku może oznaczać dożywocie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Krzywy uśmiech to może mieć Ołownikow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dość że w 2009 amerykański tercet egzotyczny zgarnął Nobla za eksperymentalne potwierdzenie jego teorii, to jeszcze wśród nich zabłąkał się jakiś potomek priwiślińców, niejaki Szostak.

      Usuń
    2. Komentarz: Anonimowy sobota, kwietnia 09, 2016 1:10:00 PM
      do Amalryka sobota, kwietnia 09, 2016 12:29:00 PM był

      Usuń
  9. W dyskusję wdeptujemy.
    'Święte' było ironiczne. Instynkt czyli geny, samolubne. Co czuł jeż? Czuł się w prawie. Dlaczego? Bo był wewnątrz, czyli u siebie. By go tam nie było, gdyby nie był u siebie, oczywiste przecież, czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja wcale nie neguję, że jak mam coś mojego, to odczuwam "święte" jak cholera poczucie własności! Tylko ta druga strona - czyli święte i instynktowne poczucie, że jak coś jest czyjeś, to nie może nagle stać się moje... Oczywiście zakładając, że tamten samiec nie jest 3 x większy i z zębami 5 x dłuższymi... Jakoś w przyrodzie, także tej napędzanej nie aż tak genami (inaczej by nie było przecie żęderów i Hollandów u żłobu!), a kulturą (niekoniecznie w sensie chodzenia do filharmonii i pociągania za łańcuszek), jakoś nie dało się dotychczas odkryć.

      Rozumiemy się? Że chcę mieć, to jest dość oczywiste, że jak "mam", to jestem do tego kurewsko przywiązany, to także fakt... I to można uznać za coś "świętego", jeśli ktoś bez tego nijak... Tutaj święte poczucie naszej żmijki, oraz święte poczucie naszej Judyty... Sorry, chciałem rzec Estery... Nie, wróć... Michnika... Mówimy przecież o jeżu, tak? No więc ono jest sobie w jakiś tam talmudyczny sposób "święte" jak cholera, ale leberały przyjmują świętość po obu stronach, co jest nadużyciem, typowym zresztą dla tych agenturalnych mend.

      Rozumiemy się teraz?

      Pzdrwm

      Usuń
  10. OK, dla mnie temat to w 'ciekawostkach przyrodniczych', nie dożyję do, uważam że socjalizm wystarczy jak na jedno życie, ostatecznie aż tyle w przeszłych nie grzeszyłem, chyba, żadnej qrwa Gattaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co to jest "socjalizm"? Albo mów "marksizm" (ew. dodaj "ze swymi licznymi avatary", albo to słowo nie ma sensu. Tak sobie ostatnio pomyślałem, że różnica między socjalizmem, w sensie "społecznościowatości", a nie marksizmu, z jednej, i liberalizmem z drugiej polega na tym, że w Japonii (socjalizm) sławne aktorki porno (a tam kurestwo nie jest wcale haniebne i oni to podnieśli przez stulecia do rangi WIELKIEJ SZTUKI, i nie mówię szołbiz w postaci gejsz) co pewien czas dopieszczają bezdomnych w ich obozowiskach, pacjentów w szpitalach i nerdów od pisania na blogach i nie mających szansy na kobietę... wszyscy za to jeszcze bardziej je kochają i szanują... Natomiast w nie-socjalizmie, zwanym przez koneserów leberalizmem, taki rzekomy twardziel i redneck jak Springsteen (nigdy mi do głowy, nawiasem, nie przyszłoby go słuchać, bo to chała) ogłasza właśnie, że bojkotuje całe stany Stanów, bo tam nie chcą wpuszczać transseksów do takich kibli, jakie oni sobie wymarzyli.

      I tak to właśnie działa, a ja jestem całym sercem za "socjalizmem" i przeciw temu syfowi, które właśnie z naszych ew. prawnuków czyni w najlepszym razie muzułmańskie przechrzty, a w każdym innym coś znacznie gorszego.

      Pzdrwm

      Usuń
  11. Poważna dyskusja o 'socjaliżmie' winna zacząć się od 'Wielkiej Gry'. Beze mnie, sorry :)
    Pisałem, dzień bez tłumaczenia Ardreya dniem straconym, nadmiar takich dni osłabia, popraw się. Bez urazy :)
    Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprawdzie Ojciec Św. nawołuje do otwarcia i tolerancji dla odmiennych orientacji, ale faktycznie potrafię zrozumieć, że skrytkom nadal nie wolno takich sprośnych rzeczy czytać. Sorry - czasem mam problemy o oceną mojego targetu.

      A tak przy okazji, Szan. Wyrusie... Całkiem Ci nie przeszkadza, iż nawet tak bystry gość, jak Twój oddany, przeważnie nie ma pojęcia o czym Ty właściwie mówisz?

      Nie że coś, w końcu korę powinniśmy pracowicie marszczyć, a do tego istnieją drony Obamy, jednak chyba nieco za ostro jakby zawyżasz poziom. Albo też żaden ze mnie wielki Szatan z Siódmej Klasy, też możliwe.

      Pzdrwm

      Usuń
    2. "Kim" Kiplinga na początek, do poczytania.
      Ardrey stanowczo, potraktuj jako recenzję/receptę.
      Buziaczki
      cmss

      Usuń
    3. Kima czytałem wieki temu. Drugi raz raczej nie będę, bo nie zrobił na mnie wrażenia, musiałbyś mnie nieco uświadomić, o co może chodzić.

      Z tym Ardreyem to na serio, czy jakieś hipsterskie sarkazmy, że spytam?

      Tyle, że, choć mi oczywiście miło, kiedy ktoś uważa cudze teksty za bardziej zasługujące na uwagę, niż moje, tylko że ja jeszcze musiałbym je dla słodkich niedouczków tłumaczyć (za darmo, a jakże), ale sorry - ja z tego bloga nie żyję, mam sporo poważniejszych problemów, a jak chcecie Ardreye, to albo mi łaskawie płaćcie, albo się @#$%^ nauczcie odpowiedniego narzecza.

      Mam nadzieję, że dość już wiele wartościowych rzeczy tutaj w moim tłumaczeniu umieściłem, żeby ktoś, kto łaskawie raczy się interesować, mógł ocenić co ja uważam za cenne i w czym się osobiście nurzam.

      Jeśli jednak tu coś będzie jeszcze pisane, to raczej tylko rzeczy, których pisanie mnie w jakiś sposób bawi. Co oznacza masę ograniczeń, bo, skromnie powiem, że mógłbym napisać rzeczy, przy których większość dzisiejszych przemądrych książek mogłaby się co najwyżej ze wstydu schować do żmijowej dziury, ale też absolutnie nie dostrzegam sensownego powodu, by się tak wysilać, kiedy moje liberalne problemy gnają mnie w całkiem innym kierunku, a ostatnie promienie jesiennego słońca skłaniają mnie do używania życia w sposób o wiele bardziej konkretny. I te rzeczy.

      Nie że coś! Dzięki w każdym razie za tę społeczną debatę - naprawdę doceniam, że komuś się w ogóle chce.

      Pzdrwm

      Usuń
  12. Somnambulizm ( sennowłóctwo) na to mówią, nawet gdy w promieniach jesiennego słońca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On sie bawi i miesza Triarusie-daj sobie spokoj.

      P.S.Po objawach wnioskuje ze ten koment przejdzie-nie do wiary.

      Piotr34

      Usuń
    2. Myślisz że ja tego nie wiem? Gość troluje, ale jest korowo bystry, no i przede wszystkim zagubiony, więc istnieje co do niego cień nadziei. Wyciągnięto mu spod tyłka wygodny pufik liberalizmu, odarto z mięciutkiej pieluchy, zabrano smoczek i grzechotkę - no to co on ma biedny robić, jak nie trolować u swojego... Jak to nazwać...

      A że Wy mnie normalnie komęty nie rozpieszczacie, więc się z nim zabawiam. Zresztą często naprawdę mnie intryguje, co też on sobie tam wykompinował, czego nie da się rozszyfrować, bo to w końcu robota pokrewna różnym tam szpęgleryzmom. Tylko że z Historią to się daje robić (tuszę), a z nim za cholerę.

      Pzdrwm

      Usuń
  13. triarius niedziela, kwietnia 10, 2016 2:37:00 PM
    ac. 3-5
    Pozdrówka
    eot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arcykapłan Corvinus 3-5? Które wydanie?

      Pzdrwm

      Usuń
  14. Cieszy Nas to, ze jednak Pan nadal nadaje w sieci.

    OdpowiedzUsuń