niedziela, listopada 21, 2010

Dobra Pani Dziedziczka rozdaje święte obrazki (1)

Dobra Pani Dziedziczka kocha Lud. Dobra Pani Dziedziczka kocha Lud i dlatego rozdaje wśród niego święte obrazki. A kiedy, co czasem bywa, Dobra Pani Dziedziczka się rozgniewa, gdy poczuje się nieco perplexed (eng.) lub énérvée (fr.), Dobra Pani Dziedziczka wzywa lud, by postawił kosy na sztorc i przepędził Całą Tę Zbójecką Bandę.

Dobra Pani Dziedziczka jeździ wspaniałą Karetą i czasem - ot tak, dla zabawy - umieszcza sobie za jej Krystaliczną Szybą z Murano jakiś spory i nabrzmiały Treścią napis, coś w rodzaju: "Ludu! Wyciągaj kosy! Idą żniwa! (Hłe, hłe, hłe.)". Lud zaś, widząc przejeżdżającą Karetę z Dobrą Panią Dziedziczką w środku, zdejmuje z szacunkiem czapki, a co poniektóry nawet wypowiada ciche Błogosławieństwo.

Potem zaś jednak Lud drepce sobie dalej do swoich własnych, przeważnie drobnych i dość (przynajmniej w porównaniu z tymi, które zaprzątają Dobrą Panią Dziedziczkę), powiedzmy sobie to otwarcie, trywialnych spraw.

Wtedy Dobra Pani Dziedziczka czuje się nieco Ludem déçue (fr.), ale potem szybko sobie przypomina, że (jak zawsze) idą Wybory, w których lud - pod wpływem jej własnej Światłej Pracy U Podstaw - pokaże Całej Tej Zbójeckiej Bandzie, gdzie jej miejsce.

Potem okazuje się, że Lud zlekce-sobie-ważył kolejne Wybory. I, że Cała Ta Zbójecka Banda znowu ma jeszcze więcej Władzy, niż miała jej dotychczas. Wtedy Dobra Pani Dziedziczka znowu odczuwa do Ludu pewną, przelotną na szczęście, Niechęć. Inaczej avsmak (sv.), choć to słowo należy raczej do Klasy Średniej. Która jest oczywiście Super, ale ostatnio jakby jakoś wypadła z Serca i Myśli Dobrej Pani Dziedziczki.

Pociesza się wtedy wzmożoną Konsumpcją. A jest to Konsumpcja tego rodzaju, że ten czy ów Liberalny Socjolog nazwałby ją Konsumpcją Ostentacyjną. Który to rodzaj Konsumpcji, jak wszyscy wiemy (bowiem każdy dziś w Naszym Kraju kończy Wyższą Uczelnię, przeważnie nawet nie jedną) jest Atrybutem tego, co ci Socjolodzy nazywają "Klasą Próżniaczą".

To brzydkie określenie nie pasuje jednak oczywiście w żaden sposób do Dobrej Pani Dziedziczki, która przecież nie próżnuje, a przeciwnie - jeździ Karetą i rozdaje Ludowi święte obrazki, a także przejmuje się jego losem i stara się ten Lud podnieść na Wyższy Poziom Świadomości. Tak, by ten Lud zaczął mieć Dokładnie Te Same Problemy, Zmartwienia i Cele, o Dobra Pani Dziedziczka. Równie Wzniosłe! Równie Radykalne! Równie wyżęte... (Jeśli tego, przyznajmy, dość wulgarnego, słowa można użyć, mówiąc o Dobrej Pani Dziedziczce. Która Lud wprawdzie kocha, która dlań dniem i nocą, bez chwili przerwy i bez znużenia, pracuje.

Ale jednak (i jak się temu dziwić?) nie rozumie, jak można patrzeć na świat przez cokolwiek innego, niż przez Krystaliczne Szyby z Murano... Jak można zajmować się czymś innym, niż adoracją Świętych obrazków, które ona, z takim trudem, Ludowi dostarcza. Albo, w krótkich przerwach pomiędzy tą adoracją, Podnoszeniem Ludu Na Wyższy Poziom Świadomości - jak ona sama to czyni. (No bo jak można, powiedzcie!)

 Dobra Pani Dziedziczka - choć tak mało jej pozostaje czasu między rozdawaniem Ludowi z okna Karety świętych obrazków i Konsumpcją (którą ten czy ów Liberalny Socjolog nazwałby Ostentacyjną), ale my wiemy, że Konsumpcja Dobrej Pani dziedziczki nie służy Jej samej, służy natomiast Zbudowaniu Ludu i Podniesieniu Go Na Wyższy Poziom Świadomości. Dobra zaś Pani Dziedziczka - jak każda Prawdziwa Arystokracja w każdej absolutnie Epoce - jeżdżąc Karetą, Konsumując i rozdając Ludowi święte obrazki - poświęca się przecież w istocie dla Niego i dla Sprawy.

Dobra Pani Dziedziczka pisze także swego własnego Bloga.

c.d.n. (albo i nie - Deus ma wybór!)


triarius
---------------------------------------------------
Czy odstawiłeś już leminga od piersi?

18 komentarzy:

  1. RAZ demaskuje putinistyczno-maoistowskie ciągoty zachodnich elit: "nasza demokracja jest słabo ugruntowana i czerpie wzorce z Zachodu, a problem z demokracją jest właśnie na Zachodzie. Jest bardzo niepoprawnie politycznie o tym mówić, ale w uczonych rozprawach stworzono politycznie poprawne pojęcie, którego wolno używać: deficyt demokracji. On się na Zachodzie niewątpliwie nasila. I to jest łatwe do zrozumienia, bo jeżeli zanika demos, czyli warstwa średnia zdolna kierować państwem i kontrolować władzę wykonawczą, to i zanika demokracja. W elitach zachodnich panuje raczej rozczarowanie demokracją, nikt tego oficjalnie nie powie, bo choć jest ona trupem, to takim, którego nikt się nie odważy wynieść. Jednak narasta fascynacja Chinami i także w jakimś stopniu Putinem. 20 lat temu mówiło się, że Zachód przymyka oczy na brak demokracji w Rosji, bo chce robić z nią interesy i liczy na to, że Rosja się stopniowo zdemokratyzuje. W tej chwili to raczej Zachód marzy o tym, żeby się sputinizować. Tzn. liczy na to, że rządząca elita technokratyczna uzyska trwałą legitymację niby-demokratyczną, czyli stałe 80-90 proc. poparcia w każdych procedurach wyborczych, tak jak ma Putin, jednocześnie sprawując władzę nie mającą nic wspólnego z demokracją. Ktoś ukuł określenie demokratura – całkowite podporządkowanie mediów, likwidacja wolności gospodarczej, zastąpionej regulowaniem gospodarki przez państwo (kapitalizm na wzór chiński) liberalizm bez wolnej konkurencji, tylko i wyłącznie ze stabilnością budżetową, do tego silna władza i media, które pozwalają utrzymywać stałe, wysokie poparcie i mówić, że to jest cały czas władza demokratyczna."

    OdpowiedzUsuń
  2. I dalej: "jeżeli jest kryzys idei demokratycznej, to w przeciągu pięciu-dziesięciu lat można się spodziewać, że ten kto będzie w stanie skrzyknąć odpowiednio silną bojówkę będzie miał dużo większe szanse objęcia władzy niż ten, kto założy partię i będzie przedstawiał wyborcom sensowny program rozwiązania ich problemów." Czy na to zdaniem RAZa liczą zarówno JarKacz jak i lewackie młode wilki, znudzone nazbyt kunktatorską ich zdaniem taktyką "powolnego gotowania żaby/krojenia salami" zamiast "wielkiego skoku tygrysa z królestwa konieczności do królestwa wolności"?

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy,

    o to już pewnie trzeba RAZa pytać, ale i nie będąc geniuszem można wydedukować, że w nieskończoność na kredyt żyć się nie da.

    A już na pewno nie da się żyć nie mając w takiej sytuacji armii na podorędziu.

    Ja zawsze powtarzam, że w Europie nie ma geopolitycznych warunków do demokracji i wystarczy puścić sprawy na żywioł, żeby dokonało się odfiltrowanie ustrojów skutecznych od nieskutecznych. Taki ustrój opisywany przez RAZa (zamordyzm z plebiscytami) nazywa się "bonapartyzm". Tę nazwę "demokratura" wymyślił chyba jakiś idiota doktoryzowany ze społeczeństwa otwartego, dla którego historia zaczyna się od Jedynej i Niepowtarzalnej Zbrodni w Dziejach Galaktyki.

    Jak mawiał klasyk, wszystko już było, a na świecie nigdy nie dzieje się nic nowego.

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Wsie w Mieście

    (Zapewne nie pierwszy) RAZ zagadał bardzo sensownie. I mi się określenie "demokratura" właśnie bardzo podoba.

    "Bonapartyzm" może sobie funkcjonować wśród tych, dla których historyczno-polityczne analizy dobrego Karola Marksa (który w tym akurat był naprawdę niezły i szkoda, że na tym się bardziej nie skoncentrował) to miła lektura do poduszki, z którą są od dziecięctwa za pan brat.

    Dla "normalnych" ludzi (nie mówiąc już rasowych lemingach, których przecie nie brakuje), w "bonapartyźmie" są całkiem mylące i nawet może wzbudzające różne nieadekwatne tęsknoty et emocje konotacje.

    W końcu to nie musi być militarne? Prawda? No a "bonapartyzm" ma dla wielu dzisiaj raczej skojarzenia z wybitną (jak by nie było) jednostką na czele, z zapałem mas, które mają w tornistrach buławy, akurat FRANCUSKĄ dominacją, Łysiakiem itd.

    tj - ze swoim zgorzkniałym pesymizmem jesteś po prostu bezcennym dyskutantem, ale czasem, jak tutaj, przesadzasz. Nigdy nie byłem jakimś fanatykiem RAZ'a, ale to widać niegłupi gość i zagadał tym razem b. sensownie. Zaś wiązanie użycia (zgrabnego tym razem, jak rzadko) słowotworu z historycznym nieuctwem i szabesgojstwem to już naprawdę chyba dowód wyjątkowo wątrobianego usposobienia.

    Bez urazy! ;-)

    I odbiór.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  5. triarius,

    w końcu optymizm to tchórzostwo, nieprawdaż? ;)

    Z tym bonapartyzmem to się raczej o bratanka dzielnego korsykańczyka od buław w tornistrach rozchodzi. A RAZ ma zasadniczo rację, z tym że diagnozę stawia językiem (i patrząc przez pryzmat) demoliberalizmu, który najpierw programowo odciął się od panującego przed nim ciemnogrodu (ach! koniec historii! wolność! równość! pedalstwo! samorealizacja!) a teraz, ku swojemu zdumieniu odkrywa, że dziadzia jednak miał rację, kiedy mówił że przy takim trybie życia do czterdziestki będziesz kaleką, i kombinuje jakby tu przyznać dziadzi rację, ale tak żeby się dziadzia nie zorientował, a najlepiej jeszcze żeby pomyślał że to nowatorski wkład wnuczka w ogólnoludzkie refleksje nad życiem.

    Trochę jak ci marksiści, co to na wszystko patrzą przez ekonomiczną bazę.

    OdpowiedzUsuń
  6. @ tj

    A, z tym co tera mówisz, zgadzam się całkowicie. Sam nie szaleję (jak rzekłem) za Ziemkiewiczem, bo to leberał do szpiku kości i nigdy się z tego z pewnością nie wyleczy.

    Czasem bystrze gada, ale w sumie jest przywiązany do ideologicznego słupka jak dorożkarski koń odpoczywający po dniu ciężkiej pracy na wyłysiałym trawniku za domem dorożkarza. To zawsze czysty lebralizm, a o naszym (I hope) podważaniu dokonań Oświecenia nie ma co nawet u faceta marzyć.

    Tutaj jednak ma rację i to JEST nowy system - ani bonapartyzm, ani cezaryzm... Z ogromną rolą mediów, z żarciem przywożonym z drugiego końca świata dla lemingów, którzy bez tego zginą w 3 dni, z alfabetycznymi broniami co tak cudnie straszą lemingi, z bazami danych i środkami inwigilacji...

    Których przecież tamci jednak nie mieli (akurat czytam Ferrero o Auguście, genialne te jego książki). Nowa nazwa wydaje mi się jak najbardziej na miejscu, a ta jest zgrabna mi ma propagandowy potencjał.

    Co do optymizmu, to oczywiście. My to wiemy, ale błagam, nie mów o tym np. Nickowi - tak lubię czytać te jego optymizmem ociekające kawałki! (Poza tym dobrze pisze, po prostu.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  7. triarius,

    a czy te telewizory, komputery, żarcie z drugiego końca świata, to nie są po prostu technikalia? Przecież zawsze trzeba było dbać o propagandę i zaopatrzenie, jeśli myślało się o władzy na poważnie.

    Skoro już nawet RAZ zauważył, że kończy się demoliberalizm, możemy się zastanowić w którą stronę powieją wiatry w ciągu najbliższych kilku lat, i w które koryto skierują naszą łupinę.

    Na lewicy mamy zwartą, gotową do przejęcia roli ideologicznej nadbudowy dla nowej władzy, utuczoną tłustymi dotacjami z polskiego budżetu i niemieckich fundacji Krytykę Polityczną, na prawicy mamy...

    No właśnie.

    Dziwne, że rządzący Polską generałowie nie strugają z banana jakiejś prawicowej alternatywy na wszelki słuczaj, jak niegdyś wystrugali Platformę. Czyżby oznaczałoby to koniec neonepowskiego okresu władzy dla samej władzy i powrót do aktywnego narzucania ideologii?

    OdpowiedzUsuń
  8. Może wychodzą z założenia, że od strugania z banana prawicowych alternatyw jest Kościół, ewentualnie Mossad z CIA?

    OdpowiedzUsuń
  9. @ tj i wsie w mieście i na wsi,

    Określenia "demokratura" nie wymyślił, o ile sobie przypominam, żaden lewak ani zwolennik Fu(c)kuyamy (zresztą ci ostatni nawet chyba nie byliby do tego zdolni...). Jeżeli ma ono oznaczać totalitaryzm (mniejsza już o zakres) z demoliberalną fasadą, to jest ono adekwatne.

    Ale istoty problemu nie wyczerpuje; ze względu na genezę i charakter, można nazwać "to-to" o czym pisze RAZ (swoją drogą - jeden z niewielu sensownych tekstów od pożegnania z niejakim "NCz") neobolszewizmem, albo "demobolszewizmem" (określenie autorstwa Dariusza Rohnki, którego publicystykę staram się lansować tu i ówdzie).

    Co do braku "prawicowego" skrzydła partii zewnętrznej UBekistanu, czy stronnictwa sowieckiego - tę rolę może pełnić np. SOWA albo PRO MILITIO. Które nie są lansowane z uwagi na możliwy przewidywany sposób, w jaki mogłyby "przejąć władzę": po co przedwcześnie lansować organizację, która w odpowiednim momencie po prostu zbrojnie przejmie władzę, topiąc Platformę jako nieudaczników i ratując tym samym UBekistan...

    OdpowiedzUsuń
  10. @ tj

    Jasne, że stać trzeba na obu nogach, dlatego Sowieci szykują sobie zarówno wszelkiej maści Lewicę, jak i Panslawistyczną, Carosławną Prawicę. W tworzeniu prorosyjskiej Prawicy też mają niezłą wprawę, a przykłady Targowiczan czy PAXu zobowiązują.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jaszczur,

    te Sowy i Pro Milita może będą dobre do wzięcia za twarz, ale potrzeba jeszcze jakiegoś think tanku czy ośrodka legitymizującego nową władzę (takiego odpowiednika Agory).

    Anonimowy,

    zdaję sobie sprawę z istnienia Klubu Zachwalania-Moczara pod okiem Wielomskiego, endokomuny giertychowsko-engelgardowskiej, Instytutu Geopolityki pod czujnym okiem Moczulskiego, ale to nie ta skala, nie ten rozmach co KryPol. Zbyt oderwani od realnych ośrodków medialno-finansowo-politycznych oni są, zbyt słabi personalnie. Takie ciecie, gołodupce do półhobbystycznego pilnowania małego, ubocznego, egzotycznego segmentu sceny metapolitycznej.

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Wsie w Mieście

    Poza tym co mówicie, to może jest tak, że:

    1. co dla nas jest "prawicą", dla nich praktycznie nie istnieje i nie warto sobie dupy tym zawracać?

    albo/i

    2. co dla nas jest "prawicą", oni tego nie mogą porządnie zrozumieć - próbują i próbują rozgryźć nasze gadki, ale nijak nie idzie?

    albo/i

    3. dla nich "prawica" i wszystko czego w tej niszy potrzebują, to K*win i jego trzódka? (poza Wielomskim i Moczulskim, dla nastojaszczich koneserów)

    ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  14. @tj

    Jeżeli z Tuska, Komuchowskiego i KL-D zrobili partię zewnętrzną (wraz z fundacjami, myślącymi czołgami itp.), to i z Wielomskiego, Engel(s)garda czy innej Falangi zrobią to samo. W peerel-bis można wypromować każde, za przeproszeniem, gówno. Inne przykłady: Kononowicz, Ędward Ącki, Genosse Katzenbrenner...

    OdpowiedzUsuń
  15. @triarius

    "Oni" mają, poetycko mówiąc, wylane na jakieś (bardziej czy mniej umowne) taksonomie i definicje prawicowości czy lewicowości.

    Zrobią to, co robią zwykle, co w ich mniemaniu odpowiada mądrości danego etapu, czyli ich bieżącym i długofalowym interesom, w zależności od bodźców zewnętrznych.

    Podejrzewam, że bardziej interesuje onych, jak my oceniamy bieżącą (i mniej bieżącą) sytuację polityczną i pod tym kątem mogą skroić jakąś "operację aktywną".

    OdpowiedzUsuń