czwartek, kwietnia 28, 2011

Robin Hood i pedofile

Skąd się wziął Robin Hood? Wyjątkowo nie chodzi mi o "luby zakątek, gdzie życia bierzem początek" (jak głosi pewien staropolski toast). Nie chodzi mi też o sprawy opisywane przez Frazera czy Gravesa - to o prehistorycznych religiach, kultach płodności i ofiarach z ludzi. Uważam je za fascynujące i, co najmniej w swej istocie, jeśli nawet nie w każdym szczególe, słuszne, ale teraz nie o tym.

Chodzi nam tutaj o tego, w sumie historycznego, choć obrosłego wielowarstwową legendą, bandytę. Żyjącego gdzieś w XII w. w okolicach Nottingham i mającego kryjówkę w lesie Sherwood. Jak na tamte czasy człeka łagodnego, za to dowcipnego, który, będąc m.in. symbolem i narzędziem ludowego buntu Sasów przeciw ich normandzkim ciemiężcom, jednak tych Sasów nie masakrował (co, przynajmniej w późniejszej ludowej fantazji, by się na pewno dało zrobić), tylko się z paskudnym szeryfem Nottingham przekomarzał, grając z nim w kotka i myszkę.

Oczywiście to, że nasz dzielny Robin rabował bogatych, a dopieszczał biednych, nie stanowi jakiegoś wielkiego ewenementu w dziejach światowej przestępczości - to raczej właśnie norma i bardzo naturalna sprawa - ale to jednak był, na podstawie tego, co o nim wiemy, w sumie dość fajny facet. No więc - jak ten fajny facet rozpoczął swoją przestępczą karierę?

Legendy nas informują, i nie mamy większego powodu im w tej sprawie nie wierzyć, że Robin upolował jelenia i przyczepił się doń ówczesny leśniczy, chcąc mu wlepić stosowny mandat... Nie, to był żart - za upolowanie jelenia bez oficjalnego przyzwolenia władzy była wtedy jedna kara, a było nią powieszenie. Za szyję, na szubienicy, aż do skutku. To zresztą obowiązywało w Anglii jeszcze przez długie wieki potem, a w innych europejskich krajach było na ogół dość podobnie.

Nasz Robin tego leśniczego, w obronie własnej poniekąd, zastrzelił z łuku, a potem to już całkiem nic mu nie pozostawało, jak kariera leśnego przestępcy.

Skoro tośmy sobie już z grubsza wyjaśnili, zmienimy teraz scenerię i przypomnijmy sobie, co się działo nie tak dawno temu, kiedy niejaki Polański miał pewne drobne nieprzyjemności, został internowany w Szwajcarii i groziły mu niesłychane rzeczy ze strony Amerykanów, a cały cywilizowany świat zatrząsł się z oburzenia i jednym głosem żądał, by się od Polańskiego odp...ić.

Ten Polański, jakby ktoś w tej chwili nie kojarzył, to światowa sława, gość z szerokiego zaplecza obecnej Światłej Elity, konkretnie w charakterze tzw. "artysty", a w dodatku członek BWR (Bardziej Wartościowej Rasy). Jasne, że taki ktoś może sobie pozwolić na znacznie więcej, niż jakiś byle leming, nie mówiąc już moher, jednak tutaj, jak może pamiętacie, chodziło o sprawę dość specyficzną, mianowicie o PEDOFILIĘ.

Tak przecież jakoś wyszło, że całkiem niedługo przedtem nasz (?) Tusk ogłosił był, że pedofili będzie się u nas (?) kastrować. Chemicznie, czy nie, nieważne, ale słowo "kastracja" przecież padło. Tusk oczywiście gada byle co i nie dotrzymuje, jednak, nie oszukujmy się - to co on gada, nie jest tak całkiem nieskonsultowane z Merkelami/Putinami/Barrossami tego świata, i bez jakichś SMS'ów się to jednak nie odbywa.

Zresztą co parę tygodni co najmniej media, trzęsąc się od oburzenia, informują nas o jakiejś aferze pedofilskiej. Najchętniej w kościele katolickim. Nic to, że, kiedy się fachowo przeanalizuje statystyczne informacje, wychodzi, że w kościele katolickim odsetek wykrytych spraw pedofilskich jest raczej NIŻSZY, niż w reszcie świata, a gdyby tak poskrobać wśród np. rabinów, redaktorów postępowych gazet, eurodostojników - okazałoby się może, że znaczne niższy, niż w tych szacownych gremiach.

Nic to - media wiedzą lepiej! Nieważne też, że "homoseksualizm nie jest chorobą", natomiast pedofilia nie tylko nią jest, ale w dodatku taką, która wcale nie zmniejsza winy zbrodniarza - jak przyzwoita choroba powinna. Nieco dziwne, ale cała ta dziedzina roi się aż od dziwnych zjawisk.

Z jednej strony bowiem to oburzenie, plus przedstawianie nam bez przerwy pedofilii jako czegoś niemal na kształt nieco słabszej wersji "holocaustu", a z drugiej istnieją przecież na postępowym Zachodzie, całkiem nawet blisko Centrali, partie mające w programie legalizację pedofilii. I jakoś nic.

Więcej! - przecież jeden z z absolutnie czołowych autorytetów moralnych zjednoczonej Europy napisał był już dawno temu swą autobiografię, w której bez ogródek opisuje, jak to wykorzystywał seksualnie powierzone mu przedszkolaki, kiedy jeszcze Europa nie uczyniła go swą ikoną, a musiał wykonywać prosty zawód przedszkolanki. Powie ktoś: "Fantazje z pewnością, kto mu udowodnił, że tak było naprawdę?"

Wątpię, by fantazje, ale przyjmijmy, że tak. Co by się działo, gdyby coś takiego w swojej biografii napisał powiedzmy Jarosław Kaczyński, czy Nigel Farrage? Czy też każdy by mówił, że to nieprawda, że to fantazja? OK, skoro twierdzicie, że też by mówił, to nich będzie.

I nikt by, twierdzicie, nie zaczął się zastanawiać DLACZEGO ten ktoś takie rzeczy wypisuje? Co go w tym kręci? Jak śmie tak obrażać poczucie przyzwoitości ew. czytelników? Nie? Naprawdę sądzicie, że komuś mniej szacownemu od pana Cohn-Bendita, moralnego autorytetu i europejskiego prominenta, uszło by to na sucho? Ja osobiście wątpię.

Skąd ta dziwna niespójność oficjalnego przekazu... No bo nie oszukujmy się, rozgłośnie, niesamowicie nagłośnione protesty różnych Wojtków Sadurskich i całej sfory najprzeróżniejszych "artystów" und "intelektualistów", że oto: "hołota opluwa wielkiego człowieka, bo hołota właśnie tak ma, to zawiść panie, zawiść, nic innego!" - to nie jest "oficjalny przekaz", tylko oni tak sami z siebie, spontanicznie i nawet bez jakichś prób wyczucia kierunku wiatru...

Niespójność zatem oficjalnego przekazu - z jednej strony pedofilia jest be, bardzo be, z drugiej jednak co wolno wojewodzie... Nawet w tej dziedzinie, zdawałoby się poza sferą jakichkolwiek moralnych relatywizmów! Oczywiście nie możemy zapominać o tym, co najbardziej cieszy i pasjonuje obecną władzę, a już zapewne szczególnie te jej organy, które troszczą się o szeroko pojęte "bezpieczeństwo".

To przecież dzięki zwalczaniu pedofilii służby, czyli w sumie przecież władza, uzyskały przyzwolenie, wraz z (większą czy mniejszą na razie) praktyczną możliwością grzebania nam wszystkich po komputerach... I w ogóle wszędzie. W końcu TAK ZASADNICZA SPRAWA, jak zwalczanie  CZEGOŚ TAK MORALNIE OBRZYDLIWEGO JAK PEDOFILIA usprawiedliwia WSZELKIE możliwe  środki, czyż nie? Czyż jest ktoś, ktoś tak moralnie upadły, tak wredny, o tak zbrodniczym charakterze - by ośmielił się zgłosić tu jakiś prostest?!

To zawsze wiedziałem, pisałem też o tym niejednokrotnie. Chyba to dla każdego przytomnego człowieka w miarę oczywiste. Tak samo jak z "terroryzmem" - zresztą sprowokowanym przez w sumie obecne elity, zarówno te socjaldemokratyczne, jak i te liberalne... Któż w końcu nasprowadzał do nas tych wszystkich muzułmanów, że spytam? A bez nich, jaki to byłby terroryzm? Kto z nas miałby powód w ogóle się nim zajmować? Podobnie z pedofilią.

Skoro teraz nawet posiadanie uznanych za pedofilskie RYSUNKÓW może być przestępstwem - jakie piękne pole do popisu dla niezawisłych sądów! W przypadku moralnego autorytetu Cohn-Bendita będzie to zapewne "jak najbardziej sztuka", zaś w przypadku kogoś mniej przez władzę kochanego... Całkiem jak marsze z pochodniami i setki innych spraw tego rodzaju. W dodatku ZANIM ten niezawisły sąd oceni, czy to pedofilia, czy wręcz przeciwnie, służby będą sobie po tych komputerach, i nie tylko, buszować do woli. Czyż już tego nie robią?

Znana sprawa, jasne że bardzo ważna, ale też dość oczywista. Przyszło mi jednak do głowy coś innego na ten temat, i właśnie to coś stało się inspiracją do napisania tego tekstu. Otóż... Najpierw właściwie zachęcałbym do przeczytania moich poprzednich tekstów - tych dwóch o dronach. A dla tych, którzy nie chcą lub nie mogą, powiem co mi chodzi. Bo poradzimy sobie i bez tamtych tekstów. Jakoś tam.

Chodziło mi w nich o to, że nigdy w historii nie było takich środków i możliwości do totalnego (to jest dobre słowo w tym kontekście!) oddzielenia Elity/Władzy/Nowej Arystokracji (czy jak to tam nazwiemy) od "zwykłych ludzi", czyli, z punktu widzenia tej władzy, jakichś PROLETÓW (krócej PROLI), czy po prostu pospólstwa. Wszystkie te drony, wszystkie ta szpiegujące kamery, środki podsłuchu... Uzależnienie ludu w milionowych miastach od władzy w praktycznie wszystkich istotnych aspektach życia... Plus propaganda, media, ogłupiające szkolnictwo... Chyba każdy rozumie, o czym mówię.

No i sądzę, że ten podział na nowych nobiliores i humiliores, czyli na Panów i hołotę, będzie - o ile im to wszystko się nagle nie zawali, na co się nie bardzo zanosi - postępował bardzo szybko, praktycznie z roku na rok.

Wskazuje na to wiele rzeczy, m.in. gorączkowe wysiłki różnych pomniejszych moralnych autorytetów i celebrytów, żeby jednak się do tej elity załapać - żeby ich tutaj z hołotą nie pozostawiono, kiedy się elita będzie w swoich bunkrach, zamkniętych osiedlach, czy gdzie tam jeszcze, zamykać. W luksusie oczywiście, tyle że bez kontaktu z hołotą, czyli nami.

No i tak, kiedy już o tych dronach parę dni temu napisałem, nagle uderzyła mnie analogia z tym polowaniem na jelenie, które było przecież wyłącznym przywilejem władzy... Polowanie na nieletnich, w celu seksualnego ich wykorzystania zaczyna mi wyglądać zupełnie tak samo - jako pewien przywilej zastrzeżony dla arystokracji, od którego pospólstwu wara. Na razie to trochę jeszcze w powijakach, ale skoro TO są powijaki, to jak to będzie wyglądać w dojrzałej wersji?! I jak będzie wyglądała cała reszta, skoro tego typu rzeczy stają się możliwe?

Wieszane ludzi za upolowanie jelenia faktycznie nie jest przesadnie sympatyczne, tym bardziej, jeśli ci ludzie nie robią tego dla zabawy, tylko np. z głodu. Jednak polowanie na jelenia to nie jest całkiem to samo, co pedofilia, prawda? A skoro TAKIE właśnie przywileje pragnie sobie zastrzec ta nasza (?) nowa elita, no to mózg staje przy samej próbie wyobrażenia sobie, jak wygląda ten zaplanowany przez nich świat.

triarius
---------------------------------------------------
Czy odstawiłeś już leminga od piersi?

27 komentarzy:

  1. Technika w obie strony działa - daje możliwość mobilizacji mas, daje łatwość wydobycia efektów skali, dlatego ja bym się spodziewał raczej utrzymania bardziej spłaszczonej hierarchii społecznej niż w czasach dawnych.

    Totalne odizolowanie nie wymaga żadnych wielkich, orwellowsko-huxleyowskich technologii, a nawet przychodzi bez nich łatwiej. Po półtora tysiąclecia nadal można na pierwszy rzut oka odróżnić germańskich Anglików od celtyckiego motłochu.

    A dziś? Przecież nie będą robić specjalnej telewizji dla wtajemniczonych i stawać na głowie, by programy z niej nie wyciekły.

    Natomiast gdy jedyny kontakt z ideami odbywa się poprzez niedzielne kazanie, kontrola jest łatwiejsza.

    OdpowiedzUsuń
  2. fajny tekścior, ale, nieskromnie się pochwalę, mnie te zwarcia w mózgownicy zaiskrzyły prawie dwa lata temu:
    http://www.nicek.info/2009/09/28/balon-probny/

    można powiedzieć, tuż po fakcie.

    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  3. Tj,

    i tak i nie.

    Tak, bo racja z tą rojowością tzw. stosunków społecznych. Ludzie nagle połaczeni z całym światem (to się dopiero dociera), siedzący okrakiem na rurze z info, zaczynają od strony społecznej/politycznej i każdej innej, funkcjonować jak stado szpaków.
    Pewnie widziałeś.
    I to działa tak, że jeden szpak, z jakiegoś powodu nagle skręca. Ten obok niego reaguje tylko na to, co się dzieje wokół niego. Więc dostosowuje się do trendu. Z jakimś tam opóźnieniem. Itd. No i od tego na niebie powstają zajebiste esy floresy robione przez szpaki.
    Z ludźmi, dzięki infosferze, zaczyna się dziać podobnie.
    Tu jest zresztą to pytanie o klucz do duszy Polaka, który musi znaleźć prawica. By wywołać trwały trend.

    Z drugiej strony nie, bo ta cała orwellowsko- huxleyowska aparatura jednak jest. A jak jest, to aż rąsie świerzbią, by ją wykorzystać. Zresztą, ide o zakład, że gdybyś nagle dostał ten cały sprzęt do ręki, to byś go po prostu użył tak, żeby było jednak po twojemu a nie po cudzemu.
    ;)
    No i to nam pokazuje pewną oczywistość, zgoda?

    Rewolucja informatyczna odbywa się bowiem dwutorowo- oprócz tego, że konekting pipol, to skoro jest nowe pole, to natychmiast jest ktoś, kto chce nim władać. I zaczyna gromadzić informacje. Gromadzi kokakola, gromadzi Kreml. Kto może, gromadzi. A jak już zgromadzi, to aż żal nie skorzystać, co?
    ;)
    Teraz chodziłoby raczej o to, żeby te drony były w naszych rękach (albo żebyśmy je mogli łatwo zniszczyć), bo my będziemy raczej skłonni we wszystkich normalnych kwestiach ludowi odpuścić, za to chętnie pewnie poszukamy lewackich skurwysynów, by nie dać im się zanadzić.
    Tak, czy siak, skoro drony są, to ktoś ich przeciw nam uzyje. Jak już zostaną dokładnie przetestowane na jakichś czarnuchach.

    OdpowiedzUsuń
  4. @ tj

    A potraktuj tę pedofilię nie tylko jako upiorną wizję przyszłości, ale także jako SYMPTOM.

    To dla mnie było autentyczne odkrycie, że to przede wszystkim właśnie symptom.

    W żadne spłaszczenie nie wierzę, wręcz przeciwnie.

    Zgadzam się praktycznie ze wszystkim, co mowi tu Nicek.

    (A co do "celtyckiego motłochu", to mam nadzieję, jako MacLeod w 1/32 and very proud of it, że to była ironia.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Artur M. Nicpoń

    Zgadzam się z tobą. (W ogóle coś podejrzanie dużo się ostatnio zgadzamy, nie?)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Artur M. Nicpoń

    Znakomity ten twój tekst, dzięki. Oczywiście znałem go wcześniej, a tego typu myśli też nie były mi, i wielu, obce, ale b. ładnie to wyraziłeś.

    Arcydziełko, perełka... Żeby tylko miał dziur między akapitami, dla czytelności, mógłby trafić do antologii.

    Ja to tutaj atakuję od nieco innej strony - szpęglerycznie niejako, choć bez ciasnego zwaracia z S., czy odwoływania się doń, ale to ta metoda.

    Zresztą, gdybyśwa nawet powtórzyli to samo w innej formie, to znaczy ja to samo później, to i tak byłoby warto. Tylko takie mózgowce, jak np. wiesz kto, nie mogą nijak pojąć sensu powtórzeń. A to przecież podstawa hipnotycznego przekazu i wszelkiej propagandy!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  7. Bloger Los już wcześniej sugerował na Rebelyi, że polskie elity urządzają se polowania na proletów. Wieszcz Rymon wspomina, że za króla Stasia nie brakowało u nas zwolenników boskiego markiza de Sade'a.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tygrysie,

    trudno się nie zgadzać w sytuacji, która jest w sumie oczywista.
    Zauważ, jak to łądnie przypomina to, co u ciebie chyba ktoś w komęcie napisał o strzelaniu z karabinu i gwintowaniu lufy. Że gwint został wymyślony koncepcyjnie i zrealizowany nie na bazie fizyki i ogólenij nauki, ale od strony teologicznej, tzn- na kuli siedzą diabliki i zakłócają jej lot. Wystarczy lufę nagwintować i dać jej ruch wirowy, a wtedy diabliki z kuli spadają i kula leci dokładnie tam, gdzie ma lecieć. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.

    OdpowiedzUsuń
  9. cd.

    A teraz smaczek do "Dronów". Taki nie ogon, ale statecznik drona wygląda tak:

    http://wiadomosci.onet.pl/nauka/naukowcy-usuna-nasze-bolesne-wspomnienia,1,4257713,wiadomosc.html

    Słodkie, nie? Bo jak mogą usunąć te niedobre wspomnienia, to mogą też te o matce, nie?
    Pytanie, na ile oni by już mogli nam zafundować sterowanie jak w "Kongresie futrologicznym" Lema?

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy,

    bo praktycznie każda elita wytwarza wśród siebie podkategorię zdegenerowanych.
    To, imho, wynika z tej oczywistości, że po prostu w nasz gatunek wpisana jest jakaś porcja agresji, bezduszności, sadyzmu itp brzydkich spraw. I, w zależności od elit właśnie, albo to jest rozłożone jakoś w miarę równo po społecznych stanach, które są wszak od zawsze takie same. Albo doły trzymane są za pysk, a wtedy cały ten sadyzm i degenera ludzkiego gatunku jest niejako kumulowana i wydalana przez tę elitę.
    Najlepsza jest więc elita taka, która tę naturalną siłę spala w czymś, co sprawia że dziedzina rośnie w siłę i potężnieje. Złe elity zużywają tę siłę w sposób plugawy.

    OdpowiedzUsuń
  11. P.S.Oczywsice to by znaczylo iz ja osobiscie nie wierze iz jestesmy na progu epoki cezarow.Jak dla mnie to my juz swoich cezarow mielismy(Hitler,De Gaule,Mussolini itp itd)-jak dla mnie to my jestesmy tuz przed upadkiem(gdzies okolo roku 300 n.e.)

    OdpowiedzUsuń
  12. Caly komentarz mi zrzarlo-jak odzyskam to wrzucam.

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Anonimowy

    Zwolenników Boskiego Markiza? W jakim sensie? Erotycznym, czy politycznym?

    I co z tym polowaniem, bo już już sie naprawdę wystraszyłem?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  14. @ Artur M. Nicpoń

    Smaczek cudny! Jak one wszystkie, a nie brakuje ich ostatnio. Kiedyś aż tak fajnie z tym nie było, ale dziś wystarczy rzucić okiem na notki o dostiżieniach nauki i od razu mamy powody, by paść na kolana i się modlić.

    Prawie każda z tych cudowności łatwo daje się zinterpretować jako offspin rozwoju techniki inwigilacji i totalnej kotroli. Przyjrzyjcie się im pod tym kątem!

    Na przykład ta reklama "inteligentnych" samochódów, co to same wyczuwają, jak ktoś się zbliża, wyprzedza, czy co tam. Jeszcze trochę i co będzie?

    A skoro już się puszymy swymi starymi tekstami, no to nie "ktoś w komęcie", tylko ja sam o tych diablikach cały tekst napisał. ;-)

    I nawet nie dorabiałem wtedy do tego wielkiej ideologii, po prostu mnie to rozbawiło, a te tam kwestie mnie kręcą. Ale to przecież znany (komu znany, temu znany, zgoda) fakt, że taki np. Newton bo był także astrolog und alchemik, nie mówiąc już o masie wcześnejszych, którzy byli tym przede wszystkim, a nie tylko w połowie.

    Adam Smith naprawdę odkrył faną rzecz, że ekonomia jest swego rodzaju samosterownym systemem (co oczywiście ma się nijak do cudowności "wolnego rynku" w interpretacji wiadomo kogo!), ale też przecie a jego "ręka" jest w istocie ręką DEISTYCZNEGO BOGA, a np. ta paskudna władza, która miesza i korumpuje czyste ludzkie duszyczki, to przecież Szatan!

    Niewiele jest chyba odkryć, tych wielkich, które by nie wiązały się w jakiś sposób z religią i metafizyką, albo co najmniej z magią... Przeczytaj sobie "Człowiek i Technika" wiadomo kogo (jest po polsku i można dość łatwo dorwać), tam są ciekawe myśli na temat PRZYSZŁOŚCI nauki i technologii, stanowiące niejako drugą stronę tego zjawiska.

    Nie jest to AŻ tak wielkie, jak Magnum Opus, ale niegłupia rzecz, co najmniej.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  15. @ piotr34

    Też nie sądzę, by to miało jeszcze się ciągnąć przez 400 lat (tutaj zresztą nie ma przecież żadnych twardych reguł, to nie numerologia!), ale czy nie zapominasz o takich ludziach, jak Mariusz, Sulla, czy Pompejusz?

    Patrząc tygrysicznie, to takie nowe imperium powinno być, mniej lub bardziej, globalne. Co niesie ze sobą znaczne nowe trudności, choć pewnie i jakieś korzyści.

    Jednak teraz jest o tyle inaczej, że mamy (cały czas jadę tu neo-spengleryzmem) w sumie tylko jedną żywą C., masę różnych Pseudomorfoz, niektórzy Barbarzyńcy budzą się, właśnie w tej Pseudomorfozie, i zaczynają odgrywać ogromną rolę.

    To trza wszystko przemyśleć od nowa - także internety i podłuchy sporo zmieniają - ale, jeśli się dokona odpowiedniego "mapowania", to spenglerowski schemat strukturalno-czasowy (if you get my drift) może się okazać zadziwiająco trwały i trzymać się dość sztywno.

    No jak - czy Adolfik nie dałby się zinterpretować jako swego rodzaju Sulla? A De Gaulle jako Sulla w skali mikro? Pomyśl i powiedz, ew. se to przedyskutujemy. I z tego może być nowy impuls rozwoju Ludzkości! ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  16. @ tj

    "Technika co działa w obie strony"...

    Faktem jest, chyba się zgodzisz, że trudno by było znaleźć taki okres w historii, gdy tak ogromne masy ludzkie były tak bezsilne, tak łatwe do zmanipulowania, tak zależne od władzy/administracji...

    A z drugiej strony ta władza - każda praktycznie prawdziwa władza - ma dziś niewiarygodne środki manipulacji, kontroli i niszczenia ew. oponentów.

    A do tego, w coraz większym stopniu, ich ZMIENIANIA - weź to, co tu wrzucił Nicek, o "wymazywaniu wspomnień". Już psychoanaliza była przecież pomyślana poniekąd, jako komuszy (i może magiański) środek "uspołeczniania ludzi". Czy w dobrej wierze, czy w złej, to można dyskutować, ale przecież tak było i jest!

    Weź taką Karen Horney - przecież to sapie i rzyga konformizmem1 A co się dzieje w amerykańskiej edukacji pod tym względem? To ten sam "liberalny" (hłe hłe) duch!

    Od techniki, od technicznych możliwości, nie uciekniesz, tak mi się to widzi. I od (szpęglerycznego przecież) zeunuszenia mas po śmierci Stanów - toże! I nie ma możliwości, by w tę próżnię ktoś z władzą nie wskoczył.

    A kasty - zapewne zasadniczo DWIE, są tego naturalnym skutkiem i oczywistym celem każdej elity, która se może na to pozwolić i nie ma nic lepszego do roboty.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  17. Wieszcz Rymon w swoim "wieszaniu" dowodzi, że Stasiu Augusto był niezłym sadychą, bo regularnie chodzil do "hecy" - takiego warszaskiego Kolizeum, ino bardziej przaśnego, gdzie organizowano walki róznych dzikich bestii. Tylko gladiatorów nie było...
    Poza tym wyszperał ogłoszenie o tym, że zaginęła jakaś Marysia i wydedukował, że nieszczęsna chłopka pańszczyźźniania została sprzedana do jakiegoś burdela dla polskich wyznawców boskiego markiza. Zresztą później też działy się ciekawe rzeczy, Mickiwiecz wspomina mimochodem w pbjaśnieniach do Dziadów III że polscy panowi sprzedawali masowo chłopki do carskiej Rosji.

    OdpowiedzUsuń
  18. @ Anonimowy

    Ciekawe rzeczy prawisz. Interesują mnie te aspekty rzeczywistości, choć oczywiście jakżeż to ryzykowne zainteresowanie i jak łatwo zgubić duszę!

    Te chłopki to może jednak na siłę roboczą, po prostu? Nie, chyba za bardzo detalicznie by to było jak na tamte obszary i liczbę ludności. Musi co masz rację.

    Swoją drogą najgorsza chyba książką prof. Łojka jest akurat o Boskim Markizie. A moja była cholernie się wnerwiała, jak używałem określenia "Boski Markiz". ;-)

    Fakt, że wtedy próbowała być (posoborową) katoliczką, więc ta nazwa z tego względu jej nie leżała.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  19. Sami pesymisci.Ale cos w tym jest-juz wlasciwie wszystko da sie zastosowac do szpiegowania proletow

    http://tiny.pl/hd3hp

    Ale sadze iz na dlusza mete im sie nie uda.Piszesz tygrysie ze elity jeszcze nigdy nie mialy tak poteznych narzedzi zniewolenia mas-to OCZYWISCIE prawda ale mozna to twierdzenie odwrocic i powiedziec ze masy takze jeszcze nigdy NIE mialy tak poteznych narzedzi rebelii(w koncu co trzyma obecna opozycje w PL w calosci jak nie blogosfera?).To tylko stary wyscig miecz i tarcza przeniesiony ze sfery wojskowej do spolecznej(a raczej policyjnej)-ale ten proces trwa juz od stuleci i ja tu zmiany jakosciowej CHYBA nie widze a tylko ilosciowa.Mogloby im sie udac ale oni co tu kryc bezjajeczni sa a do tego maja powaznych przeciwnikow w Chinach czy Indiach.Jak ich obserwuje to nie zadne Cezary czy Pompejusze tylko Heliogobale i inne dupy wolowe.Oczywiscie nie znaczy to iz mozna nic nie robic-jak to ktos kiedys powiedzial "aby zlo zatryumfowalo wystarczy aby dobrzy ludzie nic nie robili".

    P.S.Pewnie ze to nie potrwa kolejne 400 lat.Wez pod uwage iz obecny postep technologiczny wwymusza znacznie szybszy obieg informacji i srodkow a wiec procesy ekonomiczne i spoleczne sa obecnie znacznie szybsze niz dawniej.Kiedys probowalem to sobie "wyliczyc" i wyszlo mi ze w tej dekadzie bieg wydarzen jest okolo 7 razy szybszy niz w epoce klasycznej(ogolnie zaczelo przyspieszac po roku 1500 ale najpierw powolutku i dopiero ostatnie paredziesiatek lat jest naprawde szybkie).

    OdpowiedzUsuń
  20. Osama nie żyje, Ron Asmus nie żyje, a i mnie ostatnio boli głowa...

    OdpowiedzUsuń
  21. Schreiber porównuje na swym blogasku Kaczyńskiego z Sullą
    http://lubczasopismo.salon24.pl/ponadpoziomypolactwa/post/299051,kaczynski-jak-sulla
    zapomniał tylko wspomnieć, że Sulla mimo całej konserwatywno-reakcyjnej retoryki stosował jednak na wskroś rewolucyjne, totalitarne metody jak formowanie oddziałów z niewolników, proskrypcje na skalę przemysłową itd.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja tak nie apropo - w programie II PR (a radia prawie wcale nie słucham!) trwa barokowa ofensywa. Zatem siedzę i się rozkoszuję. I polecam.

    OdpowiedzUsuń
  23. @ piotr34

    W starożytności chyba jednak tajne służby nie były w sumie możliwe - teraz są.

    W ogóle Historia przyspieszyła - plastikowy pedałek Obama (sorry, metroseksualny!) zaczął się zgrywać na twardziela.

    Niedługo, podejrzewam, eliminacja przeciwników Postępu - bez sądów i podobnych pedalskich pierdołów, za to przy chrupkach i oglądana na HD ekraniku - będzie nie tylko cool, ale po prostu jedyną rozrywką godną prawdziwych mężcznyzn.

    A "dobrzy ludzie" chyba niewiele są tu w stanie zrobić. Organizacja od zawsze leje na głowę nie tylko wewnętrzną szlachetność, ale nawet realną siłę i odwagę.

    Weź Celtowie (których ja osobiście uważam za Koronę Stworzenia) vs. smętni w sumie i niezbyt bohaterscy Rzymianie.

    Teraz jest o wiele gorzej.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  24. @ Anonimowy

    A kto to ten Asmus? Gość od wikiliki?

    No to rzeczywiście zaczyna się dziać.

    (A co Toyah ma nam na ten temat do powiedzenia, że się zapytam?)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  25. @ Anonimowy (od Sulli)

    Zabawne, bo Sulla miał złote włosy (b. sławne!), piegi, był b. długo złotą młodzieżą, a dopiero późno, po odziedziczeniu sporego majątku po zakochanej w nim prostytutce (OK, niech będzie - kurtyzanie) zaczął robić karierę...

    Czysty Kaczyński, jak w pysk strzelił! ;-)

    Nie mówiąc już o dalszej karierze, ale kto o tym coś wie, skoro nikt nie czytał "Sylla ou la Monarchie Manquée" by Carcopino. Trochę oczywiście z tą niewiedzą żartuję, ale nie do końca.

    To chyba jednak jest jakoś tak, że Sulla wszystkich męczy i niejako wisi w powietrzu. Swego czasu o Sulli - ni z tąd ni z owąd - pisał Jarecki... Ja 25 lat temu najważniejszą dyskietkę, gdzie był cały mój dorobek ętelektualny (to były takie czasy, że wystarczała dyskietka) nazwałem "Sulla".

    No, ale ja to jednak co inne, ale ten Jarecki mocno mnie zaskoczył.

    To chyba w sumie ta sama epoka - szpęglerycznie rzecz biorąc. Sam kiedyś zrównałem obecne "naruszenie dóbr" z ustawą o obrazie majestatu, wprowadzoną właśnie przez Sullę, w roku bodajrze 82 (oczywiście przed).

    Swoją drogą, to co mówisz, także, jak mi się widzi, potwierza moję tezę, że mówienie o prawicy-lewicy w odniesieniu do starożytności - i w ogóle innych miejsc i czasów, niż Zachód ostatnich 300 lat - to w sumie dość niepoważna zabawa, czyste figle, czasem może coś dające, ale w sumie budowanie na ruchomych piaskach.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  26. @ Anonimowy (Barok)

    Jak najbardziej a propósito! I dzięks!

    Barok to podstawa, ten blogasek to Strefa Zdefryckowana...

    Wyciągnijcie z tego wnioski! ;-)

    Ale poważnie - nurzać się w baroku (w wcześniejszych też), pozbyć się z ustroju trucizny leberalizmu we wszelkich przejawach, jak to: kamizelki, zegarki z dewizką, opery Verdiego, muszki, Frycki, nieczytanie Ardreya, wolne rynki, religia konsumpcji, teatrzyki moralnego niepokoju (tajne, widne i dwupłciowe)...

    I masa innych rzeczy.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  27. Sulla męczy wszystkich od 200 lat, już Staszic pisał, że powstanie kościuszkowskie dostanie w dupę, bo tylko jakiś Sulla mógłby uratować Rzplitą Obojga Narodów.

    OdpowiedzUsuń