sobota, czerwca 25, 2011

Czynię zadość

Niniejszym czynię zadość tym paru słodkim ludziom, którzy (w jak najmilszy sposób) zgłaszali ostatnio pretensję, że nic nie piszę. Wprawdzie pisanie bloga, a już szczególnie czegoś takiego jak ten, coraz bardziej wydaje mi się czynnością moralnie wątpliwą i siadaniem między dwa krzesła... Ale o tym może za chwilę. (A może i nie. Ach, jaką ja mam tu wolność!)

Po tym zagajeniu rzucimy tu sobie parę myśli, w charakterze tzw. "mięsa"...

* * *

Kto mnie czyta, pewnie już wie, że moje ostateczne mentalne rozstanie z "liberalnym konserwatyzmem" (czy może "konserwatywnym liberalizmem", jeśli ktoś woli), było spowodowane lekturą Ardreya. Już pierwsza jego książka, którą akurat był "The Territorial Imperative", to spowodowała. I nie ma tu oczywiście nic do rzeczy fakt, że sam Ardrey to raczej lewicowiec, a nie konserwatysta, tyle, że w typie Orwella, a więc intelektualnie uczciwy i na poziomie.

Różnica między jego lewicowością, albo lewicowością takich np. państwa Gwiazdów, a moim (specjalnym) konserwatyzmem, to głównie kwestia etycznych priorytetów, widzenia ludzkiej natury, i oceny tego, co możliwe. Ja tutaj jestem głębokim pesymistą. Jeśli chodzi o historię i przyszłość - bo nie chodzi o jakieś fin-de-sièclowe nastroje, czy zaburzenia nastroju - a oni widzą dla "Ludzkości" jakąś, mniej lub bardziej świetlaną, przyszłość.

W sumie to może zależy w dużym stopniu od tego, ile kto czytał historii, i jakiej... Czy nagle, jako dziesięciolatek, musiał się przeprowadzić z Krakowa do Elbląga, gdzie do szału doprowadzał miejscową żulię samym swym wytwornym, arystokratycznym (nie bójmy się tego słowa!) wyglądem. (Plus paroma narowami, które mu ta żulia, mimo woli, z czasem pomogła przezwyciężyć - dzięki!) Czy trenował, i to w mniej pedalskich czasach, boks na gdańskiej Przeróbce, gdzie do szału doprowadzał... itd.

Faktycznie nie sądzę, by Chicago Ardreya było słodsze i łagodniejsze od mojego Elbląga czy Przeróbki, ale tu także działa to, że człek zbuntowany przeciw lewicowej w sumie, w każdym razie w sferze deklaracji i tego, co stara się rozpleniać na zewnątrz, władzy, będzie miał tendencję do wpadnięcia w macki prawicy - i odwrotnie.

Jest ogromna różnica pomiędzy lewakiem i gościem, któremu się nie podoba niemal kastowe społeczeństwo, w którym przyszło mu żyć. Społeczeństwo, swoją drogą, jakiego właśnie my teraz z każdym dniem mamy coraz więcej, i do którego obecne elity z zapałem, a w dodatku skutecznie, dążą. I w którym - nie oszukujmy się - jesteśmy przewidziani do roli podludzi, jak by tego nie nazwać i jak by to się oficjalnie miało nie nazywać.

No dobra, rozwinęło mi się to - wspominki i analizy - a w sumie sprawa, o której chciałem, jest ta, że przyszło mi ostatnio do głowy, co było czynnikiem, któren stanowił dla mnie rozdroże pomiędzy liberalizmem i całym tym lewactwem z jednej, i prawicowością z psychicznym zdrowiem z drugiej strony. Otóż było to stwierdzenie Ortegi y Gasseta, że takie coś, jak "istota ludzka" nie istnieje, bowiem istnieją wyłącznie mężczyźni i kobiety.

Od razu mi się to spodobało, wydało mi się błyskotliwe, ale przyznam, że dłuższy czas miałem z tym spore kłopoty. Cóż, miał człek lat kilkanaście i żył, mentalnie znaczy, pomiędzy realnym socjalizmem PRL'u, którego nie znosił, i realnym liberalizmem "Zachodu", do którego wzdychał i który idealizował. Wprawdzie fakt, że takie stwierdzenia jak to Ortegi pojawiały się na owym Zachodzie, a nawet były wydawane w tubylczym języku w owym PRL'u...

W słusznym, statystycznie rzecz biorąc, przekonaniu, że i tak nikt nie załapie... A może po prostu cenzor nie był aż tak subtelny i też nie załapał? W każdym razie te dwa fakty (bo one są dwa, jak widać) mogą świadczyć na plus zarówno ówczesnego Zachodu jak i PRL'u, przynajmniej na tle tego, co mamy dzisiaj i co nam się pracowicie szykuje.

Jakby to nie było, żeby podsumować, powiem, że kiedy już dokładnie pojąłem co jest z tym "brakiem osoby ludzkiej" i to sobie gruntownie przyswoiłem, to na pewno z lewicowością nie miałem już nic wspólnego. Choć z tą lewicowością faktycznie wciąż jest problem, bo taki Ardrey też wcale nie uważa, by chłop i baba to było to samo - tylko "jedna mała rzecz" i wpływy kulturowe.

To nie jest więc to samo, co dzisiejsza lewizna. Trzeba by te sprawy sobie uporządkować! To, że ktoś się głosi lewicowcem, jak Orwell, czy nie odciął się zbyt formalnie od swej ewidentnie lewicowej (liberalnej w amerykańskim stylu) przeszłości, jak Ardrey, wcale nie czyni go bliskim kuzynem Michników, Barrosów i Cohn-Benditów tego świata. Trza se to, mówię, kiedyś będzie uporządkować!

No to, żeby nie było wieloznaczności, podsumuję tak, że kiedy to o "osobie ludzkiej" pojąłem, nigdy już nie miałem nic wspólnego z Barrosami i Michnikami. Nastąpiło nawet swego rodzaju rozwidlenie dróg i z każdym krokiem byłem od owych Barrosów i Michników dalej. (Co by o moich poglądach nie sądzili Kirkerowie tego świata i różni tam, hłe hłe, monarchiści.)

Tak że, jako morał, zachęcam wszystkich do wczucia się i wgryzienia w owo, cytowane tu wcześniej, krótkie i łatwo zrozumiałe, stwierdzenie Ortegi y Gasseta. (Za którym swoją drogą ogólnie nie szaleję, bo uważam go za niesamowicie wprost rozwodnioną wersję Spenglera dla ubogich duchem.) Jeśli to do Was trafi, albo przynajmniej zaintryguje i zafascynuje - jest dla Was nadzieja w Okopach Św. Trójcy, wśród Młodych Spenglerystów i innych tam Rycerzy Kotrrewolucji. Jeśli nie, to na drzewo!

* * * * *

Rzuciłem okiem na wstęp do jakiejś książki o komuniźmie i Rosji, com ją sobie ostatnio kupił na allegro... (Mógł to być Alain Besonçon, ale mógł być i Zinowiew.) No i napotkałem tam stwierdzenie, że "komunizm znosi, że się go krytykuje, ale nie może ścierpieć, kiedy się go próbuje zrozumieć".

I tak mi się fajnie skojarzyło, że od pewnego czasu dokładnie tego rodzaju myśli mam na temat... Przezwyciężmy lęk, przezwyciężmy zajęczy niepokój... Powiedzmy to głośno, odważmy się - Żydów.

No i tak mi się jakoś wydaje, że niesamowita w sumie przecież nienawiść całego ętelektualnego establiszmętu ostatnich dziesięcioleci do Spenglera może wynikać właśnie z tego. Co się może wydawać absurdalne i śmieszne, jako że u Spenglera żadnego "antysemityzmu" nie ma ani śladu... Nie ma też cienia jakigokolwiek rasizmu (co by o tym nie pisała wikipedia!), a raczej jest wprost coś, co można by określić mianem "antyrasizmu"... Choć, po prawdzie, co ma rasizm z "antysemizmem" wspólnego? Poza oczywiście propagandową zbitką tych pojęć, ma się rozumieć, w wykonaniu obecnych "intelektualnych" pałkarzy i policmajstrów?

Spengler w swoim Magnum Opus, bo o nim tu mówimy, pisze o Żydach rzeczy w sumie nieraz b. pochlebne - przynajmniej o ich głębokiej przeszłości i na tle tego, co się o nich (nie oszukujmy się!) wszędzie i nie od dzisiaj myśli... Przedstawia ich jako w sumie dość normalny lud, o dość faktycznie specyficznej historii, i część normalnej, choć też b. specyficznej Kultury/Cywilizacji. Że już od dawna "Fellachów", to inna sprawa - cóż, albo się ma bogatą historię ZA sobą, albo też ma się jeszcze PRZED sobą przyszłość. Przynajmniej tak jest dla spenglerystów. (Teraźniejszość to inna sprawa i mocno skomplikowana.)

Tak że w sumie, na tle tła - nie mówiąc już na tle tego, co się w latach '30 ubiegłego wieku działo w Europie, a szczególnie Niemczech - Spengler to czysty filosemita! No nie, trochę oczywiście żartuję, bo tam żadnych "filów" po  prostu nie ma. Tak jak nie ma programów, wezwań do czynu, przekleństw mamrotanych pod adresem ideologicznych przeciwników... To po prostu nie jest poziom naszych drogich łowców "antysemitów" i całej tej reszty bojowników o Szczęście Ludzkości! W każdym razie nie ma tam nic, do czego by się uczciwy i nie-do-końca-odmóżdżony łowca "antysemitów" - gdyby to oczywiście nie była wewnętrzna sprzeczność - uczciwie przyczepić.

A jednak... A jednak nienawiść zachodniego ętelektualnego "salonu" wobec Spenglera jest wprost niesamowita. Jasne, są pewne oczywiste powody, inne od bezpośrednio związanych z Żydami - na przykład to, że Spengler wyśmiewa się z wizji Ludzkości (ach!) mającej istnieć już na wieki wieków (i to nie tylko do sądu ostatecznego!) i przez wieki wieków podążać do szczęścia nie do opisania. To na pewno nie jest coś, co by obecnym nadzorcom myśli specjalnie pasowało. Ale też nie jest to chyba coś, co by mogło znaleźć wielki oddźwięk w masach i jakoś na nie istotnie wpłynąć, czyniąc elitom (śmieszne słowo w tym kontekście, ale w sumie tak się rzeczy mają) wbrew.

Jeśli zaś poszukamy powodu, któren byłby bardziej bezpośredni, bardziej piekący, bardziej prowokujący wszystkie te zapiekłe typki, które nas tak pracowicie nie od dziś wychowują... No to nic nie przychodzi mi do głowy lepszego, niż to że "Żydzi znoszą, że się ich krytykuje, ale nie mogą ścierpieć, że się ich próbuje zrozumieć". (A służebne szabesgoje oczywiście tym bardziej.)

Tak, że, drogie ludzie, wyjaśniliśmy chyba sobie kolejną zagadkę przyrody. Hurra!

triarius
---------------------------------------------------
Czy odstawiłeś już leminga od piersi?

18 komentarzy:

  1. RAZ w swoim wywiadzie, pisze o swojej żonie Oli, że jest bardzo "lewicowa" (a przynajmniej "radykalnie demokratyczna"), bo ciągle by tylko wieszała i rozstrzeliwała i to bez sądu. Jak widać RAZ definiuje lewicowość tak samo jak Tygrys prawicowość: raczej wlać w dupę niż dostać w dupę! raczej rewolucja październikowa niż lutowa! raczej Piłsudski niż Abramowski!

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Anonimowy

    Bo (z)RAZ to liberał. Dla mnie sama esencja lewicowości.

    Oddawanie się w pacht ślepej sile - czy to będzie "wolny rynek", czy "mechanizmy demokracji".

    Piękny temat na esej! Tym bardziej, że wiąże się z tym organicznie deizm, gdzie także mamy bezsilnego Boga, wieczne i niezmienne, a jakżeż doskonałe, mechanizmy, i człeka, którego wspaniałość polega właśnie na tym, że te mechanizmy "zna", bez zastrzeżeń akceptuje i się im radośnie poddaje.

    Nie powiem, żebym mógł coś tak pedalskiego sercem swym zrozumieć, ale z punktu widzenia psychopatologii to jest fascynujące.

    Nie?

    Pzdrwm

    P.S. Swoją drogą, akurat wróciłem z pragułki nad morzem, gdzie spotkałem państwa Gwiazdów. Nie żeby coś, ale wobec całej tej ohydy i podłości dookoła, to jest swego rodzaju przeżycie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale RAZ nie jest deistą, tylko ortodoksyjnym katolikiem i to pomimo rozwodu. Kilkakrotnie powtarza, że woli być ekskomunikowany w prawdziwym Kościele, niż dopuszczany do sakramentów w jakiejś protestanckiej sekcie!
    A u niektórych lewaków wcale nie ma bezsilnego boga deistów tylko jest wszechmocna Dialektyka Dziejów, potężny Postęp i parę innych Molochów, które - przynajmniej zdaniem wyznawców - czynią wielkie cuda i pomagają swoim czcicielom uniezależnić się od takich przyziemnych spraw jak biologia czy burżuazyjna ekonomia.

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Anonimowy

    Ta, ortodoksyjnym katolikiem - ale posoborowym, prawda?

    I rest my case. ;-)

    Co do deizmu, to masz sporo racji, właśnie sobie o tych sprawach myślałem. Ale to jest jeszcze bardziej skomplikowane, jak mi się wydaje.

    Zresztą, czy tacy bolszewicy to naprawdę jakaś lewica? Te różne mędrki, które na ten temat móżdżyły i roiły - zgoda! Ale ci wszyscy bandyci i żydowscy psychopaci, którzy się realizowali w czeriezwyczajkach?

    Co to ma wspólnego z lewicą? Nienawiść do tradycji? To nie musi być akurat lewicowosć, tym bardziej, że ja się upieram, iż gadanie o prawicy-lewicy w odniesieniu do Rosji jest zabawą frywolną i jałową.

    Co do deizmu, to zgoda, że to dotyczy tylko oświeceniowych mędrków i ich duchowego potomstwa - żaden rewolucjonista mniej umysłowo rozwinięty od Robespierre'a i mniej odeń zakompleksiony deistą raczej nie był, bo to po prostu przemawia jedynie (i co najwyżej) do kory mózgowej, jeśli ta nie ma nic lepszego do roboty. Do zmysłów, serca, wyobraźni itd. wcale nie przemawia. Gorzej niż protestantyzm.

    Sam przecież stwierdziłem - choć, zgoda, niespecjalnie wyraźnie - że lewicowości zdają się być ogromne ilości rodzajów, całkiem różne. Nie to co prawica - może to dlatego, że "prawda jest jedna", (choć każdy ma własną) "a kłamstwa skolko ugodno"? Choć ja bym do tej lewicy Gwiazdów i Orwelli jednak nie mieszał.

    Lewica bez podłości? Toż to coś już innego! A do tego bez głupoty?! To naprawdę zasługuje na jakieś inne miano!

    Co do Postępu, a przede wszystkim Ducha Dziejów i jego pociotków, to tutaj mamy nie tyle podporządkowywanie się, z radością w oku, Niezłomnym Prawom - w sumie martwym i kurewsko przecież jałowym (choć cóż to robi Wyrusom, Korwinom i Wolterom tego świata?), tylko już raczej "zgranie się z Pulsem Wszechświata". Niemal szpęglerycznym.

    W końcu nie jest to żadne poddanie się ślepej sile, tylko wyczucie kierunku wiatru i potężna mobilizacja woli... CZYŻ DLA KORWINÓW, WYRUSÓW I RAZÓW TEGO ŚWIATA MOŻE BYĆ COŚ POTWORNIEJSZEGO?!

    Zgoda jednak, że z tym deizmem mówimy jedynie o ętelektualistach, czyż jednak RAZ nie powinien być traktowany jako ktoś taki? (Na miarę, @#$%, czasów.)

    W lewiźnie - tej ohydnej, bo o niej w końcu, paradoksalnie, warto mówić, razi mnie nie tyle jej brutalność (choć jej b. nie lubię), tylko utopijność, totalitarność (to nie to samo co brutalność!) i, tam gdzie on jest (czyli nie u Tarasów czy Tusków, bo to bezmózgie bydlęta przecie) właśnie taki pedalski deizm.

    Reszta to kwestia w dużej mirze wykonania. Gra się w końcu tymi kartami, które się ma, i nawet najbardziej szlachetna w założeniu prawicowa kontrrewolucja także od spenglerycznych faktów nie ucieknie i całkiem bez chodzenia w nogę, marnej muzyki, sportu, machania flagami, głaskania dziatek po główkach, i podobnych motłochu się nie obejdzie.

    Jako i - choć mi z tego powodu równie smutno, co z powodu szmiry i sprotu - wykorzystywania nieskomplikowanych brutali do różnych moralnie kontrowersyjnych działań. C'est la vie, jak mawiają Francuzi, a to przecież nasi europejscy przyjaciele i w ogóle.

    Pzdrawm

    OdpowiedzUsuń
  5. RAZ podczytuje forum Rebelyi więc co raz bliżej mu do przedsoborowia, lefebrystów (którzy jak się okazało wcale nie byli ekskomunikowani wszyscy, a tylko część ich biskupów, a poza tym są zdaniem Watykanu bardzo OK), co raz bardziej też ewoluuje w stronę endeckiego etatyzmu i patriotycznego socjalizmu a'la OZON. Sam wielokrotnie odcinał się od "intelektualizmu", jeszcze parę lat i zrozumie, że Korwin celowo rozbijał polską prawicę. W wywiadzie z Geremkiem RAZ jest już blisko, sam zauważa niepokojącą zbieżność między co bardziej kontrowersyjnymi wypowiedziami Korwina a spadkami poparcia z 10% do 0,5%.
    U Nicka znowu gaduła o monopapizmie, chłopcy zastanawiają się skąd u nich mimo wszystko tyle sympatii dla lewaków i pół-lewaków? skąd biorą się księża-egzorcyści pijący wódkę z Kondratem i Figurskim, a plujący na padre direttore? Czy pieśniarz z Kantyku dla Leibovitza to lewak czy jednak prawak? A wystarczyłoby za Szpeniem, czy choćby za Konecznym lub Huntingtonem przyjąć wielość K/C i już b im się rozjaśniło, że różne K/C są różne, więc ktoś kto pluje na cywilizację A i rozstrzeliwuje jej elity po piwnicach, niekoniecznie musi być lewakiem cywilizacji A, gdyż równie dobrze może być konserwatystą cywilizacji B, nespa?

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Anonimowy

    Spa, spa, jak najbardziej! (UWAGA: TO NIE JEST KURS FRANCUSKIEGO!)

    Z RAZ'em kamień z serca, nie miałem pojęcia, że gość się jeszcze w tym wieku rozwija. Zresztą fakt, widziałem go parę razy u Oćca Dyrektora, choć tam mówił raczej do Ludu, więc nieco poniżej mojego (pochlebiam sobie) poziomu. Ale to też ktoś musi robić.

    Co do katolicyzmu zaś, to jak się chwilę pomyśli, widzi człek, że nie jest wcale tak trudno być w sumie deistą, a jednocześnie formalnie katolikiem. (Nie jest to na temat RAZ'a, wierzę co mi mówisz, tylko ogólnie.)

    W sumie "katolicyzm intelektualisty" - czy zresztą "protestantyzm" - tak samo jak "filozofów", to będzie w sumie czysty deizm. (Nespa?)

    Bóg bezsilny, albo obojętny, co na jedno chyba w sumie wychodzi. Bo skoro nie działa, to chyba już nie będzie, a wtedy mówienie o tym, czy "może", czy też nie, wydaje mi się bez sensu. No, chyba że uznamy, że nasza ludzka/ziemska logika tu już nie działa i Bóg faktycznie może zmienić przeszłość itd.

    Swoją drogą, czy totalitaryzmy, z komunizmem na czele, tym unijnym na przykład, nie mają w planach faktycznie zmieniać przeszłości wedle swej woli? Na co liczy taki Bolek, że spytam? Na co liczy Tusk? Że będzie w podręcznikach jako nowa targowica? Wątpię. Na pewno głównie chodzi o forsę i głaski Barrosów tego świata, ale chyba nawet tutaj nie tylko. Demiurgi oni wszyscy, nie mam co do tego wątpliwości. (A my mierzwa Historii.)

    Nicek, wedle mojego prywatnego zdania, w piętkę gania z tym monopapizmem. Ale co ja tam wiem o religijności? ;-)

    Huntingtona do dzisiaj nie zmam. Nie pamiętam, czy kiedyś się o niego otarłem i, z powodu mojej dysleksji oraz braku cierpliwości) jakoś mnie to nie zdążyło wciągnąć, czy też nigdy go na oczy nie widziałem.

    W sumie powinienem i kiedyś się dość starałem. Będę musiał se gdzieś kupić, ale nawet drugi tom Magnum Opus gdzieś mi się zapodział i od roku jestem nieszczęsnym kaleką, więc co tu gadać o Huntingtonach.

    Ktoś tu parę tygodni temu (całkiem nie na temat) polecał młodszego Friedmana, czy kogoś takiego, nie mam pamięci do ludzi, któren uprawia i udoskonala geopolitykę. Ściągłem to sobie w postaci ebooka i (cały zafascynowany, bo gość przewiduje, że Polska będzie jeszcze WIELKA) zacząłem czytać. Ale szybko mnie to rozczarowało, bo gość pisze o naszej C. całkiem nie kojarząc spengleryzmu, ignorując wpływ magianów/merkurianów... (Których oczywiście trudno nie kochać i nie podziwiać!)

    W sumie wydało mi się to przeraźliwie naiwne. Może warto by to było jednak dokończyć, tylko gdzieś mi ten ebook się zawieruszył, bo miałem katastrofę kąpa i mam tu wszystko od nowa.

    A morał z tego jaki? Skoro już jakiś być musi, no to może taki, że bez spengleryzmu wszelkie geopolityki - nawet te "ulepszone" - są może dobre dla dzieci w piaskownicy, ale nic powyżej.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  7. "[...]Niniejszym czynię zadość tym paru słodkim ludziom, którzy (w jak najmilszy sposób) zgłaszali ostatnio pretensję, że nic nie piszę.[...]"

    A ja w imieniu tych paru słodkich ludzi (ach!), czyniąc zadość obowiązującym wymogom szalenie wysokich standardów kulturalnych, składam wyrazy naszej głębokiej wdzięczności.

    A co do Spenglera. Ta faktyczna zmowa milczenia, która go, po krótkim okresie "euforycznym", objęła to, zaiste, sprawa zastanawiająca. Nie wiem jak wygląda to wśród szacownego grona pracowników naukowych babrających się tą materią, ale w obiegu nauki w wersji pop (służącej zresztą głównie tresurze ciemnego luda)gość nie istnieje (co też samo w sobie coś nam mówi).

    Osobiście mam poważne podejrzenia, iż w dobie obowiązującego, dość niechlujnego, stylu kształcenia, nawet oczekiwanie na merytoryczną krytykę "Der Untergang..." jest klasycznym czekaniem na Godota. Zresztą, dość powszechny brak, wśród ludzi zajmujących się tą materią nawet elementarnego (tzn. na etapie, dajmy na to, politechnicznego kursu matematyki wyższej,)potwierdzenia zdolności dedukcyjnych, czyni z ich strony każdą krytykę niewiarygodną.

    O Huntingtonie się nie wypowiadam, bo nie znam, aczkolwiek cóś namnożył tych "Kultur" bez przytomności( a gdzie; entia multiplicanda non sunt sine necessitate)... Ale wystarczyło by tylko się zająknął na temat możliwych konfliktów, i już jazgot...

    A co do tego drugiego uczonego męża, to nawet otrzymałem onegdaj w prezencie jego dzieło, więc wiem o czym mowa, i ... W zasadzie to wszystko co miałem w tej materii do powiedzenia.

    Tak więc poza Spenglerem jak nie było, tak i nie ma nikogo, ani nawet jakichkolwiek, dotyczących jego poważnych opracowań krytycznych.

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Amalryk

    Sugerujesz, że nawet ten początkowy entuzjazm - faktycznie dziwnie histeryczny i połączony z totalnym niezrozumieniem, z pedalskimi gadki o "pesymiźmie" na czele - także był celowo zorganizowany przez chytrych macherów? Ciekawa myśl!

    Co do tego "pesymizmu", to jakaś paranoja - zaraz po tym, jak się, w sumie raczej bez większego sensu (choć to dotyczy Zachodu, bo dla nas to akurat sens miało) - mordowali w błocie milionami, wychodzi książka, która w sumie mówi, że prawdziwa sztuka, poezja czy architektura już nie dla nas, a trza nam się wziąć za silniki do samolotów i akwedukty...

    I co? Cała ętelektualna elita (nawet naprawdę niegłupi ludzie, zresztą nawet i teraz, szkopów w to wliczając, to jakaś zaraza) zgodnym chórem zaczynają jęczeć o "niezdrowym pesymiźmie" i "chorym Zeitgeiście". Faktycznie paranoja!

    Stachanowcy szabesgojstwa jacyś?!

    Ten drugi mędrzec, co o nim mówisz, to, jak rozumiem, Pan Pszczoła Miodna? Faktycznie głupek!

    Widzę, że wibrujemy w dość podobnym rytmie. Choć to nieco dziwnie zabrzmiało, no i mimo różnic na temat masowania. Różnych tam uroczych i ulotnych niestety (poza rajem Koranu oczywiście) szczególików...

    Już pytałem, ale wiesz, że mam sklerozę - sam piszesz cokolwiek? Co by się dało ew. dorwać i... Tak dalej?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Amalryk c.d.

    Swoją drogą od tych wszystkich zajadłych szabesgojów jeszcze zabawniejszy jest nasz poczciwy Nicek, któren z przekonaniem głosi, iż "Spengler w sumie nie mówi nic oryginalnego".

    Wie to, bo kiedyś rzucił nieprzychylnym okiem na skastrowane rodzime wydanie Magnum Opus.

    Nie jest to jakiś wielki problem - dla mnie, dla Ludzkości (ach!) chyba też nie - ale raz, że zabawne, a dwa... Szkoda jednak trochę Nicka, któren pogodzony ze Spenglerem byłby Nickiem do jakiejś wyniosłej potęgi, a tak to głównie realizuje Spenglera przepowiednię o "Drugiej Religijności". (Przynajmniej ostatnio tym się chłopak ostro zajmuje.)

    Cóż, Spengler Nicka przewidział, a Nicek Spenglera nie - z czego to i owo inteligentny człek powinien chyba zrozumieć. Tylko jak to chłopakowi przystępnie wytłumaczyć? ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  10. A propos geopolityki - przeczytałem sobie ostatnio wywiad z Thiriartem (http://home.alphalink.com.au/~radnat/thiriart/), którego propozycje pod nazwą planu Karaganowa są ostatnio lansowane w tempie stachanowskim, i zwróciłem uwagę na to, co on tam wygaduje na temat Morza Śródziemnego - że mianowicie stanowi ono miękkie podbrzusze Europy, dlatego też z jego wymarzonym Związkiem Sowietów i Europy należałoby koniecznie zintegrować Afrykę Północną. Jakoś mi się to, cholera, podejrzanie skojarzyło z tą epidemią głodu demokracji, jaka szaleje od pół roku w tym regionie.

    triariusz,

    z tymi żydami się, oczywiście, mylisz. Rój nie znosi wyłącznie krytyki, roju nie interesują próby zrozumienia. Taki np. ks. Chrostowski, choć awansował już na "antysemitę", to jednak jest traktowany przez nasze stalinięta bardzo łagodnie, w przeciwieństwie do, na ten przykład, anonimowych internetowych szubrawców brzydko wyrażających się o żonie i teściu "Radka".

    OdpowiedzUsuń
  11. @ tj

    No nie wiem. Niektóre rozumienia to przecież rozwalanie mitów (i propagand), a to może przecież być znacznie gorsze od byle krytyki.

    Czyż nie?

    Co zaś do podbrzusza, to fakt, ale czy to nie jest głównie przygrywka do włączenia w Obóz Postępu Izraela? (Wygląda, jakbym miał jakąś merkuriańską obsesję, ale to tylko tak wygląda, a poza tym ich jest naprawdę, jak się człek rozejrzy, dziwnie sporo.)

    Najbardziej, swoją drogą, fascynuje mnie teoria, że ta arabska Wiosna Ludów wynika w dużej mierze z tego, że pono Kadafi zaproponował wspólne afrykańskie "ojro" i wszyscy tam, poza Afryką Południową (wiadomo), skwapliwie się zgodzili.

    "Kiedy nie wiadomo o co chodzi.. itd." zatem - coś co sam dość ostro zwalczam, przynajmniej jako niemal religijny aksjomat, ale czego warto zawsze na wstępie poszukać. Tym bardziej, że przecież ojro - to oryginalne - nie jest projektem czysto ekonomiczny, ino przede wszystkim politycznym. Co nam różne Sarkozy niemal otwartym tekstem niemal dzień w dzień od dawna mówią.

    Na nieco wyższym historiozoficznym poziomie ja tu widzę niewątpliwą ucieczkę do przodu naszych kochanych -kratów. Historia się chyba jednak NIE skończyła, a nawet jakby się wyraźnie rozpędzała.

    Może to były ostatni moment, żeby zrobić jakąś rzeczywistą kontrrewolucję, bo za rok czy dwa podniesienie choćby pyska na... -kratów, szeroko pojętych, może się całkiem oficjalnie kończyć łagrem.

    Ale, z drugiej strony, co my teraz mamy? Więc oni wygrywają w cuglach, a każdy ew. ich poważny kłopot uderzy przede wszystkim i z tysiąckrotnie większą siłą w nas. I na tym polega chyba cała ta błyskotliwa idea. Przynajmniej na tym etapie.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  12. triarius,

    ale co masz na myśli z tym "włączeniem Izraela w Obóz Postępu"? Izrael zasadniczo po dobroci włączyć się nigdzie nie da, a pozycję ma taką, że po złości nikt nie będzie próbował. Przynajmniej na razie.

    Faktycznie integracja Morza Śródziemnego z wbitym klinem w miejscu erecu byłaby bolesna. Zostałby ropiejący wrzód, ale nie widzę szansy ugryzienia Eskimośków innej niż przy okazji obrośnięcia Turcji w siłę. Turcy na razie są jeszcze przyczajeni, ale zbierają siły, i trzeba im przyznać, że są na fali wznoszącej, i na zneutralizowanie ich poprzez włączenie do EU się nie zanosi.

    Swoją drogą, ciekawa ta Azja mniejsza. Najpierw tysiąclecie Hetytów, po których prawie nic nie zostało, później Greków, których w końcu wybito do nogi i po których zostały już tylko zabytki, a od tysiąca lat stopniowo pożerana przez Turków. I to dosłownie. Nie wiem, jak za Hetytów, ale za Bizancjum tam się roiło od barbarzyńców - Ormian, Izauryjczyków, Frygów i innych. A dziś? 80 mln mieszkańców, z czego 75% Turcy, a 25% systematycznie przeczołgiwani Kurdowie. W Grecji wiadomo co się dzieje i ilu ich jest, więc na odpór z ich strony nie ma co liczyć. Źle to, cholera wygląda. Zgadzam się z Friedmanem, że Turcja jest na drodze do wskrzeszenia imperium osmańskiego w jakiejś formie.

    OdpowiedzUsuń
  13. 1.Naokolo wizji Friedmanowskiej.

    http://tiny.pl/hfkgp

    Tylko ze Friedman to czlonek Stratfor czyli w sumie CIA wiec to wszystko wysoce podejrzane jest.Oni(merkurianie)moze byc ze na ten scenariusz wlasnie celowo naganiaja(w jakims tam tylko sobie wiadomym celu).

    2.Do tych co Hunntingtona nie czytali-nie warto.H jest kiepski i pisze tak jakby klasykow(Spenglera,Toynnbego itp)w ogole nie znal.Wiec albo jest bardzo kiepski i ma potezne luki w wyksztalceniu albo to sa propagandowki pisane dla mas na zlecenie Sil Wyzszych.To samo mozna zreszta powiedziec o innych wspolczesnych "wielkich" jak chocby Fukuyama.Wiec jesli juz ewentualnie(a to naprawde niekonieczne)czytac to nie po to aby ich szczeniackie teoryjki rozkminiac tylko po aby zobaczyc o czym oni NIE pisza.To samo zreszta odnosi sie do Friedmana.Ogolnie ze wspolczesnych to warto czytac tych ktorych skazano na zapomnienie(bo na ogol elity mialy ku temu powod-tak jak to zrobily w przypadku Spenglera i Konecznego).

    3.Oczywiscie ze Zydzi nie toleruja prob ich zrozumienia-przeciez jesli swiat by ich zrozumial i zobaczyl co oni NAPRAWDE robia to bylyby ich koniec(holocaust to bylby przy tym pikus).

    OdpowiedzUsuń
  14. @ tj

    Odnośnie "Obozu Postępu" vel "Bloku Eurazji" a rewolucji arabskich i ataku na Libię, polecam teksty prof. Olavo de Carvalho:

    http://www.theinteramerican.org/commentary/238-danger-ahead-part-i.html
    http://www.theinteramerican.org/commentary/253-danger-aheadpart-ii.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Tygrysie,

    Ja też "znam" dzieło Spenglera tylko w wersji "short". I uwierz mi, twierdzić, że jest to "nic nowego" czy wręcz chłam, można tylko mala fide, bądź, co się częściej, zdarza, będąc całkowicie "poza zasięgiem" oddziaływania tej księgi ( w sensie np. rozumienia tego co jest opisywane poprzez n-wymiarową, unormowaną do jedności, przestrzeń wektorową rozpiętą nad ciałem liczb zespolonych).Czyli, kłamią bądź nie rozumieją - tertium non datur.

    Taak, zaiste pasjonujący jest ten koniec historii, ale głównie historii opowiadanych przez magów-specjalistów od tresury prostaczków.

    Chmm... Nasz, śmiesznie endemicznie występujący, w skali Wszechświata, rodzaj ludzki dokonał jak na tak żałośnie mikroskopijnego drapieżcę, właśnie za pomocą Naszej Cywilizacji, rzeczy wręcz nieprawdopodobnych! Ale mniejsza z tym...

    Co jest szczególnie fascynujące to to , że nie ma żadnej rodzącej się Kultury. Istnieją tylko „nasze” pseudomorfozy, bądź sensu stricto, bądź w postaci zdeformowanych Cywilizacji „fellahicznych” reeksplodujących demograficznie dzięki zapasożytowaniu na jej dynamice, ale absolutnie, bez niej samej, bezbronnych. Co w rysującej się „klasycznej” zapaści demograficznej „dojrzałej” Cywilizacji faustycznej jest zjawiskiem szalenie ciekawym. Wydaje się, że trzeba się będzie również bardzo śpieszyć ze stoickim kontemplowaniem bogactwa nagromadzonej spuścizny materialnej i duchowej naszej K/C, bo na długo to się nijak nie zapowiada.

    Pomijając, coraz powszechniejsze, symptomy materialnej zapaści goniącego w ekonomiczną piętkę świata i homeopatyczne praktyki uzdrowicieli, sukcesywnie zwiększających dawki , to jakoś nikt, ani się zająknie nad sferą ducha. A tu, kicha! Opiewana w pieśniach nauka dopływa z wolna do brzegu. I nic tu nie pomogą kolejne rewolucje i zmiany paradygmatu, ograniczenia tkwią w niej samej, czyli języku. Wydaje się, że poza goedlowskimi granicami metody dedukcyjnej pojawi się nam jakaś faustyczna wersja drugiej religijności.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jaszczur,

    komu tu, cholera, wierzyć? Carvalho widzi w rewoltach robotę islamską przy aktywnej pomocy Sowietów, ale na jego niekorzyść przemawia to, że się myli w dość oczywistej sprawie (Dugin to syn oficera GRU, nie KGB).

    Friedman pisał, że te rewolty są niespójne, że w Egipcie reżim pozostał nietknięty, a wyautowano tylko osobę Mubaraka, w Tunezji lud roboczy domaga się demokracji, a w Libii doszło do eskalacji frakcyjnego konfliktu w łonie władzy.

    OdpowiedzUsuń
  17. @tj

    Hmmm... dziwne, że Carvalho, który b. dużo pisze o sowieciarni dawnej i współczesnej (a czytam w miarę regularnie, przynajmniej to co jest przetłumaczone na angielski) myli się w takiej kwestii...

    Diabli jedni w sumie wiedzą, co się stało w Afryce Płn. Ale udział sowietów przynamniej w części rewolucyj jest więcej niż pewny.

    W Egipcie szkolony w Moskwie marsz. Mubarak został zastąpiony przez prosowieckiego i proirańskiego feldmarszałka Mubaraka.

    Z kolei rewolucja w Libii jak żywo przypomina zamianę Ceausescu na Iliescu.

    OdpowiedzUsuń
  18. @tj - P.S.

    Friedman (i reszta ze STRATFOR-u) piszą b. dobre analizy, ale sprawdzają się jako analitycy międzynarodowej, geopolitycznej "bieżączki". Zdają się pomijać to, co wydarzyło się w "Obozie Postępu" na przeł. l. 1980/1990.

    OdpowiedzUsuń