niedziela, października 16, 2011

Kobieta i Koń Który Mówi

Kobiety mają praktycznie taki sam mózg, jak faceci. W każdym razie pod względem samego "sprzętu". Dlaczego tak jest? Za odpowiedź powinna wystarczyć znana anegdotka o Napoleonie, burmistrzu i armatach. (Z drobnym komentarzem dla mniej domyślnych.)

Po prostu "nie było sensu" konstruować dwóch różnych mózgów dla tego samego w końcu gatunku - jako że kobiety i facety rozmnażają się (i ewoluują) jak najbardziej wspólnie, i  W TYM sensie to jest biologiczna jedność. "Zbyt wysokie koszty", w tym także koszty testowania i aktualizacji.

Dla kogo? A dla Mamy Natury oczywiście. Za którą, jeśli komuś zależy, może oczywiście stać Bóg. W końcu, jeśli nie jesteśmy jakimiś fundamentalistami z pasa biblijnego, to raczej wypada się zgodzić, że On tak właśnie to zwykł robić.

I nie ma w tym fakcie - że wrócimy do głównego wątku, czyli jednakowości męskich i żeńskich ludzkich mózgów - nic specjalnie smutnego, choćby dlatego, że one i tak mogą bardzo różnie funkcjonować, a to dzięki sprawom od mózgowego hardware'u subtelniejszym, jak np. hormony, nie mówiąc już o samym oprogramowaniu. (Oczywiście różnica średniej wielkości babskiego i męskiego mózgu to sprawa w praktyce bez znaczenia, poza tym, że kobietom jest go łatwiej chłodzić, dzięki czemu nawet te bystre nie muszą koniecznie w tym celu łysieć.)

Mózgi mogą być praktycznie takie same, a jednak ich działanie i, co najważniejsze, jego skutki, są znacząco inne. Poza oczywiście pewną istotną wspólną częścią, w rodzaju: "jak się pali, to uciekać... jak głodny/głodna, to jeść... gdzie by tu znaleźć kogoś, kto by mnie pokochał i w dodatku pomógł spłacać raty za brykę?"

Na poziomie przyczyn, tych bardziej namacalnych, jest to sprawa głównie wspomnianych już hormonów, zaś na poziomie bardziej ze sfery cybernetyki, sprawa priorytetów. Kobieta, ta inteligentna, z pewnością wymyśliłaby to samo, co inteligentny facet - gdyby tego naprawdę pragnęła. W sensie, że gdyby to stanowiło tak samo ważną dla niej, jak dla niego, sprawę, i gdyby... W sumie musiałaby żyć w całkiem tym samym mentalnym świecie, co on, to zaś w sumie wymagałoby, żeby po prostu żyła jak on. Czyli była nim!

Wtedy - zgoda! Nieco mniejszy mózg, przy proporcjonalnie mniejszym całym ciele, nie robiłby tu żadnej istotnej różnicy. Jednak wszystkie te macice, wertykalne uśmiechy, słodkie piersiątka... Te jędrne zadki, wyniosłe, schludne, wręcz stworzone na lubych harców przystań lubą... (Żem się tak rozmarzył Villonem, w przekładzie Boya, któren był świnią, ale przekład genialny.)

Wszystko to wpływa na życie swego nosiciela, w tym przypadku nosicielki. Taka macica na przykład b. radykalnie wpływa na środowisko hormonalne organizmu, o jajnikach (w przeciwieństwie do jajc, które oczywiście też) już nie wspominając.

Baba, kochane ludzie, to, na poziomie biologicznym, całkiem co innego niż facet! Także, jeśli się uzna, że "najważniejszy jest mózg". (Z czym akurat możemy się w tym naszym tu kontekście zgodzić, choć oczywiście nie da się obiektywnie stwierdzić, że np. kręgosłup albo... Co się będziemy! - vagina - są "mniej ważne". Swoją drogą piszę po łacinie, jak jakiś misjonarz wśród dzikich i rozpustnych plemion.)

Z różnic biologicznych wynikają oczywiście różnice społeczne - i odwrotnie, bo tu mamy, jak zresztą w wielu miejscach, piękny przykład sprzężenia zwrotnego. Oczywiście w tę drugą stronę to działa powolutku, ale Mama Natura (czy Ewolucja, choćby ta z Boskiego przyzwolenia, a raczej nakazu) ma czas.

Skoro sobie już (jak mam nadzieję) ustaliliśmy, że kobieta "by mogła" to samo wymyślić... Zresztą, czy przeciętny facet wymyśla jakieś genialne rzeczy, że spytam? Bez przesady! Daleki jestem od głoszenia, że każdy facio to z definicji gigant nawet w takich całkiem męskich sprawach, jak filozofia, rzucanie kamieniami, ciosy bokserskie... (Tych dwóch ostatnich rzeczy kobiety genetycznie nie potrafią, choć niektóre daje się tego nauczyć. Co zresztą akurat nam super pasuje do naszego wywodu.)

Mogłaby - wymyślić to samo znaczy - teoretycznie, ale normalna, zdrowa i niezmanipulowana kobieta po prostu nie chce. A gdyby w jakimś momencie zechciała, to i tak jej to raczej nie wyjdzie, bo ten moment trwa zbyt krótko, więc ona nie ma przygotowania... Itd.

Nic w tym takiego, co by kobietę, "jako taką", miało kompromitować, czynić gorszą. Czy nawet choćby głupszą! Kobiety SĄ przeważnie głupsze - ale w męskim świecie. Który ja akurat (inaczej niż wielki Robert Graves na przykład) uważam za normalny i właściwy. Jednak i w nim kobiety wcale nie muszą być głupie, ani nawet głupsze - po prostu nie musząc zajmować się sprawami nie swojej płci i nie próbując rywalizować z mężczyznami na ich poletkach.

To znaczy - istnieją oczywiście kobiety, które na nich rywalizują i całkiem dobrze im to w dodatku wychodzi. Moje drogie przyjaciółki naprawdę nie mają powodu czuć się przez ten mój tekst obrażane! Czy umniejszane. Niektóre kobiety potrafią, a część z nich czyni to nawet z kobiecym wdziękiem, potrafi wnieść w te sprawy kobiecą perspektywę, wyciągnąć wnioski z unikalnie kobiecych doświadczeń. I różne inne tego typu piękne sprawy.

I to jest cenne! Bez żadnych kpin czy przekąsów to stwierdzam. Co nie zmienia faktu, że (nawet patologicznych przypadków, w rodzaju różnych Śród, nie licząc), że spora część tego, co kobiety robią na męskich poletkach, mogłaby być albo wcale nie robiona, albo też robiona przez facetów - mniejszym wysiłkiem, naturalniej, z większą zapewne przyjemnością (chyba, że mówimy o przyjemnościach, jakie daje chwilowa ulga w dotkliwej zawiści o penis), a przeważnie i lepiej.

Co więcej, dziwna sprawa, te kobiety, które na tych, w sumie męskich, poletkach radzą sobie tak, że żaden znawca nie byłby skłonny ich stamtąd wyrzucać i zastępować facetami, jakoś często odległe są od feminizmu i owe różnice pomiędzy płciami właśnie podkreślają. Więcej powiem! Część z nich nawet głośno mówi o tym, że kobiety są "głupsze", "mniej twórcze" i tak dalej! W czym może nawet nieco przesadzają.

A w każdym razie nie zawsze wystarczająco wyraźnie szkicują kontekst i mówią, że istnieją kobiece domeny, gdzie żaden facet nie ma szansy, i to jest o wiele bardziej wyraźna sprawa, niż w przypadku kobiet na męskich poletkach. Zresztą sądzę, że one to przeważnie wszystko wiedzą, tylko te ich teksty są często prowokacyjne, a zresztą one w sumie piszą o tych wszystkich cudach ginekologii i macierzyństwa, tylko to jakoś czytelnikom łatwo unika. (Konkretnie myślę tutaj głównie o tym, co pisze niezrównana panna Magdalena Żuraw, ostatnio także w szalomie. Potem poszukam linku, na razie jestem w boskim szale i piszę.)

Dla mnie kobieta popisująca się (bez jakichś szczególnie negatywnych konotacji!) na typowo męskim poletku, a takim jest w sumie niemal wszelkie życie intelektualne czy polityczne (dlatego też np. uważam obecne "prawa" o parytetach na listach za wyjątkowo obrzydliwe) jest niczym Koń Który Mówi. Jak się ma takiego konia, albo jak się go spotka, człek może się zachwycić - że to koń, a poza tym potrafi jeszcze gadać...

Albo też może to traktować jako, zabawny poniekąd, ale jednak wybryk natury. W końcu od gadania to mamy masę innych istot, konkretnie ludzi, z których faktycznie część mogłaby mówienie zostawić koniom, ale jednak niektórzy mówią z sensem, o jakim koń zapewne nawet nie marzy.

Koń ma masę innych zalet. Koń to chodzenie na czubkach paluszków - bo czymże są jego pęciny i kopyta? Koń to nogi pompujące krew i wspomagające jego, stosunkowo niewielkie, serce. Koń to przepiękny, wspaniale umięśniony zad (w czym przypomina... mniejsza z tym). Koń to wrażliwe usteczka z przerwą między zębami dokładnie taką, jak nam potrzeba (w czym przypomina...). Koń to grzbiet jakby stworzony do siodła, a i na oklep się da, choć raczej nie kłusem (w czym...).

Czy więc gadanie tak wspaniałego stworzenia dodaje mu jakieś naprawdę cenne atrybuty? Nie mam tu pod ręką konia, niestety, ale czy moja obecna kotka, albo którykolwiek z moich, i znajomych, dawnych i nieobecnych kotów, byłby fajniejszy, bardziej godzien szacunku, gdyby gadała/gadał? (Nie da się jednak dziś całkiem uciec od tego urzędniczego żargonu. Smutne!) W każdym razie gdyby gadała/gadała poniżej poziomu kogoś, kogo warto słuchać, nawet jeśli nie jest kotem?

Chyba żeby potrafił ten kot (koniec już tych wygłupów z rodzajami!) nam pokazać świat ze swojej kociej perspektywy. Bez udawania człowieka, bez zgrywy, szczerze do bólu, ale z kocim wdziękiem. Wtedy tak - niech gada! (Ale też nie przez cały czas, bo ja chcę jednak prawdziwego kota, a takie nie gadają.)

Mam wątpliwości, choć to oczywiście nie da się "naukowo" rozstrzygnąć. Co mi zresztą nie przeszkadza, bo Dilthey ze Spenglerem sprawę "naukowości nieścisłej" definitywnie raz na zawsze wyjaśnili. (Tylko wy ludzie o tym wciąż jeszcze nie wiecie.)

Kobieta - ta normalna, zdrowa, nie ogłupiona przez lewiznę i nie przymuszona przez paskudne okoliczności do zostania traktaristką Frosią, czy inną leberalną "superwoman" - to nie facet! Facet - przynajmniej ten zdrowy - nie leming oglądający "Taniec z Gwiazdami" i depilujący sobie różne rzeczy - to nie kobieta! Czy jest w tym coś smutnego? Ja nie dostrzegam!

Arabowie podobno modlą się jakoś tak, że: "Dzieki Ci o Panie, że nie stworzyłeś mnie osłem, wielbłądem, ani kobietą". Mi się ta modlitwa, przyznam, okrutnie podoba. Sam bym się modlił podobnie, gdybym się oczywiście modlił. Z drugiej strony - i TU jest właśnie hund begraben! - zdrowa i prawdziwa kobieta nie tylko ma prawo, ale i poniekąd obowiązek, modlić się jakoś w stylu: "Dzięki Ci o Panie, że mnie stworzyłeś kobietą!"

Właśnie tak! Nie całkiem symetrycznie, bo pozytywnie, podczas gdy tam było negatywnie. Ale tak właśnie i w dodatku wydaje mi się to jeszcze o wiele ważniejsze. Nie chciałbym tutaj zbaczać się na śliski grunt amatorskiej ginekologii, czy "psychologii podlotka" (taka naukę stworzyłem sobie w początkach liceum, dawno temu)... Psychologii kobiet raczej - mniej dźwięczne, ale też mniej potencjalnie mylące...

Ale dla mnie prawdziwa kobieta - a tylko takie mnie naprawdę kręcą, gdyby to kogoś przypadkiem interesowało, bo wybredny jestem w tych sprawach nie do uwierzenia! - to taka, która co najmniej raz dziennie dziękuje Bozi (przez co możemy rozumieć Boga, albo Matkę Boską, albo nawet jakąś tam Wenus czy Izydę, bo nie chodzi nam tu w tej chwili o propagowanie jedynie słusznych religii) za to, że jest właśnie kobietą.

Ze wszystkim, co się z tym łączy. A więc drugorzędne i trzeciorzędne cechy płciowe - wszystkie te (ach!) rozkoszne okrągłości, fałdki, nie zapominając oczywiście o cycuszku (jędrnym, żeby znowu pojechać Villonem, albo i nie jędrnym, takie też są słodkie)...

I ta babska psychika, o której sobie rozmawialiśmy. Ale nie tylko to - także te unikalnie żeńskie sprawy, których żaden facet nie zrozumie, choćby pękł... Przed którymi każdy w miarę normalny facet, gdyby ich posmakował, uciekłby z płaczem i potem by się ze wstydu cały czas starał zapaść pod ziemię... A panie poddają się temu z wdziękiem. Oczki skromnie spuszczone, buzia w ciup, rączki w małdrzyk, nóżki... Bez stawiania kropek nad i mi tu proszę!

Wszystkie te menstruacje, defloracje, wizyty u ginekologa, wydawanie na świat (i nie mówię o pieniądzach), karmienie piersią... W sumie, jak być może najlepszym i najszybszym testem na lewactwo/prawicowość jest pytanie "czy zgadzasz się z tezą, że chłopa od baby różni tylko jedna, mała i mało ważna, rzecz?" - tak samo testem na prawdziwą kobiecość mogłoby być pytanie: "Czy jesteś dumna i w sumie szczęśliwa z powodu swoich menstruacji?" Sorry jeśli kogoś zaszokowałem, czy zszedłem, jego (jej) zdaniem z wyżyn, by nurzać się w... W czym tam się nurzam.

Freud się gorzej nurzał i go szanowali, choć trochę bez sensu. I to nawet naziści. (Nie żeby coś.) Ja tu sześć lat już piszę, więc może po tak długim czasie jeden tego typu tekst to nie jest zbyt wiele. W końcu kobietom - a właściwie KOBIECIE, bo ona jest tak naprawdę JEDNA, tylko w różnych wcieleniach! - też się chyba coś na tym blogu należy. I, nawet jak im się to nie podobało, to jednak ja to głównie dla nich napisałem i postaram się naprawdę lojalnie potraktować wszelką krytykę, tym bardziej jeśli ona będzie z ich strony.

Fajnie by było, gdyby tu się teraz zleciała cała lewizna, ale chyba nie ma na to nadziei. Fajnie by było, bo to chyba w sumie ostrzejsze od tekstów panny Żuraw, które lewiznę do szału doprowadzały, a ja w dodatku nie jestem nawet kobieta. Ale by mi się dostało, gdyby się dowiedzieli!

Co zaś do ludzi zdrowych i normalnych, to donoszę, że jeśli jakimś cudem udało mi się sprowokować dyskusję i będzie zainteresowanie, to mam jeszcze w głowie (i sercu, na tym poprzestając) dalszy ciąg tego tekstu, rozwijający ów temat. W dość, jak sądzę, interesujący sposób. Ale musi być zainteresowanie, bo inaczej czekajcie sobie następne sześć lat. Kiedy to i tak już nie będzie prawicowych blogów i innych tego typu niepoprawnych spraw, więc się nie doczekacie. A więc?

triarius

34 komentarze:

  1. No i patrzta...

    Włąśnie dostałem do tego obfitego komęta od kobiety, w dodatku nie od byle jakiej kobiety - istnego Konia Który Mówi - ale EMAILEM.

    Tutaj, zakładam się, przez 10 lat się nic nie pojawi, choć temat nabrzmiały, ważny, ujęcie zaś po prostu przełomowe.

    Jedni się wstydzą, inni się wstydają, jeszcze inne płonią i spuszczają oczki.

    E tam, w takich warunkach robić za OBYWATELSKIEGO PUBLICYSTĘ (i popularyzatora Światłej Ginekologii)?

    Nawet na feministki i inne lewactwo z pewnością nie mogę liczyć. Mam za to, że się nigdy z nimi nie pieściłem, więc mnie nie odwiedzą!

    Ech, żiźń!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  2. no i co? Masz rację. Nic dodać. Ja dziękuję zawsze Bogu, ze jestem kobietą, bo lubię nią być i nigdy w życiu nie chciałabym być mężczyzną.

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Iwona Jarecka

    No i super Iwona!

    Sama wiesz, że miałem Cię także przed oczyma (duszy) pisząc to, i że wiem, iż jesteś autentyczna zdrowa... Sorry, nie mogę, bo Jacek się obrazi, choćby z samego obowiązku! ;-)

    Ale wiesz, jak ja na kobiety czule mówię.

    Dziękuję też za pierwszego prawidłowego (nie mojego czy gdzieś na boku) komęta - i to od razu od KOBIETY!

    Bez bab, czyli bez Was, już nas przecież nie ma. I coś z tym by trzeba było zrobić.

    Całuję czule (Twoją dłoń, madame)

    OdpowiedzUsuń
  4. bez nas autentycznie by Was nie było i to nie w przenośni ale całkiem prozaicznie.;p

    A nawet jak naukowcy (mężczyźni) wymyśliliby syntetyczną macicę i resztę, to nie przytuliła by was syntetyczna pierś, gdyby ten osesek pragnąłby nie tylko jedzenia ale i bliskości, ciepła i miękkości.

    OdpowiedzUsuń
  5. @triarus

    Musze przyznac iz mam problem z czytaniem Twojego bloga.Problem ten z grubsza polega na tym iz ja sie prawie ze wszystkim zgadzam-co by nawet swiadczylo iz calkiem bystry jestem zdaje sie;)-ale jednoczesnie nie pozwala mi to dac upustu mojej wrodzonej upierdliwosci(bo przyznaje iz nawet z tym zlotem to troche sie czepialem-wiadomo-skonczy sie epoka ekonomii to i ekonomiczne wskazniki czegokolwiek podupadna a wiec i zloto choc pewnie jako ostatnie ale podupadnie-co zreszta ze tak nawiaze wlasnie mialem na mysli "droczac" sie nieco z Timmym w temacie korporacji(to instytucje ekonomiczne i jako takie jak sie skonczy epoka ekonomicznego totalitaryzmu to i one podupadna(oprocz tych oczywiscie co sie przepoczwarza w neofeudalne "ksiestwa" ale to nie bedzie jednak az takie proste bo specjalizacja jednak potrafi byc slepym zaulkiem)).

    A ogolnie wiadomo-facet to facet a kobieta to kobieta-statystycznie wiadomo ze lepiej zaufac pilotowi niz pilotce ale za to w szpitalu to jednak nigdy bym nie chcial byc na oddziale z pielegniarzami-tu jednak kobieta jest niezastapiona(no i te kraglosci-wiadomo;).Wcale tu zreszta nie daje do zrozumienia iz praca pilota jest wazniejsza niz praca pielegniarki-bo nawet zdaje sie ze jest wrecz przeciwnie.To jest wlasnie najwiekszy grzech tych wspolczesnych feministek-one WMOWILY kobieta iz traktorzyst(k)a to wazniejszy zawod niz pielegniarka a policjant(ka)jest "lepsza" niz nauczycielka-a dlaczego tak to sobie wymyslily?-ano bo traktorzysta czy policjant to typowo meski zawod i w sumie z zadnego innego powodu-gigantyczne kompleksy musza miec te wszystkie feministki swoja droga zeby chciec siadac na traktory-ja tam chlop a wcale nie chce choc to niby takie "meskie".

    OdpowiedzUsuń
  6. Piotr34
    Ju dopadła Cię polityczna
    poprawność? Mnie się wydaje, że nauczyciel to typowo męskie zajęcie.
    A czy kobieta naprawdę musi wykonywać jakikolwiek zawód zarobkowo? Czy kobieta jest zmuszona do pracowania na chleb, skoro to samiec powinien zabezpieczać tą sferę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyszła mi właśnie do głowy taka myśl - bonmot, albo prawie:

    Od konia który mówi, choćby i mówił z sensem, być może lepszy jest po prostu zwykły koń i gadająca z sensem papuga?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  8. @Iwona Jarecka

    No widzisz Iwono-jednak jak czlowiekowi pokazuja 100 razy w roku w TV nauczycielke a raz nauczyciela to juz wchodzi do podswiadomosci niemal automatycznie.Zdaje sie iz w ciagu dziejow nauczyciel faktycznie to byl raczej meski zawod choc musze przyznac iz szczegolnie w mlodszych klasach to trudno mi sobie wyobrazic proces nauczania bez kobiecej empatii i cierpliwosci-zdaje sie iz ow "starozytny proces" nauczania w ktorym kobieta zajmowala sie dzieckiem do 7 roku zycia a potem piecze przejmowal ojciec to z tego punktu widzenia najlepszy mozliwy sposob.Kobiety i mezczyzni wedlug mnie(i natury zdaje sie)UZUPELNIAJA sie a nie konkuruja i dlatego kobieta NICZEGO nie musi a tylko MOZE(jak zechce a jest wiele rzeczy ktore zechce bo taka jej natura i jest w niej wlasnie wspaniale-ale ja przyznaje iz "lubie" kobiety jako gatunek;)-zreszta zdaje sie iz kazdy normalny facet powinien jej "lubic".
    Poniewaz zdaje sie iz jest to nasza pierwsza bezposrednia konwersacja to pozdrawiam serdecznie i podziwiam zelazne poglady.

    OdpowiedzUsuń
  9. @ piotr34

    No wiesz, b. fajnie że się próbujesz pokłócić, w końcu o to chodzi i tak sobie różne rzeczy w główkach lepiej wyjaśniamy.

    Ja zacząłem dawno temu prowadzić tego bloga - to tak na marginesie, ale się nieco wiąże - m.in. dlatego, żeby sobie swoje całkiem liczne, ale rozproszone myśli jakoś zebrać. (Plus żeby sprawdzić i potrenować prozę, co już od dawna zarzuciłem, bo to nie jest proza, tylko takie sobie niechlujne potoczne gadki, ale cóż.)

    No i przez te lata stworzyłem sobie w głowie masę różnych tekstów - mniej lub bardziej dopracowanych - z czego tylko niewielka część zasmakowała publikacji. Ale jednak myśli teraz mi się rodzą (ach ta ginekologia!) w postaci tekstów na bloga, przeważnie dość gotowych i dopracowanych.

    I to, samo w sobie, jest jakąś tam Korzyścią. (Oczywiście w świecie "platońskich idei", bo to nie real przecie.

    I tak samo jest przecie z drobnymi kłótniami, choćby były nieco na siłę. Poza tym, że czynią całość atrakcyjniejszą dla osób trzecich.

    A że się przeważnie zgadzasz, to miło, bo sugeruje, że jest w ty jakiś sens, skoro nie tylko ja jeden, subiektywnie. No i że coś się daje jednak zrozumieć.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  10. WSIe w Mieście!

    Całkiem nie na temat, ale może kogoś zainteresuje...

    Do 25 b.m. można zamawiać książki na http://alibris.com z rabatem. Oto kody:

    Save $2 off $20
    Coupon code: THIN

    Save $5 off $50
    Coupon code: RED

    Save $10 off $100
    Coupon code: LINE

    Tam jest naprawdę sporo fajnych używanych książek do znalezienia i one są często b. tanie, choć przesyłka jest dość faktycznie droga. Chyba, że ktoś mieszka za granicą, bo ja np. dostawałem książki przez Szwecję, więc może tam na miejscu jest dużo taniej.

    W każdym razie Spenglery (pełna wersja!), Ardreye (nawet nie tylko po angielsku, jeśli ktoś woli, są i w innych narzeczach) i co tam jeszcze.

    Jak coś, to pytać, ale trza szybko!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  11. Piotr34
    Nauczyciel to chyba najbardziej zfeminizowany zawód. Inaczej z pielęgniarkami, bo kiedyś w wielu (przeważnie)szpitalach chorymi zajmowały się siostry zakonne, co do dziś pokutuję nazywanie pielęgniarki "siostrą".

    "Niczego nie musi"? to cytat z Ciebie. Jasne, ale przeważnie jest do tego popychana, ba, zmuszana, bo jak nie będzie pierwszą damą na "traktorze", to będzie nikim.
    Tak nas, kobiety omotano, że nawet te zdrowe, które myślą podobnie do mnie, boją się do tego przyznać.
    Ja się nie boję, bo ja zawsze byłam szczęśliwa, że urodziłam się kobietą, mężczyzną nigdy nie byłabym dobrym.

    Dzięki za komplementy.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Triarus


    Ale bylbym zapomnial-napisales cos takiego

    "Mam wątpliwości, choć to oczywiście nie da się "naukowo" rozstrzygnąć. Co mi zresztą nie przeszkadza, bo Dilthey ze Spenglerem sprawę "naukowości nieścisłej" definitywnie raz na zawsze wyjaśnili. (Tylko wy ludzie o tym wciąż jeszcze nie wiecie!)"

    Moglbys to nieco bardziej rozwinac?

    OdpowiedzUsuń
  13. @Iwona Jarecka

    "Niczego nie musi"

    Ach te przeklete skroty myslowe-no nie musi dla MNIE-i oczywiscie w zdrowym spoleczenstwie "nie powinna musiec"(tu natura sprawe zalatwia w zdrowym spoleczenstwie) ale tu faktycznie masz racje-tak juz nas wszystkich omotano ze juz "musi chciec"-ale to wlasnie swiadczy o upadku naszej kultury.

    Ciekawie sie z Toba dyskutuje bo musze przyznac iz nigdy nie spotkalem kobiety o Twoich pogladach(jako wychowanek obecnego systemu edukacji az ich nazwac nie potrafie-choc zdaje sie iz okreslenie "naturalne jakie powinny byc" zdaje sie byc najblizsze prawdy).Ze tak zapytam-jak to wlasciwie jest?-jak sadzisz-czy wiele kobiet ma poglady podobne do Twoich a tylko sie "maskuja" czy tez raczej jestes wyjatkiem?(naprawde ciekawi mnie twoja odpowiedz).

    OdpowiedzUsuń
  14. @ piotr34

    W sumie to Dilthey, któren był znacznie starszy, choć, jak dobrze kojarzę, był także przyjacielem Spenglera. Wielki umysł, ale trudniejszy chyba jednak do zrozumienia od Spenglera, bo to filozof zajmujący się historią, a nie genialny dyletant (w pierwotnym znaczeniu) zajmujący się filozofią historii, czyli w sumie historią, badaną aż do najgłębszych warstw, bez tabu i zahamowań.

    No i oni, Dilthey pierwszy, twierdzą, co moim zdaniem jest absolutnie nie do zbicia i oczywiste, kiedy się już o tym pomyśli, że cała ta scientystyczna (w najszerszym sensie) ambicja uczynienia ze wszystkiego nauki ścisłej jest idiotyzmem. Bo?

    Bo nauki ścisłe opierają się na ŚCISŁEJ POWTARZALNOŚCI, a humanistyka, czyli np. historia, absolutnie żadnej powtarzalności, w ścisłym sensie nie znają i znać nie mogą. Tam wszystko jest jednak w sumie na wyczucie, więc i metody muszą być inne.

    Jest jeszcze parę innych ciekawych aspektów, które ja tam widzę, sam z siebie, choć pewnie ktoś to też zauważył. O czym kiedyś.

    Ale o tym, co mówię ci dwaj wielcy (i oczywiście niemieccy) filozofowie trza chwilę pomyśleć, zrozumieć... A potem cały ten post-oświeceniowy bełkot różnych szeroko pojętych Michników nadaje się jedynie na śmietnik. Co jest, jak głęboko wierzę, jedynym słusznym wnioskiem.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  15. @ piotr34

    Historią i życiem się zajmował. Czasem także.

    Filozofia Diltheya jest zwana "Filozofią życia". B. adekwatnie, jeśli mnie spytać.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  16. @Triarus

    Ok-dzieki zz odpowiedz.Rzeczywiscie racje w tej materii maja dlatego choc ja podziwiam ekonofizyke i jej podobne to jednak zdaje sobie sprawe iz to tylko drobne ulepszenia a nie zadne Swiete Grale nauk humanistycznych.

    OdpowiedzUsuń
  17. @ piotr34

    Wiesz, modele intelektualne są oczywiście OK i tak właśnie to się robi. Jednak związek danego modelu z daną konkretną sytuacją zawsze, ze swej samej natury, będzie kwestią wyczucia, intuicji i czego tam. Tutaj żadne popperowskie kryteria po prostu nie mają sensu. Zgoda?

    Można by z tego wysnuć o wiele dalej idące (choć z definicji nieścisłe i "nienaukowe") wnioski. Jak np. ten, że same ambicje władzy w kierunku"naukowości" spowodują, prędzej czy później, naginanie nieszczęsnych ludzi do założonego i ulubionego modelu, czego skutkiem będzie tępienie niekonwencjonalności, choćby obiektywnie nie była szkodliwa społecznie, oraz taką czy inną formę totalitaryzmu.

    Co zresztą, moim zdaniem, dokładnie widać w realnym liberaliźmie, i bez trudu da się wyprowadzić z samych podstawowych założeń liberalizmu!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  18. Piotr34
    Myślę, ze takich jak ja jest bardzo dużo. Nawet te na oko bardzo feministyczne nastawione, są w gruncie rzeczy tylko "delikatnymi kobietkami", tylko trzeba je na nowo odkryć, zachwycić się nimi.
    Dzięki, za to, że się ze mną dobrze dyskutuje, Tygrys coś o tym wie, gadamy już od pięciu lat z hakiem i sobie raczej chyba chwali, bo wciąż się przyjaźnimy.;p

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. @ Iwona Jarecka, piotr34

    Że się wetnę.

    Jak ja to widzę, to analizując wszystkie te babskie sprawy i ich społeczne implikacje, cały czas trzeba pamiętać, że KOBIETY SĄ Z NATURY NIESAMOWICIE KONFORMISTYCZNE.

    To jest ich biologiczne, czy socjobiologiczne może raczej, przystosowanie, i b. cenna cecha w długiej historii ludzkich grup. Niestety dzisiaj czyni je to idealnym wprost celem - a potem także i NARZĘDZIEM - wszelkich skurwielskich totalitaryzmów i hodowców nowego człowieka.

    Pomyślcie o tym! Bez tego babskiego konformizmu zapewne dawno by ludzi na świecie nie było, ale też teraz postępy Postępy byłyby o wiele wolniejsze.

    Próbowałem kiedyś o tym pisać, ale pióro mi zadrżało. W skrócie chodzi o to, że poprzez dziewczątka, doszczętnie zmanipulowane przez Media and Co. ten konformizm i uległość wobec totalitarystów przenosi się gładko na pryszczatych napalonych młodzianków...

    Którzy z czasem rosną, dorabiają się własnych dziewczątek i pryszczatych... I tak to się kręci.

    To jest naprawdę bardzo głęboka myśl, warto się nad tym zastanowić. Np. przy oglądaniu filmu, czy innej telewizji, bo tam to się w dużym stopniu robi i tam to fajnie widać.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  20. A jak zapatrujesz się na najnowsze odkrycie Brytoli, że kobiety biorące pigułki są szczęśliwsze od koleżanek nie stosujących antykoncepcji albo zabezpieczających się w inny sposób, ponieważ pigulary wybierają brzydszych, ale wierniejszych chłopów na swoich zapładniaczy i żywe wibratory.
    Przedtem uczeni biadolili, że od pigułek kobietom się węch psuje i łączą się w pary z chłopami o podobnym układzie immunologicznym, podczas gdy baby stosujące spirale albo spędzające płody tradycyjnymi metodami dobierały se instynktownie chłopów o jak najmniej podobnym układzie odpornościowym. Gdzie tu prawda mości Tygrysie? Jak to ugryźć ardreyistycznie?

    OdpowiedzUsuń
  21. No i Tygrys nam tu ładnie odpowiedział, ze wszystkiemu winny facet, no może nie do końca... czyli ów pryszczaty. ;)
    Zażartowałam, ale faktem jest, że niestety, (pryszczaci), czyli twór tego końca cywilizacji, który rozwija się jako ten rozmaryn, zaczyna zastępować (samca alfa), co niestety ma skutki opłakane, bo zaciera granicę miedzy kobietą i mężczyzną. Co znów rzutuje na całe społeczeństwo...itd. I zaczynają faceci zachwycać się Kopaczowymi tego świata i innymi Środami, że o Kazi Szczuce nie wspomnę. A zdrowo myślące baby stają się czymś takim jak dinozaury...prawdziwi mężczyźni zresztą też. Sposób jest niby dziecinnie prosty, by wróciła równowaga...tyle, że chyba nie na otwartym forum chciałaby o tym pisać. Po pierwsze mi nie wypada, bo'm kobieta, a po drugie, co będę mężczyzn napuszczać na baby?;p

    OdpowiedzUsuń
  22. @ Towarzysz Mąka

    Na czyste, gołe wyczucie to mi owo genialne odkrycie, że są szczęśliwe, zalatuje typową dzisiaj dla "Nauki" naukawością. I dużo więcej zdaje się świadczyć o tej "Nauce", niż o czymkowiek innym.

    Może to nie całkiem osobiście NWO, ale co najmniej koncerny farmaceutyczne i ich poputcziki, mniej o bardziej bezinteresowne (z naciskiem na mniej).

    Tak to widzę, choć przyznam, że żadnych dokładnych badań nie przeprowadzałem.

    Poziom dzisiejszych nauk humanistycznych i społecznych jest po prostu przerażający, a to głównie chyba z powodu tworzenia szumu informacyjnego przez kompletnych hochsztaplerów na usługach, bo ktoś coś tam jeszcze rzetelnie czasem robi, mimo szykan, braku środków i obojętności środowiska.

    Z dzisiejszą "Nauką" trza naprawdę b. ostrożnie i to się pogłębia z każdym dniem.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  23. @ Iwona Jarecka

    A imię jego... BAGNO BEHAWIORALNE! (Po angielsku Behavioral Sink.)

    Opisane ładnie np. przez E.T. Halla w książeczce "Ukryty wymiar". Polecam!

    Czyli w sumie najczystszy Ardreyizm.

    Poza tym b. słusznie prawisz. Mądra z Ciebie kobyłka! ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  24. za tą "kobyłkę" masz u mnie minusa!
    Żartuję, b cóż, skoro Koń, który mówi...

    OdpowiedzUsuń
  25. Ho-ho... kobyłka... z paszczy kocurka? Gdyby ten kotek słynął chociaż z uganiania się za antylopkami toć można przypuszczać, że pali do Ciebi cholewki. A że on sam gada i nawet prawicowego bloga pisze... Sam nie wiem... Może jesteś jego blogaskową muzą...?

    OdpowiedzUsuń
  26. @ julek

    Dopiero to zauważyłeś? Że jest muzą znaczy?

    (Że się wetnę.)

    Jest i to od niepamiętnych czasów. (Mąż zresztą wie i przyjaźnimy się czule.)

    Teraz tow. M. ma już wszystko na tacy. (Jakby dotąd nie wiedział, hłe hłe!)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  27. Spoko, to ja się wciąłem.

    Sory, nie zauważyłem tej obrączki na pięknej prawej dłoni pani Iwony.

    Jeśli chodzi o konformizm kobiet i wnioski z tego wypływające, to jest to wg mnie strzał w dziesiątkę. Zresztą jakby tak zacząć w tym grzebać to na dość pokaźny tomik z pewnością by się zebrało.

    Ciekawym czy jest to cecha podyktowana zapisami genetycznymi lub z woli Boga (jak kto woli), czy też środowiskowo - okolicznościowo - historycznymi. Jeśli też to drugie, to myślę, że wynika to po części z faktu, że pewne sytuacje dają się lepiej ocenić przez osoby nie biorące w nich bezpośredniego udziału. I tak na przykład historia wykrwawiającego się bojownika o wolność polskiego narodu, po kilkudziesięciu latach mało skutecznych, a nawet powiedziałbym: bezskutecznych starań, sprawiła, że kobity mogą mieć już po dziurki w nosie tych naszych "fanaberii". Potrafią lepiej ocenić nasze szanse. Przypomnę: wynikałoby to z faktu nie bycia kobietą, ale raczej pozycji obserwatora. Jednak w sytuacji szczególnego zagrożenia możnaby na nie z pewnością liczyć, co przecież nie raz udowodniły (np. podczas wojny). Tak że tu raczej ich konformizm i uległość wobec jakiegoś przystojnego dyktatorka, nie stoi chłopom na przeszkodzie bardziej niż nasz beznadziejny poziom organizowania się i działania.

    Cóż...

    OdpowiedzUsuń
  28. @ julek

    Zgoda, tak to w sumie jakoś działa. I ja myślę, że to przede wszystkim geny. Ten babski konformizm jest b. cenny dla spójności grupy, a co dopiero mówić o różnych tam haremach - które przecie istniały, a nawet istnieją, i tam gdzie nie ma zbyt wiele zasobów (czyli prawie wszędzie i prawie zawsze w historii) jest to niezłe rozwiązanie nie tylko dla erotomanów, ale także dla tych kobietek i ich dziatek.

    Dla facetów w sumie też raczej o dziatki chodzi, plus często o baby jako źwierzęta robocze, no i o prestiż. To jest b. kosztowna rzecz, a oni robią niemal wszystko, by z tego wykluczyć wszelką ew. przyjemność dla faceta. ;-)

    To tak mi się zeszło na margines, sorry.

    Baby też np. lubią gadać bez sensu, ale to gadanie nabiera sensu, kiedy pomyślimy o niemowlętach, innych babach, albo umierających z ran wojownikach. Ich obsesja porządku i czystości z pewnością, jeśli nie wprost zachowała ludzkość przy życiu, to z pewnością uratowała masę ludzkich grup. Takie mycie naczyń, albo takie ich polerowanie czy glazurowanie, robi wbrew bakteriom i ma ogromne znaczenie.

    I cała masa innych tego typu rzeczy. Np. te małpie wynalazki, które odkryli Japończycy (współcześnie), i co opisuje np. Ardrey, to także młoda samica. Z pewnością sporo ważnych, choć nie rzucających się w oczy jako przełomowe, niesłusznie, wynalazków było właśnie babskich.

    Kobieta ma mało agresji aspołecznej, za to masę prospołecznej. Zależy tylko jak widzi ona to "społeczeństwo" i tu jest miejsce do paskudnych manipulacji biednymi głupiątkami. Z facetem jest dokładnie odwrotnie.

    Ale też Pyrrus zginął np. od dachówki rzuconej ręką kobiety z dachu i, nawet jeśli to tylko legenda, dobrze oddaje fakt, że kobiety bronią domu jak dzikie. Także domu w szerszym znaczeniu.

    No a z tego co wiem, to antyterroryści, jak spotykają uzbrojonych babę i chłopa, mają strzelać najpierw do baby, bo one, jak już się za coś takiego wezmą, są znacznie pono groźniejsze. Pono także przeważnie lepiej strzelają (choć może tylko na małą odległość).

    Do antyterrorystów jakoś z każdym dniem czuję mniej entuzjazmu, ale ta informacja, którą kiedyś znalazłem w jakichś francuskich książkach czy pismach (nie był to de Marenche, wydany także po polsku?), jest interesująca. N'est-ce pas?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  29. No to ostatnie to by się akurat zgadzało z tym co napisałeś o kobiecej uległości wobec jakiegoś terroryzującego alfy. Taka samiczka wykona rozkaz bez zadawania zbędnych pytań. I z tego powodu kobiety mogą być po prostu bardziej bezwzględne przy ciągnięciu za spust do faceta, ale rzecz chyba w czymś zupełnie przeciwnym. Otóż facet mógłby mieć milisekundowo trwającą (i życie kosztującą) blokadę celując do kobiety. Stąd ten prikaz, że niby one mają leżeć wpierw, a w sumie chodzi o to aby wyłączyć u gentlemenów piorących "brzydkich ludzi" po pyskach kompleks "damskiego boksera".

    OdpowiedzUsuń
  30. @ julek

    Wiesz co? To jest naprawdę wyjątkowo bystra myśl, że też ja o tym nie pomyślał! Tak to chyba właśnie musi być. (Co nie zmienia faktu, że fanatyczne baby są naprawdę fanatyczne i nie mają skrupułów wobec obcych oraz wrogów swojej grupy. I pilnie trenują.)

    Ale z tym oporem przed strzelaniem do bab to musi być to. Podstawowy powód. (Drżyjcie służby! Zaczynamy się wstrzeliwać w wasze pokrętne małe duszyczki!).

    Niniejszym otrzymujesz Oficjalną Pochwałę i prawo do trzech salw armatnich w każdym przyzwoitym mieście, gdzie się pojawisz. Dożywotnio.

    Starać się ludzie! Na takich przenikliwych odgadywaniu polega właśnie Młody Spengleryzm i tak wygrywa się tę wojnę!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  31. Julek
    Bo prawej ręki nie widać, to jest lewa ręka.;p
    A cała'm zaszczycona, że'm MUZA! Tutaj powinna być emoikonka z silnym rumieńcem..;p

    OdpowiedzUsuń
  32. Dzięki za podpowiedź Iwona, ale.. nie ważne.

    Tygrys, ja też zaszczycony.

    Co za blog! Nie dość, że nie banują to jeszcze z armat wiwatują...

    OdpowiedzUsuń
  33. Julek

    Bo Tygrysa blog porządny...

    Tu uroczo się do Ciebie uśmiecham, a jak, przecież ja Kobieta!

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  34. ps. A swoją drogą, to że powtórzę za gospodarzem bloga i Spenglerem

    "Mężczyźni tworzą historię, kobieta JEST historią".

    I cóż jeszcze do tego dodać?

    OdpowiedzUsuń