wtorek, maja 01, 2012

O własności

Własność jest jednym z przejawów siły. (Poza tym, że jest oparta na przedludzkim, zwierzęcym instynkcie, także u ludzi.) Własność bez siły to tylko kolejne z liberalnych kłamstw. Własność jako źródło siły - bez siły jako źródła własności, i to w znacznie większym stopniu - to jedna z tysięcy załganych półprawd, z których ulepiona jest  pokraczna hybryda "liberalnego konserwatyzmu".

Oczywiście, że realna własność zwiększa siłę, ale, o ile siła bez własności jest możliwa, to własność bez siły jest absurdem. Najpierw więc musi być siła, a potem ewentualnie własność!

* * *

No to teraz jeszcze swego rodzaju bonus.

Pracowicie formułując powyższe, zacząłem się zastanawiać jaką właściwie rolę pełnią SIŁA i WŁASNOŚĆ w liberalno-oświeceniowej RELIGII - tej w której taplamy się od niepamiętnych czasów, i którą niestety większość z nas uznaje już za "po prostu obiektywną rzeczywistość". Chodzi, gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, o to, iż liberalno-oświeceniowa wizja świata wyraźnie stanowi odbicie - i to w bardzo krzywym lustrze - chrześcijańskiej (a może nawet w tym przypadku właśnie "judeo-chrześcijańskiej") religii.

Jest to taka religia, w której "wolny rynek" pełni rolę BOSKIEJ OPATRZNOŚCI, władza państwowa rolę SZATANA (WŁADCY ciemności i źródła wszelkiego zła), każda pomniejsza władza pełni rolę jednego z licznych pomniejszych demonów, oczywiście także BARDZO złych, choć nie aż tak strasznych, jak władza PAŃSTWOWA... Te sprawy są chyba dość oczywiste, a już szczególnie dla P. T. Odwiedzających Ten Blog. Ale co z pozostałymi?

Tak sobie właśnie wykombinowałem, że WŁASNOŚĆ to chyba jest SAKRAMENT owej dziwacznej religii. I to wydaje mi się mieć sens, choć nie powala swoją oczywistością tak, jak "opatrzność" czy "szatan". No a co z SIŁĄ? Czy owa religia nie potrzebuje przypadkiem GRZECHU? I czy SIŁA nie pasuje wprost idealnie do tej roli? Mnie się wydaje, że pasuje. Mamy więc SIŁA = GRZECH.

Pozostają nam jeszcze PRACA i KONSUMPCJA - z jednej, oraz DOBRE UCZYNKI i STAN (DUCHOWEJ) SZCZĘŚLIWOŚCI - z drugiej strony. I chyba daje się je do siebie ładnie dopasować, więc PRACA = DOBRE UCZYNKI i KONSUMPCJA = STAN (DUCHOWEJ) SZCZĘŚLIWOŚCI.

STAN (DUCHOWEJ) SZCZĘŚLIWOŚCI wynika zaś, i w dużym stopniu się z nim zlewa, ze stanu ŁASKI. Czyli byś może - bo co ja tam wiem o tajnikach duszy liberała? - z pilnego czytania Misesów i Rothbardów tego świata...? I ślepej wiary w liberalne mantry zapewne też. Bez tego się nie obejdzie.

(W każdym razie warto pamiętać, że "błogosławiony" to było początkowo to samo co "szczęśliwy", więc "stan łaski", liberalnej w tym przypadku, i "stan szczęśliwości", także liberalnej, to są w znaczniej mierze te same sprawy.)

Pewnie jeszcze coś przeoczyłem - w "judeo-chrześcijańskiej" religii i w liberaliźmie - ale i tak schemat mamy, moim zdaniem, wprost znakomity. Jeśli do kogoś te ewidentne (i poniekąd przezabawne) analogie pomiędzy myśleniem czysto religijnym i liberalną "prawdą obiektywną" trafiają, to zachęcam do pójścia dalej tym torem, i do poszukiwania tych analogii w różnych konkretnych przypadkach.

Jeśli do kogoś to jeszcze specjalnie nie trafiło, zachęcam do wgryzienia się w powyższe, wczucia się i sprawdzania przy wszelkich okazjach, czy przypadkiem więcej z tego nie wynika, niż z wszelkich uczonych elukubracji klasyków liberalnej myśli (o wulgarnych propagandzistach i agentach wpływu nie wspominając).

Gdyby zaś tu się jakimś cudem przybłąkał rynkowy liberał, uważający się jednocześnie za katolika, to powiem mu tak:

Czy naprawdę sobie nie zdajesz sprawy, Dobry Człowieku, w jakiej pokracznej trawestacji swojej ukochanej religii bierzesz z zapałem udział? W jakiej sprośnej i niebu obrzydłej HEREZJI?

triarius

P.S. Kapitalizm to Socjalizm burżujów.

15 komentarzy:

  1. Święte słowa! Siła daje własność, a własność, za którą nie stoi siła, może w każdej chwili zmienić właściciela! Weźmy takiego Juliusza Cezara: do 40tego roku życia był drugorzędnym aferzystą i męską dziwką (oddawał się m.in. królowi Nikomedesowi i cylicyjskim piratom w niewoli), ale kryzys wieku średniego uruchomił w nim niespodziane pokłady sił fizycznych i psychicznych. Cezar oszukał swoich kolegów: Pompejusza i Krassusa, zamiast spłacać długi po prostu mordował i wyganiał wierzycieli itd.
    Podobnie Filip Piękny: notoryczny gołodupiec zapożyczał się grubo u Merkurian, templariuszy i Lombardów, a potem elegancko rozwiązywał problem wierzycieli.
    Nie wiem, jak Coryllus zamierza zagwarantować Polakom własność, skoro światowi gracze i ich polskojęzyczni pomagierzy mają ogromne doświadczenie w przejmowaniu cudzej własności i degradowaniu jej właścicieli do roli bydła roboczego i rzeźnego (rosyjscy mużycy też wierzyli, że ich z mużyka nie zdegradują, a ziemi nie da się wziąć na plecy i zabrać; burżuje w 1917 też byli dobrej myśli - przecież na wojnie szło ku nieuchronnej klęsce Państw Centralnych, bolszewicy dostali bęcki w czasie dni czerwcowych, Lenin i Stalin musieli uciekać, zniesiono czapę i uwolniono z pierdelków zwolenników pojednania i polityki miłości jak Feliks Edmundowicz, a Niemcy sami internowali ober-terrorystę Piłsudskiego).

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Towarzysz Mąka

    Zgoda! Sulla też zresztą wybił się bardzo późno, pochodząc z niegdyś znamienitej, ale od dawna na psy zeszłej rodziny.

    Był "złota młodzieżą" naprawdę bardzo długo, kręcił się wśród aktorów i kurtyzan, a potem jedna z nich zapisała mu spory majątek w spadku i wzięła umarła...

    Na co i ja cichcem liczę. ;-)

    Fakt, że nie mam ani złotej czupryny, ani piegów. (Obu już, bo miałem.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  3. Hola, hola!

    " W chwili nastania każdego wczesnokulturowego okresu zaczyna się życie gospodarcze[...] Tym co odłącza się od takiego życia[...] są dobra[...] Wchodzi się w posiadanie dóbr, a termin posiadanie odsyła nas do roślinnego prapoczątku własności[...]

    Wraz z duszą miasta budzi się całkiem inny rodzaj życia.[...]prawdziwy mieszczanin nie jest wytwórcą w prawdziwym , związanym z glebą sensie.[...]Tym samym dobro staje się towarem, wymiana-obrotem, a zamiast myslenia w kategorii dóbr pojawia się myślenie w kategoriach pieniądza.

    [...]późny człowiek oblicza wartość towarów i czyni to zgodnie ze sztywną miarą bezjakościową.Czy i w jaki sposób ta miara wartości znajduje symboliczny wyraz w jakimś znaku wartości - zależy od stylu gospodarki poszczególnych kultur, które każdorazowo wydają na świat inny rodzaj pieniądza.[...]

    Pieniądz w stylu faustowskim jest wyabstrachowaną z gospodarczej dynamiki w stylu faustowskim SIŁĄ i przynależy do przeznaczenia jednostki-[...]-bez względu na to czy dzięki wewnętrznej randze swej osobowości reprezentuje ona część tej siły czy też jest wobec niej wyłącznie ludzką masą.[...]

    Atoli nam, których przeznaczenie umieściło w tej kuturze i w tym momencie jej rozwoju, gdy pieniądz tryumfuje swe ostateczne zwycęstwo, a jego dziedzic, cezaryzm, zbliża się cichaczem i niepowstrzymanie, dany jest eo ipso w ciasno zakrojonych granicach kierunek chcenia i powinności, bez których nie warto dalej żyć. Zamiast wolności osiągania tego czy tamtego, mamy wolność realizowania tego, co konieczne, albo nieczynienia niczego. A zadanie, które ponadludzka konieczność postawiła przed historią , będzie rozwiązane - przy udziale jednostki lub wbrew niej.

    Ducunt fata volentem, nolentem trahunt."

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie się cieszę, że Pan to napisał. Napisałeś, znaczy, że napisałeś. Teraz już tylko kombinujmy jak tę iluminację przenieść w okolice "zegara długu" Balcerowicza.

    Ale to trzeba ciągnąć. Dawno już ludzie zauważyli, że teologia to najwłaściwszy język czy narzędzie opisu państwa. Wiedzieli to doskonale starożytni twórcy alfabetów państwowych, tych systemów pojęć w których tkwimy do dzisiaj i poza których wyjście ciągle jest utopią.

    I nie mam pojęcia, jak to się stało, że prorokom oświeceniowej religii udało się wykreślić słowo "religia". Jak to się stało, że po raz pierwszy stworzyli lud wiernych, którzy nie wiedzą, że wierzą.

    Pisze Pan, znaczy yy.. piszesz "Człowieku, w przebrzydłej herezji itd." No ale przecież wszystkie religie były kiedyś herezjami! Musisz jeszcze dorzucić jakieś argu-męta dotyczące pytania, czemu ta sekta jest gorsza a Twoja lepsza. Wiem, że sporo poświęcił Pan miejsca na pisanie o swej tygrysiej woli mocy i ja to szanuję i rozumiem, ale to ciągle nie nadaje się na wstęp do zdań zaczynających się od "człowieku!"

    Nie chciałbym, żeby mnie Pan źle zrozumiał, nie przylazłem tu krytykować, przeciwnie, podzielić się czymś w rodzaju domniemanej wspólnoty losu. Mam mianowicie wrażenie, że chorujemy, Pan i ja, proszę wybaczyć taką formułę :P na coś co nazwałbym filozofią pogranicza. Czy Pan może z Kresów? Nie chodzi mi nawet o dziejowe poczucie ulotności, ale nietrwałość jako podstawową cegiełkę najtęższych intelektualnych dźwigarów. Czy nie tak działa cała przyroda?

    Bo ja osobiście nie potrafię bliźniemu dobrego słowa powiedzieć, jak żyć wytłumaczyć. I z zawiścią patrzę na ludzi w rodzaju Nicka, najwyraźniej obiecującego ludowi, że będzie "rzezać" Panów czy Coryllusa, który, o ile się nie mylę, obiecuje każdemu pod choinkę ładny dworek. W temacie politycznej teologii też funkcjonuje już jakaś sekta, panów niewątpliwie wykształconych, których zapach mola idzie znieść, jednakowoż tylko dopóki nie zaczną się uśmiechać. Na widok ich złotych zębów instynktownie macam się w portfel.

    Właściwie to chciałem na temat! Piszesz dużo o takim zestawieniu, WŁASNOŚĆ-SIŁA. Chciałbym się trochę pokłócić o terminologię. Wszystkie Twoje zdania przyjmuję w całości przy jednej drobnej zamianie. Własność rzeczywiście żyje w takiej symbiotycznej parze z innym pojęciem, ale nie jest to SIŁA (tak jak ją rozumiem, jeśli Ty inaczej, popraw mnie). Siła ma się do tego pojęcia tak, jak siła fizyczna do zdolności przesuwania przedmiotów w świecie. Bez siły nie jest to możliwe, ale chyba każdy się zgodzi na taki banał, przedmioty przesuwa nie siła, lecz jej użycie. Rozróżnienie ważne, bo można posiadając siłę nie "posiadać" jej użycia. Dlatego proponuję SIŁĘ w roli Twojej uniwersalnej waluty zamienić na WŁADZĘ. Wszystkie pomniejsze byty powinny zająć należne im miejsce na niższych szczeblach drabiny.
    W każdym razie ten liberalny matriks, ten parawan iluzji POSIADANIA, który ma za zadanie ukryć prawa rządzące własnością przed nowożytnym lemingiem.... cóż, tłuc to trzeba jak bolszewika. Strasznie mi się podoba pisanie takich pełnych grozy pojęć kapitalikami.
    Pozdrawiam :)
    PS i jeszcze kup Pan taką cegłę: dzisiaj mamy "założyć firmę" jako nowoczesne, zmodernizowane i racjonalne wezwanie do męczeństwa i świętości.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ shadowbeast (i WSIe)

    Hłe hłe hłe! On się zapytowywuje skąd cytat! (Że się wetnę.)

    A kogo my tu mamy za Świętą Księgę? Za największego Autoryteta? Jaki, że spytam, keyword najczęściej się tu powtarza (można sobie łacno sprawdzić)?

    Pytanie pomocnicze: Jakiego to szkopa Nicek nam się stara wybić z głowy, na razie bez skutku?

    Czym lub kim, z kogo cytatem, by Amalryk mógł próbować mi tu przywalić, jeśli nie...?

    Co do reszty, to dzięki, ustosunkuję się jak przemyślę, a na razie liberalizm mnie nieco dręczy.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Amalryk

    A konkretnie jak byś nas - czyli mnie z tym elokwentnym panem - widział ożenić?

    I powiedz swoimi własnymi słowy - jak to jest właściwie z tą WŁASNOŚCIĄ? Nie wynika z siły? To z czego? Z Prawa Przez Duże P?

    Bo rozumiem, że się ze mną tutaj nie zgadzasz, tak?

    Całuję czule Twoją dłoń

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Tygrys

    " Od Smitha do Marksa mamy do czynienia ze zwykłą autoanalizą gospodarczego myślenia jednej jedynej kultury, i to w jej jednym jedynym stadium rozwojowym. Jest ona na wskroś racjonalistyczna i wychodzi od materii[...] zamiast od duszy pokoleń, stanów, ludów oraz duchowej siły twórczej.[...]

    Nie istnieje więc żadna ekonomia polityczna[...]Gospodarka nie posiada bowiem żadnego systemu lecz fizjonomię."

    Po prostu tego się nie da tak banalnie zredukować, jak trafnie zauważył ten tak nielubiany przez niektórych Prusak.

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Amalryk

    A ja to prymitywnie redukuję, tak? Well, nie sądzę.

    Prusak mówi o ekonomii, a ja o WŁASNOŚCI. To jednak ogromna różnica!

    Ja się akurat z Prusakiem absolutnie zgadzam, że nie istnieje jedna "prawdziwa/naturalna/racjonalna" ekonomia, tylko cała masa różnych.

    Ponieważ - czego nawet Prusak chyba wprost nie mówi - EKONOMII NIE DA SIĘ JEDNOZNACZNIE ODDZIELIĆ OD CAŁEJ RESZTY ŻYCIA SPOŁECZNEGO. Z czego wynika, że jedno wpływa na drugie, i odwrotnie, a każde społeczeństwo ma inne priorytety... I samo już to wystarczy, by ekonomie były zupełnie różne.

    Ale powiedz to Nickowi, albo w ogóle komukolwiek, i zobacz, czy się z Tobą zgodzą!

    Co do własności zaś, to ja jedynie rzekłem, że ona nie wynika z żadnego Prawa Przez Duże P, z jakiegoś zapisanego papierka, z liberalnego chciejstwa, tylko że jakoś musiała zostać zdobyta, i jakoś musi być broniona. Inaczej przyjdą wikingi, bolszewicy, bandyci, czy cokolwiek.

    Istnieje tu pewna inercja i oni mogą się nieco spóźnić... Istnieje też siła nie polegająca wprost na bicepsach i zdolności przegryzania tętnicy szyjnej. Ale tak czy tak, w ostatecznej instancji to jest siła. I ona rozpoczyna ten zaklęty krąg (jajco - kura - jajco...) SIŁA - WŁASNOŚĆ - SIŁA... a nie żeby to własność zaczynała.

    Jeśli się z tym nie zgadzasz, to mi to konkretnie wyjaśnij. Wiesz, że Prusak to jest jedyny autorytet który stanowi tutaj jakiś argument, a nawet całkiem niezły, ale ja wciąż nie bardzo dostrzegam, gdzie miałbym tego Prusaka tak gwałcić, czy z nim się jakoś radykalnie nie zgadzać.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Tygrys

    Nie będę się silił na jakąś egzegezę - blankenburgczyk wykłada to wystarczająco jasno:

    "Z roślinnego powiązania szlachty z ziemią wyrasta idea własności. Własność jest symbolem czasowym, spokrewnionym z małżeństwem [...]nie zaś pojęciem.[...]Wytwarza się podwójne poczucie własności: mienie jako władza i mienie jako zdobycz.[...]

    Te praimpulsy posiadania jako władzy i posiadania jako zdobyczy rozłączają się [...] i wchodzą ze sobą w konflikt.Historia tego procesu jest omal że historią powszechną.
    Z poczucia władzy pochodzą podboje, polityka i prawo, z poczucia zdobyczy natomiast - handel, ekonomia i pieniądze. Prawo jest własnością możnego.[...] Pieniądze są najskuteczniejszym orężem nabywcy.[...]


    Gospodarka domaga się państwa,[...]; polityka postuluje włączenie życia gospodarczego w zakres władzy państwowej - oto antytezy [...]kapitalizmu i socjalizmu."

    Nie ma prostych symetrii typu: własność=pieniądz, pieniądz=siła i siła=władza czy tam pozostałe kombinacje z tego kwartetu,tzn można je świadomie stosować ale tylko w celach propagandowych, za cenę istotnego zubożenia opisu.

    OdpowiedzUsuń
  10. A może trochę bieżączki dla równowagi Panowie? JK dokłada wszelkich starań, by pokazać, że i on ceni wysoko Sowieta "W związku z wydarzeniami politycznymi na Ukrainie oraz sytuacją uwięzionej liderki opozycji Julii Tymoszenko Prawo i Sprawiedliwość opowiada się za bojkotem rozgrywanych na Ukrainie meczy mistrzostw Europy w piłce nożnej oraz za dalszą presją na władze ukraińskie" - czytamy w przekazanym PAP oświadczeniu prezesa PiS. W ocenie Kaczyńskiego działania rządu ukraińskiego wobec opozycji, a zwłaszcza sposób traktowania Tymoszenko "powinny spotkać się ze stanowczą reakcją polskich, jak i europejskich polityków". "W tym kontekście cieszą deklaracje bojkotu meczy Euro2012 rozgrywanych na Ukrainie, składane przez niektóre rządy europejskie" - podkreślił lider Prawa i Sprawiedliwości. Według niego "polski rząd powinien również zagrozić bojkotem ukraińskiej części mistrzostw".

    OdpowiedzUsuń
  11. @ Amalryk

    Daruj, ale chyba coś ostatnio nie jesteś w formie...

    Ja nie mówię o POCZUCIU w własności! Weź Ardreya, choćby to co już opublikowałem - czy gość nie mówi wyraźnie, że WŁASNOŚĆ WYNIKA Z INSTYNKTU? (A będzie tego jeszcze o wiele więcej, jeśli oczywiście znajdzie się sponsorów.)

    Ale właśnie POCZUCIE własności, podczas gdy ja tu mówię o FAKTYCZNEJ MOŻLIWOŚCI POSIADANIA I UTRZYMANIA własności.

    To jest chyba spora różnica, zgodzisz się? Kiedy np. Coryllus nawija, że jedyne istotna rzecz w Polszcze dzisiaj to jest posiadanie przez Polaków jakiejkolwiek własności, to ja mówię, że jeśli mamy mieć własność, to musimy tak czy tak mieć SIŁĘ. Jeśli nam dadzą własność, to znaczy, że widzą w nas jakąś siłę.

    Bez tego żadnej własności nie budiet! Możemy więc równie dobrze walczyć od razu o siłę. Tak?

    Z drugiej strony, może to nam się przydać w ten sposób, że patrzymy sobie kto ma własność i od razu wiemy, że należy do "elity władzy", albo jest jej pupilkiem.

    No, prawie. Niby nasz Nicek wciąż jeszcze jakąś własność ma, ale ani to pewne, ani nie może sobie tam naprawdę porobić co zechce, ani prywatnej armii z tego nie wystawi. A jego kumple i tego nie mają, czemu? BO SĄ PROLAMI!

    I o to mi chodzi.

    Z TYM też się nie zgodzisz i nadal będziesz mnie walił po głowie tym Prusakiem? (Dzięki za cytaty, to zawsze jest cenne! Ale jednak żeby MNIE walić tym gościem po głowie to cholernie zabawne!)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Towarzysz Mąka

    JK nie ma żadnej dobrej gry, to i łatwo doprowadzić do tego, żeby gonił w piętkę. Co, moim skromnym, robi właśnie tym razem.

    Jak ktoś jest naprawdę silny i ma niemal wszystkie sznurki w ręku, to dość łatwo mu zrobić tak, żeby przeciwnik przegrywał cokolwiek nie zrobi. Albo kiedy nic nie zrobi (a np. "agresywnie milczy").

    Wciąż jestem za PiS'em i JK, bo w pewnej istotnej sferze to jedyne co mamy, ale absolutnie bym tych rzeczy nie fetyszyzował, nie wyolbrzymiał, bo to wprost niesamowicie słabe. A w dodatku gada, excusez le mot, sporo ewidentnych głupot. (Czego np. tygrysizm nie czyni.)

    W ogóle nie widzę tego zbyt wesoło, ale, jako rzecze Dávila, nie nadzieja na zwycięstwo powinna nami powodować, a szlachetność samej walki. Albo, jak dodaje Pan T., po prostu to, że pogodzić się z tym całym syfem się nie da. Ani z tymi degeneratami u żłobu.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  13. @Tygrys

    "Ja nie mówię o POCZUCIU w własności!" - innej nie ma. Inna to hipostaza, nieudolnie "materializowania" za pomocą różnych notarialnych kwitów.

    Co prawda dopiero bolszewicy uzmysłowili to światu na iście światowa skalę, ale przykładów w historii nie brakuje.

    Jak to trafnie skonstatował tow. Trocki?
    "W kraju, gdzie jedynym pracodawcą jest państwo, opozycja oznacza powolną śmierć głodową."

    I niczym Cię po łebie nie walę, tylko niosę w lud cytaty ale na nie jak zwykle odpowiada ciągle tylko jeden gość.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kolejny przyczynek do tematu zespołu ostrego braku cojones u naszej pożal się Boże prawicy:
    "Randolph napisał/a na IVRP:
    "Z odruchu serca, nikt w Tenkraju nie próbuje rozliczać stojących nad grobem Jaruzelskiego i Kiszczaka. Z odruchu serca nie odbiera się emerytur innym zniedołężniałym sędziom sądów wojskowych, doraźnych i funkcjonariuszom MBP. Nie jest z nami tak źle."

    Nie z odruchu serca tylko z zakłamania i głupoty. Towarzysze mają trafić do pierdla na długie lata, bo są winni. To jednak nie powód aby ich tłuc w tym pierdlu. Bo czym będziemy się od nich wtedy różnić?"

    Na razie rzeczywioście siię różnimy. Towarzysze byli skuteczni i sa skuteczni, a prawacy und patrioci - wprost przeciwnie.

    A Targowica przestaje się krygowac i ukrywać: jedni chwala sie ukończeniem MGiMO, drudzy po raz pierwszy od 20 lat przyznają, że to oni kapowali na obiboków i kontrików wymigujacych sie od robociarskiego świta 1 maja, i że są z siebie dumni.

    OdpowiedzUsuń