piątek, stycznia 02, 2015

Krótka historia intelektualna Zachodu od Oświecenia do chwili obecnej

Pełny tytuł:

Krótka historia intelektualna Zachodu od Oświecenia do chwili obecnej, a nawet dalej, bo do chwili, gdy wtorki, środy i soboty (piątki nie, bo one są u nich święte) zostaną się za wykidajłów w haremach (gdzie będą sobie słodko żyły co ładniejsze z waszych, ludzie, wnuczek); wszyscy postępowi księża zamienią się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w tańczących derwiszów; a każdy posiadacz choćby połowy platformianego genu będzie chodził bez rąk

Ładnie to umieścić na stronie tytułowej, oczywiście fajny drzeworyt, i będziemy mieli barok, do którego nam przecie tęskno, i nie bez powodu!

* * *

Powiedzieliśmy sobie ostatnio, że określenie "satanizm", w odniesieniu do tego, co różni tacy ostatnio z upodobaniem czynią, ma kilka miłych zalet, ale także poważne wady. Zaletą jest oczywiście to, że jeśli ktoś by naprawdę poważnie traktował tę drugą religijność, która dziś robi za chrześcijaństwo, to mu się owa nazwa gładko w światopogląd wpisuje i budzi właściwe emocje. Poza tym jest to określenie krótkie, mające interesujące konotacje, i w ogóle literacko po prostu perła.

Z drugiej jednak strony tak mi się widzi, że mówiąc o tych sprawach jako o "sataniźmie", przeważnie chybiamy celu. Językiem artylerzystów powiedziałbym, że przestrzeliwujemy cel. Nie w sensie, że na wylot, niestety, tylko w tym, że zamiast trafiać w zgromadzone przeciw nam baterie i sklady amunicji, trafiamy co najwyżej w leżące na głębokim zapleczu składy zrabowanych miejscowemu chłopstwu dóbr doczesnych, niezbyt zresztą imponujących. Czyli jakichś żałosnych Nargalów, albo niemal równie żałosne Pyzate Zuzie.

Z innej, choć również artyleryjskiej, perspektywy - nasze działa właśnie nie donoszą i trafiamy w ziemię niczyją pomiędzy naszymi niezwyciężonymi oddziałami i zgrają okopanych po uszy wrogów. Też niestety niedobrze, bo tam także co najwyżej jakiś zabłąkany Nargal i zabłąkana Zuzia, podczas gdy Główne Macherki kryją się za umocnieniami.

Jakie na to lekarstwo? Zatrucie duszy, moi państwo! Nic innego! Nie w tym sensie, żebyśmy sami chcieli zatruwać dusze, tylko w sensie, że to określenie - "zatrucie duszy" - wydaje się być owym celnym ogniem, potrzebnym do zniszczenia wrażych baterii i wszystkiego czemu one służą. (Łał, prawda?)

Co pilniejsi czytelnicy tych moich blogowych mądrości znają już zapewne co najmniej ten kawałek dorobku Roberta Ardreya, który ja tu dla was ludzie, swego czasu polskiej mowie przyswoiłem, tak? Jeśli ktoś nie zna, a jest pilny, to prosiłbym się z nim zapoznać. Może nie być w tej chwili, ale co najmniej wkrótce po przeczytaniu niniejszego. Jest to tutaj w odcinkach na tym blogu, ale bardziej wypolerowane wersje powinny wciąż być w sieci - proszę wrzucić w wyszukiwarkę "Afrykański początek + Ardrey" (bez cudzysłowów), i jeśli jest, to powinno się pokazać.

Po co nam to akurat teraz? A po to, że, jak do mnie całkiem ostatnio doszło, owo zatruwanie dusz ma ścisły związek z tym, o czym (nawet właśnie w owym przetłumaczonym par moi) kawałku pisze Ardrey. Czyli z marzeniem różnych takich naprawiaczy świata - których niestety zawsze było i wciąż jest multum - o tym, by z ludzi zrobić owady. Mówię całkiem poważnie, a Ardrey, w omawianym fragmencie, mówi to równie poważnie, a do tego ładniej i obszerniej.

Nie chodzi oczywiście o to, że takiemu naprawiaczowi tak się podobają powiedzmy wąsy karalucha, że chciałby nimi obdarzyć nas wszystkich. (Po prawdzie, jeśli wierzyć Theofilowi Gautier, to Fourier chciał nas obdarzyć piętnastosopowym ogonem z okiem na końcu, a czymże przy tym są wąsy?)

Chodzi o to, że: "Paczpan, te owady, niby takie mają małe te łepki, takie niby mało inteligentne, a jak one umieją społecznie żyć, zgodnie, harmonijnie i dla wspólnego dobra! Trza by to zrobić z ludźmi, bo już przecież nie można na to patrzeć, a ludzie w końcu niby mądrzejsi."

Takie marzenia, takie plany, takie zamiary, pojawiają się dość obficie, co najmniej od czasu, gdy straciły na wadze podobne poniekąd plany oparte na religii. Czyli różni tam Lollardzi i Menonici. Czyli, stosując grubą kreskę, przyjmujemy iż gdzieś od Oświecenia.

Potem ruszyło to dużo ostrzej z kopyta od Darwina, kiedy to do uszczęśliwiania Ludzkości zaczęto stosować już nie tylko mechaniczny model świata Newtona, na czym w znaczniej mierze polegało przecież Oświecenie, ale także teorię ewolucji, a taki np. komunizm to przecie krzyżówka heglowskiej filozofii, traktowanej jak religia (ale do tego aż stopnia, że nawet się z innymi religiami nie raczyła pozwolić porównywać), z "naukowym" jak wszyscy diabli planem wyewoluowania ludzkiego gatunku w coś nowego i "lepszego", czyli w człowieka "nareszcie" udomowionego...

Co było jednocześnie (paczpan, jak to się dziwnie plecie!) planem uczynienia "wreszcie" z ludzkiego społeczeństwa, w skali globalnej oczywiście (żadnych tam partykularyzmów!), czegoś, czego by się nie powstydziły mrówki, pszczoły i termity! Pomyślcie nad tym chwilę, a jestem pewien, że mi przyznacie rację. Czyli, patrząc na to z perspektywy ewolucyjnej, chodzi o przeskoczenie owych czterystu milionów lat, dzielących ssaka od owada. (O czym właśnie ładnie pisze Ardrey.)

No i teraz ujawnia się naszym oczom fakt, że z tego punktu widzenia zatruwanie ludzkiej duszy - duszy choćby w sensie całkowicie świeckim, rozumianej jako nasze, ludzkie, psychiczne w najszerszym sensie, "oprogramowanie" (choć przecież tam, gdzie dusza ma także wymiar religijny, także oczywiście "powinna" zostać zatruta, a ta religijna część, czy może całość, szczególnie).

W dodatku łatwo zauważyć, że, jeśli mamy rację, że to właśnie jest główny cel owego zatruwania, który niektórzy wolą dźwięcznie nazwać "satanizmem", to nie musi to być nawet jakieś psychodeliczne zatruwanie - w sensie wizji i takich tam - bowiem całkiem wystarcza po prostu owej duszy ZNISZCZENIE! Indywidualnej duszy, czyli indywidualnej ludzkiej psychiki i inteligencji.

Coś, co nawiasem postulowała osławiona (ktoś o niej słyszał?) Szkoła Frankfurcka. Jako (oficjalnie przynajmniej) lekarstwo i profilaktykę przeciw wszelkim faszyzmom i nacjonalizmom. (Które, oczywiście, miałyby być czymś od tak potwornych działań bez porównania gorszym. Co do mnie słabo trafia, sorry!)

Nad tym naprawdę warto się zastanowić. Co więcej, my tutaj mamy dodatkową satysfakcję, że zwróciła nam się inwestycja w Ardreya, bo gość pozwala zrozumieć współczesność lepiej, niż ogromna większość współczesnych mędrców, o autorytetach nie wspominając. Mam jednak coś jeszcze lepszego! Może nie aż "lepszego", bo i to było super, ale więcej czegoś równie wspaniałego.

Weźmy Spenglera. Drugiego z naszych... Well, niemal gurów. Wie ktoś, pamięta ktoś, co Spengler  w drugim tomie swego niekastrowanego dzieła pisze o istocie Magieńskiej K/C? Otóż ta Kultura (obejmująca żydowską, wczesnochrześcijańską, irańską, i islam jako swą reformację) ma bardzo specyficzne widzenie świata - jak każda (wysoka) Kultura zresztą, ale też, jak każda, całkiem inne od wszystkich pozostałych.

Tam niemal wszystko jest np. substancją - nawet życie i śmierć, nawet chyba czas, nie mówiąc już o np. duchu. (Światło też - to dla zainteresowanych fizyką. Wiem, że mam paru takich wśród znajomych, tylko do Spenglera nie mogę ich przekonać.) Oczywiście to się różnie w różnych językach nazywa, ale po grecku jest pneuma, czyli indywidualna dusza każdego żywego stworzenia, oraz (na odmianę po łacinie, po grecku zapomniałem i nie chce mi się szukać) spiritus, czyli "DUCH" z jak najbardziej wielkiej litery.

Ta pneuma to jest właśnie takie świeckie coś, taki software, który każdą żywą istotę napędza. Nie ma w tym nic religijnie wzniosłego. Wzniosły jest ten DUCH, czyli spiritus (nie w tym sensie, rodacy!), który spływa ewentualnie z góry, wypiera wszelkie możliwe diabelskie i ciemne substancje (dualizm!), i czyni człowieka pobożnym, a nawet, da Bóg, świętym. Tak to widział Plotyn, a po nim cała masa innych myślicieli i mistyków.

Ta świętość, z góry spływająca i wnikająca w człowieka, dodajmy, może być wersji mitraistycznej, mozaistycznej (z wieprzowiną lub bez), wczesnochrześcijańskiej (jako "łaska"), islamskiej - czyli otwarcie religijnej; albo też pozornie całkiem nie-religijnej, np. jak u Jana Jakuba Rousseau albo wprost w KOMUNIŻMIE.

Nie zajmujemy się tu streszczaniem Spenglera, wiec niestety nie powiemy o tych fascynujących sprawach aż tyle, ile by należało, bo to ma o wiele więcej niezwykle fascynujących aspektów, ale tutaj zmierzamy do tego, że oto - żeby w tych magiańskich kategoriach...

(Skąd one się nagle dzisiaj na szeroko pojętym Zachodzie wzięły, spyta ktoś? Nie wyjeżdżajcie mi tu, drogie ludzie, z jakimś antysemityzmem, bo będziemy mieli na karku Bratkowskiego, albo nie tylko! Więc sza! Zastanówcie się sami, jeśli macie odwagę.)

No więc, zakładając, że ktoś to dzisiaj jeszcze widzi w tych kategoriach... (A są dziś nawet i tacy, którzy twierdzą, że dla tej K/C także i państwo musi wyglądać jak partia komunistyczna - i to nawet bez żadnych demonicznych zamiarów - po prostu oni nic innego nie pojmują, a nawet się wszystkim innym po prostu okrutnie brzydzą. Może coś w tym i jest, nie wiem.)

No więc, patrząc z tej magiańskiej perspektywy, zniszczenie indywidualnych dusz, tych egoistycznych pneum, okazuje się NIEZBĘDNE I KONIECZNE do tego, by zamiast nich wszędzie wniknął ów duch spływający z góry - tylko że w tym przypadku trudno jest jakoś bardziej jednoznacznie ustalić, ile w tym czystej religijności (i nie mówimy o chrześcijaństwie!), ile zaś tego zamiaru uczynienia z Ludzkości, dla jej Szczęścia i dla Postępu, oczywiście, roju pszczół czy innej termitiery. Tutaj zamiar świecko-robaczywy splata się ściśle z zamiarem mętno-religijnym, i nikt, a przynajmniej nikt przy zdrowych zmysłach i nienależący duchem do tamtej K/C, tego rozumem nie rozwikła.

I o to mi właśnie chodziło. Może to nieco trudne do pojęcia po jednym szybkim przeczytaniu, ale wydaje mi się to warte ponownego uważnego przeczytania i późniejszego przemyślenia. Chyba, oczywiście, że mnie megalomania ponosi i bardzo się w tej kwestii mylę.

triarius

P.S. A teraz wychodzimy pojedynczo i uważać na ogony!

12 komentarzy:

  1. Chyba to dla mnie za mądre, zwłaszcza, że ostatnimi czasy, bardzo zgłupiałam. Jeżeli mogę tu jeszcze coś dodać, to, to, że jestem zmęczona. Zmęczona beznadziejnością. Co do duszy, myślę, że teraz dają te z krótką gwarancją i że się szybko psują. Widać w naszym świecie, już nawet dusze są spartolone.
    Sorry, za ten koment.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Cię widzę. Co do mądrości, to o platfąsach bez rąk chyba zrozumiałaś? ;-)

      Rozumiem Twoje... Nie chcę rymować, ale jest późno, więc niech będzie - nastroje. Ten świat, który nigdy nie był idealny, parszywieje po prostu w oczach. Nawet chyba w Bizancjum tak dennie nie było, że im większe zero tym wyżej i odwrotnie. To jest już idealnie zorganizowane, to im trzeba przyznać.

      Zresztą nawet w b. konkretnym wymiarze też miałem paskudnie trudne czasy, a nie ma przecież żadnej gwarancji, że nie wrócą. Raczej przeciwnie.

      (Ale Środa w roli wykidajły słodka, przyznaj!)

      Pzdrwm

      Usuń
  2. Tu u Ciebie komentnąć trudno jak diabli. Żartowałam, że nie zrozumiałam. Myślałam, że masz o meni wyższe mniemanie. Środa to chyba jeden z najgorszych babonów jakie po świecie chodzą...i nawet śmiać mi się nie chce z tej beznadziei. Cieszę się, że się cieszysz, że mnie widzisz, zawsze to jakiś plus.
    Na pocieszenie dodam, że nawet całkowite zniewolenie w końcu się załamie...pewnie nie za naszego życia, ale cóż to jest dla historii? Wieczności? Mgnienie! Nic nie warta chwilka!
    To tylko koszmar nas współczesnych, nie dla tych, którzy będą nas rozkopywać w grobach i dziwić się z wielu powodów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jakim sensie trudno jak diabli komętać? Z powodu @#$% Firefoxa?

      Oczywiście, że mam o Tobie lepsze zdanie! Uznałem, że chciałaś lekko pokokietować i wpisałem się w tę konwencję. Druga możliwa interpretacja była taka, że chcesz mi subtelnie i grzecznie powiedzieć, że napisałem rzecz nudną i mętną, więc trudno oczekiwać, by Ci się chciało w tej krynicy mądrości nurzać.

      Co do koszmaru, to po prostu koszmar. (Na szczęście nie jestem typem samobójcy, więc niech się Masowy nie cieszy!)

      Pzdrwm

      Usuń
  3. O i Iwonka się odnalazła w Nowym Roku! Wszystkiego najlepszego (jakby to ironicznie nie zabrzmiało)! Ponadto tuszę, iż nikt przy zdrowych zmysłach za te lat pięćset czy ileś, naszych kurhanów rozgrzebywał najprawdopodobniej nie będzie (w końcu to nie grobowce faraona). A Ty się nie dołuj, bo tu u Tygrysa nikt przecież nie obiecywał (poza “nieodżałowanym Nickiem” naturalnie), że będzie luks (no może hyżość wichrów epoki nas tu nieco zaskakuje) w końcu “optymizm jest tchórzostwem”.

    A czy Ty drogi Tygrysie nie za wielkie awanse czynisz naszym “starszym bracim” Magianom? Jak to szło (i w 1919 nikt jeszcze nie słyszał o drogim Adolfie)? “(...)Temu magicznemu narodowi, z jego gettem i religią, grozi dzisiaj zniknięcie - nie dlatego, że nie odgrywa już żadnej roli w myśleniu[...]przewaga jaką dysponowało prastare geszefciarskie myślenie tego magicznego narodu, zdecydowanie maleje; w stosunku do Amerykanów tudno już nawet o niej mówić(...)”
    Osobiście jestem za to skłonny uwierzyć w ich siłę sprawczą w tzw “arabskiej wiośnie” (ładna mi “wiosna” nie ma co!), która zrobiła ich państwo (wielkości jednego województwa) głównym rozgrywającym w regionie, mogącym sobie swobodnie wchodzić w przeróżne układy z poszczególnymi magianoarabami.

    Fellachiczny spokój cmentarza “drugiej religijnośći” nie ma wyjątków, dotyka wszystkie Cywilizacje z Magikami włącznie. Nie ma powrotu do czasu epokowego, historycznego “odwojowania” przez nich dawnych kulturowych domen i “dorzucenia” tego i owego (w 622 Abū al-Qāsim daje drapaka z Mekki do Medyny a w 641 Arabowie docierają do Indii, w 676 do Samarkandy, a w 732 stoją u bram Paryża!). Myślę, że są zamuleni nie gorzej od naszych lemingów, cały ten Kalifat-sralifat to oczywiście jak zwykle wdzięczny amerykański wypadek przy pracy (by nie wspomnieć o innych tego typu historycznych z Viet-congiem i Al-khaidą na czele).

    “Bez barbarzyńców cóż poczniemy teraz? Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem!”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Że się wetnę.)

      Skrzysz się mądrością niczym firmament gwiazdami, zapładniasz nie gorzej od Boskiego Freddiego i przywracasz już niemal dobre imię optymizmowi. (W końcu ktoś musi pracować i na tym odcinku, a skoro nie ma wiadomo kogo...)

      Że spytam... skąd masz te cytaty? Szczególnie ten końcowy?

      A co do barbarzyńców, że tak na gorąco i bez głębokich przemyśleń... My ich zapewne nie doceniamy. Nasz Guru nie miał tego niebywałego szczęścia, epistemologicznego ma się rozumieć, żeby mógł sobie obserwować jak się z Fellahów jacyś przepoczwarzają w groźnych Barbarzyńców. Grożnych być może jak cholera - w każdym razie dla tak sparszywiałych społeczeństw jak te zachodnie dzisiaj. Czyli znowu imperializm nie jako siła, tylko jako wessanie w próżnię...

      Wcale nie potrafiłbym od razu wykluczyć, że jako np. odtrutka na kłamstwa i zboczenia leberalizmu, taki fellahiczny islam mógłby być skuteczny jak dobrze rozgrzany nóż do krajania masła.

      Niewykluczone, że wkrótce będziemy oglądać w miarę masowe nawrócenia, a wtedy np. tajscy bokserzy i zawodnicy MMA nie tylko będą importowani z Maroka i Surinamu, ale produkowanie na miejscu, od razu jak trzeba. I takie tam.

      W końcu z takimi stosunkami między płciami (swoją drogą co za słowo!), że już nie wspomnę o stosunku do rodziny, śmierci (tzw. religia), celu życia (jest jeszcze jakiś?) żadne społeczeństwo nie pociągnie i ludzie w końcu muszą się zbuntować. Kiedy tutaj kobiety zaczną dostrzegać jak dziwnie szczęśliwe są te zniewolone baby, a zaczną... To jeszcze tylko musza sobie uświadomić, jak one same są w istocie nieszczęśliwe. Mieszanka piorunująca, jeśli mnie spytać.

      A poza tym tysiące ludzi oswojonych z walką i zabijaniem tuż obok wystraszonych lemingów żyjących od jednego do drugiego podrygiwania w błyskach dyskotekowych lamp? A nawet gdyby udało się na jakiś czas powtrzymać te tam wyjazdy - to jak wypadnie np. ów szwedzki zakaz wszelkich "militarnych" zabawek w starciu z mitem i etosem walki o zdobycie świata dla "Prawdziwej Wiary" (ach!)! Kiedy taki np. katolicyzm, ostatnia nadzieja przytomnych białych, na naszych oczach stał się już całkowicie drugą religijnością, zresztą jak chyba nigdy w historii - chodzącą na pasku totalitarnej władzy? Nie mówiąc już i innych fellahicznych wiarach, czy ich smętnych rezyduach, niemniej agresywnych jak cholera? Itd., itd.

      Pzdrwm

      Usuń
    2. No! Tego porównania to mogłeś mi oszczędzić!

      Pierwsza cytata to jak najbardziej Oswald Arnold Gottfried, Druga to Konstandinos Kawafis, z resztą pedał, ale poeta jaki (w młodości, co mi się dziś wydaje dość dziwne, dużo poezji czytywałem).

      To prawda że Zachód fellachizuje się w sposób szczególnie obrzydliwy to jest istna ohyda spustoszenia ale ciągle jest jeszcze sprawna militarna mniejszość...
      Choć z drugiej strony rzeczony Oswald Arnold pisze:"(...)Aby przemóc krew trzeba ją mieć. Dlatego też monastycyzm w wielkim stylu istnieje tylko w czasach rycerskich i wojennych, a najwyższym symbolem pełnego zwycięstwa przestrzeni nad czasem jest wojownik przemieniony w ascetę , nie zaś urodzony marzyciel i słabeusz, który z samej natury należy do klasztoru ani też uczony, który w swym gabinecie opracowuje jakiś system moralny.(...)"

      Usuń
  4. Almaryku, widać jednak i Ty mnie nie zapomniałeś i dzięki za życzenia choć to tylko formułka. Wiesz co do kurhanów, nic nie wiadomo, kto i co będzie za te pięćset lat robił. Nie tylko groby faraonów się rozgrzebuje. A zdołowana jestem podwójnie, więc, ech szkoda gadać.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże mógłbym zapomnieć! Oh! Formułka! Nawet te najzgrabniejsze nie formułkowate są li tylko zaklinaniem rzeczywistości, wiarą par exellance, w ostatecznym rachunku liczy się tylko szczerość, a moje są szczere.

      Zostawmy może na razie w spokoju te nasze groby, póki co mój mi się podoba taki jaki aktualnie jest!

      Co się dzieje? Mam nadzieję że ze zdrowiem wszystko w porządku?

      Usuń
  5. Więc dzięki za szczere, choć zaklinające rzeczywistość. Jasne, już odchodzę od grobów. A ze zdrowiem, no cóż, jakoś żyję, nie cierpię na nic nieuleczalnego, poza życiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tu muszę, odpowiedzieć Tygrysowi. Tak z powodu firefoxa za nic nie mogę odpowiedzieć. Tylko tu na dole. A kokietujesz, to raczej Ty. Bo jak by mi się nie chciało czytać, to bym nie czytała.Nie, idę sobie, bo wprowadza u Ciebie grobową atmosferę. No i znów groby!
    Pozdro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się cieszę! Ledwo powiedziałem, że tylko Ty z Amarlykiem trzymacie mi blogasa przy życiu, a tu taka frajda! Ale mi teraz będzie wesoło! ;-)

      Pzdrwm

      Usuń