wtorek, listopada 13, 2012

Judeosceptycy

Będzie swego rodzaju biężączka, cieszcie się! Ale nietypowa, jak to u mnie.

Zafascynowała mnie niedawna wypowiedź Blumsztajna, że, cytuję z pamięci: "w Marszu Niepodleglości biorą udział judeosceptycy". Że idą tacy, którzy się Blumsztajnowi nie podobają, to oczywiste, ale zaskoczyło mnie, że nie wystarczył standardowy i odwieczny epitet... Jaki? Nie, no bez żartów! Oczywiście "antysemici".

Niby drobiazg, niby głupotka, ale mnie to dość fascynuje i się mocno zastawiam. Najprostsze, najoczywistsze i poniekąd najoptymistyczniejsze wytłumaczenie jest takie, że w tym Szabesgoj Cajtung przeważnie piszą ludzie, dla których polski nie był pierwszym językiem, którym się mówiło w domu. Takie wrażenie odnoszę niemal zawsze, kiedy przeczytam coś z tej szacownej gazety - w sieci, albo w jakimś (excusez le mot) kiblu na gwoździu.

Nic oczywiście w tym złego, że dla kogoś polski nie jest językiem ojczystym - nie mam np. pretensji do ponad stu milionów Japończyków, że w większości w ogóle nie mówią po polsku, a jeśli nawet, to jest to język wyuczony w późniejszym wieku - ale kiedy się pisze w polskojęzycznej gazecie, to jednak stanowi drobną skazę na dziennikarskim profesjonaliźmie. Itd.

To jednak, jak rzekłem, jest interpretacja dość optymistyczna. Mogą być i inne. A już szczególnie wyczulony na nie będzie, taki jak ja, spenglerysta, który pamięta, że w roku chyba 81 przed Chrystusem... jakoś tak... Sulla wprowadził prawa o "obrazie majestatu władcy".

Które od tego czasu trwały i robiły swoje aż do końca rzymskiego państwa. Spengleryzm to nie jest oczywiście żadna numerologia (choć i takie stwierdzenie usłyszałem kiedyś, chyba na BBC, że jest właśnie, i zadziwiająco precyzyjna w dodatku) i tutaj nie ma nic super-dokładnie, ale jakoś właśnie teraz jesteśmy, w "świecie równoległym", że tak to kokieteryjnie określę (wiecie o co chodzi?), w tej samej epoce naszej Cywilizacji.

To zaś skłania do zastanawiania się nad naszym (?) obecnym odpowiednikiem tych praw. (Nie przez duże "P" bynajmniej, tylko spenglerycznie: "prawo to wola silnego narzucona słabym" i tyle!) No i dotąd miałem tutaj wzrost znaczenia przepisów o "naruszeniu dóbr osobistych" - które oczywiście w praktyce dotyczą tylko możnych tego świata i pupilów Władzy. Plus oczywiście różne sprawy związane z cenzurą. Plus te próby, które, jak słyszę, są robione, by ochronić unijnych "polityków" przed wszelką odpowiedzialnością za ich "polityczną" działalność.

Jednak tak mnie to blumsztajnowe określenie - przypominam: "JUDEOSCEPTYCYZM" - zafascynowało, że od razu wpisało mi się w te, związane z Sullą, spengleryczne intuicje. No bo przecież każdy chyba od razu skojarzył, że słowo (powtórzymy je sobie, niech gugle tego świata dostaną papu!) "judeosceptycyzm" jest utworzone na wzór słowa "eurosceptycyzm", wszystkie jego derywaty, z których "judeosceptyk" wydaje się najważniejszy, także są takie same... Zatem być może tutaj należy szukać odpowiedzi?

Słowo "eurosceptyk", tak samo jak i nowy (chyba że w jakichś tajnych gremiach to już funkcjonuje od dawna) "judeosceptyk", w zasadzie, dla kogoś kto językiem polskim, w odróżnieniu od typowego dziennikarza Szabesgoj Cajtung, włada, brzmi stosunkowo łagodnie. W końcu "sceptyk", to znacznie mniej złowieszcze stworzenie, niż powiedzmy "zapluty karzeł reakcji", "nienawistnik", "agent amerykańskiego imperializmu", czy "stonka ziemniaczana zrzucana z samolotów przez Trumana".

Niewątpliwie tak to było pomyślane, żeby tym epitetem można było objąć WSZYSTKICH, którzy nie dostają orgazmu na samą myśl o Unii. O żadnych "unionienawistnikach", czy jak ich tam by nazwali, dotąd chyba nie słyszeliśmy - wszystko załatwiali tym, z pozoru niewinnym, epitetem "eurosceptyka". Byli oni - mniejszość, ale jednak nie mniejszość, nie taka, jak np. "geje" czy transwestyci, nie żeby mieli jakieś prawa mniejszościom z definicji przysługujące, o nie! - no i była większość, posiadająca same zalety, która na sam dźwięk Ody do Radości stawała słupka, merdając ogonkiem.

Jednak takie rzeczy potrafią się zmienić. NEP ma do do siebie, że potrafi się skończyć, a nawet zdaniem niektórych (konkretnie Pana Tygrysa) taka właśnie jest jego natura, że on się skończyć po prostu MUSI. I zawsze tak naprawdę jest wprowadzany jako rzecz chwilowa i prowizoryczna. Tak że niewykluczone, iż w najbliższym czasie będziemy mieli "kto nie z nami, ten przeciw nam". Ze strony Unii znaczy, a raczej ze strony jej #$%^& przywództwa.

Wtedy jednak chyba nie będzie już czasu na wymyślanie, uzgadnianie (?) i lansowanie nowego przerażającego epitetu dla Wrogów... Więc posłużą się, jestem tego niemal pewien, dawnym, dobrym... Jakim? Nie uważacie! Oczywiście "eurosceptykami"!

I tak mi właśnie chodzi po głowie - dość karkołomna myśl, czysto intuicyjna, ale z intuicjami u mnie na ogół nienajgorzej i nieźle się (niestety) sprawdzają - że może Blumsztajn, nasz (?) Genialny Słowotwórca (żeby nie powiedzieć "Genialny Językoznawca")... Wyczuł coś w powietrzu... Albo też czegoś się tam pocztą pantoflową dowiedział...

I wie, że wkrótce "sceptyk" to będzie straszne słowo - coś takiego jak swego czasu "kułak"...  Więc, sprytnie jak cholera, tego mu nie odmówię (to na pewno zasługa łbów od śledzi), wymyślił PODWIĄZAĆ SIĘ ze swym dźwięcznym słowotworem (jakim? JUDEOSCEPTYCYZM, a jakim niby innym?) pod tę nadciągającą kampanię robienia porządku z wrogami. W końcu, jak uczy marketingowa wiedza, "lepiej być z czymś pierwszym, niż najlepszym". Drugim jednak też nie jest źle być, szczególnie, jeśli się w sumie płynie tym samym nurtem i występuje fajna synergia.

Nie czytam wielu gazet i mogę nie wiedzieć wszystkiego, ale nie znam innych słów skonstruowanych na doraźne polityczne (w takim sensie, jaki to słowo miało w Sowietach czy innej Kambodży Czerwonych Kmerów) potrzeby w ten właśnie sposób. Tylko "eurosceptycyzm" i - nowy, genialny, jakże nam potrzebny, skoro "antysemityzm" przestaje już kogokolwiek ruszać - "judeosceptycyzm".

Naprawdę nie mam pojęcia, ani żadnej najmniejszej intuicji, jakie będą dalsze losy "judeosceptycyzmu", jak i samych judeosceptyków... Ani nawet dalsze losy judeo... Jak to będzie? Chyba "fanatyków"? "Judeofanatyków" zatem - zaryzykujmy!

Ja tutaj jedynie tego Genialnego Słowotwórcę traktuję jako SYMPTOM. Jako coś, co być może sugeruje nam, może nam zasugerować, jeśliśmy dostatecznie subtelni, by takie przekazy zrozumieć, co może się wkrótce dziać... Czy może raczej: "jaki wkrótce może być stosunek" do "eurosceptycyzmu" i, zapewne, wszelkich innych form "sceptycyzmu", które zostaną uświęcone, czy raczej przeklęte, przez odpowiednio autorytatywne Gremia... Czy jak tam oni to robią.

To zresztą może działać i w odwrotną stronę - czyli że np. Blumsztajn łączy dotychczasowo niezawodny młot na czarownice, czyli określenie "antysemityzm" z dość dotychczas niewinnym (w sensie, że śmiercią to nie groziło, choć niedostaniem unijnego grantu jak najbardziej) określeniem "eurosceptycyzm", sugerując odpowiednim organom, że można by kurs wobec "eurosceptyków" zaostrzyć, bo skoro "judeosceptyk" równa się "antysemita", a cóż jest od "antysemity" gorszego, no to... Itd. Każdy z tych, dla których ja tu piszę, sam sobie resztę dośpiewa, jeśli chwilę pomyśli.

Unia bowiem straciła sporo ze swego czaru, co zresztą widać po zagubionych mordkach rodzimych lemingów. Ja bowiem raczej w tej utracie czaru przez Unię widzę przyczynę wahania się lemingów i ew. nadzieję na przejrzenia na oczy przez istotną część moich (formalnie rzecz biorąc) rodaków. Jak jest w Polsce, każdy chyba widzi. Nadzieje szeroko pojętego Tuska na rządzenie tutaj, "w powszechnej miłości", słodyczy,  przy poparciu wystarczającej ilości ogłupiałej "proeuropejskiej"... Jak by ich tam określić... (Nie mówiąc oczywiście o służbach, agenturach, mediach itd.)

Przez następnych sto lat - a na pewno dłużej, niż jakiekolwiek, formalnie choćby suwerenne, polskie państwo będzie istnieć - rozpłynęły się jak sen jakiś złoty. Dlatego też trudno się dziwić, że prą do konfrontacji frontalnej i tzw. "rozwiązań siłowych". W reszcie Unii też sprawy, z tego co oglądam np. na (chorobliwie prounijnych i postępowych oczywiście) francuskojęzycznych programach telewizyjnych co je mam w pakiecie, nie wyglądają wesoło.

W Hiszpanii na przykład banki wywalają za długi drobnych przedsiębiorców na ulice, a potem jeszcze żądają od nich spłaty całego długu. W ciągu dwóch tygodni mają tam z tego powodu drugie samobójstwo i zaczęło się na ten temat robić sporo hałasu. We Francji popularność prezydenta wciąż leci na łeb, jak ponoć nigdy dotychczas nie było. Choć jest lewicowy, więc z bankami za bardzo się nie kojarzy, a przed Unią, czyli personalnie Merkelą, korzy się wyraźnie mniej obrzydliwie, niż poprzednik.

Tak że Unia ma problem, Tusk ma problem, inne Tuski też mają problemy... My oczywiście też mamy problem, albo i tysiące problemów - jak zawsze. Drobnym wytchnieniem od takich rzeczy może być na przykład taka właśnie egzegeza jednego celnego (a jakże) wynalazku Genialnego Językoznawcy Blumsztajna. Cieszmy się tym co mamy, i takimi drobnymi przyjemnostkami, bo, niezależnie od tego czy któraś z moich interpretacji jest prawdziwa, i która konkretnie, miło raczej w dającej się przewidywać przyszłości nie będzie.

A więc - Niech Nam Żyje Genialny Słowotwórca Blumsztajn! Hip hip, hura! (A orkiestra rżnie od ucha: "Tra pa pa pa, tra pa pa pa, tra pa pa pa, pa pa pa! Hava, nagila hava..." Może być na raz, pasuje.)

triarius

P.S. Od mądrego wroga gorszy głupi przyjaciel.

czwartek, listopada 08, 2012

___Tłumaczmy więc ! ! !___

Ostatnia aktualizacja 05-11-2021




Powyżej guzik PayPal, na który można kliknąć i przekazać pieniądze na intencję przetłumaczenia określonej ilości stron. Strona jest przeliczeniowa, czyli 1800 znaków (ze spacjami). Cena za taką stronę to 25 zł. (To naprawdę b. niska cena! Jeśli zaś inflacja poczyni spore postępy to będę musiał ją kiedyś podnieść.) PayPal to naprawdę dobra marka i to jest całkiem bezpieczne.

* * *

Jeśli mi ktoś przyśle dychę, albo dwie, w kopercie, to też będzie OK. O ile oczywiście ta forsa dojdzie, ale z tego co wiem, zawsze jednak dochodziła, nawet w tamtym poprzednim PRL.

* * *

Gdyby ktoś potrzebował guzika PayPal na jakąś bardziej egzotyczną walutę, albo konta bankowego dla egzotycznej waluty - niech się ze mną na ten temat porozumie, OK?

* * *

UWAGA: Wszelkie wpłaty nie stanowiące wielokrotności 10 zł zaokrąglam w dół! Nie żebym chciał być wredny, ale jakoś to przecież muszę liczyć, a tak ma więcej sensu. Ew. nadwyżki tego typu uznam za jakiś napiwek czy wyraz czułej sympatii.

* * *

Jeśli Sponsor powie mi, że tego chce, to go wymienię jako Sponsora w jakimś publicznym miejscu i podziękuję. Chyba raczej tutaj to by było. Musi mi tylko rzec, jak chce być tam nazwany.

----------------------------------------------------------------------------------

Robotę będę się oczywiście starał robić tak szybko, jak to będzie możliwe. Co do rzetelności to chyba nie muszę nikogo tutaj przekonywać, zgoda?

To co zrobię, będę przerabiał na ebooki w formacie .pdf, do wrzucenia na jakiś serwer, skąd można sobie będzie ściągnąć, plus ew. będzie to na tym blogu. Nie mówię, że będę to wszystko publikował koniecznie od razu, ale raczej nie zamierzam pisać kilkudziesięciu stron "do szuflady". Adresy do tych miejsc, skąd sobie można ściągać, będę podawał np. tutaj.

Ten wpis dostanie swój stały linek na tym blogu, żeby można go było łatwo odszukać. (W końcu mnie też na tym, z wielu względów, zależy, prawda?)

----------------------------------------------------------------------------------

Co tłumaczymy? Wpłacający może zadecydować, na co wpłaca, albo też dać mi w tej kwestii wolność wyboru. (Oczywiście obiecuję nie nadużyć zaufania i wybrać coś naprawdę na poziomie.) Możemy też próbować się jakoś inaczej porozumieć, i np. można mi sugerować własne propozycje.

Pamiętajcie też, że mi to kompletnie nie przeszkadza, jeśli np. będzie do zrobienia 20 różnych rzeczy na raz! Mój umysł z takimi akurat sytuacjami sobie świetnie radzi i ja to po prostu lubię, bo się nie nudzę.

W tej chwili przychodzą mi do głowy takie oto rzeczy, co byśmy je mogli sobie tłumaczyć:

1. Robert Ardrey "African Genesis", czyli "Afrykański początek" (DALSZY CIĄG, bo już jest spory kawałek zrobiony i to ja bym sam wziął, jeśli będę decydował)

2. Robert Ardrey "Social Contract", czyli "Umowa społeczna" (od początku, albo też co smakowitsze fragmenty, z czym z czasem może dojdziemy i do całości)

3. Przedmowa do dzieła Spenglera napisana przez Ortegę y Gasseta.

4. Historia wzlotu i upadku Systemu Lawa na początku wieku XVIII we Francji. Czyli w sumie histora i ekonomia, z przyległościami. Bardzo fajnie się czyta i pouczające. (Autor francuski, ale musiałbym spojrzeć jak się nazywa. Ja to mam po szwedzku, nie że coś.)

5. Całość, albo wybrane fragmenty, znanej książki Michaiła Woslenskiego pt. "Nomenklatura". Książka jest w sumie chyba trockistowska, ale tam jest naprawdę masa b. ciekawych rzeczy!

6. Wybrane fragmenty z książki biologa Darlingtona na temat "historii i ewolucji człowieka". (Tu jednak nie chodzi o ewolucję w sensie małpoludów i powstania gatunku, a o sprawy dziejące się już historycznie.) Ta książka miejscami wydaje mi się dość kontrowersyjna, ale też nierzadko b. interesująca i dająca do myślenia. Tutaj chodzi o genetykę w sensie raczej mendlowskim, bo to było jeszcze przed chromosomami.

7. Fragmenty, albo i całość, znakomitej książki Johna Keegana "The Face of Battle", czyli "Oblicze bitwy". W książce tej analizuje on rzeczywistość bitwy, z punktu widzenie jej uczestników. Psychologię, fizjologię (a nawet czasem skatologię). I to na przestrzeni wieków. (I, jak się okazuje, niektóre sprawy tam są stałe.) Przyznam, że inne książki Keegana mnie rozczarowały, ale ta jest znakomita i ważna.

8. Jakieś co pikantniejsze (raczej oczywiście politycznie niż erotycznie) fragmenty z różnych książek na temat dawniejszej historii. Dawniejszej czyli prędzej średniowiecze, niż wiek XIX. Albo wprost starożytność, gdzie spenglerysta ma oczywiście używanie jak pies w studni. Historia też raczej nie polska, skoro książki są w obcych językach i wymagają tłumaczenia. Tu raczej ja sam musiałbym mieć wolność wyboru co do konkretnych książek i konkretnych fragmentów, ale oczywiście bym się postarał.

9. Fragmenty, albo i całość, książki Anthony Jaya "Corporate Man", czyli "Człowiek korporacyjny".

10. Jak ktoś koniecznie chce, to coś z historii świata Toynbee'ego w jednotomowej wersji.

11. "The New Totalitarians" - książka opisująca Szwecję jako kraj (niemal) totalitarny. Sprzed jakichś trzydziestu lat, kiedy jeszcze coś w Europie wyglądało inaczej, ale w sumie jest to interesujące.

* * *

* Coś o historii myśli politycznej i ideologii. (Mam dwa b. dobre amerykańskie podręczniki na ten temat, i nawet już kiedyś z nich tu już korzystałem, pisząc o liberaliźmie.)

* Coś o staliniźmie od środka. Np. wyznania komuchów czy poputczików, którzy w końcu przejrzeli, czasem po bolesnych doświadczeniach.

* Coś z antropologicznego podejścia do naszej dzisiejszej rzeczywistości. (To nie jest to samo co socjologia! Mam b. ciekawą książkę udowadniającą, że współczesne zarządzanie, to co robią różni dyrektorzy firm i inni tacy, niezbyt się różni od tego, co robią prymitywne plemiona w ramach swoich rytuałów.)

* A może coś o biciu brzydkich ludzi? Jakieś naprawdę praktyczne rzeczy, nie wymagające ciągłych podróży do Rio i kilku godzin treningu dziennie? Zresztą są i inne interesujące pokrewne tematy, które mogą się wielu wydąć pilniejsze.

* * *

* Co tam jeszcze ktoś zaproponuje - o ile się oczywiście dogadamy. (Języki wchodzące w grę to ANGIELSKI,  FRANCUSKI, SZWEDZKI I HISZPAŃSKI.)

----------------------------------------------------------------------------------

To na razie tyle, z czasem, o ile będzie warto, będę ten wpis rozwijał i aktualizował. Np. myślę o podaniu różnych opcji dla wpłacającego, ew. nawet z jakimiś kodami, tak żebym mógł jak najlepiej zadowolić.