sobota, lipca 14, 2007

Jak przyspieszyć włosy na klatce piersiowej

Jakieś dwa tygodnie temu, czyli w parę dni po tym, jak Jacek Jarecki skłonił mnie do zrobienia sobie na Salon24 mirrora tego oto bloga - wabi się trygrys.salon24.pl - a potem mnie rozreklamował (zapewne ponad miarę, choć b. miło) własnym wpisem, zainstalowałem sobie na tamtym moim blogu licznik, żeby zobaczyć, jak to właściwie jest z oglądalnością i czy rzeczywiście się poprawi.

Przed chwilą odwiedziłem tamten licznik i co widzę... Z konkretów to, że coś tam się, wbrew moim obawom, jednak kręci, jakichś 80 odwiedzających dziennie mam. Choć część to zagraniczniacy, którzy zabłądzili tam przypadkiem, nic nie zrozumieli i od razu posurfowali dalej, to jednak jest dość sporo rodaków, z których spora część odwiedza tamten blog już któryś raz i często nie tylko tę pierwszą stronę.

Takich potencjalnie użytecznych informacji zdobyłem tam znacznie więcej, bo to b. zaawansowany licznik, jak na darmowy, więc w razie potrzeby mogę go polecić. (Wystarczy kliknąć na niego na tamtym moim blogu.) Teraz jednak będzie część artystyczna, jak to się działo w prlowskich akademiach ku czci. A w dodatku coś, co wydaje mi się naprawdę zabawne.

Otóż sprawdziłem sobie, jakie też słowa kluczowe doprowadziły ludzi do mojego blogu. Czyli, co wklepali w Googla, czy co to tam było (w 75% był to rzeczywiście Google), żeby, niekoniecznie z własnej woli, znaleźć się na moim blogu. I oto co dziwniejsze i zabawniejsze słowa kluczowe, które odkryłem (obok każdego słowa kluczowego jest częstotliwość, z jaką właśnie ono doprowadzało do mojego blogu):

gry zoologiczne 1.07%

szrotówek kasztanowcowiaczek 0.71% (jednak ktoś się tym stworzonkiem naprawdę interesuje!)

gry zologiczne 0.71% (uwzględniając błędy, to mój najlepszy keyword, nie ma jak zoologiczna ksywa!)

wychowanie seksualne 0.71%

Skleroza 0.71% (CO? chyba jednak przesadzam z samokrytyką)

jak przyspieszyć włosy na klatce piersiowej 0.36% (skąd oni mnie tak dobrze znają?)

norka śpiewak 0.36%

przekujmy miecze na lemiesze 0.36% (wzniosłe hasło, ale że ktoś to w całości wklepuje w Google!? chyba że wkleił)

pizzeria husajn 0.36%

gdzie 0.36% (to rozumiem! sukces, bo sporo ludzi by za taki uniwersalny, krótki keyword zapłaciło masę forsy)

symbolika obrazu Żyda liczace pieniądze 0.36%

jak postępować wobec kradzieży w sklepie odzieżowym 0.36%

zdjęcia z kastrowania 0.36%

głodny sąsiad 0.36%

najstarszy tygrys 0.36%

explicite aktfotografie 0.36%

Elvis Presley napewno żyje 0.36%

CZY W POLSCE MOZNA MIEC TYGRYSA 0.36% (można moja śliczna, można! ;-P

wąchanie benzyny 0.36%

definicja oscypka 0.36%

ilość osób na jedno miejsce na zoologi 0.36%

testy sprawdzające czy jest sie gejem 0.36%

do czego sluza podpaski ii tampony u kobiet wyjasnijcie 0.36%

mówienie do samego siebie 0.36% (więc już wszyscy wiedzą...)

weksel może nas uchronić przed prawem dożywocia 0.36%

tlumaczenie ancetres 0.36%

deski na sciane zewnetrzna 0.36%

piękne czternastolatki nago 0.36%

minusy piersi sylikonowych w jakim wieku nie powinno sie robic 0.36%

jak to robią ogiery 0.36%

tzw. drewniane ucho 0.36%

tekst ksiażki dlaczego warto kochać 0.36%

robert oswald 0.36% (Robert?)

pana 0.36% (nie myślałem, że na taki piękny krótki keyword się załapię!)

kobiecosc 0.36% (no, to lubię!)

bajka o skorpionie 0.36%

Kataryna 0.36% (jednak się opłaciło - cała jedna wizyta!)

duze piersi 0.36%

naukowe wytłumaczenie faceci myślą o seksie 0.36%

TYGRYS Z O LIWE 0.36% (kto mnie tak dobrze zna?)

sąd grocki skazuje za spożycie alkoholu na 0.36%

w natarciu na wroga - peja 0.36% (no proszę - warto było wspomnieć o rapie!)

owijanie włosów 0.36%

facet w halce 0.36%

pierwsza wojna światowa geje polska 0.36%

lasek buloński prostytucja 0.36%

aleks spengler 0.36% (pewnie jest i jakiś Aleks, ale nie u mnie)

łysina plackowata 0.36% (COOO?!!)

błona 0.36% (nie ma jak dać czasem chwytliwy tytuł, a i tak darowałem Ci Czytelniku większość tych xxx)

To by były te najciekawsze słowa kluczowe, ale zebrały się przez zaledwie dwa tygodnie, więc będę miał jeszcze chyba dzięki Googlowi i memu blogowi sporo radości. Dla mnie jest to jeszcze o tyle zabawniejsze, że w większości przypadków kojarzę, jaki to konkretnie tytuł czy fragment tekstu spowodował, żem znalazł się wśród wyników danego wyszukiwania, jak absurdalne by się to nie wydało.

Gdyby ktoś chciał zobaczyć, w jakim doborowym towarzystwie znajduje się w sieci taki bezkompromisowy, osobisty polityczny blog, to proszę sobie wrzucić w googla któreś z powyższych słów kluczowych. Niektóre wyniki mogą naprawdę zaszokować. No i zapraszam innych właścicieli stronek i blogów do pochwalenia się własnymi słowami kluczowymi. Naprawdę możecie być zaskoczeni, jak i ja byłem, kiedym to powyżej pierwszy raz ujrzał.

A swoją drogą imponujący jest wachlarz tematów, które człowiek zdążył już zgłębić i ludziom przybliżyć! ;-)

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

Program Platformy nareszcie ujawniony!

Sporo się wciąż dyskutuje o programie Platformy Obywatelskiej, który nie został jeszcze ponoć ustalony, a w każdym razie z pewnością nie został oficjalnie ujawniony. Nawet teraz, po 6 latach istnienia tej niezrównanej partii. I w ogóle, z drobnych ułamków i przecieków sądząc, jest ten program czymś znacznie bardziej tajemniczym od BigFoota czy Tropikalnego Yeti.

Warto by jednak w końcu było sprawę tego Tropikalnego Yeti ujawnić, tym bardziej, iż znowu rośnie ryzyko, że będzie nam się stręczyć jakiś nowy, z pewnością jeszcze paskudniejszy POPiS - z jeszcze większą przewagą, jeszcze bardziej sfrustrowanych platformersów. Nie, dzięki! Wolę ujawnić poniższą nieprzyjemną prawdę.A więc proszę - oto cała prawda o Programie Politycznym Platformy Obywatelskiej...

Program PO istnieje! Skąd w ogóle wątpliwości? Przecież to widać! Jeśli się oczywiście patrzy własnym okiem i słucha własnym uchem, a nie uchem TVN24 i okiem tygodnika "Przekrój". Programem Platformy Obywatelskiej jest nim PRAWDZIWIE EUROPEJSKIE CIENIACTWO, przy pomocy którego zrealizuje się "w elegancki, europejski sposób" wszelkie istotne interesy postkomuny, rodzimych "liberalnych" (po co właściwie ten cudzysłów?!) aferzystów, Berlina i Brukseli. (Nie wspomnę już o żydowskich roszczeniach, bo dla kogoś skutecznie niczym pies Pawłowa wytresowanego, może to być już za za mocne.) Nie prowokując przy tym zbytnio moherowych mas naszego nie-całkiem-przecież-jeszcze-dorosłego-do-prawdziwej-demokracji-i-liberalnych-wartości ludu. Nie, żeby uczucia tego ludu były same w sobie aż tak ważne, ale gdyby lud zbytnio się zaczął burzyć, to mogłoby to zaszkodzić na gładkość i bezszmerowość koniecznych procesów.

PO to partia nastawiona przed wszystkim na to, by być reprezentantem sił zagranicznych i ponadnarodowych. A co najzabawniejsze, jestem pewien, iż większość spośród cieniasów i ich wielbicieli całkowicie nie potrafi zrozumieć, dlaczego niektórzy uważają taką postawę za obrzydliwość - przeciwnie, dla nich samych jest to postawa światła, wyzbyta z ciasnego nacjonalizmu, oraz pragmatyczna. Czyli po prostu jedyna, godna tych, których my nazywamy od pewnego czasu "wykształciuchami", oni zaś mają na to inne, znacznie bardziej w ich opinii pochlebne, miana. "Inteligent" na przykład, albo "Europejczyk". O "liberale" też nie zapominając.

Nie ma innego programu PO, niż: "interes europejski i brak radykalnych wstrząsów w Polsce, które by mógły zburzyć to, cośmy mimo ogromnych trudności w III RP osiągnęli".

Tyle! Tylko tyle i aż tyle. Czegóż jeszcze potrzeba, kiedy ma się tak kompletny i tak ambitny program? Naprawdę nie rozumiem!

No i na koniec, skoro już to wyjaśniłem wszystkim tym, którzy sam do tego jeszcze nie doszli, ani nikt z rodziny i nie wytłumaczył (krewnych się faktycznie nie wybiera), to oświadczam, że wypraszam sobie jakiekolwiek gadki o POPiS'ie, nie mówiąc już o rajfurzeniu mi czegoś takiego!

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

czwartek, lipca 12, 2007

Biężączka na dzień 12 lipca 2007

Dzisiaj będzie komentarz do aktualnych wydarzeń, co niektórzy z lekweważeniem nazywają "biężączką". Ale w końcu wystarczy porównać ile komentarzy ma pod swymi wpisami ten i ów, a ile ja, z mymi straceńczymi próbami syntetycznego zrozumienia współczesności i znalezienia sposobów, by polska prawica zaczęła wreszcie coś naprawdę robić, a nie tylko międlić wiecznie te same mantry, puszyć swymi biznesowymi osiągnięciami i oddawać pole europejsom i lewactwu, a w przypływach bojowego ducha żreć się właściwie wyłącznie pomiędzy sobą.

Z przykrością zawiadamiam, że żaden ze mnie dziennikarski detektyw - nikt mi na biurko smakowitych dokumentów nie podrzuca, nie pracuje na moją sławę żaden doborowy team gazowniczych praktykantów, itd. itd. Poza tym nie ta cierpliwość i w ogóle umysł zdecydowanie bardziej syntetyczny, niż analityczny. Co ma zarówno swoje dobre strony, bo jakoś większość mych politycznych proroctw się od dziesięcioleci sprawdza, jak i złe, bo Kassandra, jak to wiadomo z Homera, ani wielkiej popularności, ani wielkiej forsy, na swych talentach nie zdobyła. To będą najzwyklejsze prywatne refleksje, tyle że gościa, który zna się nieco na ludziach i na polityce, przynajmniej od strony jej obserwatora.

Otóż, wrogowie IV RP (żeby ich jakimś krótkimi i w miarę ogólnie zrozumiałym mianem określić) złapali nas, za pośrednictwem obecnego rządu, za... To znaczy, złapali obecny rząd, który nie zawsze był ponad krytykę, ale był jednak nas, w śmiertelną klamrę. Z jednej strony, jeśli A. Leppera nie oczyści się szybko z zarzutów, a wiadomo ile to u nas czasu musi zająć, to koalicja się rozpadnie. W dodatku wtedy, dla dania A. Lepperowi należnej satysfakcji, trzeba będzie zrobić czystki w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, a głowa jego szefa poleci. Co z pewnością nie jest PiSowi na rękę.

Z drugiej, jeśli Premier nie okazałby się absolutnie nieugięty w tej sprawie, korupcyjnej w końcu, więc wyjątkowo ważnej i dla PiS'u właśne i, choć z innych powodów, dla zwolenników PRL-bis, to nagonka medialna i "obywatelskie nieposłuszeństwo" doprowadzonych do szału moralnego oburzenia wykształciuchowskich mas i tak nie pozwoli mu trwać.

Czy Andrzej Lepper jest winny? Nie wiem, jak mówiłem, żadna ze mnie kataryna, bym chciał siedzieć w tych wszystkich dokumentach i zapisach wystąpień, lub choćby potrafił. Powiem jednak, że wykształciuchowskiej pogardy dla A. Leppera nigdy nie podzielałem, to że był 3 lata w PZPR to nie jest powód do chwały, ale nie przekreśla, że wyrzucał zboże to sprawa polityczna, którą całkiem akceptuję, a że kogoś tam dawno temu pobił - nie takie rzeczy działy się wokół mnie przez dużą część mojego życia, proszę uwierzyć. "Szambo to nie perfumeria", by zacytować klasyka, a III RP z pewnością przypominała to pierwsze, a nie drugie.

A. Lepper wydaje mi się być człowiekiem całkiem w porządku, nie mam bowiem wykształciuchowskich fobii wobec chłopa, choć nie jestem oczywiście też żadnym chłopomanem. Z pewnością jest dość inteligentny, by wiedzieć, iż jego polityczny trend jest wzrostowy i sporo potencjalnie przed nim. Byloby więc wielką głupotą, gdyby plątał się, szczególnie przy tym rządzie, w jakieś korupcyjne historie, które zawsze są przecież ryzykowne.

Z drugiej strony fakt, że ludzie wokół niego przeważnie nie są wielkimi idealistami (zresztą gdzie tacy są? może w PiS i LPR jest ich znacząca ilość, ale już na pewno nie w PO) i A. Lepper mógł im ulec. Co jednak nie wydaje mi się aż tak bardzo prawdopodobne, bo gość nie jest mięczakiem.

Teraz będzie dygresja... Oswald Spengler, jak niektórzy wiedzą, facet tak zbliżony do roli mojego "politycznego guru", jak to tylko w moim przypadku jest możliwe (czyli w sumie niewielkim, w porównaniu), choć w swej sławnej książce nie okazuje skłonności do żartów, zbliża się do niemal do ironicznego uśmiechu mówiąc o tym, iż nieco dziwne jest oczekiwanie, iż we współczesnej demokratycznej polityce, w której pieniądz jest praktycznie wszystkim, można na serio oczekiwać od polityków, iż nie będą próbowali z pomocą swej władzy zdobywać fortun - choćby na przyszłą, skuteczniejszą polityczną działalność. A więc, jeśli Spengler ma rację, a z pewnością ma, to PiS wplatał się w sytuację na dłuższą metę bez dobrego rozwiązania.

Widać zresztą, jak bardzo obecna sytuacja w naszym kraju potwierdza tezy Spenglera, że tylko liberalny doktryner cieszy się z "wolności prasy" i "braku cenzury", podczas gdy człowiek rozsądny wie, iż są one, a wraz z nimi "wolne słowo", tak samo w niewoli kapitału, jak kiedyś były, lub byłyby w niewoli innych, bardziej "wstecznych" i konserwatywnych sił. Po rodzimych (?) mediach widać przecież dobitnie, że nie wyrażają one istniejących opinii, tylko je tworzą. Czyli dokładnie tak, jak mówi Spengler.

Tworzą opinię, ale ostatnio nie idzie im z tym tak dobrze, jak wcześniej, ani zapewne tak dobrze, jak w innych, mniej "zacofanych" krajach. Inaczej przecież mielibyśmy teraz "Prezydenta z Gdańska" i "Premiera z Krakowa" i o ileż łatwiejsze byłoby życie wielu prominentów! ("Proszę uważać, bo tutaj po piwnicach kręcą się różni prominenci!", jak ponoć mówił cieć do Wojciecha Młynarskiego w samym początku lat '80 ubiegłego wieku.)

Jednak, jak to od wielu miesięcy przewidywał Stanisław Michalkiewicz, Berlin (być może przy pomocy swych sojuszników: brukselskich, moskiewskich, może jeszcze jakichś dalszych, np. eskimoskich, bowiem interesy są w dużej mierze wspólne) przeszedł w Polsce na ręczne sterowanie, więc właśnie mamy to, czego się można było spodziewać. Najpierw eskalacja żądań różnych związków i szemranych organizacji, teraz ta sprawa.

Zastanawiałem się ostatnio nieco nad tym, do czego właściwie dążą teraz w krótkim terminie ci wszyscy, którym obecna władza nie w smak. I nie mówię tutaj o o. Rydzyku, pod którego słynną wypowiedzią sam bym się obiema rękoma podpisał, choć z drugiej strony - znając perfidię i determinację naszych wrogów - wcale nie wykluczam, że to sfałszowane nagrania.

Mówię o tych wszystkich "obrońcach demokracji", obrońcach III RP, zwolennikach "zasypania dawnych uraz" (tyle, że urazy innych wobec nas oczywiście są całkiem inną sprawą), o "Europejczykach" itd. O całej tej moskiewsko-berlińsko-brukselsko-jerozolimskiej targowicy.

Myślę, że po zdruzgotanych już tyle raz nadziejach, kiedy to Jarosław Kaczyński okazał się być politykiem tyleż błyskotliwym, co bezwzględnym (w końcu to polityka, a nie perfumeria, więc nawet TW Beatę i inne brzydkie sprawy jestem mu w sumie gotów darować), nasi wrogowie nie marzą na krótką metę już o niczym więcej, niż o nowym POPiS'ie. Mając nadzieję, że PO weźmie mocno w garść przede wszystkim sprawy zagraniczne - co w tej chwili jest dla nich sprawą najważniejszą i nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego - a potem, stopniowo, będzie tak jak z UW i AWS'em.

(Czego chyba też nie muszę w szczegółach opowiadać.)
Jeśli to prawda, to zrozumiałe staje się zachowanie wielu agentów wpływu, "tak prawicowych, że aż strach", np. wśród blogerów. Nie chodziło bowiem o to, by przekonywać ludziach o w miarę choćby prawicowych przekonaniach, że SLD to cudo, a pedałowie powinni od jutra móc adoptować dzieci (wystarczy na razie, że nazywamy ich "gejami", to już postęp!). Tego się nie da tak łatwo osiągnąć, ale wszystko jest do zrobienia, czas i cierpliwość swoje robią, kropla drąży skałę...

No i, kiedy patrzę na niektóre, nagle powracające do życia i swych stęsknionych wielbicieli, "prawicowe" blogi, to moje przypuszczenie wydaje się ściśle potwierdzać. Może się mylę, ale w politycznych analizach zdarza mi się to NIESTETY dość nieczęsto.

Na razie chodziło by tylko, i aż, o to, by ludzie zaakceptowali POPiS. Kiedy? Gdy wybije taka godzina, że już nawet największa polityczna zręczność Premiera nie uchroni tej władzy przed upadkiem, lub w każdym razie bezsilnością. Czyli w zasadzie w najbliższych dniach.

Jeśli Jarosław Kaczyński z tego zdoła jakoś z sukcesem wybrnąć, to ślubuję, iż memu następnemu chłopcu, jeśli będzie i jeśli będę miał realny wpływ na jego imię, nadam na pierwsze Jarosław, na drugie zaś Lech. (Mimo, iż to pierwsze imię jakoś mi się z Rusią kojarzy, a drugie z jeszcze o wiele gorzej, bo z takim jednym panem, co mieszka ode mnie całkiem niedaleko i nawet jest ponoć patronem naszego Gdańskiego lotniska.)

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

sobota, lipca 07, 2007

Smutny poranek który i tak nie nadejdzie

Dzisiaj będzie długi cytat z mojej ulubionej ksiązki jednego z najważniejszych dla mnie osobiście autorów. (Może teraz jeszcze powinienem wezwać do zapięcia pasów...?)
Ponury będzie poranek, gdy ty i ja obudzimy się i [...] różnorodność gatunków nie będzie już rozświetlać wczesnych godzin dnia, a różnorodność ludzi zniknie, niczym spłoszona świtem gwiazda. Jeśli taki ma być poranek naszego przebudzenia, to błagam Cię Panie Boże, bym umarł we śnie!
A jednak taki właśnie jest poranek do którego, świadomie lub nieświadomie, dążymy: ty, ja, kapitaliści, socjaliści, żółci, biali, brązowi. Taki jest poranek, którego profesorowie domagają się razem z policjantami, który od dwóch stuleci wychwalają filozofowie. Poranek identyczności, wspólnie wywoływanych odruchów warunkowych, poranek egalitarnej równości, nowego wspaniałego świata, porządku wykluczającego wszelką dyskusję, szarych nierozpoznawalnych cieni, poranek dźwięczących dzwonków i owiec idących na pastwisko. Niech się nigdy nie zbudzę. 
Taki właśnie jest poranek, który wysławiamy i o który się modlimy w naszych organizacjach zawodowych, na naszych kolektywnych fermach, w radach kościołów, w działaniach naszych rządów, w naszych stosunkach międzynarodowych, w naszych pełnych poczucia własnej moralnej wyższości wezwaniach do stworzenia wszechświatowego rządu, w naszych uroczych modlitwach o to, byśmy kiedyś wszyscy byli tacy sami. To przeciw temu porankowi młodzi ludzie, wiedząc o tym albo i nie, podnoszą się w proteście. I jest to poranek, niech chwała będzie początkom naszego ludzkiego gatunku, który nigdy nie nadejdzie. 
Życie,tak samo jak jest większe od człowieka, jest od nas mądrzejsze. Tak, jak ewolucja umożliwiła nasze istnienie, tak samo wyda na nas ostateczny wyrok. Naturalna selekcja, która powołała nas do życia, ogłosi nas przeszłością, jeśli damy się opanować naszej hybris. Ale ten smętny, szary poranek z pewnością nie nadejdzie, ponieważ na podstawie praw wyższych od ciebie i ode mnie, na jakimś nocnym posiedzeniu poświęconym głupocie człowieka, zostanie na nasz gatunek wydany bezstronny i absolutnie nieodwołalny wyrok. Będzie nim wyrok śmierci dla całego gatunku, choć bardziej prawdopodobne, iż wymusi się na nas przestrzeganie praw biologii.
Są to końcowe słowa tej fascynującej (i chyba całkiem w Polsce nieznanej) książki, w moim własnym ad hoc tłumaczeniu. Książka jest autorstwa Roberta Ardreya i nosi tytuł "The Social Contract: A Personal Enquiry into the Evolutionary Sources of Order and Disorder", 1970. (Czyli po naszemu: "Kontrakt społeczny: osobiste rozważania nad ewolucyjnymi przyczynami porządku i chaosu".)

Wiem, że dla niektórych Czytelników może to być potężnie szokujące, ale cóż - amicus Plato... A ja, choć oczywiście żaden ze mnie teologiczny autorytet, naprawdę nie rozumiem dlaczego, by ewolucja miała być dla KK bardziej niestrawna od heliocentryzmu.

Szczerze zachęcam moich ew. Czytelników do zastanowienia się nad tym cytatem, bowiem nawet na podstawie tego króciutkiego, emocjonalnego przesłania da się dostrzec, że prawdziwą bombą H ewolucja jest właśnie dla naszych wrogów. Czego najlepszym zresztą dowodem jest to, iż ta książka, jak i inne ksiązki tego autora jest od dziesięcioleci, tak dokładnie i gruntownie przemilczana.

A była to przecież książka głośna, tłumaczona na wiele języków, traktująca zaś w końcu o niezwykle fascynujących i ważkich sprawach. No autorem jest nie byle kto, bo niegdyś ceniony lewicowy dramaturg, a potem nagradzony Oscarem hollywoodzki scenarzysta. Nawet dla postępowców autor scenariusza do "Ben Hura" i "Trzech muszkieterów" to nie jest chyba zwykły moher? (Potem zresztą ukończył antropologię i przejrzał na oczy, więc proszę się nie bać!)

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

czwartek, lipca 05, 2007

Niesubordynowane ataki i biała flaga

"Żadna praca nie hańbi, ale każda umniejsza", mówi Nicolás Gómez Dávila. Bardzo do mnie trafia ta opinia. Zamiast więc się rzucić na piętrzącą się aż za horyzont robotę, po obiedzie, bez wielkiego zainteresowania patrzę, co też nam - ludowi - pokażą i powiedzą w telewizji. Na jednym programie piłkarskie mistrzostwa świata drużyn do lat 20. Sprawozdawca informuje mnie właśnie, że: "Szkoci boją się niesubordynowanych ataków Nigeryjczyków". Nieco mnie to stwierdzenie rozbawiło, choć czemu tu się właściwie dziwić - nie takie przecież głupoty słyszy się codziennie, i to z ust większych autorytetów.

Przełączam na debatę sejmową. Najpierw na temat prewencji antyterrorystycznej w Polsce. Głosy bez wyjątku nabrzmiałe troską - "nabolałe", jak to się mawiało w niektórych kręgach w epoce burzliwego rozwoju za Gierka. Moja mała wredna duszyczka domyśla się jednak w wielu tych wypowiedziach żalu, że żadni terroryści nie pokazali jeszcze temu oszołomskiemu rządowi, gdzie jego miejsce. Skoro nie potrafią dziennikarze, politycy opozycji, postkomunistyczne związki zawodowe, Bruksela, zadeklarowani przyjaciele różnych ościennych i jednego nieco dalszego kraju... To ktoś w końcu przecież musi, zgoda?

Słyszę, że "tylko Opatrzność Boża obroniła dotychczas Polskę przed terroryzmem". Nie oglądałem tego zbyt pilnie, więc nie bardzo wiem, kto konkretnie to akurat mówił, ale jestem się gotów założyć, że zapewne to być przedstawiciel jakiejś antyklerykalnej partii, a co najmniej partii światłej i od kruchty odległej. Ci bowiem najchętniej w rodzimej debacie odwołują się do Opatrzności, Kazania na Górze i Dziesięciu Przykazań. Nieco to wprawdzie zabawne, ale to przecież fakt i każdy to wie.

Jak rzekłem, nie słuchałem tej "debaty" w całości, ani zbyt pilnie, ale mógłbym się założyć o orzechy przeciw dolarom, że nie padł w niej argument, że Polska nie jest dotychczas bardzo zagrożona terroryzmem, ponieważ nie ma w niej milionów imigrantow, w dodatku islamskich. I że to się zmieni, kiedy ich mieć ew. będzie, do czego wielu przecież z zapałem dąży. Kiedy będziemy już bogaci, kiedy każdy rodak będzie miał w domu zestaw kina domowego, kiedy każde dziecko będzie miało najnowszą "wypasioną" komórkę, kiedy każda kobieta będzie się kąpać w balsamach przeciw popękanym piętom, na zmianę ze środkem pogrubiającym rzęsy...

A do tego będziemy wreszcie mieli te, jakże cudowne, europejskie, ogólnoludzkie wartości... I żaden głupi oszołom nie odważy się przeciw nim podnieść głosu, a jeśli by się odważył, to mu się... Absolutnie humanistycznie oczywiście i po europejsku... Kiedy już każdy Polak, zapominając o historycznych kompleksach i narodowej megalomianii, skoncentruje się na prawidłowym jedzeniu bez... Wtedy będziemy mieli i terroryzm, spokojna głowa!

Tylko szkoda, iż nikt, żaden unijny organ uprawniony do udzielania nagan i pochwał, nas nie pochwalił za to, co już osiągnęliśmy na drodze do Europy - przecież nikt z pewnością w tej dyskusji nie zapytał: "a więc wolimy odżywki do pięt i zestawy kina domowego, plus europejskie wartości, czy wolność od terroryzmu i parę innych imponderabiliów". (Skąd wiem, że nie zapytał? A wiesz Czytelniku, co by się działo, gdyby zapytał? No właśnie, wiesz. Po prostu o tym nie pomyślałeś, prawda?)

Telewizja ogłupia, tak mówią. Więc z niejakim trudem oderwałem się od dumburka (dumburken to po szwedzku "głupie pudełko" albo "pudełko głupka" - pieszczotliwa nazwa na telewizor. Czemu akurat po szwedzku? Spędziłem tam parę lat, całkiem lubię ich narzecze, a niektóre te określenia uważam za b. zabawne i weszły mi w krew.), by przejść do mych codziennych ćwiczeń profilaktycznych przeciw nieuchronnie się zbliżającej, by przypuścić niesubordynowany atak, sklerozie. Niektóre z nich wyglądają tak, że stawiam sobie jakąś filozoficzną kwestię, którą potem staram się rozstrzygnąć.

Tym razem zapytałem sam siebie: "Jak by to mogło wyglądać, gdyby jakaś cywilizacja całkiem straciła chęć do życia i postanowiła się z nim rozstać, a przynajmnije bezwarunkowo się poddać komukolwiek, kto się nawinie?" Gdzie by wywieszono białą flagę? Jaka duża ona by była? Może tych flag byłoby kilka? Albo setki? Może po prostu oflagowano by białymi flagami wszystkie ulice, na każdym słupie wisiałoby ich po trzy? (Z flagą Unii Europejskiej między nimi, ma się rozumieć.) No i surowo egzekwowano by od cieciów i zwykłych obywateli nakaz oflagowania budynków, w tym prywatnych balkonów i okien?

Pewnie tak by właśnie zrobiono! Chyba, że... Chyba, że biała flaga, choć najoczywistsza w tym kontekście, nie jest jednak całkiem optymalnym rozwiązaniem. No i może rzeczywiście nie jest, do takiego wniosku doszedłem po kilkunastu minutach moich rozważań. Tak! Istnieje lepszy i czytelniejszy sposób ogłoszenia wszem i wobec, że pragnie się śmierci i że jest się gotowym poddać się bezwarunkowo pierwszemu, kto się nawinie!

Należy po prostu ogłosić, że "ludzkie życie jest najwyższą wartością". Proste, eleganckie i jakżesz skuteczne! Po prostu genialne! Takie wzniosłe i ociekające humanizmem, że aż... Nawet ew. napastnik chwilę się zatrzyma, żeby zwymiotować, to jednak będzie tylko krótka zwłoka, nie ma się czym zamartwiać. I tylko wyjątkowy naiwniak mógłby sądzić, że eutanazja czy zabiajanie nienarodzonych jakoś się z tą wzonisłą, że aż, deklaracją nie komponuje.

Wręcz przeciwnie, kiedy jakaś społeczność deklaruje, że "ludzkie życie jest dla niej najwyższą wartością", ogłasza, że już właściwie nie żyje i żyć nie pragnie. I że z całą pewnością nie zamierza bronić życia swoich obywateli - ponieważ oni na to po prostu nie zasługują. Jak niby miałaby ich bronić? Jeśli wróg jest naprawdę zdeterminowany i nie wystarczy przekupstwo? Nie będzie sie przecież narażać jakichś np. żołnierzy - własnych czy cudzych zresztą, co to w końcu za różnica? - skoro "najwyższą wartością" jest przecież życie człowieka, każdego człowieka?

A tak przy okazji, nasi dzielni zawodowi żołnierze strajkują w Afganistanie, bo opancerzenie wydaje im się zbyt cienkie. Nie spodziewam się oczywiście, by wszyscy ci, tyleż liczni, co elekwentni, rzecznicy "całkowicie zawodowej" armii mieli w tej sprawie coś do powiedzenia. O biciu się w piersi i zmianie frontu nawet już nie wspominając.

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.