środa, czerwca 13, 2007

Błogosławieni cisi zdrajcy, albowiem ich będzie królestwo biało-czerwone

Przed chwilą włączyłem się na dyskusję autorytetów na WSI24, z udziałem jednego porządnego człowieka - Bronisława Wildsteina. Dyskusja była o Bolku Wałęsie i na samo zakończenie Wildstein podsumował sprawę w tym duchu, że (cytuję z pamięci): "Nikt nie odbierze Wałęsie tych wspaniałych rzeczy, których dokonał, ale popełnił wielki błąd, że kręcił na temat swej przeszłości. Największą winę ponosi za to, co robił już po odzyskaniu niepodległości, kiedy większość tego, co robił, wynikała właśnie z jego lęku przed ujawnieniem prawdy o własnej przeszłości." Cholera, takie pierdoły można chyba tylko w Polsce wygadywać! W kraju, gdzie ludzie gnojeni, często okaleczeni, czasem tacy, którym zamordowano najbliższych, bez przymusu oświadczają publicznie "ja nie chcę żadnego rewanżu, nie chodzi mi o zemstę, ja chcę tylko, żeby prawda wyszła na jaw". I dlatego właśnie jesteśmy od stuleci w takim szambie, w jakim jesteśmy. Ale Polacy nie zrozumieją, że żaden aniołek nie będzie nas na tym ziemskim padole głaskał po główkach i chronił przed wszystkimi przykrościami i zagrożeniami, tylko dlatego, że słodkie z nas dzieciątka, które by muszki nie skrzywdziły, co dopiero ubeka czy Jaruzela. Tfu! Mimo, że np. Wildsteina uważam za porządnego i niegłupiego człowieka, rzygać mi się chce słysząc tego typu pedalskie brednie. O co konkretnie mi chodzi? A o to, o czym pisałem poprzednim razem. Oto zresztą bezpośredni link, proszę: Bolek się urwał?. I o tym samym pisałem parę tygodni temu, w tekście, gdzie naprawdę były i fakty, i poglądy... Ale nie było żadnych DJ'ów ani pląsających córek byłych prezydentów, więc logiczne i naturalne, że pies z kulawą nogą się nie zainteresował. Oto link: Polskiego piekła nie będzie. Powiem to więc jeszcze raz, krótko i prosto: Człowiek, który zrobił coś takiego, że brzydcy ludzie mogą go tym potem szantażować, NIE MA PO PROSTU PRAWA angażować się w żadną tajną działalność, ponieważ automatycznie stanowi dla wszystkich w nią zaangażowanych zagrożenie! Samo to, że można go do czegokolwiek skłonić groźbą ujawnienia tych spraw, ustawia go z góry na równi pochyłej, na której nie wiadomo, gdzie i kiedy się zatrzyma, a najprawdopodobniej nie zatrzyma się nigdy - po prostu trzeba go odpowiednio postraszyć. Nawet gdyby taki człowiek teraz już był absolutnie niezłomny, zdolny do poświęceń i szlachetny, po prostu nie ma prawa takich rzeczy ukrywać przed kolegami, dla których tak czy tak stanowi zagrożenie. W dodatku, skoro raz się już złamał, nie ma po prostu prawa sądzić, że teraz na pewno już się złamać nie da. Może tak sobie zresztą sądzić na własny rachunek, ryzykując wyłacznie własnym życiem, zdrowiem i dobrobytem - nie ma prawa ryzykować zdrowiem, życiem i dobrobytem innych ludzi, tym bardziej tych, którzy, nic nie wiedząc, mu zaufali! Poza tym, jeśli ktoś zachował się raz podle, to nie ma po prostu prawa pchać się do zaszczytów - nie ma prawa, nie ujawniając w dodatku wszystkim zainteresowanym całej prawdy o sobie, zostawać premierem, prezydentem, ani szefem Solidarności. (Ministrem Finansów też zresztą być nie powinien, szanowna TW Beato!) Zresztą tacy ludzie nie mieli prawa nie tylko piastować wysokich i odpowiedzialnych stanowisk, ale nawet po prostu działać w podziemiu czy w ogóle w opozycyjnej organizacji. Wiem oczywiście, że każdego praktycznie człowieka - poza nielicznymi, którzy najpierw stracą zmysły - można fizycznymi i psychicznymi torturami złamać. To nie o to chodzi! Ale i ludzie, którzy poszli na współpracę torturowani przez Gestapo byli traktowani, jak zdrajcy, całkiem tak samo, jak wszyscy inni zdrajcy. Przykre, ale inaczej chyba być nie mogło i nie może. Zaś to, że człowiek w jakikolwiek sposób skłoniony do ewidentnej zdrady nie stara się potem zostać premierem, prezydentem, ani szefem opozycyjnej organizacji, to tylko minimum przyzwoitości i minimum społecznego instynktu samozachowawczego. I tylko chyba Polacy mogą czegoś tak oczywistego nie rozumieć. Wałęsa, z tego co wiem, torturowany nie był, natomiast - nawet wedle słów jego poniekad dzisiejszego obrońcy - robił wiele złych rzeczy, aby prawda się nie wydała. Sorry, ale ktoś, kto przyjmuje tak odpowiedzialne stanowisko mając świadomość, że jest kukiełką w ręku cynicznego i brutalnego wroga... Nie powiem, że tylko Wałęsa i Buzek mogli coś takiego zrobić, bo to zapewne nieprawda. W końcu przecież żyjemy w Polsce, gdzie zdrada to rzecz w sumie wzbudzająca sympatię i dodająca uroku. I nie ma to oczywiście nic wspólego z żadnym wallenrodyzmem, drogie współczesne niedouki z dyplomami, nie oszukujcie się! No dobra, ale jak w tym całym kontekście należałoby podsumować samo wystąpienie Wildsteina? Osobiście czuję się po prostu zmuszony, by wykrzyknąć: "i kto by teraz śmiał powiedzieć, że nie jest to najautentyczniejszy Polak, ba - arcy-Polak?! W końcu nikt inny, niż Polak nie mógłby mieć tego niepowtarzalnego, polskiego jedynie, stosunku do zdrady i zdrajców." Nie chcę się nawet łudzić, że Wildteinowi chodziło, właśnie o to, byśmy go uznali za naprawdę naszego. Nie, zbyt długo żył wśród nas, by nie przesiąknąć do szpiku kości naszym niezawodnym odwiecznym frajerstwem i naszą zadowoloną z siebie pogodną enuchowatością. triarius --------------------------------------------------- Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

poniedziałek, czerwca 11, 2007

Bolek się urwał?

"TW Bolek się przyznał" głosi dzisiejszy tytuł na jednym z moich ulubionych blogów - "Myślozbrodnia". Po czym następuje wyjaśnienie, które mogę zacytować w całości, bo jest b. krótkie.
W opublikowanych dzisiaj przez Lecha Wałęsę materiałach z IPN znajdujemy takie zdanie:
major Styliński pisze: "Celem działań jest dalsze utwierdzenie A. Walentynowicz w przekonaniu, że L. Wałęsa nadal współpracuje z SB". (podkr. moje)
Jeśli trzeba utwierdzać w przekonaniu, że LW "nadal współpracuje" to znaczy, że prawdą jest, że w przeszłości współpracował. Dzięki Lechu za odwagę! Choć nie jestem pewien czy to raczej nie przeświadczenie, że dzisiaj, tak jak kiedyś, wszystko da się zagadać a usłużne media podchwycą jedyną właściwą wykładnię i sposób rozumienia tego zdania. Nie te czasy Lechu…

(Oryginał tutaj.)

Fakt, zgoda. Ale przecież Bolek przyznawał się i wcześniej, na przykład w nieupublicznionym oficjalnie oświadczeniu telewizyjnym w czasie Nocnej Zmiany. Oświadczeniu, które można zobaczyć na dokumencie "Nocna Zmiana", choćby tutaj:



Co do samego faktu wsprółpracy Wałęsy z SB w latach '70 żaden zoologicznie antykomunistyczny oszołom nie może mieć moim zdaniem wątpliwości. Można się zastanawiać nad zakresem tej współpracy, ale że coś zostało podpisane, nie ulega cienia wątpliwości. To, że na samy podpisaniu się nie skończyło także wydaje się chyba dość pewne.

W roku '78 Wałęsa miał rzekomo odmówić dalszej współpracy. I to jest właśnie sprawa, która mnie interesuje znacznie jeszcze bardziej, niż jego wcześniejsza współpraca. W esbeckich papierach - to znaczy w tym, co nam z nich pozwolono zobaczyć, a przecież zajmowali się nimi różni interesujący ludzie, od samego Wałęsy, po facetów w typie Lesiaka - współpraca TW Bolka kończy się właśnie (o ile dobrze pamiętam) w roku '78. W każdym razie, kiedy mniej więcej w tym okresie Wałęsa rozpoczął współpracę z Wolnymi Związkami Zawodowymi, agentem miał już nie być.

Jakoś mi to słabo przystaje do tego, czego się przez pół stulecia dowiedziałem o funkcjonowaniu tego świata, a już szczególnie o działaniach tajnych policji, z prlowskimi włącznie. Sprawny, oddany i skuteczny agent zostaje zwolniony z obowiązków WŁAŚNIE WTEDY, gdy zaczyna robić coś naprawdę dla esbecji i komunistycznej władzy najbardziej interesującego! Średnio do mnie trafia teza, że sam Wałęsa akurat wtedy z agenta bezpieki postanowił stać się kryształowo czystym opozycjonistą i patriotą.

Ale mniejsza z tym. Nigdy nie lubiłem Dostojewskiego, więc zakamarki brudnej duszy agentów, urodzonych zbrodniarzy i zboczeńców mogą być dla mnie zamknięte. Nawet przewrotna teza Aleksandra Zinowiewa, że każdy opozycjonista to był jednocześnie agent, dopiero teraz zaczyna do mnie trafiać, wcześniej wydawała mi się intelektualną perwersją. Jestem więc chyba ufnym, łatwowiernym naiwniakiem. Tym lepiej dla Wałęsy! Nie, żeby psychologia mnie nie interesowała, czy choćby ten rodzaj psychologii - po prostu trudno tutaj o dowody, czy chociaż twarde argumenty.

Co innego sprawy wymierne, na przykład ewidentne interesy tajnych służb i ludowej władzy. Jak tu uwierzyć, że ubecja, która ceniła sobie współpracę z Bolkiem (do czego w końcu sam się przyznał) właśnie wtedy pozwoliła mu przejść w stan spoczynku? Że też nie zagroziła mu ujawnieniem przeszłości, na temat której musiała przecież mieć ogromną ilość jednoznacznych dowodów? Gdyby, jakimś cudem, Bolek okazał się niezrozumiale niechętny do współpracy (tylko czemu nagle teraz, skoro przedtem był chętny?) to można było zacząć te dowody po kolei ujawniać, od najmniej jednoznacznych... W końcu by zrozumiał. Albo w końcu by go skompromitowano, gdyby zrozumieć nijak nie chciał. (Co jednak, jak już mówiłem, wymagałoby dusznych głębi, o których Dostojewskim się nie śniło, tak ja to przynajmniej widzę.)

Skoro jesteśmy przy psychologii, to wystarczy sobie przypomnieć głośną, mającą w Polsce wiele wydań i aż dwa różne tłumaczenia (!), książkę Aronsona o eksperymentalnej psychologii społecznej (którą wspomina choćby RAZ w "Michnikowszczyźnie", jako o wstępnej uniwersyteckiej lekturze obowiązkowej, która poza tym jest cenna). Przypomnieć sobie po to, by sobie uświadomić, że SB bardzo by z pewnością Bolka znielubiła, gdyby nagle urwał się jej właśnie wtedy, kiedy naprawdę mógł się przydać do wielkich rzeczy. W końcu, jak udowadnia Aronson, bardziej boleśnie odczuwamy pozbawienie nas nagrody, której z przekonaniem oczekiwaliśmy, niż karę.

Gdyby szantaż przeszłością nie zadziałał, pozostawały jeszcze przecież inne środki - te, "normalnie" stosowane wobec działaczy, a szczególnie działaczy organizacji nie mających ochronnego parasola najderowskiej Wolnej Europy, KORu z jego ogonem zachodnich lewicowych intelektualistów, rodzinnych i towarzyskich związków z elitą władzy... W końcu WZZ to była naprawdę niebezpieczna i znienawidzona przez większość komuszej władzy sprawa! (Co nie zmienia faktu, że część tej władzy mogła w ich rozwoju mieć swój interes, tak się nieraz działo w historii, także w historii PRL'u.)

No dobra, jeśli moje argumenty jakoś do Ciebie Ukochany Czytelniku trafiły, to co z tego właściwie wynika? - możesz zapytać. Przede wszystkim wynika to, że człowiek, który w jakiś sposób ma interes, by nie podpaść, jest sterowalny. W mniej lub bardziej świadomy sposób, mniej lub bardziej... Ale przeważnie, jeśli go się konsekwentnie pociśnie, stacza się szybko po równi pochyłej i nie zatrzymuje się zanim skurwi się do końca i zrobi, co od niego oczekują. Jeśli tylko konsekwentnie pocisnąć, ale dlaczego mieliby tego nie zrobić?

W końcu wiadomo, że piłkarski sędzia, choćby był nie wiadomo jak uczciwy i/lub kosmopolityczny, nie obraża się, że nie dają mu sędziować międzynarodowego meczu z udziałem reprezentacji jego własnego kraju, zgoda? To samo dotyczy wydawania przez sędziów wyroków w sprawach dotyczących bliskich krewnych. Po prostu nie sposób wtedy liczyć na obiektywność. Dlatego też to, że ktoś mógłby w ogóle chcieć zmylić opinię i zostać sędzią w sprawie bliskiego krewnego, albo sędziować mecz z udziałem własnej drużyny, byłoby samo w sobie zagraniem podstępnym i nieuczciwym. Proszę tylko chwilę nad tym pomyśleć, przecież to oczywiste, tak?

Jednak Polacy to ludek... Oszczędzę Ci Czytelniku ironicznych epitetów, które cisną mi się na usta i pod palce. W każdym razie ludek w dużej mierze odpowiedzialny za nieszczęścia, które go bez przerwy niemal od stuleci już gnębią. Przykład jak to działa? Proszę bardzo - polecam ten tekścik, z tego samego bloga. Nikt się nim oczywiście nie przejął, jak i sprawą, o której on traktował... Bo taka jest nasza polska natura, bądźmy z niej dumni! - dzięki temu mamy tyle okazji do użalania się nad sobą. Hurrra!

Gdyby było inaczej, Lech Wałęsa nie byłby dziś bohaterem narodowym. Tylko czym? W najlepszym przypadku, czymś w rodzaju Jerzego Urbana - gościem bogatym i spasionym, mającym krąg zaprzysięgłych wielbicieli i jadących na jednym z nim wózku obrońców. A a my... My nie bylibyśmy jednak chyba Polakami, bo przecież cechą Polaka jest to, że daje się rżnąć w dupę (w każdym możliwym sensie) jednocześnie szlochając i kwicząc z rozkoszy.

Nie, żeby był aż taki homofilny, na to przyjdzie nam jeszcze nieco poczekać, choć jesteśmy przecież w Europie. Ale to przecież tak miło móc się z przekonaniem uważać za za Największą Ofiarę Losu W Całym Wszechświecie! Toż to dopiero Naród Wybrany! Szczególnie, gdy jeszcze - ach! - przyozdabiają go takie lśniące, bezcenne, nobilitujące cały naród klejnoty, jak Lech Wałęsa!

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

niedziela, czerwca 10, 2007

Europejski polityk podtrzymuje europejską tradycję

Konferencja prezydenta Francji na niedawnym Szczycie G-8, zaraz po spotkaniu z prezydentem Putinem. Jeśli nie znasz języka Robespierre'a, to akurat tym razem nie musisz rozpaczać. Jedyną w miarę interesującą rzeczą, którą tam słychać jest ostatnie zdanie zapowiadającego: "wydaje się, że pił jedynie wodę".

Nic Państwo o tym zabawnym wystąpieniu dotąd nie wiedzieli? Prasa nie pisała? Telewizja też nic? Cóż, wniosek z tego, że takie zachowania nie kompromitują europejskich polityków, ani ich narodów. Co innego oczywiście nacjonalizm! Wtedy robi się burza nawet na Jamaice.

A zresztą, nie bądźmy fanatykami. Któż mógłby się naprawdę gniewać na polityka tak udatnie naśladującego fioletowego tubisia? W Europie?!



triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

piątek, czerwca 08, 2007

Czyżbym przebił katarynę osikowym kołkiem?

Napisałem nie tak dawno temu tekścik w odcinkach pt. 'Czy "kataryna" to gazownik Kalukin?' I nawet go jeszcze nie dokończyłem - jednego odcinka wciąż brakuje, ale to po pierwsze niemal formalność, po drugie mam ostatnio sporo innej roboty, po trzecie zaś znowu mam sporo wątpliwości z cyklu "powrót na zewnętrzną ścianę wychodka".

Te dwa odcinki, które są już napisane, można znaleźć tutaj: Czy kataryna to gazownik Kalukin? ( 1 ) i Czy kataryna to gazownik Kalukin? ( 2 ).

Tekścik jest na serio w jakichś 90-95%. To znaczy prawdopodobieństwo, że to rzeczywiście jest Kalukin oceniam zdecydowanie niżej, choć gość mi z wielu względów do tego pasuje. Jednak najistotniejszą kwestię, czyli to, że "kataryna" to lewacka, zapewne gazownicza, prowokacja, traktuję w sumie całkiem poważnie. Zachęcam zresztą do zapoznania się z tymi dwoma istniejącymi już odcinkami cyklu.

Najzabawniejsze jednak jest to, że ostatni tekst na przesławnym blogu "kataryny" powstał 13 maja i traktuje o, z pozoru rzeczywiście przedziwnej, zmianie poglądów Adama Michnika w sprawie ujawnienia teczek. Można zresztą kliknąć i samemu sprawdzić: Michnik: "Teczki dla wszystkich". Jakby nic istotnego się od tamtego momentu nie wydarzyło...

Przyznam, że obserwuję tę systuację na przesławnym blogu od dłuższego czasu, z coraz większym zainteresowaniem i coraz większym rozbawieniem. Kataryna bywała na Forum Frondy, gdzie postawiłem swą przewrotną tezę, a potem broniłem ją przed zgrają oburzonych i pełnych pogardy szermierzy. No i sprawa jest o tyle zabawna, że jeśli moja gambitowa teza byłaby słuszna, to samo jej ujawnienie - nawet na tak mało znanym blogu, jak mój - zniszczyłoby cały sens tej przemyślnej (hipotetycznej) manipulacji.

Co zresztą jest właśnie jedynym powodem, dla którego starałem się tę tezę rozpropagować - żeby nie można było potem kiedyś manipulacji ujawnić i obśmiać prawicowych internautów, prawicowych blogerów i prawicy w ogóle: "jacy to durni i jak łatwo łapią się na byle fałszywkę, byle używała ulubionych słów kluczowych".

Wyobrażacie sobie, co by się działo? Wyobrażacie sobie, jak byśmy się potem czuli? I to nie tylko wszyscy namiętni i całkiem liczni wielbiciele "kataryny", ale po prostu wszyscy, dla ktorych poglądy gazownika i innych demokraci.pl są głupie i obrzydliwe. Pomyślcie tylko! Czy nie warto było sprytną paradą zapobiec czemuś takiemu?

No bo teraz - o ile oczywiście mam co do "kataryny" rację - nie będzie można już nas bezkarnie wyśmiewać, bo zawsze ktoś w odpowiedzi może powiedzieć: "No ale przecież jeden facet przejrzał całą tę grę na oczy, prawda? Więc chyba nie całkiem chodzimy stadem, nie zawsze nabierzemy się na każdą farbowaną lipę".

No więc w sumie, każdy kolejny dzień, nic nowego nie pojawia się na blogu "kataryny" sprawia, że bardziej na serio zastanawiam się, nie tylko czy jednak nie mam racji, ale także, czy moje na ten tamat pisanie nie nie stało się dla "kataryny" osikowym kołkiem. No bo po co dalej miałby się Kalukin i Agora wysilać, skoro manipulacja spaliła na panewce? Natomiast w innym przypadku, dlaczego nagle "kataryna" zaczęła na swym blogu publikować raz na miesiąc, zamiast jak dotychczas nie rzadziej niż co parę dni?

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

poniedziałek, maja 28, 2007

Tubisie... czy może raczej Homosie?

Wiele radości sprawiła wielu ta kobieta od praw dziecka, podnosząc sprawę możliwej homoseksualnej propagandy w programie dla małych dzieci, który po polsku nazywa się "Tubisie", a w angielskim oryginale "Teletubbies". Chore, prawda? Przecież takie wymyślone stworki w ogóle nie mają płci, a małe dzieci w ogóle nie mają pojęcia o homo- czy heteroseksualności. Tak przynajmniej przekonywała nas dzisiaj np. pewna młoda i z pewnością mająca przed sobą piękną karierę psycholożka na TVN24.

Sprawa jednak wcale nie jest taka śmieszna. Jeśli ktoś sobie chce poczytać, to oto kilka linków. (Wprawdzie te dwie pierwsze stronki są po angielsku, ale w końcu dziś bez znajomości angielskiego to tak, jakby nie umieć spuścić wody albo zatelefonować.)

http://en.wikipedia.org/wiki/Teletubbies#Tinky-Winky_controversy

http://www.cnsnews.com/InDepth/archive/199902/IND19990212a.html

Oraz dyskusja na ten temat na forum Frondy, z której można się wiele dowiedzieć: http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1064320#p1064603

Nie powinienem w zasadzie wynagradzać tych, którym się nie chce na ten temat poczytać, ale widać mam dobre serce... Więc proszę sobie popatrzeć na to video:



triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

poniedziałek, maja 21, 2007

Z homoseksualnym Goebelsem gra do jednej bramki

Od małego byłem podejrzliwy wobec argumentów typu "hamujmy się, żeby nie dawać przeciwnikom amunicji propagandowej". Było to swego czasu zachowanie niewykle charakterystyczne dla zachodnich sowietologów i wiele wskazuje, że szybko wróci w wykonaniu aktualnych ekspertów od Rosji. Cały czas tego nastawienia jest pełno na zachodzie wobec islamskiego terroryzmu, zaś w Polsce przede wszystkim wobec wszelkiego krzykliwego i coraz agresywniejszego lewactwa, z lewactwem popierającym homoseksualizm na czele.

W Rosji pedalskie "Parady Równości" są zakazywane, w Izraelu nie tylko zakazywane, ale chcącym w nich wziąć udział grozi się bez dwuznaczności śmiercią... I nic się nie dzieje. W końcu to Rosja, w końcu to Izrael. W Polsce "Parady Równości" odbywają się, a jakże, dając różnym mediom temat na cały dzień od rana do wieczora, a potem w nieco mniejszych dawkach przez resztę roku - aż do następnej "Parady Równości". Ale to oczywiście nie wystarcza, bo jakżeż by mogło?!

Poniżej przedstawiona aktualna notatka agencji PAP to dobitny przykład, do czego prowadzi uległość wobec cynicznych, zdecydowanych na całkowite zmieżdżenie wszelkiego oporu - ba, wszystkiego, co nie jest im całkowicie uległe i entuzjastyczne nastawione - sił. Oto przykład, do czego prowadzi nasza zgoda na "grę do jednej bramki", rozpoczynająca się od potulnego używania politycznie poprawnego, narzuconego nam przez pedalskie lobby, bezsensownego i po prostu nie istniejącego w żadnym normalnym języku słowa "gej". I zastanówmy się, czy, skoro ci ludzie i te siły do tego właśnie chcą nas doprowadzić - tylko POJEDYNCZO, żeby łatwo można się było z tym uporać - nie należałoby dać im to, albo coś podobnego, w takim nasileniu, by spacyfikować nas się nie udało.

Tyle, że niestety, skoro na wczorajszym "Marszu" polska policja, podlegająca przecież naszym obecnym prawicowym i patriotycznym władzom, spisywała ludzi za transparent ze słowami "Precz z eurokouchozem!", więc naprawdę nie możemy już chyba liczyć na nikogo, poza nami samymi. Tym bardziej, że w przedwczorajszym marszu pedalstwa i plucia w twarz normalnym Polakom, brali udział m.in. chadeccy zachodnioeurpejscy politycy. Takie jest właśnie to europejskie chrześcijaństwo! Taka właśnie jest ta europejska prawica! No dobra, przejdźmy do zapowiedzianej informacji PAP'u. Miłej lektury życzę!

Polowanie na gejów w ultraprawicowej Polsce

Poniedziałek, 21 maja (10:51)

O "polowaniu na gejów w ultraprawicowej Polsce" donosi w poniedziałek lewicowy włoski dziennik "La Repubblica".

Informując o sobotniej Paradzie Równości w Warszawie, gazeta podkreśla, że "mobilizacja homoseksualistów" jest elementem "walki o demokrację", zapoczątkowanej przez byłych prezydentów Lecha Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego. Atmosferę nienawiści do gejów dziennik porównuje do nazistowskiej propagandy czasów Josepha Goebbelsa.

W obszernym artykule, opatrzonym zdjęciami z sobotniej manifestacji, mowa jest o "groźbach i pobiciach ulicznych, agresji, prześladowaniach, ukrytych represjach w pracy, gwałtach za karę na lesbijkach, dokonywanych na wsiach przez mężczyzn".

Jak relacjonuje wysłannik gazety do Warszawy Andrea Tarquini jest to "codzienna rzeczywistość pod rządami braci Kaczyńskich i ich sojuszników z ultraprawicy".

- Ale polscy geje nie poddają się - dodaje Tarquini zauważając, że ich pierwszym sukcesem było otrzymanie zgody na Paradę Równości.

Autor relacji podkreśla, że "Polska cywilizowana i nowoczesna Wałęsy i Kwaśniewskiego, Polska dialogu" prowadzi walkę z "Polską podejrzeń", reprezentowaną przez obecne władze.

Cytowany w artykule Tomasz Bączkowski z Fundacji Równości wyraża opinię, że "homofobia jest punktem programu tego rządu". - To zwyczajna stara taktyka polowania na niewidzialnego wroga - twierdzi Bączkowski. Rozmówca włoskiego dziennikarza porównuje ją do "logiki antysemityzmu".

- Europa, w której w Berlinie, Hamburgu i Paryżu rządzą burmistrzowie - geje, wydaje się być odległa o lata świetlne - pisze "La Repubblica". Klimat wokół homoseksualistów w Polsce określa słowami: "ciemne czasy, powiew średniowiecza".

Informując o protestach środowisk gejowskich, przeciwko wprowadzeniu niedawno zakazu szerzenia treści homoseksualnych w szkołach, rzymska gazeta stwierdza, że tę "kampanię nienawiści" wobec gejów można porównać do propagandy Goebbelsa, który mówił: "powtórz kłamstwo trzydzieści razy, a ludzie uwierzą, że to prawda".

Źródło informacji: PAP

Oryginał tutaj.

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

niedziela, maja 20, 2007

Czy ja wszystko muszę pisać własnoręcznie?

Nie muszę przecież wszystkiego pisać własnoręcznie, prawda? Szczególnie, że inni ludzie ujawniają naprawdę fascynujące sprawy i piszą bardzo interesujące teksty.

Najpierw uczestnik Forum Frondy o pseudonimie smok5 ujawnia, jak działają u nas badania opinii publicznej.


Jak sondownia GFK Polonia przeprowadzila u Smoka wywiad

Zdarzenie mialo miejsce w sobotnie popoludnie. Zadzwonil telefon. Smok podniósl sluchawke i uslyszal panienke o cieplym aksamitnym glosie. Dziewcze przedstawilo sie ,ze dzwoni z GFK Polonia i zapytalo czy moze przepytac smoka na temat "sytacji polityczno spolecznej w kraju". Smok zwierze polityczne -uradowane ,ze po 45 latach zycia ma szanse uczestniczyc w swoim pierwszym sondazu odpowiedzial ochoczo - tak!. Pierwsze pytanie panienki o wyksztalcenie i -smok odpowiada - wyzsze. Panienka notuje. Panienka w drugim zadaje ciezkie pytanie "jakie ugrupowanie pan popiera ?" Smok odpowiada - PIS, po stokroc PIS.:) Panience odebralo mowe. Po chwili odpowiada zmrozonym glosem formulke " a to przepraszam, jest pan w grupie osób na których badania juz nam sie skonczyly" ... i zanim smokowi zdazyla opasc kopara rozlaczyla sie. Smok teraz ma dylemat -czyzby limit wyborców PISu z wyzszym wyksztalceniem sie szybciej wyczerpal niz taka samo wyksztalcona grupa zwolenników np ryzego thuska - i to znaczy nas kaczystów po politechnikach i innych takich jest wiecej niz ich thuskomaniaków? Zostaje jeszcze druga ewentualnosc- wszystkie to sondaze sa manipulowane na kazdym etapie ich sporzadzania. Wniosek jest jeden - smok o sondazach wyrobil sobie zdanie na wieki wieków amen.

Potem smok5 na pytanie innego forumowicza uzupełnia w innym poście:

Pierwsze pytanie o wyksztalcenie, drugie brzmialo chyba "popierane ugrupowanie polityczne , partia" - moze chodzlo o to bym wymienil "ruch NRD"? Po odpowiedzi "PIS" ankieterka niespodziewanie podziekowala. Adreanalina mi tak podskoczyla, że chcialem zadzwonic do tej calej manipulatorowni.


Oryginał tutaj: http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1052583#p1052626.

I jeszcze bardzo sensowny tekst, który znalazłem na prawica.net:


Janusz Sanocki

Przypadek Kubusia Puchatka

Reporter „Rzeczpospolitej” dziwi się, że katowicka prokuratura, prowadząc kilka lat temu śledztwo w sprawie wręczenia łapówki Barbarze Blidzie przez „Śląską Aleksis” nie wykryła przestępstwa, które było oczywiste.

„Aleksis” czyli Barbara Kmiecik, zajmowała się handlem węglem, Blida mogła załatwić dojścia w kopalniach. Cóż więc dziwnego w tym, że Kmiecik w 1998 r. darowała Blidzie 100 tys. złotych „na remont willi”. Oficjalnie miała w tej willi wynajmować pomieszczenia, ale oczywiście nie wynajmowała.

Śląscy prokuratorzy oczywiście nie dopatrzyli się w tym nic dziwnego. Przecież ludzie dają sobie darowizny tu 100 tys., tam milion. Polska to kraj ludzi dobrego serca gotowych wspierać bliźniego w potrzebie. Masz willę do remontu – na pewno ktoś ze znajomych da ci stówę albo dwie na remont, potrzebujesz nowego auta – już za progiem czeka diler, żeby gratisowo dać ci nowego mercedesa „na jazdy próbne”.

Tak to u nas jest, tylko dziwne, że nikt z nas, zwyczajnych ludzi nie spotyka na swojej drodze takich dobroczyńców, a zawsze zdarza się to ministrom, prezesom państwowych spółek, dyrektorom departamentów. I dziwne, że ci dobroczyńcy, całkowicie bezinteresownie wspierający owych borykających się z materialnymi trudnościami ministrów, prezesów i dyrektorów dostają później dziwnym trafem koncesje, wielomilionowe kontrakty.

Ale wcale nie jest już dziwne, że prokuratura nigdy nie dopatrzy się związku między jednym, a drugim zjawiskiem. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby jakiś poważny przypadek korupcji w Polsce wykryła prokuratura. Jak do tej pory od wykrywania korupcji są dziennikarze.

W przypadku willi Blidy i dotacji (czytaj: łapówki) jaką była minister dostała za usługi, prokuratora sprawę umorzyła. Prokurator Ocieszek, który śledztwo prowadził, jest obecnie wiceszefem ABW i był przed domem Blidy w godzinę po wejściu tam funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

W żaden sposób nie mógł w godzinę dojechać z Warszawy, co znaczy, że to on nadzorował przeszukanie domu Blidów. Dziwnym trafem funkcjonariusze ABW wchodząc do domu Blidów popełnili wiele rażących błędów. Nie odebrali Blidzie pistoletu, nie przeszukali pomieszczeń i samej podejrzanej co w konsekwencji umożliwiło samobójstwo byłej minister. Zniknął niewygodny świadek, który być może wiele mógł powiedzieć na temat „mafii węglowej”. Teraz po śmierci Blidy łatwiej będzie można aferze węglowej ukręcić łeb.

Być może więc prokurator Ocieczek pojawia się w tej sprawie nieprzypadkowo, ale nie to nas tutaj interesuje. Interesuje nas stopień słabości państwa polskiego, czego paraliż prokuratury jest najlepszym przykładem.

Co jest źródłem tej słabości i czy Kaczyńscy są w stanie zbudować IV RP w sytuacji, gdy nic nie działa, a wszystkie instytucje mają swoich Ocieszków?

Tajni współpracownicy SB znaleźli się w Trybunale Konstytucyjnym, TW był doradca ministra Ziobry, a szef stołecznej policji zamieszany był w sprawę zabójstwa działacza opozycji. To tylko przypadki ze świecznika. Gdybyśmy takich donosicieli, uwikłanych we współpracę z SB sędziów, prokuratorów, nauczycieli akademickich, księży, dziennikarzy wyciągnęli na światło dzienne – zaraz w Polsce stałoby się jaśniej.

Jasne stałyby się powiązania, zrozumielibyśmy skąd wzięły się te majątki, nie dziwilibyśmy się dlaczego w jednych sprawach prokuratura umarza, a w innych zawzięcie ściga itd.itp.
Byłby to zapewne wstrząs, ale bez ujawnienia wszystkich tych powiązań nigdy Polska nie będzie państwem prawa i nigdy żadnej gospodarki rynkowej nie zbudujemy.

Tymczasem lustracja utknęła w Trybunale, który sam powinien być zlustrowany. Skala zjawiska okazała się bowiem przekraczać wszystko czego można się było spodziewać. Jest całkiem jak w przypadku Kubusia Puchatka, który zajrzał do swojej teczki w IPN-ie i żali się potem Krzysiowi:

- Że Prosiaczek na mnie donosił, nie dziwię się bo to jednak świnia. Że Kłapouchy też nie, bo to osioł. Tygrys jest lekkomyślny – ale żeby Miodek!?

Oryginał tutaj: http://prawica.net/node/7157.


triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.