środa, grudnia 13, 2006

Wołanie o pomnik wolności słowa

Platforma Obywatelska postuluje wybudowanie pomnika wolności słowa, czy może "wolnemu słowu"... Rzadko zgadzam się ze zbiorową mądrością tej prześwietnej ogranizacji, rzadko uważam, by wykazywała timing, wyczucie historycznych trendów i zeitgeistu... Ale tym razem muszę przyznać, że mi zaimponowali!

Pomników stawia się przecież niemal wyłącznie po śmierci tego, kogo chce się uhonorować, a więc inicjatywa Platformy okazała się raz wybornie trafiona. Przecież wolność słowa - jeden z filarów wciąż oficjalnie obowiązującej liberalnej doktryny - ma coraz krótszy oddech i coraz częściej po prostu przedśmiertnie rzęzi. A w jakim tempie to się dzieje! Kiedy jakieś 15 lat temu w Szwecji wydano oficjalny zakaz dyskutowania, przeprowadzania jakichkolwiek studiów i badań nad problemem elektrowni atomowych, wydało mi się to niedorzeczne, ale złożyłem to na karb typowych szweckich fobii (było to w końcu stosunkowo niedługo po Czarnobylu), konformizmu i infantylizmu.

Teraz widzę, że to po prostu realny liberalizm. Do więzienia idzie się przecież za wątpliwości na temat tzw. holocaustu, więzienie grozi za "homofobię", na "jednodniowe badania w Tworkach" można zostać zawiezionym przez tajne służby - ale jawnie, z podaniem w ogólnokrajowej telewizji i innych mediach nazwiska - na wniosek paru osób, którym nie podobają się twoje poglądy, niektóre nacje wprawdzie "praktycznie nie istnieją", ale nie daj Boże je skrytykować... Każdy, kto zadaje sobie trud czytania blogów, takich jak mój, sam z pewnością wie, jak się sprawy mają.

Sprawa z tym pomnikiem jest jednak nieco bardziej skomplikowana. "Wolność słowa" nie jest przecież osobą, nie jest nawet żadną uznaną personifikacją. Kiedy usłyszałem o tym blyskotliwym pomyśle dzielnych cieniasów, przyznam, że pierwszą rzeczą, jaka mi przyszła na myśl, był obelisk na cześć Istoty Najwyższej, postawiony niegdyś z wielką pompą z inicjatywy Robespierre'a. Tu też jednak widzimy to samo zjawisko: Istota Najwyższa to poniekąd Bóg, tylko Bóg pozbawiony specyficznych cech chrześcijańskich. Bogu zaś pomników w nowożytnej Europie nie stawiano, postawiono zaś jakiejś jego wydumanej wersji dopiero wtedy, kiedy właśnie przestawał odgrywać tę samą co wcześniej ogromną rolę w życiu ludzi i społeczeństwa. Do czego zresztą walnie przyczyniała się rewolucja, której jednym z najważniejszych przywódców był sam inicjator budowy pomnika.

Jeśli zaś przyjąć, że Istota Najwyższa Robespierre'a i rewolucji to nie jest avatar chrześcijańskiego Boga, wtedy nie da się uniknąć refleksji, iż pomnik postawiono czemuś, co nigdy większej roli nie odegrało, czym niewielu ludzi poważnie kiedykolwiek zawracało sobie głowę.

Jest więc coś symptomatycznego w inicjatywie Platformy, by zbudować pomnik wolności słowa. Nie świadczy ona dobrze o żywotności tej wzniosłej idei, nawet w oczach jej najgłośniejszych propagatorów. Jeśli jest aż tak źle, że zauważają to nawet przywódcy Platformy - pogrążeni przecież we własnych wewnętrznych światach i ślepi na niemal wszystko, co się dzieje w świecie realnym - to możemy się spodziewać szybkich postępów poprawności politycznej i "europejskich wartości".

Którym, jak warto zauważyć, nikt jeszcze żadnych pomników stawiać nie zamierza. Ach, jak chciałbym dożyć chwili, gdy Platforma zgłosi wniosek o postawienie takich właśnie pomników, a do tego dla mnie jeszcze może śmiało dodać polityczną poprawność, tolerancję i sporo innych równie lubianych przez postępowe kręgi cech.

Na koniec pragnę z pewną satysfakcją zauważyć, że Platforma Obywatelska, partia przecież par excellence LIBERALNA, wykazuje w swej najnowszej inicjatywie ideowe pokrewieństwo z Robespierrem i rewolucją francuską, czyli z dziedzictwem Oświecenia. Co dla mnie osobiście jest dość oczywiste, choć może nie dla wszystkich, szczególnie nie dla tych, którzy lubią się określać jako "konserwatywni liberałowie".

Przypomnę więc, że liberalizm to ideologia Oświeceniowa - powstała w Oświeceniu i przepojona jego duchem. Liberalizm tym duchem nieprzepojony, to albo smętna i bezpłodna hybryda wykoncypowana w dusznej bibliotece uniwersyteckiej, albo też LIBERALIZM REALNY, w którym od 17 lat żyjemy, zaś zachodnia Europa znacznie dłużej.

Ten też jest przesiąknięty duchem Oświecenia (niektórzy mówią masonerii), ale nie jest tak dogmatyczny - życie nauczyło go bowiem, że jego ideologia się nie sprawdza - za to zdolny do wszelkich, nawet najbardziej pokrętnych i najmniej uczciwych kompromisów. Jak te kompromisy z wolnością słowa, o których tu wspominaliśmy.

Dobrze, że Europejczycy z Platformy uważają chociaż, że wolność słowa zasługuje na monumentalny nagrobek. Bo cóż by ich kosztowało zamiast tego zażądać postawienia obelisku Istocie Najwyższej? Jeszcze się Hannie Gronkiewicz-Waltz nigdy nie objawiła? Czy aby na pewno? Jeśli tak, to przecież każdego dnia może się ujawnić i powiedzieć "Haniu, idź i...". Nie wiem co, ale coś tak zrób.

Gdyby tak Istocie Najwyższej pomnik postawić, to ach, jakaż piękna byłaby to uroczystość! Odwołać się do historii i spróbować powtórzyć tamte uroczystości! Chóry młodzieńców i starców w białych tunikach by się jakoś zorganizowało. (Nieco trudniej by może było z dziewicami, ale czy musimy do tego koniecznie mieszać ginekologa?)

Jednak pozostaje fakt, że dla niektórych mało światłych Polaków Istota Najwyższa jest be, bo oni wierzą w swojego Boga. A zatem, na razie zacznijmy od pomnika wolności słowa, potem się zobaczy. Jeszcze przedtem będzie trzeba się propagandowo sprężyć, bo to i konstytucja europejska i euro... Istota Najwyższa musi więc nieco poczekać, sama to zresztą świetnie z pewnością rozumie. Woność słowa ma za to tę niewiątpliwą zaletę, że mało kto otwarcie powie, że jest przeciw.

A więc, skoro wszyscy się zgadzamy, to warto się szybko zabrać do roboty, żeby ten nagro... pomnik, był gotowy na najbliższe Zaduszki.

Zaraz, zaraz! coś mi przyszło do głowy... A może Platforma nie ma AŻ takiej intuicji, tylko dla niej wolność słowa umiera wraz ze spadkiem nakładów Gazety Wyborczej i ośmieszeniem się mediów biorących udział w ostatniej antyrządowej prowokacji?

1 komentarz:

  1. żadko pisze się rzadko. U erudyty takie wpadki ortograficzne, zwłaszcza w dobie automatycznej korekty pisowni w edytorach tekstu, to wyjątkowe niechlujstwo

    OdpowiedzUsuń