czwartek, czerwca 26, 2008

Cyrk "Maleszka" i co z tego wynika

Film o trzech kumplach dał zapewne postkomunie i różnym jej tuskoidalnym obrońcom niezłego kopa, bo część młodych zapewne nieco więcej z tych spraw zrozumie, a niektórzy mogą się nawet całkiem przejąć.

Swoją drogą, mógłby mi ktoś powiedzieć, czy obawy, iż TVN ocenzuruje ten film zostały potwierdzone? Czyli czy np. te 20 minut, które miały zeń zostać wycięte, zostały wycięte? Oczywiście sam fakt podzielenia filmu na dwie części, i to akurat przez środek najważniejszej sceny - odwiedzin autorek w mieszkaniu Maleszki i jego rozmowie z redakcją Gazownika - swoje i tak zrobiło. Jak i te wszystkie przerywające film reklamy różowych golarek do wiadomo czego. Nie wspominając już o tych przeuroczych reklamach programów mających nastąpić tuż po filmie: w jednym przypadku był to szoł Kuby Wojewódzkiego, w drugim Szymona Majewskiego. Samo to zestawienie programów jest oczywiście obrzydliwe, jak i oba te szoły same w sobie.

Skutkiem tego filmu zrobiła się w kraju przeurocza ętelektualna atmosfera. Wszyscy mianowicie starają się rozgryźć niezmierzone głębie duszy Maleszki, a różni tefauenowi wywiadowcy raz po raz zadają rozmówcom pytanie z repertuaru moralnych autorytetów: "czy zdołał pan/pani Maleszce wybaczyć". Przejęli się, kurwa mać, duchem Ewangelii!

Z red. Stasińskim, który, jak się dziś dowiedziałem, posiada nawet papier na analizowanie wszelkich Maleszków tego świata - jest bowiem z wykształcenia psychologiem - rywalizować na subtelność analiz ich skomplikowanych dusz oczywiście nie mogę. Mam jednak pewną obserwację... W mojej opinii coś  w rodzaju jajka Kolumba i węzła gordyjskiego w jednym.

Ale teraz jeszcze będzie wtręt... Otóż zakładam, że czytający te słowa film widział i wie jaki obraz Maleszki wyłania się z tego filmu. Nie chodzi jedynie o to, że był szpiclem, nie chodzi nawet tylko o to, że donosił i napuszczał bezpiekę na swych przyjaciół, że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa świadomie i bez skrupułów doprowadził do zamordowania swego najbliższego przyjaciela... Chodzi mi także o jego wygląd i zachowanie - nie tylko o te jego "to bardzo dobre pytanie", ale o język ciała, jąkanie się (całkiem jak Michnik!), twarz zasłoniętą włosami i ogromnymi okularami...

Przyznam, że ja nigdy bym komuś takiemu zaufać nie potrafił. Nawet w moich najdawniejszych i najbardziej naiwnie-ideowych młodych latach. Wildstein tak nie wygląda, Pyjas, mimo zarostu, też nie... Pani Sonik wydaje się być b. sympatyczną i sensowną kobietą. Skąd więc u nich ta przyjaźń do kogoś tak z samego wyglądu i zachowania - pomijając donoszenie, o którym nie wiedzieli - odrażającego jak Maleszka? Zresztą ten facet nie wydał mi się nawet specjalnie inteligentny.

Pomijając już fakt, że ktoś mający tak ogromne ambicje by być superagentem, daje się nieświadomie sfilmować dwóm amatorkom we własnym mieszkaniu, kiedy dokonuje rzeczy, których ujawnienia nie darują mu nigdy jego dotychczasowi sojusznicy i obrońcy! Bez problemu wierzę, że Maleszka był w czasach studenckich, i zapewne jest do dzisiaj, molem książkowym - ale to wcale nie jest jakaś jednoznaczna zaleta. W jego przypadku raczej wprost przeciwnie.

Jest tu moim zdaniem temat na masę interesujących i ważnych rozważań, ale to już może innym (Deo volente) razem. Na razie rzucam skoncentrowany snop światła na "skomplikowaną" naturę Maleszki...

Otóż Maleszka to pro prostu autentyczny i do końca konsekwentny lewak! Proszę o tym pomyśleć: czy tu nie ma "względności prawdy"? Czy tu nie ma postmodernizmu? Czy tu nie ma "tolerancji" - wobec siebie samego, wobec ubecji? Czy tu nie ma tego lewackiego przekonania, że w człowieku tak w istocie liczy się jedynie kora mózgowa, skutkiem czego nie ma on żadnej stałej natury, jest natomiast w zasadzie czystą tabliczką, na której można zapisać cokolwiek i tylko od tego zależy jego "natura"?

Czy najbardziej się rzucającą w oczy mentalną cechą Maleszki nie było to, co starożytni grecy nazywali eironeia, a od czego oczywiście pochodzi słowo "ironia"? Co to jest ta eironeia? To, mówiąc skrótowo, niepoważny stosunek do samego siebie i do wartości. Coś, co dla starożytnych było rzeczą najobrzydliwszą z możliwych. Nie tragiczną i przerażającą, jak różne kazirodztwa i matkobójstwa, tylko właśnie obrzydliwą i niezrozumiałą. Czy ta postawa to nie jest dokładnie to, co Kołakowski wychwala jako "postawę błazna", jedyną, która naprawdę przystoi "filozofowi"?

Czyż nie jest to b. popularna teza wśród lewaków - zarówno tych ętelektualnych, jak i bezmózgich hunwejbinów i bywalców różnych Le Madame? Czyż możemy zresztą przeczyć, że jest to postawa "godna filozofa"? Przecież kiedy powiemy "filozof" to już od dawna nie chodzi nam o Arystotelesa. Jeśli o kogoś nam chodzi, to raczej o oświeceniowych francuskich mędrków, których właśnie określa się mianem les philosophes. Z Voltairem na czele, który perorował o wolności, a lizał gdzie popadło despotów i koronowanych zbrodniarzy.

Czyż jakikolwiek prawicowiec - niechby nawet to była po prostu karykatura prawicowca, taka jaką serwują nam bez przerwy postępowe media i postępowi intelektualiści - czyż więc jakikolwiek prawicowiec mógłby być podobny do Maleszki? Niechby i faszysta, zamordysta, zwolennik dyktatury, nietolerancji i ciemnogrodu - istna karykatura kogoś, kto słucha Radia Maryja i odrzuca z niechęcią Gazownik? Czy taki ktoś, gdyby istniał, potrafiłby na pytanie dlaczego zdradzał przyjaciół uśmiechnąć się z wyższością i stwierdzić "to bardzo dobre pytanie? Z całą pewnością nie. Jego "przesądy", jego "brak intelektualnej elastyczności", jego "niesamodzielność w myśleniu" by na to nie pozwoliły. Po prostu.

Prawicowiec nawet wyglądać tak jak Maleszka by nie potrafił. (Chyba żeby miał ogromny talent aktorski i akurat był tajnym agentem wśród lewactwa, ale to inna sprawa, bo Maleszka kimś takim oczywiście nie jest.)

Tak więc, uważam, że "tajemnica Maleszki" jest po prostu nie do rozgryzienia przy użyciu obecnie miłościwie nam panującego paradygmatu tego typu dyskusji. Staje się natomiast dziecinnie łatwa do rozgryzienia i niemal oczywista, kiedy się na nią spojrzy od właściwej strony. Powtórzę: Maleszka to po prostu lewak. I tylko tym się różni od masy innych lewaków, że jest lewakiem konsekwentnym. Do szpiku kości. W odróżnieniu od różnych takich, którzy robiliby to dokładnie to samo, jednak czekają z tym do czasu, gdy wreszcie naprawdę poruszą z posad bryłę świata, a ich związek bratni ogarnie ludzki ród.

Maleszka po prostu wyrwał się nieco przed szereg i nie dość zabezpieczył sobie tyły. Z drugiej strony nie aż tak bardzo się wyrwał i zaniedbał środków bezpieczeństwa - żadna krzywda przecież mu się nie stała, prawda?

triarius

---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

11 komentarzy:

  1. Tigre,
    własnie ci podpierdoliłem prawa ętelektualne do tego textu. Szczegóły u mnie na S24.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. elGuapo

    Witaj!!!

    Też uważam, iż to róznica w mentalnościach, chyba nawet głębiej - w psychologiach.

    Pozdrawiam
    NeG

    PS. To Twoja fotka????

    OdpowiedzUsuń
  3. @ nicpoń

    Dzięki! Właśnie widziałem. Jak najbardziej doceniam, jestem wdzięczny i tak trzymać!

    Prawa ętelektualne na drzewo, razem z maleszkami tego świata.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. @ elGuapo

    Nawet głębiej, bo i w ciele. Które ma z psychiką cholernie dużo związku. Choćby przez emocje. Jak uczy nawet najnowsza neurologia. (Jest taka świetną książka na ten temat po polsku, ale nie pamiętam tytułu. Autor ma włoskie nazwisko chyba na A.)

    Co do zdjęcia - to Spengler. Z kamerki internetowej. Nie, żartuję, wtedy nie było. To ja.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. (elG)

    Cholera - myślałem, że jesteś ze 3 razy starszy.

    A co do meritum - też jakoś o to właśnie zahaczyłem u siebie (coś mi sie bańce układa ostatnio, jakby mi łuski błędnych domniemań spadały). Między nami (lewakami i nami) jest nie tylko cywilizacyjna przepaść.
    Oni są ... inni. Inni mentalnie, psychicznie to jakaś mutacja. Korwin tez kiedyś o tym pisał i to mi się wydaje coraz realniejsze. My mamy tylko ciała podobne.

    --
    Pozdrawiam
    NeG

    OdpowiedzUsuń
  6. (NeG)

    I jeszcze jedno - po lekturze Twojego wpisu przyszła mi do głowy taka scenka = lewaka tłumaczącego Maleszkę:
    'Wprawdzie mówiliśmy ludziom 'róbta, co chceta', ale nie sądziliśmy, że ludzie wezmą to aż tak poważnie'.

    Oni nie sądzą, nie przewidują (przynajmniej ci naiwniejsi).
    ... choć to może tylko nieuprawniona projekcja.

    --
    Pozdrawiam
    NeG

    OdpowiedzUsuń
  7. ElGuapo,
    jasne, że to jest nieuzasadniona projekcja. te skurwysyny dokładnie wiedza co robią. Bo przeciez nie rozmawiamy o pozytecznych idiotach, prawda? Kogo obchodza meandry "myśli" pozytecznego idioty? Przeciez on nie ma żadnej siły sprawczej.
    Rozmawiac warto o tych kutasinach, którzy krecą tym młynkiem.
    A oni doskonale przewidują i dokladnie wiedza jaki bedzie efekt ich działań.
    I na tym efekcie im zwyczajnie zalezy.
    To zbrodnicze suki i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  8. @ elGuapo

    Zgoda, że oni są inni. Choć swoją drogą ja bym się zastanawiał czy Korwin nie ma właśnie lewackiego ciała i w dużej części lewackiej mentalności. Już pozostawiając na boku poglądy, bo o tych można dyskutować - czy to w te czy wewte.

    Oni są inni, ale to jednak jest także sprawa historyczna i oni zaludnią ziemię. To jest człowiek masowy w wersjach Elitarna i Ogrodowa.

    Czyli świrowaci mózgowcy model Maleszka będący w taki czy inny sposób u żłobu (np. brukselskiego), oraz masowe bydło o instynktach lemingów. My zaś jesteśmy, nie ma się co łudzić, strażą tylną czegoś całkiem innego, co niestety odchodzi w dal.

    I albo oni zwyciężą, robiąc na krótką metę państwo mrówek, a potem powodując globalną katastrofę o jakiej nikomu się dotąd nie śniło, albo też ktoś to przedtem weźmie za mordę i oni dostaną w dupę w imię konserwatyzmu. I tak też raczej będzie, problem, że to mogą być wojownicy islamu. Na to też z bólem serca stawiam.

    Co do wieku, to zdjęcie jest sprzed pół roku, ale stary jak świat jestem, nie da się ukryć.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Mylisz sie, Tygrysie i to srogo. Jeśli ktos to bractwo weźmie za mordę, to to wzięcie nie będzie się niczym róznić od państwa mrówek i katastrofy. Zwyczajnie będzie to brunatne mrowisko, albo islamskie albo jakiekolwiek. I skończy się to katastrofa tak czy siak.

    Natomiast jesli to my przyłozymy sie do tej katastrofy, to już po nas. Po pierwsze- to żaden konserwatyzm, po drugie zniszczy sie w ten sposób konserwatyzm.
    My musimy być nie ostatnią strażą tego co odchodzi, bo odchodzi własnie ten demoliberalny syf. My mamy być avantgarde`ą tego nowego, co nadchodzi. Nadzieja na przyszłość. Arką Noego. Nowym Ładem Naturalnym. Nie wydumanym, tylko takim, jaki jest.
    Ratunkiem ludzkości, a nie zbawcami ludzkości wbrew jej woli.

    Zresztą, szczegóły niedługo.

    OdpowiedzUsuń
  10. @ nicpoń

    Zbyt mało w Tobie zdrowego pesymizmu... ;-)

    Ja jednak sądzę, że takie procesy są zasadniczo nieodwracalne, natomiast zdrowy konserwatywny zamordyzm, który kiedyś nastanie - oby wyrosły z naszej cywilizacji, a nie z resztek dawnej islamskiej cywilizacji! - to nie będzie to samo co państwo mrówek.

    Bo państwo mrówek, to by było także państwo Maleszków. Oraz Michników, Biedroniów, Borrelli, tudzież swołoczy lewackiej pomniejszego płazu - Wołków. Wróbli, Śpiewaków i Staniszkisów. Oczywiście pod kontrolą tajnych służb, które to wszytko mogą mniej lub bardziej pociągnąć w stronę mafii, albo i konserwy.

    Konserwatyzm to jednak całkiem co innego - trzymanie tego za pysk dlatego, że inaczej się po prostu już nie da. Tak, jak wedle Spenglera robił to, z żalem w oczach, cesarz Tyberiusz. I potem to szło dalej tym trybem, mimo okresowych świrów na tronie.

    Trzeba jednak pamiętać, że TĘ historię pisali akurat przegrani, więc nie mamy całkowitej pewności co, jak i kto miał w danej sytuacji rację.

    Powiedz mi proszę, jak Ty dokładnie widzisz naszą obecną sytuację i opcje, oraz przyszłe możliwości, bo ja do szczętu przesiąknięty spengleryzmem jestem absolutnie pewien, że zamierającej Cywilizacji nie da się już ożywić. Możemy co najwyżej przepoczwarzać się powoli w przyszłą elitę.

    Tę konserwatywną. Albo też, co Ty zdajesz się głosić, JUŻ TERAZ zostać rolniczymi fellachami i przeczekać. Nie wiadomo ile setek lat, tym bardziej, że ruscy tutaj nam mogą nagle wystrzelić z czymś naprawdę wielkim i prężnym, a wtedy znowu zostaniemy zgrają prymitywnych i w dodatku pozbawionych jaj fellachów na peryferii. To o wiele gorzej niż barbarzyńcy! Oraz b. źle wróży naszej przyszłości.

    Albo Polska przetrzyma, albo nas tak czy tak "historia" zetrze z powierzchni globu. A Polska może przetrzymać jedynie z nami - w szerokim rozumieniu - jako przywódczą elitą. Dixi!

    Pozdrawiam i odbiór!

    OdpowiedzUsuń
  11. Mylisz się Tygrysie i to srogo.
    W kilku kwestiach.
    po pierwsze- spenglerycznie widzisz ten cykl śmierci i umierania bez dostrzeżenia tego, że na śmierci jednych rodzi się nowe życie. Tu się ten Koneczny ci kłania, który to samo dostrzega co Spengler, tylko widzisz szerzej, więcej i dalej.
    Najwyższa pora pogodzić się z tym, że żyjemy na trupie.
    Najwyższa pora pogodzić się z tym- mże my nie wiemy jak POWINIEN wyglądać świat. Nie wiemy tego, bo świat jest w nieustannym rozwoju. I nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
    Z jednym ale- w rzece wciąż płynie woda. Więc możemy się w jakiś psosób posiłkować tym, co się sprawdziło, czyli dało dobre efekty. Ale nie próbować zostać kierownikami kuli ziemskiej. Bo to bzdura i zbrodnia. Niczym się wtedy nie róznimy od lewactwa. Tyle, że to my będziemy trzymac w ręku bat. To takie fajne?
    Nie wydaje mi się.
    Ja nie mówię o tym, by przeczekiwac i dawać się tu dymać w dupę. W czym także się mylisz. Ja własnie zagajam do działania. Zagajam do działania poprzez całkowite odwrócenie się od tego syfu, ktróry nas otacza. Niedostrzeganie go. Rośnięcie wspólnie w siłe i negowanie tej pararzeczywistości lewackiej, która jest idiotyczna zwyczajnie i wystarczy robić swoje a jej dać zdechnąć.
    My wróćmy do tego, co jest ważne. I twórzmy swoją własną alternatywę. I tyle.

    I teraz- ja jestem przekonany, że tego się nie da zatrzymać. Nie ma bata. Tu już autentycznie wszystkie palce są na cynglach i nic się z tym nie zrobi.
    I to musi jebnąć.
    Ja nie wiem, w co i jakie będziemy ewoluowac dalej, po tym upadku. W islam śmiem wątpić, bo islam będzie w tej rozpierduszce robił te samą rolę, która spełnili Żydzi wcześniej.
    Oczywiście Żydzi zostaną wcześniej starci na proch przez islam i my tę rozpierduchę zrobimy w odwecie.
    Więc ja się nie łudzę.
    Odwrócić biegu się nie da.
    Natomiast da się tworzyć cos nowego OBOK tego sypiącego się w ruiny świata. Budowac Arkę.
    Coś, co będzie skupiac tych życiowych rozbitków i dawac im nową nadzieję.
    I z tym, że ofiary będa trzeba się pogodzić i zrobić wszystko, by nie tracąc honoru ofiar tych było jak najmniej po naszej stronie.
    To jasne.

    Natomiast to, w co wyewoluujemy, będzie juz zupełnie inne niż dowolny konserwatyzm, który znamy dziś. Bedzie to na bank tak samo zoologiczne jak to dzisiejsze, ale zupełnie inne.
    Bo tak jak christianitas wzięło z tego Rzymu i tej Grecji co najlepsze i dołożyło swoje, tak ci następni dołoża tez coś, co jest pozytywne w tym co właśnie zdycha.

    I to jest moim zdaniem rola prawicy- uratować ile się da i stworzyć warunki do nowego skoku cywilizacyjnego, który nastąpi po rozpadzie.
    Co oczywiście, po jakimś czasie skończy się kolejnym upadkiem, ale z tego upadku zrodzi się coś, co kopnie jeszcze dalej.
    Nie mam pojęcia gdzie. Ale dalej.

    Nastomiast konserwatywny zamordyzm- przecież to już trenowano, Tygrys. ty jestes fenomenolog czy ideolog spenglerysta?
    Wszystko to, co nosiło cechy prawicowego dyktatu zniknęło i przyniosło odwrotny skutek. Patrz na Hiszpanię Zapatero.

    I gadanie, że nie da się inaczej to bzdura. Bo co to znaczy, że się inaczej nie da? To wtredy wszystko wolno?
    Wszystko jest usprawiedliwione?
    I ja tu nie mówię o jakichś idealizacjach, tylko o przegionaniu pały.
    Ty chciałbyś sie bronić przed entropią systemu przejmując nad nim kontrolę.
    To tak, jakbyś chciał na środku oceanu uszczelnić gumą balonową przerdzewiałą na wylot szalupę.
    Nie ma bata.

    My patrzmy w p[rzeszłość i uczmy się z niej jak najwięcej, ale nasze życie jest w przyszłości, nie teraz i tutaj. Bo tu możemy sobie ewentualnie groźnie palcem w bucie pokiwać.

    OdpowiedzUsuń