sobota, czerwca 14, 2008

Koniec planów IV Rzeszy - czy raczej koniec demokracji w Europie?

Lesbijski traktat dostał od ludu Zielonej Wyspy kopa. I bardzo miło, jednak nie przywiązywałbym do tego dużo większej wagi, niż do innych przyjemnych a zaskakujących wydarzeń, w rodzaju zwycięstwa Chorwacji nad Niemcami w kopanych mistrzostwach Ojropy. (W końcu nie "Europy" bo, co wtedy by tam robił Izrael, który brał przecież udział w eliminacjach i mógłby się załapać. Znowu.)

Spodziewać się, iż klęska w Irlandii powstrzyma tę ojrobiurokrację przed tym co robić zamierzała, wydaje mi się skrajnie naiwne. Tutaj nawet ekonomiczne argumenty lewactwa spod znaku leberalizmu i korwinizmu wystarczą - nikt nie rozkręca tak ogromnego i tak zyskownego biznesu jakim jest Ojrounia po to, by go zwijać, kiedy jego tytularni beneficjenci wyrażą lekkie niezadowolenie. To się musi dalej kręcić i kręcić się dalej będzie!

Ma więc to wydarzenie i ta data - piątek 13 czerwca 2008 - jakiekolwiek historyczne znaczenie? Moim zdaniem ma, i to niemałe. Albo mniej filozoficznie, bardziej konkretnie i przyziemnie - czy ten wynik referendum cokolwiek w świecie realnych faktów zmienia? Trochę faktycznie może zmienić. Oczywiście nie to i nie tak, jak sobie różne naiwne ludzie wyobrażają. Cóż więc może w realu zrobić ten wynik referendum - tak nieprzyjemny i zaskakujący dla fanatyków "europejskiej integracji" i żerujących na niej cwaniaków?

Zrobić może, i zrobi po prostu, to że ci fanatycy i cwaniacy jeszcze wyraźniej niż dotąd odrzucą maskę demokratów. Ta maska ich od dawna uwiera, jednak nie mają dotychczas nic lepszego, co by ich władzę jakoś uprawomocniło. Nie żeby to uprawomocnienie było aż tak konieczne - w końcu lud jest tak bierny i tak łatwy do manipulacji, tak obojętny wobec haseł i wartości, które jeszcze pokolenie jego dziadów rozpalały do białości - że rządzić tym bydłem można i bez szczytnych haseł. Jednak mieć szczytne hasła stanowczo lepiej, i to z kilku istotnych powodów. (O których może innym razem.)

To odchodzenie od haseł demokracji odbywa się już od dawna i sam o tym pisałem. Jednak dotychczas były to mądre i światłe wypowiedzi wieczorową porą w nudnych publicystycznych programach telewizyjnych. Wypowiedzi ludzi w rodzaju towarzyszy Wołka czy Śpiewaka. Wypowiedzi o "demokracji elitarnej" i takich tam rzeczach. Nazwy były różne, ale w sumie chodziło o to, że wola ludu to bzdura i rządzić mają elity - to dopiero jest PRAWDZIWA DEMOKRACJA. ("Demokracja ludowa", chciałoby się powiedzieć. Ale tym razem prawdziwa.)

Co w praktyce wynika z tego, że Unia Ojro i ogólnie panująca nam miłościwie masońsko-lewacko-kapitałowa międzynarodówka odrzuca w coraz szybszym tempie pozory demokracji? "Na dwoje babka wróżyła", chciałoby się powiedzieć. Byłaby w tym bowiem pewna szansa dla ludzi, którym te wszystkie międzynarodówkowe ruszania z posad nie odpowiadają. Mogliby ci ludzie budzić w masach opór, uświadamiając im, iż są traktowane jak bydło, nie zaś jak... Mniejsza już o "suwerenny lud", ale po prostu jak ludzie.

Jednak moja opinia o dzisiejszym europejskim (i w ogóle zachodnim) ludzie jest tak mało pochlebna, iż taka szansa i taka perspektywa wydaje mi się bardzo, ale to bardzo, mało realna. Znacznie bardziej realne wydaje mi się to, iż tego ludu ciemiężcy - cały ten ojrointeres z przyległościami - bardzo szybko przekonają się, iż bez krępujących ich dotąd "demokratycznych" pozorów mają o wiele większą swobodę działania, a więc także skuteczność i siłę.

Lud zaś, który w swych zdrowszych częściach, jak np. w sielskich dystryktach prowincjonalnej Irlandii, potrafi jeszcze powiedzieć "NIE" w referendum, nie jest już zdolny do powiedzenia NIE jeśli nikt mu tego referendum nie zorganizuje. Ani "NIE", ani oczywiście tym bardziej "WON!" To już nie ten lud, to już nie te czasy.

Czy jest jeszcze jakaś nadzieja dla Europy? Dla Polski? Dla nas osobiście, czyli dla ludzi w rodzaju tych, którzy to piszą i czytają? Jedyną nadzieją jest brak nadziei. W końcu na rolę pędzonego do rzeźni bydła, człowiek mający do siebie szacunek zgodzić się po prostu nie może. Fakt, że przy tym radośnie nie pokwikuje, jak wielu, nie stanowi tutaj aż tak ogromnej różnicy.

Czy ojropejsom i ich poputczikom - zarówno tym cwanym, jak i tym durnym - może się udać? Zależy o jakie zamiary ich podejrzewamy. Jeśli chodzi im o kontynuację "rewolucji '68", to oczywiście im się udaje i dalej będzie udawać. Jeśli chodzi o wprowadzenie w Europie - na razie - totalitarnego społeczeństwa mrówek, to pewnie im się w końcu nie uda, jednak zniszczą po drodze wszystko, co dla nas, normalnych ludzi, stanowi o wartości ludzkiego życia.

Czy sama idea Unii Europejskiej jest zła i należy ją odrzucić? Jako spenglerysta powiem, że dla mnie Europa od dawna jest tylko wymakijażowaną mumią i nic dobrego już jej w mojej opinii nie czeka. Tak czy tak będzie zamordyzm - kwestia jedynie w tym, czy będzie on próbował bronić i podtrzymywać wartości tej naszej, niegdyś wielkiej, cywilizacji, czy też je właśnie jak najszybciej zniszczyć.

Gdybym się jednak, jakimś cudem, w tej mojej opinii, iż Europa nie ma już przed sobą żadnej przyszłości, okazał zbyt pesymistyczny? Wtedy jakaś forma europejskiej integracji byłaby naturalna i potrzebna, jednak z pewnością nie mogło to by mieć wiele wspólnego z Unią Europejską. Ta jest doszczętnie zakażona lewackim wirusem, masońską pogardą dla normalnego człowieka i jego wartości, cynizmem i chciwością bizantyjskiej, przez nikogo niekontrolowanej biurokracji...

I jak zarażoną rakiem tkankę, Unia Europejska musiałaby być całkowicie wyeliminowana. Ze sporym marginesem, jak w przypadku wycinania każdej tkanki rakowej.

triarius

---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

10 komentarzy:

  1. Tygrysie,
    w tej kwestii:
    "kwestia jedynie w tym, czy będzie on próbował bronić i podtrzymywać wartości tej naszej, niegdyś wielkiej, cywilizacji, czy też je właśnie jak najszybciej zniszczyć."
    osobiście jestem za tym, żeby ŻADNA prawica nie próbowała nawet wariantu pierwszego, czyli zamordystycznego "ratownania" wartości naszej cywilizacji.
    Niczego nie uratuje, za to na pewno utoruje drogę dopiero ciężkim, czerwonym skurwysynom i na dziesięciolecia ogówni pojęcia takie jak konserwatyzm, prawica, wartości, nie daj Boze, samo pojęcie Boga.
    To zdycha i warto sobie to nie tylko uświadomić, ale i sie z tym pogodzić. Dac temu zdechnąć nie przykladając do tego ręki i byc nowa nadzieją dla wszystkich tych, którzy juz nie długo będa poszukiwac jakiegokolwiek gruntu pod nogami.
    Wtedy trzeba miec nie tylko ofertę dla tych ludzi, ale i czyste konto.

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Nicpoń

    Czyżbyś i Ty zaczął jechać jakimś neo-Spenglerem i marzyć, jak Hrabia, o stworzeniu nowej Kultury? ;-)

    Chętnie bym te sprawy z Tobą obgadał, bo to fascynujące. (Zemke też się ucieszy.)

    Ja zresztą wcale nie nawołuje do wzięcia tego bydła za mordę i właśnie ganiłem zawsze Korwina, że tak się wypina na demokrację, czym tylko napędza ryb do saka totalitarystom. Którzy mają, w odróżnieniu ode mnie i Korwina też, możliwości.

    Moim zdaniem faktycznie o "demokrację" trza walczyć jak o... Jak Rokita o Niceę. To że większość lemingów to bydło, nie przekreśla sprawy. My mamy kurwa prawo i go bronimy.

    Ale ktoś to w końcu za mordę weźmie, co do tego nie ma wątpliwości. Na pewno ja nie mam na szczegóły wykonania tego wzniosłego planu najmniejszego wpływu i nawet nie próbuję.

    Masz rację, że ten syf trza po prostu przede wszystkim przetrwać w jakiś znośnym stanie.

    Pozdrawiam czule

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzi Pan,

    oni sobie wykombinowali, że mają zbudować Euro-ZSRR. Widział Pan mapę Gomberga? To w 1942 roku Komunistyczna Partia Stanów Zjednoczonych rozwiesiła w paru miejscach w Nowym Jorku. Cała Europa Wschodnia i Niemcy to były sowieckie republiki. Z kolei zachodnia Europa (bez UK i Irlandii), to były Stany Zjednoczone Europy. Już wtedy ktoś tam marzył o budowie ZSRE.

    No i czy ci, którzy marzą, pozwolą żeby jakieś paromilionowe państwewko im to wszystko obróciło w niwecz?

    Odpowiedź jest jasna: NIE!!!. Będą ONI raczej kombinować jak to sprzedać pod inną postacią. Aże oni zaznajomieni z cybernetyką społeczną, to za którymś razem im się uda. ONI nie są z tych co sobie tak łatwo opuszczają. Nie popuszczą. ZSRE kiedyś powstanie, a to będzie sygnał dla głównych planistów, że można zmontować międzynarodowy socjalizm/komunizm na poziomie całego świata.

    Pozostaje mieć nadzieję, że zanim uda się zmontować ZSRE, wybuchnie szereg wojen domowych, związanych z przybywaniem imigrantów oraz ubywaniem autochtonicznej ludności, może do krwawej rozprawy z pedałami i innymi zboczeńcami (cóż, kiedyś ludziom nerwy puszczą), no i to rozniesie ten grajdoł w cholerę...

    Ewentualnie wykończyć to może wojna światowa, która też jest prawdopodobna, głównie ze względu na imperialistyczne zamiary Chin, które chcą zwiększać przestrzeń życiową i wcale tego nie ukrywają.

    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam!
    Ja jednak jestem za rozwiązaniami siłowymi, inaczej jeszcze przez wiele pokoleń będzie postępowała taka degrengolada. Historia zna takie przypadki, upadają całe kultury rozniesione w pył przez różnych dzikusów.
    Szkoda Panie Piotrze, że brak Pana na innych blogach, było znacznie ciekawiej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. "Ja zresztą wcale nie nawołuje do wzięcia tego bydła za mordę i właśnie ganiłem zawsze Korwina, że tak się wypina na demokrację, czym tylko napędza ryb do saka totalitarystom. Którzy mają, w odróżnieniu ode mnie i Korwina też, możliwości."

    totalitaryści to nasi kochani demokraci, co nam chcą wmawiać jak mamy myśleć o facecie co drugiego faceta ten-teges. de facto już jesteśmy trzymani za mordę, tylko że rolę kagańca spełnia bezwład demokratycznych (a właściwie - i przede wszystkim - liberalnych!) mas. stąd oczywisty sprzeciw wobec demokracji w ogóle (w każdym razie demokracji egalitarystycznej przy społeczeństwie, które jest do zmanipulowania, a każde złożone z przeciętnych ludzi jest).

    tego stanu rzeczy się nie da obalić, bo to nie jest konstrukcja, a nieokreślone bagnicho - stąd z kolei problem z wyegzekwowaniem tego sprzeciwu, żadne dotychczas znane metody obalania ładu nie poskutkują, bo to nie jest ład. to stoi, jak sądzę, u podstaw rozmaitych kulturowo-imperialnych poglądów które ostatnio zyskują coraz więcej zwolenników. problemem tej koncepcji jest jednak elitarystyczna kanapowość :> a co za tym idzie zupełny brak szans na powodzenie.

    jeśli bym miał się przychylać do jakiejś koncepcji, to celowałbym raczej w połączenie obydwu nurtów - wywalczenie sobie małego lebensraumu, choćby polski, ustanowienie tamże surowego ładu o ściśle elitarystycznym charakterze i przez tę surowość budowanie rzeczywiście nowej kultury. wiadomo, warunki będą nieciekawe, ale to tym lepiej, bo jeszcze nie słyszałem o wartej czegoś kulturze, która by powstała z łatwych wyzwań.

    być może w tym aspekcie rzeczywiście jest szansą unia, domaganie się od niej "praw nienawistników" (oczywiście trzeba by to jakoś nośniej ująć) i wyzyskiwanie jej aparatu przymusu do zapewnienia sobie spokoju i jurysdykcji w ramach pewnego terytorium jako panaceum na ich problemy społeczne z prawicą wszelkiej maści - pytanie tylko, czy tak łatwo lewaki zrezygnują z tak wspaniałego czarnego luda jak różni antysemici i co wymyślą, żeby nam wmówić, że prawa człowieka to owszem przyrodzone i niezbywalne, ale nie dla nas, czy coś podobnie głupiego :>:>

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Wsie wmieście

    Hej, ludzie - przechodzimy na "ty"!

    Przynajmniej tutaj. I przynajmniej ci, jak np. ja, co się nie podpisują prawdziwym nazwiskiem. Ale najlepiej po prostu wsie. W mieście.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Szansa w tym, że ojropejsy i wszelkie inne lewactwo to banda niesamowitych sekciarzy i jeżeli czegoś nienawidzą tak samo (lub więcej) jak reakcji to są tym inne "smaki" lewactwa. Prawdziwa sztuka polega na tym, żeby wiedzieć, gdy ważą się olbrzymie ciężary, kiedy i gdzie przyłożyć palec. Jak napuścić jednych skurwieli i ich kundelków na drugich. Ale, niestety, potrzebny jest przywódca o charyzmie JPII i Reagana, bezwzględności Pinocheta i znajomości świata, historii, ekonomii, psychologii i kultury na poziomie Spenglera pomieszanego z Łysiakiem i Michalkiewiczem.

    OdpowiedzUsuń
  8. @ mustrum

    Dokładnie! Tym wpisem zgadzam się jeszcze bardziej, niż z większością tych, z którymi zgadzam się na 100%.

    Jedyną naszą nadzieją jest naparzanka u żłobu. Jak było zawsze w III RP i jak było zawsze w PRL. Ani wtedy ani teraz nie miałem co do tego wątpliwości.

    Co do potrzeby tego nowego Spenglera++ też się zgadzam. Niech by nie był AŻ tak genialny w filozofii historii, ale za to wszystkie te inne ludzie musi mieć w małym palcu. Wot zagwozdka...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że ten dzień dla nas nie jest jakoś szczególny. Natomiast w podręcznikach do historii może mieć duże znaczenie.
    W dniu odkrycia Ameryki Ziemia nie zaczęłą kręcić się w drugą stronę - prawie wszyscy żyli tak samo jak wcześniej. Jest to jednak pewien symbol. Tak samo dzień referendum może zaistnieć jako koniec rządów ludu w Europie. Nie chodzi mi tu o realną władzę - pomijam tu to, że dzisiejsza demokracja to rządy elit, które manipulują ludem; chodzi o władzę oficjalną. Korona przejdzie z rąk ludu do rąk "nielicznych". A to, że ci nieliczni lali berłem wszystkich pozostałych po łbach już dużo wcześniej to inna kwestia.

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Staszek27

    Trochę zgoda, ale jednak jest całkiem możliwe, że to będzie nie tylko symboliczna cezura, ale i dział wód, i coś się zmieni w nastawieniu wielu ludzi, a przede wszystkim obecnych "elit".

    Jasne że demokracja to zawsze było okładanie berłem, ale okłada się jednak znacznie łatwiej, kiedy nie trzeba udawać, że to pieszczoty, prawda?

    Moim zdaniem to jest przesilenie, w którym lud wykaże słabość tak wilią, że "elity" niemal całkiem przestaną się kryć ze swymi celami i metodami. Oby nie, ale jeśli, to jednak byłaby to niezwykle ważna data.

    Choć, szczerze mówiąc, nie wierzę, by po nas mieli jeszcze przyjść jacyś godni tego miana historycy.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń