czwartek, lipca 16, 2009

Takie tam w sam raz na sezon ogórkowy (albo i nie to)

Rzuciłem okiem na krajową telewizję i stwierdziłem, że gdybym miał w salonie wielki telewizor obity mahoniowym fornirem na wysoki połysk, na nim koronkową serwetkę, na której z kolei królowałby przywieziony przed laty ze wczasów na Gran Canaria osiołka, któremu z tyłka wychodzą papierosy, to do kompletnego szczęścia brakowałoby mi tylko codziennego widoku gamoniowatej twarzyczki byłego premiera Buzka (może nie wielbłąd, ale za to TW Karol oraz TW Docent, i niech nikt nie gada, że nieprawda, bo na własne uszy słyszałem jak się przyznał w lokalnej telewizji) i dobrodusznego, sarmackiego oblicza marszałka Komorowskiego (równie dobrodusznego i sarmackiego, jak dobroduszną i sarmacką była Targowica).

Jako tło dźwiękowe niezbędne oczywiście byłoby duszoszczipatielnoje gruchanie w wykonaniu obecnego premiera.

* * * * *

To nie jest tak, że ja bym pragnął odesłać liberalizm i wszelkie jego avatary na śmietnik. Ja raczej widzę widzę ich miejsce w intelektualnej przestrzeni wokół trzepaka, a dokładniej pomiędzy trzepakiem i piaskownicą.

* * * * *

Tak jak żaden człowiek i żadna grupa ludzi nie są naprawdę wolni, jeśli nie potrafią swojej wolności bronić, tak samo "rynek" nie może być "wolny", skoro nie potrafi sam się przed zakusami na swoją wolność obronić.

* * * * *

Jednym z absolutnych fundamentów wynikającej z Oświecenia ideologii i światopoglądu (które dla mnie w istocie tożsame są z liberalizmem) jest dualistyczne, manichejskie widzenie społeczeństwa, w którym niemal wszystko jest (faktycznie lub potencjalnie) czystym dobrem, ale zagrożonym i w ciągłej walce z esencją zła - władzą ucieleśnioną przede wszystkim (by nie powiedzieć praktycznie wyłącznie) w państwie. Państwo i w ogóle wszelka władza jest dla szczerego liberała po prostu demonem, który trzeba zniszczyć, by osiągnąć raj na ziemi.

Dotyczy to WSZELKICH wynikających z Oświecenia światopoglądów i ideologii! Każda z nich władzę demonizuje i stara się ją unieszkodliwić, choć metody są oczywiście różne: od ignorowania problemu metodą strusia w "czystym" liberaliźmie, po paradoksalną (lub obłudną) wiarę komunizmu, że orgia nieokiełznanej władzy, spoczywającej na odmianę we "właściwych rękach", cały brzydki problem w krótkich abcugach na wieki wieków rozwiąże i zakończy.

Ponieważ wszelkie avatary liberalizmu (do których zaliczam i komunizm, a jakże!) opierają się na stosunkowo b. prostym, mechanicystycznym modelu świata i ludzkiego społeczeństwa, tak złożone zjawiska jak np. rodzina nie dają się umysłom liberałów nijak zrozumieć czy w miarę gładko dopasować do schematów. A przecież właśnie w rodzinie każdy normalny i nie do końca przeżarty liberalnym zidioceniem człowiek widzi, że władza to nie jest, a przynajmniej nie zawsze, to, co sądzą o niej liberały.

W oświeceniowym, liberalnym schemacie władza, jak rzekomo wszyscy ludzie, kieruje się jedynie "zasadą przyjemności", czyli dba o własny interes, nie bacząc na interes innych. Czyli wykorzystuje, gnębi, a w miarę, jak jej na to np. międzynarodowe trybunały pozwolą, masowo morduje i popełnia zbrodnie przeciw ludzkości. Niby jak mogłoby tak nie być, skoro zaakceptujemy liberalny model ludzkiej psychiki i życia społecznego? A tym bardziej, jeśli i tę ideologię potraktujemy tak, jak być traktowana każda ideologia powinna, czyli jako namiastkę czy równoważnik (żeby nie wartościować) religii. Dla Oświecenia i jego dziecięcia liberalizmu władza jest z gruntu i samej swej natury złem, musi więc też zło czynić.

W rodzinie jednak jest tak, że na przykład niemowlę nie ma żadnej władzy i b. niewiele "wolności", rodzice mają nad nim praktycznie pełną władzę, ale trudno uznać, że dzieje się to jego kosztem i z jego szkodą. Szkoda jednak, wbrew pozorom, jest - szkoda dla "eleganckiego", wszechogarniającego oświeceniowo-liberalnego modelu świata.

Jest to poważna rysa - o wiele poważniejsza od wielu innych, jakie pojawiają się na liberalnym modelu... Rysa która trwa od stuleci, w istocie o wiele dłużej, niż sam liberalizm i post-oświeceniowe prądy. Rysa która sama z siebie szybko nie zniknie.

Wiele innych rys pojawia się na oświeceniowym modelu każdego dnia i z nimi model sobie jakoś radzi. Zamilczając, tworząc wokół nich intelektualne tabu, albo po prostu, coraz częściej, po prostu zakaz, poparty groźbą sankcji. Albo też, w poważniejszych, przynajmniej dla panujących nam autorytetów (nie władzy, bo władza jest przecież be!) przypadkach - przez dodanie kolejnego epicyklu.

Prosty i elegancki przez to w swej prostocie oświeceniowy model podobny dziś już jest do późnego modelu wszechświata Ptolemeusza - epicykle w epicyklach, w nich epicykle... I tak niemal w nieskończoność, ponieważ wciąż pojawiają się wyjątki, z których niektóre trzeba jednak w modelu jakoś uwzględnić. Więc dostajemy kolejny epicykl. Moim ulubionym jest świecka świętość Jacka Kuronia, ale każdy znajdzie tu coś dla siebie!

Rodzina jest zbyt poważnym problemem i epicykl, który by ją jakoś opisał w ramach miłościwie nam panującego modelu świata, byłby tak wielki, że groziłby rozwaleniem całego modelu. Dlatego też rodzina jest dla wszelkich wynikających z Oświecenia światopoglądów z samej swej natury czymś diabolicznym, skażonym złem...

Czymś co nie pasuje, a ponieważ ten liberalny model nie pełni wcale dla wielu ludzi mniejszej, czy zasadniczo innej, roli, niż katolicyzm dla Torquemady czy wiara w pierzastego węża dla masowo wycinającego ludzkie serca obsydianowym nożem kapłana Azteków, więc rodzina ma u wyznawców Oświecenia - dla mnie tożsamych z liberałami różnych maści i ich mniej lub bardziej zdegenerowanymi kuzynami - łagodnie mówiąc ciężko.

W istocie wygląda to już na niemal frontalne zderzenie, z którego z życiem może wyjść tylko jeden współzawodnik. Słodkie słówka, pokazywanie się przez autorytety oraz ludzi obdarzonych przez nas mandatem na uszczęśliwiania nas i budowanie raju na ziemi w telewizjach w otoczeniu dziatwy - przeważnie sztuk jedna, góra dwie - niczego tu nie zmieniają. To jest walka na śmierć i życie. Żadne środki nie są zbyt radykalne, przynajmniej z jednej strony - tej aktywnej. Jakby ktoś, nawiasem mówiąc, chciał wiedzieć, dlaczego nasze autorytety i ludzie obdarzeni przez nas mandatem tak pokochali homoseksualistów, to niech chwilę pomyśli, teraz może potrafi odkryć prawdę.

To nie ja zresztą pierwszy czy jedyny to odkryłem - bo choćby Aleksander Zinowiew to samo pisał o roli pedałów w menażerii dzisiejszych naprawiaczy świata. Także tych, mniej czy bardziej jawnie, sterowanych z Moskwy, mniej czy bardziej wiernej duchowi Lenina, mniej czy bardziej otwarcie głoszącej światową rewolucję. Także, ale wcale nie wyłącznie!

triarius

---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

13 komentarzy:

  1. Triariusie,

    jest taki kanadyjski, trochę neokonny (poniekąd skażony wolnym rynkiem, ale na szczęście jako przybudówką do jego konserwatyzmu), ale ogólnie konserwatywny dziennikarz i felietonista Mark Steyn. I on napisał coś, co się bardzo wpasowuje w Twój wywód:
    Że jedynym powodem dlaczego muzułmanie są problemem na zachodzie wcale nie jest to, że się nie asymilują. To jest stosunkowo łatwe do naprawienia: wziąć za mordę i masowe deportacje. Brzydkie, a jakże. Ale w gruncie rzeczy łatwe.
    Nie, powodem problemu jest demografia. Im wzrasta, a leberalnym społeczenstwom zachodu maleje. 2.4 dzieci na kobiete we Francji i 2.7 w Szwecji to dobre wskaźniki, nie wziąwszy pod uwagę że najczęstszym imieniem męskiego potomstwa to Muhammad.
    A niszczenie rodziny to wlaśnie to: samobójstwo społeczeństwa i za tym cywilizacji.
    Chińczycy dopiero teraz zaczynają się budzić z ręką w nocniku, i oby za późno. Polityka jednego dziecka spowodowała masowe mordowanie dziewczynek przez rodziny (pomijając sankcjonowane aborcje i "aborcje" podczas częściowych narodzin - zazwyczaj przy pomocy zastrzyku formaldehydu do mózgu). Przy starzejącym się społeczeństwie Chiny posiadają populację składającą się w około 70% z mężczyzn. Leberalizm ekstremalny, n'est ces pas?

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst. Idę go rozrzucić jakoś. No, m go chociaż słyszeli na żywo. :)
    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  3. A mój Boże. Ale żeś nakręcił, bzdur naopowiadał i co gorsza myślisz że to się kupy jakiejś trzyma... Tragedia. Jad z Ciebie wypływa, osobisty jad

    i to jedyne co zrozumiałe w tym artykule.

    Ale po kolei.
    Co do TV - zgadzam się. Kiepska ta nasza telewizja, dlatego z reguły nie oglądam. Widzę że lubisz premiera i PO? ;)

    "To nie jest tak, że ja bym pragnął odesłać liberalizm i wszelkie jego avatary na śmietnik. Ja raczej widzę widzę ich miejsce w intelektualnej

    przestrzeni wokół trzepaka, a dokładniej pomiędzy trzepakiem i piaskownicą.

    * * * * *

    Tak jak żaden człowiek i żadna grupa ludzi nie są naprawdę wolni, jeśli nie potrafią swojej wolności bronić, tak samo "rynek" nie może być

    "wolny", skoro nie potrafi sam się przed zakusami na swoją wolność obronić."

    Och, jakiś Ty łaskawy. Szkoda że nic z tego nie rozumiesz. Szok, nie?

    "Jednym z absolutnych fundamentów wynikającej z Oświecenia ideologii i światopoglądu (które dla mnie w istocie tożsame są z liberalizmem) jest

    dualistyczne, manichejskie widzenie społeczeństwa, w którym wszystko jest aktualnie lub potencjalnie samym dobrem, ale zagrożonym i w ciągłej

    walce z esencją zła - władzą ucieleśnioną przede wszystkim (by nie powiedzieć praktycznie wyłącznie) w państwie. Państwo i w ogóle wszelka władza

    jest dla szczerego liberała po prostu demonem, który trzeba zniszczyć, by osiągnąć raj na ziemi.

    Dotyczy to WSZELKICH wynikających z Oświecenia światopoglądów i ideologii! Każda z nich władzę demonizuje i stara się ją unieszkodliwić, choć

    metody są oczywiście inne: od ignorowania problemu metodą strusia w "czystym" liberaliźmie, po paradoksalną (lub obłudną) wiarę komunizmu, że

    orgia nieokiełznanej władzy, spoczywającej na odmianę we "właściwych rękach", cały brzydki problem w krótkich abcugach na wieki wieków rozwiąże i

    zakończy."

    No i nagadałeś się, napisałeś, namyślałeś i wszystko na nic. Kto Ci powiedział że to co dziś _nazywa się_ liberalizmem ma cokolwiek wspólnego z

    Oświeceniem? To błędne założenie całkowicie wywraca Twój artykuł i zamiast brzmieć poważnie, brzmi tylko jak pseudo (bo nietrafiona) intelektualna

    papka zaprawiona jadem przeciwko "demonowi" wolności. Bo chyba tak rozumiesz liberalizm, co? Oczywiście, zapewne ujął byś to inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Ponieważ wszelkie avatary liberalizmu (do których zaliczam i komunizm, a jakże!) opierają się na stosunkowo b. prostym, mechanicystycznym modelu

    świata i ludzkiego społeczeństwa, tak złożone zjawiska jak np. rodzina nie dają się umysłom liberałów nijak zrozumieć czy w miarę gładko dopasować

    do schematów. A przecież właśnie w rodzinie każdy normalny i nie do końca przeżarty liberalnym zidioceniem człowiek widzi, że władza to nie jest,

    a przynajmniej nie zawsze, to, co sądzą o niej liberały."

    No to teraz dałeś po całości. Po pierwsze, zdaj sobie sprawę, że dzisiejsze określenia "liberalizm", "prawica", "lewica" przytykane są partiom

    które nie mają wiele wspólnego z archetypami "liberalizmu", "prawicy", "lewicy". To Cię gubi, bo zamykasz oczy na to, iż nawet PO nie zalicza się

    do partii stricte liberalnych. Czy konserwatyzm nie jest antytezą liberalizmu? Czy nie ma tam mnóstwo prawicowego myślenia? Ba, czy nie ma tam

    sporo lewicowych działań?
    No więc, witaj w prawdziwym świecie, gdzie nic nie jest czarne albo białe, ba, nawet Twoje poglądy nie są całkiem bez sensu! Myślę że to może być

    pocieszające, bo na podstawie tego artykułu wyciągam mniej pochlebne wnioski.

    Podrzucasz założenie, że "liberały" (zwróć uwagę na cudzysłów) nie mają pojęcia o rodzinie czy nawet się jej boją. A ja spytam... co Ty człowieku

    pierpatolisz? Że jak, oni się z rodzin nie wywodzą? Z próbówki wyszli od razu na ulicę?
    Ba, powiem więcej. Oni zapewne pochodzą z dużo lepszych rodzin niż wielu z nas. Złość, czarno-białe widzenie, frustracja, szukanie nieistniejących

    wrogów to raczej wynik krzywdy z dzieciństwa, skutkującej nieumiejętnością radzenia sobie w społeczeństwie - ze swoimi własnymi emocjami. Myślę,

    że o psychologii pojęcia nie masz żadnego, prawda? Więc nic nie rozumiesz, wybacz. I nigdy nie zrozumiesz co dla rodziny jest dobre, zostałeś

    wychowany inaczej i masz klapki na oczach.

    "W oświeceniowym, liberalnym schemacie władza, jak rzekomo wszyscy ludzie, kieruje się jedynie "zasadą przyjemności", czyli dba o własny interes,

    nie bacząc na interes innych. Czyli wykorzystuje, gnębi, a w miarę, jak jej na to np. międzynarodowe trybunały pozwolą, masowo morduje i popełnia

    zbrodnie przeciw ludzkości. Niby jak mogłoby tak nie być, skoro zaakceptujemy liberalny model ludzkiej psychiki i życia społecznego? A tym

    bardziej, jeśli i tę ideologię potraktujemy tak, jak być traktowana każda ideologia powinna, czyli jako namiastkę czy równoważnik (żeby nie

    wartościować) religii. Dla Oświecenia i jego dziecięcia liberalizmu władza jest z gruntu i samej swej natury złem, musi więc też zło czynić."

    Jasne, w Oświeceniowym liberalnym schemacie który nie istnieje. Nawet w Oświeceniu nie istniał. To tylko literatura i generalnie sztuka. Tego nigdy nie było o czym piszesz. I nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  5. "W istocie wygląda to już na niemal frontalne zderzenie, z którego z życiem może wyjść tylko jeden współzawodnik. Słodkie słówka i pokazywanie się

    przez autorytety i ludzi obdarzonych przez nas mandatem na uszczęśliwiania nas i budowanie raju na ziemi w telewizjach w otoczeniu dziatwy -

    przeważnie sztuk jedna, góra dwie - niczego tu nie zmienia. To jest walka na śmierć i życie. Żadne środki nie są zbyt radykalne, przynajmniej z

    jednej strony - tej aktywnej. Jakby ktoś, nawiasem mówiąc, chciał wiedzieć, dlaczego nasze autorytety i ludzie obdarzeni przez nas mandatem tak

    pokochali homoseksualistów, to niech chwilę pomyśli, teraz może potrafi odkryć prawdę.

    Ja zresztą jej nie odkryłem, bo choćby Aleksander Zinowiem to samo pisał o roli pedałów w menażerii dzisiejszych naprawiaczy świata, także tych,

    mniej czy bardziej jawnie, sterowanych z Moskwy, mniej czy bardziej wiernej duchowi Lenina, mniej czy bardziej otwarcie głoszącej światową

    rewolucję."

    O roli "pedałów". I Ty chcesz pouczać o rodzinie, o moralności, dobrym wychowaniu (cel istnienia rodziny!). A Ty nawet nie nauczyłeś się szacunku

    do innych ludzi, nawet tych chorych czy po prostu innych (zależnie od teorii, bo nie ma wiarygodnej teorii że to diabły wcielone i zboczeńcy - ci

    geje!).

    Leżysz i kwiczysz, jad wylewasz, do "pedałów", "liberałów", "wolności". Dla Ciebie wolność to chyba permanentna masturbacja? Tragedia. A fakt jest

    taki, że musisz bardzo się tego wszystkiego bać, bardzo Cię to musi chyba wszystko przerażać, nie potrafisz poradzić sobie emocjonalnie z taką

    złożonością społeczeństwa. Takim społeczeństwem, gdzie _od zawsze_ istniejący homoseksualizm nie jest tabu. Ty aby nie bać się "pedała" zapewne

    wrzucasz tyle złości ile się da, by się obronić. Wyobrażasz sobie, że jestem hetero i choć brzydzi mnie preferencja gejów, to nic mi to nie

    przeszkadza? Bo niby czemu? Że mnie zarażą "pedalstwem"? Upiją i wykorzystają? Człowieku, czyś Ty się z głupim na rozumy pozamieniał?

    Najpierw dojrzej trochę emocjonalnie, zgłęb trochę psychologii, zdejmij z oczu te szczelne klapki i otwórz się na to, że możesz się bardzo mylić.

    A potem pisz, bo teraz to tylko kopulujesz głupoty. Świat o którym piszesz... nie istnieje. Wyjdź z tego matriksa i dojrzej wreszcie, bo wiek Ci

    dojrzałości sam z siebie nie daje. Ale właśnie zrozumienie swoich emocji...

    OdpowiedzUsuń
  6. PS: Frontalne starcia, itp. itd... Wyluzuj trochę, może jakieś wakacje, dziewczyna, żona? Ech.

    OdpowiedzUsuń
  7. Sarr widzę, że do Twojej główki żadne argumenta nie trafiają. Daj sobie spokój z czytaniem Tygrysich tekstów, lepiej poczytaj sobie komiksy, będzie Ci łatwiej zrozumieć. Tam są też obrazki.

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Sarr

    Fajnie jest pisać odpowiedzi włączając tekst autora i nie wyróżniając go od swojego. O wiele łatwiej się czyta. Dziękuję.

    A tak ad rem to ile razy w jednej odpowiedzi można pier...wzmiankować klapki na oczach?

    A skąd Panu/i (przepraszam, z nicku nie wynika, a na zdjęciu ni kogucik, ni kurka) wiadomo, że Triarius nie ma rodziny, że spytam (ten blog czytam ponad dwa lata, i nie wiem nic o sytuacji rodzinnej Triariusa, I NIE CHCĘ WIEDZIEĆ)?

    Gdzie Pan/i wczytuje nieznajmość psychologii czy socjologii u Triariusa? Z tekstu? czy jest Pan/i w stanie to udowodnić poza "merytorycznym" argumentem ad hominem inwektywy?

    Czy twierdzi Pan/i, że liberalizm nie zrodził się z Oświecenia?

    Czy twierdzi Pan/i, że XIX-wieczne i współczesne odgórne i oddolne ruchy wywracające pożądek świata nie biorą się właśnie z niego, jeżeli nie bezpośrednio to przez to, że utorowal im drogę?

    A tak wogóle, to polecam mniej JKM i Voltairea, a więcej Davilii... i pokory.

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Sarr

    Nie mówi się "A mój Boże!", tylko "o mój Boże!" Wiem, że kościół łagiewnicki i te rzeczy, ale jednak warto wiedzieć, jeśli ktoś chce się wtopić w lepsze towarzystwo. ;-)

    Powiem tak... Aleś mi człeku załadował! Aż cztery komęty, super, dzięki!

    Jednak nie we wszystkim śmy się dokładnie zrozumieli - wolność jest mi akurat bardzo bliska, po prostu (poza kokieteryjną nazwą) nie dostrzegam jej wiele w tzw. liberaliźmie.

    Powiedziałbym tak: Liberalizm i wszelkie jego mniej lub bardziej lewackie avatary postulują wolność niemal totalną, tyle, że dla ludzików w patyczków, a nie dla realnych ludzi. Którzy są dla niego po prostu anatemą.

    Co zaś do psychologii... A mój Boże! (Już mi się udzieliło.) Jeśli istnieje coś, na czym się naprawdę nieźle znam i do czego mam piękne intuicyjne wyczucie, to jest to akurat psychologia.

    W sumie jednak dzięki za odwiedziny, proszę częściej. Chętnie bym się o Tobie też czegoś dowiedział, nie mówię o sprawach prywatnych, ale o poglądach i miejscach, gdzie bywasz. Forum Platformy, zgaduję? Krytyka Polityczna ("KPP z jednym P zastawionym w lombardzie", jak to kiedyś stwierdził TtT)?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  10. Tygrysie,

    moim zdaniem wszystkie oświeceniowe ideologie łączy jedno. Pozytywizm antropologiczny. Czy weźmiemy liberalizm, socjalizm, komunizm, a nawet faszyzm czy nazizm, to przewija się tam wątek gnozy politycznej prosto z niej wynikający. Oto dobry człowiek, szlachetny dzikus, został umieszczony w złym niedobrym świecie, który wobec tego należy zmienić. Wszystkie oświeceniowe ideologie proponują tylko jedno - wizje masowego, egalitarnego społeczeństwa.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. @ Kirker

    W sumie sporo zgody, ale co do faszyzmu bym się nie zgodził - no bo jak nazwiesz programowe odejście od oświeceniowych ideologii, że spytam? Wydaje mi się, że w takich kategoriach, to właśnie musi być faszyzm. No i nic złego w nim z samej natury nie dostrzegam. Oczywiście wszystko co ludzkie jest ułomne, więc powodu do orgazmu też nie widzę, ale zachowując proporcje... Sam wiesz.

    A że były tam różne takie masowe aspekty, kult maszyny i postępu? A jak mogło tego nie być, skoro taki jest ten późny, schyłkowy człowiek (leming) i takie jest późne, schyłkowe społeczeństwo?

    Dla mnie metoda prof. Bartyzela jest genialna: najpierw patrzymy na zasadniczy cel, a potem na szczegóły wykonania. No i wtedy faszyzm to po prostu próba odkręcenia leberalizmu, stosujący środki, które są dostępne, no bo innych przecież nie ma.

    Nazizm zaś wydaje mi się tak specyficznym przypadkiem - zarówno geograficznie, jak i chronologicznie, że trudno go traktować w tych samych kategoriach, co liberalizm, socjalizm czy faszyzm.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  12. Tygrysie,

    nie będę się powtarzać, polecam swój niedawny tekst na ten temat.

    Tak samo dyskusję na Niepoprawnych pod tekstem Suma wszystkich strachów.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Kirker

    Że uzupełnię...

    Jasne, wszyscy (poza Sarr'em) uważamy się za konserwatystów, w różnych odcieniach. W porządku, tyle że JAKO PRAKTYKA POLITYCZNA konserwatyzm sugeruje, i zapewne po prostu oznacza, dość specyficzne rzeczy.

    Mianowicie 1. mało działania ze strony władzy; 2. zachowywanie tego co jest; 3. metody sprawdzone i mało radykalne, oraz wstręt do różnych masowo-leberalnych-propagandowych i tego tam typu obrzydliwości.

    No a te sprawy w REALNEJ POLITYCE nie zawsze dają się stosować. Sam Dávila stwierdza, że "konserwatyzm może mieć sens tylko tam, gdzie jest jeszcze coś wartego zachowania". No a w naszej rzeczywistości ile jest jeszcze takich rzeczy?

    Nie zamierzam jakoś specjalnie afiszować się z tym... wiesz czym, bo to nie o słowa chodzi, a to słowo jest negatywnie naładowane itd. Jednak w miarę możności należy go delikatnie bronić, bo lewizna potrafi pod to podciągnąć masę rzeczy - także tych najlepszych - i wali nim jak maczugą we wszystko, co mu nie pasuje.

    Jeśli mu ta to pozwolimy, nie będzie z nami dobrze. A my nie tylko pozwalamy, ale jeszcze pomagamy gorliwie, co moim zdaniem jest idiotyczne i samobójcze.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń