niedziela, grudnia 06, 2009

Takie różne (grudzień 2009)

Osławieni "Żydzi i cykliści" nie niepokoją mnie specjalnie i nie budzą we mnie większych emocji. (No, chyba że na rowerach jeżdżą z przyczyn ekologicznych.) Znacznie więcej mieszanych uczuć wywołują we mnie ŻYDZI I SZACHIŚCI.

* * * * *

Podstawowym założeniem liberalizmu, a także "konserwatyzmu", szczególnie w jego pospolitej odmianie ogrodowej - tej która z upodobaniem, niczym bluszcz, czepia się liberalizmu i w sumie stanowi jedynie jego starczą, czy może analno-retentywną, postać - jest "niezmienność natury ludzkiej".

Zgoda o tyle, że z pewnością, gdyby współczesne europejskie niemowlę od urodzenia wychować w społeczeństwie Azteków - cieszyłoby się po dorośnięciu masowymi ofiarami z jeńców wojennych i uczestniczyło w tym wszystkim, co się z tym wiązało, całkiem tak jak każdy Aztek, któremu dano na to szansę. (Przeciąganiem, z religijnych motywów, liny przez własny przedziurawiony język pewnie też.) Tak samo by było z wychowaniem w innych społeczeństwach, także tych ogromnie odległych od współczesnych liberalnych społeczeństw pod względem trybu życia i etyki.

Czego byśmy tu nie mieli! Ludożerstwo? Mniam! (I nie wierzcie, że to nigdzie nie występowało w realu, albo że nigdy nie miało nic wspólnego z rozkoszami stołu i szeroko pojętą gastronomią. To też lewacko-leberalne kłamstwo.) Świątynna prostytucja? Proszę bardzo! Niewolnictwo? A jakżesz, oczywiście! Tatuowanie sobie przez kobiety wąsów? Super pomysł! Witanie się przez branie w dłonie i potrząsanie swoim penisem? Jasne! Oddawanie gościowi do dyspozycji żony i córek? Też, niby dlaczego nie? I tak dalej - pełny repertuar zachowań.

Z czego, nawiasem, wynika, że liberalizm (i ten żałosny "konserwatyzm" w pospolitej wersji ogrodowej), albo są niewiarygodnie naiwne, albo też po prostu w głębi duszy totalitarne, jeśli mają nadzieję i zamiar uczynić wszystkich ludzi na podobieństwo swoich... Jak to powiedzieć...? Wiadomo o co chodzi.

Jednak założenie, iż taki na przykład praktycznie samowystarczalny rolnik (jeśli tylko obejdzie się bez paru fanaberii), będący na codzień udzielnym panem u siebie, samcem alfa w najpełniejszym znaczeniu tego słowa, a do tego żyjący blisko natury - nie w tym sensie, żeby jakoś rajsko i słodko, ale że wszystko jest jakie jest, bez potrzeby interpretowania przez autorytety i codzienną prasę... Który obcych niemal nie ogląda...

Że taki ktoś ma "tę samą naturę", co mrowiący się w milionowym mieście inteligent czy biznesmen z branży usługowej, który trzech dni nie przeżyłby bez troski władzy o niego... Który codziennie potyka się o tysiące obcych ludzi i musiał stracić wszelkie normalne odruchy agresji, bo inaczej dawno zacząłby wokół siebie gryźć, albo i gorzej...

Który bez wytężania umysłu, o jakim temu pierwotnemu rolnikowi (który jeszcze 50 lat temu w Europie istniał, ale teraz już NIE istnieje!) nawet się nie śniło, nie potrafiłby przeżyć godziny swego jałowego dnia - nie dlatego, że tak lubi myśleć, tylko po prostu dlatego, że wszystko wokół niego jest sztuczne i wymyślone przez człowieka, a w związku z tym do wszystkiego trzeba podchodzić z wytężonym umysłem. Albo też z umysłem właśnie otępiałym, ale na pewno nie z naturalnym instynktem, czy od dziecka wyuczonymi zdrowymi, przetestowanymi przez wieki twardego życia, odruchami. (Albo też, co jest najgorsze, z tym i z tym na raz.)

Tak więc, w zasadzie zgoda, że "człowiek" od czasów, gdy jest już tym obecnym gatunkiem - jak go nazwali? "Homo sapiens sapiens sapiens sapiens sapiens"...? ;-) - niewiele się zmienił, można to pominąć, ale też to nie ma aż tak wiele praktycznego znaczenia. Milionowe miasta są faktem - tak samo jak kamery, które można bez trudu poumieszczać na ulicach... podsłuchy, które zresztą mieszkaniec milionowego miasta dobrowolnie z sobą nosi, dla wygody... jak zastąpienie prostego i niemal samowystarczalnego rolnictwa przez globalną wymianę... I milion innych rzeczy, które są, i tego w żaden prosty, przewidywalny nie da się zmienić, choćby się chciało.

Ta - rzekomo konserwatywna - gadka o "niezmienności natury ludzkiej" to dla mnie kolejny przykład na to, że jedni nie przejmują się specjalnie obiektywną prawdziwością swoich sądów, bo i tak mają zamiar naturę zgwałcić i nagiąć do swoich poglądów... I to są ci, którzy realnie wpływają na rzeczywistość... Podczas gdy masa innych ludzi, którym się to naginanie niespecjalnie nawet podoba, łudzi się i hipnotyzuje tego właśnie typu "konserwatywnymi prawdami" - odlatując od rzeczywistości w sferę zabaw słownych i mózgowych rojeń.

Nie zdając sobie całkowicie sprawy z tego, że ich błyskotliwe "zwycięstwa" w słownych igraszkach, ich mistrzostwo w teoretycznym rozumowaniu na tematy, które się teoretycznemu rozumowaniu bardzo słabo poddają - nijak nie mają się do realnego biegu historii, układu sił i politycznych możliwości.

Edmund Burke to naprawdę nie był głupi facet, podobnie jak, powiedzmy, Roman Dmowski, i paru innych. Ale przeraża mnie, kiedy zamiast spróbować zrozumieć co mieli na myśli, dać się temu zainspirować, i ewentualnie użyć ich poszczególnych poglądów jako swego rodzaju skrótów myślowych, swoistej intelektualnej stenografii... Kiedy zamiast tego ktoś przyjmuje, że jeśli taki wielki ktoś coś POWIEDZIAŁ, to w tym jego słowie jest jakaś ogromna REALNA MOC, która pokona siły zła... Że to jakaś MAGICZNA FORMUŁA.

Która zwyciężyć musi, choćby siły zła były realne, a nie jedynie (jak by to było łatwo i przyjemnie!) lustrzanym odbiciem własnych naszych słownych igraszek, magicznych formuł i wiary w święte księgi. (I już nawet nie chcę rozwijać tematu świętych ksiąg, przekonując, że to jest akurat nie ta cywilizacja, o którą tym ludziom podobno chodzi. Nie każdy w końcu jest spenglerystą, choć trochę faktycznie szkoda.)

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

23 komentarze:

  1. Człowiek jest istota bardzo ułomną. Dlatego jego konserwatyzm jest tak bardzo zależny od mas mediów, zawsze był, nawet w starożytności.

    Pozdro.:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mylisz się Tygrysie, i zaprzeczasz swoim studiom Ardreya. Mam nadzieję, że to chwilowa chandra.

    U rdzenia człowieka jest niezmienna natura. Nazywa się ona "pień mózgu". Tam rządzą dwie królowe, chemia i biologia.

    Ktoś kiedyś powiedział, że cywilizacja jest o dwa obiady od rozpadu. Owszem, współczesny, młody, jakże europejski, wykształcony z wielkiego miasta nie może istnieć bez wszechobecnego wielkiego brata i jego pomocnej dłoni. ALE, nie może istnieć jako współczesny, młody, jakże europejski, wykształcony z wielkiego miasta. Jako wygłodniałe, podenerwowane zwierzę to on owszem, może.

    Zabierz mu tę opiekę i obiad ze stołu i zaraz rządzić bedzie w jego umyśle adrenalina, leptyna oraz poziom glukozy we krwi. I zaraz rozlecą się wszelkie kowenanse i prawa przez gigantyczne "P". Istotne bedzie tylko to, żeby zdobyć żarcie, dupę i dach. Czy to się mu uda? Większości nie, niektórym tak, ale to będzie dobór naturalny par excellence.

    I ta część ludzkiej natury jest niezmienna, chemii i biologii się nie oszuka. A ów "konserwatyzm" o którym opowiadasz, to próba oszukania tego faktu.

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Iwona Jarecka

    W starożytności to chyba od retoryki, co? (Spenglerem jadąc.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Mustrum

    Że się nie zgodzę. Dorosłego leminga możesz przenieść gdzie sobie chcesz - po prostu zdechnie.

    A poza tym prawdziwym problemem nie jest przenoszenie do dżungli, tylko to, czy taka istota ma te same potrzeby i odruchy. Nie ma! Wszelkie gadanie o tej samej istocie to po prostu zamazywanie tej prostej prawdy.

    Szczególnie, że to przede wszystkim działa w drugą stronę, bo ta jest o wiele istotniejsza. Nasze postoświeceniowe leberalne pieprzenie, cała ta rzekoma "ludzka natura", odnosi się wyłącznie do współczesnego inteligenta (i pokrewnego stworzenia, w końcu w tym inteligencie aż tak wiele inteligencji nie ma) z milionowego miasta, należącego do zachodniej cywilizacji (jak każdy inteligent obecnie praktycznie).

    No i na tej podstawie twierdzi się, że Rosjanie, Irańczycy, Wenezuelczycy, Chińczycy itd. itd. - wszyscy pragną tego co (rzekomo) my pragniemy, bo "prawdziwa ludzka natura jest taka, jaką dookoła widzimy". Czyli pryszczate chłopaki pod osiedlowym trzepakiem poprawiające świat za pomocą Misesa i von Friedmana...

    A to jest ogromna bzdura. Jasne że cywilizacja się zawali po zżarciu ukochanych domowych zwierzątek, ale to na pewno nie będzie żadne zdrowe społeczeństwo plemienne.

    Więc Twój argument jak kulą w płot ;-)

    Pzdrwm

    P.S. Chyba że się mylę?

    OdpowiedzUsuń
  5. Motto:"Inteligencja w pewnych okresach musi się wyłącznie poświęcić przywracaniu definicji."(N.G.D. w tłm.Tygrysa)
    To odnośnie wypowiedzi Mustrum'a.
    Przy całej swej ignorancji w dziedzinie biologi mam dwie własne uwagi:człowiek w czasie historycznym nie ewoluuje,i druga:każde zwierzę ma nie tylko indywidualne, ale i gatunkowe cechy, a ich istota jest skupiona w zbiorze zasad konstrukcyjnych zapisanych w DNA.
    A czy hodowca lub treser zmienia naturę bydlęcia to już kwestia definiowania "natury".
    No i tak sobie myślę iż Wielki Radosny Eksperyment (prowadzony od lat z górą dwustu), budowy Nowego Wspaniałego Człowieka jest już na ukończeniu. A wówczas zakończy się równie imponującą katastrofą i nie uratują go nawet licznie zgromadzone głowice termojądrowe.

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Wsie w Mieście

    A swoją drogą to wczoraj Kłopotowski napisał w szalomie o Spenlerze i nawet się z tym załapał na jedynkę SG. Oto:

    http://klopotowski.salon24.pl/142616,spengler-o-iii-rzeczpospolitej

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Amalryk

    Mustrum nie ma chyba racji, bo to jest tak, jak wypuścić hodowlaną od czasów Woltera świnię do lasu i oczekiwać, że będzie się tam z dzikami skutecznie biła o żołędzie.

    Ardrey wprawdzie sensownie argumentuje, że człoń, wbrew pozorom, to nie jest źwierzę hodowlane, tylko dzikie... I z filozoficznego punktu widzenia jest to prawda, no bo w końcu żaden inny gatunek (z tego co wiem) nas nie hoduje, a co najwyżej człowień hoduje człowienia...

    Jednak to jest już całkiem nowa sytuacja, która nie jest ani normalnym ZOO (gdzie człowień hoduje małpy i bizony), ani też zwykłym lasem (gdzie dziki i rosomaki ganiają sobie, poddane całkiem od nich niezależnej ewolucji), tylko coś poniekąd pośredniego. Nie?

    Zgadzam się z Amalrykiem, że to się musi źle skończyć... A raczej nie aż źle, bo jeśli by się ten eksperyment udał, to dla mnie by było znacznie gorzej, więc niech się wali w cholerę i niech już będzie ten armageddon!

    Ale jeśli dorosłego leminga przeniesiemy do lasu, albo choćby takiego niedorostka spod trzepaka, to przecież żadne autentyczne społeczeństwo pierwotne z tego nie powstanie!

    Nawet gdybyśmy ich przenieśli tysiąc sztuk, to nie stworzą plemienia m'Bu m'Ptu... Choćbyśmy ich przenieśli milion, nie stworzą państwa Asyryjskiego...

    Stworzą bagno behawioralne (behavioral sink), skutkiem czego 90% wymrze, a potem może zacznie się tworzyć coś w rodzaju mafii, czy jakiejś b. prymitywnej bandy rozbitków na bezludnej wyspie. Na jakiekolwiek pierwotne społeczeństwo czekalibyśmy zapewne setki lat.

    Jasne że cywilizacja wisi na włosku, tym bardziej po zniszczeniu tradycyjnego, wzgl. samowystarczalnego rolnictwa. Ale załamanie się cywilizacji i behavioral sink to nie to samo, co pierwotne plemię (choćby) ludożerców.

    Można by co najwyżej dyskutować w jakim wieku typowy miejski leming nadałby się jeszcze do tych ludożerców, w jakim by jeszcze w odpowiednim procencie miał szansę na przeżycie jako Robinson...

    Ale w kupie to sprawa jest jasna. TO SĄ CAŁKIEM INNI LUDZIE! Na tyle ten jebany eksperyment się już powiódł. I przecież wszyscy w sumie gadają tym Oświeceniem, myślą nim, nie wyobrażają sobie nic innego, wszystko, co doń nie pasuje traktują w kategoriach freudyzmu...

    Tylko my tutaj, a wcześniej Spengler, próbujemy jakoś pod tę kiecę zajrzeć i odgadnąć autentyczne kształty naszej najgłębszej, prawdziwej natury. (Ardrey też się przydaje, fakt.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  8. Triariuse, zauważ że nie napisałem skutecznie, wręcz napisałem że w większości NIE skutecznie.

    Co nie zmienia faktu, że nie wszystkie (a nawet może nie większość, nie wiem) lemingi w sytuacji zabrania im michy i bezpiecznego, dziecęcego pokoiku cywilizacji się grzecznie położą i umrą.

    Jakby tak było, to wojna nie byłaby potrzebna. Po prostu całe społeczeństwa w czasie zagrożenia by jak jeden mąż zgodnie wsadzały sobie kolektywny palec w dupę i robiły nagłą śmierć. Śmierdzi to trochę kolektywny stoicyzmem w wykonaniu rosyjskim. A jak sam twierdzisz, europejczycy, chińczycy i inniczycy reagują i pragną różnych rzeczy. Zgoda co do "uniwersalnych pragnień ludzkości". One istnieją, ale w bardzo ograniczonym zakreśie, gdzie common denominator tego wszystkiego to to, że wszyscy lubią się nażreć, wysrać, wyspać i podupcyć. A cywilizacyjny fornir to ledwo przykrywa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie każdy jest spenglerystą, ale najnowsze badania (konserwatystów od Wielomskiego) dowodzą, kto nim jest. I okazuje się, że jest nim nie kto inny jak sam... Korwin. :->
    Bo:

    >>Po rewolucji, jak często pisał Mikke, przez jeszcze około stu lat świat toczył się siła bezwładu wykorzystując dobrą energię cywilizacyjna nagromadzoną od średniowiecza do końca XVIII stulecia. Destrukcyjna i „anty-cywilizacyjna” siła rewolucji dała o sobie znać w pierwszej połowie krwawego wieku XX. Widać tu wyraźnie wpływ myśli Oswalda Spenglera. Światopogląd Mikkego koresponduje tu także z poglądem Salvadora Dalego , iż „od 1800 roku nie powstało nic wielkiego”.<<

    To taka ciekawostka z życia internetu. Jeszcze link do całości: http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/4564/

    Co do tekstu: chyba jednak o jakimś wspólnym mianowniku gatunku ludzkiego mówić możemy, bo z dawien dawna było tak, że kobiety pod każdą szerokością geograficzną odczuwały instynkt macierzyński, a faceci zawsze lubili różne wersje pornosów. Choćby właśnie to.

    I nie wydaje mi się, żeby na naszych oczach zwyciężał jakiś projekt budowy Nowego Człowieka, tzn. dzisiejszy człowiek jest niewątpliwy inny od swojego przodka z przed, dajmy na to, kilkuset lat, ale nie jest to efektem inżynierii społecznej różnych lewaków, tylko raczej te ich pomysły umożliwia. Słowem: rewolucja francuska (na przykład) była rzeczą wtórną, co do tych zmian. A chodzi, wydaje mi się o to, że człowiek (ten faustowski) z wraz z upływem czasu wypalał się z metafizyki, jego myślenie stawało się coraz bardziej racjonalne, inne rzeczy robiły się dla niego ważne, etc.

    Ardreya znam tylko odrobinę z Twojego bloga, ale - tak jak pisze Mustrum - nie wiem czy go nie unieważniasz, pisząc, że natury ludzkiej nie ma. Bo jak jej nie ma, to tracisz już ostatni punkt zaczepienia. Wydaje mi się, że jest tylko problem z właściwym jej zdefiniowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Kuman

    Ależ ja nie mówię, że natury ludzkiej nie ma!

    Ja ino mówię, że w tym są takie warstwy: najgłębiej natura homo sapiens sapiens sapiens... a nieco wyżej różne takie sprawy, że wiking, eunuch na chińskim dworze, czy autentyczny fellah to jednak całkiem co inne niż leming z milionowego miasta.

    Natura ludzka oczywiście ISTNIEJE. Tyle, że na od odpowiedniej głębokości. Tyle, że to nie jest tuż pod warstwą "cywilizacyjnej politury", z znacznie głębiej.

    Co do przyczyn... No to dla spenglerysty "przyczyn" zasadniczo nie ma - jest po prostu organiczno-cybernetyczny rozwój i schyłek takich samosterownych, ewoluujących tworów jak K/C.

    Poza tym b. ciekawy ten Twój komęt, ale nie mam czasu szerzej go komętować, bo idę na trening.

    W każdym razie za spengleryzm Korwina dzięki! Cudna sprawa.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  11. @ Mustrum

    Nie, jasne, wszystkie nie zdechną. Zresztą to nie jest najistotniejsze.

    Nie będą to jednak autentyczni, zdrowi ludożercy, bo przecież nie będzie istniało żadne autentyczne, zdrowe plemię ludożerców. On się ew. dopiero z czasem wytworzy.

    To będzie behavioral sink, albo coś podobnego.

    No a ile oduczania i przeglądania na oczęta czeka takiego leminga? Całe Oświecenie z niego będzie musiało zleźć, razem ze skórą...

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Wsie w Mieście

    To musi być jakoś tak jak z kąpem: hardware jest zasadniczo ten sam, to tam oprogramowanie jądra (BIOS czy coś) toże, ale możemy sobie zainstalować różne programy operacyjne... Windows, Linux, BeOS, czy nawet antyczny Forth.

    Zaś przeinstalowanie systemu wiąże się z kosztami i cierpieniem, choć zapewne znacznie mniejszymi niż zrobienie z ludożercy leminga czy odwrotnie.

    W końcu nawet Robinson, na samym początku Oświecenia, też nie był karaibskim ludożercą, a jak najbardziej człekiem swojej cywilizacji, który męczył się w obcych mu warunkach.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  13. Czyli ja bym to jednak ujął, że najbardziej daleko idącym efektem współczesnej post-oświeceniowej "cywilizacji" jest ni mniej, ni więcej jak odarcie najbardziej wszechstronnego i dostosowawczo plastycznego organizmu jakim jest człowiek z jego największego atutu ewolucyjnego: właśnie tej jego możliwości adaptacji do nowych sytuacji.

    Zachamowanie rozwoju lemingowego umysłu do emocjonalnego poziomu średnio rozgarniętego 13-latka wraz z wszechobecną, czułą opieką "rodzicielską" przez państwo powoduje, że stado lemingów z wyboru dążyć będzie do bezpieczenstwa cyca post-oświeceniowej "demokracji" w obliczu potencjalnego zagrożenia zmianami.

    Oczywiście jak pisałem, część nie umże z palcem w dupie jak to wszystko runie: niektórzy za pomocą własnego, niecałkowicie wytłumionego instynktu samozachowawczego i umiejętności przetrwania, inni, jeżeli będą mieli szczęście i znajdzie się przywódca, który ich za sobą pociągnie (figura rodzicielska, Tata wiedział co dobre, powiedział, myśmy zrobili i Tata po główce pogłaskał - wypisz wymaluj Tuś i merkelowa oraz Putin).

    OdpowiedzUsuń
  14. a panowie sądzicie, że by cza było coś już w kierunku przygotowań do behavioral sink robić? tak na poważnie, a nie że sobie kalos agatos pochodzimy na trening albo przeczytamy ardreya?

    przy czym pytam o coś więcej niż deklarację, bo że teoretycznie "by trzeba" to wszyscy wiedzą.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Tygrys
    Zara, zara z tym członiem hodowlanym i dzikim. Znowu problemy definicyjne!
    Co jest a co nie jest hodowlą?
    Mówisz o takim sobie zwykłym sielankowym lesie gdzie źwierzątka sobie radośnie hasają - a buca wała! Słyszałeś o pracowitej mrówisi lasius niger, która dosłownie hoduje sobie mszyce, a o mrówce amazonce - ta jest jeszcze lepsza bo hoduje sobie... ale niewolnice ,capnięte po ekspedycji karnej z innego mrowiska, które zapieprzają aż miło dla nieswojego potomstwa.
    Może mrówa mrówę, może człoń członia!
    Inny problem z rakowatym rozrostem cywilizacji, pracowicie rozedmanej przez członia do absurdalnych magapolicznych rozmiarów, to pojawiające się dodatnie sprzężenie zwrotne. Im bardziej się urbanizuje i uzależnia od wytworów techniki tym większa tęsknota za mitycznym powrotem na łono natury i produkcja jakiś trąconych ekoreligii etc.
    Pewnie, kultury rodzą się kwitną przerastają w cywilizacje i umierają, ale z faustowską sprawy zaszły już chyba za daleko! Popatrzmy na skalę i na technologiczną jakośc. Jestem prawie przekonany że tu musi byc na koniec jakieś konkretne pierdolnięcie.

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Wsie w mieście i na wsi
    A słyszeliśta o radzieckich pracach nad udomowieniem srebrzystych lisów?
    Radziecki uczony Dymitr Bielajew zaczął się zastanawiać jak do licha zdołano z dzikich, miłujących wolność szarych wilków otrzymać różne rasy ślepo posłusznych psów: kudłatych, łaciatych, a nawet bezwłosych? Bielajew postanowił powtórzyć eksperyment "domestykacja przedstawiciela rodziny psowatych" i wziął się za udomawianie lisa Vulpes vulpes. Wybrał co łagodniejsze, srebrzyste mutanty z ferm po czym zaczął je namnażać, a ich potomstwo poddał ostrej selekcji w kierunku otrzymania okazów jak najmniej podobnych (tak morfologicznie, jak i behawioralnie) do psów domowych.
    Obecnie rosyjscy uczeni, kontynuujący prace Bielajewa, otrzymali lisy, które nie tylko nie boją się człowieka i nie mogą żyć na wolności, ale również zatraciły ostry lisi zapach, kładą uszy po sobie, merdają ogonem, a nawet próbują szczekać.
    Więcej o tym jakże pouczającym eksperymencie tu:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Tame_Silver_Fox
    Czy rzeczywiście żaden gatunek nie hoduje ludzi ani nie hodował ich w przeszłości? Miejmy nadzieję, że tak, jednak Daniken, Strugaccy i Zajdel nie byli tego tacy pewni :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Co do zmienności/niezmienności natury/genotypu-i-fenotypu poszczególnych gatunków to trudno tu o jakiekolwiek sensowne uogólnienia. Nawet w obrębie jednej rodziny jedne gatunki są nadzwyczaj plastyczne tak morfologicznie jak i etologicznie, podczas gdy inne są praktycznie niezmienialne, przez co nie nadają się do domestykacji i nie potrafią się zaadaptować do gwałtownych zmian. Taki tur był plastyczny jak cholera toteż zrobiono z niego mleczną krowę, woła pociągowego i byka do corridy, podczas gdy indyjski nilgau czy afrykańskie gnu jakoś nie dało się oswoić. U nieparzystokopytnych to samo: koń i osioł dały się obłaskawić, zebra (pomijając parę tych pasiastych koników barona Rotszylda) raczej nie, a kwagga to już w ogóle nie przetrwała bliskiego spotkania 3 stopnia z Homo sapiens postvolterianus.

    OdpowiedzUsuń
  18. Czy młody-wykształcony-z-wielkiego-miasta-z-dowodem-zabranym-babci może zdziczeć i przystosować się do życia na bezludnej (przed jego przybyciem) wyspie?
    To zależy - i od konkretnego leminga, i od wyspy, na która wyrzucą go fale Fortuny.
    Udomowiona świnka nie ma żadnych szans w europejskim lesie, pełnym prawdziwych jeszcze nie udomowionych dzików, wilków (też co prawda repatriowanych z cyrków i z ogrodów zoologicznych w ramach kultu Matuszki Gai), bezpańskich psów i last but not least kłusowników z okolicznych PGRów.
    W australijskim buszu jest jednak inaczej - tu świnka może sobie pohulać, rozmnożyć się i nomen omen zdziczeć [bo na zasilanie populacji dingo nie ma chwilowo kaski (wszystko poszło na walkę z ropuchą agą),żadnych łożyskowych drapieżców (oprócz Aborygenów) tu nie było, a wielkie mięsożerne torbacze i dziewięciometrowe warany wytłukli i wypalili żywcem sami Aborygeni 40 000 BC].

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak i mnie się wydaje.
    Odarcie nas z instynktów adaptacji i przetrwania.
    Zawirusowany software zamula hardware.

    OdpowiedzUsuń
  20. @ loyolist

    Co konkretnie proponujesz, że brutalnie zapytam?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  21. a kto powiedział, że coś proponuję? :>

    kiedyś myślałem, żeby się okopywać w ramach kościoła (zarówno ideologicznie, jak i "logistycznie"), ale najwyraźniej kościół wcale nie jest temu chętny. potem sobie myślałem, żeby jakieś coś jakby państwo podziemne gotowe wejść w razie by już szlag trafiał definitywnie obecne, ale to też jest bez sensu, bo szlag trafia instytucjonalnie, a nie politycznie, i zresztą nie trafia, bo już trafił. a teraz to nie wiem, liczyłem na jakiś pomysł z zewnątrz, stąd pytanie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. @ Loyolist
    Z tym państwem podziemnym trzeba się pośpieszyć, bo gubernia nadwiślańska zmarła kilka lat temu, a teraz leży i się rozkłada, a jej brukselski protektor sam jest w niewiele lepszym stanie. Nie mamy już armii, stocznii, szkolnictwa, służby zdrowia, urzędy są całkowicie niewydolne itd.
    Dla nas ma to paradoksalnie sporo dobrych stron, bo jakby Cukier z Solą pracowali równie wydajnie jak jeszcze kilka lat temu, to byśmy nie klepali w klawiatury tylko poginęli w jakiś wypadkach drogowych.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Anonimowy
    Bracie, nie przeceniaj możliwości tych palantów. Na taką skalę nadzoru potrzeba gigantycznych pieniędzy. Dopóki sobie tak gadamy i jesteśmy przez ogół lemingozy postrzegani jako wariaci, dopóty nic nam nie grozi.Inna sprawa, gdy pojawią się choć potencjalnie niebezpieczne struktury, tu rekcja może być bardzo szybka wraz z mobilizacją wszystkich dostępnych sił tego chlewu, który lemingoza nazywa państwem, łacznie z intelektualnym wsparciem polańskolubnych intelektualistów czy innymi Zespołami Downa typu "Nigdy więcej" etc.
    Tylko zauważmy iż nie żyjemy w Europie początku wieku XX-go, gdzie jeszcze wiele było możliwe, ,tylko w polimorficznym tworze pasożytującym na trupie chrześcijańskiej Europy, który całą swoją nadzieję na władzę pokłada w technologicznej sprawności narzędzi nadzoru i kontroli.

    OdpowiedzUsuń