niedziela, lutego 14, 2010

Szalom spacyfikowany? (i inne takie)

(Nie cieszcie się antysemici, to nie o to chodzi! W każdym razie nie całkiem o to. ;-)

Przyznaję, że do niedawna, mimo dość ambiwalentnego doń mego stosunku, z zainteresowaniem czytywałem teksty publikowane na blogowisku szalom24. (Oficjanie salon24.pl, gdyby to komuś było do czegoś potrzebne.) Masa porządnych, dobrze i sensownie piszących ludzi została stamtąd wykurzona, ale długo jeszcze była tam do czytania największa ilość interesujących tekstów zebranych w jednym miejscu, z całej rodzimej sieci.

W końcu coś się jednak chyba zmieniło... Bo i zmienić się po prostu musiało - to była tylko kwestia czasu. Sam tekstów lewizny i różnych lewackich (są inni?) hunwejbinów, obcych agentów, najemnych propagandzistów z czterech stron świata i folksdojczów na etacie nie czytałem... Starcza mi rzut okiem na ich komentarze pod tym, co piszą inni. Jednak, mimo świadomości tej mojej "zwichrowanej optyki", trudno było uniknąć wrażenia, że na szalomie - mimo wieloletnich zabiegów właścicieli i zarządzających - wciąż szeroko pojęta IV RP (żeby tak to umownie nazwać), patriotyzm, prawicowość i poparcie dla PiS dominowało. Wystarczyło uświadomić sobie różnice w ilości i poziomie komentarzy z obu stron barykady.

I to oczywiście było solą  oku, cierniem w boku, złotym kolcem w pysku świni, dla obecnie nami rządzących (cieciów u bauera i chłopców na zagraniczne posyłki). Obecnie na SG szalomu dzieje się niewiele, te same teksty pozostają tam całymi dniami, w dodatku większość z nich mało interesująca...

Powiadam, z jednej strony ogromna szkoda - no ale czego mogliśmy się niby innego spodziewać? Z drugiej strony rodzaj satysfakcji, bo za upadkiem poziomu szalomu musi przecież przyjść jego porażka czysto komercjalna. (I spadek prestiżu dla jego właścicieli.) A oni przecież sami tego chcieli, łasząc się do bauerskich cieciów i podwórzowych piłkarzyków. (O produktach żywnościowych pierwszej potrzeby nie wspominając.)

Poszedłem sobie na szalom tej nocy (przed chwilą byłem tam znowu, przyznaję, zbierając twarde fakty do tej notki) no i naprawdę ogarnął mnie smutek. Wziąłem sobie potem i poszukałem w ichniej wewnętrznej wyszukiwarce paru znajomych blogerów, których jeszcze o pisanie w szalomie podejrzewam... No i znalazłem naprawdę znakomity tekst!

Tyle że... Wiecie, gadkę o tym, że "wyjątek potwierdza regułę", słyszy się na każdym kroku, i przeważnie mówiący używają tego ryzykownego zwrotu całkiem bez sensu. Tym razem jednak TO CHYBA JEST TO!

Znalazłem tam tekst mojego wirtualnego znajomka (z którymśmy nieco ostatnio jakby mniej wzajemnego iskania i pocierania nosami, ale nadal z kurtuazją i szacunkiem drug do druga). Tekst moim zdaniem znakomity. Tekst świadczący moim skromnym o prawdziwym talencie w dziedzinie intelektualno-humorystycznego pisania z głębią.

Co ja będę zresztą nawijał - oto linek: http://hrponimirski.salon24.pl/151730,historia-pewnej-ustawy-czyli-deliryczny-sen-mira. No i ten tekst - tutaj właśnie stosuje się gadka o wyjątku potwierdzającym regułę - napisany trzy tygodnie temu, ma do obecnej chwili JEDEN krótki (choć entuzjastyczny) koment. Widać nie zagościł zbyt długo w żadnym prominentnym miejscu na SG szalomu. Jeśli w ogóle.

Przy takim podejściu, przy takim ocenianiu wzajemnej wartości tekstów i autorów, trudno się dziwić, że szalom utonie. Trudno się także tym przesadnie martwić, choć z drugiej strony bardzo brzydkim ludziom bardzo na tym od bardzo dawna zależało. Więc jednak trochę szkoda. Tyle że... Czegośmy się ludzie właściwie po szalomie spodziewali?

Zabawne przy tym wszystkim jest to, że wraz z większością fajnych prawicowych czy patriotycznych blogerów, z szalomu jakoś dziwnie znikła - a w każdym razie znikła z SG, co niemal na jedno wychodzi - większość profesjonalnej czy semi-profesjonalnej ohydy: różnych Barburów, Sadurskich, foksdojczów w rodzaju Amsterna... Ja przynajmniej tego towarzycha tam tyle co kiedyś nie dostrzegam. Widać już nie warto im tam pisać, pewnie to już nie jest takie miejsce, gdzie by było warto. (Ciekawe, swoją drogą, gdzie się przeniosą? Gdzie będzie teraz warto?)

Nawet tego przedziwnego psychiatrycznego curiosum, jaki stanowiła namiętna (żeby to łagodnie określić) zwolenniczka Platformy, niejaka RRK, też tam ostatnio nie oglądam. Powie ktoś "Rycho, Zbycho... Zdzicho... Donaldo... no i Rosół... No dobra, ale przecież Platformie rośnie! A tej pani nie takie platformy problemy nie spędzały snu z powiek i nie zmniejszały jej platformianej namiętności! Naprawdę są rzeczy na niebie i ziemi, o których się nie śniło!

* * * * *

"Konserwatywny liberał" to zabawny jegomość, który będzie was z emfazą przekonywał, że bez całkiem swobodnego obrotu uranem, plutonem, heroiną, crackiem, oraz prawnej ważności kontraktów zaprzedania się w dożywotnią niewolę, wszyscy jesteśmy niewolnikami totalitarnego państwa, a jednocześnie domaga się magna voce prohibicji na komercyjne wykorzystanie własnego tyłka.

* * * * *

Jeśli ktoś jest odporny na leberalne, a nawet czasem lewackie, w(s)tręty, to szczerze polecam książkę niejakiego I. F. Stone'a "Sprawa Sokratesa". Tych w(s)trętów jest tam sporo, ja na nie wyraźnie mało odporny, ale ta książka jest na tyle interesująca, że mimo w(s)trętów naprawdę warto ją przeczytać. Oraz przemyśleć i, da Bóg, przedyskutować z kumplami. (Kuman, to do Ciebie!)

Zostało to po polsku wydane w roku 2003 przez firmę Zysk & Ska. (Oryginał wyszedł w roku 1988.)

Jest tam sporo nie tylko o historii starożytnej, ale także materiał do przemyśleń na temat polityki, państwa, ludzkiej natury, filozofowania... Naprawdę niezła rzecz, mimo, czasami denerwującego, lewicowego leberalizmu autora, którego on bynajmniej swym czytelnikom nie oszczędza. Gość jednak jest intelektualnie, mimo wszystko, uczciwy i niegłupi.

triarius
---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

18 komentarzy:

  1. Mi wczoraj wycieli tam tekst. Ale w sumie nie mam większych pretensji, były tam brzydkie słowa, które mogły by zniesmaczyć jakiś intelektualistów czy innych czcigodnych ludzi. Jak chcą se robić poprawny i ułożony wersalik dla takiego targetu, niech se robią. Ich sprawa.

    Na książkę w wolnej chwili rzucę okiem. Na razie przymuszony przez System czytam o "zdolności zarządzania zmianą" i "europeizacji standardów biurokratycznych". Ohydna sprawa (Ty byś nie dał rady). Ale po takim hartunku żaden leberalizm nie będzie mi już straszny.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Sprawę Sokratesa" I. Stone'a przeczytałem już kilka late temu, bo ją Lech Jęczmyk gorąco polecał wszystkim patriotom mimo demoliberalnych odchyłów i merkuriańskich korzeni autora.
    Książka o tyle fajna, że to chyba jedyna na polskim rynku biografia Sokratesa nie pisana na kolanach i nie wybielająca tego degenerucha. Wszyscy inni zawodowi filozofowie und historycy filozofii od sedewakantystów i katolickich reakcjonistów, przez modernistów, egzystencjalistów, leberałów, na komuchach skończywszy wychwalają Sokratesa pod niebiosa, robią z niego poprzednika Chrystusa albo Marksa (zależnie od osobistych preferencji komentatora), a zdaniem Stone'a Sokrates to był kawał sk***syna, ewidentny zdrajca i prowok na usługach Sparty, wychowawca i poplecznik tyranów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książki książkami a zapoznaliście się już Tygrysie z nową doktryną wojenną III RP? W ciągu najbliższych 20 lat nie grozi nam ponoć agresja jakiejkolwiek regularnej armii, za to nasza niezwyciężona armia będzie musiała stawić czoła licznym terrorystom, partyzantom i żołnierzom-dzieciom. Ki diabeł? Post-kolonialne wojny pod szyldem misji stabilizacyjnych czy raczej pacyfikacja Nadwiśla?

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Kuman

    Schmitt fajny, dzięki. Nie skończyłem obu, ale to zrobię. Chyba w sumie nie gorsze od "Europeizacji standardów biurokratycznych". ;-)

    Swoją drogą, gdzie oni mają pijarowców? "Biurokratycznych"?! W EUROPIE?!

    Na pewno bym tego nie strawił, nawet za peerelu takich rzeczy nie czytałem, niezależnie od nacisków i wymagań.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Anonimowy

    Właśnie. Nie znoszę Sokratesa od zawsze, to był kopnięty, agresywny świr. A faktycznie cała ętelektualna i duchowa elita dostaje orgazmu na samą myśl o facecie.

    Jeszcze jeden powód, by zweryfikować dotychczasowe elity. Od Cycerona począwszy! ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Anonimowy

    Sprawy militarne w tym nieszczęsnym kraju przedstawiają się tak ponuro, że nawet analizować tego się odechciewa.

    W ciągu 10 - 20 lat @#$% Unia zapewne się rozpieprzy... ale co z tego, jeśli w powstałym skutkiem tego zamieszaniu Ruscy z Niemcami zrobią nam tu rozbiory...

    Naprawdę jest koszmarnie. Na serio chciałbym zorganizować jakiś fajny exodus i stworzyć drugą Polskę na jakiejś pampie. A przynajmniej legiony... Za 20 lat być może dałoby się ten nieszczęsny kawałek globu opanować za pomocą kopniaków, kolan i łokci. I jeszcze by nas za to lud wielbił.

    A tak toniemy, zdychamy i gnijemy wraz z całym tym tutaj syfem, bo inaczej niestety być nie może.

    Pzdrw

    OdpowiedzUsuń
  7. No ja wiem przecież, że Ty super niezależny jesteś i wszystko, tyle, że to o co chodzi to to, że żadnym Spenglerem czy nikim takim się po prostu nie najem. Nie widzę sensu w obrażaniu się na rzeczywistość i odwracanie tyłem, tylko dlatego, bo nie jest taka jak chciałbym. Dla mnie to szkodliwa nostalgia za tym co minione. Poza tym za PRL-u to było jednak chyba coś innego.

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Kuman

    A czy ja coś mówię?

    Fakt, że do niczego nie doszedłem, tu masz rację i postępuj inaczej.

    Tyle, że mi się to wydaje nie do pojęcia. I to wszystko.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  9. Tygrysie,
    Że się wetnę z ciekawości, a do czego to chciałeś dojśc ?

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Amalryk

    Wiesz, zawsze w sumie chodziło o kobiety wino śpiew. Tylko ostrzej, głośniej, melodyjniej i bardziej odurzająco. I może właśnie to dlatego?

    Teraz jednak, stojąc nad grobem, myślę sobie, że Grupa Bilderbeg (czy jak jej tam), Bill Gates robi mi pedicure jednej nogi, Donald Trump drugiej nogi... Babrak Obama (czy jak mu tam) z białą serwetką przewieszoną przez ramię podaje drinki... Mąka w spiżarni, podsłuchuję sobie różnych zabawnych ludzi i kulam się ze śmiechu... Hillary C. służy mi za tarczę do rzutków...

    Czy to by było złe? Ale nie chciało się człowiekowi w młodości uczyć Propedeutyki Filozofii Marksistowskiej - nie to co dzisiejsza młodzież, która pożera "Zdolności Zarządzania Zmianą" und "Europeizację Standardów Biurokratycznych" niczym głodny pelikan ryby.

    Czy ja zresztą wiem do czego miałem dochodzić? Spytaj Kumana, on wie! ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  11. A propos s 24 - czytacie może Panowie Zetjota i Jego periodyk "W koło Macieju" ? I oprócz tego trochę ciekawych blogów i blogasków się znajdzie. Poza tym, bardzo ciekawe rzeczy piszą tzw. "niemi" blogerzy, tzn. Ci, co nie mają blogasów (czy to na s 24, czy w ogóle, czy też mieli kiedyś a teraz nie majo), a komentują. Że przywołam: Józef Darski (Darski 1), Zeppo, Aradan (z cyferkami)

    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Tygrys

    Acha! To może przy okazji zapytam też o siebie, bo ja, kurde, też nie wiem... ;((

    OdpowiedzUsuń
  13. @triarius
    Paskudna jest ta Twoja gadka. Zwłaszcza, że nic nie wiesz na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kuman, Triarius, łodrobinę luzu chłopaki! Jak na noże, to po wyborach pretty please with a cherry on top!

    OdpowiedzUsuń
  15. @ Kuman
    E tam! Po prostu, po przejściu przez smugę cienia pewne pytania powinniśmy zadawac szeptem. A Tygrys już tak ma i kropka.

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Kuman

    Aleś sierioznyj! Nie przesadzasz trochę? Nie mogę już nawet drobnego żartu?

    Sam zresztą rozpocząłeś temat.

    A zresztą - skoroś już w tym wieku taki Sędzia Najwyższego Globalno-Europejskiego Trybunału - to Ci zwrócę uwagę na pewne fakty:

    1. żadnej krytyki Twojej osoby czy Twojej postawy na serio nie wyraziłem i wcale Cię nie zachęcam, byś to nastawienie zmienił;

    2. sam kpiłem przecież ze swoich nikłych życiowych osiągnięć, które są faktem, a wynikają, jak sądzę, m.in. właśnie z mojej niezdolności/niechęci do czytania różnych takich pierdołów o europejskiej biurokracji czy też marksistowskiej ekonomii (jedyne co tu uderza, to że nic się w istocie nie zmienia w programach studiów);

    3. mam niepłonną nadzieję, że kiedyś, już jako Sędzia Najwyższego Globalno-Europejskiego Trybunału, będziesz miał okazję udzielić mi w ostatniej chwili ułaskawienia, i z niej skorzystasz.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  17. Pacyfikacji Internetu towarzyszy co raz bardziej natrętna propaganda w starszych środkach masowego rażenia, głównie w TV. Od pewnego czasu popularne opery mydlane stają się co raz mniej popularne, w miarę jak producenci zaczynają co raz nachalniej lansować wysyłanie sześciolatków do szkół, śluby jednopłciowe, oddawanie merkurianom kamienic za free czy międzyrasowe konkubinaty. Nawet zatwardziałe lewusy i zaprzysięgli czytelnicy Metra mają dość reklamowania przedszkoli w "M jak Mdłość". Dariusz Chętkowski, którego trudno podejrzewać o sympatie do "rewolucyjnego paleokonserwatyzmu" i innych form narodowej rewolucji żali się na blogu: "Milion na seriale to nie jest wielka suma, ale gdy się patrzy na wielką nędzę w przedszkolach (a w szkołach bieda jest jeszcze większa), to naprawdę człowiek się zastanawia, gdzie tu sens i logika. Nie zdziwię się, gdy MEN oraz idące w jego ślady powiaty i gminy postawią przed szkołami i przedszkolami billboardy z napisem “Tutaj jest dobrze” i na tej podstawie uznają, że placówkom tym nie są potrzebne żadne remonty. Jak się okazuje, reklama jest nie tylko dźwignią handlu, ale także edukacji".

    OdpowiedzUsuń