sobota, października 16, 2010

Dęby korkowe i zabójcy w koktailowych sukienkach

C.N. Parkinson to interesujący intelektualista. Interesujący zarówno sam z siebie, jak i z powodu swego społecznego odbioru. W końcu to nie jest byle co, że jego satyra na biurokrację (w dodatku WSPÓŁCZESNĄ, ZACHODNIĄ) w niektórych kręgach uchodzi za ostateczną, obiektywną PRAWDĘ na temat WSZELKIEJ biurokracji!

Ciekawe swoją drogą, dlaczego inna jego książka, po polsku wydana (już w PRL, jak i tamte sławniejsze o biurokracji, toż to dziw nad dziwy, prawda?) pod tytułem "Jak zrobić karierę", i będąca satyrą na współczesne (jak najbardziej zachodnie i kapitalistyczne) przedsiębiorstwa, nie zdobyła równie wielkiej sławy i nie uchodzi, z tego co wiem, w żadnych kręgach za ostateczną prawdę w kwestii kapitalizmu?

Parkinsona znam stosunkowo dobrze, bo czytałem go z upodobaniem już w PRL'u, a kiedy się z PRL'u wyrwałem, należał on do tych lektur, w których się przez czas jakiś z zapamiętaniem nurzałem. Znam więc zapewne więcej jego rzeczy, niż większość jego krajowych czcicieli (tych od "ostatecznej prawdy o biurokracji"), w dodatku sporą ich część przeczytałem w oryginale i bez ryzyka udziału w tym prlowskiej cenzury.

Ceniłem go już w PRL'u nawet nie tyle za ową przesławną satyrę na biurokrację (b. swoją drogą fajną), ale za parę pomniejszych i mniej znanych spraw. Jak np. za to, co Parkinson mówi na temat wychowania. A najbardziej chodzi mi o to, że ojciec próbujący zabawiać swoje dzieci robiąc z nimi to, co dzieciom robić pasuje, ale dorosłym jednak mniej, traci w oczach tych dzieci autorytet i wyrządza im szkodę, natomiast najlepiej jest. kiedy dzieci "bawią się i miło spędzają czas" po prostu POMAGAJĄC RODZINIE w jej walce o przetrwanie i pozycję społeczną. Mówiąc prościej - kiedy razem z rodzicami po prostu PRACUJĄ!

Do dziś uważam, że to wielka prawda, której wcale nie deprecjonują moje własne, niełatwe do jednoznacznej oceny, sukcesy wychowawcze z przeszłości. Są zresztą całkiem liczne przykłady na słuszność tego poglądu, jeśli się tylko człek rozejrzy. Oczywiście w obie strony. (Niektóre z nich nawet takie, że wolę ich tu nie poruszać, więc sza!)

Parkinson powiedział też jedną przeuroczą rzecz, którą mnie ujął za serce. Konkretnie o Marksie to powiedział - że "co za dziw, iż człowiek, na którego własna rodzina nie może patrzeć, sądzi, że znalazł sposób na rozwiązanie wszystkich problemów ludzkości". Rzekł też i to, że "zwykli, ciężko pracujący ludzie nie mogą inwestować, ani uczestniczyć w zbiorowych ekonomicznych przedsięwzięciach, bo po prostu nie mogą sobie pozwolić na żadną stratę". Fajnie by było, gdyby nasi rodzimi czciciele "wolnego rynku" i Margaret Thatcher się nad tym zastanowili!

I jeszcze wiele innych fajnych, mądrych rzeczy powiedział, czy raczej napisał, C.N. Parkinson. Dlaczego więc dla mnie jest jednak nieco... Jakby to powiedzieć...? No więc... Nieco jakby Patron Święty tych wszystkich chłopiąt spod trzepaka, co to korę mają grubą i pobrużdżoną niczym hiszpański dąb korkowy, ale kontaktu z rzeczywistością żadnego i zdolność oceny skomplikowanych sytuacji na poziomie skumbrii w tomacie?

Coś jak ogromny superkomputer, a na wejściu niezbyt bystre dziecko, które już od paru godzin powinno spać, wklepuje dane na zużytej klawiaturze, na podstawie obrazków namalowanych przez naćpanego lewackiego abstrakcjonistę... No a, jakby ktoś nie widział, podstawowa zasada teorii informacji to "rubbish in, rubbish out", czyli "(jeśli) śmieci wchodzą (to i) śmieci wychodzą".

A dlatego, moi państwo, że Parkinson napisał kiedyś rzecz, która mą po prostu wstrząsa i budzi mój słuszny gniew. Napisał mianowicie w tym stylu, że "skoro wojsko i tak na paradach nie występuje w polowych mundurach, tylko w galowych, więc o wiele fajniej by było, gdyby paradowało po prostu w mundurach historycznych". Dla mnie to po prostu anatema! Coś jak "w pełni zawodowa armia" Korwina, choć o wiele bardziej teoretyczne, więc mój protest jest tu o wiele bardziej bezinteresowny.

Parady mają niewątpliwie ogromny wpływ na psychikę narodu (że tak podniośle nazwę w tym miejscu kochany plebs, tę sól ziemi). Pamiętam, jakie wrażenie zrobiło na mnie działo przeciwlotnicze ciągnięte za ciężarówą w czasach jeszcze stalinowskich (duch Wodza żył jeszcze wiecznie, choć sam Wódz już był niedawno odszedł na łono Lenina). W Częstochowie to było, na głównej alei idącej do Katedry, tak nawiasem. (Ach, jak oni tam wtedy uwielbiali urządzać tego typu imprezy!)

Żołnierz to, jakby nie było, zabójca. Jasne - nasz, w słusznej sprawie, szlachetny jak cholera i sam nadstawiający płową główkę i pałające miłością do ojczyzny serce pod wraże kule... Ale jednak nie żadna tam Matka Teresa, której głównym zadaniem jest rozdawanie witaminizowanych batoników afgańskim dzieciom i inne takie! Że nie występuje na paradzie w uwalanych na kolanach ziemią drelichowych portkach, wymachując saperką i z kluczem do polowej latryny na szyi - zgoda! Nie występuje i  niech nadal tak trzyma!

W końcu, tak czy tak, większość czasu żołnierz spędza na prozaicznych i dość w sumie pokojowych zajęciach jak to: obieranie ziemniaków, cerowanie, łatanie, czyszczenie kibli... A w najlepszym przypadku broni... Przesypywanie ziemi z miejsca na miejsce saperką (czy czymś większym), warty, musztra, słanie wyra, wiązanie butów, płacz za mamą... Czy z tego wynika, że mają maszerować w paradach zlani łzami, trzymając w jednej ręce kartkę od mamy, a w drugiej kłębek nici i naparstek?

Fakt, dla mnie byłoby to o wiele lepsze, bo o wiele mniej teatralne i o wiele bardziej bliskie rzeczywistości, niż te wszelkie dzisiejsze przebierańce: a to za 8. Pułk Ułanów ("same grafy i barony")... to za wojów Krzywoustego... a to znów za warszawskiego powstańca...

Jednak żołnierz to groźna machina - turpe dictu DO ZABIJANIA - i jeśli pokazujemy go ludowi w celu wzmacniania jego patriotyzmu i bojowości, to trzeba go pokazywać właśnie JAKO TAKIEGO! A więc, może to być ZABÓJCA W KOKTAILOWEJ SUKIENCE (w dodatku nasz, szlachetny, zdolny do poświęceń i wszystkie panny na sam jego widok, ach!) - ale przecież nie jakiś cholerny statysta z marnego "historycznego" filmu!

Jestem w tej sprawie tak nieprzejednany, że gdybyśmy mieli Najpotężniejszą Armię Na Świecie, która by mogła zniszczyć każdego potencjalnego wroga w ciągu 20 minut, za pomocą rakiet galaktycznych, wirusów komputerowych i agentury... I gdyby ta  Najpotężniejsza Armia Na Świecie składała się w istocie ze 150 emerytek na pół etatu, rozsiewających wirusy i naciskających na rakietowe guziki, plus dwudziestu Specjalnych Agentek, zarażających wrażych polityków nową i nieuleczalną Chorobą Weneryczną...

To parada wojskowa powinna i tak pokazywać jakichś napakowanych drabów z nożami w zębach robiących salta w przód i w tył! Choćbyśmy mieli ich specjalnie do tego celu zatrudnić, jako powiedzmy "Kompanię Reprezentacyjną". Plus te agentki ewentualnie, ale z maskami na twarzach i topless. Emerytki nie są dość reprezentacyjne (są wyjątki, ale nie o nich teraz mówimy) I NIE DOŚĆ GROŹNE!

Choćby nawet, powiadam, ich artretyczne palce siały śmierć i zniszczenie wśród naszych wrogów. Zaś przebierańce udające ułanów czy smerdy z nabijanymi krzemieniami kijami są JESZCZE O WIELE MNIEJ groźne i reprezentacyjne! Każdy osiedlowy chuligan wzbudza w ludzie większy respekt, niż ta zgraja! Jeśli zaś nie o respekt i nie o dreszcz rozkosznego lęku - "to nasi chłopcy, jak coś, to oni im pokażą... też chcę być taki jak dorosnę! mamo, proszę o dokładkę szpinaku!" - no to sorry, ale żyjemy w jakichś innych galaktykach i nie da się rozmawiać!

I tak to, z jednego (drobnego? bzdura!) powodu C.N. Parkinson, któren tyle mądrych i dowcipnych rzeczy napisał, jest u mnie, mimo wszystko, wśród chłopiąt spod trzepaka - tych, co to kora jak u dębu itd. Jest oczywiście ich królem, bo "w krainie ślepych jednooki królem", ale jednak... Bo z wojskiem i tymi sprawami żartów nie ma! Anglik ewentualnie może sobie o tym nie wiedzieć, ale ja - niestety czy stety - Anglikiem nie jestem, tylko wręcz przeciwnie, zamiast morza mam wokół... Wolę nie wspominać... I choćby dlatego nie daruję!

W przyszłości, być może niedalekiej - skoro już wziąłem byka za rogi, dotykając tego nabrzmiałego między mną i C.N. konfliktu - mam zamiar (Deo volente) napisać jeszcze o nim co najmniej jedną rzecz, tym razem już bez żadnych pretensji.

triarius
---------------------------------------------------
Czy odstawiłeś już leminga od piersi?

31 komentarzy:

  1. MatkaKurka i inny Rebelyanci wymiatają: "Po pół roku mamy podsumowanie jak się patrzy, bilans powalający, wycieczka last minute. Rodziny ofiar pod opieką prezydentowej RP, koczowały pół dnia i nocy na witebskim lotnisku. Zajęły się rodzinami i PIERWSZĄ DAMĄ białoruscy dobrzy ludzie, którzy przynieśli kanapki z pasztetem i herbatę w termosie, darmowy catering. Pierwszy podstawiony samolot przez firmę opiekującą się rządowymi lotami zakaszlał w gaźnik.Podesłano drugi i już nawet nie poinformowano oficjalnie dlaczego nie wyleciał i co mu odpadło, przyjaciele białoruscy wydali komunikat, że się złom do lotu nie nadaje. Pytanie jak te dwie „maszyny” dotoczyły się do lotniska i przeżyły pozostaje Bogu ofiarować i dziękczynić już w bezpiecznej pieszej pielgrzymce do Częstochowy" Phantom od siebie dorzucił: "A pamiętacie jak nasi ratownicy z psami na Haiti trzy dni żebrali strawę pod płotem, bo samolot klęknął? Ratownicy proszący o pomoc - to dopiero!
    A w tym czasie w zimowej Polsce były wsie bez prądu kilka miesięcy..."

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym powiedział, że właśnie wśród tych, którzy sądzą że znają rozwiązanie wszystkich problemów ludzkości tacy, na których rodziny nie mogą patrzeć są nadreprezentowani.

    Z Marksa trzech córek, jeśli dobrze pamiętam, dwie popełniły samobójstwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już Koneczny wyśmiał te zachwyty kawiarnianych strategów z kraju pieroga i zalewajki nad angielskim wojskiem zawodowym, słusznie zauważając, że Wielka Brytania jest wyspą, sąsiaduje z Atlantykiem ergo może sobie pozwolić na szczuplutkie, w pełni zawodowe i z deczka operetkowe wojska lądowe ale za to w kwestii marynarki wojennej nie ma zmiłuj: ogromna flota (dwu- albo trzykrotnie większa od trzech połączonych flot wojennych pozostałych mocarstw morskich) z praktycznie przymusowym poborem matrosów (owe słynne kaperowanie załóg niewiele się różniące od pruskich czy moskiewskich polowań na potencjalnych rekrutów, maruderów i dezerterów).

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Anonimowy

    No to Koneczny ma plusa.

    Zresztą Spengler też mówi sporo w tym duchu, że Anglia, jako wyspa, może sobie nie mieć państwa - do czego się jego zdaniem sprowadza liberalizm.

    B. radykalny pogląd, ale, moim zdaniem, b. sensowny.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, czy już przeczytaliście ostatnie wynurzenie Frau Merkel, ale chyba powoli (lecz w przyśpeiszającym tempie) zaczynają opadać maski. Świat mówi sprawdzam! A liberalstwo jak zawsze, z gaciami na pół masztu.

    http://www.rp.pl/artykul/550482-Nie-znasz-niemieckiego---nie-jestes-mile-widziany.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Mustrum,

    Amalryk ma rację, szkopy agresywnie prą na asymilację, niedawno odmówili tworzenia tureckich gimnazjów. A ogólnie, Niemcy to kraj kontrolowany mocno przez ichnią razwiedkę, takie rzeczy jak książka Sarrazzina po której podniósł się wrzask czy też robiący furorę telewizyjny reportaż o tym jak tureckie dzieci biją biedne niemieckie dzieci w szkołach nie zostałyby puszczone w obieg przypadkiem. Dziwnie zbiega się to z otwarciem niemieckiego rynku pracy dla motłochu z intensywnie odprzemysławianej Europy Wschodniej w maju.

    Turcy szkopami gardzą i pilnują swojej tożsamości, nasi mają wobec nich kompleks niższości i marzą by zrzucić z siebie tę "nienormalną polskość" - jednym słowem bardziej nadają się na klasę niższą. To szczucie niemieckich lemingów wygląda na przemyślany wstęp do zastępowania motłochu trudno się asymilującego motłochem lepiej się asymilującym.

    Wieszamy szkopskie tablice na opolszczyznie, niemieckiego masowo naucza się w szkołach (polecam mapę pięknie ukazującą kierunek ekspansji: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/49/Knowledge_German_EU_map.png) a Zdradek nie jest w stanie załatwić nawet uznania Polaków za mniejszość w Niemczech. Pełna kapitulacja.

    Amalryk,

    czasami podnoszą się głosy o tym wyludniającym się enerdówku, i faktycznie był odpływ na zachód, ale patrząc na twarde liczby, nadal ichnia gęstość zaludnienia (151/km^2) jest wyższa od naszej (122/km^2). Patrząc na przygraniczne landy i województwa, gęstość jest podobna, ale tylko jeśli nie liczyć trzyipółmilionowej berlińskiej aglomeracji - także to nie jest tak, że jest jakiś pas ziemi niczyjej między Polską a twardym teutońskim jądrem.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Tygrys

    Rozumiem iż chodzi Ci o to, że ten masowy wysyp tzw grup rekonstrukcyjnych w naszem kartoflanem bantustanie, ma miejsce nie obok ale zamiast budowania prawdziwej armii?
    I najprawdopodobniej spełnia pewną psychologiczną funkcję kompensacyjną (czy raczej kastracyjną) wobec naturalnych atawistycznych, drzemiących w każdym (nawet potencjalnym) mężczyźnie brzydkich instynktów drapieżcy?

    No cóż. Kiedyś to o tym wspominałem, odnośnie naszych germańskich braci, a zwłaszcza szkolenia ich najpopularniejszego onegdaj towaru eksportowego pn Whermacht. W szkoleniu przedwojskowym dzieci i młodzieży starannie unikano jakichkolwiek imprez typu "zabawa w wojsko", czy broń Boże w ogóle jakiegoś szkolenia z bronią, poprzestając na intensywnym szkoleniu fizycznym i topograficznym. Trafnie zauważając, że zabawa w wojsko, będąc erzacem walki, raczej rozładowuje a nie wzmaga naturalny u dojrzewających, młodych mężczyzn ciąg do agresji i dominowania.

    Przesuwając pierwszy kontakt z bronią na okres służby wojskowej wprowadzano równocześnie swego rodzaju mistykę broni, której wręczenie stanowiło akt szczególnie doniosły integrujący wspólnotę żołnierzy i zarazem podkreślający jej szczególny, niepowtarzalny status w społeczeństwie (Waffentraeger).

    No ale teraz mamy na szczęście przecież erę wodnika i w ogóle radosny czas miłości i pokoju. Więc oddajmy się w uniesieniu radosnym pląsom przy wtórze harf i cytr, czy może aktualnie to raczej bałałajek...

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Wsie na wsi i w mieście
    "co za dziw, iż człowiek, na którego własna rodzina nie może patrzeć, sądzi, że znalazł sposób na rozwiązanie wszystkich problemów ludzkości"
    dziw nie większy niż okrągły kształt Ziemi i jej krążenie dokoła Słońca, tak przecież sprzeczne z danymi dostarczanymi przez nasze zmysły albo niezdolność roślin do samodzielnego asymilowania azotu atmosferycznego, w którym się pławią!
    Wielu, o ile nie większość proroków, wynalazców i mężów stanu była skłócona ze swoimi rodzinami: Budda odszedł z domu wbrew woli ojca i żony; Mahometa chcieli zamordować jego bogatsi krewni - Kurajszyci; Fryderyk Wielki cudem uniknął egzekucji z rozkazu ojca po swej nieudanej ucieczce z von Kattem etc.

    OdpowiedzUsuń
  9. A o co w tym może chodzić?

    Eksterytorialny korytarz Moskwa-Berlin

    O jakiś położony przy okazji światłowód? Bo na cholerę komu kolej magnetyczna, kiedy jest zwyczajna, są samoloty, a można też dokończyć i przedłużyć autostradę Berlin-Królewiec?

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Anonimowy

    Ta MatkaKurka to nie jest wyjątkowo obrzydliwy komuch, że spytam? Coś tak kojarzę, choć ostatnio, z tego co wiem, jedzie i na Donka.

    I on ma z tymi rebeliantami coś wspólnego? A mnie ostatnio nagabywano, bym i ja coś u nich napisał.

    Bloody hell, kłębowisko żmij i skorpionów, człek się boi stąpnąć!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  11. @ tj

    Ale ta Jenny chyba go kochała, nie? I nie popełniła?

    To był jednak nie byle jaki intelekt - nie jakiś byle Wojtek Orliński (że splunę).

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Mustrum

    No patrz! Zabawne jest jednak to, że oni na razie jeszcze muszą o tym mówić. I poniekąd wić się w kłamstwach und niedopowiedzeniach.

    Za jakiś czas chyba już mówić nie będą. Wierzę w postęp, co najmniej techniczny!

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  13. @ tj

    Tak więc rzec by można, że szkopy z underclass, dzięki polaczkom, staną się we własnym kraju (skądinąd zrabowanym przeróżnym słowianom i bałtom, że o innych nie wspomnę, ale wtedy jeszcze to było ładne i wzniosłe, nie trza było politpoprawnie załgiwać) MIDDLECLASS. I to ci będzie osiągnięcie! ;-)

    Łał! (Jak podobno mawiali moi szkoccy przodkowie.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  14. @ Amalryk

    I o to mnie chodzi - jeden ma ambicje i kwalifikacje na statystę, inny na żołnierza. Nie należy tych dwóch rzeczy mieszać.

    Ani też robić ludowi wodę z mózgu i go kastrować, pokazując mu zgraję przebierańców, zamiast armii.

    Jeśli lud lubi takie rozrywki, można ew. po tych wszystkich dywizjach, kiedy już czołgi zryją asfalt na 3 metry w głąb, kiedy już przelecą tysięczne eskadry niewykrywalnych i niezestrzeliwalnych galaktycznych myśliwców do wszystkiego... Pokazać jakieś nabijania na pal, ścinanie głów (ta historyjka o Szwedzie z grubym karkiem z Paska jak znalazł!), tępienie zbuntowanej czerni, rozwalanie wziętych do niewoli SS-manów po stwierdzeniu stosownego tatuażu, gonienie zawszonego bolszewika wokół placu aż padnie z wyczerpania...

    Takie tam. Mało ambitne, ale w końcu mówimy o ludzie.

    NIGDY ZAMIAST ! ! !

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  15. @ Anonimowy (od Fryca i Mahometa)

    Wiesz, sam nie jestem najbardziej bezkonfliktowym gościem na świecie, jednak jest drobna różnica, czy twoja rodzina śpiewa sobie tęsknie "My father was a handsome devil" ("devil", nie "debil"!), czy też jest psychicznie okaleczona z głodu, bo miałeś chore obsesje, wrzody żołądka i stosowny trujący charakter.

    (Marks to jednak nie było byle co - żaden tam "Wojtek" Orliński czy inny Korwin. To trza facetowi przyznać.)

    Co do Fryca, to z pamiętników jego siostry (z młodości pamiętam, że fascynujących), wynika, że to jego tatuś był raczej nie do wytrzymania, a sam Frycek (o Jezu, co za imię, zalatuje Szopenem!) w młodości to było słodkie chłopię.

    Co do Mahometa - to tu nie chodzi o to, żeby cię rodzina z chciwości nie chciała mordować, ino żeby mogła szanować. To dwie różne rzeczy.

    "Morduj, ale szanuj" - tak bym to ujął. ;-)

    No a Pica della Mirandola to pono naprawdę rodzina utrupiła, bo zbyt dużo wydawał na książki. Ciekawe kiedy utrupią kogoś z nas, za zbyt wiele czasu spędzanego na blogizowaniu i komentyzywaniu?

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Anonimowy (jeszcze o Frycach itp.)

    A poza tym JA NIE GŁOSZĘ WYBAWIENIA LUDZKOŚCI OD WSZYSTKICH PRZYKROŚCI!

    "Przynoszę wam miecz", jak ktoś kiedyś był rzekł. ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  17. @ tj,mustrum

    Wygląda na to że epoka ekspiacji i posypywania sobie łba popiołem odchodzi w Szkopenlandii do lamusa w krótkich abcugach. A gdy pokolenie Joszków Fiszerów na dobre przeniesie się do Walhalli, zobaczymy co były warte te wszystkie opowiastki o spedaleniu Niemców.

    Wczoraj myslałem że mam jakieś omamy gdy w telewizorni mignął mi SA-Standate ze znanym hasłem Deutschland erwache. A otóż nie! Powstało jakieś muzeum nazizmu czy cóś, naturalnie jeszcze wszystko w celach edukacyjno tożsamościowych i takie tam ściemnianko, ale pomalutku klimacik ulega zmianie.

    Wąchanie się na potegę z Ruskimi to ewidentny kurs na pełne morze w samodzielnej quaziimperialnej polityce niemieckiej, nawet bez zachowywania jakiś pozorów wobec gównianych państewek europy środkowej. Docelowo na pewno liczą na zdominowanie Rosji tak gospodarcze jak i polityczne, ale to w cale nie bedzie takie oczywiste.(Polskę chyba już obaj szachiści w tych swoich strategicznych podchodach całkiem lekceważą.)

    OdpowiedzUsuń
  18. triarius,

    będzie - i to nawet w tym samym stylu, co niegdyś. Jak pisał Kuehnelt-Leddihn przy okazji rozważań o Lutrze, w murowanej Wittemberdze, skąd nasz dzielny "reformator" mógł obserwować kryte strzechą chałupy wsi Łużyczan, by należeć do cechu, należało się wylegitymować brakiem słowiańskich przodków do dziadostwa włącznie. Dzisiaj mamy "normy unijne", ale efekt ten sam.

    Swoją drogą, długo się ci Serbowie trzymają - ale fakt faktem, że nie mają ambicji politycznych.

    OdpowiedzUsuń
  19. @ Tygrys

    Bracie, o jakim asfalcie zrytym przez czołgi Ty mi tu opowiadasz! Czyżbys uczestniczył w jakiej społecznej bojówce rozwalajacej dopalarnię i cós Ci się wziewnęło? Najwyraźniej nie za bardzo się interesujesz stanem naszej armii zbawienia pod świetlanym dowództwem psychiatry.

    Ja wiem że widok tych ,Bogu ducha winnych, przebierańców na uroczystościach państwowych ,człapiących pokracznie za naszym bidnym plutonikiem reprezentacyjnym, cząsto otyłych i mających trudności z koordynacją (słoma, siano, wiecheć, gówno, maszerujcie chłopcy równo!) wzbudza uczucia bardzo dalekie od dumy narodowej - ale moze o to właśnie chodzi? W każdym razie sprawy rozbrojeniowe idą u nas szybko.

    Co do Angoli, Kurde przypomniałem sobie że poza El Alamain ja sobie żadnych istotnych samodzielnych bitew lądowych angielskiego oręża skojarzyć nie potrafię? Aż dopiero jakieś Crecy czy Azincourt, ale kiedy to było!

    OdpowiedzUsuń
  20. Amalryk,

    ja w trwały socjalizm krocza w Niemczech nie wierzę - jasne, że pełno u nich spedalenia, ale to było odgórnie przeprowadzone, na rozkaz Eskimosów po wbiciu solarnego aryjskiego wodza bombami i kałmuckimi hordami do Kali Jugi.

    Innymi słowy: jest rozkaz, żeby się pedalić, to starają się przodować w pedalstwie, będzie rozkaz, żeby maszerować, gdy świat wali się w gruzy - to będą maszerować.

    Trzeźwo patrząc, trzeba było mieć absolutnie obrzezany intelekt, żeby łyknąć narrację o "jedynej, niepowtarzalnej zbrodni w dziejach świata". Kiedy osobista pamięć o wojnie zniknie, zostanie Hitler - wielki wódz, który zawojował dla Niemiec całą Europę. Jak Napoleon. Kto dziś pamięta o olbrzymich ofiarach wojen napoleońskich? Czy to, że podobnie jak Dolek, przegrał z gen. Morozem w ZSRS, w czymś szkodzi jego kultowi?

    Zasadniczo rację masz, a to jak Polska jest lekceważona pokazuje, że już dawno po jakimś pakcie Ribbentrop-Mołotow jesteśmy.

    Tylko kompletną bierność Usraela ciężko mi wyjaśnić. No, chyba że Eskimosi są bardzo zadowoleni z dostaw niemieckich łodzi podwodnych, a warunkiem ewentualnego rozszerzenia współpracy jest uspokojenie waszyngtońskich szabesgojów. Ale wtedy nasze położenie robi się jeszcze żałośniejsze. Te cholerne "polskie obozy koncentracyjne"...

    OdpowiedzUsuń
  21. @ tj

    Niemcy to głeboka, nieodwzajemniona miłość Żydów. A gdy już stosowna ilość mld DM wpłyneła, i okazało się że ta jedyna i niepowtarzalna zbrodnia w dziejach kosmosu ,to jednak sprawa faszystów i pewnych zawistnych narodów europy wschodniej, to i USrael jakby nieco wymiękł.

    Żydzi na potęgę szukają wyjścia z tej arabskiej pułapki ale cholera wie co oni jeszcze tam pod tymi jarmułkami sobie kombinują. W końcu na dłuższą metę iluzji co do charakteru ich radosnego końca w obecnej lokalizacji nikt mieć nie może.

    OdpowiedzUsuń
  22. Może i z naszych przebierańców będzie pożytek? W końcu z legionistów Piłsudskiego też się początkowo śmiano: że kulawi, że garbaci, że stumanieni, że okularnicy itd. a jak przyszło do prawdziwej wojny to wkropili kacapom, boćwinkom, szkopom i bolszewikom. "Jeśli lud lubi takie rozrywki, można ew. po tych wszystkich dywizjach, kiedy już czołgi zryją asfalt na 3 metry w głąb, kiedy już przelecą tysięczne eskadry niewykrywalnych i niezestrzeliwalnych galaktycznych myśliwców do wszystkiego... Pokazać jakieś nabijania na pal, ścinanie głów (ta historyjka o Szwedzie z grubym karkiem z Paska jak znalazł!), tępienie zbuntowanej czerni, rozwalanie wziętych do niewoli SS-manów po stwierdzeniu stosownego tatuażu, gonienie zawszonego bolszewika wokół placu aż padnie z wyczerpania..." Tak wyglądały obchody 1000lecia Państwa Polskiego za PRL-u: najpierw tanki, myśliwce, "organy Stalina", błękitne i czerwone berety, potem tarczownicy Krzywoustego, piechota łanowa Sobieskiego (bo przecież nie rusofoba Batorego!), kosynierzy i kościuszkowcy.

    OdpowiedzUsuń
  23. "Tak wyglądały obchody 1000lecia Państwa Polskiego za PRL-u: najpierw tanki, myśliwce, "organy Stalina", błękitne i czerwone berety, potem tarczownicy Krzywoustego, piechota łanowa Sobieskiego (bo przecież nie rusofoba Batorego!), kosynierzy i kościuszkowcy."

    Ale to na plebs działa. Jedyna różnica była taka, że w latach '60 Polacy wiedzieli, że to nie nasze było.

    OdpowiedzUsuń
  24. @ Anonim

    Kolega chyba niezrozumiał do końca intencji Tygrysa. Wszak on nie oceniał hipotetycznej wartości bojowej (bo i po czym) potencjalnych (czy może niespełnionych) żołnierzy wchodzących w stan osobowy tej armii przebierańców, tylko ich wartość propagandową! A ta, niestety muszę to potwierdzić, bo sam niechcący onegdaj ujrzałem to porażające zjawisko w telewizorni, jest dokładnie odwrotna od celu jaki wszelkie defilady wojskowe w intencji ich organizatorów mają spełniać.

    Jedyne z czym mógłby mi się ten bajkowy obraz skojarzyć ,to odwrót Napoleona spod Moskwy, ewentualnie inne temu podobne klimaty. Jeżeli nie ma do tego zadnej przeciwwagi to czym jest taki pokaz jak nie zwykła drwiną, wystarczyło posłuchać niewybrednych komentarzy oglądających, przerywanych głośnym śmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  25. Amalryk,

    polecam zapoznanie się z defiladami, jakie urządza w Korei tow. Kim. Pałętają się po youtube. Niesamowita, robotyczna synchronizacja w całym szeregu - wzdłuż i wszerz. Wrażenie piorunujące.

    OdpowiedzUsuń
  26. @tj, @Amalryk,

    To samo można powiedzieć o drugim Wielkim Bracie Kim Jong Ila, czy niedługo "utalentowanego towarzysza" (tak, gościu ma taką dokładnie tytulaturę!) Kim Jong Chuja czy jak mu tam. Mianowicie o ChAL-W.

    Dobra - jakem antykomunista, to nie będę smrodził w towarzystwie i dam inny przykład: Chińska Armia Narodowo-Rewolucyjna (armia Tajwanu, jakby kto nie wiedział;)). Marsz reprezentacyjny z pruskim krokiem defiladowym...

    OdpowiedzUsuń
  27. odnośnie armii to pełna zgoda. Do tego gwarant tego, że będziemy podmiotem, a nie przedmiotem, polityki międzynarodowej?

    Tylko po co znowu wolny rynek do tego mieszać, ma się jak piernik do wiatraka...

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  28. @ tj
    Nooo, to już teraz nareszcie wiem po co księgowemu dają w Rosji w prezencie cezetkę!

    Jak w tej anegdocie, gdy tow. Stalin spotyka jakiegoś innego wybitnego towarzysza ;
    - O tow. Kuźniecow! To my was jeszcze nie rozstrzelaliśmy??
    - Nie! Tow. Stalin!
    - A pistolet to wy macie?
    - Mam tow. Stalin!
    - A nie zamierzacie przypadkiem zrobić z niego użytku??
    - Nie! A dlaczego?
    - Hmm...Ciekawe, ciekawe...

    Nie ma to jak uświęcona wieloletnią praktyką tradycja.

    OdpowiedzUsuń
  29. No, cóż? Służba dla Rodiny ciężka jest. Nie każdy podoła unieść brzemię :)

    OdpowiedzUsuń