sobota, kwietnia 14, 2012

Pupa

Motto: 

Najwyższy czas wyjść z katakumb! Niech żyje prawicowy libertynizm! (Wraz z ukochanymi przez Google tego świata pikantnymi tytułami.)

* * *

Zastanawialiście się kiedyś, co by miała na okładce panatygrysia książka, gdyby wam Pan Tygrys takową napisał? Jaka książka, spytacie? Książka o sprawach aktualnych, globalnych, ale z akcentem na nasze polskie, polityczna i w sumie na serio. Więc? Ponieważ nigdy tego i tak nie zgadniecie, więc wam powiem.

Na okładce byłaby ładnie oddana, ładnie podana, realistyczna i trójwymiarowa pupa. W jakiejś tam spódniczce, żeby nie było, że bez. Kusej jednak. Może moherowej, jeśli o sprawach polskich w tej książce byłoby sporo. Albo w jakiejś tuniczce, gdyby książka wyszła bardziej globalna i ponadczasowa. Tak czy tak byłby ten damski przyodziewek nieco podarty, ale nie mniej przez to pikantny i nabrzmiały podskórnym erotyzmem.

Choćby tylko z tego powodu pikantny byłby on i nabrzmiały, że wtedy to by się lepiej sprzedawało. (Że komuś jeszcze w tych czasach muszę to tłumaczyć!) Pupa byłaby albo mocno dojrzała, moherowa, gdyby książka skoncentrowana była na sprawach rodzimych... Tym niemniej jednak bardzo smakowita... Co by, przyznaję, było sporym ustępstwem na rzecz wolnego rynku... A jeśli byśmy poszli bardziej globalnie i ponadczasowo, to coś w stylu dojrzałej mamy z japońskiego filmu rodzinnego. Sami sobie ew. poszukajcie.

"I co z tą pupą?" - spytacie. Pupa faktycznie nie byłaby tam, na tej okładce, sama. Należałaby do nieszczęsnej branki, przerzuconej przez kark konia takiego jakiegoś kałmucko-huńskiego jeźdźca. Z tego jeźdźca (choć artysta mógłby mieć nieco inną koncepcję) widzielibyśmy tylko brzuch, lewą rękę trzymającą wodze, i prawą rękę z nahajką.

Nasza zaś kobietka leżałaby sobie nogami w naszą stronę i z, powabnym acz bezbronnym, kadłubem w górę. A także centralnie na naszym okładkowym obrazku. Jeśli ktoś z kontemplujących ów obrazek miałby jakieś niezdrowe w związku z tym skojarzenia - że np. ta nahajka co pewien czas, zamiast tego konia... Albo że za chwilę, na biwaku... To ja bym nie był w stanie tych jego niepokojów rozwiać, bowiem sam podejrzewam, że takie właśnie konotacje mnie też, konceptualnemu twórcy jakby nie było, owej okładki, się narzucają.

"I co by to wszystko miało znaczyć?" - pytacie. A ja wyczuwam w waszym tonie pewną zaczepność, brak zgody, młodzieńczy bunt. "Jeśli chodzi o stan naszego kraju, to równie adekwatnym, choć faktycznie nieco mniej nośnym marketingowo, obrazem jego stanu, byłby np. śnięty karp na drewnianej desce i leżący obok nóż. Czyż nie? Więc czy tu nie chodzi po prostu o marketing i, nie owijając w bawełnę, porno?!"

"Ależ tak!" - odpowiadam. "Śnięty karp, jak i sporo innych budzących żałość i poczucie beznadziei obrazów. Które tutaj możemy sobie na poczekaniu, jak z rękawa. Jednak nie tylko o takie skojarzenia nam chodzi. O takie też, ale nie tylko."

- A o jakie?

(Wszyscy rozmówcy, widać czegoś zniechęceni, sobie poszli, ten jeden pozostał. Ale akurat temu jednemu z oczu wyziera inteligencja i autentycznie prawicowy zapał.)

- A o takie, że, jeśli owa kobieta, owa nieszczęsna branka und niewolnica, ma symbolizować Polskę, prawicę, ludzi i siły (jakie znowu "siły"? słabości raczej!), które w tych kosmicznych zmaganiach, o których wam Pan Tygrys opowiada, a co do was ludzie tak marnie trafia, stoją po tej naszej stronie, to chodzi tu przede wszystkim o to, że tę kobietkę możemy sobie podzielić na trzy części...

- Jak i karpia leżącego na desce obok noża!

- Zgoda! Jak i karpia. Bardzo celna uwaga! Tylko, że my tu, nie będąc Hunem ani Kałmukiem, jej nie zamierzamy w sensie dosłownym krajać. My ją sobie podzieliliśmy na trzy części czysto KONCEPTUALNIE.

- Dużo jej to pomoże!

- Jej to faktycznie nic nie pomoże, ale my chociaż na jej smutnym przykładzie możemy sobie pewne istotne sprawy wyjaśnić. I, jeśli Bóg pozwoli, wyciągnąć wnioski, nauki. Dzięki czemu sami się w tak kontrowersyjnej i nabrzmiałej rozlicznymi rodzajami ryzyka sytuacji, da Bóg, nie znajdziemy.

- Jakoś marnie to widzę, ale w końcu kogo mam jeszcze słuchać, komu w tych koszmarnych czasach udzielić kredytu zaufania, jeśli nie tobie, Panie Tygrys! Mów więc pan, a ja wysłucham.

- Dzięki! Więc konceptualnie ową niewiastę dzielimy sobie na trzy części: dół, środek i góra. Dół to tak jakoś od kolan i niżej. Środek to nasz tytułowy kadłub, czyli (nie bójmy się tego słowa!) PUPA. A góra to jej głowa, popiersie i ręce.

- No i?

- No i, jak widzisz, mój wnikliwy i bezkompromisowy rozmówco, pupa jest w górze - czyli nasz środkowy odcinek... A raczej nie tyle "nasz", tylko tej pani... Zresztą zaraz pójdziemy dalej i okaże się, że w pewnym sensie on naprawdę jest "nasz". Po kolei jednak!

- Zaczyna brzmieć interesująco. Tylko nie widzę, jakby to miało...

- Nie, jasne. Na razie trudno z tego coś zrozumieć. Więc kontynuuję... Pupa, jak widać, jest w górze. Oba pozostałe segmenty są w dole. Pupa jest w pewnym sensie - i to nie tylko topograficznie - centralna. Jest najbardziej wystawiona na działania wroga... W końcu tego tam Huna czy Kałmuka trudno jest uznać za przyjaciela, prawda?

- Z tym zgoda.

- Więc i nahajka, i jakieś tam wulgarne pieszczoty... Mniej albo bardziej perwersyjne... A potem, na biwaku. Nie muszę chyba dokładnie opisywać, obaj jesteśmy ludźmi światowymi.

- Zgoda.

- Pupa ewidentnie musi być broniona i chroniona. Jeśli ma, w jakimkolwiek sensie, przetrwać. Tylko, że, niestety, ani ona, ta kobietka znaczy, ani my tutaj, nie mamy sposobu, by ją naprawdę bronić. Zgoda? Jakiegoś rodzaju straż tylna, osłanianie odwrotu spod Moskwy - zgoda, to jest konieczne. Jakieś PiS'y. Takie tam. Ale jeśli to nie ma być gra do jednej bramki, po wieczne czasy, to nam nie wystarczy. Tej pani też nie wystarczy samo zaciskanie pośladków.

- Więc?

- No to chodzi o to, że ręce zaś i stopy tej pani, coś by tam mogły zrobić, ofensywnie. Że tak to określę... Ale też z tym problem. Są związane, albo i nie - na naszej okładce tego nie widać. W każdym razie ona jest przerzucona przez koński grzbiet, a ten Kałmuk nad nią siedzi i pilnuje. Te huńskie koniki nie są specjalnie szybkie, ale skakanie na główkę w galopie jest ryzykowne. No i cała masa innych problemów.

- Na razie zgoda, ale co to ma wspólnego?

- Tak sobie ostatnio wykombinowałem, a może coś mnie z góry oświeciło, nie wiem... W każdym razie doszło do mnie, że tą panią, w jej poważnych kłopotach, można porównać z sytuacją naszej, najogólniej rzecz określając, prawicy... Czyli, na naszym rodzimym terenie, patriotów - ludzi którym wciąż, wbrew "europejskiej" propagandzie, wbrew słowiczym śpiewom i krokodylim łzom wszelkich piewców Jednej Wielkiej Ludzkości Bez Granic, bez Narodów, Egoizmów - Wpatrzonej We Wspólną Świetlaną Przyszłość..."

- OK, z grubsza wiem o kogo może chodzić.

- Więc sytuacja tych ludzi, tych, choć to przezabawne określenie w tym kontekście... A z drugiej strony smutne... Tych "sił" - którym zależy na Polsce, którym zależy na tym, by człowiek był nadal, ze swymi zaletami i swymi wadami, człowiekiem, a nie jakąś pierdoloną totalitarną mrówką... Przypomina mi ona sytuację tej pani. I także można by "to" podzielić na trzy segmenty... Które - słuchaj, bo to jest to istotne! - dałyby się bardzo ładnie "mapować" (jak to się określa w środowisku nerdów i geeków) na segmenty tej pani.

- No, no...

- Więc ten środek, ta, nie przymierzając, pupa - tak piękna, tak kształtna, tak powabna i apetyczna... A jednocześnie tak bezbronna, bo czymże jest zaciskanie pośladków wobec huńskiej przemocy? To nasze państwo narodowe. Nasza Polska po prostu.

- ???

- Góra - w przypadku tej pani jej marmurowe popiersie, głowa, ale i ręce - to jest GLOBALNE I HISTORIOZOFICZNE widzenie tego, co się teraz na świecie dzieje. Czyli, jeśli przyjmiemy, że Pan Tygrys ma rację, będzie to owo unikalne KLASOWE, a jednocześnie całkiem przecie nie komusze i nie marksistowskie, ujęcie problemu...

- Coś do mnie, przyznam, trafia.

- Dzięki! Więc dalej... Plus ew. może kwestia walki z popłuczynami po Oświeceniu i "gadaniem Michnikiem", ale to mniej ważne. Najważniejsze jest to klasowe - że obecnie toczy się walka, w której obrzydliwe, szemrane elity starają się wychować resztę ludzi, z nami niejako na czele, na zadowolonych ze swego losu niewolników, na ludzkie mrówki, jednym słowem - starają się przerobić człowieka ze zwierzęcia dzikiego, na udomowione.

- OK, no to mamy górę i pupę. Co z dołem? Czyli nogami tej pani?

- Jej nogi nam się mapują na niezwykle moim zdaniem ważną, i niezwykle zaniedbaną także, sprawę INDYWIDUALNEGO potencjału każdego z nas. Nas po tej stronie frontu. Sprawę przejrzenia na oczy w sprawie popłuczyn po Oświeceniu, gadania Michnikiem, łapania się na wszystkie te leberalne chciejstwa i kłamstwa...

- A do tego pewnie Monteverdi, fizkultura, stosowana psychologia? Plus bicie brzydkich ludzi?  Nie zapominając o ważnych i mądrych książkach, tak?

- Tak, właśnie. No i rzeczy z pogranicza tych spraw, czyli wszystkie te Ardreye, Spenglery... Po prostu to, że w końcu to W NAS toczy się ta kosmiczna, ostateczna walka. I my, z drugiej strony, mamy możliwość coś w tej kwestii zrobienia. Jeśli oczywiście nie damy się zapędzić do rycia nosem w ziemi na kafelki, wakacje na Minorce, nową brykę... Choćby to się nawet nazywało "prywatna przedsiębiorczość - prawdziwe znamię prawdziwej męskości, ach!" Za którą oni nam będą bili brawo w tefałenach i gdzie tam jeszcze.

- Coś w tym jest.

- OK, dzięki. Ale nie chcę się tutaj rozgadywać na te tematy, bo nigdy nie skończę. Tego jest tak wiele i tak wiele ludziom trzeba by mówić. Chyba, że sami zaczną o tym myśleć i to praktykować. Jeśli to do nich jakoś trafi. Chodzi mi, w każdym razie o to, że my się tu - polska patriotyczna prawica i w ogóle autentyczni polscy patrioci, którzy dla mnie są w sumie niemal całkiem tym samym, co ja uważam za dzisiejszą prawicę (w Polsce) - koncentrujemy WYŁĄCZNIE NA PUPIE, która ma wiele wdzięku i wiele zalet, ale też jest akurat najbardziej bezsilna... To się da zrozumieć?

- Chyba rozumiem.

- I historyczne trendy akurat, żeby nie powiedzieć "wiatry", wieją PRZECIW niej. Pupy trzeba oczywiście bronić, na ile to tylko możliwe, ale wyobrażanie sobie, że da się w tej huńsko-kałmuckiej niewoli jakoś wydostać, że uda się nie stanowić na kolejnym biwaku obiektu erotycznego dla połowy plemnienia... A potem znowu i znowu, aż w końcu Kałmukom się znudzimy, a wtedy... Na pewno nic wesołego nas nie spotka... Że uda to się nam zrobić bez udziału rąk i nóg, wydaje mi się wysoce naiwne i po prostu zgubne!

- Musiałbym to przemyśleć, ale coś w tym chyba jest. I co dalej?

- To właśnie to. Można by o tym pisać książki, ale równie dobrze można chyba skończyć na przedstawieniu ludziom tej metafory (bo to w końcu była także i metafora). Jeśli coś im zaskoczy, jeśli ta nasza metafora zadziała, to coś z tego może dalej będzie. Przemyślenia. Dyskusja. Z czasem, da Bóg, prowadzące do konkretnych i realnych zmian w działaniu.

- Amen!

-  Może chociaż nasza prawica, nasi patrioci, dzięki temu - żadnej krzywdy Kościołowi przecież nie robiąc (na ile on tam jeszcze istnieje) - otworzą, z pomocą Googli tego świata, nowy front propagandy. Uzyskując szansę dotarcia do tych, którzy kastrowanymi ministrantami, monarchistami, czy czcicielami "wolnego rynku" i tak nigdy nie zostaną. A babciami może i tak, ale dopiero za jakiś czas, i sami jeszcze o tym nie wiedzą. No to może jeszcze, dla tych Googli i na ich cześć, powtórzmy nasze słowo kluczowe: "Pupa".

- No to ja też: "PUPA". I dzięki za rozmowę!

- Ja także, jakem Pan Tygrys, dziękuję! Za rozmowę i za ten okrzyk.

triarius

P.S. Kapitalizm to Socjalizm burżujów.

18 komentarzy:

  1. Żeby nie było, że komętów nie ma:

    zgadzam się w 100% + podziwiam metaforę (za wdzięk i wdzięki).

    OdpowiedzUsuń
  2. "obecnie toczy się walka, w której obrzydliwe, szemrane elity starają się wychować resztę ludzi, z nami niejako na czele, na zadowolonych ze swego losu niewolników, na ludzkie mrówki, jednym słowem - starają się przerobić człowieka ze zwierzęcia dzikiego, na udomowione."
    Ta walka toczy się od 10 000 lat co najmniej, a może znacznie dłużej. I trzeba przyznać, że wielu elitom udało się znakomicie: niewolnicy w świecie antycznym, Murzyni w świecie arabskim i na amerykańskim Południu, chłopi pańszczyźniani w Rosji, Polsce i Rumunii, irlandzcy dzierżawcy w Irlandii, "lud ziemii" w gettach itd. - zostali zdrowo obłaskawieni, a może nawet udomowieni, nespa?
    Metafora z głową-historiozofią, pupą-państwem narodowym i nogami-zaletami indywdualnymi (fizkultura, gra na harmonijce, bicie brzydklich ludzi w ciemnej ulicy) świetna!
    Czekam z niecierpliwością na kolejny tekst pt. fiut i cipa, o namiętnym i płodnym (tak na płaszczyźnie yntelektualnej i na demograficznej) romansie patrioty z jedną z tych zdrowo anarchizujących lewaczek ze skłotów, która na razie trenuje szczanie do zniczy na KP, acz ma potencjał walki z globalnym friedmanizmem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Staniłko ładnie rozprawia się z paroma oświeceniowo-leberalnymi mitami i chciejstwami na Rebie "Należy pamiętać, że państwo bolszewickie powstało w wyniku spisku, stąd myślenie bolszewickie zawsze opierało się na strategiach spiskowych. Co więcej, Rosja bolszewicka oparta była o odziedziczony po swojej carskiej poprzedniczce aparat opresji. To w obrębie tego aparatu – jego wojskowej (GRU) i cywilnej części (KGB) – zachowały się i rozwijały kanony myślenia strategicznego oraz zaawansowane techniki podboju, manipulacji, dezinformacji, czy wreszcie skrytobójczej likwidacji wroga.
    Należy również pamiętać, że dzisiejsze elity Rosji to po prostu aparat służb specjalnych, który zrzucił z siebie kontrolę zgniłej i zdemoralizowanej partii komunistycznej[1]. Rosja jest państwem rządzonym przez zawodowych agentów służ specjalnych. Jak wykazali jakiś czas temu O. Kryshtanovska i S. White rosyjskie elity polityczne i finansowe w 70% składają się z dawnych lub obecnych pracowników KGB i GRU.[2] Liczba pracowników FSB od 1999 r. wzrosła od nieco ponad 70 tys. do ponad 350 tys. funkcjonariuszy w 2008 r. Prof. Włodzimierz Marciniak na jednej z konferencji użył takiego oto określenia: „Rosja to grupa przestępcza, która próbuje przekonać świat zewnętrzny, że jest państwem."
    Można by dodać, że państwo carów też powstało w wyniku spisku (Tatarów przecież nie poinformowano dlaczego nagle zamiast haraczu dostali bęcki od Moskwicinów) i rozwijało się w wyniku spisków (ani Piotr Wielki, ani Katarzyna Wielka nie przejęli władzy zgodnie z zasadami klepniętymi przez ich koronowanych poprzeników, niszczenie i ignorowanie testamentów poprzedników, skrytobójstwa, porwania, postrzyganie w mnichy to była norma w Pitrze).

    OdpowiedzUsuń
  4. Staniłko dalej też nieźle dokłada do pieca "Znakiem firmowym ekipy Władimira Putina jest szczególny rodzaj soft power oparty o stosowanie przemocy. Rosjanie często dobrze rozumiejąc wewnętrzne problemy swojego państwa – jego zacofanie i skorumpowanie – uważają, że skutecznym narzędziem realizacji swoich interesów będzie rozpowszechnienie opinii o ich bezwzględności w stosowaniu przemocy. Tak jak Amerykanom obsesyjnie zależy na utrzymywaniu poczucia atrakcyjności, tak Rosjanom z ich charakterystycznymi dla mentalności sowieckiej kompleksami, rodzącymi poczucie stałego zagrożenia ze strony wrogów otaczających Rosję ze wszystkich stron, zależy na tym, aby się ich bano. I tak poczynając od upadku Michaiła Chodorkowskiego, którego los stał się czytelnym sygnałem dla reszty postnomenklaturowych oligarchów (często żydowskiego pochodzenia, jak np. Roman Abramowicz, czy Wiktor Wekselberg), aby porzucili ambicje polityczne - władza w Moskwie co jakiś czas wysyła dyscyplinujące sygnały i buduje swój kapitał lęku. Los Zelimchana Jandarbijewa, byłego prezydenta Czeczenii, zamordowanego w katarskiej Dausze przez dwóch agentów FSB był ostrzeżeniem dla innych polityków o separatystycznych ambicjach, aby porzucili nadzieję. Los Anny Politkowskiej, był ostrzeżeniem dla środowisk dziennikarskich, aby nie były nazbyt dociekliwe w śledzeniu interesów finansowych elit. Los płk. Aleksandra Litwinienki – byłego zawodowego porywacza i specjalisty od przesłuchań – ostentacyjnie zabitego wyszukaną trucizną w Londynie, był ostrzeżeniem dla innych zmęczonych swoją trudną pracą lub ogarniętych wyrzutami sumienia agentów, aby skoro już uciekają na Zachód nie informowali wszystkich o kulisach poczynań aktualnych władców Kremla. (Nie jest przypadkiem, że inni podobni uciekinierzy – Suworow, czy Gordijewski – zajmują się pisaniem książek historycznych).
    Ciekawe, że większość powyższych spraw prowadził ten sam prokurator, który obecnie zajmuje się prowadzeniem… śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej - Jurij Czajka. Zasłynął on m. in. przypisaniem morderstwa Litwinienki siedzącemu pod granicą mongolską Chodorkowskiemu."

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Towarzysz Mąka

    Dzięki! Bezcenne info.

    A ten Staniłko nie jest taki głupi, jak go piszą. Raczej przeciwnie.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  6. @ julek

    Dwie sprawy:

    1. Coś się tak uczepił tego "łysiejącego tygryska"?

    Informuję Cię, że:

    a. nie "łysieję", tylko jestem dokładnie ogolony;

    b. mam na klatce więcej włosów, niż Ty zapewne na całym Twym wątłym ciałku w najdzikszych marzeniach;

    c. już w wieku 20 lat miałem więcej włosów na klatce, niż na głowie;

    d. facet w moim wieku z gęstym owłosieniem na głowie musi mieć coś nie tak z hormonami - po prostu!

    e. ten "tygrysek" to też chyba przesada, bo ja mam 185 cm i koło stu kilo żywej wagi.

    2. Ładnie się kłócisz z Nickiem o Ardreya, ale on aż się prosi o jeszcze parę fajnych kontr. Jak np.:

    a. "Ardrey nie, ale Pilch, Koneczny i JP2 oczywiście tak?"

    b. "jasne że Ardrey to żadna podstawa prawicowości, skoro podstawą prawicowości jest przecie WOLNY RYNEK!"

    c. "A pamiętasz może, kochane chłopię, co ty sam gadałeś drobne trzy lata temu? Zanim ci (łysiejący) tygrysek zaaplikował Ardreya w łatwoprzystępnej formie, odpowiedniej dla ludzi o niezbyt chłonnych umysłach? Nie było to przypadkiem CZYSTY I NIESKAŻONY KORWIN?"

    d. "To co mówisz o Afganistanie i niewiedzeniu, że ruskich nie można pokonać jest bezcenne - nic bowiem tak znakomicie nie wyjaśnia naszego sukcesu w '39!"

    e. "A w ogóle to myli ci się chyba Nicusiu polityka z Amwayem. Gdzie, nie ukrywajmy, miałeś zresztą niesamowite fory, jako gość bardzo zamożny z domu. (Fakt, że przerośnięte ego także ci, w tym jednym przypadku, chyba nie szkodziło.) Ale i tak chyba nie zostałeś Amwayowym miliarderem, prawda? Skąd więc to przypuszczenie, że Polska... Itd."

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  7. "To co mówisz o Afganistanie i niewiedzeniu, że ruskich nie można pokonać jest bezcenne - nic bowiem tak znakomicie nie wyjaśnia naszego sukcesu w '39!"
    39 to była klęska, ale w dobrym stylu. Walczyliśmy ponad miesiąc z dwoma totalitarnymi supermocarstwam przy praktycznie zerwoym wsparciu UK i FR. Pewnie, że można to było rozegrać lepiej np: w ogóle nie walczyć jak Czesi, albo bić tylko jednych z pomocą drugich jak Finowie, ale w porównaniu z Żabojadami wypadliśmy całkiem, całkiem...Nawet tacy frankofile jak mason Sikorski i burbonista Cat-Mackiewicz przyznawali zgodnie, że Polska biła się o parę klas lepiej od rzekomo mocarstwowej Francji.

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Towarzysz Mąka

    Co nie zmienia jednak faktu, że była to klęska i że nie wynikała z przekonania, że szkopów nie da się pokonać, ani jego braku? Zgoda?

    Zresztą nie ma niestety wątpliwości, że bez udziału Kraju Rad szkopy też by se z nami poradziły. W ówczesnej międzynarodowej sytuacji byliśmy tak czy tak sami.

    Nie chodziło mi o to, że walczyliśmy dennie, bo sam miałem przodków i bliskich krewnych wtedy walczących, z których niektórzy polegli, a inni przeżyli całą wojnę w obozie jenieckim, tylko że to całe Nicka psychologizowanie psu na buty się nie zda.

    To po prostu nie tak działa. Więcej miałoby sensu, gdybym ja np. powiedział, że Afgany radziły sobie nieźle, bo nie miały żadnego JP2.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Triarius

    Sądzisz, że gdyby Karol Wojtyła pozostał jednym z wielu biskupów i kardynałów to mielibyśmy w Polsce wieszanie jak z młodzieńczego opowiadania Twardocha?
    "z dużego domu wyprowadzili mężczyznę. W pierwszej chwili nie poznaliśmy go, brakowało mu najważniejszego rekwizytu – ciemnych okularów, munduru i czapki, ale po chwili, już wiedziałem, to Jaruzelski. Wyglądał nagle tak smutno i bezbronnie, miał związane ręce, mrużył oczy, bo raziło go czerwcowe słońce, jak ślepy kret z kreskówki. Był tylko w spodniach i podkoszulku bez rękawów, prowadzili go brodaci faceci z bronią, a ręce miał związane. Tłum wrzeszczał, co mnie wcale nie dziwiło, bo telewizyjny tłum zawsze wrzeszczy. I potem weszli z nim na ten podest, założyli pętlę, zepchnęli, poleciał, ale niezbyt wysoko. Wisiał, szarpiąc się na sznurze (...) Co to właściwie znaczy, że powiesili Jaruzelskiego,że Kiszczak zabity we własnym domu, że powiesili Urbana? Podobno – mówił wujek S.– płonie KC, milicjanci pouciekali, bo kilku zlinczowano, wielu przyłączyło się do tłumu, podobnie jak co sprytniejsi aparatczycy. Podobno wśród wieszających był ten młodziak, Kwaśniewski, który błyszczał przy okrągłym stole i paru innych, są teraz nagle bardzo radykalni, bo się bardzo boją, że mogą być następni. Były jakieś strzelaniny, SB się broni, a czy Ruscy wejdą? Podobno nie – powiedział wtedy tata. Nie wejdą, nie ruszą się z koszar. To nie pięćdziesiąty szósty. Czy tam, w Warszawie, już jest jakaś władza? –pytał. A brat opowiadał, że ukonstytuował się jakiś Komitet, z Solidarności Walczącej i KPN-u, Moczulski i Morawiecki – a może Morawski? – i przejmują władzę, Michnika aresztowali podobno."

    OdpowiedzUsuń
  10. @Tygrys

    "[...]d. "To co mówisz o Afganistanie i niewiedzeniu, że ruskich nie można pokonać jest bezcenne - nic bowiem tak znakomicie nie wyjaśnia naszego sukcesu w '39!"[...]" - Co? Co?
    Coś mnie ominęło? Czyżby Nicuś znów był odfrunął w jakąś hurrawojennopatriotyczną metafizykę?

    Prawdę mówiąc im bardziej pogrzebać o tych sowietach w Afganie to coraz ciekawsze pojawiają się zapytania. Co ekstra ciekawe to te ich straty bezpowrotne w afgańskiej wojnie, rzędu 1000/rok - toż to, dla nieobznajomionych, akurat dokładnie tyle ile zwykle w czas pokoju niezwyciężona armia radziecka traciła na skutek przeróżnych "nieszczęśliwych wypadków".No i te ograniczenie sił bezpośrednio zaangażowanych w walkach do specnazu i desantu; co sprowadzało się do udziału w bezpośredniej walce raptem kilkunastu tysięcy, w porywach do dwudziestu, z tej całej 100tys. czeredy dekowników - ciekawe, ciekawe?

    A co do gloryfikowania tego sławetnego dania dupy przez Francuzów w 1940, to tu z kolei zalecana jest raczej daleko idąca wstrzemięźliwość. Gdyby nie debilny system polityczny, wymuszający decyzje na wojskowych, to Helmuty raczej byłyby się już tam zesrały na rzadko. Wystarczyło osrać głupawych Belgów, skoro wyskoczyli z tą swoją neutralnością, i spokojnie czekać; wprowadzając jako drugi rzut strategiczny 50 dywizji rozstawionych za Linią Maginota (która jak się niebawem okazało była, w miejscach budowanych przez COR, całkowicie poza możliwościami przełamania, przy ówczesnych środkach walki posiadanych przez Niemców).
    (Zresztą, gdy Gamelin się w końcu połapał o co w tym całym bajzlu kaman i rozpoczął przygotowania do odcięcia podstawy Szwabskiego "sierpa", to akurat został całkowocie wyautowany! A zaczęło się tak obiecująco pod Gembloux! Korpus pancerny Hoeppnera był legł, a dowódca po ciężkim laniu meldował, iż jego zajebiaszczy korpus utracił był zdolności ofensywne.)

    OdpowiedzUsuń
  11. @ Amalryk

    Coś bliższego o tym chujowym dowodzeniu można?

    A z tymi kacapami, to jak to interpretujesz?

    Czaili się, żebyśmy uwierzyli w upadek komunizma? Aż tak nas przeceniają? ;-)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Tygrys

    To znana sprawa. Kluczem do całej klapy była neutralność Beneluxu. Szkopy odegrały komedię z desantami lotniczymi i dywanowymi nalotami, aby nabrać aliantów na rzekomą powtórkę ze Schliffena i wciągnąć ich najlepsze wojska w "belgijską pułapkę", gdy sami całość sił pancernych i zmotoryzowanych przyczaili w Ardenach. A gdy alianci połknęli przynętę... to oni ciach "sierpem" w kierunku kanału La Manche odcinając w kotle to to najlepsze (że o wrażeniu psychologicznym tego błyskawicznego przełamania i jego wpływie na dalszą walkę nie wspomnę).A forty L.Maginota: Fermont, Latirremont, Hochwald, Schonenburg to kapitulowały dopiero gdzieś w połowie lipca na specjalny rozkaz rządu Francji!

    Co do tego Afgana - powiedz sam: masz 6mln ludzi pod bronią (o chemii i atomie nie wspomnę) i pierdolisz się z jakimiś kozodupcami, każąc się za nimi uganiać po górach 15-stu tysiącom desantnikom i bojcom ze specnazu?? Bo co? Bo te miliony są nie do ruszenia z powodu oczekiwanej agresji?! A niby kogo? Misia Gogo?

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobry tekst i ciekawe komenty.

    2. Nicek to w ogole gada nie na temat to nawet nie bede ocenial czy madrze czy nie.

    Ps. Chcesz powiedziec, ze "ogolony tygrys" brzmi dostojniej? No dobra zrozumialem przekaz.

    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  14. Acha, tekst nie jest tylko dobry, ale jeden z lepszych w historii tego bloga i w ogole. Polska prawica widac tez potrzebuje swojego "gombrowicza".

    No to ja tez: "PUPA!".

    OdpowiedzUsuń
  15. @ julek

    Bo dialog. Więc ma formę. Forma jest ważna (choć nie wiem czy Gombrowicz by się zgodził), a większość tutaj nie ma żadnej. (Kiedyś bywało z tym lepiej.)

    Przyznam, że sam tytuł wydaje mi się okrutnie ęfątylny, ale cóż zrobić - o Narodzie nie wypadało w końcu mówić słowem na "d".

    Co do moich włosów, czy może ich braku... "Łysy" mnie specjalnie nie przeszkadza. Ani powiedzmy "bezwłosy" (choć tylko przecie na głowie).

    Albo "fryzurzasty inaczej", co akurat wymyśliłem na Twoją cześć. Albo coś o haraczownikach.

    "Łysiejący" jest po pierwsze od dawna nieprawdą, a po drugie brzmi jakoś tak wypełźle. Przyznasz.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  16. O wlasnie.... ma forme i tresc. Bo z Gombrowicza to jedynie dzienniki ja maja.

    Dzisiaj bylem w zoo i widzialem tygrysa. Piekne futro, w ogole balejaz, ale tygrys skubal trawe. Ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
  17. @ julek

    Rozwiń proszę to "i w ogóle"!

    Bardzom ciekaw. (I wciąż niesyty pochwał.)

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń